J.Ś. XVII Karmapa Orgyen Tinley Dorje: Ochrona naszego środowiska naturalnego

Głowa tradycji Karma Kagju, Karmapa Orgyen Tinley Dorje jest siedemnastą inkarnacją pierwszego Tulku w tybetańskiej historii, Gyalwanga Karmapy. Urodził się w 1985 roku w rodzinie nomadów w Khamie. Został intronizowany w głównej siedzibie Karmapów, klasztorze Tsurphu, jako Karmapa Siedemnasty, zgodnie dokładnymi szczegółami zawartymi w przepowiedni wielkiego Tertona, Chokyura Lingpy. Zanim skończył 10 lat, został rozpoznany przez innych najważniejszych tulku linii Kagyu. Na początku 2000 roku młody Karmapa w bardzo odważny sposób uciekł z Tybetu do Indii. Od tego czasu mieszka w Dharamsali. Co roku odwiedza Bodh Gaję, gdzie prowadzi Kagju Mynlam (Święto Modlitw),  i Sarnath.



Odkąd pojawiliśmy się na tej ziemi jako gatunek ludzki, eksploatujemy ją niezwykle intensywnie. Mówi się, że 99% dóbr na tym świecie pochodzi ze środowiska naturalnego. Zużywamy tę ziemię. Dawała i daje nam ona niezmierne korzyści, lecz co my zrobiliśmy dla niej, żeby się odwdzięczyć? Ciągle ją o coś prosimy, lecz nie dajemy jej niczego w zamian.  Nie myślimy o niej z miłością ani z troską. Kiedykolwiek z ziemi wynurza się drzewo lub cokolwiek innego, ścinamy je. Do dzisiejszego dnia toczymy o nią ciągłe wojny i spory, nic się nie zmieniło. Tak naprawdę zrobiliśmy dla niej bardzo niewiele. Nadszedł teraz czas, gdy ziemia ma już nas dość i  patrzy na nas gniewnie. Ziemia ma zamiar potraktować nas surowo i nie zajmować się nami więcej. Jeśli przestanie się o nas troszczyć, gdzie możemy się udać?  Niektórzy mówią o przeprowadzce na inne planety, które mogą podtrzymywać życie, lecz nawet jeśli jest to w ogóle możliwe, będzie sobie mogła na to pozwolić jedynie garstka bogaczy. Co stanie się ze wszystkimi innymi czującymi istotami,  z tymi z nas, którzy będą musieli tu zostać?


Co możemy zrobić  teraz, gdy doprowadziliśmy do tak krytycznej sytuacji? Żyjące na ziemi czujące istoty i elementy świata natury powinny złączyć razem ręce – nie wolno pozwolić na to, by ziemia postawiła krzyżyk na czujących istotach, a czującym istotom nie wolno zrezygnować z troski o ziemię. Czyż logo Mynlam nie wygląda, jak dwie połączone dłonie?

Jego kształt podobny jest do kształtu Flagi Szesnastego Karmapy (Sixteenth Gyalwang Karmapa’s Dream Flag}. Symbolizuje ona pokój i pogodę ducha, i jest regularnie używana przez praktykujących w tradycji Karma Kamtzang. Gdybym miał to wszystko wymyślić samemu, wątpię czy byłoby w tym jakiekolwiek błogosławieństwo, jest ono prawdopodobnie obecne w tym logo dzięki temu, że użyłem jako wzoru projekt poprzedniego Karmapy. Jest to symbol Kagju Mynlam, którego celem jest przyniesienie pożytku całemu światu.  Chcemy zatroszczyć się o naszą ziemię! Oby na świecie zapanował pokój! Oby życie na ziemi trwało przez wiele tysięcy lat! W taki sposób się tutaj modlimy i takie jest znaczenie tego nowego symbolu. Myślę, że mógłby on stać się również znakiem ludzi, którzy kochają ziemię i chcą ją aktywnie ochraniać.

W ostatnich latach na  Ziemi  nastąpił drastyczny wzrost temperatury, co stwarza ogromne zagrożenie dla całego świata. W dawnych czasach, my – Kagjupowie, przebywaliśmy zwykle na odosobnieniach w oddalonych górskich jaskiniach lub kamiennych chatach. Były to przyjemne odosobnienia – nie było konieczne zajmowanie się pracą taką, jak kopanie w ziemi, ścinanie wielu drzew czy poszukiwanie i wydobywanie minerałów. Lecz później, czy to z powodu pragnienia przyniesienia pożytku większej ilości czujących istot i krzewienia nauk, czy też może, jak mówi stare przysłowie, ponieważ, „Im więcej medytujesz na Mahamudrę, tym bardziej aktywny się stajesz.” – praktykujący stali się nazbyt zajęci. Ci od których oczekiwano podążania ścieżką Linii Praktyki w położonych wysoko w górach odosobnionych miejscach, nie byli  już w stanie dłużej tego robić. Zeszli więc w doliny i stało się niezbędne zbudowanie wielu klasztorów.

W dzisiejszych czasach mnisi z wielu klasztorów Kagju, przy okazji budowy nowego klasztornego budynku, bez żadnych skrupułów wycinają wszystkie drzewa w okolicy, wyrządzając ogromną szkodę środowisku. Niektóre klasztory sprzedają nawet drewno z wycinki pobliskiego lasu. W chwili  gdy to robimy, nie zdajemy sobie sprawy ze skutków i być może nie odczujemy ich od razu, lecz po kilku latach z pewnością pojawią się problemy. Kiedy tak zwana esencja ziemi –  esencja danego miejsca jest uszkodzona, środowisko naturalne doznaje ogromnego uszczerbku i dopiero wtedy myślimy: „No, nie!  Cośmy najlepszego zrobili?!” Lecz będzie już za późno. Drzewo nie wyrośnie w momencie, gdy je zasadzimy –  zajmuje to dwadzieścia lub trzydzieści lat.

Z tego powodu, we wszystkich naszych klasztorach w Indiach, Nepalu i Tybecie powinniśmy zdać sobie jasno sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wszystkich czujących istot zamieszkujących nieograniczoną przestrzeń i, że nie jest to aż tak bardzo ważne. Żyjemy na tej Ziemi i każdy może ją zobaczyć. Jeśli nasza Ziemia ulegnie zniszczeniu na skutek globalnego ocieplenia, nie będzie już dłużej Kagjupów. Nie będzie Karma Kamtzang. Wszyscy zginiemy. To nie będzie tak, że reszta świata zostanie zniszczona i przetrwamy tylko my, dzięki naszym opiekunom Dharmy i Mahakali Bernakczen. Tak się nie stanie. Dlatego musimy ochraniać środowisko. Powinniśmy uczyć mnichów w klasztorach, w jaki sposób to robić. Ciągłe zaabsorbowanie rozbudową klasztorów bez należytej  dbałości o środowisko jest błędem. W sutrach i tantrach powiedziane jest, że utrzymywanie klasztorów i świętych miejsc w czystości przynosi niezmierzone korzyści. To samo dotyczy Ziemi – znajduje się ona w wielkim niebezpieczeństwie i potrzebuje naszej troski, więc powinniśmy starać się ochraniać środowisko naturalne dla dobra wszystkich żyjących na tym świecie czujących istot. Być może nie jesteśmy w stanie zbyt wiele zrobić, ale podstawowe rzeczy, których należy przestrzegać, aby chronić ten świat, nie są trudne do wyjaśnienia.  Powinniśmy przekazywać ludziom naszą wiedzę, mówiąc: „Tak właśnie jest.”. Niezależnie od tego, czy jesteśmy członkami społeczności klasztornych, czy też ludźmi świeckimi, jeśli codziennie, każdego dnia bez wyjątku, będziemy przejawiać troskę o środowisko, będzie to czymś bardzo dobrym.

Większość uczestników naszego spotkania, bez względu na to, czy urodzili się w Tybecie, czy też nie, ma związki z tybetańską Dharmą, kulturą i językiem. Podobnie, większość z nas zgromadzonych tutaj, przyjechała z Indii, Nepalu, Bhutanu lub Sikkimu. Powinniśmy wszyscy poświęcić nieco uwagi ochronie środowiska w Tybecie, ponieważ ma ono ogromny wpływ na środowisko naturalne obszarów z których pochodzimy. Jest tak,  gdyż  w Tybecie mają swój początek rzeki, które dostarczają większość wody pitnej do mniej więcej ośmiu krajów azjatyckich.  Jeśli środowisko naturalne Tybetu zostanie zniszczone, zagrozi to całej Azji. Jeśli ekosystem wodny w Tybecie nie będzie działał właściwie, spowoduje to wiele problemów, takich jak powodzie na terenach położonych wzdłuż biegu rzeki Jangcy. Gdy wielkie rzeki opuszczą swoje koryta, nastąpią wielkie zniszczenia, powodzie i inne niebezpieczne zjawiska. Obecnie rząd chiński planuje sadzenie lasów w Tybecie. Indie i inne kraje, również interesują się bardzo środowiskiem naturalnym Tybetu, zdając sobie sprawę z jego kluczowego znaczenia.

Mówimy wciąż, że Tybet należy do Tybetańczyków. Lecz co my – Tybetańczycy robimy dla Tybetu?  Czy chronimy środowisko naturalne w Tybecie, czy też je niszczymy? Tradycyjnie Tybetańczycy utrzymywali pewne starodawne wierzenia. Szczególnie imponujące góry uważali za domostwa duchów – były to więc wyjątkowe, obdarzane czcią miejsca – nie należało zakłócać ich spokoju, wydobywać minerałów czy też kamieni. Piękne lasy, kamienie i klify o niezwykłym kształcie, również były siedzibami duchów. Tego rodzaju wierzenia były dość pożyteczne. Kiedy byłem dzieckiem nie śmieliśmy bawić się na otaczanych czcią górach, w których mieszkały lokalne bóstwa. Nie mieliśmy nawet śmiałości, aby na nie wchodzić, nie mówiąc już o zakłócaniu spokoju….Nie wolno nam też było  wkładać rąk do strumieni dostarczających wodę do picia. Chodziło o to, żeby jej nie zanieczyszczać i nie złościć nagów (duchy wodne –  tłum). Kiedy chcieliśmy umyć ręce lub stopy,  musieliśmy nabrać wody ze strumienia i zrobić to w jakimś innym miejscu. Pod żadnym pozorem nie wolno nam było myć się, kąpać, robić prania ani używać jakichkolwiek chemikaliów w strumieniu. Podobnych zasad przestrzegano prawie wszędzie. W dzisiejszych czasach wielu ludzi, szczególnie młodych, mówi: „To jest ślepa wiara. To jest tylko wiara religijna.” Ochrona środowiska jaką zapewniały te  tradycyjne poglądy, pogarsza się radykalnie. Tradycyjny sposób postrzegania świata odszedł bezpowrotnie, lecz nie zastąpiła go nowoczesna edukacja na temat ekologii. Mieszkańcy Tybetu koncentrują się teraz na rozwoju gospodarczym i dążeniu do materialnego bogactwa. Ludzie zastanawiają się głównie nad tym, czy zająć się przemysłową hodowlą, zbudować olbrzymi dom a może kupić samochód. Taka jest dominująca mentalność. W dzisiejszych czasach ludzie zużywają ogromne ilości drewna na budowę pięknych domów w stylu tybetańskim, o wiele więcej niż dawniej. W przeszłości jedynie klasztory miały tak piękne rzeźbienia i ozdoby –  obecnie wielu zwykłych ludzi mieszka w domach z wyszukanie rzeźbionymi oknami, framugami i tym podobnymi ozdobami. Wygląda to uroczo, ale marnotrawi się w ten sposób dużo drewna i kamienia. Jeśli wszystkie lasy zostaną wycięte, nic nie zatrzyma powodzi i osunięć gruntów.

Następna sprawa,  to przemysłowa hodowla zwierząt. Nie znaliśmy tego kiedyś w Tybecie, nie było to konieczne.  Jest to łatwa praca –  hoduje się w ten sposób świnie, kury, kaczki i bydło. Zwierzęta dostają zastrzyki, aby szybciej przybierały na wadze – używa się dużo środków farmaceutycznych. Fermy i gospodarstwa stają się coraz większe, a hodowany w nich inwentarz wytwarza duże ilości nawozu i metanu, które zanieczyszczają środowisko i nieskazitelnie czyste do tej pory powietrze. Naprawdę powinniśmy się nad tym zastanowić. Tybet –  dach świata, jest czysty i nieskażony. To jest nasz własny piękny kraj. Nawet jeśli inni nie potrafią go chronić, przynajmniej my sami powinniśmy powstrzymać się od działań powodujących jego degradację. Jeśli dobrze o niego zadbamy, nie stracimy naszego honoru i wypełnimy co do nas należy. Straciliśmy już tak dużo z tego, co mieliśmy, że jeśli zniszczymy więcej, nie zostanie nic co można będzie nazwać tybetańskim. Nawet gdyby została podpisana ugoda i moglibyśmy odzyskać wolność dla Tybetu, do czego byśmy wrócili? Jak wyglądałaby nasza ojczyzna? Jeśli obrócimy ją w paskudny ugór, odzyskanie wolności nie pomoże nam w odnalezieniu szczęścia.

Jednym z powodów dla których tak się dzieje –  i sami jesteśmy za to odpowiedzialni –  jest nasze niewielkie zainteresowanie zdobywaniem wiedzy. Im więcej wiemy na temat ekologii, tym bardziej troszczymy się o środowisko. Naturalne środowisko Tybetu jest cudowne – otaczające nasz kraj ośnieżone góry, zapewniają naturalną ochronę przed skażeniem z zewnątrz. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie wszystkim odpowiedniej edukacji po to, by ochraniali nieskazitelnie czyste środowisko Tybetu. Wszyscy musimy zadbać o środowisko całej planety, a zwłaszcza Tybetu i rejonu Himalajów. Tybet jest prawdopodobnie najważniejszym źródłem wody pitnej na świecie. Powinniśmy wziąć to pod uwagę, szczególnie w każdym z naszych klasztorów. Sądzę, ze byłoby bardzo dobrze, gdybyśmy spróbowali rozbudzić zainteresowanie ekologią we wszystkich naszych klasztorach w Indiach, Nepalu, czy Tybecie. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale jest kilka podstawowych kwestii, które powinniśmy zrozumieć i zastosować. Jeśli będziecie w stanie przestrzegać ich w swoich klasztorach i mających z nimi związek gospodarstwach domowych, przyniesie to korzyść zarówno naszym społecznościom, jak i poszczególnym jednostkom.

Pierwsza z nich dotyczy  samochodów. Często bywa tak, ze gdy tylko lama zakończy trzyletnie odosobnienie,  kupuje ciężarówkę. Mieliśmy kiedyś w Tsurphu małego mnicha nowicjusza i kiedyś ktoś zapytał go: „Co chciałbyś robić, kiedy dorośniesz?” „Chciałbym zostać lamą,” – odpowiedział. „Co będziesz robił, kiedy zostaniesz lamą?” „Zamierzam ukończyć trzyletnie odosobnienie,  kupić ciężarówkę i książkę Karma Chakmy o rytuałach Toh, a następnie podróżować.” On widział lamów, którzy tak właśnie zrobili. Tak więc małe dzieci myślą, że tym właśnie zajmują się lamowie. Każdy lama kupuje własny samochód i musi kupować paliwo do niego. Światowe zasoby ropy zmniejszają się, a jej cena rośnie. Po co każdemu lamie własny samochód? Wszyscy chcą mieć piękne auta, które zużywają dużo paliwa – z tym kojarzy im się status lamy. Zastanawiam się, jak to się ma do stylu życia dawnych mistrzów, którzy mieli bardzo niewiele pragnień i byli zadowoleni z tego co posiadają. Lamowie są ludźmi praktykującymi Dharmę, niezależnie od tego, czy przyjęli mnisie śluby, czy też nie. Oznacza to, że powinni mieć niewiele pragnień i zadowalać się tym co posiadają. Nie powinni angażować się bezpośrednio w gonitwę za ośmioma światowymi Dharmami, chociaż może być tak, że rzeczy przychodzą do nich w sposób naturalny. W dzisiejszych czasach jest inaczej. Jest to problem. Powinniśmy zastanowić się ponownie, czy potrzebujemy tak wielu samochodów, a szczególnie takich, które zużywają dużo paliwa. Powinniśmy praktykować powściągliwość. Jest to również niewłaściwe, jeśli weźmiemy pod uwagę lokalną ludność. Większość z nas jest w Indiach uchodźcami. Ludzie tutaj będą zazdrośni, jeżeli będziemy jeździli lepszymi samochodami niż oni. Nie robi to dobrego wrażenia. I nie jest konieczne.

Następna kwestia dotyczy energii elektrycznej. W oddalonych rejonach Tybetu ludzie używają energii pochodzącej ze słońca i wiatru. To jest dobre. Wytwarzanie energii elektrycznej jest drogie i używanie jej bez zwracania uwagi na wpływ, jaki wywieramy w ten sposób na środowisko,  jest destrukcyjne. W klasztorze Tsurphu nie mieliśmy elektryczności, lecz później zainstalowano panele słoneczne. Są one ciągle dość drogie.  Zapewnienie energii elektrycznej na potrzeby dużego budynku może być bardzo kosztowne. Jednakże energia słoneczna i wiatrowa jest bardzo korzystna, ponieważ nie ma  kosztów eksploatacyjnych i nie szkodzi środowisku.  W Tybecie słońce świeci mocno –  jest on dachem świata – więc wielu ludzi używa energii słonecznej. W naszych klasztorach przebywają duże grupy ludzi, toteż płacimy bardzo wysokie rachunki za elektryczność. Powinniśmy szukać sposobów, aby ją oszczędzać. Nie zostawiajcie niepotrzebnie zapalonych świateł, kiedy świeci słońce i jest jasno na dworze.

Trzecia kwestia dotyczy sadzenia drzew. Nam –  mnichom, nie wolno ścinać drzew, ani innych roślin, które mają korzenie i rodzą owoce. Taka była głęboka intencja Pana Buddy. Lecz powinni to mieć na uwadze nie tylko mnisi. Tlen niezbędny do życia dla wszystkich żyjących na tym świecie żywych istot, pochodzi z drzew i roślin. Więc nawet jeśli będziemy w stanie zasadzić tylko jedno drzewo, pomoże to prawdopodobnie wielkiej ilości istot. (?.)

Moim szczególnym zaleceniem na ten rok, jest prośba, aby każdy klasztor, jeśli tylko jest to możliwe, zasadził przynajmniej tysiąc lub dwa tysiące drzew. (….)

Jeśli któreś z klasztorów muszą ścinać drzewa, byłoby dla nich dobrze, gdyby zasadziły więcej drzew, niż ścięły. Jeśli cokolwiek może rozzłościć lokalne bóstwa i nagów, to jest to z  pewnością ścinanie drzew i nie sadzenie na ich miejsce nowych.

Trzecia kwestia nie dotyczy mnichów, ponieważ nie zajmują się oni rolnictwem. Aby przyspieszyć rozwój uprawianych przez siebie roślin, rolnicy używają różnego rodzaju nawozów sztucznych. Jak słyszałem, w wyniku tego pierwsze zbiory są bardzo dobre, lecz później ziemia traci żyzność i staje się jak piasek. Nawozy sztuczne wyjaławiają ziemię. Tak to się dzieje. W Tybecie jest wiele gospodarstw rolnych.  Zasiewając nasze pola, nie powinniśmy myśleć, że ponieważ są one naszą własnością, to możemy robić co nam się podoba. To jest jedna z rzeczy, o których warto pomyśleć. Następną jest to, że użycie nawozów sztucznych wyjaławia wielkie obszary ziemi uprawnej. Mnisi nie muszą sami uprawiać ziemi, lecz mają wielu przyjaciół i krewnych, którzy to robią. Jeśli nie podejmiemy całościowego, zbiorowego wysiłku, trudno nam będzie ochronić środowisko.

Krótko mówiąc, są dwie rzeczy na tym świecie, które pozwalają nam iść do przodu. Pierwszą z nich jest lęk. Wszystkie istoty, włączając w to zwierzęta, rozwijają się z lęku. Czują zagrożenie dla swojego życia i szukają sposobów, aby mu zaradzić.  Rozwój, posuwanie się naprzód, ponieważ widzi się korzyść lub zysk, jest jak sądzę, czymś właściwym przede wszystkim ludziom. My –  ludzie jesteśmy istotami obdarzonymi rozumem i  inteligencją. Lecz przy całym naszym polocie, jeśli będziemy tylko błąkać się bez celu, nie robiąc niczego co miałoby znaczenie –  staniemy się jedynie jeszcze jedną gębą do nakarmienia, jeszcze jedną osobą zajmującą miejsce na i tak już zatłoczonej ziemi. Nie będzie z nas żadnego pożytku. Żyjąc na tym świecie, powinniśmy wykazywać się inteligencją i mieć wizję przyszłości. Uważam, że tylko wtedy nasza egzystencja będzie miała znaczenie. Nie będziemy już dłużej jedynie zajmować przestrzeni. Będziemy w stanie przynieść pożytek wszystkim innym stworzeniom, z którymi dzielimy tę ziemię. Ochrona ziemskiego środowiska jest w tej chwili ogromnie ważną sprawą. Ale to nie z tego powodu przechodzą mnie ciarki, kiedy siedząc na tym tronie, mówię do was o tym. Istnieją przepowiednie Pana Buddy i wielu uczonych,  urzeczywistnionych mistrzów, dotyczące tego, w jaki sposób czasy staną się zdegenerowane;  zdegeneruje się środowisko i żyjące w nim istoty. Mówili o tym dawni mistrzowie, lecz my nie przywiązujemy do tego wagi. Ludzie tylko mówią w kółko, co zostało napisane w takim piśmie, a co w innym.

Chciałbym opowiedzieć wam historię. Podczas wstrząsów w Tybecie w latach pięćdziesiątych,  lama, który był poprzednią inkarnacją Pawo Rinpocze przeglądał przepowiednie Guru Rinpocze i pomyślał, „To prawdopodobnie naprawdę się zdarzy.” Pokazał je swojemu służącemu i powiedział, „To się zdarzy, tak będzie. To są przepowiednie Guru Rinpocze. Musimy uciekać do Indii, nie możemy zostać tutaj.” Kiedykolwiek pokazywał przepowiednie służącemu, mówił on, „No więc  tak. Idę do Indii!” Służący dotykał tekstem przepowiedni Guru Rinpocze swojego czoła i odkładał go na bok.

Później sytuacja pogorszyła się i nawet Karmapa udał się do Indii. Gdy usłyszał o tym  Pawo Rinpocze, powiedział, „Mówiły o tym przepowiednie!  Nawet Karmapa wyjechał. Lepiej my też wyjedźmy, bo będzie z nami niedobrze.” Służący odpowiedział, „Jak to możliwe? Są trzy wielkie klasztory: Sera, Drepung i Ganden, i pałac rządu Potala. Nie jest łatwo to wszystko zostawić. Jeśli przygotujemy się do ucieczki, nie będziemy mogli tu zostać.” Zdecydowanie odmówił udziału w jakichkolwiek przygotowaniach do ucieczki. Albo brakowało mu edukacji, albo sytuacja przerosła go, bo nigdy nie stanął w obliczu tak trudnych okoliczności. W końcu służący nie był w stanie wyruszyć do Indii i w rezultacie potwornie cierpiał.  Trafił do obozu re-edukacyjnego, gdzie był torturowany, na skutek czego zmarł.  Podobnie jest z nami. Pan Budda i dawni mistrzowie mówili dużo o potrzebie ochrony środowiska, lasów i drzew. Lecz kiedy słyszymy ich słowa, dotykamy tylko tekstem naszego czoła i mówimy, „Idę do Indii!” Często powtarzamy wymyślne i piękne formułki, „Oby tak było! Oby wszystkie istoty odniosły pożytek! Oby tak się stało! Oby przyniosło to pożytek wszystkim czującym istotom w całej przestrzeni! Oby to się wydarzyło!” Ale później nie praktykujemy tego w autentyczny sposób. Nadal błąkamy się w oceanie samsarycznego cierpienia, ponieważ wypowiadane przez nas życzenia nijak się mają do naszych czynów. Jeśli będziemy robić tak dalej, pozostaniemy w samsarze na zawsze. Proszę pamiętajcie o tym.

Mowa wygłoszona przez Jego Świątobliwość XVII Karmapę w czasie Kagju Mynlam w 2007 roku

Przetłumaczona na język angielski przez Ringu Tulku Rinpocze/Karma Choephel

Tłumaczenie na język polski: J.S

źródło: www.ecobuddhism.org

zobacz także: J Ś. XVII Karmapa na Drugiej Konferencji Ekologicznej Szkoły Kagju

mapa strony

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *