Importowana do Polski transgeniczna soja (GMO) to łzy argentyńskich matek

W Argentynie i Paragwaju w regionach upraw eksportowanej do Polski soi transgenicznej (GMO) stwierdzono masowe pogorszenie zdrowia publicznego w postaci masowych deformacji dzieci (glifosat zaburza formowanie się narządów w życiu płodowym człowieka), bezpłodności, poronień i nowotworów.

Sojowe uzależnienie Polski

Pasza z soją GMO stosowana jest w wielkich fermach przemysłowych świń i drobiu, a to dlatego, iż powoduje ona nienaturalnie szybki przyrost wagi ciała tych zwierząt. Jak pisze Felicity Lawrence z Guardiana: „Drób jest szczególnie spektakularnym przykładem: potrzeba tylko 3 kg białka sojowego, by „wyprodukować” pół kilo białka drobiowego. Jeśli uda się przekonać ludzi, by jedli bardzo dużo drobiu, soja staje się kopalnią złota.”

W ostatnich latach polski import soi z Ameryki Południowej osiągnął gigantyczny rozmiar 2 mln ton rocznie, a to żywnościowe uzależnianie się naszego kraju od paszowych monopoli odbyło się za pełną aprobatą wszystkich kolejnych rządów w ostatnich 10 latach. Doszło do tego, że ministerstwo rolnictwa ogłasza, że 90-95% śruty sojowej dostępnej na krajowym rynku stanowi śruta sztucznie zmutowana, a „Wprowadzenie zakazu jej stosowania spowodowałoby drastyczny deficyt białka paszowego w kraju i pogorszenie konkurencyjności krajowej produkcji zwierzęcej.”


W tym samym czasie likwiduje się uprawy naszych polskich roślin strączkowych, które mogłyby być dochodową dla polskich rolników alternatywą dla importu toksycznej soi GMO z drugiej półkuli. Po cichu i bez rozgłosu w Polsce areał uprawy tych roślin dramatycznie się zmniejsza, o czym świadczą zbiory pastewnych roślin strączkowych, które w roku 2006 wyniosły 147,1 tys. ton, czyli o 40,3 tys. ton mniej niż w roku 2005 (187,4 tys. ton). Co ważne, rośliny te oprócz dostarczania wysokobiałkowych nasion, spełniają jednocześnie niezwykle ważną funkcję w ekosystemach rolniczych – wzbogacają glebę w azot, wpływają na poprawę struktury gleby oraz na utrzymanie gruzełkowatej, korzystnej jej struktury.

Co ciekawe, podczas gdy polskie władze od lat robią wszystko by uzależnić Polskę od dostaw soi z Ameryki Południowej, kraje Europy Zachodniej starają się ograniczać jej import. Dzieje się tak, mimo, że w chwili obecnej miliardy złotych wydawane przez polskich konsumentów płyną do koncernów produkujących soję GMO dewastującą Amerykę Południową.

Hołubiona przez resort rolnictwa soja przekleństwem Argentyny

Po kryzysie finansowym 2001 roku twarde warunki pomocy pieniężnej postawione Argentynie przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, doprowadziły do tego, że kraj ten otworzył swój rynek rolny dla ponadnarodowych korporacji. W niedługim czasie koncerny te przekonały też rząd tego kraju, że uprawiana bez stosowania orki modyfikowana genetycznie soja, będzie lekarstwem na postępującą od dziesięcioleci erozję gleb rozciągającej się od Andów, aż do wybrzeża Atlantyku argentyńskiej pampy.

W takim kontrowersyjnym bezorkowym systemie uprawy ziemi, techniką zwalczającą chwasty nie jest od wieków stosowana fizycznie niszcząca chwasty orka, tylko użycie toksycznych środków chemicznych –  herbicydów. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych działania liczącego na szybkie wyjście z kryzysu rządu argentyńskiego spowodowały, że areał soi GMO wzrósł aż o 60%, w konsekwencji uprawa ta szybko stała się dominującą monokulturą rolnictwa tego kraju. Uprawiana w systemie bezorkowym transgeniczna soja rozpoczęła swą ekspansję z pampy rozszerzając się na północ na wrażliwe ekologicznie obszary Brazylii i Paragwaju. Po odciśnięciu oleju, soja ta w postaci śruty wędruje w przeważającej części na eksport do Europy, w tym Polski. Nienaturalnie przyśpieszająca wzrost zwierząt w hodowli, pasza z soją GMO stosowana jest prawie wyłącznie na wielkich fermach tuczu świń i drobiu krajów Północy. Na katastrofalne skutki tej ekspansji monokultury transgenicznej soi nie trzeba było długo czekać – licząc od roku 1997 produkcja soi w Argentynie wzrosła o 213%, ale odbyło się to kosztem wszystkich innych upraw –  produkcja pszenicy zmalała o 19%, owsa o 28%, a ryżu o 23%. Same zbiory ziemniaków obniżyły się z 3,4 mln ton w 1998 roku do 2,1 mln ton w 2002.

Załamanie cen produktów rolnych i zatrucie upraw przez rozpylany z samolotów herbicyd – glifosat, doprowadziły do bankructwa tradycyjnych producentów soczewicy, kukurydzy, czy ziemniaków. Glifosat przedstawiany jako cudowny środek, szybko spowodował uodpornienie się wielu odmian chwastów – w chwili obecnej masowo występujące superchwasty zmuszają do wielokrotnego stosowania groźnych dla zdrowia herbicydów i wprowadzania mieszanek środków chemicznych o super-toksyczności. W samej Argentynie ilość glifosatu używanego przy produkcji transgenicznej soi wzrosła w ciągu ostatnich sześciu lat aż 56-krotnie.


W krótkim czasie stało się jasna, że ta ogromna ilość środków chemicznych masowo wprowadzanych do środowiska nie jest obojętna dla zdrowia publicznego. W Argentynie i Paragwaju w regionach upraw soi transgenicznej stwierdzono masowe pogorszenie zdrowia publicznego w postaci deformacji dzieci (glifosat zaburza formowanie się narządów w życiu płodowym człowieka), bezpłodności, poronień i nowotworów. W kwietniu 2010 r. pod naciskiem opinii publicznej władze argentyńskiej prowincji Chaco opublikowały raport na temat stanu zdrowia mieszkańców terenów uprawy soi i ryżu. Okazało się, że na niektórych z nich w ciągu ostatnich dziesięciu lat (w okresie największego rozwoju upraw monokultury soi) ilość nowotworów u dzieci potroiła się. Inne statystyki były równie przerażające – w rejonach Argentyny, gdzie od końca lat 1990-tych uprawia się niemal wyłącznie soję GMO (dotyczy to połowy ziem uprawnych w tym kraju) – nastąpił czterokrotny wzrost przypadków deformacji ciała noworodków na podłożu genetycznym. Obecnie nie ma już wątpliwości, że rozpylany z powietrza glifosat niszczy kod DNA oraz komórki narządów płciowych.


Według prof. Andresa Carrasco, dyrektora Laboratorium Embriologii Komórkowej Uniwersytetu w Buenos Aires te masowe problemy zaczęły się w roku 2002 czyli w dwa lata po pierwszym wielkim zbiorze modyfikowanej genetycznie soi „Round-up Ready”. Niepokojące wyniki badań opublikowanych w 2010 roku w czasopiśmie Chemical Research in Toxicology przez prof. Carrasco, wykazały, że glifosat, powoduje w warunkach laboratoryjnych powszechne deformacje ciała potomstwa u żab i kur nawet przy stężeniach mniejszych, niż stosowane do oprysków w technologii GMO.

Marek Kryda

źródło:  Importowana do Polski transgeniczna soja to łzy argentyńskich matek – Marek Kryda – blog.ekologia.pl.

 

 

3 myśli nt. „Importowana do Polski transgeniczna soja (GMO) to łzy argentyńskich matek

  1. Marcin

    W tym przypadku samo GMO nie jest szkodliwe, tylko herbicyd, którego stosowanie modyfikacja genetyczna umożliwia. Glifosat (Roundup) był uważany kiedyś za środek nieszkodliwy i łatwo ulegający biodegradacji. Nowsze badania na hodowlach tkanek pokazują że jest inaczej.

    Odpowiedz
  2. Pingback: Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności opowiada się za uprawą soi GMO “Roundup Ready” » GMO - Wiadomości

  3. Pingback: Soja GMO. „W dżungli zabija się anioły”- Dorota Stang ofiarą paszy dla polskich świń? | Ekobuddyzm - buddyzm ekologiczny

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *