Ekstremalny rok 2011

W  ubiegłym roku natura co chwilę udowadniała nam, że nadal pozostaje nieujarzmiona i nieprzewidywalna. Zaatakowała świat rekordową liczbą i intensywnością rzadkich zjawisk pogodowych. Czy będą one początkiem nowego, niebezpiecznego trendu dla naszej planety? Niektórzy eksperci sądzą, że tak i że w dużej mierze odpowiedzialni za niego jesteśmy my sami.

„Są rzeczy na niebie i ziemi, o których nie śniło się filozofom” –  powiedział Hamlet w sztuce Szekspira. I rzeczywiście, w zeszłym roku byliśmy świadkami przerażających fenomenów natury. Ziemię nawiedziła seria zjawisk na niespotykaną dotąd skalę, czyniąc spustoszenie na ogromnych połaciach terenu, zabijając ludzi i zwierzęta. Ekstremalne ciepło i zimno w USA, susze i fale upałów w Europie i Afryce to tylko niektóre z nich.

Według długoletnich pomiarów National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA) 300 ostatnich miesięcy (25 lat) osiągnęło temperaturę powyżej średniej wieloletniej. Ubiegły rok można uznać za niezwykły również ze względu na towarzyszące mu rzadkie zjawisko La Nina.

La Nina –  rozrabiająca dziewczynka

Anomalia pogodowa La Nina (z hiszp. dziewczynka) odpowiada za ochłodzenie powierzchniowych wód Oceanu Spokojnego w jego równikowej części. Podczas występowania zjawiska zimne prądy morskie przemieszczają się wzdłuż równika i zachodniego wybrzeża Ameryki Południowej nad wybrzeża Australii i Indonezji. Pasaty (stałe, ciepłe wiatry wiejące w strefie międzyzwrotnikowej) przybierają na sile. W konsekwencji tych zmian deszcze monsunowe w Indiach, a także opady w Australii, Indonezji oraz Afryce południowo-zachodniej są intensywniejsze niż zwykle. La Nina spycha polarne powietrze znad Kanady nad Stany Zjednoczone, czyniąc tam zimy jeszcze chłodniejszymi. Hamuje również podzwrotnikowy prąd wiejący nad Zatoką Meksykańską, dzięki czemu huragany znad Oceanu Atlantyckiego przesuwają się na zachód.

Anomalia ta jest odwrotnością zjawiska El Ninio (z hiszp. chłopiec, dzieciątko), powodującego zanik lub zmianę kierunku wiania pasatów i występuje od niego rzadziej. Niektórzy naukowcy uważają, że to właśnie La Nina odpowiada za wiele pojawiających się w roku ubiegłym ekstremów pogodowych.

Woda –  kapryśny żywioł

Ubiegły rok upłynął również pod znakiem wody, której raz było zbyt dużo, a raz zbyt mało. Australię na przełomie 2010 i 2011 roku nawiedziła seria powodzi, głównie w stanie Queensland, pokrywając obszar o wielkości Francji i Niemiec razem wziętych. Na 3/4 powierzchni zalanego terenu ogłoszono stan klęski żywiołowej, tysiące ludzi ewakuowano. Eksperci mówią, że to La Nina sprowadziła nad kontynent ogromne ilości opadów.

„Australia jest prawdopodobnie jednym z krajów najbardziej dotkniętych przez zmiany klimatu, z ponad 80 procent ludności zamieszkałej w promieniu 50 kilometrów wybrzeża” –  uważa Insurance Australia Group (IAG). Prawie 100 proc. klęsk żywiołowych jest tu związanych z pogodą. IAG dodaje, że będzie tam coraz więcej cyklonów, które do tej pory należały do rzadkości i ostrzega, że bez odpowiedniej adaptacji do zmian klimatycznych, koszt ubezpieczenia będzie poza zasięgiem niektórych konsumentów i spowoduje wycofania się ubezpieczycieli z miejsc o dużym ryzyku.

Jednak najgorsza wielka woda miała miejsce w Tajlandii, głównego producenta ryżu na świecie. Była to największa powódź w tym kraju od 50 lat –  dotknęła prawie 13 mln ludzi i zabrała 790 istnień. Woda wdarła się do kraju w lipcu i na skutek serii deszczy monsunowych oraz burz tropikalnych trwała do grudnia. Powódź objęła również sąsiednie Laos, Kambodżę i Wietnam.

Wojskowy śmigłowiec niesie pomoc humanitarną powodzianom. DVIDSHUB, flickr CC BY

Inne państwa z kolei boleśnie doświadczyły braku wody. Chiny nawiedziła największa susza od 60 lat. Rekordowa była również zeszłoroczna susza we wschodniej Afryce w tzw. rogu Afryki –  przez nią ucierpiało 10 mln osób. Spowodowała poważny kryzys żywnościowy w Somalii, Etiopii i Kenii. Zmarły tysiące ludzi i miliony zwierząt. Do tak dramatycznej sytuacji również przyczynił się efekt La Nina, który przerywał sezonowe opady przez dwa następujące po sobie lata.

Susze i wysokie temperatury zapanowały także w Europie –  Dunaj miał najniższy poziom od 60 lat, a dla Niemiec i znacznej części północnej Europy było to najsuchsze zakończenie roku w całej historii pomiarów od 1881.

Feralny rok dla Ameryki Północnej

„Byliśmy świadkami ekstremów w niemal każdej kategorii pogodowej” –  podsumował ubiegły rok rzecznik NOAA Christopher Vaccaro. Podczas wiosny i lata w dolinie rzeki Mississippi wielkość opadów przekroczyła prawie 300 proc. normy. W połączeniu z wodami roztopowymi spływającymi z Rocky Mountains dały one największą powódź w historii rzeki i jej dopływów.

Na południu kraju (m.in. w Teksasie, Arizonie, Nowym Meksyku) zapanowały wielkoobszarowe pożary i susze. W stolicy stanu Teksas, Austin zarejestrowano 27 następujących po sobie dni z temperaturą powyżej 37,8 st. C. Susza zniszczyła tam od 100 do 500 mln drzew. Kolejne strawił ogień. Z kolei w ciągu kilku dni, na przełomie stycznia i lutego, masywna burza śnieżna uderzyła w wiele centralnych wschodnich i północno-wschodnich stanów USA. Chicago zostało praktycznie odcięte od świata.

Rok 2011 był trzecim co do wielkości sezonem huraganów w historii Stanów i drugim pod względem częstotliwości występowania tornad. Ochrzczono go wymowną nazwą „roku tornad” –  od stycznia do czerwca w centralnej południowej i wschodniej części USA 43 potężne burze wydały na świat niemal 1600 trąb powietrznych. Prawie połowa z nich miała miejsce w kwietniu, z czego 226 naliczono tylko jednego dnia –  27 kwietnia.

fot. wiki cc

 NOAA odnotowała w Stanach dwanaście ekstremalnych zdarzeń, z których każde kosztowało przynajmniej 1 mld dolarów. Według Natural Resources Defense Council (NRDC) w USA we wszystkich 50 stanach mogły zostać pobite dotychczasowe rekordy ekstremalnego ciepła i zimna. Straty finansowe oszacowano w sumie na 50 mld dolarów.

NRDC opublikowało interaktywną mapę ponad 3 tys. odnotowanych ekstremów pogodowych na terenie USA. Większość z nich miała miejsce w ciągu pierwszych 10 miesięcy 2011 roku: www.nrdc.org/health/extremeweather.

Zdania co do przyczyn tych anomalii są podzielone. „W mojej 40-letniej karierze w meteorologii jeszcze nie widziałem roku jak 2011. Ekstremalna pogoda i związane z nią społeczne skutki wzrosły w ostatnich latach na skutek zmian klimatu i społeczeństwo musi być przygotowane na zwiększoną częstotliwość występowania takich zjawisk w przyszłości” –  uważa Jack Hayes, dyrektor National Weather Service.

Inni eksperci, tak jak meteorolog Bob Smerbeck w tych zdarzeniach nie upatrują skutków zmian klimatu, lecz naturalnej zmienności długoterminowych cykli pogodowych. Smerbeck uważa, że za tegoroczne zdarzenia odpowiada wiele różnych czynników, z których najważniejszym jest zjawisko La Nina.

Jedno nie ulega wątpliwości –  rok 2011 zostanie zapamiętany jako rok rekordów: pod względem emisji gazów cieplarnianych, tempa topnienia lodowców Arktyki, częstości występowania ekstremów pogodowych i klęsk żywiołowych. Ale czy tak wiele skrajności w tak krótkim czasie może być tylko kwestią przypadku i naturalnych mechanizmów? Na to pytanie musimy sobie jak najszybciej odpowiedzieć.

Najkosztowniejsze katastrofy w USA wg NOAA w 2011 roku: www.noaa.gov/extreme2011.

OB, ChrońmyKlimat.pl

na podstawie:
www.guardian.co.uk, blog.cleveland.com, www.adelaidenow.com.au, thinktosustain.com, fot. www.sxc.hu 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *