Ryszard Kulik: Równowaga

Przyroda unika skrajności, choć oparta jest na skrajnych tendencjach poszczególnych elementów. Dopiero z perspektywy całości i w dłuższym czasie widać równoważenie się składników. Można to zaobserwować np. w procesie oddychania: wdech wypełnia powietrzem płuca i w swojej szczytowej fazie uruchamia przeciwny proces wydechu, pozwalający pozbyć się zalegającego powietrza z dwutlenkiem węgla. W wędrówce Ziemi wokół słońca mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Podczas letniego przesilenia, kiedy światło dominuje, rodzi się ciemność, która za pół roku osiągnie apogeum, rodząc jednocześnie światło. Przeciwieństwa stwarzają się wzajemnie i tworzą jedność, która nieustannie się równoważy. I nie może być inaczej.

W tym kontekście śmieszne wydają się nasze próby zadekretowania równowagi w postaci ustanowienia koncepcji zrównoważonego rozwoju jako pożądanego kierunku, którym ma kroczyć ludzka cywilizacja. Czy tego chcemy, czy nie, ciągle jesteśmy poddani procesowi równoważenia. Oznacza to, że każde nasze działanie, każdy nawet najmniejszy krok wywołują jakieś konsekwencje, których skutki prędzej czy później do nas wrócą. Jeśli więc jako ludzkość stajemy się zbyt silni i dominujący, to za chwilę spotkamy się z przeciwną tendencją, która ustawi nas po drugiej stronie. Koszty w postaci ciemnej strony rozwoju nieuchronnie się do nas zbliżają.

Ta prawda jakoś trudno do nas dociera. Za to światłe umysły wymyśliły, że można mieć jedno bez drugiego, czyli nieustanny rozwój i zdrowe środowisko. Koncepcja zrównoważonego rozwoju zakłada bowiem, że możemy mieć rozwój gospodarczy, mierzony rosnącym PKB i wysoką jakość środowiska przyrodniczego. W raporcie Unii Europejskiej „The European Environment” z 2010 roku podkreśla się, że jest to ambitny cel, który stawia sobie Wspólnota. Ale w tym samym raporcie Unia przyznaje, że mimo wielu działań poniosła fiasko w kwestii zahamowania do 2010 r. spadku bioróżnorodności, która jest podstawowym wskaźnikiem kondycji środowiska.

Na podobne zjawisko wskazują pomiary śladu ekologicznego poszczególnych państw, z których wynika, że istnieje związek między obciążeniem ekosystemu a bogactwem danego kraju. Bogactwo nie sprzyja przyrodzie, choć często złudnie może się wydawać, że zadbane parki i rozwinięta infrastruktura turystyczna świadczą o dobrym stanie środowiska. Prawda jest jednak taka, że nasze konsumpcyjne rozpasanie wiąże się z ogromnymi kosztami środowiskowymi, choć na własnym, zadbanym podwórku możemy tego nie zauważyć.

Obecnie, jak podkreślają ekonomiści, mamy do czynienia z dwiema wielkimi nierównowagami współczesnego świata. Pierwsza dotyczy systemu finansowego, który oderwał się od rzeczywistości, to znaczy opiera się na wirtualnych zapisach w księgach rachunkowych, którymi następnie handluje się, tworząc wyrafinowane instrumenty finansowe. Wartość tych aktywów wielokrotnie przekracza to, co ma odniesienie do rzeczywistych dóbr. Jest tylko kwestią czasu, gdy ta bańka pęknie. Druga nierównowaga dotyczy niezbilansowania pomiędzy towarzyszącym wzrostowi PKB popytem a dostępnością podstawowych zasobów naturalnych – zwłaszcza surowców i żywności. Jest tylko kwestią czasu, kiedy kroplówka, którą sobie aplikujemy, przestanie nas zasilać.

Koncepcja zrównoważonego rozwoju musi zakładać nieustanny wzrost PKB co najmniej o 3-4% rocznie, ponieważ współczesny system ekonomiczny oparty jest na kredytach, które trzeba spłacać. To oczywiście kosztuje, więc wzrost jest konieczny, by utrzymać system przy życiu. W tym miejscu docieramy do podstawowej sprzeczności: idea zrównoważonego rozwoju została stworzona, aby utrzymać model wzrostu w jego obecnym kształcie (jednocześnie zmieniając narrację na bardziej ekologiczną), a to oznacza nieustanne podtrzymywanie nierównowagi. Zatem, mówiąc wprost, zrównoważony rozwój ma utrzymać przy życiu niezrównoważony system ekonomiczny.

Ale pamiętajmy, że ostatecznie na równowagę jesteśmy skazani, co oznacza, że obecne nasze działania za chwilę doprowadzą do przesilenia i odwrócenia dominującej tendencji. Im bardziej wahadło wychylone jest w jedną stronę, tym silniej przemieści się w drugą. Zatem to, co nam pozostaje, to robić wszystko, by już teraz to odchylenie nie było zbyt duże. Oznacza to samoograniczenie się w swoich zachciankach i tendencjach do dominowania w świecie.

Jak widać, droga do równowagi wiedzie przez nierównowagę.

Ryszard Kulik

Artykuł ukazał się w miesięczniku Dzikie Życie,  z października 2012 roku.

źródło: pracownia.org.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *