Głęboki żal: Jak poradzić sobie ze stratą naszego świata?

Przytłaczająca większość klimatologów mówi, że w najbliższych latach będziemy mieli do czynienia z bezprecedensowym ociepleniem ziemskiego klimatu.  Ci sami naukowcy – tak jak ty czy ja – borykają się z emocjami wywołanymi przez te fakty i złowieszcze  przewidywania.  Moje dzieci – które mają teraz 12 i 16 lat –  mogą żyć w świecie cieplejszym niż kiedykolwiek przedtem w ciągu ostatnich 3 milionów lat, i stanąć w obliczu wyzwań,  które dopiero zaczynamy sobie uświadamiać, i  na wiele sposobów  być pozbawione bogatego, różnorodnego świata, w  którym dorastało nasze pokolenie. Jak się do tego odnieść, i jak żyć z tą ponurą wiedzą?

Foto: Nikola Jones/flickr/cc

Foto: Nikola Jones/flickr/cc

Badając różne populacje , psychologowie udokumentowali długą listę konsekwencji zmiany klimatu dla zdrowia psychicznego: trauma,  szok, stres, niepokój, depresja, powikłana żałoba,  problemy w relacjach, nadużywanie substancji psychoaktywnych, poczucie beznadziei, fatalizm, apatia,  utrata autonomii i poczucia kontroli, jak również utrata tożsamości osobistej i zawodowej.

Ten więcej-niż-osobisty smutek jest tym, co nazywam „Wielkim Żalem” – uczuciem, które wzbiera w  nas, tak jakby pochodziło z samej Ziemi. Być może niedźwiedzie i delfiny,  wycięte lasy,  zatrute rzeki,  i coraz bardziej zakwaszone, wypełnione plastikiem oceany również mają w środku uczucie żalu, zupełnie tak jak my. Każda nowa  wiadomość dotycząca klimatu coraz częściej wywołuje poczucie strachu:  Czy jest już za późno, żeby to odwrócić?  Myśl, że nasz indywidualny żal i poczucie straty emocjonalnej  mogą w rzeczywistości być reakcją na pogarszanie się jakości naszego powietrza, wody i stanu całego środowiska, rzadko pojawia się w rozmowach czy mediach.  Może wypłynąć jako lęk o to, na jakim świecie będą zmuszeni żyć nasi synowie i córki.  Ale co z tym robimy? Niektórzy zanoszą to prywatnie do terapeuty.  Jest tak, jakby był to temat, o którym nie należy dyskutować publicznie. 

Odczułem ostatnio ponownie Wielki Żal, kiedy czytałem informacje o tym, że koralowce są na skraju wymarcia na skutek ocieplenia zaśmieconych plastikiem oceanów i przełowienia antara patagońskiego. Czy ta nagła fala żalu przybywa z głębin oceanów w reakcji na bezwzględność i smutek  trwającej destrukcji? A może jest to tylko osobisty kaprys? Jako psycholog nauczyłem się nie lekceważyć takich reakcji czy poruszeń duszy, lecz traktować je z szacunkiem.

Dysponujemy  dużą  ilością dowodów  pochodzących z coraz liczniejszych badań, przeprowadzanych zarówno w formie zogniskowanych wywiadów grupowych, jak i wywiadów z osobami dotkniętymi suszami, powodziami  i  erozją obszarów przybrzeżnych.  Ich uczestnicy wyrażają  głęboki ból z powodu strat spowodowanych zaburzeniami klimatu.  Jest on pogłębiony również przez to,  co postrzegają  jako nieadekwatną i fragmentaryczną reakcję – na poziomie lokalnym, narodowym i globalnym.  W badaniu przeprowadzonym przez Susanne Moser, jeden z typowych uczestników mówi: „I to naprawdę się dzieje, to, co próbujemy tutaj powstrzymać staje się rzeczywistością.   Wygląda na to,  że wszystko to nie przynosi prawie żadnych rezultatów , z tymi wszystkimi rządowymi agencjami, które tylko szkodzą…  a przy tym pomyśl o kosztach  –  wydaje się to beznadziejne.  Jest to przygnębiające, bo kocham to miejsce”. W innym badaniu zrealizowanym przez socjolożkę Kari Norgaard, jeden z uczestników, który mieszka nad rzeką, mówi z poruszeniem:  „To jest tak jakby… chcesz być dumny z tego, kim jesteś i twoja tożsamość związana jest z rzeką, więc  kiedy rzeka ulega degradacji, odbija się to na tobie”.  Jeszcze inna osoba, cierpiąca z powodu długotrwałej suszy , wyjaśniła zespołowi  kierowanemu przez profesora Glenna Albrechta, że nawet jeśli „masz tam  basen, nie chcesz tak naprawdę  wychodzić na zewnątrz, na zewnątrz jest obrzydliwie, nie chcesz wychodzić”.

Ostatnia ankieta Yale Project on Climate Change Communication  i  George Mason University Center for Climate Change Communication przyniosła następujące  zdumiewające statystyki: “Większość Amerykanów (74%) powiedziała, że „rzadko” albo „nigdy” nie rozmawia o z rodziną lub przyjaciółmi o globalnym ociepleniu, liczba ta znacznie wzrosła od roku 2008 (60%)”. Emfaza pochodzi ode mnie.

Te cytaty i statystyki oddają rzeczywistość, której wielu woli unikać  lub nie pozostawać w niej zbyt długo  – jest to  podobna do Mordoru  kraina ekologicznego niepokoju, złości, rozpaczy i depresji. Jedną z podstawowych  poprawiających  samopoczucie funkcji zaprzeczenia jest zapewnianie nam większego komfortu poprzez wymazanie tej wewnętrznej, lodowatej ciemności. 

Ankieta dotycząca klimatu zawiera jednak  również wyniki, które napawają pewnym optymizmem: „Amerykanie są dziewięć razy bardziej skłonni przychylić się do poglądu, że dbanie o Ziemię i jej zasoby  jest naszym obowiązkiem (62%), niż do przekonania,  że mamy prawo do  używania  Ziemi i jej bogactw dla swojej własnej korzyści (7%)”.

A  co by się stało, gdybyśmy zamiast  unikać tego bólu, żalu i rozpaczy, albo obwiniania za wszystko  ICH  – korporacji, polityków, agrobiznesu,  drwali czy skorumpowanych biurokratów –  mogli pochylić  się nad tymi uczuciami i je zaakceptować?  Moglibyśmy  docenić je za to, czym są, zamiast  je odrzucać  jako coś niewłaściwego,  osobistą słabość  bądź  winę kogoś innego.  Z jakiegoś powodu wydaje się ważne, żeby nie ustawać i skontaktować się z tą rozpaczą, która  wzbiera w nas w reakcji na degradację natury.  Jako kultura możemy odkryć  kilka prawd, kryjących się  za uczuciami,  które na ogół poddajemy w wątpliwość, uważając je ze depresyjne.  Te emocje dokładnie odzwierciedlają stan środowiska naturalnego naszego świata.  Według „wskaźnika żyjącej planety” (Living Planet Index), w ciągu ostatnich czterdziestu lat odeszła ponad połowa wszystkich zwierząt.  Zgodnie z Milenijnym Sprawozdaniem  Oceniającym Ekosystemy (Millennium Ecosystem Assessment Report), większość ekosystemów ulega degradacji bądź jest wykorzystywana w sposób niezrównoważony. Wielu biologów twierdzi, że żyjemy w okresie masowego wymierania, lecz prawie tego nie zauważamy.

Aby zareagować  we właściwy sposób,   najpierw możemy potrzebować okresu żałoby. Niewystarczająca żałoba  sprawia, że pozostajemy w stanie otępienia lub grzęźniemy  w gniewie na NICH, co tylko napędza polaryzację kulturową.  Ale żeby   mogło się to stać, potrzebujemy wsparcia.  Akceptacja trudności i rozpaczy, i przeżywanie żałoby są o wiele trudniejsze bez otwartego potwierdzenia  i  zrozumienia ze strony innych ludzi.

Jednakże kontakt z bólem świata przynosi nie tylko żal, lecz może także  otworzyć nasze serce i sprawić, że obejmie  wszystkie rzeczy, które jeszcze żyją.  Ma potencjał przełamania psychicznego odrętwienia.  Możliwe, że znajdziemy również wspólnotę wśród ludzi, którzy czują podobnie, tych, którzy również przyznają, że zostali dotknięci przez ten „Wielki Żal”,  czując smutek Ziemi, każdy na swój własny sposób.  Potrzebna jest nie tylko indywidualna żałoba,  lecz wspólny proces prowadzący do ponownego publicznego zaangażowania  w szukanie kulturowych rozwiązań.  Znajdowanie naszych własnych odpowiedzi , tak uczciwie jak tylko możemy,  jako jednostki i społeczności, staje się gwałtownie wymogiem zdrowia psychicznego.

Aby poradzić sobie ze stratą naszego świata, musimy zejść poprzez gniew do żałoby i smutku, i przeżyć te uczucia w pełni, nie pomoże nam szybkie obejście ich i wprowadzenie się w stan koniunkturalnego hurra-optymizmu, ani ucieczka w obojętność.  Jeśli zejdziemy tak głęboko,  pojawią się troska i wdzięczność, które mogą nas otworzyć na to, co jeszcze tu jest, i wreszcie na właściwe działanie.

Per Espen Stoknes

Per Espen Stoknes jest psychologiem, ekonomistą i przedsiębiorcą, współzałożycielem przedsiębiorstw działających w sektorze czystej energii.  Napisał trzy książki, w tym What We Think About When We Try Not To Think About Global Warming., z której zaadaptowany został powyższy artykuł. Mieszka w Oslo w Norwegii.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Ecological Buddhism