Jedzenie jest modne. Rolnicy mniej

Książki kucharskie przybierają dziś formy modowych żurnali. Żywność jest modna, rolnicy mniej. W szale mody na organic, bio, vegan, gluten-free i fair trade, mało kto dostrzega mechanizmy działania branży spożywczej.

Produkcja i dystrybucja żywności poddana jest tym samym regułom kapitalistycznej gry, co inne sektory gospodarki (kumulacja kapitału, prywatyzacja zysków, uspołecznienie kosztów i eksploatacja środowiska). Tym co ją wyróżnia, jest stosunkowa łatwość uchwycenia zmian i ich wpływu na wszystkie grupy społeczne w Polsce po 1989 roku. W końcu wszyscy coś jemy. Codziennie.

Coraz trudniej jest kupić nieprzetworzoną, świeżą i zdrową żywność za przystępną cenę – to fakt. Widzimy to niezależnie od tego, w jak dużym mieście mieszkamy i jaki mamy budżet. Produkcja i dystrybucja żywności podlega dynamicznym zmianom, wynikającym z podporządkowania mechanizmom globalnego rynku. Mechanizmom szkodliwym dla ludzi i środowiska, w którym żyją. Powszechność tych zjawisk daje szansę mobilizacji grup dotąd nie utożsamiających się z działaniami kontestującymi neoliberalny porządek.

Miasto

Polska jest jednym z nielicznych państw w Unii Europejskiej, które nie regulują rozwoju sektora handlu wielkopowierzchniowego, zwłaszcza tzw. dyskontów. Tą sferą rządzi „niewidzialna ręka”, czyli budżety ponadnarodowych koncernów. Jak okazało się niedawno koncerny te były też bezpośrednio wspierane przez pieniądze publiczne (Bank Światowy i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju przyznały się, że udzielały pożyczek na finansowanie ekspansji sieci LIDL i KAUFLAND w Europie Środkowej (1)). Z taką konkurencją niezależne, rodzime sklepy błyskawicznie tracą klientów. Są wypychane z rynku artykułów spożywczych oraz drobnej chemii gospodarczej, bo w sprzedaży tych właśnie towarów specjalizują się sieci dyskontowe.

Konsekwencje tego procesu są typowe dla kapitalizmu –  wyzysk pracowników(2), maksymalizacja zysków kosztem kontrahentów i przede wszystkim kreatywna księgowość pozwalająca uniknąć opodatkowania. Oferta takich sklepów przyczynia się także do „od-lokalnienia” codziennych zakupów, bowiem przy tak dużej skali działalności koszty transportu są mało istotne w porównaniu z kosztami produkcji. Na półkach dominują towary od dużych dostawców, zunifikowane, często wysoce przetworzone lub wzbogacone w konserwanty ułatwiające ich przechowywanie i transport.

Droga żywności od producenta jest długa i nieprzejrzysta. Konsumenci są nieświadomi społecznych i środowiskowych konsekwencji kupowania importowanej i przemysłowo produkowanej żywności, nie mówiąc już o znajomości kalendarza plonów.  Przyzwyczajeni do dumpingowo niskich cen, nie rozumieją zwyżki cen związanej z klęskami naturalnymi (susza 2015). Brak kontaktu między rolnikami, a mieszkańcami miast nie tworzy podstaw do budowy zaufania i wspierania się, kiedy to potrzebne. Przypomnijmy – wiosną 2015r., w czasie gdy mieszkańcy stolicy odwiedzają kolejne eko targi i bazary w poszukiwaniu zdrowej żywności, pod Kancelarią Premiera protestują rolnicy domagający się m.in. zakazu spekulacji ziemią i regulacji umożliwiających sprzedaż bezpośrednią produktów wytwarzanych w ich gospodarstwach. Poparcie czy choćby zainteresowanie protestem ze strony mieszkańców miast jest znikome. Solidarność jawi się jako jakieś abstrakcyjne pojęcie.

Wieś

Na wsi postępuje uprzemysłowienie rolnictwa i upadek małych gospodarstw. Wraz z rosnącym udziałem dużych sieci handlowych na polskim rynku, wzrasta znaczenie producentów żywności działających na tak dużą skalę, by móc stać się ich partnerem. Ten rodzaj gospodarowania opiera się na intensywnym wykorzystaniu maszyn i agrochemii, co skutkuje zanieczyszczeniem środowiska, pogorszeniem jakości wytwarzanej żywności, czy niekorzystnymi zmianami w krajobrazie. Mniejsze gospodarstwa, wykorzystujące bardziej przyjazne dla środowiska metody gospodarowania, nie są w stanie sprostać wymogom pośredników i narzucanym przez nich warunkom (m.in. odroczona płatność, wielkość dostaw itp.). Dodatkowo, łatwość transportu i dominacja wielkich sieci powoduje, że konkurencja w rolnictwie staje się globalna. Trudności małych gospodarstw chcących utrzymywać się ze sprzedaży żywności są potęgowane przez stopniowe zanikanie skupów produktów rolnych oraz słabą kondycję rolniczej spółdzielczości. W efekcie obserwujemy masowy odpływ młodych mieszkańców z polskiej wsi, a w wielu miejscach kraju – zanikanie specyficznej kultury związanej z wsią rolniczą. Pamiętam rozmowę z Marcinem, jednym z rolników z Zielonego Miasteczka. Pochodzi z zachodnio-pomorskiego. „W moim regionie kiedyś było 2000  gospodarstw, teraz jest 100. Gdzie mamy pracować? Jak byłem dzieckiem w  podstawówce, było nas 30 osób w klasie rolniczej – dzieci rolników.  Dzisiaj zostało nas trzech. Reszta wylądowała na zmywaku w Irlandii”.

 BIO

W dużych miastach zauważalny staje się rozwój sektora „ekologicznego”, oferującego żywność uprawianą bez nawozów sztucznych, ograniczającą opryski, produkowaną z poszanowaniem środowiska, zwykle bogatszą w wartości odżywcze i smakowe. Niestety jest ona pozycjonowana na rynku jako luksusowa, a zatem niedostępna dla większości osób ze względu na wysoką marżę (dodawaną do i tak relatywnie wysokiego kosztu produkcji). Zawyżona cena nie tylko ogranicza dostęp do takiej żywności dla konsumentów, ale przyczynia się także do tworzenia bariery popytowej dla rozwoju rolnictwa ekologicznego w Polsce. W rezultacie mniej rolników – napotykających  opisane przez nas wcześniej problemy – może wzmocnić swoją pozycję na rynku, dzięki przestawieniu się na ekologiczne metody produkcji. Szansą na przełamanie tej sytuacji jest nawiązanie bezpośrednich relacji między producentami i konsumentami oraz zwiększenie świadomości tej drugiej grupy.

Zalążki współpracy Miasto-wieś

Budowanie świadomości i odpowiedzialności konsumenckiej poprzez nawiązywanie bezpośrednich relacji (także handlowych) między rolnikami i konsumentami staje się ważną płaszczyzną aktywizmu społecznego. W ten sposób, podstawowa potrzeba biologiczna (dostęp do zdrowej żywności) łączy się z działaniem obywatelskim (współdziałanie na rzecz realizowania ważnej potrzeby społecznej).

Kooperatywy Spożywcze

Kooperatywny model współdziałania pozwala konsumentom wziąć odpowiedzialność za sposób zaspokajania swojej potrzeby, a przy tym wspiera sprawiedliwą wymianę handlową (domestic fair trade). Dodatkowo część kooperatyw odwołując się do wartości spółdzielczych, kładzie nacisk na zasady demokratycznej samoorganizacji i współpracy, a także próbuje odzyskać i nadać znaczenie pojęciu wspólnoty.

Ponad 5,5 roku temu grupa warszawskich aktywistów założyła Warszawską Kooperatywę Spożywczą, pierwszą taką inicjatywę żywnościową w Polsce. Jej celem było omijanie pośredników. Od tego czasu w całym kraju powstało kilkanaście podobnych grup, które poprzez wspólne zakupy chcą odzyskać kontrolę nad łańcuchem dostaw. Poza kooperatywami powstało kilkadziesiąt grup zakupowych oraz kilka systemów RWS (rolnictwa wspieranego przez społeczność). Aktywizm „żywnościowy” stał się regularną praktyką społeczną i sposobem na omijanie patologii obecnego rynku dla kilkunastu/kilkudziesięciu społeczności w Polsce. Choć nadal jest nurtem niszowym, to obiecująco przybiera na sile.

 Obserwujemy w Polsce różne kierunki rozwoju kooperatyw. Aby były skuteczne w realizacji swojego podstawowego celu – odbudowywania partnerskich relacji na linii miasto-wieś,  muszą one przybrać formę sprawnie działających organizacji ze stosunkowo dużą siłą nabywczą. Skala zamówień żywności jest bowiem podstawą do tego, aby stać się partnerem w relacjach z rolnikami uprawiającymi ziemię w sposób zrównoważony, gdyż koszty wytwarzania takiej żywności są wysokie. Między innymi dlatego Kooperatywa Spożywcza „Dobrze” w sierpniu 2014 r. otworzyła pierwszy w Polsce oddolny sklep spółdzielczy.

Założyliśmy społecznościowy sklep, który obok zaopatrywania w lokalną żywność, tworzy wspólnotę praktykującą demokrację bezpośrednią. Po roku funkcjonowania sklepu stowarzyszamy i zaopatrujemy w żywność blisko 150 gospodarstw domowych*, i mamy niemal drugie tyle klientów. Stale współpracujemy bezpośrednio z ok. 15 gospodarstwami rolnymi, głównie z województwa mazowieckiego. Nasza Kooperatywa działa skutecznie i rozwija się m.in. dlatego, że za warunek funkcjonowania uznała stworzenie miejsc pracy dla najbardziej zaangażowanych członków i członkiń. Dzisiaj na płatnych stanowiskach udaje nam się zatrudniać 5 osób należących do „Dobrze”. Dodatkowym czynnikiem umożliwiającym nam działanie jest finansowa i fizyczna kontrybucja wszystkich członków i członkiń kooperatywy.

Foto. Kooperatywa "Dobrze"

Foto. Kooperatywa „Dobrze”

 *Sklep Kooperatywy „Dobrze” jest zarządzany i prowadzony przez członków i członkinie zrzeszone w stowarzyszeniu o tej samej nazwie. Jego działanie opiera się na finansowym i „czasowym” zaangażowaniu członków i członkiń. Wszyscy w Kooperatywie pracują min. 3 godziny w miesiącu (praca wolontariacka), wykonując rozmaite czynności związane z funkcjonowaniem sklepu lub Kooperatywy. Wypełnienie „dyżuru” w danym miesiącu jest warunkiem uzyskania zniżki członkowskiej w miesiącu kolejnym. Wszyscy w Kooperatywie płacimy składki członkowskie (min. 150zł/6miesięcy, uzależnione od wielkości gospodarstwa). Dzięki temu udaje nam się obniżyć koszty prowadzenia sklepu, a przez to i ceny produktów, które członkom i członkiniom sprzedawane są po cenie producenckiej plus koszty transportu i strat.  Jasno określone reguły i konsekwencje za niestosowanie się do nich sprawiają, że udaje nam się utrzymać wysokie zaangażowanie członków i członkiń (na poziomie 90-95%). Sklep Kooperatywy jest otwarty także dla „zwykłych” ludzi, niezrzeszonych. Klienci i klientki sklepu kupują żywność po cenach wyższych, z marżą. Dzięki takiemu rozwiązaniu możemy prowadzić przedsiębiorstwo (tak! przedsiębiorstwo społeczne)  w sposób bezpieczny, utrzymując płynność dzięki składkom członkowskim i zarabiając na swoje koszty dzięki sprzedaży dla klientów. Model ten choć niełatwy, daje możliwość ciągłego rozwoju, a przede wszystkim dla wielu osób tworzy praktyczną alternatywę wobec wszechobecnych sieciówek.
 RWS

Nieco nowszym i stale rozwijającym się sposobem na wsparcie drobnego rolnictwa jest system Rolnictwo Wspierane przez Społeczność (RWS). Zakłada on kontraktowanie upraw bezpośrednio u rolników/ek oraz współuczestnictwo w kosztach związanych z prowadzeniem gospodarstwa. W RWS-ie płaci się jakoby nie tylko za żywność, ale również za rolnictwo.

RWS to model współpracy między konsumentami i producentami żywności, który tworzy dogodne warunki działalności dla drobnych gospodarstw rolnych. Relacja między obiema grupami, zwykle zapośredniczona przez rynek, na którym główną motywacją jest zysk, zmienia się w osobisty, oparty na zaufaniu kontakt, w którym szacunek i obustronna opieka wypierają logikę rynkową. W RWS-ie konsumenci płacą rolnikom z góry na początku sezonu pewną ustaloną na podstawie budżetu kwotę. Dzięki takiemu rozwiązaniu rolnik zna swój roczny przychód, i niezależnie od urodzaju czy wahań cen rynkowych z powodzeniem prowadzi gospodarstwo. Płatności dokonywane wczesną wiosną dają gospodarstwu środki niezbędne do zakupu nasion i drobnego sprzętu, co pozwala uniknąć pożyczek, a tym samym zależności od kaprysów systemu bankowego.

Dodatkową zaletą RWS-u jest oszczędność czasu rolników. Wielu z nich, szczególnie jeśli produkują ekologicznie, sprzedaje swe produkty na targach. Dostarczając wszystkie produkty tylko raz w tygodniu, nie muszą tracić czasu na targowisku, szukać nowych odbiorców, ani spędzać czasu na reklamowaniu swoich warzyw.

Jest to system bez wątpienia korzystny najbardziej dla rolników, a jednakowoż jak do tej pory, niewiele gospodarstw zdecydowało się na taki model. Dla odbiorców model ten jest gwarancją lokalnego pochodzenia oraz walorów zdrowotnych żywności. Znaczną wadą jest jednak jego sezonowość. Jak dotąd powstało w Polsce około 5 grup RWS (3).

Zakończenie

Jedną z wyraźnie widocznych w Polsce przemian jest dynamiczny rozwój  sieci handlowych. Według badań CBOS z 2013 roku, już 88% Polaków większość swoich zakupów spożywczych realizuje w dyskontach, marketach lub supermarketach.

Nic dziwnego, że w kraju niskich zarobków i umów śmieciowych króluje dumpingowa i równie śmieciowa żywność. Jeszcze długo na ekologiczną żywność nie będzie stać większości społeczeństwa. Jednak dla tych, którzy chcą i mogą wspierać sprawiedliwy handel i zrównoważone rolnictwo, pojawia się coraz więcej alternatyw. Zdecentralizowany i swobodny rozwój „spożywczego aktywizmu” sprawił, że w całej Polsce istnieje kilkanaście-kilkadziesiąt modeli bezpośredniej współpracy na linii miasto-wieś. Każdy z nich jest niepowtarzalny.

NJB, Kuba R

Przypisy

(1) http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18508862,w-lidlu-zwiazkow-zawodowych-nie-bedzie.html

(2) http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,18508862,w-lidlu-zwiazkow-zawodowych-nie-bedzie.html

(3) http://rws.waw.pl

Artykuł opublikowany po raz pierwszy w broszurce: ABC kapitalizmu – zeszyt drugi