Thich Nhat Hanh: Za 100 lat na planecie Ziemia może nie być już ludzi

Wywiad przeprowadzony przez Toma Levitta: Thay mówi o utracie bioróżnorodności i o tym, dlaczego  zagrożenie dla rodzaju ludzkiego nie jest powodem do rozpaczy.

foto. www.ecobuddhism.org

foto. www.ecobuddhism.org

Czy Twoim zdaniem ludzkość może uniknąć globalnego załamania ekologicznego, czy też właśnie do niego zmierzamy?

National Wildlife Federation podaje, że  z powodu deforestacji tracimy codziennie  100 gatunków roślin i zwierząt.  Wymieranie gatunków ma miejsce każdego dnia. W ciągu zaledwie  jednego roku może wymierać   200 000 z nich. To właśnie się dzieje; to nie jest problem przyszłości.  Wiemy, że 251 milionów lat temu było już globalne ocieplenie spowodowane przez gigantyczne  erupcje wulkanów.  Doprowadziły one do najgorszego masowego wymierania w historii planety.  Wzrost globalnej temperatury o 6° C wystarczył, by zmieść z powierzchni ziemi  95% żyjących wówczas gatunków. Globalne ocieplenie zdarzyło się już 251  milionów lat temu na skutek erupcji wulkanów i zniknęło 95% gatunków na Ziemi.

Teraz ma miejsce drugie globalne ocieplenie.  Tym razem z powodu deforestacji i industrializacji,  spowodowane przez człowieka, i być może za 100 lat na planecie nie będzie już ludzi, za zaledwie 100 lat.  Po zniknięciu  95% gatunków  na skutek  masowego wymierania, przywrócenie życia na naszej planecie zajęło Ziemi 100 milionów lat.  Jeśli nasza cywilizacja ulegnie zagładzie, aby ponownie pojawiła się inna cywilizacja, potrzebny będzie podobny okres czasu.  Gdy 251 milionów lat  temu nastąpiły erupcje wulkanów, wzrosło stężenie dwutlenku węgla w atmosferze. Teraz nagromadzenie dwutlenku węgla jest skutkiem naszego własnego stylu życia i działalności przemysłowej.

Jeśli klimat ociepli się o 6° C, znowu wyginie 95% gatunków,  w tym Homo sapiens.  Właśnie dlatego musimy nauczyć się dotykać  wieczności naszym wdechem i wydechem.  Wymieranie gatunków nastąpiło już kilka razy –  masowe wymieranie pięć razy i to jest szóste.  Zgodnie z naukami buddyjskimi nie ma narodzin i śmierci.  Po wymarciu rzeczy pojawią się w innej formie, więc musicie oddychać bardzo głęboko, aby pogodzić się z faktem, że my –  ludzie możemy zniknąć z powierzchni Ziemi za zaledwie 100 lat.

Musicie nauczyć się, jak zaakceptować ten twardy fakt. Nie powinniście pozwolić, by przytłoczyła was rozpacz. Rozwiązaniem jest nauczenie się, w jaki sposób dotykać wieczności w tym właśnie momencie.  Mówimy zwykle o środowisku, tak jakby było ono czymś różnym od nas, lecz my jesteśmy środowiskiem.  Elementy pozaludzkie są naszym środowiskiem, ale my jesteśmy środowiskiem dla elementów pozaludzkich,  więc jesteśmy z nim jednym.  Jesteśmy środowiskiem.  Jesteśmy Ziemią, a Ziemia ma zdolność przywracania równowagi i czasem wiele gatunków musi zniknąć, by równowaga mogła zostać przywrócona.  Być może na skutek powodzi, a może gorąca lub zanieczyszczenia powietrza.

Na całym świecie powiększa się populacja miejska.  Co, jeśli w ogóle, tracimy z powodu tego coraz szybszego przekształcania się w gatunek miejski?

No cóż,  życie w mieście i życie na wsi są powiązane, ponieważ musimy nakarmić miasto i to z tego powodu wieś musi się zmienić i  jest zanieczyszczana  w wyniku działania różnych czynników. Rolnicy są zmuszeni używać dużo antybiotyków i trucizn, aby zaopatrzyć miasto w żywność i  podobne rzeczy.

Tak więc wieś nie jest już dla nas dłużej bezpieczna.  Nawet jeśli wrócimy na wieś, nie będzie to rozwiązanie.  Niezależnie od tego, czy jesteśmy w mieście czy na wsi, dużo tracimy. Niemniej jednak nawet teraz na wsi mamy większą szansę na dotknięcie natury, dotknięcie ziemi. Jest  nieco łatwiej usłyszeć siebie, jeśli  prowadzimy życie wiejskie, lecz wieś traci swój charakter na rzecz miasta.

Większość ekologów zawęża stojące przed nami problemy do dwóch kwestii: nadmiernej konsumpcji i zbyt dużej populacji. Jakie jest twoje stanowisko?

Oczywiście musimy konsumować w taki sposób, by ograniczyć cierpienie gatunków na Ziemi, to jest całkowicie jasne.  Lecz powinniśmy także zmniejszyć populację, i jednym ze sposobów na dokonanie tego, jest zostanie mnichem, więc apeluję do was, abyście przyłączyli się do nas jako mnisi.  Jeśli stworzycie małe społeczności, założycie szkoły i zaopiekujecie się dziećmi innych par, nie będzie wam brakować własnych dzieci.  Na podstawie mojego własnego doświadczenia życia w stanie mnisim, mogę stwierdzić, że nie pozbawiłem się niczego ważnego w życiu.  Mam dużo.  Nawet jeżeli nie mam dzieci, z którymi byłbym związany więzami krwi,  czuję, ze mam ich dużo. Dają mi mnóstwo radości i poczucia świeżości  i uważam, że powinniście  działać na dwóch poziomach.  Musicie ograniczyć konsumpcję i  zmniejszyć populację, i nie oznacza to konieczności pozbawiania się czegokolwiek w życiu, włączając  w to dzieci.

Co jest najtrudniejsze w stylu życia, który wybrałeś?

Nie sądzę, żebym cokolwiek stracił wybierając życie mnicha. Cieszę się życiem mnicha. Na przykład jeśli stosujemy się do diety wegetariańskiej, jesteśmy  szczęśliwi, że możemy to robić.  Nie cierpimy z tego powodu. Niejedzenie mięsa nie sprawia nam cierpienia. To szczęście nie jeść mięsa, gdyż nie musimy zjadać ciał innych gatunków, aby  pozostać przy życiu.  Jedząc możemy ochraniać życie.  Musicie nauczyć się jeść w taki sposób, aby chronić naszą planetę i zmniejszyć cierpienie żyjących istot, i z tego powodu odżywianie wegetariańskie może dostarczać wielkiej radości, szczególnie jeśli potraficie gotować.  Stworzyliśmy książkę kucharską, aby pokazać ludziom,  że jedzenie wegetariańskie  może być źródłem wielu  radości.

Nauczyliśmy się, że życie mnicha jest o wiele łatwiejsze niż osoby świeckiej.  Jako mnich żyjesz w społeczności i podążasz za nią w medytacji siedzącej, medytacji chodzonej, jedzeniu o właściwej porze, jest to bardzo łatwe. Bycie mnichem jest najłatwiejszą rzeczą do nauczenia.  Niczego się nie pozbawiamy, mamy mnóstwo radości razem. Mamy czas na zbudowanie braterstwa i siostrzeństwa.  Miłość romantyczna nie może trwać tak długo jak braterstwo lub siostrzeństwo, i radzimy wam, żebyście zamiast  dalszego pełnego pośpiechu życia w miastach  próbowali stworzyć społeczności na wsi.

Możecie stworzyć społeczność świecką i nie musi to być koniecznie społeczność buddyjska. Dzielcie samochody i traktory. Obecność dzieci w społeczności jest czymś niezwykle wspaniałym i nie trzeba być matką albo ojcem, żeby się nią cieszyć.

Zostałem mnichem w wieku 16 lat i nie mam poczucia, żebym z tego powodu cierpiał, ponieważ mam tak wiele duchowych i świeckich dzieci.  Gdy  żyjesz we wspólnocie, nawet jeśli nie masz dzieci możesz patrzeć na dzieci innych ludzi jak na swoje własne, możecie założyć własną szkołę, dzielić mieszkania, domy…żyjąc we wspólnocie składającej się ze 100-200 osób możecie używać mniej samochodów, macie wspólne samochody.  Możecie dzielić lodówki, traktory, stworzyć razem ogród, szkołę czy park, razem opiekować się dziećmi.

W jaki sposób przyciągacie młodych ludzi, aby  naśladowali wasz styl życia?

W ogóle nie staramy się przyciągać młodych ludzi, aby nas naśladowali, oni po prostu przyjeżdżają na nasze odosobnienia i do naszej świątyni, i doświadczają obecnego tutaj braterstwa i siostrzeństwa, czują, że jest to czymś, czego najbardziej w życiu potrzebujemy.  Wielu młodych ludzi przeżyło romantyczną miłość i cierpiało z tego powodu. Kiedy przyjeżdżają do naszej świątyni, widzą braterstwo i siostrzeństwo,  widzą,   że możemy być sobą, i że ta energia wspólnoty nas ożywia.  

Z tego powodu tworzenie wspólnoty i budowanie braterstwa i siostrzeństwa, jako źródła siły, jest bardzo ważne.  Więc zamiast żyć w miastach i oddychać zatrutym powietrzem, możemy się zorganizować, aby stworzyć wiele wspólnot na wsi i spróbować żyć w sposób sprzyjający ochronie matki ziemi i środowiska.  Możemy pracować i uprawiać ogród, i możemy robić to razem, używając swojego talentu w służbie społeczności – budując braterstwo i siostrzeństwo, alternatywny styl życia.

Tak więc jeżeli przychodzą do nas młodzi ludzi, to nie dlatego, że im coś dajemy, przyciąga ich radość i szczęście wypływające z braterstwa i siostrzeństwa.  Naszą codzienną praktyką jest wytwarzanie energii miłości w poczuciu wspólnoty. Powinna powstać partia polityczna zdolna do generowania braterstwa,  wolności i przyjaźni.  Wiemy, ze przyjaźń i braterstwo są ważne, ale nie wiemy jak je w sobie obudzić.  Gdyby istniała partia polityczna, która wiedziałaby jak indukować uczucia braterskie,  przystąpilibyśmy do niej, ale wielu ludzi będzie o tym tylko mówiło.  Zakładając małe wspólnoty takie jak ta, będziemy naprawdę powodować powstawanie energii braterstwa i siostrzeństwa. Młodzi ludzie potrafią to dostrzec, i wielu z nich poświęci temu  życie,   aby wytworzyć energię, której nie można kupić w supermarkecie.

Thich Nhat Hanh jest wietnamskim mnichem buddyjskim, nauczycielem, autorem, poetą i aktywistą pokojowym. Powyższy wywiad został przeprowadzony dla magazynu The Ecologist.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Ecological Buddhism