Archiwa kategorii: Bhikkhu Boddhi

Bhikkhu Boddhi: Małe jest nie tylko piękne…Ono może być kluczem do naszego przetrwania!

Gdy zmiana klimatu coraz bardziej złowrogo się nasila, kluczem do redukcji emisji dwutlenku węgla mogą okazać się nie ambitne rozwiązania rynkowe, lecz zmiana dominującego modelu produkcji żywności. Czytaj dalej

Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Jak ćmy krążące wokół płomienia

photo.buffalodharma.org

photo.buffalodharma.org

Założyciel Earth Policy Institute, Lester Brown,  zauważa, że wcześniejsze cywilizacje często upadały z powodu niedoborów żywności na skutek stosowania niewłaściwych praktyk rolniczych. [1] Cywilizacja Sumerów uległa zagładzie, ponieważ ich gleba została zniszczona w wyniku zwiększającego się stężenia soli, spowodowanego przez błędnie zaprojektowany system melioracyjny. Powodem upadku imperium Majów była erozja gleby wynikająca z nadmiernej eksploatacji ziemi w celu wykarmienia  populacji. Znajdujemy się teraz w podobnej sytuacji, stojąc w obliczu poważnego zagrożenia dla naszego systemu żywnościowego,  którego bezpośrednią przyczyną  jest zmieniający się klimat. Lecz istnieje zasadnicza różnica pomiędzy naszą cywilizacją a cywilizacjami poprzednimi: dysponujemy klarowną wiedzą naukową na temat przyczyn kryzysu, a więc mamy możliwość odpowiednio nań zareagować. Upadek nie jest nieunikniony. Wielkie pytanie przed którym stoimy nie brzmi „dlaczego”,  lecz „czy”: czy zadziałamy skutecznie zanim będzie za późno.

W tym samym kontekście, Brown mówi również, że załamanie gospodarcze i społeczne było prawie zawsze poprzedzone okresem pogarszania się sytuacji ekologicznej. Oznacza to,  że istnieje w zasadzie pewien margines czasu, w którym możemy cofnąć się znad krawędzi. Znajdujemy się obecnie w fazie załamania ekologicznego, i potrzeba natychmiastowego i zdecydowanego działania na rzecz ochrony światowego systemu żywnościowego   jest nie do przecenienia.  Zwlekaliśmy już zbyt długo. W tej chwili prawie miliard ludzi cierpi z powodu głodu i niedożywienia. Jeśli system żywnościowy nie będzie w stanie wyprodukować ilości żywności wystarczającej do wyżywienia planety, miliony więcej, przede wszystkim dzieci, zostaną skazane na życie w ciągłym niedostatku, a nawet na śmierć z głodu. W krajach dotkniętych niedoborem żywności rozpęta się e chaos społeczny i wybuchną zamieszki  żywnościowe. Nasili się migracja z biednych krajów do tych cieszących się większym dobrobytem, wywołując gwałtowne niezadowolenie mieszkańców tych drugich. Państwa w biedniejszych regionach zachwieją się i będą upadać,  wyzwalając być może następne fale agresywnego terroryzmu.

Uniknięcie tego losu  wymaga szybkich zmian w naszym systemie energetycznym – przejścia od gospodarki opartej na paliwach kopalnych do bardziej oszczędnej,  zasilanej nieszkodliwymi źródłami energii.  Jednocześnie musimy działać na rzecz  większej równości pomiędzy Północą a Południem, dążąc wspólnie do eliminacji głodu w każdym zakątku Ziemi.  Jednak zmiany takie trudno będzie wprowadzić na podstawie naszej obecnej skali wartości, która stawia na pierwszym miejscu zyski i ekspansję gospodarczą, nawet kosztem zniszczenia systemów naturalnych od których gospodarka jest zależna.  Naszej kultura będzie musiała zmienić się od swoich podstaw –  od kultury wysławiającej luksus, władzę i konsumpcję, do kultury honorującej umiar, szczodrość, sprawiedliwość społeczną oraz integralność biosfery. Problem bezpieczeństwa żywnościowego staje się bardziej palący w świetle przewidywanego zwiększenia globalnej populacji z 7 miliardów do 9,3 miliarda w roku 2050.  Rosnąca populacja wywiera większą presję na światowe zasoby żywności nie tylko dlatego, że będzie więcej gąb do nakarmienia –  lecz również, ponieważ więcej z nich będzie jadło żywność z wyższych ogniw łańcucha żywieniowego. Gdy ludzie w gospodarkach rozwijających się podnoszą swój status społeczny, wybierają dietę bogatą w mięso i nabiał zamiast pożywienia opartego przede wszystkim na roślinach.  Ponieważ „wyprodukowanie” jednego kilograma  mięsa wymaga zużycia kilku kilogramów ziarna, zapasy zboża, które mogłyby nakarmić głodnych, są zamiast tego przeznaczane na paszę dla inwentarza żywego, aby zapewnić mięso i nabiał bogatym.  Według ostatniego raportu World Resources Institute , jeżeli bogaci nie ograniczą swojego zapotrzebowania na produkty zwierzęce,  światowa produkcja kalorii będzie musiała zwiększyć się o około 60%, jeśli mamy odpowiednio wszystkich nakarmić.

Oprócz konieczności  zapewnienia potencjału wykarmienia większej populacji, rolnictwo będzie musiało również zastosować metody uprawy ziemi, które minimalizują negatywny wpływ na środowisko. Nowoczesne rolnictwo przemysłowe szkodzi środowisku co najmniej na 3 sposoby: (1) poprzez degradację ekosystemów, szczególnie w rezultacie deforestacji i zaniku bioróżnorodności;  (2) poprzez ogromne zapotrzebowanie na słodką wodę – 80 do 90% jej światowego zużycia, to zużycie na potrzeby rolnictwa; i (3) poprzez emisję wielkich ilości gazów cieplarnianych, które przyczyniają się do zmiany klimatu. W chwili obecnej rolnictwo odpowiedzialne jest za 25% światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym metan pochodzący z inwentarza żywego, podtlenek azotu z nawozów sztucznych oraz dwutlenek węgla emitowany przez  maszyny, transport, a także  na skutek zmiany sposobu użytkowania ziemi. Produkcja mięsa i nabiału powoduje wydzielanie o wiele większej ilości gazów cieplarnianych niż uprawa  roślin –  od 16 razy więcej w przypadku wieprzowiny, do 4,6 razy więcej przy hodowli kurczaków. [2]  Jest to jeszcze jeden mocny argument na rzecz ograniczenia konsumpcji mięsa.

Podczas gdy rolnictwo przyczynia się do zmiany klimatu, zmieniający się klimat wpływa negatywnie na rolnictwo – zarówno w sposób nagły, jak i stopniowo.  Na skutek zmian klimatu okresowe zjawiska, takie jak: długie susze, fale ekstremalnych upałów i gwałtowne powodzie, stają się bardziej powszechne, pustosząc ziemię, niszcząc plony i wpływając na wzrost cen żywności. W nadchodzących latach tego rodzaju gwałtowne zmiany pogody będą zdarzały się jeszcze częściej –   staną się „nowa normą” –  jeszcze bardziej zmniejszając plony i nasilając głód na świecie.  Tym, co czyni te ataki natury tak przerażającymi, jest ich nieobliczalność.  Ponieważ klimat jest systemem zamkniętym i zintegrowanym, nadużycia w jednym regionie mogą spowodować skutki gdziekolwiek i wszędzie, a nasza zdolność do przewidywania ich jest bardzo ograniczona.

Chociaż niecodzienne zjawiska pogodowe są z pewnością destrukcyjne i kosztowne,  stopniowa zmiana klimatu, powolne ocieplanie się planety, może być nawet jeszcze bardziej podstępne. Jest tak szczególnie dlatego, że stopniowy wzrost globalnej temperatury następuje poniżej progu postrzegania, i z tego powodu  ma tendencję do bycia niezauważonym. Jednakże same  rośliny go zauważają.  Agroekolodzy odkryli, że z każdym stopniem  Celsjusza wzrostu temperatury powyżej normy, plony zmniejszają się o 10%. [3] Według obecnych przewidywań, na  świecie, gdzie globalna temperatura wzrośnie o 3° C powyżej poziomów przedprzemysłowych  – co jest prawie nieuniknione przy obecnej tendencji – praktycznie cała Afryka, Ameryka Łacińska, południowa  i południowo-wschodnia Azja oraz południowe Chiny, doświadczą drastycznego zmniejszenia plonów. Duże połacie USA, w tym duża część Pasa Kukurydzianego (Grain Belt), również staną się mniej urodzajne.  Wielkimi wygranymi w dziedzinie produkcyjności rolnictwa będą Kanada i rosyjska Syberia.  [4]

Wzrastająca globalnie temperatura odbije się także negatywnie na naszych zasobach wody.  Prawie  całe nowoczesne  rolnictwo zależne jest od systemów nawadniania, z których wiele czerpie wodę z rzek.  W dużej części świata  rzeki są zaopatrywane w wodę przez górskie lodowce, które w zimie magazynują śnieg, a latem, po jego stopnieniu, uwalniają zawartą w nim wodę do rzek. Jednak na skutek ocieplenia klimatu, lodowce w alarmującą tempie tracą swoja masę, co zagraża wielu najżyźniejszym światowym rejonom rolniczym.  Główne lodowce – w Himalajach, Hindukuszu i Andach – w sposób widoczny zmniejszają się, zagrażając bezpieczeństwu żywnościowemu ogromnych populacji Indii, Chin, Azji Południowo-Wschodniej, Pakistanu i andyjskich państw Południowej Ameryki.

Zagrożenie, jakie zmiana klimatu stanowi dla światowego bezpieczeństwa żywnościowego powinno poruszyć nas do działania. Gdybyśmy traktowali to zagrożenie z pełną powagą, już teraz robilibyśmy wszystko co w naszej mocy, aby powstrzymać falę globalnego ocieplenia. Nie tolerowalibyśmy wymijających  kłamstw i zaprzeczeń, którymi częstują nas służalczy, spłacający dług wdzięczności swoim korporacyjnym  dobroczyńcom politycy, ani nie zadowalałyby nas niemrawe uregulowania prawne, które rzadko zmniejszają emisje bardziej niż minimalnie. Stawką jest światowy system żywnościowy – nasz system żywnościowy – i zależy on od stabilnego klimatu, zasobu, którego nie możemy stracić.

Na gorętszej planecie globalne bezpieczeństwo żywnościowe stanie się mrzonką.  Żyzna ziemia zmieni się w jałową  i plony gwałtownie się zmniejszą, powodując więcej głodu, redukując więcej młodych ciał do skóry i kości, przynosząc więcej śmierci z niedożywienia i chorób spowodowanych niewłaściwa dietą.  Ta przyszłość już jest wśród nas.  Mówi o tym jasno  raport  Oxfamu zatytułowany  „Growing  a Better Future„,  którego autorzy stwierdzają, że to zagrożenie „nie jest jakimś potencjalnym   niebezpieczeństwem w odległej przyszłości.  Pojawia się ono już dzisiaj,  nasili się w nadchodzącej dekadzie, i będzie się rozwijało przez cały dwudziesty pierwszy wiek, ponieważ ekologia, demografia i zmiana klimatu oddziaływają na siebie wzajemnie tworząc błędne koło bezradności  i głodu w niektórych z najbiedniejszych krajów na świecie” (p.21).

Gdybyśmy byli w stanie  zaakceptować ten fakt w pełni, cała naszą istotą, a nie tylko intelektualnie, pracowalibyśmy w szaleńczym tempie na rzecz zerwania naszej zależności od paliw kopalnych, zastępując je źródłami energii, które nie szkodzą klimatowi, takimi jak energia wiatru, energia słoneczna i energia geotermalna. Poszukiwalibyśmy także znaczenia naszego życia w czymś innym niż konsumpcja pustych „dóbr”, które dostarczają bardzo niewiele prawdziwego poczucia dobrostanu. Zamiast tego odkrywalibyśmy na nowo inne wymiary sensu, sprowadzone na drugi plan przez ślepy imperatyw wzrostu gospodarczego: wymiar ludzkich relacji, służenia społeczności, przyjemności estetycznej i rozwoju duchowego. Jedynie poczucie sensu życia, nie wysokość kwartalnej dywidendy lub rozmaitość sprytnych gadżetów, może przynieść ludzkiemu duchowi głębokie poczucie spełnienia.

Stoimy w obliczu jednoznacznego wyboru: Czy dokonamy niezbędnych zmian, i zrobimy to  na czas, czy też nadal będziemy toczyć się bez celu drogą najeżoną niebezpieczeństwami? Krótka sutta z  Udana (§59) rzuca światło na nasze obecne kłopotliwe położenie. Ciemną nocą Budda siedzi na zewnątrz, a przed nim palą się lampy olejowe. Duża liczba ciem fruwa wokoło lamp i niektóre lecą prosto w płomienie, gdzie „spotyka je nieszczęście i zagłada”. Budda widzi w tym analogię do tego w jaki sposób ludzie, „przywiązani do tego, co widzą i słyszą”,  zmierzają wprost do swojej własnej zagłady.

Niebezpieczeństwo zagrażające ćmom nie było na zewnątrz, lecz pochodziło z ich instynktownego pociągu do płomienia. Podobnie, największe przeszkody, z którymi musimy się zmierzyć, wprowadzając niezbędne zmiany do naszych systemów społecznych i gospodarczych, zakorzenione są w samej ludzkiej naturze. Odpowiedź na nadciągające zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego powinna  aktywować dwie charakterystyczne dla istot ludzkich zdolności. Jedną z nich jest zdolność do racjonalnego działania, z szacunkiem dla faktów i wglądem w przyczynę i skutek. Druga to zdolność to działania moralnego,  uwzględniania w podejmowanych wyborach ich konsekwencji dla innych. Niestety jednak zbyt często mamy skłonność do poczynań wypływających z innych pobudek, nie mających nic wspólnego z naszym rzeczywistym, dobrze pojętym dobrem lub sumieniem moralnym. I z tego powodu lecimy prosto w nasze własne płomienie.

Ponieważ chciwość, nienawiść i złudzenia, które są skłonnościami  odziedziczonymi  po naszych prymitywnych przodkach,  są w nas głęboko zakorzenione, wolimy raczej utrzymywać wygodne status quo, ignorując niebezpieczeństwo czające się u naszych stóp. Rozmiłowani w kupowaniu i wydawaniu pieniędzy, wzdrygamy się na samą myśl o tym, że szczęście może leżeć w przeciwnym kierunku, w prostocie i zadowoleniu. Przyjmujemy za fakty dezinformację rzucaną nam na przynętę przez propagandystów przemysłu paliwowego, których oszukańcze kampanie nakładają nam klapki na oczy, zapewniając politykom i decydentom możliwość  kontynuowania licytacji.

Czas ucieka, ale jeśli będziemy działali z determinacją na rzecz przejścia z paliw kopalnych na źródła czystej energii, mamy jeszcze szansę na zwycięstwo.  Lester Brown znajduje nadzieję i inspirację w szybkości z jaką po ataku na Pearl Harbour w 1941 roku  gospodarka amerykańska zmieniła się niemalże w ciągu jednej  nocy   z gospodarki nastawionej na działanie w warunkach pokoju, na taką, która była w stanie podtrzymać wojnę prowadzoną na dwóch głównych frontach. Rzecz w tym, jak mówi, że „jeśli byliśmy w stanie zrestrukturyzować amerykańską gospodarkę przemysłową w ciągu kilku miesięcy, jesteśmy również w stanie zrestrukturyzować światową gospodarkę energetyczną w ciągu dekady”. [5]

Jako buddyści możemy postrzegać działanie na rzecz  zachowania światowego systemu żywnościowego, jako zadanie wynikające z  naszego zobowiązania do czynienia dwojakiego rodzaju dobra: osiągnięcia  własnego dobra z pragmatycznej troski o nasz własny długoterminowy interes, oraz dążenia do dobra innych  ze współczującej  troski o tych,  na których nasze działania wywrą wpływ, niezależnie od tego czy będą to istoty nam współczesne, czy też jeszcze nie narodzone przyszłe pokolenia.  Możemy to również traktować jako integralną część naszych wysiłków w celu wyeliminowania chciwości, nienawiści i niewiedzy – korzeni cierpienia. Aby pokonać chciwość musimy pohamować naszą fascynację niezliczonymi towarami, które pożerają ogromne ilości energii pochodzącej z paliw kopalnych i zanieczyszczają ziemię. Poradzenie sobie z nienawiścią wymaga otwarcia naszych serc na cierpienie setek milionów ludzi, których życie zostanie zniszczone na skutek naszej obojętności – naszej odmowy wyrzeczenia się własnej uprzywilejowanej pozycji,  aby ocalić ich życie. A zadanie wykorzenienia iluzji wymaga od nas, abyśmy wyjęli nasze głowy z piasku, zbadali potężne siły, które zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywnościowemu. i dowiedzieli się co musimy zrobić, by zapewnić każdemu na tej planecie godziwe warunki życia.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Buddhist Global Relief

[1]               Lester R. Brown, World on the Edge (New York: Norton, 2011), pp. 9?10.

[2]               Oxfam, „Growing a Better Future,” p. 15.

[3]               See Brown, p. 47; Oxfam, pp. 26?27.

[4]               „The Great Balancing Act,” p. 3, figure 2.

[5]               Brown , pp. 197?98.

zobacz także:

 Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Gaszenie płomieni

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Gaszenie płomieni

Kazanie o Ogniu (Samyuatta Nikaya 35:28) jest jedną z najpotężniejszych  manifestacji  prawdy duchowej, jakie kiedykolwiek wypowiedziano. Była to jedna z pierwszych mów Buddy i wygłoszona została do tysiąca mnichów, którzy byli poprzednio ascetami oddanymi kultowi ognia. Pomimo, że   miało to miejsce ponad dwa tysiące lat przed powstaniem korporacyjnego kapitalizmu i nowoczesnych technologii wojennych, wykład ten okazał się proroczy w swojej diagnozie kondycji ludzkiej.

Budda rozpoczyna od dosadnego stwierdzenia, że wszystko płonie. A następnie przechodzi od razu do sedna sprawy: świat płonie płomieniami chciwości, nienawiści i złudzeń. Od zarania historii te wrodzone popędy umysłu były podstawową  przyczyną całej ludzkiej niedoli, lecz dzisiaj zamieniły się w prawdziwą pożogę. W dzisiejszej globalnej społeczności istnieją one nie tylko w umysłach poszczególnych jednostek, lecz także jako siły kształtujące i upełnomocniające ogromne systemy społeczne rozpościerające się na całej ziemi. Ogarniają one wszystkie aspekty naszego życia, i uchronienie się przed ich płomieniami stało się prawie niemożliwe.

Moim zdaniem, przejawem chciwości, który powinien nas najbardziej niepokoić, nie jest zwykłe pożądania przyjemności zmysłowych, lecz żądza władzy i dominacji. To  ten rodzaj chciwości leży u podłoża oszustw finansowych i korporacyjnego imperializmu. To jest chciwość, która wprawia w ruch gargantuiczną gospodarkę, która pożera zmniejszające się stale zapasy paliw kopalnych, minerałów i lasów. To jest chciwość, która sprawia, że stajemy się ślepi na los przyszłych pokoleń  – w naszej pogoni za zyskami i szybkim zaspokojeniem, jesteśmy gotowi zostawić im zadanie odnowienia zniszczonej  planety.

W dzisiejszych czasach nienawiść nadal staje się przyczyną wojen, przemocy oraz konfliktów rasowych i etnicznych, lecz jej najpoważniejszym przejawem jest obojętność – skłonność do zamykania naszych serc na tych, których nie znamy i redukowanie ich do gołych statystyk.

Nienawiść kwitnie pod przykrywką strachu i podejrzliwości, etykiet „cudzoziemca” i „outsidera”.  Iluzja oznacza nie tylko ignorancję i niewłaściwe poglądy, lecz również rozproszenie, które jest nieustannie narzucane nam przez kulturę komercyjną, żywiącą się nowością i gwałtowną zmianą. Pod jej wpływem, przepełnieni niepokojem, bezustannie poszukujemy czegoś nowego i innego. Często, zamiast postarać się zgłębić fakty, dla własnej wygody pozwalamy dać się oszukać. Na przykład,  podczas gdy klimatolodzy mówią nam, że globalne ocieplenie jest czymś realnym i powinniśmy zmienić sposób naszego działania, radiowi demagodzy i polityczni pismacy wyśmiewają ich ostrzeżenia, prowadząc naiwnych do iluzorycznego różanego ogrodu. Zaczynamy już doświadczać konsekwencji tego zaprzeczania, nie tylko w postaci niezwykłych wydarzeń pogodowych i zmniejszenia bioróżnorodności, lecz również kurczących się zasobów żywności, co zagraża życiu milionów ludzi.

W Kazaniu o Ogniu Budda mówi, że sposobem na uwolnienie się od ognia pożerającego nasz świat, jest wygaszenie go w miejscu w którym powstaje. Oznacza to, wygaszenie go w umyśle poprzez dyscyplinę uważności,  jasnego zrozumienia i wglądu medytacyjnego. Jednakże ze względu na globalny zasięg chciwości, nienawiści i iluzji, a także ich rozmiary i ucieleśnienie systemowe, zadanie ugaszenia płomieni wymaga podejścia szerszego od tego, wyrażonego w tekstach przeznaczonych dla społeczności mnichów, którzy wyrzekli się świata.

Życie ludzkie może być dzisiaj postrzegane, jako poruszanie się po dwóch wzajemnie splecionych trajektoriach. Jedną z nich jest trajektoria moralności, a drugą trajektoria zrównoważonego rozwoju. Ta pierwsza jest obecnie napędzana żądzą zysku i władzy, co powoduje gwałtowne zużywanie ograniczonych zasobów planety i zanieczyszczanie jej toksycznymi odpadami. Drugą wprawia w ruch powiększająca się populacja, która w połowie wieku ma osiągnąć 9 miliardów. Co więcej zwiększające się standardy życia w krajach rozwijających się skutkują coraz większa presją na naszą planetę, aby zapewniła zasoby dla spełnienia oczekiwań ich świeżo wzbogaconych klas średnich. Jeśli te dwie tendencje  będą kontynuować swoją podróż po tych samych krzywych, w niedalekiej przyszłości ich trajektorie prawdopodobnie przetną się, obciążając zdolność ziemi do odnawiania zasobów aż do punktu krytycznego.

Uważam, że rozwój i dobro  ludzkości wymagają od nas zagięcia obu tych trajektorii, i jest to zadanie niemożliwe do wykonania jedynie osobistym wysiłkiem. Trajektoria moralna musi zostać wygięta w kierunku większej sprawiedliwości społecznej i gospodarczej. Trajektoria zrównoważonego rozwoju musi zostać wygięta w kierunku przeciwnym od niepohamowanego wzrostu, w stronę zasady wystarczalności. Nasze działania powinny wypływać z tych samych podstawowych zasad wyrażonych w Kazaniu o Ogniu, lecz jednocześnie odpowiadać rozmiarom naszego globalnego kryzysu.  Aby przetrwać, wszyscy musimy stać się strażakami –  globalną strażą pożarną, pracującą wspólnie nad zmniejszeniem ponadnarodowych płomieni chciwości, nienawiści i iluzji.

Dla realizacji takiego projektu, konieczne jest ponowne przeanalizowanie założeń leżących u podłoża dominującego modelu gospodarczego,  nastawionego na realizację niemożliwego do osiągnięcia ideału ciągłego wzrostu. Zamiast tego musimy sprawić, aby nasze instytucje społeczne stały się bardziej sprawiedliwe, abyśmy byli w stanie zapewnić każdemu środki pozwalające na godziwe życie. Nasza koncepcja dobrego życia powinna podkreślać zadowolenie, szczodrość i współczucie, zamiast nieograniczonej produkcji i konsumpcji. Musimy nauczyć się postrzegać świat naturalny, jako nasz dom, nasz system podtrzymujący życie, a nie jedynie, jako źródło surowców dla produkcji energii i przemysłu.

Praca Buddhist Global Relief stanowi mały krok w tym kierunku.  Zaczynając od założenia, że „głód jest najgorszą chorobą,” a „dar żywności, jest darem życia,” próbujemy sprawić, by ludzie na całym świecie mogli mieć dostęp do wystarczających ilości  zdrowej i pożywnej żywności. Poprzez edukację i praktyczne szkolenia chcemy dać kobietom i dziewczętom szansę na lepsze życie. Staramy się pomagać biednym wydobyć się z ubóstwa, a tym, którzy dysponują środkami, stworzyć sposobność do praktycznego zastosowania współczucia i hojności. Zainspirowani buddyjskimi ideałami miłującej dobroci i współczucia, dążymy do stworzenia systemu społecznego, który ucieleśnia sprawiedliwość i równość dla wszystkich oraz normy etyczne wyrażające troskę o najbardziej potrzebujących.

Czcigodny Bhikkhu Bodhi jest wybitnym amerykańskim mnichem i uczonym szkoły Theravady, pierwszym tłumaczem wielu oryginalnych tekstów Buddy, takich jak  the Samyutta, Majjhima i Anguttara Nikayas. Jest założycielem Buddhist Global Relief i współautorem Buddyjskiej Deklaracji w Sprawie Zmian Klimatu. Ten esej jest częściowo adaptacją jego artykułu Reflections on The Fire Sermon (Parabola, Spring 2012)  Można go przeczytać w całości tutaj

photo.buffalodharma.org

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: ecobuddhism.org