Archiwa kategorii: XVII Karmapa

J.Ś. XVII Karmapa na Drugiej Konferencji Ekologicznej Szkoły Kagju

Credit-to-Sarite-Sanders-copyright-KTD-MG_0085_s1Na tej planecie żyją miliardy owadów, zwierząt i roślin. My, ludzie potrzebujemy ich wszystkich –  nie jesteśmy w stanie przetrwać sami. Ponieważ wszystkie żyjące rzeczy na Ziemi są współzależne, musimy działać na rzecz ochrony środowiska naturalnego –  od tego zależy nasze własne przetrwanie i szczęście. Czytaj dalej

J.Ś. Karmapa: Współczucie w działaniu ? troska o środowisko w XXI wieku

Foto: 17karmapa.pl

Foto: 17karmapa.pl

Na początku pierwszego publicznego wykładu drugiej wizyty w Europie Jego Świątobliwość Karmapa wyraził nadzieję, że następnym razem będzie mógł odwiedzić więcej krajów. Przyznał, że czuje się w Niemczech coraz lepiej, język niemiecki już go nie razi i zażartował z niemieckich posiłków. Wyraził również zachwyt nad bujnością lokalnej zieleni i radość z tego, że Niemcy tak wiele wysiłku wkładają w ochronę środowiska. Nawet hotel, w którym odbywają się wykłady jest przyjazny środowisku. Można jednak zrobić dużo więcej i temu poświęcony został ten wykład. Czytaj dalej

Przesłanie Jego Świątobliwości Siedemnastego Karmapy Ogjena Trinle Dordże z okazji Światowego Dnia Środowiska 2015 r.

pobraneOdkąd wyznaczono Światowy Dzień Środowiska wielu ludzi zarówno działa jak i rozważa różne sposoby ochrony środowiska naszej planety. To pozytywny krok w podejściu do kryzysu ekologicznego, który w moim przekonaniu jest największym wyzwaniem stojącym przed społeczeństwem XXI wieku. Obchodzenie tego dnia daje nadzieję, że w przyszłości podejmowane będą większe wysiłki zwracające naszą uwagę na stan środowiska naturalnego na świecie. Czytaj dalej

J.Ś. Karmapa: Współczucie w działaniu: buddyzm i ochrona środowiska

pobranePrzesłanie wygłoszone przez Jego Świątobliwość Karmapę 7 kwietnia 2015 roku na Uniwersytecie Yale z okazji przyznania mu przez tę uczelnię specjalnego wyróżnienia – Chubb Fellowship –  głównie w uznaniu Jego wielkiego zaangażowania w ochronę środowiska regionu Himalajów. Pytania uzupełniające zadawali: profesor Andrew Quintman i profesor Maria Valentaker z Wydziału Studiów Religijnych. Czytaj dalej

J.Ś. Karmapa o współczuciu, technologii i środowisku – wykład na Uniwersytecie Stanforda

Credit-to-Sarite-Sanders-copyright-KTD-MG_0085_s1

Foto: Sarite Sanders @ KTD

17 marca 2015 roku J.Ś. Karmapa wygłosił wykład na Uniwersytecie Stanforda zatytułowany: „Caring Connections: Compasion, Technology and Environment” ( Troskliwe Związki: Współczucie, Technologia i Środowisko). W wydarzeniu zorganizowanym wspólnie przez the Center for Compassion and Altruism Research and Education Uniwersytetu Stanforda oraz the Dalajlama Center for Ethics and Transformative Values Instytutu Technologicznego w Massachusetts, wzięło udział 1700 osób, przede wszystkim kadry naukowej, studentów i absolwentów uczelni.  Czytaj dalej

J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Ochrona środowiska esencją praktyki duchowej

Mowa wygłoszona przez Jego Świątobliwość XVII Gjalłanga Karmapę ostatniego dnia Piątej Konferencji Ekologicznej  Khoryug, która odbyła się w dniach 8-12 listopada 2013 roku  w Delhi w Indiach. Czytaj dalej

J.Ś. Gjalłang Karmapa na Bhoomi Environment Festival

1 października 2013 roku,   Gjalłang Karmapa dając wyraz  swojemu głębokiemu  zainteresowaniu i oddaniu kwestiom ekologicznym,  był gościem specjalnym Bhoomi Festival 2013 w Delhi. Wydarzenie to zatytułowane  – „Sacred Himalaya, Abundant Himalaya” (Święte Himalaje, Bogate Himalaje), zorganizowane zostało przez organizację Navdanya, sieć producentów żywności ekologicznej i hurtowników naturalnych nasion,  pod przewodnictwem znanej indyjskiej aktywistki ekologicznej i naukowca, dr. Vandany Shivy. Czytaj dalej

J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Buddyzm ekologiczny – na ścieżce współczucia i pustki

Urodziłem się w rodzinie nomadów tybetańskich (drokpa) i spędziłem pierwsze lata mojego życia w dzikiej wschodniej części Tybetu.  Wędrowaliśmy z naszymi zwierzętami z terenów letnich do zimowych, w każdym z miejsc rozbijając namioty z włosów jaka.  Było to bardzo proste życie i moje codzienne przyjemności polegały na zwiedzaniu okolicznych gór wraz moją ulubioną kozą.  Jeśli miałem szczęście mogłem zobaczyć z daleka dzikie zwierzęta, takie jak: nawa  (tybetańskie argali –  owce górskie, Ovis ammon hodgsoni) i shaba (jeleń biało wargi, Przewalskium albirostris). Czasami mogłem przyglądać się przebiegającym przez łąki  stadom kiang (tybetańskich dzikich osłów, Equus kiang).

Kiedy miałem 4 lub 5 lat, na skutek poważnej suszy zaczęło wysychać miejscowe źródło w naszym obozie.  Ponieważ byłem uważany za niezwykłe dziecko (chociaż w tamtym czasie nikt jeszcze nie wiedział, że zostanę później rozpoznany, jako 17 Karmapa), nasza społeczność zwróciła się do mojego ojca, żeby poprosił mnie o zasadzenie drzewka w miejscu,  w którym znajdowało się źródło.  Pamiętam, że przewodniczyłem modlitwom o to, by drzewko to pomogło zapewnić wodę dla wszystkich  żyjących w pobliżu istot. Chociaż nie miałem wówczas pojęcia,  że to co robiłem było działaniem „ekologicznym”,  lub co oznacza wyrażenie „dział wodny”, moja miłość do natury i zaangażowanie w ochronę środowiska wyrosło z nasiona tego właśnie drzewa.

Kiedy dorosłem i rozpocząłem studiowanie buddyzmu, odkryłem wielką harmonię pomiędzy naukami buddyjskimi,  a ruchem ekologicznym.  Nacisk na różnorodność biologiczną, w tym  różnorodność ekosystemów –  a szczególnie zrozumienie, że byty ożywione i nieożywione są częścią  całości –  współbrzmi znakomicie z podstawową buddyjską nauką o współzależności. Istotą buddyzmu jest  jedność współczucia i pustki –   wypływające z głęboko odczuwanego pragnienia  zaangażowanie w pracę na rzecz zmniejszenia cierpienia wszystkich istot  oraz zrozumienie, że wszystkie zjawiska pozbawione są własnej natury. Te dwie połowy filozoficznej całości odnoszą się  szczególnie do celów ruchu ekologicznego. Pozwólcie, że wyjaśnię co mam na myśli.

Najbardziej wzniosłym przykładem używanym przez buddystów dla wyjaśnienia współczucia,  jest macierzyństwo. Pomyśl o wszystkim, co zrobiła dla ciebie twoja matka odkąd zostałeś poczęty –  nosiła cię przez 9 miesięcy, doświadczyła męki porodu, karmiła cię i ubierała,  troszczyła się o wszystkie twoje potrzeby, i martwiła  o ciebie jeszcze długo po tym, gdy osiągnąłeś dorosłość.  Większość matek nigdy nie przestaje troszczyć się bezwarunkowo o swoje dzieci. Niezależnie od tego, czy wierzymy w reinkarnację, czy też nie, możemy przyjąć, ze wszystkie żyjące istoty są dla nas jak matki. Pożywienie, które pojawia się przed nami na obiad, było uprawiane, zapakowane i przygotowane przez ludzi, których prawdopodobnie nie znamy.  Noszone przez nas ubrania zostały wyprodukowane przez ludzi, których przypuszczalnie nigdy nie spotkamy.  Niemniej jednak korzystamy z ich nadziei, snów i pracy. Aby dostarczyć nam tych rzeczy użyto roślin,  zwierząt i różnych surowców. To jest właśnie współzależność, która charakteryzuje życie –  żadna rzecz nie istnieje niezależnie ani nie może przetrwać samotnie.  Jesteśmy częścią światowego ekosystemu i świat jest w stosunku do nas pełen niezwykłego współczucia.

Pustka, natomiast, może być najlepiej wyjaśniona na przykładzie jaźni.  Co sobie wyobrażamy, gdy myślimy o jaźni?  Gdzie dokładnie przebywa jaźń?  Czy jest w sercu, czy w mózgu?  W oddechu, kiedy wdychamy, czy kiedy wydychamy? W ruchu naszych kończyn?  A może w naszych relacjach lub związkach z innymi?  Nasze ja różni się znacznie, gdy mamy 15 i 25 lat. Jest tak, ponieważ jest nietrwałe i nieuchwytne –  pozbawione jakiejkolwiek własnej wrodzonej natury. I z tego powodu, nasze szczęście,  smutek, nasze sukcesy i porażki są również z natury puste. Nie oznacza to, że jesteśmy niczym, lecz to, że znajdujemy się w ciągłym ruchu, cały czas coś wchłaniamy i pozbywamy się czegoś. Wskutek tego, nie ma potrzeby, abyśmy przywiązywali się nadmiernie do naszych doświadczeń, i mamy możliwość rozwinięcia spokoju umysłu –  możemy ze spokojem przyjmować wszystko co się wydarza. Doświadczenie tej wolności od przekonania o istnieniu niezależnego  ja i poczucia ważności, które z niego powstaje, oznacza, że możemy pozbyć się sztucznego podziału pomiędzy własnym ja a innymi,  i stać się częścią wszystkich zjawisk przejawiających się wszędzie.

Jak to się ma do środowiska?  Według buddyzmu niewiedza w kwestii pustej natury jaźni i odrzucenie współczucia są podstawową przyczyną egoizmu, gniewu, przywiązania i chciwości.  To  z powodu niewiedzy istoty ludzkie niszczą środowisko i powodują wymieranie tak wielu gatunków. Niewiedza sprawia, że nadajemy nadmierną wartość własnemu ja i wszystkiemu co jest z nim związane: mojej rodzinie, mojej własności, mojemu krajowi, a nawet mojej rasie. Postrzeganie różnorodności świata poprzez ograniczającą soczewkę własnego ja sprawia, że jesteśmy w stanie w bezwzględny sposób wyrządzać ogromną krzywdę Ziemi, ponieważ stała się ona „innym”.

Buddyści uważają, że z powodu ignorancji ludzkie życie przestało pozostawać w harmonii z naturą.  Godnym ubolewania faktem jest to , że na skutek globalnego ocieplenia,  temperatura Płaskowyżu Tybetańskiego wzrasta szybciej niż większości innych miejsc na Ziemi. Wiem, że będzie to miało bardzo poważne konsekwencje dla tybetańskich obszarów trawiastych i odczuwam smutek w sercu na myśl, że może to oznaczać koniec tybetańskiego nomadycznego stylu życia.  Co więcej, słyszę, że cały świat będzie zagrożony, jeśli średnia globalna temperatura wzrośnie o więcej niż 2 stopnie Celsjusza.  Zniszczone zostanie zwłaszcza rolnictwa. W samych Indiach może to oznaczać poważne straty ryżu, pszenicy i roślin strączkowych, które są podstawą hinduskiej diety. Konsekwencje zmiany klimatu na Płaskowyżu Tybetańskim nie ograniczą się do Tybetu. W Tybecie znajdują się źródła największych azjatyckich rzek: Indusu, Gangesu, Brahmaputry, Irawadi, Jangcy i Mekongu. Nazywany jest on czasami Trzecim Biegunem, ponieważ po Arktyce i Antarktyce znajdują się tam największe zapasy lodu i wody. Jeśli te źródła wody wyschną lub zostaną skażone, będzie to miało tragiczne konsekwencje dla ponad miliarda ludzi. Ponieważ topnienie lodowca nasila się wraz ze wzrostem temperatury, w niedalekiej przyszłości będzie zarówno więcej powodzi, jak i  niedoborów wody. Nasza krótkowzroczność sprawia, że nie dostrzegamy związku pomiędzy naszymi działaniami a ich długoterminowymi skutkami. Wielki napór na wzrost gospodarczy w ciągu ostatnich 50 lat możliwy był dzięki gwałtownemu zużyciu ziemskich zasobów paliw kopalnych. Jednakże ukryte koszty spiętrzyły się i ponoszą je głównie ci, którzy mają najmniej możliwości na zapewnienie sobie ochrony. Prędzej czy później pełną cenę zapłacić będą musieli wszyscy.

Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi jest większa niż kiedykolwiek przedtem:  wygląda na to, że orędownicy wzrostu gospodarczego zapomnieli o biednych, aby przynieść korzyść bogatym. Ponadto w wielu biedniejszych częściach świata charakteryzujących się  największą różnorodnością biologiczną, stopień degradacji środowiska jest najwyższy.  Czy obecny model rozwoju gospodarczego jest w stanie ochronić i odnowić nasze cenne zasoby naturalne?  Czy możemy  pożyczyć zasoby naturalne, a następnie zwrócić je następnym pokoleniom?  Jeśli nie, znaczy to, że okradamy Ziemię z jej bogactw, nazywając to rozwojem gospodarczym.

Współczesna gospodarka wydaje się być płodnym  drzewem ogromnego bogactwa. Podziwiamy mnogość jej gałęzi i lśniące zielone liście i sądzimy, że jest najlepszym drzewem na świecie.  Lecz patrzymy tylko na jego górną połowę, ponieważ dolna połowa znajduje się pod ziemią. Gdybyśmy spojrzeli pod powierzchnię, moglibyśmy odkryć, że korzenie drzewa umierają na skutek znęcania się nad nim  i zaniedbania.  To tylko kwestia czasu, zanim obumierać zacznie górna część drzewa. Udzielanie pomocy  gałęziom i liściom to rozwiązanie jedynie tymczasowe; dopóki nie zapewnimy zdrowia korzeniom, nie możemy zagwarantować go całemu drzewu. Z tego powodu bardzo podoba mi się koncepcja zrównoważonego rozwoju, zdefiniowana przez Światową Komisję ds. Środowiska i Rozwoju, jako „zaspakajanie potrzeb obecnego pokolenia bez narażania na szwank zdolności  przyszłych pokoleń do zaspokajania ich własnych potrzeb.” Ostatecznie, jeśli doktryna reinkarnacji okaże się prawdziwa –  to my jesteśmy przyszłym pokoleniem.

Wielkiej  radości  i przyjemności dostarcza mi moc ludzkiego ducha. Siła idei jest niezwykła. Rozważcie pojęcie praw człowieka –  zdołało  ono pokonać niewyobrażalne przeciwności –  totalitarne rządy, wojny i ubóstwo –  i stało się uniwersalnym ideałem.  A przecież zaledwie 100 lat temu było prawie zupełnie nieznane.  Jestem przekonany, że podobna rewolucja w naszym myśleniu powinna zajść w kwestii ochrony środowiska, w tym w dążeniu do zachowania różnorodności biologicznej.  Prawa powinny uzyskać dzika fauna i flora, ekosystemy, a nawet  „usługi ekologiczne” takie jak obieg nieskażonej wody w przyrodzie.

Z wdzięcznością wspieram globalne porozumienia, mające na celu ochronę dzikiej fauny i flory oraz całych ekosystemów, umowy dotyczące powszechnych standardów bezpieczeństwa ekologicznego, jak również wysiłki w kierunku zminimalizowania spowodowanych przez człowieka zmian klimatu. U podstaw każdej z tych inicjatyw leży szczera motywacja kilku osób, które poświęciły tym sprawom całe swoje życie. Tacy ludzie dają mi najwięcej nadziei, ponieważ jeśli chcemy zmienić świat, ten proces musi rozpocząć się od nas samych. Dążenie do przemiany reszty świata i oczekiwanie, że inni będą nas słuchać, jeśli sami nie będziemy tym żyć i stanowić przykładu, jest nierealistyczne.

Gdyby istniał tytuł buddyjskiego świętego od ekologii, nominowałbym do takiej roli wielkiego indyjskiego uczonego, Szantidewę, który w VII wieku napisał w swoim Przewodniku na Ścieżce  Boddhisattwy:

„Oby wszystkie istoty w całym wszechświecie,

Doświadczające cierpienia ciała i umysłu

Dzięki mocy mojej zasługi ,

Osiągnęły ocean szczęścia i radości.”

W tej strofie Szantidewa  mówi o  wyborze poświęcenia całego swojego życia zmniejszaniu cierpienia innych. Wybór ten wynika ze zrozumienia współzależnej natury życia.  Jeśli przyjmujemy do wiadomości, że nie jesteśmy oddzielonymi jednostkami, lecz częścią całości życia na Ziemi, nie możemy pozostać obojętni na pojawiające się na niej cierpienie i zło. Z takim rozumieniem, pierwszą najbardziej  zorientowaną ekologicznie rzeczą, jaką możemy zrobić, jest wzbudzenie współczucia wobec wszystkich żyjących istot i zastosowanie tej motywacji w działaniu.

W przeciągu ostatnich 100 lat wyginęło ponad 95% światowej populacji dzikich tygrysów (Panthera tigris). W miarę jak zwiększały się ludzkie potrzeby zabieraliśmy coraz więcej i więcej naturze, zostawiając coraz mniej i mniej dla innych zwierząt. Jednakże głównym powodem niemal całkowitego wymarcia  wspaniałego tygrysa było i jest zapotrzebowanie konsumentów na jego skórę i części ciała.  Doprowadzamy do zagłady całego gatunku tylko dlatego, że wydaje się nam, iż kiedy nosimy jego skórę,  wyglądamy na bogatych lub  kiedy jemy części jego ciała będziemy zdrowsi. Działanie takie jest w sposób zasadniczy nie-buddyjskie i pozbawione współczucia –  nie tylko w stosunku do tygrysów, ale także nas samych, ponieważ z pewnością pociągnie za sobą negatywne konsekwencje karmiczne.

Jedyną rzeczą, która może nas –  istoty ludzkie uratować, jest współczucie dla innych –  ludzi,  wszystkich gatunków zwierząt, drzew i innych roślin, oraz dla samej Ziemi. Większość ludzi troszczy  się przede wszystkim o swoją pracę, majątek, zdrowie lub rodzinę. W życiu codziennym prawdopodobnie czują oni, że są ważniejsze rzeczy, o które należy się martwić, niż wpływ naszych działań na środowisko. Poświęcenie uwagi tej kwestii oznaczałoby konieczność podjęcia niewygodnych wyborów i zmian w życiu.  Ja również zbytnio się od nich nie różnię.  Chociaż myślałem od wielu lat o tym, by zostać wegetarianinem, stałem się nim całkowicie dopiero kilka lat temu. Ktoś pokazał mi krótki film dokumentalny pokazujący cierpienie zwierząt przed i podczas aktu zabijania. Oglądając go mogłem poczuć ból doświadczany przez zwierzęta. Nagle uświadomiłem sobie, że te istoty cierpią tak straszliwe katusze tylko po to, bym mógł zaspokoić swoje zakorzenione przyzwyczajenia. Jedzenie mięsa stało się dla mnie w tym momencie nie do przyjęcia, więc przestałem.

 Pytanie brzmi, kiedy taki moment „nie do przyjęcia” przydarzy się nam wszystkim? Czy pozwolimy na podniesienie  się poziomu morza  tak, że  zakryje ono   wyspy na Pacyfiku, i zredukowanie Himalajów do nagich skał?  Czy pozwolimy na wymarcie zdumiewających gatunków fauny i flory, tak, że dla przyszłych pokoleń staną się jedynie historią z odległej przeszłości?  Czy wspaniałe kwitnące lasy powinny zamienić się w pola uprawne po to, by zaspokoić nasze nienasycone potrzeby? Czy mamy żyć z powiększającymi się  nieustannie  górami śmieci, ponieważ nie jesteśmy w stanie poradzić sobie ze skutkami konsumpcjonizmu?

 Aby móc sprostać, jako społeczeństwo,   wyzwaniom ekologicznymi XXI wieku, musimy połączyć je  z dokonywanymi przez nas każdego dnia indywidualnymi wyborami.  Nie możemy  zajmować się jedynie politycznymi i naukowymi aspektami problemów takich jak: zmiany klimatu, nadmierna eksploatacja surowców naturalnych, deforestacja czy handel dzikimi zwierzętami.  Musimy  również zająć się ich aspektami społecznymi i kulturowymi  poprzez pobudzanie ludzkich wartości i tworzenie ruchu na rzecz współczucia, tak by naszą najgłębszą motywacją stojącą za decyzją o zajęciu się aktywizmem ekologicznym, była chęć przyniesienia pożytku innym żyjącym istotom.

 Aby było to możliwe, pierwszym i najważniejszym zadaniem jest przyznanie wszystkim ludziom prawa do ochrony środowiska. Pochodzę z rejonu Tybetu uważanego przez ludzi z Lhasy, nie mówiąc już o ludziach z Zachodu,  za zacofany. Moja rodzina żyła w warunkach, które wielu ludzi uznałoby za bardzo trudne i zapóźnione.  Pomimo to, mój ojciec, który nigdy nie chodził do szkoły, wiedział od swojego ojca, że jeśli chcemy ochronić źródło, to powinniśmy posadzić drzewa.  Uważam, że prości, żyjący najbliżej natury, lokalni ludzie, są często naszymi największymi sprzymierzeńcami w pracy na rzecz jej ochrony. Jeśli mamy ocalić Ziemię, każdy z nas ma do odegrania swoją rolę. Musimy przełamać bariery i zbudować mosty. W końcu dla kogo staramy się ocalić Ziemię, jak nie dla wszystkich z nas?

 Po drugie, musimy znaleźć sposoby na zminimalizowanie zużycia energii, lub przynajmniej znaleźć bezpieczne alternatywy dla węgla, ropy i gazu. Jedną z najłatwiejszych rzeczy do zrobienia, byłoby doprowadzenie do spadku cen energii słonecznej i innych nieszkodliwych technologii alternatywnych. Mój główny klasztor w Tybecie, Tsurphu, ma szczęście znajdować się blisko naturalnych źródeł geotermicznych, z których czerpie energię. Teraz, gdy jestem w Indiach, dążymy do tego, aby wszystkie nasze klasztory Karma Kagju były pod względem energetycznym samowystarczalne.  Byłoby cudownie móc powiedzieć, że buddyjscy mnisi i mniszki nie przyczyniają się do światowych problemów ekologicznych. Być może, któregoś dnia, wszystkie państwa świata, również dostosują się do takiego standardu.

Po trzecie, zapraszam wszystkich naukowców i praktykujących do pomocy w ochronie Płaskowyżu Tybetańskiego,  który zaopatruje w wodę dużą część Azji. Ponieważ woda w tym rejonie świata nie ma jeszcze wyznaczonej ceny w pieniądzach, uważamy ten najcenniejszy z naszych zasobów za coś danego nam raz na zawsze.  Już teraz Brahmaputra jest bardzo poważnie zagrożona na skutek budowy tam, a Indus nie dociera do morza. Nazywany Trzecim Biegunem Tybet, jest niezwykle narażony na zmiany klimatu i to co tam się dzieje, ma ogromne znaczenie dla reszty Azji.

 Po czwarte, powinniśmy wspólnie ponownie zastanowić się  nad tym, co uważamy za sukces – czy jest nim wzrost gospodarczy, rozwój lub osobiste bogactwo.  Obecny model wzrostu gospodarczego jest po prostu nieosiągalny dla większości mieszkańców naszej planety, którzy z dnia na dzień walczą o przeżycie. Gdybyśmy w naszej hierarchii wartości nadali takie samo znaczenie dzieleniu się, współczuciu i pokojowi, jakie nadajemy bogactwu i statusowi społecznemu, każdy z nas  dążyłby do sukcesu, w którym w naturalny sposób, zawierałoby się dobro całej społeczności.  Musimy poszukać zdrowych i praktycznych alternatyw  dla obecnego modelu pojmowania sukcesu i rozwoju –  alternatyw dostępnych w równym stopniu dla wszystkich z nas.

 Na koniec,  chciałbym wyrazić swoje przekonanie, że przyszłość Ziemi zależy od tych z nas,  którzy mają szczęście prowadzić prostsze życie. Proste życie oznacza współczucie wobec samego  siebie i świata. Życie wypełnione dobrami materialnymi i pozbawione współczucia jest z ekologicznego i karmicznego punktu widzenia całkowicie niezrównoważone. Oczywiście reklamy mówią nam przez cały czas, że nasze szczęście zależy od zakupu produktów, które próbują sprzedać. Jak to się dzieje, że ulegamy reklamom, pomimo, że jesteśmy nastawieni sceptycznie do przekazywanych przez nie treści? Nasze przywiązanie do własnego szczęścia,  dobytku, rodziny i jaźni powoduje brak perspektywy,  który sprawia że stajemy się na nie podatni.  Jednakże, jeśli będziemy świadomi pustki naszego ja, stworzymy przestrzeń, w której, zamiast podążać za nawykowym konsumpcjonizmem, będziemy w stanie dokonywać wyborów.  Nie musimy żyć sprzedawanym nam życiem –  możemy zdobyć się na odwagę i wieść życie zwyczajne i proste.

 U podstaw każdej z religii leżą te same najważniejsze zasady. Żyjcie prosto. Działajcie ze współczuciem. Bądźcie dobrzy dla siebie nawzajem.  Żadna z religii nie nakazuje nam niszczenia tego, co daje nam życie.  Jestem więc całkowicie przekonany, że z religijnego punktu widzenia musimy ochraniać wszelkie życie i bronić Ziemi. Ja osobiście czerpię inspirację z nauk Pana Buddy, sednem których jest praca dla pożytku wszystkich żywych istot i  rzeczy,  i  zaprzestanie wyrządzania  im szkody, oraz z nauczania Jego Świątobliwości Dalajlamy, który powtarza wciąż, że kluczem do przetrwania rodzaju ludzkiego jest powszechna odpowiedzialność.

 Przewodnik na ścieżce  boddhisattwy jest nadal pilnie studiowany przez buddystów Mahajany i Wadżrajany.  Dzieło to objaśnia ścieżkę do Stanu Buddy poprzez kultywację współczucia i wgląd w pustkę oraz stanowi inspirację dla wszystkich, którzy pragną wyrzec się własnych pragnień i ambicji, po to, by przynosić pożytek wszystkim żyjącym  istotom.

 Jako XVII Karmapa jestem przekonany, że tego rodzaju aktywność Buddy można zastosować w sposób bezpośredni w dziedzinie ochrony środowiska.  Z tą wizją  w umyśle, w naszych ponad 40 klasztorach Kagju w rejonie himalajskim wdrażamy obecnie projekty ekologiczne dotyczące kwestii takich jak: degradacja lasów, niedobory wody, handel dzikimi zwierzętami, zmiany klimatu i zanieczyszczenie środowiska. Pomagają nam w tym organizacje pozarządowe, w tym World Wildlife Fund.  Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to zaledwie kropla wody w oceanie – stojące przed nami wyzwania są o wiele większe i  bardziej złożone, i nie będziemy w stanie poradzić sobie z nimi sami. Jednakże, gdyby każdy z nas dodał zaledwie kroplę czystej wody w kierunku ochrony środowiska, wyobraźcie sobie jak czysty stałby się pewnego dnia ten niezmierzony ocean.

 Podziękowania: Dziękuję J.Stanleyowi, D. Golemanowi i D. Chungyalpa za ich nieocenioną pomoc przy pisaniu tego eseju.

 Orginalny artykuł opublikowany był w Conservation Biology,   Volume 25, Issue 6, pp. 1094-97, December 2011

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: ecobuddhism.org

J.Ś. Karmapa wygłasza mowę na konferencji Mind and Life XXIII

Jego Świątobliwość  Karmapa wziął udział w 23 konferencji Mind and Life:  Environment, Ethics and Interdependence (Środowisko, etyka i współzależność) odbywającej się w Dharamsali od 17 do 20 października. Czytaj dalej

J.Ś. XVII Karmapa Orgyen Tinley Dorje: Ochrona naszego środowiska naturalnego

Głowa tradycji Karma Kagju, Karmapa Orgyen Tinley Dorje jest siedemnastą inkarnacją pierwszego Tulku w tybetańskiej historii, Gyalwanga Karmapy. Urodził się w 1985 roku w rodzinie nomadów w Khamie. Został intronizowany w głównej siedzibie Karmapów, klasztorze Tsurphu, jako Karmapa Siedemnasty, zgodnie dokładnymi szczegółami zawartymi w przepowiedni wielkiego Tertona, Chokyura Lingpy. Zanim skończył 10 lat, został rozpoznany przez innych najważniejszych tulku linii Kagyu. Na początku 2000 roku młody Karmapa w bardzo odważny sposób uciekł z Tybetu do Indii. Od tego czasu mieszka w Dharamsali. Co roku odwiedza Bodh Gaję, gdzie prowadzi Kagju Mynlam (Święto Modlitw),  i Sarnath.



Odkąd pojawiliśmy się na tej ziemi jako gatunek ludzki, eksploatujemy ją niezwykle intensywnie. Mówi się, że 99% dóbr na tym świecie pochodzi ze środowiska naturalnego. Zużywamy tę ziemię. Dawała i daje nam ona niezmierne korzyści, lecz co my zrobiliśmy dla niej, żeby się odwdzięczyć? Ciągle ją o coś prosimy, lecz nie dajemy jej niczego w zamian.  Nie myślimy o niej z miłością ani z troską. Kiedykolwiek z ziemi wynurza się drzewo lub cokolwiek innego, ścinamy je. Do dzisiejszego dnia toczymy o nią ciągłe wojny i spory, nic się nie zmieniło. Tak naprawdę zrobiliśmy dla niej bardzo niewiele. Nadszedł teraz czas, gdy ziemia ma już nas dość i  patrzy na nas gniewnie. Ziemia ma zamiar potraktować nas surowo i nie zajmować się nami więcej. Jeśli przestanie się o nas troszczyć, gdzie możemy się udać?  Niektórzy mówią o przeprowadzce na inne planety, które mogą podtrzymywać życie, lecz nawet jeśli jest to w ogóle możliwe, będzie sobie mogła na to pozwolić jedynie garstka bogaczy. Co stanie się ze wszystkimi innymi czującymi istotami,  z tymi z nas, którzy będą musieli tu zostać?


Co możemy zrobić  teraz, gdy doprowadziliśmy do tak krytycznej sytuacji? Żyjące na ziemi czujące istoty i elementy świata natury powinny złączyć razem ręce – nie wolno pozwolić na to, by ziemia postawiła krzyżyk na czujących istotach, a czującym istotom nie wolno zrezygnować z troski o ziemię. Czyż logo Mynlam nie wygląda, jak dwie połączone dłonie?

Jego kształt podobny jest do kształtu Flagi Szesnastego Karmapy (Sixteenth Gyalwang Karmapa’s Dream Flag}. Symbolizuje ona pokój i pogodę ducha, i jest regularnie używana przez praktykujących w tradycji Karma Kamtzang. Gdybym miał to wszystko wymyślić samemu, wątpię czy byłoby w tym jakiekolwiek błogosławieństwo, jest ono prawdopodobnie obecne w tym logo dzięki temu, że użyłem jako wzoru projekt poprzedniego Karmapy. Jest to symbol Kagju Mynlam, którego celem jest przyniesienie pożytku całemu światu.  Chcemy zatroszczyć się o naszą ziemię! Oby na świecie zapanował pokój! Oby życie na ziemi trwało przez wiele tysięcy lat! W taki sposób się tutaj modlimy i takie jest znaczenie tego nowego symbolu. Myślę, że mógłby on stać się również znakiem ludzi, którzy kochają ziemię i chcą ją aktywnie ochraniać.

W ostatnich latach na  Ziemi  nastąpił drastyczny wzrost temperatury, co stwarza ogromne zagrożenie dla całego świata. W dawnych czasach, my – Kagjupowie, przebywaliśmy zwykle na odosobnieniach w oddalonych górskich jaskiniach lub kamiennych chatach. Były to przyjemne odosobnienia – nie było konieczne zajmowanie się pracą taką, jak kopanie w ziemi, ścinanie wielu drzew czy poszukiwanie i wydobywanie minerałów. Lecz później, czy to z powodu pragnienia przyniesienia pożytku większej ilości czujących istot i krzewienia nauk, czy też może, jak mówi stare przysłowie, ponieważ, „Im więcej medytujesz na Mahamudrę, tym bardziej aktywny się stajesz.” – praktykujący stali się nazbyt zajęci. Ci od których oczekiwano podążania ścieżką Linii Praktyki w położonych wysoko w górach odosobnionych miejscach, nie byli  już w stanie dłużej tego robić. Zeszli więc w doliny i stało się niezbędne zbudowanie wielu klasztorów.

W dzisiejszych czasach mnisi z wielu klasztorów Kagju, przy okazji budowy nowego klasztornego budynku, bez żadnych skrupułów wycinają wszystkie drzewa w okolicy, wyrządzając ogromną szkodę środowisku. Niektóre klasztory sprzedają nawet drewno z wycinki pobliskiego lasu. W chwili  gdy to robimy, nie zdajemy sobie sprawy ze skutków i być może nie odczujemy ich od razu, lecz po kilku latach z pewnością pojawią się problemy. Kiedy tak zwana esencja ziemi –  esencja danego miejsca jest uszkodzona, środowisko naturalne doznaje ogromnego uszczerbku i dopiero wtedy myślimy: „No, nie!  Cośmy najlepszego zrobili?!” Lecz będzie już za późno. Drzewo nie wyrośnie w momencie, gdy je zasadzimy –  zajmuje to dwadzieścia lub trzydzieści lat.

Z tego powodu, we wszystkich naszych klasztorach w Indiach, Nepalu i Tybecie powinniśmy zdać sobie jasno sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie wszystkich czujących istot zamieszkujących nieograniczoną przestrzeń i, że nie jest to aż tak bardzo ważne. Żyjemy na tej Ziemi i każdy może ją zobaczyć. Jeśli nasza Ziemia ulegnie zniszczeniu na skutek globalnego ocieplenia, nie będzie już dłużej Kagjupów. Nie będzie Karma Kamtzang. Wszyscy zginiemy. To nie będzie tak, że reszta świata zostanie zniszczona i przetrwamy tylko my, dzięki naszym opiekunom Dharmy i Mahakali Bernakczen. Tak się nie stanie. Dlatego musimy ochraniać środowisko. Powinniśmy uczyć mnichów w klasztorach, w jaki sposób to robić. Ciągłe zaabsorbowanie rozbudową klasztorów bez należytej  dbałości o środowisko jest błędem. W sutrach i tantrach powiedziane jest, że utrzymywanie klasztorów i świętych miejsc w czystości przynosi niezmierzone korzyści. To samo dotyczy Ziemi – znajduje się ona w wielkim niebezpieczeństwie i potrzebuje naszej troski, więc powinniśmy starać się ochraniać środowisko naturalne dla dobra wszystkich żyjących na tym świecie czujących istot. Być może nie jesteśmy w stanie zbyt wiele zrobić, ale podstawowe rzeczy, których należy przestrzegać, aby chronić ten świat, nie są trudne do wyjaśnienia.  Powinniśmy przekazywać ludziom naszą wiedzę, mówiąc: „Tak właśnie jest.”. Niezależnie od tego, czy jesteśmy członkami społeczności klasztornych, czy też ludźmi świeckimi, jeśli codziennie, każdego dnia bez wyjątku, będziemy przejawiać troskę o środowisko, będzie to czymś bardzo dobrym.

Większość uczestników naszego spotkania, bez względu na to, czy urodzili się w Tybecie, czy też nie, ma związki z tybetańską Dharmą, kulturą i językiem. Podobnie, większość z nas zgromadzonych tutaj, przyjechała z Indii, Nepalu, Bhutanu lub Sikkimu. Powinniśmy wszyscy poświęcić nieco uwagi ochronie środowiska w Tybecie, ponieważ ma ono ogromny wpływ na środowisko naturalne obszarów z których pochodzimy. Jest tak,  gdyż  w Tybecie mają swój początek rzeki, które dostarczają większość wody pitnej do mniej więcej ośmiu krajów azjatyckich.  Jeśli środowisko naturalne Tybetu zostanie zniszczone, zagrozi to całej Azji. Jeśli ekosystem wodny w Tybecie nie będzie działał właściwie, spowoduje to wiele problemów, takich jak powodzie na terenach położonych wzdłuż biegu rzeki Jangcy. Gdy wielkie rzeki opuszczą swoje koryta, nastąpią wielkie zniszczenia, powodzie i inne niebezpieczne zjawiska. Obecnie rząd chiński planuje sadzenie lasów w Tybecie. Indie i inne kraje, również interesują się bardzo środowiskiem naturalnym Tybetu, zdając sobie sprawę z jego kluczowego znaczenia.

Mówimy wciąż, że Tybet należy do Tybetańczyków. Lecz co my – Tybetańczycy robimy dla Tybetu?  Czy chronimy środowisko naturalne w Tybecie, czy też je niszczymy? Tradycyjnie Tybetańczycy utrzymywali pewne starodawne wierzenia. Szczególnie imponujące góry uważali za domostwa duchów – były to więc wyjątkowe, obdarzane czcią miejsca – nie należało zakłócać ich spokoju, wydobywać minerałów czy też kamieni. Piękne lasy, kamienie i klify o niezwykłym kształcie, również były siedzibami duchów. Tego rodzaju wierzenia były dość pożyteczne. Kiedy byłem dzieckiem nie śmieliśmy bawić się na otaczanych czcią górach, w których mieszkały lokalne bóstwa. Nie mieliśmy nawet śmiałości, aby na nie wchodzić, nie mówiąc już o zakłócaniu spokoju….Nie wolno nam też było  wkładać rąk do strumieni dostarczających wodę do picia. Chodziło o to, żeby jej nie zanieczyszczać i nie złościć nagów (duchy wodne –  tłum). Kiedy chcieliśmy umyć ręce lub stopy,  musieliśmy nabrać wody ze strumienia i zrobić to w jakimś innym miejscu. Pod żadnym pozorem nie wolno nam było myć się, kąpać, robić prania ani używać jakichkolwiek chemikaliów w strumieniu. Podobnych zasad przestrzegano prawie wszędzie. W dzisiejszych czasach wielu ludzi, szczególnie młodych, mówi: „To jest ślepa wiara. To jest tylko wiara religijna.” Ochrona środowiska jaką zapewniały te  tradycyjne poglądy, pogarsza się radykalnie. Tradycyjny sposób postrzegania świata odszedł bezpowrotnie, lecz nie zastąpiła go nowoczesna edukacja na temat ekologii. Mieszkańcy Tybetu koncentrują się teraz na rozwoju gospodarczym i dążeniu do materialnego bogactwa. Ludzie zastanawiają się głównie nad tym, czy zająć się przemysłową hodowlą, zbudować olbrzymi dom a może kupić samochód. Taka jest dominująca mentalność. W dzisiejszych czasach ludzie zużywają ogromne ilości drewna na budowę pięknych domów w stylu tybetańskim, o wiele więcej niż dawniej. W przeszłości jedynie klasztory miały tak piękne rzeźbienia i ozdoby –  obecnie wielu zwykłych ludzi mieszka w domach z wyszukanie rzeźbionymi oknami, framugami i tym podobnymi ozdobami. Wygląda to uroczo, ale marnotrawi się w ten sposób dużo drewna i kamienia. Jeśli wszystkie lasy zostaną wycięte, nic nie zatrzyma powodzi i osunięć gruntów.

Następna sprawa,  to przemysłowa hodowla zwierząt. Nie znaliśmy tego kiedyś w Tybecie, nie było to konieczne.  Jest to łatwa praca –  hoduje się w ten sposób świnie, kury, kaczki i bydło. Zwierzęta dostają zastrzyki, aby szybciej przybierały na wadze – używa się dużo środków farmaceutycznych. Fermy i gospodarstwa stają się coraz większe, a hodowany w nich inwentarz wytwarza duże ilości nawozu i metanu, które zanieczyszczają środowisko i nieskazitelnie czyste do tej pory powietrze. Naprawdę powinniśmy się nad tym zastanowić. Tybet –  dach świata, jest czysty i nieskażony. To jest nasz własny piękny kraj. Nawet jeśli inni nie potrafią go chronić, przynajmniej my sami powinniśmy powstrzymać się od działań powodujących jego degradację. Jeśli dobrze o niego zadbamy, nie stracimy naszego honoru i wypełnimy co do nas należy. Straciliśmy już tak dużo z tego, co mieliśmy, że jeśli zniszczymy więcej, nie zostanie nic co można będzie nazwać tybetańskim. Nawet gdyby została podpisana ugoda i moglibyśmy odzyskać wolność dla Tybetu, do czego byśmy wrócili? Jak wyglądałaby nasza ojczyzna? Jeśli obrócimy ją w paskudny ugór, odzyskanie wolności nie pomoże nam w odnalezieniu szczęścia.

Jednym z powodów dla których tak się dzieje –  i sami jesteśmy za to odpowiedzialni –  jest nasze niewielkie zainteresowanie zdobywaniem wiedzy. Im więcej wiemy na temat ekologii, tym bardziej troszczymy się o środowisko. Naturalne środowisko Tybetu jest cudowne – otaczające nasz kraj ośnieżone góry, zapewniają naturalną ochronę przed skażeniem z zewnątrz. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie wszystkim odpowiedniej edukacji po to, by ochraniali nieskazitelnie czyste środowisko Tybetu. Wszyscy musimy zadbać o środowisko całej planety, a zwłaszcza Tybetu i rejonu Himalajów. Tybet jest prawdopodobnie najważniejszym źródłem wody pitnej na świecie. Powinniśmy wziąć to pod uwagę, szczególnie w każdym z naszych klasztorów. Sądzę, ze byłoby bardzo dobrze, gdybyśmy spróbowali rozbudzić zainteresowanie ekologią we wszystkich naszych klasztorach w Indiach, Nepalu, czy Tybecie. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale jest kilka podstawowych kwestii, które powinniśmy zrozumieć i zastosować. Jeśli będziecie w stanie przestrzegać ich w swoich klasztorach i mających z nimi związek gospodarstwach domowych, przyniesie to korzyść zarówno naszym społecznościom, jak i poszczególnym jednostkom.

Pierwsza z nich dotyczy  samochodów. Często bywa tak, ze gdy tylko lama zakończy trzyletnie odosobnienie,  kupuje ciężarówkę. Mieliśmy kiedyś w Tsurphu małego mnicha nowicjusza i kiedyś ktoś zapytał go: „Co chciałbyś robić, kiedy dorośniesz?” „Chciałbym zostać lamą,” – odpowiedział. „Co będziesz robił, kiedy zostaniesz lamą?” „Zamierzam ukończyć trzyletnie odosobnienie,  kupić ciężarówkę i książkę Karma Chakmy o rytuałach Toh, a następnie podróżować.” On widział lamów, którzy tak właśnie zrobili. Tak więc małe dzieci myślą, że tym właśnie zajmują się lamowie. Każdy lama kupuje własny samochód i musi kupować paliwo do niego. Światowe zasoby ropy zmniejszają się, a jej cena rośnie. Po co każdemu lamie własny samochód? Wszyscy chcą mieć piękne auta, które zużywają dużo paliwa – z tym kojarzy im się status lamy. Zastanawiam się, jak to się ma do stylu życia dawnych mistrzów, którzy mieli bardzo niewiele pragnień i byli zadowoleni z tego co posiadają. Lamowie są ludźmi praktykującymi Dharmę, niezależnie od tego, czy przyjęli mnisie śluby, czy też nie. Oznacza to, że powinni mieć niewiele pragnień i zadowalać się tym co posiadają. Nie powinni angażować się bezpośrednio w gonitwę za ośmioma światowymi Dharmami, chociaż może być tak, że rzeczy przychodzą do nich w sposób naturalny. W dzisiejszych czasach jest inaczej. Jest to problem. Powinniśmy zastanowić się ponownie, czy potrzebujemy tak wielu samochodów, a szczególnie takich, które zużywają dużo paliwa. Powinniśmy praktykować powściągliwość. Jest to również niewłaściwe, jeśli weźmiemy pod uwagę lokalną ludność. Większość z nas jest w Indiach uchodźcami. Ludzie tutaj będą zazdrośni, jeżeli będziemy jeździli lepszymi samochodami niż oni. Nie robi to dobrego wrażenia. I nie jest konieczne.

Następna kwestia dotyczy energii elektrycznej. W oddalonych rejonach Tybetu ludzie używają energii pochodzącej ze słońca i wiatru. To jest dobre. Wytwarzanie energii elektrycznej jest drogie i używanie jej bez zwracania uwagi na wpływ, jaki wywieramy w ten sposób na środowisko,  jest destrukcyjne. W klasztorze Tsurphu nie mieliśmy elektryczności, lecz później zainstalowano panele słoneczne. Są one ciągle dość drogie.  Zapewnienie energii elektrycznej na potrzeby dużego budynku może być bardzo kosztowne. Jednakże energia słoneczna i wiatrowa jest bardzo korzystna, ponieważ nie ma  kosztów eksploatacyjnych i nie szkodzi środowisku.  W Tybecie słońce świeci mocno –  jest on dachem świata – więc wielu ludzi używa energii słonecznej. W naszych klasztorach przebywają duże grupy ludzi, toteż płacimy bardzo wysokie rachunki za elektryczność. Powinniśmy szukać sposobów, aby ją oszczędzać. Nie zostawiajcie niepotrzebnie zapalonych świateł, kiedy świeci słońce i jest jasno na dworze.

Trzecia kwestia dotyczy sadzenia drzew. Nam –  mnichom, nie wolno ścinać drzew, ani innych roślin, które mają korzenie i rodzą owoce. Taka była głęboka intencja Pana Buddy. Lecz powinni to mieć na uwadze nie tylko mnisi. Tlen niezbędny do życia dla wszystkich żyjących na tym świecie żywych istot, pochodzi z drzew i roślin. Więc nawet jeśli będziemy w stanie zasadzić tylko jedno drzewo, pomoże to prawdopodobnie wielkiej ilości istot. (?.)

Moim szczególnym zaleceniem na ten rok, jest prośba, aby każdy klasztor, jeśli tylko jest to możliwe, zasadził przynajmniej tysiąc lub dwa tysiące drzew. (….)

Jeśli któreś z klasztorów muszą ścinać drzewa, byłoby dla nich dobrze, gdyby zasadziły więcej drzew, niż ścięły. Jeśli cokolwiek może rozzłościć lokalne bóstwa i nagów, to jest to z  pewnością ścinanie drzew i nie sadzenie na ich miejsce nowych.

Trzecia kwestia nie dotyczy mnichów, ponieważ nie zajmują się oni rolnictwem. Aby przyspieszyć rozwój uprawianych przez siebie roślin, rolnicy używają różnego rodzaju nawozów sztucznych. Jak słyszałem, w wyniku tego pierwsze zbiory są bardzo dobre, lecz później ziemia traci żyzność i staje się jak piasek. Nawozy sztuczne wyjaławiają ziemię. Tak to się dzieje. W Tybecie jest wiele gospodarstw rolnych.  Zasiewając nasze pola, nie powinniśmy myśleć, że ponieważ są one naszą własnością, to możemy robić co nam się podoba. To jest jedna z rzeczy, o których warto pomyśleć. Następną jest to, że użycie nawozów sztucznych wyjaławia wielkie obszary ziemi uprawnej. Mnisi nie muszą sami uprawiać ziemi, lecz mają wielu przyjaciół i krewnych, którzy to robią. Jeśli nie podejmiemy całościowego, zbiorowego wysiłku, trudno nam będzie ochronić środowisko.

Krótko mówiąc, są dwie rzeczy na tym świecie, które pozwalają nam iść do przodu. Pierwszą z nich jest lęk. Wszystkie istoty, włączając w to zwierzęta, rozwijają się z lęku. Czują zagrożenie dla swojego życia i szukają sposobów, aby mu zaradzić.  Rozwój, posuwanie się naprzód, ponieważ widzi się korzyść lub zysk, jest jak sądzę, czymś właściwym przede wszystkim ludziom. My –  ludzie jesteśmy istotami obdarzonymi rozumem i  inteligencją. Lecz przy całym naszym polocie, jeśli będziemy tylko błąkać się bez celu, nie robiąc niczego co miałoby znaczenie –  staniemy się jedynie jeszcze jedną gębą do nakarmienia, jeszcze jedną osobą zajmującą miejsce na i tak już zatłoczonej ziemi. Nie będzie z nas żadnego pożytku. Żyjąc na tym świecie, powinniśmy wykazywać się inteligencją i mieć wizję przyszłości. Uważam, że tylko wtedy nasza egzystencja będzie miała znaczenie. Nie będziemy już dłużej jedynie zajmować przestrzeni. Będziemy w stanie przynieść pożytek wszystkim innym stworzeniom, z którymi dzielimy tę ziemię. Ochrona ziemskiego środowiska jest w tej chwili ogromnie ważną sprawą. Ale to nie z tego powodu przechodzą mnie ciarki, kiedy siedząc na tym tronie, mówię do was o tym. Istnieją przepowiednie Pana Buddy i wielu uczonych,  urzeczywistnionych mistrzów, dotyczące tego, w jaki sposób czasy staną się zdegenerowane;  zdegeneruje się środowisko i żyjące w nim istoty. Mówili o tym dawni mistrzowie, lecz my nie przywiązujemy do tego wagi. Ludzie tylko mówią w kółko, co zostało napisane w takim piśmie, a co w innym.

Chciałbym opowiedzieć wam historię. Podczas wstrząsów w Tybecie w latach pięćdziesiątych,  lama, który był poprzednią inkarnacją Pawo Rinpocze przeglądał przepowiednie Guru Rinpocze i pomyślał, „To prawdopodobnie naprawdę się zdarzy.” Pokazał je swojemu służącemu i powiedział, „To się zdarzy, tak będzie. To są przepowiednie Guru Rinpocze. Musimy uciekać do Indii, nie możemy zostać tutaj.” Kiedykolwiek pokazywał przepowiednie służącemu, mówił on, „No więc  tak. Idę do Indii!” Służący dotykał tekstem przepowiedni Guru Rinpocze swojego czoła i odkładał go na bok.

Później sytuacja pogorszyła się i nawet Karmapa udał się do Indii. Gdy usłyszał o tym  Pawo Rinpocze, powiedział, „Mówiły o tym przepowiednie!  Nawet Karmapa wyjechał. Lepiej my też wyjedźmy, bo będzie z nami niedobrze.” Służący odpowiedział, „Jak to możliwe? Są trzy wielkie klasztory: Sera, Drepung i Ganden, i pałac rządu Potala. Nie jest łatwo to wszystko zostawić. Jeśli przygotujemy się do ucieczki, nie będziemy mogli tu zostać.” Zdecydowanie odmówił udziału w jakichkolwiek przygotowaniach do ucieczki. Albo brakowało mu edukacji, albo sytuacja przerosła go, bo nigdy nie stanął w obliczu tak trudnych okoliczności. W końcu służący nie był w stanie wyruszyć do Indii i w rezultacie potwornie cierpiał.  Trafił do obozu re-edukacyjnego, gdzie był torturowany, na skutek czego zmarł.  Podobnie jest z nami. Pan Budda i dawni mistrzowie mówili dużo o potrzebie ochrony środowiska, lasów i drzew. Lecz kiedy słyszymy ich słowa, dotykamy tylko tekstem naszego czoła i mówimy, „Idę do Indii!” Często powtarzamy wymyślne i piękne formułki, „Oby tak było! Oby wszystkie istoty odniosły pożytek! Oby tak się stało! Oby przyniosło to pożytek wszystkim czującym istotom w całej przestrzeni! Oby to się wydarzyło!” Ale później nie praktykujemy tego w autentyczny sposób. Nadal błąkamy się w oceanie samsarycznego cierpienia, ponieważ wypowiadane przez nas życzenia nijak się mają do naszych czynów. Jeśli będziemy robić tak dalej, pozostaniemy w samsarze na zawsze. Proszę pamiętajcie o tym.

Mowa wygłoszona przez Jego Świątobliwość XVII Karmapę w czasie Kagju Mynlam w 2007 roku

Przetłumaczona na język angielski przez Ringu Tulku Rinpocze/Karma Choephel

Tłumaczenie na język polski: J.S

źródło: www.ecobuddhism.org

zobacz także: J Ś. XVII Karmapa na Drugiej Konferencji Ekologicznej Szkoły Kagju

mapa strony