Trzeci Biegun Świata (miesięcznik Dzikie Życie, maj 2010)

Tybet nie bez powodu nazywany jest trzecim biegunem. Na Wyżynie Tybetańskiej znajduje się ponad 46 tys. lodowców. W całych Himalajach lodowce, zajmując łącznie ponad 100 tys. km2, magazynują ok. 12 tys. km3 wody. Niemal 900 mln ludzi żyje w dziale wodnym 6 wielkich rzek, które mają swoje źródła w Tybecie. Jeśli uwzględnić działy wodne wszystkich rzek, które mają swój początek w Tybecie, to pokryją one teren zamieszkały przez 47% ludności świata. Ponadto, przetrwanie setek milionów ludzi zależy od deszczów monsunowych, ściąganych w głąb lądu przez Płaskowyż Tybetański.

Podobnie jak obydwa bieguny, które nagrzewają się w alarmującym tempie, taka sama sytuacja ma miejsce na Wyżynie Tybetańskiej. Płaskowyż nagrzewa się szybciej niż początkowo zakładano, a skutkiem tego są roztapiające się lodowce, degradacja wiecznej zmarzliny, pustynnienie łąk, zachwianie cykli hydrologicznych rzek oraz wysychanie mokradeł. Te wszystkie zmiany na wyżynie mają swoje konsekwencje dla milionów ludzi mieszkających w innych regionach Azji.

Tybet, przez wielu nazywany “dachem świata” lub “trzecim biegunem”, leży w sercu Azji. Uważa się, że jest on jednym z najbardziej wrażliwych na zmiany środowiska naturalnego obszarów kontynentu. Przed chińską okupacją — zapoczątkowaną w roku 1950 — był to obszar względnie stabilny ekologicznie. Głównie ze względu na niewielkie zaludnienie oraz izolację geograficzną i polityczną.

W tym miejscu należy jednak zaznaczyć, że mit proekologicznego Tybetańczyka (green tibetan) rozmija się nieco z prawdą, o czym szerzej pisze Toni Huber w swojej pracy “Green Tibetans: A brief social history”. Postrzeganie Tybetańczyków przez pryzmat buddyzmu i przekładanie ich religijności na podejście do środowiska naturalnego nie jest aż tak przejrzyste, jak mogłoby się wydawać. W wizerunku Tybetańczyka pomija się na przykład praktyki polowania na dzikie stada zwierząt oraz toczone przez stulecia wojny Tybetu z sąsiadami, a nawet pomiędzy klasztorami i wyznawcami różnych odłamów buddyzmu.

Refleksje na temat współczesnego wizerunku Tybetańczyka nie umniejszają jednak szkodliwości, jaką polityka chińska wywiera na środowisko w Tybecie. Niepokojące zmiany w przyrodzie na Wyżynie Tybetańskiej, jakie odnotowano w ostatnich dekadach, stały się przedmiotem zainteresowania organizacji działających na rzecz Tybetu. Ten od lat znany, ale nie nagłaśniany problem stał się ważnym elementem dyskusji o polityce Chin wobec Tybetu. Znalazło to odzwierciedlenie w udziale organizacji tybetańskich podczas Konferencji Klimatycznej (grudzień 2009, Kopenhaga). Być może międzynarodowa uwaga, jaką zyskała kwestia tybetańska, przyczyni się do zmiany polityki rządu chińskiego w obszarze środowiska, prędzej niż uzyskanie jakichkolwiek ustępstw politycznych wobec Tybetańczyków.

Tymczasem tendencja władz chińskich do ignorowania lub wręcz fałszowania problemów społecznych i ekologicznych w Tybecie utrudnia określenie rzeczywistego poziomu szkód wyrządzonych w środowisku naturalnym na tym obszarze. Niezwykle ważne jest, aby wzrosła świadomość, iż ekologiczne zmiany na Wyżynie Tybetańskiej mają swoje globalne konsekwencje. Zatruwanie rzek, deforestacja czy emisja dwutlenku węgla, od dawna przestały być tylko lokalnymi problemami Tybetu.

Przyroda Tybetu

Tybet to region w Azji Środkowej, dawniej obejmujący trzy prowincje: Amdo, Kham i U-Tsang. Po włączeniu do Chin, U-Tsang i część Kham utworzyły Tybetański Region Autonomiczny (TAR), a pozostałe rejony historycznego Tybetu zostały włączone do chińskich prowincji. Tybet to ogromny obszar, o powierzchni odpowiadającej mniej więcej terytorium Europy Zachodniej. O wyjątkowości Tybetu decyduje między innymi jego położenie —  otoczony jest naturalną granicą łańcuchów górskich Himalajów, Karakorum, Kunlun, Ałtyn-tag, bezludnymi kamienistymi pustyniami na północy i głębokimi dolinami górskich rzek na zachodzie.

W Tybecie znajdują się źródła największych i najważniejszych rzek Azji, w tym Brahmaputry (Yarlung Tsangpo), Indusu (Sangye Khabab), Gangesu i wielu innych. Rzeki te zasilają nie tylko Chiny, ale także Indie, Pakistan, Nepal, Bhutan, Bangladesz, Birmę, Tajlandię, Wietnam, Laos i Kambodżę. W skali roku przez Tybet przepływa 6% wody całej Azji, ok. 28% wody w Chinach i 34% wody w stosunku do zasobów wodnych Indii. W związku z tym Tybet posiada jeden z największych na świecie potencjałów hydroenergetycznych.

W Tybecie występuje ponad 15 tys. naturalnych jezior słodkowodnych i słonych. Wiele z nich, niezależnie od wielkości i dostępności, uważanych było przez Tybetańczyków za miejsca święte, a zamieszkujące je zwierzęta traktowano z szacunkiem. W Tybecie występuje ok. 600 gatunków roślin endemicznych, a ponad 2 tys. roślin wykorzystywanych jest w tradycyjnej medycynie naturalnej. Lasy Wyżyny Tybetańskiej stanowią największe obszary naturalnego lasu w całych Chinach. Przeważająca część Tybetu (ok. 70%) pokryta jest łąkami i nie bez powodu uznawane są one za jedno z największych i najważniejszych obszarów pasterskich na Ziemi.

Na terenie Wyżyny Tybetańskiej występuje ponad 210 gatunków ssaków (w tym wiele gatunków endemicznych). Podróżnicy odwiedzający Tybet w XIX i na początku XX wieku wielokrotnie opisywali bogactwo tutejszej fauny. Spośród najważniejszych zwierząt wymienić należy: tybetańską antylopę, owcę argali, dzikiego jaka czy śnieżną panterę. Na terenach tybetańskich (pogranicze Kham i Chin) znajduje się połowa ostatniego naturalnego siedliska pandy wielkiej —  gatunku zagrożonego wyginięciem.

Ukryte skarby

Procesy geologiczne, które doprowadziły do powstania Płaskowyżu Tybetańskiego, przyczyniły się do nagromadzenia bogatych złóż mineralnych. NieprzypadkowoXizang — chińska nazwa Tybetu —  oznacza “Zachodni Skarbiec”. Obecnie na terenach tybetańskich zidentyfikowano ponad 120 różnych minerałów. Do największych należą złoża boraksu, chromitu, boru, tytanu, żelaza, litu, uranu, magnezu, siarki i złota. Według geologów, w Amdo i na terenie Czantang znajdują się bogate zasoby ropy naftowej. Tybetańskie zasoby litu stanowią prawdopodobnie ok. 50% zasobów światowych. Odkryte na terenie Kham złoża miedzi stanowią 1/3 zasobów Chin. Z pewnością jest to obecnie jedna z najważniejszych przyczyn kolonizacji ziem tybetańskich.

Przed 1959 r. w Tybecie istniało zaledwie kilka kopalń. Wydobycie na masową skalę rozpoczęto dopiero w latach 60. Wartość surowców wydobytych w latach 1952–1990 szacowana jest na ponad 2 mld dolarów. W ramach IX Planu Pięcioletniego na wydobycie zasobów naturalnych w Tybecie przeznaczono ok. 1,2 mld dolarów, spodziewając się zysków w wysokości 78 mld. W latach 1991–2005 w ramach VIIIIX Planu Pięcioletniego zrealizowano łącznie 105 “projektów rozwojowych”. Według rządu tybetańskiego, wiele z nich zrealizowano na terenach występowania surowców mineralnych i służyło jedynie zwiększeniu wydobycia zasobów.

Bogactwo surowców mineralnych na płaskowyżu Qinghai-Tybet zdaniem niektórych było powodem, dla którego w ogóle wybudowano kolej do Lhasy. Według raportów opublikowanych w 2007 r., złoża miedzi w obrębie płaskowyżu szacuje się na 14 mln ton, do tego dochodzą jeszcze rudy w pasie biegnącym na wschód poprzez TAR do prefektury Ngari. Oprócz tego w rejonie występują złoża złota w Nagchu, położonym na terenie TAR, a także złoża miedzi w Kyegudo. W rejonie Shetongmon znajdują się złoża miedzi i złota, do których ma być dociągnięta magistrala kolejowa.

Obecnie na granicy Wyżyny Tybetańskiej z Chinami odnotowuje się intensywny wzrost uprzemysłowienia, przy jednoczesnym ignorowaniu przez władze chińskie kwestii ochrony środowiska. Nielegalne wydobycie złota na obszarach Amdo i Khamu powoduje niszczenie łąk i terenów uprawnych. Do pozostałych zagrożeń, związanych z górnictwem i przemysłem wydobywczym, należą zanieczyszczenie powietrza, gleby i wody toksycznymi odpadami. Brak skutecznej polityki ekologicznej władz chińskich budzi niepokój, gdyż poważnie zagrożona jest przyszłość środowiska naturalnego tego regionu.

Zagrożone dzikie życie

Tradycyjnie Tybetańczycy zajmowali się myślistwem, a mięso stanowiło i do dziś stanowi jedno z ważniejszych źródeł pożywienia. Niezwykle pożytecznym w gospodarstwie zwierzęciem jest jak, który dostarcza skór, mleka, tłuszczu, nawozu na opał, a także wykorzystywane jest jako zwierzę juczne. Również w tradycyjnej medycynie tybetańskiej stosuje się produkty pochodzenia zwierzęcego.

Jednak dopiero w pierwszych trzech dekadach chińskiego panowania na Wyżynie Tybetańskiej stabilizacja gospodarki żywieniowej została poważnie zachwiana. Ucierpiały szczególnie dzikie zwierzęta, na które zaczęto systematycznie polować.

W latach 80. i 90. na wielką skalę polowano na lamparty, których skóry na rynku międzynarodowym zaczęły osiągać ogromne wartości. Wzrost zainteresowania tradycyjną medycyną chińską spowodował zwiększenie zapotrzebowania na produkty pochodzenia zwierzęcego, np. woreczki żółciowe niedźwiedzi.

Od połowy lat 90. wyginięcie grozi populacji tybetańskiej antylopy, na którą poluje się ze względu na rogi, skóry oraz cenną wełnę.

Dziki jak zajmuje wysokie miejsce na chińskiej liście gatunków chronionych. Niemniej jednak chiński rząd zezwolił na polowanie na ten zagrożony gatunek, którego mięso trafia na rynek w Chinach, Hongkongu i Europie. Polowania stanowią istotne źródło dochodów władz lokalnych — na początku lat 90. pozwolenie na polowanie na antylopę kosztowało ok. 35 tys. dolarów, a na owcę argali ok. 23 tys. USD. Zezwolenie na odstrzał dzikiego jaka, którego populacja wynosi obecnie zaledwie 15 tys. osobników, kosztuje 40 tys. USD. Na skutek intensywnych połowów dzikich zwierząt, w 1990 r. na Czerwonej Liście Zagrożonych Gatunków, publikowanej przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN), znajdowało się już 30 tybetańskich gatunków zwierząt.

Obecnie w Chinach mówi się o ochronie przyrody, a do końca 2000 r. w TAR utworzono 17 rezerwatów dzikiej przyrody. Ta praktyka budzić może nadzieje, jednak raport SEPA z 2000 r. jasno wskazuje, że liczba pracowników rezerwatów w TAR wynosiła łącznie zaledwie 163 osób. Pracownicy nie byli dobrze wyszkoleni i brakowało im wyposażenia niezbędnego, aby chronić rezerwaty przed kłusownikami. Ograniczone zasoby i brak skutecznej implementacji prawa antykłusowniczego ułatwia zorganizowanym gangom kłusowników kilkudniowe wyprawy na tereny “chronione”.

Wylesienie

W przeszłości na terenach Tybetu — ograniczonych w zasoby roślinności leśnej —  za opał służyły głównie drobne gałęzie, porosty oraz suszone odchody jaków. Cenne drewno wykorzystywało się raczej jako materiał budowlany i dekoracyjny. Chińska obecność na Płaskowyżu odznacza się pozyskiwaniem drewna na masową skalę, z czego większość transportowana jest do Chin. W Kham i Amdo powierzchnia lasów z ok. 30% w 1950 r. zmniejszyła się do ok. 14% w 1980 r., a rabunkowa gospodarka leśna kontynuowana była do końca lat 90. XX wieku. Według danych zgromadzonych przez Centralny Rząd Tybetański, w okresie 1950–1958 powierzchnia lasów w Tybecie zmniejszyła się o 46% —  z 25200 do 13570 tys. km2. Wylesienie na stromych stokach powoduje dwukrotnie szybszy odpływ wody z tych terenów.

Wyżyna Tybetańska ma także duże znaczenie w światowej cyrkulacji powietrza, a wywołane deforestacją zmiany lokalnego klimatu mogą mieć konsekwencje globalne. W 1998 i 1999 r. gwałtowne wylewy Yangtze (Jangcy) spowodowały śmierć wielu ludzi, powodując olbrzymie straty finansowe. Na wielu obszarach wprowadzono zakaz wycinania drzew oraz rozpoczęto systematyczne zalesianie. Liczne świadectwa wskazują jednak, że tybetańskie lasy wciąż wycinane są na masową skalę, między innymi w wyniku powszechnej korupcji. Istnieją także obawy, że masowe nasadzenia leśne mogą niekorzystnie wpływać na ekosystem zalesianych terenów, wskutek wprowadzania monokultur.

Degradacja łąk, pastwisk i terenów uprawnych

Zagrożone są także tybetańskie łąki. Dzieje się to m.in. wskutek nadmiernego wypasu zwierząt. Niepokój budzi również wymieranie roślinożerców, utrzymujących równowagę gatunkową pomiędzy roślinami porastającymi łąki, a także eksploatacja złóż mineralnych, głównie złota. Olbrzymie zniszczenia przyniosły reformy komunistyczne, czyli działania na rzecz kolektywizacji gruntów i tworzenia komun.

Obecna polityka pozostawia wiele do życzenia. Znane są przypadki, kiedy pasterze zmuszani są do przenoszenia stad z niżej położonych, zimowych pastwisk, aby w ich miejscu mogło rozwijać się rolnictwo, przemysł wydobywczy czy ośrodki militarne.

Spadek liczby drapieżników doprowadza do gwałtownego rozwoju gryzoni niszczących łąki. Ponadto rząd lokalny wydaje dyrektywy określające ilość i typ hodowanych zwierząt, pojawiają się wzmianki o ogradzaniu pastwisk.

Chińskie władze prowadzą politykę zamiany pastwisk, przynależących do wspólnot (składających się z kilku rodzin), na tereny prywatne, wymuszające osiadły tryb życia. Może się to okazać destrukcyjne dla ekologii terenów pasterskich i przyszłości gospodarki pasterskiej.

Jak wskazuje raport Tybetańskiego Centrum Praw Człowieka i Demokracji, powołujący się na wypowiedzi chińskich polityków oraz świadectwa Tybetańczyków, obecne działania nastawione są na likwidację wędrownego trybu życia tybetańskich nomadów.

Według raportu Banku Światowego (2001), w Tybecie na 82 mln ha łąk, średnio- i bardzo zdegradowanych było 21,4 mln ha, czyli ponad 1/4 tych obszarów. Poza spadkiem produktywności, raport ten wskazuje na inne poważne konsekwencje degradacji łąk: spadek różnorodności biologicznej i liczebności dzikich zwierząt, zmniejszenie zdolności zatrzymywania wody oraz pogorszenie jakości powietrza.

Kolej do Lhasy

W 1999 r. prezydent Jiang Zemin ogłosił “Strategię Rozwoju Zachodu”. W pierwszej fazie trwania strategii (2000–2005) zainwestowano głównie w ciężką infrastrukturę, taką jak kolej do Lhasy, gazociąg do Lhanzhou czy hydroelektrownie na południowym zachodzie. Za główny punkt strategii, oficjalnie mającej na celu wzrost gospodarczy zachodnich terenów, uznano wybudowanie kolei łączącej chińską prowincję Qinghai ze stolicą Tybetu —  Lhasą.

Już po trzech latach od uruchomienia kolei zauważalny był negatywny wpływ linii na środowisko naturalne. W dniu 1 lipca 2006 r. ruszyła kolej tybetańska, łącząca stolicę Tybetu, Lhasę, z miastem Golmud w chińskiej prowincji Qinghai. Budowa tej liczącej 1142 km magistrali kolejowej, na niektórych odcinkach biegnącej na wysokości powyżej 4 tys. metrów n.p.m., trwała cztery lata i pochłonęła ponad 4 mld dolarów. Na swojej trasie (średnio co 13 km) pociąg pokonuje 675 mostów, których całkowita długość wynosi 160 km. Spora część torów przebiega przez rejon aktywny sejsmicznie, a wysokość ponad 4000 m powoduje tak duże rozrzedzenie powietrza, że wagony zostały skonstruowane jak samoloty. Próżniowe wnętrza odgradzają pasażerów od rozrzedzonego powietrza.

Co sprawiło, że rząd chiński zdecydował się na podjęcie tak trudnego i ogromnie kosztownego przedsięwzięcia?

Bliższe przyjrzenie się aktualnej sytuacji sugeruje, że celem nie jest tutaj rozwój ekonomiczny zachodnich terenów ChRL (z Tybetem włącznie) i poprawa życia ich mieszkańców, lecz raczej wydobycie surowców mineralnych i ich transport do bogacących się kosztem zachodu prowincji wschodnich. To niezwykłe przedsięwzięcie można również potraktować jako działanie strategiczne, mające na celu przypominać Tybetańczykom o utraconej przez nich niepodległości po chińskiej inwazji.

Pasażerowie pokonujący trasę Gomuld — Lhasa z pewnością niejeden raz poczują się urzeczeni widokami z okien pociągu, który wspina się na przepiękne, ośnieżone pasmo Kunlun w prowincji Qinghai. Z okien pociągu trudno jednak być może zauważyć, że ten twór techniki może mieć katastrofalne konsekwencje dla środowiska naturalnego. Tory kolejowe w połowie długości magistrali leżą na podłożu wiecznej zmarzliny, zwanej też zlodowaceniem podziemnym (z ang.permafrost). Jej głębokość sięga przeważnie kilkudziesięciu metrów. W miesiącach letnich wierzchnia warstwa gruntu -do około 2 m — może ulegać rozmarznięciu, wskutek czego staje się on często grząskim bagnem, w głąb którego nie może wsiąknąć nadmiar wody.

Inżynierowie zatrudnieni przy budowie kolei musieli, aby rozwiązać ten problem, zaprojektować specjalne podkłady, by nie tonęły podczas wiosennych roztopów i nie podnosiły się wraz z glebą zamarzającą podczas zimy. Na niektórych odcinkach na podkłady pompowany jest ciekły azot w celu utrzymania stabilność konstrukcji.

Mimo to, zaledwie 3 lata po uruchomieniu połączeń kolejowych, pojawiły się poważne problemy. Jak wiadomo, przejawem globalnego ocieplenia jest podwyższanie się temperatury gruntów. Odnotowano, że przez ostatnie 30 lat temperatura gruntu na Wyżynie Tybetańskiej wzrosła o 0,3 °C. Jednak tam, gdzie miała miejsce ludzka aktywność — taka, jak podczas budowania kolei —  temperatura wzrosła dwukrotnie, czyli o 0,6 °C. To rodzi kolejne problemy.

Około 1/3 węgla skumulowanego w glebie jest zmagazynowana w wiecznej zmarzlinie. Według danych naukowych, tybetańska wieczna zmarzlina jest bardzo wrażliwa na wszelkie zmiany klimatyczne, a szczególnie na wzrost temperatury. Jej degradacja doprowadza do uwalniania się do atmosfery dużych ilości węgla, co intensyfikuje proces globalnego ocieplenia.

Trzeci biegun świata i zmiany klimatu

Tybet nie bez powodu nazywany jest trzecim biegunem. Na Wyżynie Tybetańskiej znajduje się ponad 46 tys. lodowców. W całych Himalajach lodowce, zajmując łącznie ponad 100 tys. km2, magazynują ok. 12 tys. km3 wody. Niemal 900 mln ludzi żyje w dziale wodnym 6 wielkich rzek, które mają swoje źródła w Tybecie. Jeśli uwzględnić działy wodne wszystkich rzek, które mają swój początek w Tybecie, to pokryją one teren zamieszkały przez 47% ludności świata. Ponadto, przetrwanie setek milionów ludzi zależy od deszczów monsunowych, ściąganych w głąb lądu przez Płaskowyż Tybetański.

Podobnie jak obydwa bieguny, które nagrzewają się w alarmującym tempie, taka sama sytuacja ma miejsce na Wyżynie Tybetańskiej. Płaskowyż nagrzewa się szybciej niż początkowo zakładano, a skutkiem tego są roztapiające się lodowce, degradacja wiecznej zmarzliny, pustynnienie łąk, zachwianie cykli hydrologicznych rzek oraz wysychanie mokradeł. Te wszystkie zmiany na wyżynie mają swoje konsekwencje dla milionów ludzi mieszkających w innych regionach Azji.

Naukowcy alarmują, że proces wzmożonej urbanizacji, a zwłaszcza sposób użytkowania ziemi, może przyczyniać się do wielu negatywnych zmian. Ten czynnik może odegrać nawet większą rolę, niż efekt gazów cieplarnianych. Duża liczba projektów związanych z uprzemysłowieniem, takich jak budowa kolei tybetańskiej, połączona z usilnymi wysiłkami rządu chińskiego, zmierzającymi do zurbanizowania Wyżyny Tybetańskiej, doprowadzi do dalszego powiększania się populacji, co w przyszłości zmieni całkowicie oblicze tego obszaru —  stwierdza naukowiec Oliver W. Frauenfeld.

Dodatkowo, nasilona urbanizacja prowadzi do wzrostu temperatury powietrza na obszarze miast (nawet o 8–11 °C względem otaczających je terenów wiejskich). Takie zmiany obserwuje się m.in. w Lhasie, Golmud czy Xining.

Dyrektor Meteorologicznego Biura TAR potwierdził w lipcu 2007 r., że katastrofy meteorologiczne, powiązane z globalnym ociepleniem, takie jak cofanie się lodowców, rozmarzanie wiecznej zmarzliny, pustynnienie łąk oraz pozostałe, przyczyniają się do powstania ogromnego zagrożenia dla całego systemu ekologicznego Tybetu.

Greenpeace przewiduje, że jeśli ten trend się utrzyma, to 80% himalajskich lodowców zniknie w ciągu 30 lat. Przedstawiciel ONZ zaryzykował nawet twierdzenie, że w ciągu 50 lat w Himalajach zniknie cały lód i śnieg.

Następstwem rozmarzania wiecznej zmarzliny będą powodzie oraz — w dłuższej perspektywie —  susze. Odpowiedzią Chin na topnienie lodowców w Tybecie jest budowa zapór wodnych, przez co pozbawia się milionów ludzi bezpiecznego i stabilnego zaopatrzenia w wodę. Co więcej, Chiny obwiniają tybetańskich pasterzy o spowodowanie zagrożenia dla równowagi gospodarki wodnej regionu. Rozwiązanie, jakie proponują Chiny, to osiedlenie ponad 2 milionów tybetańskich nomadów. Już w ciągu ostatnich czterech lat ta polityka dosięgła blisko 50 tys. tybetańskich nomadów, których wędrowny tryb życia rzekomo szkodzi ekosystemowi.

Dokąd z Kopenhagi?

Współczesny świat coraz bardziej świadomy jest zagrożeń związanych z globalnym ociepleniem. W 1979 r. na pierwszej Światowej Konferencji Klimatycznej uznano zmiany klimatyczne za pilny problem światowy i wystosowano następnie deklarację wzywającą rządy do zwrócenia uwagi na potencjalne zagrożenia klimatyczne. Jednak dopiero na Konferencji w grudniu 2009 r. poruszono kwestię zmian klimatycznych na Wyżynie Tybetańskiej.

Późne negocjacje podjęte w sprawie ludności tybetańskiej są efektem konsekwentnej polityki chińskiej, stosowanej wobec tej liczącej 6 mln społeczności. Zmuszeni (pod karą więzienia) do milczenia na temat swojej sytuacji materialnej i pozbawieni możliwości tworzenia organizacji reprezentujących ich interesy w ChRL oraz za granicą, przez świat zewnętrzny postrzegani byli jako grupa o niewielkim znaczeniu.

Być może przed Tybetańczykami otworzy się nowa przyszłość, jako że zmiany w środowisku naturalnym Płaskowyżu wzbudziły poważny niepokój podczas ostatniego szczytu klimatycznego ONZ w Kopenhadze. Pomimo że ustalenia zjazdu wypadły mało ambitnie, to chociaż w jednej kwestii zebrani okazali się zgodni. Uznano, iż za emisję ogromnej ilości szkodliwych gazów cieplarnianych są w głównej mierze odpowiedzialne Stany Zjednoczone oraz Chiny.

Jeszcze przed zakończeniem szczytu klimatycznego 35 parlamentarzystów z 16 państw podpisało się pod listem wzywającym do zwrócenia uwagi na zmiany klimatyczne w Tybecie. Został on wręczony przywódcom Konferencji Klimatycznej, a wśród sygnatariuszy listu znalazły się również podpisy polskich parlamentarzystów z Parlamentarnego Zespołu ds. Tybetu oraz Tibet Intergroup w Parlamencie Europejskim.

Przedstawione w tym artykule informacje miały za zadanie ukazać proces przemiany lokalnego, ekologicznego problemu Tybetu w problem o zakresie globalnym. Zakończenie Szczytu Klimatycznego w Kopenhadze nie przyniosło oczekiwanych efektów, storpedowanych m.in. stanowiskiem chińskiego rządu. Przyczyniło się jednak do powstania wielu analiz, działań i planów mających na celu włączenie kwestii Tybetu do międzynarodowej dyskusji o zmianach klimatycznych. Dotyczą one całej ludzkości, ale najbardziej bezpośrednio mieszkańców małych wysp, którym zagraża podniesienie poziomu morza, a tym samym całkowite zniknięcie z mapy świata, a także unikalnej kultury tybetańskich nomadów, zależnych od wrażliwego środowiska tybetańskich pastwisk. Ich los jest także w naszych rękach, a Kopenhaga, choć zakończona politycznym fiaskiem, pokazała determinację i strategiczne podejście organizacji i społeczeństwa. To zapewne jeden z ważnych przystanków na długiej drodze do wolności Tybetu, także w wymiarze ekologicznym.

MAŁGORZATA SIERADZKA-KRUSIŃSKA, ALEKSANDRA GAJDA, PIOTR CYKOWSKI

Źródła:

1. ICTTibet: The World.s “Third Pole”, dostępny w Internecie pod adresem:http://www.savetibet.org/media-center/stories-interviews/tibet-the-world%E2%80%99s-%E2%80%98third-pole%E2%80%99 [on-line 23.02.2010].

2. DIIR Publications of Tibet: Climate Change Report on Tibet (2009).

3. DIIR Publications of Tibet: Environment and Development in Tibet: A Crucial Issue (2008).

4. Zrozumieć Tybet: Polityczny przewodnik dla udających się do Tybetu, dostępny w Internecie pod adresem:http://nowy.ratujtybet.org/files/10/zrozumiec_tybet__polityczny_przewodnik_dla_osob_udajacych_sie_do_tybetu.pdf[on-line 23-02-2010].

5. Will Global Warming Melt the Permafrost Supporting China-Tibet Railway?, dostepny w Internecie pod adresem: http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=global-warming-china-tibet-railway [on-line 23.02.2010].

6. http://www.cop14.gov.pl/ [on-line 23.02.2010].

7. http://www.tibet.net/en/pdf/diirpub/environment/copenhagen [on-line 23.02.2010].

8. Raport Centralnego Rządu Tybetańskiego: The Impacts of Climate Change on the Tibetan Plateau: A Synthesis of Recent Science And Tibetan Research, dostępny w Internecie pod adresem: www.tibet.net/en/pdf/diirpub/environment/copenhagen/climatechangereport.pdf[on-line 23.02.2010].

9. http://ratujtybet.org/content/7-international_tibet_support_network/354/parlamentarzysci_wzywaja_do_dzialan_na_rzecz_tybet.htm[on-line 23.02.2010].

10. Toni Huber, Green Tibetans: A brief social history, w: Tibetan Culture in the Diaspora, ed. F. J. Korom, 103?119, 1997. Tekst dostępny w Internecie pod adresem:http://www.case.edu/affil/tibet/tibetanNomads/books.htm, [on-line 23.02.2010].

Miesięcznik Dzikie życie, maj 2010

za:  www.pracownia.org.pl

zobacz także:

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Profesor Ludwik Tomiałojć: Kto to jest “ekolog”?

Media i internet ujawniają zdumiewającą niewiedzę Polaków o tym, co to jest ekologia i kim są ekolodzy. Ten niepokojący stan (nie)świadomości istnieje pomimo trwającej od kilku dziesięcioleci edukacji ekologicznej we wszelkich szkołach. Jest on jednak również efektem trwającej już ponad dziesięć lat sabotażowej antyedukacji, prowadzonej w ogólnokrajowych mediach i w Internecie zajmujących się głównie naśmiewaniem się z ekologizmu lub nazywaniem go “ekoterroryzmem”. Odbywa się to przy całkowitym przemilczaniu powszechnego zaczadzania umysłów obywateli ze strony agresywnej i rzekomo nieomylnej argumentacji wąskoekonomicznej, pomijającej dalekosiężne konsekwencje społeczne i ekologiczne dzisiejszych decyzji (G. Kołodko 2010, “Świat na wyciągnięcie myśli”).

Media i internet ujawniają zdumiewającą niewiedzę Polaków o tym, co to jest ekologia i kim są ekolodzy. Ten niepokojący stan (nie)świadomości istnieje pomimo trwającej od kilku dziesięcioleci edukacji ekologicznej we wszelkich szkołach. Jest on jednak również efektem trwającej już ponad dziesięć lat sabotażowej antyedukacji, prowadzonej w ogólnokrajowych mediach i w Internecie zajmujących się głównie naśmiewaniem się z ekologizmu lub nazywaniem go “ekoterroryzmem”. Odbywa się to przy całkowitym przemilczaniu powszechnego zaczadzania umysłów obywateli ze strony agresywnej i rzekomo nieomylnej argumentacji wąskoekonomicznej, pomijającej dalekosiężne konsekwencje społeczne i ekologiczne dzisiejszych decyzji (G. Kołodko 2010, “Świat na wyciągnięcie myśli”).

Więcej: http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2300,article,5253

J.Ś. XIV Dalajlama: Esej o górach

W tych magazynach naturalnych skarbów, nasi lekarze znajdowali wiele cennych ziół i roślin, z których wytwarzali swoje lekarstwa, a nomadowie pożywną paszę dla swoich zwierząt, tak ważnych dla tybetańskiej gospodarki. Lecz łańcuchy górskie Krainy Śniegu mają też inne, o wiele szersze znaczenie dla ludzi — znajdują się tam źródła wielu wielkich azjatyckich rzek. Masowe wylesienie i zniszczenie środowiska naturalnego, które nastąpiło po brutalnej okupacji Tybetu przez Chiny, jest częściowo odpowiedzialne za ostatnie gwałtowne powodzie na subkontynencie indyjskim i w Chinach.

My Tybetańczycy, przez ponad 1000 lat przestrzegaliśmy wartości duchowych i ekologicznych w celu utrzymania delikatnej równowagi biologicznej ekosystemów na całym zamieszkanym przez nas płaskowyżu. Zainspirowani przez nauki Buddy o niestosowaniu przemocy i współczuciu, ochraniani przez nasze góry, staraliśmy się szanować wszystkie formy życia i nie zakłócaliśmy spokoju naszym sąsiadom.

Obecnie, kiedy mówimy o ochronie środowiska naturalnego, to niezależnie czy mamy na myśli faunę i florę, lasy, oceany, rzeki czy też góry, decyzja o podjęciu działania musi wypływać z naszego serca. Tak więc, moim zdaniem niezmiernie ważne jest, aby każdy z nas rozwinął prawdziwe poczucie powszechnej odpowiedzialności, nie tylko wobec tej pięknej błękitnej planety, która jest naszym domem, lecz również wobec niezliczonych czujących istot, z którymi ją wspólnie dzielimy.

dalajlama.phpPodróżni w Tybecie tradycyjnie dodawali kamień do Kopców znajdujących na szczycie wzgórz lub przełęczy górskich, czyniąc to wydawali okrzyk: “Lha-gyal-lo- Zwycięstwo bogom”. Następnie można było dodać “kamienie Mani” z wyrzeźbionymi modlitwami i innymi inskrypcjami wraz z flagami modlitewnymi. Jednym z praktycznych rezultatów tego tradycyjnego poczucia szacunku wobec środowiska naturalnego, jest głęboka troska o jego zachowanie. Czytaj dalej J.Ś. XIV Dalajlama: Esej o górach

Profesor Ludwik Tomiałojć: Możliwe zagrożenia ze strony GMO dla gatunków i ekosystemów

5. 1. Nie wywołane żadną koniecznością redukowanie różnorodności biologicznej pogwałca zasady Światowej Strategii Ochrony Przyrody (World Conservation Strategy 1980) oraz na jej bazie rozwiniętego modelu Rozwoju Zrównoważonego, a zwłaszcza narusza międzynarodową Konwencję o Ochronie Różnorodności Biologicznej (Raport “Caring for the Earth” 1991).

Sposób wprowadzenia prawa dopuszczającego produkty z GMO na terenie UE, a nawet narzucanie go krajom członkowskim, mimo chwalebnych ograniczeń, jest sprzeczne z ideowymi podstawami europejskiego jednoczenia się, jako opartego na takich zasadach rozwoju zrównoważonego, jak:

a) szacunek i troska o całość zbiorowiska życia na planecie (biosferę);
b) demokratyzacja ważnych decyzji (konsultacje społeczne, sondaże, referenda);
c) subsydiarność, tzn. przenoszenie decyzji na poziom regionalny i lokalny;
d) minimalizowanie ryzyka, czyli zasada ostrożności.

Podjęta pod naciskiem USAWTO decyzja Komisji Europejskiej znosząca moratorium na dostęp upraw i produktów z GMO, jako niezgodna z interesem dużej części obywateli nowych krajów członkowskich oraz z życzeniem znacznej części obywateli starej Unii, pozostaje w sprzeczności z nadrzędną w UE ideą społeczeństwa obywatelskiego. Uprawnia to do sprzeciwu wobec tej decyzji.

Moim celem nie jest sprzeciw wobec wszelkiego postępu, lecz sprzeciw wobec ŚLEPEGO postępu” — John Muir, doradca prezydenta USA, koniec 19 w.

Każdy kto wierzy, że genetycznie zmodyfikowane uprawy stworzono dla dobra tej planety powinien przeczytać tę książkę. Przedstawia ona doskonałą analizę przechwytywania globalnej produkcji żywności przez korporacje”.

To drugie o brytyjskiej książce Marka Lappé & Britt Bailey (1999) “Against the Grain, The genetic transformation of global agriculture”. Earthscan Publ., London.

W niniejszym wystąpieniu wypowiadam się o możliwych skutkach ekologicznych i ekonomicznych ZBĘDNEGO lub PRZEDWCZESNEGO wprowadzania do Polski upraw i pasz z GMO. Podkreślam tu, że zastrzeżenia te odnoszą się głównie do niektórych form genetycznych modyfikacji roślin uprawnych, niestety, tych najszerzej już rozpowszechnionych w świecie. W słabszym stopniu uwagi te dotyczą biotechnologii przemysłowej, a jeszcze mniej farmakologicznej. Pozostawiam tu na uboczu także bardzo ważny wpływ na ludzkie zdrowie, jako domenę lekarzy.

1. PODSTAWOWE fakty i OCENY

1. 1. Wobec nadmiaru żywności Europa i Polska ma trudności ze zbytem. A spodziewany jest wzrost plonów w warunkach cieplejszego klimatu i rozwoju rolnictwa “ekologicznego”. Zmniejszywszy o 80% zużycie biocydów (Nowicki i Ribbe 2001), Polska jest zagłębiem żywności czystej chemicznie i o wysokich walorach smakowych. Jej eksport rośnie o 1/4 rocznie.

Konkurentom może zależeć na wmuszeniu Polsce upraw i surowców z GMO choćby po to, aby podważyć nasz atut “czystej” produkcji rolnej.

1.2. Przyspieszone bankructwo drobnych rodzimych producentów rolnych. Wprowadzenie dziś do Polski masowych upraw, pasz i żywności z GMO może się odbyć tylko kosztem przejścia ukrytego na wsi bezrobocia w silnie zwiększone jawne bezrobocie.

1.3. Niepotrzebne wprowadzanie upraw i plonów z GMO zagraża konkretnie:

a) wysokiej różnorodności krajobrazu rolniczego, jako ostoi dla zanikających na Zachodzie kryptogamów, roślin i zwierząt.
b) czystości genetycznej gatunków dzikich, zwłaszcza spokrewnionych z formami GM.
c) agronomicznemu bogactwu genetycznemu (starym odmianom hodowlanym), zmniejszając różnorodność lokalnych kultywarów i odmian zwierząt hodowlanych, z których połowę Zachód utracił przed 1980 (World Conservation Strategy 1980).
d) NIEODWRACALNYM wprowadzeniem nowego genetycznego czynnika do środowiska, niezależnie od rodzaju skutków. Mamy tu nie tyle redukowalne z czasem chemikalia, lecz rozmnażające się i zdolne do przystosowania organizmy żywe.

2. ZIGNOROWANA wiedza ekologiczna i ewolucyjna

Do niedawna sądzono, że Przyrodę tworzą wyraźnie wyodrębnione pule genetyczne zwane gatunkami, powiązane wertykalnymi (dziad, ojciec, syn, wnuk) więzami filogenetycznymi. Dziś jawi się ona jako SIEĆ, wobec nierzadkich POZIOMYCH przecieków (transferów) materiału genetycznego pomiędzy formami geograficznymi, gatunkami, nawet pomiędzy szczeblem podrodzin. Za pośrednictwem mikroorganizmów transfer jest możliwy nawet między odległymi filogenetycznie liniami.

2.1. Przedbiotechnologiczne mieszanie pul genetycznych

Jeszcze poprzedzająca biotechnologiczną ingerencja człowieka-rolnika w przyrodę nasiliła krzyżowanie się form na ogromną skalę. Mieszanie faun i flor jest dziś ogromne: nawet wśród mało mobilnych roślin nasiennych gatunki obce stanowią 32% naszej krajowej flory (Andrzejewski, Weigle 2003).

Wywołane przez człowieka zmiany zasięgów geograficznych, powodując wtórne stykanie się form dawniej oddzielonych, sprzyja przełamywaniu barier rozrodczych między gatunkami i rodzajami, co wielokroć doprowadzało do zlewania się dwóch gatunków w jeden, stanowiąc zawrócenia procesów gatunkotwórczych (specjacyjnych).

Hybrydyzacja zdarza się dziś w przyrodzie wcale nie rzadko, bo pomiędzy:
— 10% gatunków zwierząt wyższych
— u ok. 20% gatunków roślinnych,
— u ok. 25% gatunków wśród lepiej poznanych grup ptaków (Mallet 1997).

Ewolucyjne skutki tego są nieznane, ale z tych i innych powodów dziennie wymiera obecnie ok. 70 gatunków, tych niepowtarzalnych form życia i “fabryk biochemicznych”. Tym samym Ludzkość kontynuuje bezmyślnie swą misję PLANETARNEGO ZABÓJCY różnorodności życia (Wilson 1999, 2003).

Na tle inwazji obcych geograficznie form naturalnych gatunków ekspansja GMO jawi się jako dalszy krok ku UNIFORMIZACJI organizmów żywych na planecie, tyle że realizowanej na niższym od gatunkowego poziomie organizacji.

Mimo tego żadna bogata korporacja nie wspiera badań nad tempem i przyczynami ubożenia różnorodności biologicznej. Zamiast ratowania co się da, akurat instytuty ekologii bywają zamykane (zwłaszcza w Polsce), jako nienowoczesne w porównaniu z “nowoczesną” biotechnologią (to kolejna ślepa z samozachwytu okresowa moda w nauce!), a korporacje biotechnologiczne ten “pożar” bioróżnorodności jeszcze podsycają.

2. 2. Nowy czynnik —  globalnie forsowana ekspansja upraw i pasz z GMO

W Iraku została ona narzucana wojskową siłą okupantów, bez żenady (wg Independent Media Centre-SA, 08.06.2005)! W UE podobnie, a tylko z pomocą mniej jawnego handlowego szantażu i gróźb ze strony USA i Światowej Organizacji Handlu (J. Rifkin 2005, tajne instrukcje ujawnione przez WikiLeaks 2010).

2.3. Zignorowanie wiedzy o częstym w zjawiskach ekologicznych opóźnieniu skutków (Time-lag)

Procesy ekologiczne nieraz zaczynają się z wieloletnim opóźnieniem w stosunku do momentu pierwszego kontaktu między formami uczestniczącymi. Dopiero po wielu latach dostrzega się też mniej oczywiste skutki uboczne.

Przywołam tu historie opóźnionego o kilkanaście-kilkadziesiąt lat ujawnienia negatywnych skutków azbestu, DDT, PCB, freonów, pestycydów, substancji o działaniu hormonopodobnym, czy gazów cieplarnianych. Ich producenci, częściowo ci sami co producenci GMO, także wtedy zaklinali się, że skutki będą tylko dobroczynne!

Oznacza to, że:

- nawet brak dostrzeżenia ubocznych skutków upraw GMO już dziś, nie oznacza nie wystąpienie ich w innym czasie i innych okolicznościach.
— uboczne skutki upraw GMO zapewne poznamy w pełni za 1–3 pokolenia.

Prace testujące skuteczność izolowania upraw GMO od upraw tradycyjnych tę cechę zjawisk ekologicznych — opóźnienie objawów — nagminnie przemilczają. Np. brytyjska praca Brokes i Barfoot (2003) wykonana na zlecenia Agricultural Biotechnology Council, mimo badania tylko przez 5 sezonów konkluduje nieuprawnienie, że “after many years of co-existence” nie stwierdzono mieszania się, które sprawiałoby (tu UWAGA: “… economic and commercial problems”). O skutkach przyrodniczych i zjawisku time-lag, ta i inne prace milczą!

3. JAKIE MOGĄ BYĆ SKUTKI EKOLOGICZNE?

We do not reject all manipulations as being intrinsically wrong because they alter nature. But we question the blind assurances that … genetically engineered crops promise unlimited returns at virtually no environmental cost”.

(AGAINST THE GRAIN, 1999).

3. 1. Nieodwracalność ekspansji GMO w przyrodzie

Biochemik prof. J.B. Neilands stwierdza: “Transgenic seeds may be soon the sole type available”. Podobna konkluzja europejskiego zespołu Independent Science Panel (2002): rozdzielne współistnienie wymienionych upraw (tradycyjnych i genetycznie zmodyfikowanych) byłoby bardzo trudne albo w ogóle niemożliwe.

Tymczasem publikowane na zamówienie koncernów wyniki obserwacji nad rozsiewaniem się nasion lub pyłków, są wykonywane tylko w krótkim czasie i przy stabilnej pogodzie. Nie biorą pod uwagę kluczowych dla dyspersji organizmów zjawisk sporadycznych — wichur, trąb powietrznych lub powodzi — co kilka-kilkanaście lat przenoszących nasiona i inne formy przetrwalnikowe organizmów żywych, a nawet całe organizmy (żaby, ryby), na setki kilometrów. Albo stwarzających dla nich nowe warunki do rozrodu. Nawet oceany nie izolują kontynentów całkowicie.

Stwierdzenie przez parę lat nieobecności krzyżówek w sąsiadujących uprawach tradycyjnych czy brak hybrydów międzygatunkowych z formami dzikimi w najmniejszym stopniu nie wyklucza możności ich powstania później.

W 5 razy gęściej niż USA zaludnionej i pokrytej niemal nieprzerwanie drobnopowierzchniowymi uprawami Polsce nie ma warunków dla odizolowania upraw GMO od upraw tradycyjnych i od dzikiej przyrody. A raz wprowadzone nowe geny pozostaną w przyrodzie NA ZAWSZE, jako zanieczyszczenie powodujące nieznane jeszcze skutki.

3. 2 Dlatego poraża cynizmem zalecanie przez służących koncernom badaczy i urzędników tworzenia wirtualnego prawa o kilkudziesięciometrowych strefach buforowych pomiędzy uprawami GMO a uprawami tradycyjnej formy tego samego gatunku, albo stanowiskami dzikich gatunków pokrewnych. To jawna kpina!

Wykluczanie z rozumowania wyjątkowych warunków środowiskowych jako sprzyjających dalekim dyspersjom, bywa manipulacją prawdopodobnie świadomą, przed czym ostrzega biochemik prof. J.B. Neilands: “Data from agrobusiness and government labs should be viewed with caution”.

3. 3. Zanieczyszczenie genetyczne upraw wbrew woli właścicieli

Liczne fakty pochodzące z obu Ameryk i Europy dowodzą spontanicznego pojawiania się GMO pośród upraw tradycyjnych, i to wbrew woli ich właścicieli. Ostatnio w Argentynie, Mecklemburgii, we Francji, w Katalonii udokumentowano konieczność niszczenia przez właścicieli części swoich upraw (zanieczyszczonych przez GMO) dla zatrzymania rozprzestrzeniania się tych form na sąsiednie pola upraw tradycyjnych.

Wbrew zasadzie “zanieczyszczający płaci”, koszty zabezpieczania upraw tradycyjnych i ekologicznych są przerzucane na drobnych rolników, a nie na korporacje zanieczyszczające uprawy i dziką przyrodę.

Jak się w Ameryce likwiduje opozycję wśród rolników?

Agronomiczne koncerny sugerują nawet “wykradanie” zmodyfikowanych odmian i jakoby uprawianie ich bezprawne. Ścigają potem sądownie niewinnych sąsiadów i nękaniem zmuszają do rezygnacji z niewygodnych dla koncernów upraw tradycyjnych (www.organicconsumer.org/ge/supreme_court_schmeiser.cfm).

A niezorientowanym mieszczuchom wdrukowuje się w umysły ilość hektarów pod uprawami GMO, jako fakty dokonane i rzekomo świadczące o wyższości tych upraw. Tworząc bezmyślnych konsumentów! Bo jak wiadomo, dziś nie liczyłby się Kopernik wiedzący lepiej, który model układu słonecznego jest trafny; obecnie liczy się tylko masowa opinia, uprzednio oszukana kłamliwymi reklamami w mediach.

Dziś jest już udowodnione, że NIEPRAWDZIWE twierdzenia koncernów o:

- zmniejszaniu liczby głodujących Ziemian przez żywność z GMO, bo bywa wprost przeciwnie, i całe narody nie chcą takiej żywności, bo wykonkurowuje ona rodzimych producentów;
— trwale wyższym plonowaniu form zmodyfikowanych, bo jest ono o 15–15% NIŻSZE;
— trwałym zmniejszeniu strat z powodu szkodników, bo szkodniki mutują i już uodparniają się na trucizny z GMO i ze związanego z nimi biocydu Roundup;
— trwałym zmniejszeniu zużycia biocydów (rzekome zastąpienie chemizacji);
— całkowitej nieszkodliwości produktów z GMO dla zwierząt i ludzi, itd. (patrz: książka M. Lapp’a i B. Bailaya (1999), artykuły w New Scientist lub strony internetowe (www.organicconsumer.org/ge/supreme_court_schmeiser.cfm oraz www.gmwatch.org ).

3. 4. Możliwość wytworzenia “superchwastów”

Wprowadzanie do środowiska nowych kombinacji genów to uruchomienie niekontrolowanego powstawania mieszańców o nowych cechach, ale i przenikanie tych cech do gatunków niespokrewnionych —  do mikroorganizmów, roślin i zwierząt dzikich.

Udowodnione już zostało powstanie odpornych na herbicydy superchwastów, wypierających inne dzikie gatunki, jak to nastąpiło miejscami w Argentynie, USA i Kanadzie. Np. w stanie Georgia w uprawach zmodyfikowanej bawełny sprawia dziś problemy zmodyfikowany chwast szarłat Palmera (Wg książki M. Lappé’a i B. Bailaya 1999 oraz artykułów z New Scientist).

Tak jak chemiczna ochrona roślin uruchomiła “wyścig zbrojeń” pomiędzy chemią biocydów, a szybciej ewoluującymi szkodnikami dla rozwinięcia odporności na nowe trucizny, tak będzie (już w kilku krajach świata to się zaczęło — USA, Kostarika, Nowa Zelandia) i z odpornością wbudowaną genetycznie. Ta druga jednak, drogą transferu poziomego, może przeniknąć do chwastów, jak i do szkodników roślin, tworząc odporne ich odmiany.

Wiemy np., że rośliny z genem bakterii Bt (Bacillus thuringiensis) wytwarzają białka, które w alkalicznym środowisku przewodu pokarmowego wielu owadów stają się truciznami niszczącymi formy także pożyteczne dla roślin (owady zapylające) oraz ważne dla ekosystemu.

3. 5. Zagrożenia dla dzikiej przyrody.

Jeśli nie da się odizolować GMO od upraw tradycyjnych, to TAKŻE NIE MA SPOSOBU na zabezpieczenie przed wcześniejszą czy późniejszą penetracją dzikiej przyrody przez niektóre transgeny. W tym przed penetracją obszarów ścisłej ochrony przyrody!

Nie ma sposobu zabezpieczenia czystości genetycznej gatunków dzikich pokrewnych gatunkom modyfikowanym, np. dzikich roślin z Brassicaceae spokrewnionych ze zmodyfikowanym rzepakiem Brassica napus (Lappé i Bailay 1999). W Anglii już stwierdzono przypadki jego krzyżówek międzygatunkowych z B. rapa i B. oleracea, na razie rzadkie, co niesłusznie zlekceważono.

Nawet obce dla Europy rośliny, soja, ziemniak, kukurydza, wprawdzie nie mają tu swych krewniaków, ale i z nich transgeny mogą z pomocą symbiontycznych mikroorganizmów glebowych przeniknąć do gatunków nie spokrewnionych.

3. 6. Możliwość zaburzenia związków symbiotycznych w ekosystemach naturalnych

Wiedza ewolucyjna i o funkcjonowaniu ekosystemów podkreśla dziś znaczenie nie tylko rywalizacji między gatunkami, ale i powszechności współpracy. Dokumentuje to Lynn Margulis w książce “Symbiotyczna planeta” (2000). Wiele form współpracy opiera się na precyzyjnym dopasowaniu chemicznym, które może zostać naruszone poprzez zmiany spowodowane plejotropowymi ubocznymi skutkami zmian dokonanych w materiale genetycznym i metabolitach.

Seria prac wykazuje, że zmieniony chemizm GMO może wpływać poprzez pyłek lub zjadane tkanki rośliny na współżyjące z nią gatunki zwierząt bezkręgowych i kręgowych zmieniając selektywnie skład całych zespołów organizmów żywych (Alteri 1998, Hilbeck et al. 1998, Hernandez et al. 1998, Losey et al. 1999, Mizuki et al. 1999, Yermakova 2005, etc.). Jakie będą tego koszty ekologiczne, jeszcze nie wiemy.

W pracach sponsorowanych przez korporacje przemilcza się możliwość plejotropowego działania nowych ale ukrytych (kryptycznych) cech na inne organizmy żywe.

Uwypukla się za to fakt, że nie wszystkie grupy bezkręgowców są wrażliwe na taki czynnik, co jest pociechą ale słabą, gdyż Ludzkość nie zna funkcji ekologicznych ponad 95% gatunków (Wilson 1999, 2004). Nie wiemy jakie skutki w ekosystemie może wywołać wyginięcie gatunków nawet niepozornych.

Skutki ich wyginięcia ujawnią się dopiero gdy ich zabraknie i z opóźnieniem. Na tym polega tzw. pośrednia i ukryta wartość ekonomiczna gatunków i przyrody, mierzona kosztami niezbędnymi dla naprawiania nieświadomie wywołanych szkód.

Ważna jest jednak ODWROTNOŚĆ wyniku tych badań: niezbite udowodnienie, że część owadów, w tym pożytecznych, jednak wymiera w miejscach występowania upraw GMO! Uprawy takie zagrażają też glebowej faunie, florze i glebowym bakteriom, co może na dziesięciolecia zmieniać różnorodność biologiczną miejsca, jak i warunki uprawy (Koechlin 1999, Lappé i Bailay 1999, Indep. Steering Committee 2005 ).

Możliwe jest wręcz trwałe zaburzenie stanu żywych gleb, złożonych z licznych mikroorganizmów i mezofauny.

Szczególne groźne może być zmieniania materiału genetycznego DRZEW (co ponoć stanowi 33% eksperymentów biotechnologicznych), zwłaszcza dzikich, jako tworzących dominujące na lądach wielkie biomy. Z każdym takim gatunkiem drzewa współżyją symbiotycznie lub pasożytniczo setki do tysiąca gatunków organizmów i mikroorganizmów. Jest udowodnione, że symbiontyczne organizmy mogą włączać obce fragmenty DNA do swego genomu, przejmując np. odporność na pewne antybiotyki. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie skutki może sprowokować taka ingerencja w niedostatecznie poznany jeszcze mechanizm funkcjonowania złożonego ekosystemu leśnego.

4. Ostrzeżenia nie-ekologów

Przed skutkami PRZEDWCZESNEGO wprowadzania upraw GMO do środowiska naturalnego ostrzegają też niektórzy genetycy i biochemicy. Prof. Christiane Nuesslein-Volhard, genetyk z Tübingen, noblistka, powiedziała:

Mam nadzieję, że naukowcy staną się bardziej pokorni… Dziesięć lat temu biologowie… planowali wyhodowanie takich odmian roślin, które będą dwa razy szybciej asymilować.., zapowiadali stworzenie ziemniaków rosnących nie tylko w ziemi, ale i na krzaku rośliny. Dziś z tych wielkich planów zostało tyle, że mamy rośliny mniej lub bardziej odporne na grzyby i szkodniki. Ale szkodniki szybko się “uczą” i potrafią już sobie z nimi radzić… Przypuszczam, że manipulacje genami, klonowanie i absolutna kontrola nad naturą też pozostaną w sferze marzeń”.

A prof. J. B. Neilands, z Zakładu Biochemii i Biologii Molekularnej na Uniw. Kalifornijskim w Berkeley napisał w r. 1999:

Czytanie książki “Against the Grain” daje odporność na bzdury rozpowszechniane przez ludzi służących koncernom. Może ona także dać pewną niezależność poglądu od stronniczych akademickich wysokich kapłanów i ich uczniów-japiszonów molekularnej biologii…(academic high priests and wiz-kids of molecular biology who may very well be trained with conflicts of interests).”

5. Aspekt prawny

5. 1. Nie wywołane żadną koniecznością redukowanie różnorodności biologicznej pogwałca zasady Światowej Strategii Ochrony Przyrody (World Conservation Strategy 1980) oraz na jej bazie rozwiniętego modelu Rozwoju Zrównoważonego, a zwłaszcza narusza międzynarodową Konwencję o Ochronie Różnorodności Biologicznej (Raport “Caring for the Earth” 1991).

Sposób wprowadzenia prawa dopuszczającego produkty z GMO na terenie UE, a nawet narzucanie go krajom członkowskim, mimo chwalebnych ograniczeń, jest sprzeczne z ideowymi podstawami europejskiego jednoczenia się, jako opartego na takich zasadach rozwoju zrównoważonego, jak:

a) szacunek i troska o całość zbiorowiska życia na planecie (biosferę);
b) demokratyzacja ważnych decyzji (konsultacje społeczne, sondaże, referenda);
c) subsydiarność, tzn. przenoszenie decyzji na poziom regionalny i lokalny;
d) minimalizowanie ryzyka, czyli zasada ostrożności.

Podjęta pod naciskiem USAWTO decyzja Komisji Europejskiej znosząca moratorium na dostęp upraw i produktów z GMO, jako niezgodna z interesem dużej części obywateli nowych krajów członkowskich oraz z życzeniem znacznej części obywateli starej Unii, pozostaje w sprzeczności z nadrzędną w UE ideą społeczeństwa obywatelskiego. Uprawnia to do sprzeciwu wobec tej decyzji.

5. 2. Nie tylko nasza krajowa administracja nie może jeszcze zapewnić skutecznej kontroli nad materiałem siewnym oraz nad dystrybucją produktów z GMO, wobec braku sprawdzonych norm prawnych, odpowiednich kadr, laboratoriów i wobec wysokich kosztów analiz.

Przed rokiem odnotowane dwa skandale z nielegalnym zalewem krajów EU przez zmieniony genetycznie ryż najpierw z USA, a potem z Chin, co ujawnia także nieprzygotowanie Unii.

6. Interpretacja humanistyczna

Od czasów W. Goethego odczuwano intuicyjnie, że ludzie nieraz działają jak Uczeń Czarnoksiężnika, który manipulując przyrodą nie zawsze może zapanować nad uruchamianymi siłami. I dziś przed narzucanym siłą ŚLEPYM POSTĘPEM w biologii przestrzegają wizjonerskie umysły, że wymienię Z. Baumana, F. Fukuyamę, J. Rifkina, M. Reesa, St. Lema, E.O. Wilsona.

Z jednej strony mamy “globalistyczną nowoczesność” w postaci skupiania zysków z całej planety w rękach kilku korporacji, a z drugiej możliwość wywołania kryzysu gospodarczo-społecznego w skali wielu państw, a może i globalnego.

Trzeba to oceniać nie wąsko ekonomicznie, ale i w kategoriach społecznej rozwagi i solidarności z biedniejszymi, czyli w kategoriach moralnych, bo to głównie najbiedniejsi zapłacą cenę za ewentualne pomyłki zielonej biotechnologii, jak się to już zdarzyło w Indiach (masowe bankructwa i samobójstwa rolników).

Postęp i nowoczesność, to hasła pozytywne dopóty, dopóki zmiany nie stają się zbyt gwałtowne, póki nie zaczynają przemieniać miliony obywateli w bezrobotne i bezdomne “ludzkie odpady”.

7. Wnioski

1. Zjawiska natury ekologicznej i ewolucyjnej bywają rozpoznawane z opóźnieniem o całe dziesięciolecia, jak to było ze skutkami ekologicznymi DDT, PCB, pestycydów, gazów cieplarnianych, itp.

Dzisiejsze twierdzenia o nieszkodliwości niektórych GMO są jeszcze nienaukowe, a tylko emocjonalne lub interesowne.

2. Wpływ upraw roślin GM na stan europejskiej przyrody znamy śladowo, a i wiedza światowa jest skąpa. To jednak co udowodniono, jest na tyle niepokojące by wspierać rozwagę. Zgodnie z fundamentalną filozofią UE, w takiej sytuacji obowiązują zasady ostrożności oraz zanieczyszczający płaci. To obowiązkiem producenta jest udowodnienie, że jego produkt nie niesie wysokiego ryzyka, tymczasem koncerny tylko c. 2% środków przeznaczają na tego rodzaju badania.

3. Mając nadmiar żywności, możemy sobie w Polsce pozwolić na 10–15 letnie moratorium na uprawy, pasze i żywność z GMO, tak by ryzyko przetestowały kraje od nas bogatsze a przyrodniczo już zubożone.

4. Dla polskiej przyrody najważniejsze jest co następuje: Dzięki drobnoziarnistej strukturze upraw i niskiego zużycia biocydów kraj nasz jest ostoją czystej chemicznie produkcji rolnej oraz ostoją wielu odmian kultywarów i wielu gatunków dzikich. Mogą one wyginąć w razie likwidacji rolnictwa tradycyjnego i ekologicznego. Inwazja przemysłowych upraw roślin GM może też silnie zredukować krajową różnorodność genetyczną i gatunkową.

5. Do czasu, kiedy Polska upora się z problemami prawno-administracyjno-organizacyjnymi dotyczącymi wprowadzania GMO, rząd RP w ślad za samorządami powinien przyjąć strategię opóźniania (moratorium) włączenia naszego kraju do międzynarodowego obrotu i uwalniania GMO do środowiska.

6. Polska powinna podjąć własne badania obejmujące wpływ GMO na środowisko, na inne organizmy żywe, w tym na zwierzęta, które będą karmione paszami z domieszką GMO. Badania te winny mieć wysoki priorytet, tak aby kraj mógł w oparciu o własne dane podjąć najwłaściwsze decyzje. W obliczu agresywnej polityki koncernów i prób ukrywania niekorzystnych wyników badań.

7. Pilnie potrzebne są wspólne badania biochemiczno-ekologiczne testujące regulacje prawne UE narzucone nowym krajom członkowskim, mimo ich odmiennych warunków przyrodniczo-społecznych. Zmiany prawa i strategii gospodarczej mogą być też potrzebne z racji pojawienia się bezpieczniejszej dla środowiska i bardziej “demokratycznej” w zastosowaniu technologii rolnej zwanej marker-assisted selection (MAS).

Profesor Ludwik Tomiałojć jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Wrocławskiego (ochrona przyrody i zrównoważony rozwój gospodarczy — ekorozwój),  członek Rady Ekologicznej przy Prezydencie RP Lechu Wałęsie,  przewodniczący Komitetu Ochrony Przyrody PAN, a do roku 2003 Polskiego Komitetu Światowej Unii Ochrony Przyrody IUCN. Jest członkiem wrocławskiego koła Zielonych 2004.

źródło: www.zieloni2004.pl o6/02/2011

mapa strony

strona główna

Eksperci o kryzysie energetycznym i globalnym ociepleniu — video (English)

Eksperci — wybitni naukowcy (m.in. Thom Hartmann, Noam Chomsky, Bill McKibben, Richard Heinberg) o kryzysie energetycznym, globalnym ociepleniu, systemie polityczno-gospodarczym opartym na założeniu ciągłego wzrostu PKB i nadciągającej katastrofie.

Eksperci — wybitni naukowcy (m.in. Thom Hartmann, Noam Chomsky, Bill McKibben,  Richard Heinberg) o kryzysie energetycznym, globalnym ociepleniu, systemie polityczno-gospodarczym opartym na założeniu ciągłego wzrostu PKB i nadciągającej katastrofie.  Bardzo wnikliwy, spójny i oparty  na wynikach badań naukowych opis sytuacji w jakiej znajduje się ludzkość i cała nasza planeta.

Zobacz także:

10 najważniejszych nowych odkryć nauki o klimacie w 2010 roku

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Chokyi Nyima Rinpocze — wywiad

Joe Romm: 10 najważniejszych nowych odkryć nauki o klimacie w 2010 roku

W ostatnim roku ukazało się więcej prac naukowych i przedstawiono więcej prezentacji ukazujących perspektywę prawdziwej katastrofy (jeśli nie ograniczymy emisji gazów cieplarnianych) niż, jak sięgam pamięcią, w jakimkolwiek roku w przeszłości. Mniej niż 10% procent artykułów prasowych poświęconych szczytowi klimatycznemu w Kopenhadze odnosiło się bezpośrednio do nauki o zmianie klimatu. Tak więc dla tych, którzy zainteresowani są prawdziwą historią nauki o klimacie w minionym roku, przypomnę dziesięć najważniejszych jej odkryć. Którekolwiek z nich z osobna mogłoby stanowić powód do podjęcia natychmiastowego działania. W połączeniu potwierdzają one końcową konkluzję książki Elisabeth Kolbert “Field notes from a Catastrophe”: “Trudno sobie wyobrazić, aby technologicznie zaawansowane społeczeństwo mogło wybrać samozniszczenie, ale w gruncie rzeczy, właśnie to robimy.”

Trudno sobie wyobrazić, aby technologicznie zaawansowane społeczeństwo mogło wybrać samozniszczenie, ale w gruncie rzeczy, właśnie to robimy.” Czytaj dalej Joe Romm: 10 najważniejszych nowych odkryć nauki o klimacie w 2010 roku

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko — wywiad

W chwili obecnej na ziemi żyje około 5,5 miliarda istot ludzkich. Gdyby standard życia mieszkańców Południa podniósł się do poziomu, którym cieszą się obecnie mieszkańcy Północy, co stałoby się ze światowymi zasobami naturalnymi? Sytuacja nie byłaby zrównoważona. Na przykład Chiny są zamieszkałe przez 1,2 miliarda ludzi. Gdyby każda rodzina miała mieć dwa samochody, zniszczenie środowiska byłoby niewyobrażalne. Dziewięćset milionów ludzi żyje w Indiach. Zachodnia koncepcja corocznego wzrostu Produktu Krajowego Brutto musi się zmienić i to szybko. Zasada ta, sama w sobie, zaprzecza wszystkim prawom natury i logiki.

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama

Dalajlama: Ogólnie rzecz biorąc uważam, że prawa powinny stanowić wskazówki do właściwego używania ludzkiej inicjatywy, kreatywności i zdolności.

Fabien: Czy sądzisz, że demokracja jest pomocna w rozwijaniu takich praw?

Dalajlama: Tak, w krajach demokratycznych system prawny powinien działać w taki właśnie sposób i na ogół tak się dzieje. Lecz prawa te pozostają częściowo w sprzeczności z buddyjską zasadą współzależności, ponieważ nie zawierają “demokratycznych praw” dla środowiska naturalnego i świata zwierząt. Większość systemów prawnych odnosi się jedynie do praw człowieka i nie bierze pod uwagę praw zwierząt oraz innych istot, zamieszkujących wraz z nami tę planetę. Przepisy, które chronią prawa człowieka i ludzkie wartości oraz ukazują właściwe sposoby wykorzystania ludzkiego potencjału, pozostają w zgodzie z  prawem karmy lub przyczynowości —  nie w sensie zachodnim, gdzie te same przyczyny powodują te same skutki, lecz buddyjskim, gdzie każdy skutek jest wywołany określoną przyczyną, która również powinna zostać wzięta pod uwagę.

W rzeczywistości problem polega na tym, że dla ludzi posiadających największą władzę, istnieje różnica pomiędzy zasadą prawa a jego zastosowaniem. Prawie wszystkie systemy prawne potępiają zabijanie. Ten pogląd pojawia się w niemalże każdym kraju na tym świecie. Jednakże w praktyce ludzie posiadający władzę traktują zabijanie w podobny sposób jak kłamstwo. Dla polityków małe kłamstwa są zabronione, lecz wielkie kłamstwa są jak najbardziej dozwolone. Dla buddysty jest to oczywista sprzeczność. To samo odnosi się do zabijania. Kiedy człowiek, który jest zdesperowany, zabija kogoś innego, ten drobny czyn jest określany mianem morderstwa. Jest to uważane za coś bardzo złego. Lecz ktoś, kto zabija lub rozkazuje zabić tysiące ludzi, jest uważany za bohatera! Jest to bardzo godne pożałowania.

Większość systemów religijnych potępia morderstwo, gwałt i kradzież. Moim zdaniem, zasady religijne oparte są na naturalnym ludzkim nastawieniu i uczuciach.

Ich najważniejszą funkcją jest inspirowanie istot ludzkich do rozwijania podstawowych ludzkich właściwości. Stąd wydaje się logiczne, że większość praw powinno być zgodnych z zasadami pozytywnej karmy. Ale aby dostosować prawa zarówno religijne, jak i świeckie do zasad współzależności, powinniśmy rozszerzyć ich perspektywę tak, aby dotyczyły również ochrony środowiska i świata zwierząt.

W ten sposób możemy zastosować buddyjski pogląd dotyczący współzależności dla poszerzenia naszej wizji prawa i porządku.

Dalajlama: (.…) W każdym razie, wszyscy specjaliści w dziedzinie zasobów naturalnych, z którymi rozmawiałem, ostrzegali mnie, że ta przepaść pomiędzy bogatymi a biednymi powinna zostać zmniejszona. W chwili obecnej na ziemi żyje około 5,5 miliarda istot ludzkich. Gdyby standard życia mieszkańców Południa podniósł się do poziomu, którym cieszą się obecnie mieszkańcy Północy, co stałoby się ze światowymi zasobami naturalnymi? Sytuacja nie byłaby zrównoważona. Na przykład Chiny są zamieszkałe przez 1,2 miliarda ludzi. Gdyby każda rodzina miała mieć dwa samochody, zniszczenie środowiska byłoby niewyobrażalne. Dziewięćset milionów ludzi żyje w Indiach. Zachodnia koncepcja corocznego wzrostu Produktu Krajowego Brutto musi się zmienić i to szybko. Zasada ta, sama w sobie, zaprzecza wszystkim prawom natury i logiki.

Fabien: Czy uważasz, że mieszkańcy Zachodu również powinni posiadać mniej samochodów?

Dalajlama: Oczywiście. Potrzeba im rozwinięcia poczucia zadowolenia z życia i większego względu na innych. Wszystko powinno być robione w sposób bardziej sprawiedliwy i przy zachowaniu większego stopnia równości. Jednocześnie musimy zająć się również kontrolą urodzin. Kraje południowe muszą ograniczyć wzrost liczby ludności.

Fabien: Skuteczna kontrola urodzin zależy głównie od standardu życia. Statystyki pokazują, że im większy dostęp do edukacji mają kobiety, tym rodzą mniej dzieci. Więc edukacja wydaje się być najlepszym sposobem na zahamowanie gwałtownego wzrostu liczby ludności.

Dalajlama: Bardzo dobrze. Ale jaka edukacja? Prawdę mówiąc myślę, że najważniejszą rzeczą, jaką muszą zrobić mieszkańcy Południa, jest dostrzeżenie i uznanie negatywnych skutków obecnych zachodnich koncepcji dotyczących życia i gospodarki. Musimy skorygować bądź zmienić tę błędną wiarę w wartość ciągle wzrastającego PKB.

Podobnie, jakkolwiek niektóre fabryki i dziedziny przemysłu wprowadzają obecnie nowe, bardziej ekologiczne sposoby działania, mieszkańcy Północy nadal powodują niszczenie światowego środowiska naturalnego na wielką skalę. To skłania mnie do powiedzenia, że z globalnego punktu widzenia, ilość pieniędzy wydawana przez świat północny jest ciągle niewystarczająca.

(.…) Na początku tego stulecia wszyscy niemądrze myśleli, że zasoby natury są nieograniczone i są w całości do dyspozycji człowieka. Obecnie ideologia ekologiczna ma wpływ nawet na partie polityczne. Wszystkie te zmiany pochodzą z doświadczenia, jakie zdobyliśmy jako ludzkie istoty. W podobny sposób rozwinęło się pojęcie praw człowieka, takich jak prawo określonej grupy ludzi do samookreślenia. Te idee są obecnie powszechnie uznawane. Postęp w tej dziedzinie daje mi nadzieje na przyszłość.

Fabien: Czy myślisz, że jedna osoba może zmienić świat?

Dalajlama: Tak.

Fabien: W takim razie najlepsze co można zrobić, to zacząć starać się poprawić samego siebie.

Dalajlama: To wydaje się całkiem proste. Po pierwsze, ważne jest uświadomienie sobie, że jesteśmy częścią natury. Ostatecznie, natura będzie zawsze potężniejsza od istot ludzkich, pomimo ich wszystkich broni nuklearnych, wyposażenia naukowego i wiedzy. Jeśli zniknie słońce lub temperatura na Ziemi zmieni się o kilka stopni, będziemy mieli wielkie problemy. Na głębszym poziomie powinniśmy rozpoznać, że chociaż jesteśmy częścią natury, dzięki naszej inteligencji możemy do pewnego stopnia kontrolować i zmieniać zjawiska. Spomiędzy tysięcy gatunków ssaków na Ziemi my — ludzie mamy największe możliwości zmieniania natury. Z tego powodu spoczywa na nas podwójna odpowiedzialność. Jako istoty o wyższej inteligencji, powinniśmy dbać o ten świat z powodów moralnych. Inni mieszkańcy naszej planety —  owady i podobne im istoty, nie mają możliwości ratowania i ochraniania tego świata. Jesteśmy również odpowiedzialni za cofnięcie poważnej degradacji środowiska będącej skutkiem niewłaściwego zachowania ludzi. Bezmyślnie zanieczyściliśmy ten świat chemikaliami i odpadami nuklearnymi, egoistycznie zużywając wiele z jego naturalnych zasobów. Ludzkość musi podjąć działania w celu naprawienia i ochronienia tego świata.

Rzecz jasna, kiedy mówimy ludzkość lub społeczeństwo , oczywiste jest, że inicjatywa musi wypłynąć ze strony jednostek. Jest błędem oczekiwanie na jakieś wskazówki w tych sprawach ze strony rządów, a nawet Boga.

(.…) Tak naprawdę, jestem raczej optymistą. Weźmy za przykład problemy ze środowiskiem. Naukowcy i organizacje obrońców środowiska cały czas informują nas o problemach ekologicznych, przed którymi stoi Ziemia, takimi jak globalne ocieplenie i rozprzestrzeniające się zanieczyszczenie naszej wody i powietrza. Powstają nowe metody pozwalające nam uniknąć skażenia bez zmieniania procesów przemysłowych i gospodarczych. Podczas niedawnej wizyty w Sztokholmie moi przyjaciele powiedzieli mi, że dziesięć lat temu ryby praktycznie zniknęły z pobliskiej rzeki. Teraz zaczynają się znowu pojawiać i jest ich coraz więcej po prostu dlatego, że fabryki leżące wzdłuż rzeki poczyniły pewne wysiłki w celu ochrony środowiska. Innymi słowy, udało im się poprawić sytuację bez niszczenia przemysłu.

Byłem niedawno w niemieckim regionie przemysłowym Rohr. W pewnym wielkim przedsiębiorstwie pokazano mi film na temat różnych sposobów, jakie tam stosują, aby ograniczyć skażenie i przetworzyć odpady. Bez zmieniania całej struktury przedsiębiorstwa, udało im się znacznie zmniejszyć jego szkodliwe oddziaływanie na środowisko. Troska o środowisko zwiększa się wraz z uczciwym i szerokim rozpowszechnianiem informacji. Ludzie stopniowo nabierają przekonania, że sytuacja jest poważna, i że musimy zatroszczyć się o naszą planetę. Zauważyłem, że teraz w niektórych hotelach prosi się nas o nie marnowanie wody i elektryczności. Jest to dobry początek. Podobnie media powinny mówić o wadze altruizmu w każdym ludzkim działaniu. Powinno się o tym ciągle dyskutować —  w gazetach, w filmach, w radiu i telewizji. Uważam, że jest w tym wielki potencjał. Lekarze i naukowcy powinni wspierać teorię altruizmu. Poprą ją ekolodzy i ruch pokojowy, pod warunkiem, że zmienią się również systemy edukacji, tak aby dzieci stały się mniej agresywne. Następnie zmieni się nawet postawa policji i wszyscy stopniowo zaczną działać z większą dobrocią, altruizmem i współczuciem.

Fragment książki “Imagine All the People: A conversation with the Dalajlama on Money, Politics and Life as it Could Be”, Wisdom Publications, Boston


Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.dalailama.com

Zobacz także:

J.Ś. Dalajlama: Powszechna Odpowiedzialność a Środowisko

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Biografia Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy


 

Thrangu Rinpocze o zmianach klimatu

Rinpocze, naukowcy przewidują, że jeśli globalne ocieplenie będzie nadal postępowało w obecnym tempie, w ciągu tego stulecia wyginie większość żywych gatunków. Globalne środowisko naturalne nie będzie w stanie utrzymywać dłużej rodzaju ludzkiego w formie, jaką znamy dzisiaj. Jak to wpłynie na dziedzinę reinkarnacji? Co z tego wynika dla buddyzmu i czujących istot?

TR: Powiem tyle, ile wiem. Pierwsze z twoich pytań dotyczy zagrożenia dla ziemi, jako miejsca, gdzie istoty mogą się odradzać. Sadzę, że jest to bardzo poważne zagrożenie. Jeśli otaczający nas świat nie rozwija się prawidłowo, w jaki sposób mogłoby to być korzystne dla zamieszkujących go istot? Nie da się zaprzeczyć temu, że w zewnętrznym świecie, w którym żyjemy, jest wiele problemów. Na przykład, gdy w tym roku odwiedziłem Colorado w Stanach Zjednoczonych, byłem bardzo zaskoczony zobaczywszy, że wszystkie drzewa stają się brązowe i usychają. W dolinach i na zboczach pagórków widzieliśmy wyschnięte, umierające drzewa. Musimy coś zrobić, aby zaradzić tej sytuacji. Na kim spoczywa odpowiedzialność? To jest obowiązek wszystkich “błądzących istot” — ludzi. Nie można obarczyć nim zwierząt. Zwierzęta nie mają możliwości zrobienia czegokolwiek z tą sytuacją. Na tych z nas, którzy należą do rodzaju ludzkiego, spoczywa obowiązek zadbania o świat, w którym żyjemy. Moglibyśmy powiedzieć, że jest to obowiązek rządów. Lecz to czy rządy coś w tej kwestii zrobią, czy też nie — to osobna sprawa. Przede wszystkim, każdy z nas powinien osobiście podjąć odpowiednie działania.

Thrangu Rinpocze odpowiada na pytania sangi dotyczące globalnego ocieplenia, Oxford, Wielka Brytania, wrzesień 2007 roku. Czytaj dalej Thrangu Rinpocze o zmianach klimatu