Archiwa kategorii: Ekonomia, alternatywy

ZIELONY JAZDÓW: Marcin Popkiewicz i Rafał Woś o światowej gospodarce

ZIELONY JAZDÓW. Zielony Rynek – Czy światowa gospodarka cierpi na gigantyzm? from CSW TV on Vimeo.

ZIELONY JAZDÓW. Zielony Rynek
WCZASY EKONOMICZNE

22 sierpnia 2014

Uczestnicy dyskusji: Marcin Popkiewicz i Rafał Woś

„Każdy kto wierzy w możliwość ciągłego wzrostu wykładniczego w skończonym świecie jest albo szaleńcem albo ekonomistą”. Ta kąśliwa uwaga ekonomisty Kennetha Bouldinga zawiera w sobie nie tylko krytykę mainstreamowej ekonomii, ale również ostrzeżenie przez skutkami nadmiernej eksploatacji i zanieczyszczenia środowiska. W trakcie rozmowy Rafała Wosia, dziennikarza „Dziennika Gazety Prawnej” z Marcinem Popkiewiczem krytycznie przyjrzymy się gospodarce, która podkopuje swój fundament, czyli środowisko naturalne. Co tak naprawdę mierzą ekonomiści wpatrzeni w PKB? Jak uchwycić dobrobyt i szczęście używając liczbowych wskaźników? Czy istnieje alternatywa dla gospodarki uzależnionej od wzrostu?

więcej: Zielony Jazdów

Pierwszy w Polsce sklep kooperatywny ze zdrową żywnością. Możesz pomóc!

Ruszyła kampania fundraisingowa kooperatywy spożywczej „Dobrze” pt. „Otwórz z nami sklep”. To kolejna inicjatywa w Warszawie z obszaru ekonomii solidarnościowej. Członkowie i członkinie kooperatywy chcą zebrać kilkanaście tysięcy złotych, by otworzyć sklep ze zdrową żywnością. Na czym ma polegać i dlaczego chcą to zrobić?

photo. Kooperatywa DOBRZE

photo. Kooperatywa DOBRZE

Nasz pomysł jest z jednej strony bardzo nowatorski z drugiej – oczywisty –  mówi Anna Bień z kooperatywy „Dobrze„. Chcemy kupować zdrową żywność po jak najniższych cenach, ale uwzględniających koszty godnej płacy i zrównoważonego rolnictwa. Zdecydowaliśmy się na sklep, bo dzięki własnemu miejscu będziemy mogli częściej kupować, urozmaicić asortyment i dotrzeć do większej liczby osób, a z czasem stworzyć miejsca pracy. Działamy jako stowarzyszenie non-profit, żeby podkreślić, że naszym celem nie są zyski, a jedynie wypracowanie dochodu, który umożliwi nam utrzymanie i rozwój naszego przedsięwzięcia. To typowy przykład ekonomii społecznej. Jako stowarzyszenie nie możemy jednak liczyć od państwa na żaden kapitał startowy (jak ma to miejsce w przypadku zakładania pierwszego biznesu), dlatego zwracamy się do osób, którym bliskie są wartości solidarności, samoorganizacji i współdziałania.

Kooperatywa, aby otworzyć sklep, zarejestrowała się jako stowarzyszenie, postanowiła wynająć od miasta lokal i opracowała strategię działania. Na stronie kampanii na portalu PolakPotrafi.pl czytamy: (…) sklep będzie funkcjonował przede wszystkim w oparciu o składki i pracę naszych członków i członkiń, którzy w zamian cieszyć się będą niskimi cenami i innymi udogodnieniami. Jednak sklep kooperatywy otwarty będzie dla wszystkich, którzy zapragną zrobić u nas zakupy. Nadrzędnym celem naszej działalności jest integracja społeczności wokół wspólnych wartości i ułatwienie dostępu do zdrowej żywności.

Czym sklep kooperatywy będzie różnił się od zwykłego sklepu?

  • sklep działa w oparciu o składki oraz pracę członków i członkiń
  • cały dochód przeznaczamy na rozwój kooperatywy
  • tworzymy i integrujemy społeczność
  • każdy członek i członkini mają takie samo prawo głosu
  • kupujemy żywność u drobnych  rolniczek i rolników
  • zapewniamy zdrową żywności w przystępnej cenie

Te kilkanaście tysięcy złotych plus składki członkowskie to niezbędne minimum na start, które pozwoli przygotować lokal. Nasz pomysł jest tak oczywisty i dobry, że nie boimy się o nasz sukces –  twierdzi Marta.

Projekt poparły między innymi: Laboratorium Kooperacji, Centrum Edukacji Obywatelskiej i inicjatywa Otwarty Jazdów, a także kucharz i twórca „Szkoły na Widelcu” Grzegorz Łapanowski.

Jak dołączyć do kooperatywy?

To bardzo proste. Na stronie kooperatywy czytamy:

Jeśli nasz pomysł przypadł Ci do gustu, wypełnij krótką ankietę i napisz do nas: kooperatywa@dobrze.waw.pl, a otrzymasz od nas powitalne info (koniecznie wyślij emaila!) . Jeśli spodoba ci się jak działamy, wówczas możemy się spotkać na zakupach. Formularz zakupów otrzymasz po dołączeniu do kolektywu! Zakupy robimy co tydzień w czwartki  po południu w FEMINOTECE. Adres Mokotowska 29a.

A dla bardziej zainteresowanych:

Chcesz zostać naszym partnerem i pomóc w promocji projektu? Poznać nas? Zaprosić na swoje wydarzenie? Napisz do nas:
kooperatywa@dobrze.waw.pl lub zadzwoń pod numer 501142107, 609025682.
Strona projektu: http://polakpotrafi.pl/projekt/sklep-kooperatywy
Strona kooperatywy: www.dobrze.waw.pl 

źródło: www.ekonsument.pl

zobacz także: Alternatywne systemy żywnościowe: kooperatywy spożywcze

Nadchodzi elektro-rewolucja. Prąd ze słońca sfinansuje dom za darmo

Stawiasz na dachu panele słoneczne, wyprodukowany prąd sprzedajesz elektrowniom. Nie tylko oszczędzasz na rachunkach za prąd, ale i zarabiasz. Ile? Na razie mało, ale jeśli uda się pokonać lobbing wielkich elektrowni i wejdzie ustawa o OZE, z zysków będzie można sfinansować budowę domu.

więcej:  Nadchodzi elektro-rewolucja. Prąd ze słońca sfinansuje dom za darmo | NaTemat.pl.

56fad3cb6f28d5a56aa420d8ef5638c4,641,0,0,0

photo. Shutterstock.com

Alternatywne systemy żywnościowe: kooperatywy spożywcze

kooperatywy1Alternatywne systemy żywnościowe oparte na lokalnej i bardziej zrównoważonej produkcji i dystrybucji żywności, obok wielu innych pozytywnych aspektów, pomagają też chronić klimat i zasoby naturalne. Pisaliśmy już na naszej stronie o RWS-ach, natomiast w tym artykule przyjrzymy się bliżej kooperatywom spożywczym.

Jak działają kooperatywy?

Wyobraź sobie swoje miasto, gdzie w każdej dzielnicy, a nawet na każdym osiedlu działa mała kooperatywa spożywcza. Organizuje zakupy i animuje lokalne życie społeczne. Należeć do niej może każdy. Jest platformą porozumienia międzypokoleniowego i społecznego, szkołą demokracji bezpośredniej i zaradności życiowej. Jedzenie, które można tam kupić, jest świeże, ekologiczne i na każdą kieszeń. Ten obraz to ideał, który przyświeca raczkującemu ruchowi kooperatyw spożywczych w Polsce.

Kooperatywy to nieformalne spółdzielnie spożywcze, które nie mają żadnej osobowości prawnej i działają na zasadzie non profit. To odróżnia je od typowych spółdzielni spożywczych, jak np. Społem. Podobnie jednak jak Społem, tak i kooperatywy stawiają sobie za cel pewną zmianę społeczną –  choć zakupy produktów spożywczych stanowią zasadniczą cześć ich działalności, to nie ograniczają się tylko do tego. Już samo ich organizowanie staje się działaniem o społeczno-politycznym znaczeniu. Logika działania jest zupełnie inna niż w przypadku typowych przedsiębiorstw. Nie chodzi tu o generowanie zysku, ale o stworzenie możliwości, by zaspokajać swoje codzienne potrzeby żywieniowe w sposób, który tworzy inną, sprawiedliwszą rzeczywistość. Kooperatywy bazują na wymianie handlowej opartej o wzajemne poszanowanie stron, z jak najkrótszym łańcuchem pośredników pomiędzy rolnikiem a konsumentem.

Działasz w grupie

Teoretycznie każdy może kooperatywę założyć oraz kształtować wedle potrzeb i możliwości organizacyjnych jej członków. Nie działasz jednak sam! Jest to inicjatywa, która zawsze pociąga za sobą powstanie konkretnej społeczności skupionej wokół niej. Spółdzielczość jest wyzwaniem grupowym, możliwym do zrealizowania wyłącznie dzięki wspólnemu wysiłkowi. Zadania łączą grupę, a sukcesy dają radość o wiele bardziej, kiedy można się nimi cieszyć z innymi. Kooperatywy zaczynają od praktycznych wyzwań, ale to, co często udaje się osiągnąć w relacjach międzyludzkich, jest niemierzalne i może w przyszłości procentować. Społeczność to nie tylko nowe znajomości i okazje do wspólnego spędzania czasu, ale również pomoc i wsparcie przy tworzeniu nowych projektów i inicjatyw. Tak było np. w Warszawie, gdzie członkowie i członkinie Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej zaangażowali się w następnej kolejności w projekt rolnictwa wspieranego przez społeczność czy „Wymiennik” –  społecznościowy system wymiany bezpieniężnej.

Jak to działa?

Kooperatywy działają doraźnie. Zakupy przeprowadza się, w zależności od miasta, raz na tydzień lub co dwa tygodnie. Zazwyczaj zakupy robi się w ciągu jednego dnia. Rano wydelegowane osoby jadą kupić produkty spożywcze, które zostały wcześniej zamówione przez członków kooperatywy przez internetowy system zamówień. Potem następuje ważenie i pakowanie paczek. O wyznaczonej godzinie zjawiają się kasjerzy oraz kupujący, którzy płacą i odbierają swoje zamówienia. Opłata wynosi tyle, za ile udało się kupić towar, a do tego często zawiera dodatkowe 10% od sumy zakupów. Te dodatkowe pieniądze trafiają do tzw. funduszu gromadzkiego, czyli wspólnych pieniędzy danej kooperatywy, dzięki którym można np. kupić wagi lub sfinansować zakupy komuś, kto znalazł się w potrzebie.

Zakupom towarzyszy spotkanie organizacyjne członków. Jest to moment podsumowania bieżącej tury, planowania kolejnej i wspólnego decydowania np. o ewentualnych usprawnieniach całego procesu. W kooperatywie wszyscy są równi, nie ma szefowych ani szefów, każdy może zabrać głos, który inni mają obowiązek wysłuchać. Na koniec dnia wydelegowane osoby sprzątają pomieszczenia, gdzie rozdzielna jest żywność.

Do czasu następnej tury członkowie kooperatywy mogą kontaktować się w zasadzie wyłącznie przez Internet. Zazwyczaj część osób działa dodatkowo w różnych grupach zadaniowych, np. w Warszawie jest grupa do spraw wyszukiwania nowych dostawców czy grupa informatyczna. Czasami kooperatywy organizują również wydarzenia kulturalne np. Gdańska Kooperatywa Spożywcza urządziła pokaz filmu „Palestyna od kuchni” opowiadającego o sytuacji politycznej i żywieniowej w tym kraju.

Ekologicznie czy tanio?

Dostęp do certyfikowanej żywności ekologicznej nie jest już w Polsce dużym problemem. Biorąc jednak po uwagę ceny produktów w sklepach ekologicznych, wciąż niewielki procent społeczeństwa może sobie na nie pozwolić bez znaczącego uszczerbku w portfelu. Rozwiązanie tego problemu jest ciągle przed nami i stanowi również największe wyzwanie dla kooperatyw spożywczych. Stworzenie lokalnych sieci zaopatrzenia w zdrową żywność dostępną dla każdego może zdecydować o tym, czy kooperatywy przetrwają i upowszechnią się jako praktyczne i funkcjonalne rozwiązanie.

Obecnie nadal zbyt mało jest rolników ekologicznych gotowych rozpocząć takie pilotażowe i póki co niezbyt rentowne programy. Ci, którzy są na to gotowi, proponują stosunkowo wysokie ceny. Jest to zrozumiałe –  koszty uprawy ekologicznej są wysokie, ponieważ cena za produkty musi zwrócić nakłady poniesione na produkcję oraz zawierać uczciwe wynagrodzenie za ciężką pracę. Kooperatywy nie chcą iść drogą naciskania rolników, by sprzedawali swoje produkty po kosztach. Ceny muszą być sprawiedliwe, ale jednocześnie akceptowalne dla niżej uposażonych konsumentów. Można to osiągnąć poprzez zwiększanie ilości zamawianych towarów, czyli pójście w kierunku handlu hurtowego. Do tego jednak niezbędna jest duża liczba zamawiających, a więc duże kooperatywy lub sieci małych dzielnicowych spółdzielni.

Wyzwania organizacyjne

Pierwsza kooperatywa spożywcza powstała kilka lat temu w Warszawie. Szybko dołączyły kolejne miasta. Dziś kooperatywy funkcjonują też m.in. w Krakowie, Łodzi, Gdańsku, Poznaniu, Lublinie i Białymstoku. Prawdziwym wyzwaniem jest działanie w sposób demokratyczny, gdzie często odpowiedzialność rozmywa się niepostrzeżenie, utrudniając realizację zadań. W jaki sposób podejmować decyzje? Głosować czy też próbować osiągnąć konsensus? Jeżeli wybierze się ten drugi sposób, to jak sprawić, aby faktycznie powstało miejsce na wypowiedzi osób mniej zdecydowanych i doświadczonych? Do tego dochodzi jeszcze najbardziej zasadniczy problem zaangażowania. Jak sprawić, aby ciężar pracy rozkładał się mniej więcej po równo? Nawet największy entuzjazm może szybko stopnieć, kiedy cały praca spoczywa na barkach nielicznych.

Co przyniesie przyszłość?

Kooperatywy spożywcze nadal są stosunkowo mało znanym fenomenem, przez co nie tracą powabu nowości. Można się w nie zaangażować nie mając żadnej specjalistycznej wiedzy czy umiejętności. Zainteresowanych nie brakuje i ruch ma szansę się rozwijać.

Powyższy artykuł to fragment poradnika „Czas na zmianę. Wybierz lokalność! Jak wspierać rolnictwo przyjazne przyrodzie i ludziom?”, który Polska Zielona Sieć wydała w 2012 roku. Z całością publikacji możecie zapoznać się tutaj. Zachęcamy do lektury!

Foto:  Leslie Main Johnson / flickr

źródło: dlaklimatu.pl

zobacz także:

Alternatywne systemy żywnościowe: rolnictwo wspomagane przez społeczność

Ekspert ONZ: demokracja i różnorodność kluczowe dla rozwiązania problemu głodu na świecie

Alternatywne systemy żywnościowe: rolnictwo wspierane przez społeczność

Jednym ze sposobów na ograniczenie negatywnego wpływu rolnictwa na klimat jest budowanie alternatywnych systemów żywnościowych opartych na zrównoważonej lokalnej produkcji i dystrybucji żywności. Takie systemy, dzięki zastosowaniu bardziej ekologicznych metod rolniczych oraz skróceniu dystansu między rolnikiem a konsumentem, pozwalają m.in. na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz lepszą ochronę zasobów naturalnych. Wśród alternatywnych modeli produkcji i dystrybucji żywności coraz większą popularność na świecie zyskuje tzw. RWS, czyli rolnictwo wspierane przez społeczność (ang. community supported agriculture – CSA). Czytaj dalej

Zrównoważone rolnictwo kluczowe dla bezpieczeństwa żywnościowego w warunkach zmieniającego się klimatu

Zarówno w krajach bogatych, jak i biednych, rolnictwo powinno przejść od monokultur w kierunku większej różnorodności upraw, mniejszego zużycia nawozów i innych środków chemicznych, większego wsparcia dla drobnych rolników oraz bardziej lokalnej produkcji i konsumpcji żywności, stwierdza raport Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD). Czytaj dalej

Przyłącz się do Kampanii o Wolne Nasiona

Dr._Vandana_Shiva_DS

foto: Wikipedia

Grupa Zielonych w Parlamencie Europejskim wraz z Navdanyą, organizacją indyjskiej aktywistki i naukowca, Vandany Shivy, utworzyła petycję w sprawie nowego wniosku legislacyjnego Komisji Europejskiej dotyczącego produkcji i komercjalizacji nasion. Wniosek ten został  przedstawiony przez KE w maju i obecnie  jest procesu legislacyjnego w Parlamencie Europejskim.  Zieloni i Navdanya  chcą zmobilizować obywateli, aby zażądali radykalnych zmian  w proponowanym ustawodawstwie.  Czytaj dalej

Deklaracja Międzynarodowej Konfederacji Buddyjskiej w sprawie ziemskiego środowiska naturalnego

Z Pierwszego Zjazdu Założycielskiego, wrzesień 2013

W dniach  9-12 września 2013  roku w Delhi odbyło się Pierwsze Konklawe Założycielskie Członków Międzynarodowej Konfederacji Buddyjskiej (International Buddhist Confederation –  w skrócie: IBC). W  spotkaniu wzięli udział znani i doświadczeni mówcy, którzy wypowiadali się na tematy ważne dla społeczności buddyjskiej, jak również  omawiali kwestie o kluczowym znaczeniu dla całej ludzkości.

Uczestnicy spotkania wysłuchali niezwykle mocnych przesłań od naukowców, decydentów i przywódców religijnych  na temat potrzeby wspólnej odpowiedzi Buddystów na globalny kryzys ekologiczny,  oraz sposobu w jaki współpraca pomiędzy politykami, naukowcami i środowiskiem buddyjskim zaowocować może znaczącą zmianą.  Kryzys ekologiczny został przedstawiony jako najbardziej pilny problem moralny naszych czasów, i odbyła się długa, poruszającą te zagadnienia dyskusja, którą poprowadził J.Ś. Gyalwang Karmapa, Ogyen Thinley Dorje. W podobnym duchu odbyła się również poważna dyskusja na temat zaangażowania buddystów w wywieranie  nacisku na instytucje międzynarodowe i rządy w sprawach takich, jak rozwiązywanie konfliktów, ekologia,  kwestie społeczne oraz relacje pomiędzy różnymi tradycjami religijnymi.

Deklaracja Celów

Współczesny  kryzys ekologiczny zakorzeniony jest w ludzkiej motywacji i zachowaniu.  Napędza go zwiększająca się nieustannie konsumpcja, wiara w to, że większa ilość  dóbr materialnych  doprowadzi do większego szczęścia, oraz brak świadomości konsekwencji naszych działań.  Nie wystarczą rozwiązania technologiczne. Spowodowany przez nas kryzys ekologiczny wymaga reakcji opartej na moralności i etyce.  Jest niezwykle ważne, abyśmy zajmując się przyczynami i skutkami  kryzysu ekologicznego oparli się na zbiorowej mądrości tradycji buddyjskich i wpływie moralnym  przywódców   i instytucji  buddyjskich.

Buddyjskie zrozumienie i nauki o cierpieniu i szczęściu, przyczynowości,  współzależności i współczuciu mogą przyczynić się do indywidualnych i kolektywnych zmian niezbędnych  dla radzenia sobie z kryzysem klimatycznym.  Zwiększanie ilości dóbr materialnych, wzrost gospodarczy i coraz wyższy poziom konsumpcji uważane są za gospodarcze wskaźniki postępu ludzkości, lecz po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, zwiększenie konsumpcji nie prowadzi do większego poczucia szczęścia czy dobrego samopoczucia.  W istocie,  wewnętrzny przymus coraz większej i większej  konsumpcji  jest wyrazem  pożądania, podstawowej przyczyny cierpienia. Pomaganie ludziom  w rozwijaniu  świadomości przyczynowości i konsekwencji ich działań  ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia naszego negatywnego wpływu na środowisko.

Na nauczycielach buddyjskich spoczywa odpowiedzialność nie tylko za nauczanie, lecz również za  przewodzenie innym poprzez osobistą zmianę i praktyczne działania.  Musimy zmienić swoje oczekiwania i styl życia, aby  zmniejszyć nasz wpływ na środowisko naturalne. Świadomość ekologiczna i odpowiedzialność ekologiczna muszą być uważane za formę praktyki buddyjskiej.  Przywódcy buddyjscy mogą tworzyć modlitwy i sadhany w celu włączenia ekologicznej kontemplacji  i ekologicznego działania w codzienną buddyjską praktykę swoich uczniów.  Buddyjscy nauczyciele i instytucje powinni własną postawą stanowić przykład, aby prowadzić i inspirować innych.

Rekomendacje

Międzynarodowa Konfederacja Buddyjska powinna ustanowić strukturę, która zajmowała się będzie kwestiami ekologicznymi. Może to być Stały Komitet ds. Środowiska lub Międzynarodowa Buddyjska Rada Ekologiczna. Powinny one:

1.Wydać oświadczenie w sprawie zmiany klimatu,  popierające rozwój energii odnawialnej, zachęcające buddystów do rezygnacji z paliw kopalnych i promujące ekologicznie zrównoważony styl życia, jako formę praktyki buddyjskiej.

 2. Połączyć buddystów zajmujących się kwestiami ekologicznymi, tak, by mogli  oni wypracować wspólne stanowisko. Koordynować wymianę on-line i konferencję na temat Buddyzmu  i Ekologii.

 3. Określić kwestie priorytetowe i wypracować strategie lub stanowiska dotyczące każdej z tych kwestii.

 4. Stworzyć materiały szkoleniowe dla buddyjskich liderów aktywizmu ekologicznego, które powinny być napisane prostym, łatwym do przetłumaczenia językiem, zrozumiałym dla ludzi bez przygotowania naukowego.

 5. Uzupełniać i wspomagać prace w krajach członkowskich, kompilować materiały źródłowe i  analizy przypadków, najlepsze praktyki i inicjatywy instytucji członkowskich oraz informacje te szeroko rozpowszechniać.

 6. Ocenić wpływ na środowisko współczesnych rytuałów buddyjskich i zaproponować alternatywy dla rytuałów i praktyk wpływających nań negatywnie.

 7. Pomóc Zarządowi i Sekretariatowi IBC w takim zorganizowaniu bieżącej działalności i przyszłych konferencji i spotkań, aby odbywały się one w sposób ekologicznie odpowiedzialny.

 8. Pomóc Komitetowi ds. Zachowania Dziedzictwa i Rozwoju w zintegrowaniu najlepszych praktyk ekologicznych z przyszłymi planami dotyczącymi świętych miejsc i pielgrzymek.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas 

źródło: ecobuddhism.org

zobacz także: Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Prof. Jan Popczyk: Jak zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski

Przed jakimi wyzwaniami będzie stać sektor energetyczny w Polsce w 2050 r.? Czy mamy szansę zapewnić sobie bezpieczeństwo energetyczne? W jaki sposób? Analiza prof. Jana Popczyka.

więcej:  Jak zapewnić bezpieczeństwo energetyczne Polski – Zielone Wiadomości. Polecam!

zobacz także: Oświadczenie profesora Jana Popczyka w rocznicę katastrofy w Czarnobylu

Marcin Wrzos: Dzisiejsze kategorie rozwoju są dobre dla zombie

Buen Vivir to alternatywa nie tylko dla neoliberalizmu, ale też dla innych strategii rozwojowych z prawa jak i lewa. Celem jest przezwyciężenie wyobrażeń, które legły u podstaw europejskiego myślenia o rozwoju ekonomicznym –  w tym również koncepcji zrównoważonego rozwoju.

Park Narodowy Yasuni, który znajduje się w amazońskiej części Ekwadoru, należy do miejsc o największej bioróżnorodności na świecie. Na obszarze 700 km2 występuje 610 gatunków ptaków, 173 gatunki ssaków, 150 gatunków płazów, 121 gatunków gadów, 596 gatunków ptaków, 4000 gatunków roślin oraz liczne gatunki ryb. Jak policzyli naukowcy, na 1 hektarze rośnie w parku więcej gatunków drzew niż na całym terytorium Ameryki Północnej.

photo.yasuni-ecuador.blogspot.com

Bioróżnorodność cenniejsza niż ropa

To niezwykłe nawet na amazońskie warunki bogactwo wszelkich form życia jest dziś chronione. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że na obszarze parku odkryto bogate złoża ropy naftowej. Presja na eksploatację tego surowca była wielka, ale ostatecznie dzięki inicjatywie prezydenta Rafaela Correi udało się uniknąć zniszczenia tego cennego przyrodniczo obszaru. Wynegocjował on w 2007 r. z ONZ umowę, na mocy której wspólnota międzynarodowa zapłaci Ekwadorowi w ciągu 13 lat połowę wartości złóż, znajdujących pod powierzchnią parku. Układ jest korzystny dla wszystkich. Zostanie zachowana bioróżnorodność na tym obszarze, a do atmosfery nie trafi 407 mln ton dwutlenku węgla, efekt uboczny wydobycia. Zyskały również miejscowe plemiona, które będą mogły żyć jak dotąd w dobrowolnej izolacji.

Inicjatywa ta, znana pod nazwą Yasuni ITT ma charakter przełomowy, wskazuje bowiem sposób na załatwianie podobnych spraw w przyszłości. Dzięki temu będzie można chronić skuteczniej bioróżnorodność planety. Jak bardzo jest to istotne, możemy się przekonać dzięki badaniom Programu Środowiskowego ONZ. Od r. 1976 populacja dzikich zwierząt na świecie zmniejszyła się o 30%. W Ekwadorze i całej Amazonii wskaźnik ten jest dwukrotnie wyższy. Nic dziwnego, że inicjatywa ITT rozbudziła tak duże nadzieje. Wydawało się, że pojawił się skuteczny mechanizm ograniczania szkodliwej dla środowiska eksploatacji zasobów naturalnych.

Wizji ogromnych pieniędzy, jakie można uzyskać z wydobycia ropy naftowej, nie potrafił się oprzeć nawet ekwadorski rząd, który dotąd prowadził politykę wrażliwą na kwestie ekologiczne. Wedle szacunków złoża rozciągają się w amazońskiej części kraju na obszarze 40 tys. km2, co odpowiada niemal powierzchni Holandii. Park Narodowy Yasuni nie jest zagrożony, niemniej planowane odwierty mają być prowadzone tuż przy jego granicach. Wejście firm naftowych oznacza de facto śmierć dla rosnących tu lasów deszczowych. Taki mechanizm można było już obserwować w Ekwadorze wcześniej, ropa naftowa jest wydobywana w tym kraju od końca lat 60. Na początku wycina się drzewa pod budowę dróg. Kiedy powstaje infrastruktura, zaczyna się kolonizacja, wypalane są lasy pod uprawy. Towarzyszą temu zanieczyszczenia wynikające w wydobycia ropy. Oznacza to koniec istnienia ekosystemów w dotychczasowym kształcie.

Kichwa stawiają opór

Zdaje sobie z tego sprawę zamieszkujące w regionie Sani Isla plemię Kichwa. Podstawą ich utrzymania jest ekoturystyka, wydobycie ropy naftowej oznacza koniec dotychczasowego trybu życia. Nic więc dziwnego, że plemię protestuje gwałtownie przeciwko planom ekwadorskiego rządu. Należący do państwa koncern PetroAmazonas stara się jak zwykle w tego typu przypadkach kupić przychylność tubylców obiecując pracę, budowę szkół, lepszą opiekę lekarską, stypendia dla młodzieży itp.

Zdecydowana większość plemienia jest przeciw, niektórzy jednak zdają się brać za dobrą monetę zapewnienia koncernów naftowych. By przeprowadzić inwestycję, wystarczy odkupić ziemię od 422 indiańskich właścicieli. Bez wsparcia rządu plemieniu Kichwa raczej będzie trudno wygrać z koncernami naftowymi. Naciski i łapówki zrobią swoje.

Sporym sukcesem w walce o zaniechanie wydobycia ropy naftowej na terenach ekwadorskiej Amazonii jest nagłośnienie sprawy w zachodnich mediach. Dużą rolę odegrał w tym Patricio Jipa, szaman plemienia Kichwa. Daje to pewne nadzieje na ustępstwa ze strony ekwadorskiego rządu. W lutym wybory prezydenckie ponownie wygrał Rafael Correa. Dla niego cała sytuacja jest podwójnie niezręczna. U źródeł jego polityki leży koncepcja Buen Vivir. Termin ten niełatwo przetłumaczyć na język polski, dosłownie oznacza on „dobre życie”. W praktyce jest to coś więcej: jakość życia powiązana jest ściśle z życiem we wspólnocie i poszanowaniem natury.

Z założenia nie ma jednej definicji Buen Vivir. O jej kształcie przesądzają takie rzeczy, jak lokalny kontekst kulturowy, historia i uwarunkowania środowiskowe. Można ją opisać jako reakcję na dominacją wartości utylitarnych, na redukowanie życia do wartości ekonomicznych. Koncepcja Buen Vivir wyrasta bezpośrednio z protestu przeciwko fali neoliberalnych reform, która przetoczyła się przez Amerykę Łacińską w drugiej połowie lat 90. W ich wyniku przyjęto zgniłe kryteria wzrostu, które nie znajdują odzwierciedlenia w jakości życia. Jak podkreśla Eduardo Gudynas, dzisiejsze kategorie rozwoju są dobre dla zombie, nie dla ludzi.

Głębiej niż neoliberalizm

Buen Vivir to alternatywa nie tylko dla neoliberalizmu, ale też dla innych strategii rozwojowych z prawa jak i lewa. Celem jest przezwyciężenie wyobrażeń, które legły u podstaw europejskiego myślenia o rozwoju ekonomicznym – w tym również koncepcji zrównoważonego rozwoju. Jak przekonuje Arturo Escobar, zamiast zastanawiać się nad alternatywnymi modelami rozwoju, trzeba zbudować alternatywę dla samej koncepcji rozwoju.

Temu służy odwołanie się do lokalnych autochtonicznych kultur. W ostatnich wiekach nowoczesnego kolonizatora przeciwstawiano zacofanemu tubylcowi. Dominował mit postępu jako jednokierunkowego ciągłego wzrostu. Ludy tubylcze traktowano jako ślepe uliczki cywilizacyjnego rozwoju. Przywiązanie do życia w zgodzie z naturą było ostatecznym dowodem na ich dzikość.

Wiedza i tradycje ludności autochtonicznej były marginalizowane i niszczone przez ostatnie stulecia. Teraz pod postacią Buen Vivir przeniknęły na powrót do głównego nurtu. Nie jest przypadkiem, że najsilniej ten sposób myślenia rozwija się w krajach, gdzie ludność autochtoniczna jest najliczniejsza. W Ekwadorze odsetek ten należy do najwyższych na kontynencie. Zasada Buen Vivir została w tym kraju oficjalnie wpisana do konstytucji.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że ekwadorska wersja Buen Vivir powstała w dużej mierze w oparciu o tradycje plemienia Kichwa, które teraz walczy o zachowanie swoich ziem. Również z języka tego ludu pochodzi termin „sumak kawsay”.  Buen Vivir jest tylko jego nie do końca udanym tłumaczeniem. W tym kontekście widać cień szansy, że po nagłośnieniu sprawy uda się wypracować kompromis i plemię Kichwa zachowa ziemię w nienaruszonym stanie, a eksploatacja złóż ropy naftowej w innych częściach ekwadorskiej Amazonii będzie miała miejsce na o wiele mniejszą skalę niż się obecnie planuje. Na razie filozofia rozwoju zdaje się przegrywać z ideą dobrego życia.

Marcin Wrzos jest politologiem, fotografikiem, blogerem, działaczem Zielonych, publicystą „Zielonych Wiadomości”.

źródło: Zielone Wiadomości

Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach, nr 2/2013.  Wydanie to poświęcone jest niemal w całości tematyce energetycznej. Do pobrania w formacie pdf po kliknięciu w ikonkę: