Lokalna ekonomia w służbie społeczeństwa i środowiska

Lokalne pieniądze i systemy wymiany rzadko pojawiają się w polskiej dyskusji na temat ekonomii społecznej. Tymczasem lokalna waluta systemy barterowe czy banki czasu, nakierowane na potrzeby niewielkich wspólnot i dostosowane do ich specyfiki, mogą stać się narzędziem ich społecznej emancypacji i gospodarczego rozwoju. Pod warunkiem, że państwo nie zareaguje panicznie na bezgotówkową wymianę czy alternatywę dla oficjalnej waluty.

Lokalne pieniądze i systemy wymiany rzadko pojawiają się w polskiej dyskusji na temat ekonomii społecznej. Tymczasem lokalna waluta systemy barterowe czy banki czasu, nakierowane na potrzeby niewielkich wspólnot i dostosowane do ich specyfiki, mogą stać się narzędziem ich społecznej emancypacji i gospodarczego rozwoju. Pod warunkiem, że państwo nie zareaguje panicznie na bezgotówkową wymianę czy alternatywę dla oficjalnej waluty.

Lokalna gospodarka jest zielona

W zglobalizowanym świecie w wyniku wysokiej konkurencji oraz specjalizacji dostępność różnych grup towarów i usług powstałych na rynku lokalnym może być daleko niewystarczająca a jakość niezadowalająca. Komputery produkowane w każdej gminie, powiecie, województwie a nawet kraju byłyby mało zaawansowane technologicznie. Rynek zabawek jest tak zglobalizowany, że firmą lokalną można by nazwać taką, która operuje na terenie całej Europy.

Jednak w przypadku większości spożywanej przez nas żywności możemy i powinniśmy mówić o lokalności w skali odpowiadającej powiatowi czy województwu, przy czym inny będzie zakres lokalności w przypadku Islandii a inny w przypadku Włoch czy Niemiec. Warunkuje to inna sytuacja klimatyczna, geograficzna i kulturowa tych krajów.

Dlaczego jednak lokalność jest ważna? Pozyskując i konsumując lokalnie sezonowe produkty znacznie ograniczamy emisję CO2 związaną z transportem a co za tym idzie -odpowiedzialność za zmiany klimatyczne. Mniejszy jest też wkład energii potrzebny do przechowywania żywności —  np. jej chłodzenia czy mrożenia.

Możemy jeść żywność świeżą, mniej przetworzoną, z mniejszą ilością konserwantów, wymagającą mniejszej ilości opakowań. Mamy większą pewność, że żywność nie została wytworzona w wyniku niszczenia środowiska i łamania praw człowieka. “Grzechy”, które da się ukryć w długim, skomplikowanym, zglobalizowanym łańcuchu dostaw, łatwo wychodzą na jaw, gdy droga między producentem a konsumentem jest prosta i krótka. Tu nawet certyfikaty mogą okazać się mniej potrzebne.

Lokalna gospodarka to zielone miejsca pracy, nawet jeśli dana działalność nie służy bezpośrednio ochronie środowiska. Jednak nie chodzi tylko o ekologię. Pieniądze wydane na lokalne produkty trafią do lokalnych producentów i wspomogą całą lokalną gospodarkę a nie wypłyną do odległych ośrodków.

Polska przeszła czterdzieści lat homogenizacji kulturowej, a obecnie podlegamy mocnym wpływom globalizacyjnym. Nie ułatwia to budowania siły i pozycji lokalnych produktów. Trudno kupować lokalnie, gdy —  z jednej strony —  mocno zaburzona jest nasza łączność z lokalną tożsamością kulturową, a z drugiej —  bezustannie kuszą nas reklamy globalnych marek. W sukurs lokalności przychodzą jednak lokalne systemy wymiany czy wręcz lokalne pieniądze — adresowane do określonej grupy obywateli i konsumentów, których łączy np. przynależność terytorialna, podobna sytuacja socjalna czy… hobby.

Myśl lokalnie, wydawaj lokalnie

Mając w kieszeni lokalny pieniądz, jesteśmy zachęceni, by kupować produkty lokalne. Jesteśmy niejako nawet zmuszeni, by wybrać lokalny sklep, który takie środki wymiany akceptuje, a nie sklep sieciowy czy hipermarket. Lokalna waluta jest rodzajem systemu lojalnościowego i firmy, które ją akceptują, okazują w ten sposób swoje wsparcie dla lokalnej gospodarki.

Wybór miejsc, w których można wydać lokalne pieniądze jest wprawdzie istotnie ograniczony ilościowo, jednak otwierają się przed nami nowe wybory i możliwości -obfitość lokalnych gatunków i odmian roślin czy zwierząt, różnorodność lokalnych, tradycyjnych produktów (którymi z reguły nie handluje się w międzynarodowych sieciach), lepsze poznanie bliższego otoczenia.

Pieniądz lokalny nie jest więc “czekiem podróżnym” (jak nazwał waluty wymienialne Paul Glover z Ithaca Hours), który można w dowolnym miejscu ulokować czy wydać, zaburzając lokalne stosunki gospodarcze.

Po dobre praktyki —  za granicę

W Polsce jedynym chyba dłużej funkcjonującym lokalnym systemem wymiany jest służący obecnie małym i średnim firmom Barter System Polska Sp. z o.o (bartersystem.pl). Firma mieści się na Śląsku i jest w trakcie przekształcania się w spółdzielnię, co pozwoli na uczestniczenie w systemie również osobom fizycznym. Służące wymianie między osobami indywidualnymi Lokalne Systemy Wymiany (Local Exchange Trading Systems — LETS) czy banki czasu upadają w naszym kraju niestety dość szybko[1].

Dlatego, by lepiej opisać to zjawisko, muszę posłużyć się przykładami zagranicznymi. Jest ich na tyle dużo[2], że ograniczę się do tych, które świadomie, bezpośrednio służą ochronie środowiska, bezdyskusyjnie tworząc zielone miejsca pracy.

Zwykle systemy te są połączeniem zalet nowoczesnej karty czipowej, lokalnej waluty i systemu lojalnościowego zastosowanego jako bezpośrednia zachęta do proekologicznych i etycznych wyborów konsumenckich. Pierwowzorem są tu najpewniej rozmaite karty lojalnościowe i bonusowe działające w oparciu o własne jednostki rozrachunkowe, jak karty na stacjach benzynowych czy np. Miles&More Lufthansy.

Kupuj zielone, zbieraj punkty

Carboncredit to system podobny do programów lojalnościowych sieci handlowych. Za każdy zakup w jednym z około tysiąca sklepów biorących udział w systemie (m.in. Marks & Spencer, John Lewis, Argos, Dixons oraz lastminute.com), klienci otrzymują punkty. Punkty te mogą być jednak wymieniane tylko na “zielone” produkty i usługi (opłaty za prąd ze źródeł odnawialnych, wydajne energetycznie grzejniki wody, rowery miejskie, nowoczesne świetlówki) lub pokrywać koszt udziału w programach neutralizacji emisji CO2.[3]

NuSpaarPas[4] to z kolei finansowany ze środków unijnych program lojalnościowy realizowany w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego pomiędzy władzami miejskimi Rotterdamu, bankiem Rabobank i fundacją Stichting Points (wcześniej: Barataria) w okresie od maja 2002 do stycznia 2004 roku. System wspierał zrównoważoną konsumpcję na dwa sposoby. Po pierwsze osoby biorące udział w systemie otrzymywały punkty za przyjazne środowisku zakupy (ale także np. za oddawanie odpadów gabarytowych). Po drugie za punkty można było otrzymać ekologiczne produkty bądź usługi (np. bilety transportu publicznego), a także wejściówki do kin, na baseny itd. W system włączone były zarówno firmy (szczególnie małe i średnie) jak i instytucje publiczne.

Projekt udowodnił, że ten sposób zachęcania obywateli do proekologicznych zachowań odnosi skutki podobne do komercyjnych programów lojalnościowych. Posiadacze kart trzy razy częściej niż przed uruchomieniem systemu oddawali zużyte sprzęty i inne odpady w punktach odbioru. W czasie realizacji projektu zwiększył się również udział wyrobów ekologicznych w asortymencie wielu sprzedawców.

Pieniądze z prądu

Swoistym następcą NuSpaarPas jest Kiwah, system komplementarnego pieniądza zaprojektowany przez zespół Qoin z Holandii i Norwegii. Kiwah został zainaugurowany w grudniu 2009 r. na Szczycie Klimatycznym w Kopenhadze a realizowany ma być na wyspie Texel w północnej Holandii, w Amsterdamie i w Schouwen-Duiveland (część prowincji Zeeland).

W ramach Kiwah za zakup zrównoważonych produktów i usług w sklepach partnerskich przyznawane są punkty, trafiające na specjalne internetowe konto. Punkty w Kiwah to również środek płatniczy, waluta komplementarna, którą można płacić za inne produkty i usługi, u lokalnych sprzedawców. Serwis internetowy programu Kiwah dostarcza informacje o miejscach, w których można płacić punktami, umożliwia ocenianie i recenzowanie produktów oraz usług, zgłaszanie kolejnych towarów i sklepów, wymianę informacji i dyskusje. Za ponadprzeciętne oszczędności punktów płaci się “podatek”, co ma przeciwdziałać “chomikowaniu”.

Tym, co czyni program wyjątkowym jest fakt, że stosowana w nim waluta nie została stworzona ex nihilo, lecz posiada oparcie w realnej wartości, mianowicie — w energii odnawialnej. Każdy kiwah odpowiada wartości 1 kilowatogodziny (tj. ok. 10 eurocentów, przed opodatkowaniem i doliczeniem kosztów przesyłu).

Za emisję kiwah, konieczną do prowadzenia sprzedaży swych “zielonych” produktów i usług, handlowcy płacą organizacji administrującej całym systemem w normalnych walutach (np. euro, funty, dolary, jeny). Zgromadzone środki są inwestowane w energetykę odnawialną (wiatraki, panele słoneczne, elektrownie wodne). Zysk z tych inwestycji trafia do uczestniczących w systemie handlowców, ale wypłacany jest w kiwah. Jednym słowem wzrost ilości kiwah w obiegu bezpośrednio przyczynia się do ograniczania emisji dwutlenku węgla oraz ekologizacji systemu gospodarczego.

W ten sposób kiwah przynoszą wszystkim zyski — zarówno ekonomiczne, jak i ekologiczne. Z komercyjnego punktu widzenia, handlowcom opłaca się emitować tę walutę, jako że pozwala to przyciągnąć i utrzymać klientów (jak w zwykłych systemach lojalnościowych). Co więcej figurowanie w bazie danych portalu Kiwah zwiększa “widoczność” takich sklepów.

Oczywistą, wymierną korzyścią dla konsumentów są kiwah otrzymywane jako premia przy każdych zakupach wewnątrz systemu. Z kolei ze środowiskowego punktu widzenia omawiany program na trzy różne sposoby wspiera zrównoważony rozwój gospodarczy. Po pierwsze stymuluje inwestycje w odnawialne źródła energii. Po drugie zachęca do konsumpcji przyjaznych środowisku produktów i usług dzięki programowi lojalnościowemu — możliwość darmowego otrzymywania kiwah stanowi dla konsumentów istotną motywację. Po trzecie wreszcie zwiększa skalę tego rodzaju zakupów, gdyż to na nie przeznaczane są zdobyte punkty.

Zarówno sklepy jak i konsumenci mają możliwość wymiany kiwah na normalne pieniądze, co jednak wiąże się z koniecznością uiszczenia specjalnej opłaty. Ma to zapobiegać nadmiernemu wypływaniu środków z systemu. Z drugiej strony normalne waluty można wymienić na kiwah przez internet po preferencyjnych cenach.[5]

Miasta przemian

W Wielkiej Brytanii (ale także w Irlandii, USA, Australii, Finlandii, Japonii i Nowej Zelandii) rozwija się ruch Transition Towns (Miasta czasu przemian). Jest on oparty w dużej mierze na pieniądzu lokalnym, jednak mniejszą uwagę przykłada do zaawansowanej technologii. Przeciwnie, jego celem jest przygotowanie się na czas kryzysu związanego z kończeniem się ropy oraz zapobieganie zmianom klimatu poprzez wzmocnienie lokalnych gospodarek na poziomie miasta czy gminy dzięki recyklingowi lokalnych zasobów oraz dążeniu do lokalnej samowystarczalności w możliwie wielu dziedzinach. Stąd zainteresowania dawnymi metodami gospodarowania, z czasów “przed globalizacją”.

Niektóre inicjatywy Transition Towns opierają się na lokalnych banknotach czy monetach, inne stosują księgowe zapisy (wykonywane zwykle elektronicznie). Czasem społeczność jest na tyle zintegrowana i/lub mała, że gwarantuje to wzajemność wymian bez konieczności uruchamiania środka wymiany czy rozliczeń.

Pierwszym miastem, w którym rozpoczął się proces przejścia, jest Totnes (8 tys. mieszkańców) w Devon na południu Wielkiej Brytanii. Jeden z najbardziej znanych projektów Transition Totnes to funt Totnes, banknot wartości funta brytyjskiego. Można nim płacić jedynie w lokalnych sklepach, które włączyły się do akcji (jest ich już ponad 70). Dzięki temu pieniądze nie mogą “wyciekać” z lokalnej społeczności.[6]

Wioski przemian

Dłuższą niż Transition Towns tradycję mają ekowioski. Wiele z nich wywodzi się z przełomu lat 60. i 70. XX wieku. Wtedy stanowiły alternatywę, ucieczkę od społeczeństwa. Obecnie coraz częściej integrują się ze swymi konwencjonalnymi sąsiadami, wspólnie dążąc do rozkwitu lokalnej gospodarki. Sztandarowym przykładem jest Wspólnota Findhorn na północy Szkocji.

Po eksperymentach z LETS czy z CSA (Community Supported Agriculture —  rolnictwo wspierane przez wspólnotę) wprowadziła ona (wraz z kilkoma przedsiębiorcami z sąsiedniej wsi) lokalną walutę eko (o przeliczniku 1 eko = 1 funt) i fundusz inwestycyjny, które obsługują zarówno członków tej awangardowej społeczności jak i sąsiednie wioski i miasteczka.

Twórcy systemu uważają, że niesie on ze sobą duże korzyści dla lokalnej gospodarki. Po pierwsze każda z trzech emisji (18,5 tys., 20 tys. i 18 tys. eko) wiązała się z pozyskaniem funtów (za które użytkownicy eko kupowali tę walutę) pozwalających stworzyć fundusz drobnych pożyczek dla członków społeczności.

Po drugie lokalni przedsiębiorcy, dzięki temu, że między sobą rozliczają się w eko, oszczędzają rocznie co najmniej 2 tys. funtów na opłatach bankowych.

Po trzecie banknoty komplementarnej waluty stanowią atrakcję kolekcjonerską. Dzięki temu spora ich ilość nie została wycofana na zakończenie emisji, co każdorazowo generowało dla społeczności około tysiąca funtów nadwyżki.

Po czwarte —  stworzenie własnej waluty umacnia społeczność i jest źródłem inspiracji dla jej członków. Po piąte (i najważniejsze dla twórców eko) —  lokalne pieniądze zostają w lokalnej gospodarce i są jej “smarem”.[7]

Ryby” z agropaliw

Lokalny pieniądz to nie tylko domena Europy. Holenderska fundacja STRO[8] ma na swym koncie szereg teoretycznych i praktycznych doświadczeń związanych z lokalnymi walutami. Jedno z ciekawszych to realizowany w Hondurasie projekt “Gota Verde”.

Tu waluta lokalna wspiera produkcję i używanie lokalnie produkowanych agropaliw. Co należy podkreślić chodzi tu o agropaliwa produkowane z roślin pastewnych, na małą skalę, na lokalne potrzeby, co daje zatrudnienie rolnikom a nie powoduje ani wycinania naturalnych lasów, ani wypierania upraw żywności przez uprawy na potrzeby przemysłu paliwowego, co jest słusznie krytykowane jako jedna z przyczyn głodu.

Waluta jest emitowana przez BYSA (producenta biopaliw) i ma pokrycie w majątku przedsiębiorstwa. Akcjonariusze postanowili nazwać walutę peces (ryby), co nawiązuje do niewyjaśnionego w pełni zjawiska zdarzającego się w okolicy: spadających z nieba małych ryb.

Peces wprowadzono do obiegu w lutym 2009 roku, między innymi wypłacając nimi zaliczki pensji. Do stycznia 2010 roku dwudziestu sześciu lokalnych przedsiębiorców zdecydowało się honorować peces. Firmy płacą lokalną walutą za biopaliwa, wypłacają część wynagrodzeń i korzystają we wzajemnych rozliczeniach. Część lokalnych handlowców wprowadza zniżki dla płacących w peces.

Lokalna waluta nie tylko ogranicza koszty funkcjonowania BYSE i zwiększa sprzedaż jego produktów, ale też zwielokrotnia pozytywny wpływ rozwoju sektora biopaliwowego na całą lokalną gospodarkę, sprawiając, że zyski pozostają w społeczności, wydane na lokalne produkty i usługi.[9]

Alternatywna waluta oficjalnym środkiem płatniczym

Pieniądz to swoiste tabu, nic więc dziwnego, że i jego “produkcja” nastręcza wielu trudności prawnych czy psychologicznych. Niezmiernie ważną barierą w rozwoju alternatywnych, lokalnych pieniędzy są niejasności prawne, a właściwie: brak jasności. Na szczęście nie zawsze i wszędzie tak to wygląda.

Najbardziej znanym, nowoczesnym systemem barteru wielostronnego jest działająca do dziś szwajcarska grupa WIRtshaftsring —  Genossenschaft. Powołana została w 1934 roku w następstwie niedoborów pieniądza po załamaniu giełdy w 1929 roku. Obecnie organizacja WIR ma statut banku, udzielającego nieoprocentowanych kredytów w walucie WIR, która w 2000 roku została uznana przez British Standards Institution of London jako oficjalny (obok franka szwajcarskiego) środek płatniczy Szwajcarii i Liechtensteinu o nazwie franka szwajcarskiego WIR (CHW).

WIR skupia 60 tysięcy małych i średnich przedsiębiorstw (20% firm Szwajcarii i Liechtensteinu) a roczne obroty w CHW w roku 2008 sięgnęły prawie 3,2 miliarda franków szwajcarskich. Podobne inicjatywy powstawały także w innych krajach (USA, Niemcy, Austria i in.), ale tylko władze Szwajcarii nie zakwestionowały legalności tej społecznej organizacji[10].

W USA niewątpliwym punktem zwrotnym dla lokalnych walut i barteru było podpisanie w 1982 r. przez prezydenta Reagana Ustawy o odpowiedzialności Fiskalnej i Równości Podatkowej (ang. Tax Equity and Fiscal Responibility Act — TEFRA), zgodnie z którym transakcje wymienne należy zgłaszać do urzędu skarbowego, a więc przestały one być postrzegane jako oszustwo podatkowe[11].

Podobnie jak WIR, problemów prawnych nie ma pieniądz o nazwie Ithaca Hours, który funkcjonuje w miejscowości Ithaca w USA z powodzeniem i to od wielu lat (przejawia się w postaci banknotów opiewających na czas pracy). Jego animatorzy uzyskali z FED zapewnienie, że póki środek płatniczy nie przypomina fizycznie USD, póty nie stanowi on dla władz problemów. Należy dodać, że transakcje dokonywane w Ithaca Hours są normalnie opodatkowane (w praktyce część zapłaty przyjmuje się w “Godzinach” a część w USD, by tymi ostatnimi pokryć podatki).

Lokalny pieniądz, państwowe problemy

Przykładem lokalnej waluty, której twórcy wprost deklarują walkę z rządem, jest Liberty Dollars (dolary wolności). Problem wynika z faktu, że twórcy waluty, którą są złote i srebrne monety, nie przestrzegają monopolu państwa na bicie monet.

Organy władzy co raz konfiskują zapasy kruszców, co jednak nie zmniejsza popularności systemu a dodatkowo podbija cenę monet. Okolicznościowe monety takie jak Arrested Dollars (moneta 20 dolarowa z wybitymi na awersie niewielkimi kajdankami) sprzedawane są za wielokrotność ich nominału na aukcjach kolekcjonerów.[12]

Jak to wygląda w Europie? Przedstawmy to na przykładzie waluty quid (zwanej również Katz i jer)[13]irlandzkiej organizacji Feasta. Uważa ona, że quid nie będzie prawnym środkiem płatniczym. Po pierwsze nie będzie “powszechnie akceptowany”, bo będą go przyjmować i używać tylko posiadacze kont jerowych. Po drugie nie będzie używany do spłacania długów, ponieważ nie będą one powstawały w proponowanym systemie.[14]

Opinia prawna na temat quidów jest dość jednoznaczna: “Jako że [quid] nie jest zabroniony przez prawo irlandzkie, ani nie zamierza służyć jako powszechnie uznana miara wartości, ani jako ogólnokrajowy środek wymiany, trudno uznać, że mógłby wypełnić definicję pieniądza czy waluty w sensie prawnym. To, co jest proponowane… wydaje się być środkiem wymiany, który jest traktowany jak pieniądz w wyniku lokalnego zwyczaju lub porozumienia stron. Jako taki nie reprezentuje więc, ani nie odzwierciedla przymiotu suwerenności monetarnej Państwa i w związku z tym nie podpada pod prawną definicję pieniądza. Odpowiedzią na pierwsze pytanie jest więc to, że Katz nie jest w świetle prawa walutą ani pieniądzem. A zatem jego wprowadzenie nie jest prawnie zabronione”.[15]

Z drugiej strony oznacza to, że państwo nie mogłoby akceptować lokalnych pieniędzy do zapłaty podatków, o ile nie stałyby się one legalnym pieniądzem, co z kolei byłoby złamaniem dyrektywy UE czyniącej z euro jedyną walutę. Feasta uważa jednak, że nie powinno to powstrzymać rady miasta Kilkenny (miasteczko położone w bogatej, środkowo-południowej części Irlandii) ani rady sąsiadującego z Kilkenny powiatu przed zaakceptowaniem quida, gdyż Rada nie jest jednostką rządową i nie musi zmieniać prawa, aby móc posługiwać się quidem.[16]

Pieniądz czy nie pieniądz?

Jednak zakwalifikowanie lokalnych pieniędzy jako prawnych środków płatniczych, mogłoby mieć wpływ na te z nich, które operują elektronicznie a nie mają stałego kursu względem waluty oficjalnej.

Richard Douthwaite wspomina pewne problemy z tym związane: “W przeszłości UE naciskała, aby elektroniczne portfele zawierały wyłącznie euro albo jednostki o wartości wyrażonej w euro. […] Drugą kwestią było to, czy quid podpada pod Dyrektywę 2000/46/EC Parlamentu Europejskiego i Rady z 18 września 2000 roku, dotyczącą prowadzenia i rozważnego nadzoru operacyjnego nad instytucjami zajmującymi się elektronicznymi rozliczeniami pieniężnymi, tak że system musiałby się stosować do wymagań dla nich ustanowionych. Po przeprowadzeniu kilku analiz odpowiedź brzmiała nie, po części dlatego, że jednostka nie była pieniądzem. Uzyskanie tej opinii przyniosło ulgę, ponieważ gdyby odpowiedź była inna, koszty dostosowania się mogłyby być znaczne”.[17]

Zgodnie z Dyrektywą 2000/46/EC emitowanie elektronicznego pieniądza mogą prowadzić jedynie instytucje kredytowe. Sieć emitująca quida taką instytucją nie jest, ponieważ ani nie przyjmuje od klientów depozytów, ani nie przyznaje kredytów. Co ważne —  quidów nie można kupić od Sieci. Takie zakupy mogłyby być traktowane jako depozyty. Quidów nie można też wymienić na gotówkę. System nie będzie też musiał wykupywać quidów od klientów w przypadku jego zamknięcia. Klient będzie mógł użyć quidów do zakupu dóbr i usług od innych uczestników Sieci. [18]

Jednakże w przypadku gdy osoby prywatne zaczną korzystać z rachunków Sieci Rozliczeniowej i używać swych telefonów komórkowych do transferowania quidów (a jest to technicznie możliwe a nawet pożądane, jeśli system ma być przyjazny dla użytkowników), to Sieć Rozliczeniowa może zostać sklasyfikowana jako instytucja “pieniądza elektronicznego” a wtedy zgodnie z artykułem 4 Dyrektywy 2000/46/EC, musiałaby posiadać 1 mln euro kapitału. Takie ryzyko wydaje się jednak niewielkie gdyż:

> Jer nie podpada pod definicję elektronicznego pieniądza. Dyrektywa definiuje elektroniczny pieniądz jako coś, co posiada następujące cechy:

(i) jest przechowywany w urządzeniu elektronicznym;

(ii) jest emitowany na podstawie potwierdzenia przyjęcia pieniężnego pokrycia nie mniejszego od wyemitowanej wartości;

(iii) jest przyjmowany jako sposób zapłaty przez przedsiębiorstwa inne niż emitent.

Jer będzie spełniać kryteria (i) oraz (iii), lecz nie spełnia kryterium (ii), ponieważ nie będzie emitowany w zamian za konwencjonalne pieniądze. Wszystkie jer będą wchodziły do obiegu bezpłatnie. Nie będą sprzedawane do użytku.

> Dyrektywa stanowi, że “pieniądz elektroniczny może być uważany za elektroniczny substytut monet i banknotów, przechowywany w urządzeniu elektronicznym takim jak karta czipowa lub pamięć komputera, i który w ogólności ma służyć do realizacji zapłaty elektronicznej ograniczonych sum”. Jer będzie miał szersze zastosowanie i będzie używany do uskuteczniania dużych transakcji.

> Dyrektywa stanowi, że “pieniądz elektroniczny musi być wymienialny aby zapewnić zaufanie posiadacza. Wymienialność winna być zawsze na wartość nominalną pieniądza” . Jer nie będzie wymienialny, ponieważ nie będzie się zań płacić żadnych pieniędzy. Nie będzie miał jakiejś określonej wartości nominalnej.[19]

Interpretacja budząca grozę

Tymczasem w Polsce… Wspomniany na początku Barter System Polska Sp. z o.o. nie ma problemów prawnych z tytułu prowadzonej przez siebie działalności. Dana firma dostarcza innemu uczestnikowi Barter Systemu swój towar czy usługę, wystawia fakturę, odprowadza podatek.

Zgromadzone w ten sposób na “koncie” prowadzonym przez Barter System złotówki barterowe wyda, by nabyć dobra od tej samej (lub częściej innej) firmy i tu też następuje wystawienie faktur. Obroty te są zwyczajnie opodatkowane podatkiem obrotowym i VATem (dlatego części obrotów towarzyszy przepływ “zwykłych” złotówek —  podobnie jak w przypadku Ithaca Hours). Również sama firma Barter System płaci podatki związane z przychodami uzyskiwanymi z tytułu obsługi uczestników swego systemu (promowanie firm, administrowanie ich obrotów barterowych itd.). Pod tym względem system nie wzbudza więc żadnych kontrowersji prawnych.[20]

Gorzej w przypadku systemów LETS czy banków czasu. Paradoksalnie źródłem problemów prawnych wydaje się być ich niekomercyjny charakter. Prześledźmy kilka tytułów prasowych:

18.07.2008 —  Interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Katowicach z 18 lipca 2008 r. w sprawie opodatkowania inicjatywy ?Banku Czasu? (IBPB2/415–578/08/MK)[21]

13.09.2009 —  Czy naprawdę trzeba opodatkować życzliwość[22]

14.09.2009  — Podatek od “życzliwości” —  fiskus dotyka granic absurdu[23]

14.09.2009 —  Haracz od życzliwości[24]

14.09.2009 —  Darmowa przysługa to opodatkowana korzyść[25]

15.09.2009 —  Szkodliwa interpretacja[26]

20.11.2009 —  Pomoc sąsiedzka bez skutków w PIT[27]

W skrócie: w 2008 r. Izba Skarbowa w Katowicach stwierdziła, że usługi, które otrzymujemy w ramach banku czasu to korzyść majątkowa. Rok później przez media przetoczyła się fala oburzenia, z powodu absurdalnych przepisów utrudniających realizację niekomercyjnej, oddolnej inicjatywy samopomocowej.

Jak mówił wówczas dla dziennika “Rzeczpospolita” Jerzy Bielawny z Instytutu Studiów Podatkowych, można znaleźć argumenty prawne za tym, że osoby korzystające z bezinteresownej pomocy innych nie uzyskują realnej korzyści majątkowej, jednak przede wszystkim w takich sprawach powinien decydować zdrowy rozsądek. “Przepisy nie mogą wkraczać w pewne sfery życia, które są naturalne, dobre i pożyteczne” -mówił Bielawny.

Jeszcze mocniej dla “Rzeczpospolitej” wypowiadał się Arkadiusz Michaliszyn, partner w kancelarii CMS Cameron McKenna. Stwierdził on, że interpretacja o podatku od wzajemnej pomocy budzi grozę. Dodał jednak, że za decyzję trudno winić urzędników, a prawdziwym problemem są przepisy, z których wynika, że nie można bez obaw korzystać z ludzkiej życzliwości.

Michaliszyn zaznaczył, że takie podejście hamuje ludzką inicjatywę i zniechęca do pomagania innym. Na koniec dodał: “Opodatkowanie przychodów z nieodpłatnych świadczeń to zresztą specialité de la maison polskiego systemu podatkowego. Cudzoziemcy często otwierają szeroko oczy, kiedy dowiadują się, że trzeba u nas opodatkować wszystko, co się dostaje za darmo”.

W następstwie tych publikacji Izba Skarbowa wysłała do Polskiej Agencji Prasowej oświadczenie, wypierając się przedstawionej w mediach “interpretacji Interpretacji”. Pismo to pełne było sprzeczności. Izba Skarbowa informuje, że “nikt jednak nie wymaga, aby strony wyceniały wzajemne usługi” i jednocześnie powtarza, że “należy ustalić wartość otrzymanego świadczenia, a następnie pomniejszyć ją o ustaloną wartość własnego świadczenia”.

List Izby Skarbowej świadczy również o niezrozumieniu idei banku czasu: “nie można przyjąć, że wartość rynkowa jednej godziny czyszczenia okien jest równa wartości rynkowej jednej godziny nauki np. języka angielskiego,” podczas gdy właśnie taka zasada (godzina za godzinę — bez względu na rynkową wartość usługi) panuje w bankach czasu.

Ostatecznie, w odpowiedzi na interpelację poselską minister finansów stwierdził, że obowiązek podatkowy w przypadku bezgotówkowej wymiany świadczeń o niekomercyjnym charakterze nie zachodzi. Potwierdził w ten sposób swoją wcześniejszą opinię.

Oczywiście nikt nie może zagwarantować, że sprawa jest raz na zawsze i dla całej Polski załatwiona (poszczególne izby skarbowe mogą mieć różne opinie). Można przecież mnożyć interpretacje, Interpretacje oraz interpretacje Interpretacji. Być może lepiej by było, gdyby odpowiednie urzędy jednoznacznie stwierdziły, że banki czasu i inne podobne inicjatywy podlegają obowiązkom fiskalnym i podały jasny sposób rozliczania. Wtedy łatwo można by skalkulować korzyści i koszty, zamiast oczekiwać w niepewności, że zostanie się pewnego dnia potraktowanym jak złodziej i oszust.

Rozwój lokalnego pieniądza w Polsce napotyka m.in. na bariery psychologiczne czy związane z niskim poziomem kapitału społecznego[28]. Nie chcemy zbyt mocno kooperować z sąsiadami, znajomymi a nawet krewnymi. Naprawę kranu wolimy zlecić anonimowemu hydraulikowi z książki telefonicznej niż sąsiadowi spod czwórki. A nóż coś pójdzie nie tak i trzeba będzie sąsiada (wujka, kolegę) wzywać ponownie, by poprawił swoją robotę lub by oddał pieniądze? Jak po tym spojrzeć sobie w oczy w windzie? A jeśli robota zostanie dobrze wykonana to też kłopot, bo sąsiad (wujek, kolega) może przyjść coś pożyczyć i jak mu wtedy odmówić? Takie postawy nie są dobrym prognostykiem. Cóż począć? Przełamywanie tych barier to temat na kampanię społeczną w mediach. Trzeba pokazywać korzyści pomocy sąsiedzkiej, współpracy, lokalności.

Andrzej Żwawa dla ekonomiaspoleczna.pl 

Opublikowano za zgodą Redakcji EKONOMIASPOŁECZNA. PL

Przypisy:

[1] Por. Andrzej Żwawa, Ekonomia alternatywna —  obecność idei w Polsce, eksperymenty, wnioski, które z nich wynikają, oraz omówienie potencjalnych szans na rozwój tej ekonomii. Autor ma jednak nadzieję się mylić i poznać jakiś działający obecnie tego typu system, najlepiej z dłuższym stażem.

[2] Andrzej Żwawa (red.), Dobre praktyki w zakresie lokalnej współpracy międzysektorowej na rzecz ekorozwoju, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010 oraz: Andrzej Żwawa (red.), Międzysektorowa współpraca na rzecz lokalnego ekorozwoju —  dobre praktyki, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010, zig.eco.pl/w34_nasze_publikacje.html

[3] Sander de Rijke, Edgar Kampers, Rob van Hilten, Bregtje Cals, Ekonomiczne instrumenty stymulowania zrównoważonych zachowań konsumenckich w: Andrzej Żwawa (red.), Dobre praktyki w zakresie lokalnej współpracy międzysektorowej na rzecz ekorozwoju, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010, zig.eco.pl/w34_nasze_publikacje.html

[4] Nu = teraz, Spaar = zbieraj/oszczędzaj, Pas = karta, por. nuspaarpas.nl, digitalmoneyforum.com/PubWebFiles/DigMoney/6_2003/EdgarKampers.pdf i zig.eco.pl/w30_nasze_prezentacje.html

[5] Sander de Rijke, tamże

[6] Por. Marcin Gerwin i Kamil Pachałko, Transition Towns: miasta wolne od ropy oraz: Ralph Scott i Molly Scott Cato, Pieniądze jako rozwiązanie a nie problem. Przegląd brytyjskich dobrych praktyk w zakresie lokalnej rewitalizacji w: Andrzej Żwawa (red.), Dobre praktyki w zakresie lokalnej współpracy międzysektorowej na rzecz ekorozwoju, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010, zig.eco.pl/w34_nasze_publikacje.html

[7] Jonathan Dawson, Ekowioski jako katalizatory regionalnego rozwoju gospodarczego. Studium ekowioski Findhorn w Szkocji w: Andrzej Żwawa (red.), Dobre praktyki w zakresie lokalnej współpracy międzysektorowej na rzecz ekorozwoju, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010, zig.eco.pl/w34_nasze_publikacje.html

[8] Social TRade Organisation, dawniej znana jako Strohalm —  nid. Kłos, źdźbło, strohalm.net

[9] Michał Sobczyk, Ucząc się od Gota Verde w: Andrzej Żwawa (red.), Międzysektorowa współpraca na rzecz lokalnego ekorozwoju —  dobre praktyki, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010, zig.eco.pl/w34_nasze_publikacje.html

[10] Np. władze Austrii zakazały dobrze zapowiadającego się eksperymentu z lokalną walutą (opartą na zasadzie ujemnego oprocentowania) w miasteczku Worgl.

[11] Maciej Szczepankiewicz, Jeśli nie pieniądz, to co?, szczepankiewicz.net/index.php?option=com_content&view=article&id=106%3Ajeli-nie-pienidz-to-co

[12] Maciej Szczepankiewicz? Por. libertydollar.org/ld/legal/lawsuit.htm, youtube.com/watch?v=4_sSipUrBG0

[13] Quid to potoczna nazwa funta w Wielkiej Brytanii (funciak) i jednocześnie nazwa w pełni elektronicznej jednostki monetarnej wprowadzanej przez irlandzką Fundację Ekonomistów na rzecz Rozwoju Zrównoważonego Feasta w ramach projektu Liquidity Network —  Sieć Przepływów. Quid tłumaczy się też jako jer  skrót od “jednostka rozliczeniowa”. W Kilkenny oraz w sąsiednim powiecie quid przybrał nazwę Katz. Por. bartersystem.pl/serwis/aktualnosci.php?news=267, theliquiditynetwork.org, theliquiditynetwork.org/wp-content/uploads/2009/11/Liquidity-Brochure-V4.pdf, feasta.org/documents/liquidity_network/2009_liquidity_network.html

[14] Sieć Rozliczeniowa, barter.org.pl/siec.doc

[15] Richard Douthwaite, Sieć Przepływów —  działania irlandzkiej Fundacji Feasta na rzecz waluty lokalnej w Kilkenny w: Andrzej Żwawa (red.), Międzysektorowa współpraca na rzecz lokalnego ekorozwoju —  dobre praktyki, Fundacja Wspierania Inicjatyw Ekologicznych, Kraków 2010, zig.eco.pl/w34_nasze_publikacje.html.

[16] Richard Douthwaite, Sieć Przepływów…

[17] Richard Douthwaite, Sieć Przepływów…

[18] Sieć Rozliczeniowa…

[19] Sieć Rozliczeniowa…

[20] Antoni Gdynia, Opinia prawna, bartersystem.pl/serwis/aktualnosci.php?news=127&wid=2, Barbara Placzek, Barter System a podatki, bartersystem.pl/serwis/aktualnosci.php?news=307&wid=2

[21]rp.pl/artykul/55804,363303_Interpretacja_indywidualna_dyrektora_Izby_Skarbowej_w_Katowicach_z_18_lipca_2008_r__w_sprawie_opodatkowania_inicjatywy__Banku_Czasu___IBPB2_415_578_08_MK_.html

[22] rp.pl/artykul/9158,362866_Pietryga__Czy_naprawde_trzeba_opodatkowac_zyczliwosc_.html

[23] wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Podatek-od-zyczliwosci—fiskus-dotyka-granic-absurdu,wid,11489338,wiadomosc.html

[24] rp.pl/artykul/4,362863_Haracz_od_zyczliwosci_.html

[25] rp.pl/artykul/56703,362927-Darmowa-przysluga–to-opodatkowana-korzysc-.html

[26] rp.pl/artykul/212825,363342_Szkodliwa_interpretacja.html

[27] rp.pl/artykul/56703,394228-Pomoc-sasiedzka-bez-skutkow-w-PIT.html

[28] Andrzej Żwawa, Niejasności prawne w: Andrzej Żwawa, Ekonomia alternatywna —  obecność idei w Polsce, eksperymenty, wnioski, które z nich wynikają, oraz omówienie potencjalnych szans na rozwój tej ekonomii, www.es.teksty.ekonomiaspoleczna.pl/pdf/2008_2_es_teksty.pdf#zoom=100

Vandana Shiva: Po drugiej stronie “Wzrostu”

Paradygmat ‘wzrostu’ jest obecnie coraz częściej na całym świecie w sposób fundamentalny kwestionowany. W krajach bogatej Północy poszukiwanie innego modelu wynika z rozczarowania i bankructwa gospodarki opartej na wzroście, zarówno ponieważ nie przyniosła ona zadowolenia — prawdziwego zaspokojenia ludzkich potrzeb, jak również dlatego, że właśnie jesteśmy świadkami jej postępującego załamania.

W krajach Południa konieczność wyjścia poza wzrost bierze się z faktu, że pozbawia on zasobów biednych ludzi — ich ziemi, bioróżnorodności i nasion, wody i pożywienia. Wzrost niszczy gospodarki samowystarczalne, które oparte są na zasadzie wystarczającej ilości dóbr, samodzielności i trwałości. Bogaci i posiadający władzę z Południa, którzy stali się jeszcze bogatsi i potężniejsi, domagają się, rzecz jasna, dalszego wzrostu.

Za brutalnym zastąpieniem trwałych społeczności poprzez narzucony wzrost, kryje się zniszczenie środowiska i wywłaszczenie gospodarcze tych grup. Natura i ludzie nie mają już znaczenia, ‘wzrost’ zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Środki stały się celem, a cele ludzkie zostały zapomniane.

Natura i ludzie nie mają już znaczenia, ‘wzrost’ zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Czytaj dalej Vandana Shiva: Po drugiej stronie “Wzrostu”

List Otwarty Nauczycieli Buddyjskich i Jogi Popierający Ruch Occupy

Piszemy ten List, jako nauczyciele i liderzy społeczności promujących rozwijanie współczucia i uważności, aby wyrazić naszą solidarność z ruchem Occupy, który jest obecnie aktywny w ponad 1 900 miastach na całym świecie.

Czujemy się szczególnie zainspirowani przyjętą przez ten ruch taktyką niestosowania przemocy, jego metodami samorządności oraz nowopowstającymi społecznościami opartymi na otwartej komunikacji (zgromadzenia ogólne, ludzki mikrofon, możliwość wyrażania różnorodnych opinii etc.) Obozowiska ruchu Occupy stanowią żyzną glebę dla uświadomienia sobie naszej wrodzonej mądrości i zdolności do przebudzenia. Zachęcamy wszystkich nauczycieli, liderów, sangi i społeczności dążące do przebudzenia, o ile jeszcze tego nie zrobiły, do przyłączenia się do tych inspirujących aktywistów w pracy na rzecz zakończenia skrajnych nierówności w podziale bogactwa i władzy, które powodują tak wiele cierpienia i zniszczeń w ludzkim społeczeństwie i ziemskich ekosystemach.

Piszemy ten List, jako nauczyciele i liderzy społeczności promujących  rozwijanie współczucia i uważności, aby wyrazić naszą solidarność z ruchem Occupy, który jest obecnie aktywny w ponad 1 900 miastach na całym świecie.

Czujemy się szczególnie zainspirowani przyjętą przez ten ruch taktyką niestosowania przemocy, jego metodami  samorządności oraz nowopowstającymi społecznościami opartymi na otwartej komunikacji (zgromadzenia ogólne, ludzki mikrofon, możliwość wyrażania różnorodnych opinii etc.)  Obozowiska ruchu Occupy stanowią żyzną glebę  dla uświadomienia sobie naszej wrodzonej mądrości i zdolności do przebudzenia. Zachęcamy wszystkich nauczycieli, liderów, sangi i społeczności  dążące do przebudzenia, o ile jeszcze tego nie zrobiły, do przyłączenia się do tych  inspirujących aktywistów w pracy na rzecz zakończenia skrajnych nierówności w podziale bogactwa i władzy, które powodują tak wiele cierpienia i zniszczeń w ludzkim społeczeństwie i ziemskich ekosystemach.

Ruch ten jest wyrazem odczuwanej przez niemal wszystkich frustracji z powodu pozbawienia tak wielu z nas praw obywatelskich, zarówno politycznych, jak ekonomicznych.  Stanowi potrzebną przeciwwagę dla systemu, który osłabia energię życiową przytłaczającej większości — tak zwanych 99% —  generując ogromne zyski dla niewielkiej garstki ludzi bez wykorzystania istniejących możliwości stworzenia powszechnego dobrobytu w naszym społeczeństwie. Podczas gdy nasza praktyka wymaga od nas rozwijania współczucia dla 100 procent istot ludzkich i nie traktowania nikogo jako  “wroga”, wzywa nas jednocześnie do przeciwstawienia się systemowi, który w oczywisty sposób powoduje cierpienie i brak równowagi.

Przyłączamy się do pełnego troski apelu o zajęcie się problemem masowego bezrobocia, zmianami klimatu, erozją tkanki zapewniających bezpieczeństwo sieci powiązań społecznych,  ulegającą  degradacji  infrastrukturą, programami społecznymi i edukacyjnymi oraz   zarobkami, prawami pracowniczymi  i zasiłkami.

Ponadto, obecna struktura prawna wielkich korporacji zmusza ludzi do działania nacechowanego krótkowzroczną chciwością, do czynów za które nie ponoszą  osobistej odpowiedzialności. Jeśli nie zachęca się nas do działania ze świadomością naszego związku z siedmioma miliardami ludzi, dzielącymi z nami  globalną społeczność, tkanka społeczna  naszej wspólnoty zostaje zniszczona na skutek zalegalizowanych aktów egoizmu i lęku. Czyny te  popełniane są w ludzkim społeczeństwie, lecz ich sprawcami są podmioty nie będące ludźmi, którym nie wiedzieć czemu przyznano status prawny i polityczny, taki sam jak ludziom. Nie są one zdolne do właściwego postrzegania i reagowania na reperkusje swoich wyborów.  Cenę za to płaci cała planeta.

Co najważniejsze, uważamy, że indywidualne przebudzenie jest nieoddzielne od zbiorowej przemiany. Świadomość sytuacji w jakiej się znajdujemy wymaga od nas pełnego zaangażowania w kulturę i  życie społeczeństwa, którego jesteśmy częścią. Nie uważamy naszej ścieżki jedynie za indywidualistyczne dążenie do zdrowia psychicznego i fizycznego. Jesteśmy przekonani, że nauczanie naszych uczniów dyscypliny ciała/umysłu w izolacji od społeczeństwa, w którym żyją,  oznaczałoby z naszej strony brak   odpowiedzialności. Czujemy się zainspirowani twórczymi i intelektualnymi dokonaniami ruchu Occupy, który jest niezwykle istotnym czynnikiem umożliwiającym stworzenie bardziej współczującej i ekologicznej podstawy dla praktyki.

Ruch Occupy obudził ponownie naszą wiarę w realną możliwość zbudowania kultury nie-krzywdzenia, uczciwości i szacunku dla wszystkich istot.  Jesteśmy świadomi naszych ludzkich słabości i wiemy, że upadniemy jeszcze 10 000 w naszym dążeniu do przebudzenia. Ślubujemy teraz  praktykować i nauczać w większej zgodzie z naszymi najgłębszymi wartościami.

Strukturalna chciwość, złość i iluzje charakteryzujące obecny system, są nie do pogodzenia z naszymi zobowiązaniami wobec przyszłych pokoleń i najcenniejszymi dla nas wartościami współzależności, twórczości i współczucia.  Apelujemy do nauczycieli i praktykujących wszystkich tradycji, których celem jest przebudzenie ciała/umysłu, o przyłączenie się do aktywnego działania na rzecz przekształcenia tych struktur.

Ethan Nichtern, Shastri, Nowy Jork

Shôken, Michael Stone,  Toronto

Tłumaczenie: Jan Skoczylas 

My niżej podpisani, ufamy, że podpisując ten list możemy zjednoczyć się w naszych zobowiązaniach do praktyki w zgodzie z naszymi wartościami i pracować wspólnie, by pomóc naszemu społeczeństwu.

Sharon Salzberg
Stephen Batchelor
Adam Lobel, Acharya
Anne Cushman
Ari Pliskin
Cyndi Lee
David Nichtern
Dr. Gaylon Ferguson, Acharya
Dr. Judith Simmer-Brown, Acharya
Dr. Robert Thurman
Eihei Peter Levitt
Koshin Paley Ellison
Maia Duerr
Rev. angel Kyodo williams
Robert Chodo Campbell
Roshi Joan Halifax
Roshi Pat Enkyo O’hara
Sarah Powers
Sarah Weintraub
Sean Corne
Susan Piver
Tara Brach
Ted Grand
Testu’un David Loy
Trudy Goodman
Ty Powers
Zoketsu Norman Fischer

Aaron Manier
Adam Genkaku Fisher
Adam Lobel, Acharya
Amanda Bennett
Amma Thanasanti Bhikkhuni
Amy Cronise-Mead
Amy Dara Hochberg
Anandajoti Bhikkhu
Angad Kaur
Ani Sangye Hatchion
Ani Sherab
Anna Antic
Anne Waldman
Arinna Weisman
Astrid Abelé
Barbara Gates
Beth Tom
Betsy Reyes
Bettina, Active Hands Yoga
Bodhipaksa
Brad Carps
Brennan Taylor
Brian P. Roessler
Catherine Gammon
Chantel Missen
Chap. Mikel Ryuho Monnett, BCC
Charlene Leung, Shastri & DaYan Qi Gong Teacher
Charles Agle
Charlie Byron
Charmi Neely
Christy Brown
Cynthia Spencer
Danielle Hoogenboom
Daryl Lynn Ross
David Jewitt
Debbie Zweep
Debra Saturday
Derek Rasmussen
Diana Martinez
Dominic Tambuzzo
Donna Wagner Backus
Doug Sparling
Douglas Duckworth
Dr Jake Lyne
Dr. Jonathan Kaplan
Dr. Miles Neale
Dzung Vo, MD
Edward Jones
Eido Frances Carney
Eileen Olson
Elaine Jackson
Elaine Retholtz
Elizabeth Gosselin
Ellen Booth Church (Yeshe Choepel)
Emily Coleing
Erica Hamilton
Fleet Maull, Acharya
Franklin Demuth
Gayle Van Gils, Shastri
Gensho Alan Florence
Gillian Motyer
Gina Sharpe
Guylaine Williams
Hannah Pinski
Hokai Sobol
Ingen K. Breen
J A Johnson
Jack Kornfield
Jagadisha Petrovic
James Morrison
Jason Ray Brown
Jean Erlbaum
Jeff Brown
Jeff Scannell
Jenna Dixon
Jennifer Musial, PhD
Jennifer O?Connell
Jeramy Zimmerman
Jess Glenny
Jesse Maceo Vega-Frey
Jessica Li Phillips
Jessica Robertson
Jessica Stickler
Jill Satterfield
Jim Gross, Desert Dharma
Jim Sinclair
Jisho Warner
Joan deVerteuil
Joanna Macy
Joel Baehr
Johanna Svedberg Lafferty
John Mifsud
John Renshaw
Jonathan Lynch
Joshua Eaton
Justin Kelley
Karen Storms-Rohm
Kate Crisp
Kate Josephson
Kate MacKay
Kathryn Maly
Kathy Du Vernet
Kelly Blaser
Kelly Klein
Kerri Kelly for Off the Mat, Into the World
Kevan Gale
Kim Frank
Kim Stetz
Kimberly Wilcox
Kobutsu Malone-Osho
Kristina Weaver
Laura Alvarado Castellanos
Laura Kuchynka
Laura Pagano Gouy
Lena Simmons
Leza Lowitz
Lila Dlaboha
Lily Dwyer
Linda Crawford
Linda Leu
Lisa Er
Lisa Kaley-Isley
Loren Kantor
Lucinda Ramsey
Lulu Strongheart
M. Christopher
Mackenzie Studebaker
Margarita Margoshka
Maria Ciccone
Mary Finnigan
Mat Schencks
Matthew O?Connell
Max Airborne
Melissa Lavabre
Mer Stafford
Michael Apollo
Michael Kieran
Michaela Wehner
Narayan Chaitanya
Natalie Watson
Natalie Watson
Nicholas Ribush
Nikki Boklund
Nina La Rosa
Noel McLellan, Acharya
Pamela Bothwell, Shastri
Pamela Hollander
Pascal Auclair
Patricia J. Akers
Paula Carino
Pema Gyaltsen
Peter Kuhn
Peter Leslie
Priscilla Higham
Rachana Suri
Rachel Liley
Rachel Meyer
Rahul Varshney
Rahul Varshney
Rebecca Penkett
Rebecca Soule
Rev Ryushin Sean Malone
Rev Taigen Dan Leighton
Rev. Danny Fisher
Rev. Dr. Robert Kaizen Gunn
Rev. Francisco Pacogenkoji Lugovina
Rev. Karen Harrison
Rev. Shinshu Roberts
Rev. Taigen Dan Leighton, Ancient Dragon Zen Gate, Chicago
Ricardo (Calo) Ramirez
Rick Harlan
Robert Bergeson
Robert Joshin Althouse
Roberta Wall
Robin Sunbeam
Ruth Ozecki
Samu Sunim
Seth Freedman
Shell Fischer
Shelly Cassivi
Sherry Sadoff Hanck
Sherry Serra
Sheryl Lilke
Shogen Jody Greene
Silvia Garcia P
Stephanie Tate
Sumi Loundon Kim
Susi Costello
Suzy Anand Garfinkle
Teri Price
Thanissara
Tina Vero
Tristen Sims
Velcrow Ripper
Ven. Hae Won Sunim
Vidda Gubisch Chan
Vincent Horn
Waylon Lewis
Westerly Gardner
Yael Flusberg
Yael Shinar
Yogi Akal
Yuttadhammo

Jeśli jesteś nauczycielem buddyzmu lub jogi i chciałbyś dołączyć swoje imię do stale powiększającej się listy sygnatariuszy tego listu, możesz to zrobić tutaj: occupySamsara.org

źródło: occupySamsara.org

Zobacz także:

Ajarn Sulak Sivaraksa: Róbcie co w waszej mocy, lecz nie oczekujcie zwycięstwa

mapa strony

strona główna


John Theaker: Nowe myślenie o finansach

Jak powiedział współzałożyciel Schumacher College, Satish Kumar, podstawowy kryzys polega na przyjęciu przez wszystkie istoty ludzkie nadrzędnego znaczenia pieniędzy — nadaniu im większej wartości niż ludziom i naturze.

Czy drzewka oliwne w Grecji przestały rodzić oliwki?”, pyta Satish. “Czyżby greccy kucharze zapomnieli, jak się robi Moussakę? Czy greckie morze odebrało ludziom zdolność do zażywania kąpieli? A jednak ludzie biorą udział w zamieszkach i zabijają się nawzajem z powodu pieniędzy.

Słowo “gospodarka” oznaczało pierwotnie, i do tego pierwotnego znaczenia powinniśmy wrócić “zarządzać swoim domem” — od greckich słów: “ecos” (dom) i “monos” (zarzadzać). We współczesnej gospodarce natomiast, zbyt często chodzi tylko o jedno: pieniądze.
Satish wskazuje na to, że trzy rzeczy decydują o powodzeniu gospodarczym: ziemia, ludzie i pieniądze — rolą pieniędzy jest służenie tym dwóm pierwszym. Kiedy zdamy sobie sprawę, że jedynie wartości ekologiczne i ludzkie mają prawdziwe znaczenie, zaczniemy naprawdę rozwiązywać kryzysy finansowe naszych czasów.

John Theaker odwiedza Schumacher College, gdzie czołowi ekonomiści przedstawiają alternatywę dla obecnego systemu finansowego.

Jak powiedział Einstein, “Nie jest możliwe rozwiązanie naszych problemów za pomocą tego samego sposobu myślenia, którego używaliśmy tworząc je.”  Jeśli szukamy mądrego i inteligentnego, nowego podejścia do dylematów globalnego systemu finansowego, nie ma  lepszego miejsca do jakiego moglibyśmy się udać, niż Schumacher College w Devon.

Uczelnia nosi imię wybitnego brytyjskiego ekonomisty i myśliciela, autora wydanej w 1973 roku nowatorskiej książki  “Małe jest piękne”, w której opowiedział się za gospodarką opartą na wymagających dużego nakładu siły roboczej, zdecentralizowanych, stosowanych lokalnie na małą skalę  technologiach, które są jednocześnie oszczędne pod względem zużycia energii i przyjazne środowisku. W czasie, gdy liderzy wielkich scentralizowanych systemów finansowych, medialnych i politycznych wykazują brak uczciwości i nieumiejętność właściwego zarządzania swoimi globalnymi imperiami, idee Schumachera wydają się odpowiednie, bardziej niż kiedykolwiek przedtem.

W lipcu tego roku zespół wybitnych ekonomistów i innowatorów oraz uczestnicy z całego świata zebrali się w Schumacher College na cyklu spotkań zatytułowanym Rethinking Finance (Przemyślenie na nowo kwestii finansów). Jest światło na końcu tunelu — tak można podsumować wyniki naszych rozważań. Odkryte przez uczestników rozwiązania, opierają się na przewartościowaniu naszego stosunku do pieniędzy oraz zakładają ważne zmiany systemowe.

Jak powiedział współzałożyciel Schumacher College, Satish Kumar, podstawowy  kryzys polega na przyjęciu przez wszystkie istoty ludzkie nadrzędnego znaczenia pieniędzy —  nadaniu im większej wartości niż ludziom i naturze.

Czy drzewka oliwne w Grecji przestały rodzić oliwki?”,  pyta Satish. “Czyżby greccy kucharze zapomnieli, jak się robi Moussakę? Czy greckie morze odebrało ludziom zdolność do zażywania kąpieli? A jednak ludzie biorą udział w zamieszkach i zabijają się nawzajem z powodu pieniędzy. Słowo “gospodarka” oznaczało pierwotnie, i do tego pierwotnego znaczenia powinniśmy wrócić  “zarządzać swoim domem” — od greckich słów: “ecos” (dom) i “monos” (zarzadzać). We współczesnej gospodarce natomiast, zbyt często chodzi tylko o jedno: pieniądze.

Satish wskazuje na to, że trzy rzeczy decydują o powodzeniu gospodarczym: ziemia, ludzie i pieniądze —  rolą pieniędzy jest służenie tym dwóm pierwszym. Kiedy zdamy sobie sprawę, że jedynie wartości ekologiczne i ludzkie mają prawdziwe znaczenie, zaczniemy naprawdę rozwiązywać kryzysy finansowe naszych czasów.

Jednym z zaproszonych wykładowców była znana futurolog, badaczka systemów i założycielka Ethical Markets Media, dr.Hazel Henderson. Uważa ona, iż znajdujemy się obecnie w bardzo ważnym okresie przejściowym — od gospodarki starej, przemysłowej, napędzanej paliwami kopalnymi, w kierunku epoki zrównoważonej pod względem ekologicznym, opartej na energii odnawialnej. Przekształca się  ludzka świadomość oraz  technologia, i znajdujemy się właśnie w punkcie krytycznym.

Mit niedostatku

Pieniądze w dzisiejszym świecie to w dużej mierze informacja — 98% wszystkich zasobów finansowych jest dosłownie cyfrowa —  a informacji jest z natury rzeczy obfitość. Hazel uważa, że ci, którzy kontrolują gospodarkę zakłócają inherentną obfitość systemu finansowego dla swoich własnych zysków, kosztem większości.

Zarządzający systemem wysoko wykwalifikowani specjaliści, częstokroć wyselekcjonowani spośród absolwentów najlepszych uniwersytetów, mają bardzo niewielką wiedzę na temat naturalnych systemów ekologicznych i społecznych naszej planety, których wspieraniu zasadniczo służyć miało stworzenie systemu monetarnego.

Inny z wykładowców, pracująca dla banków trenerka i konsultanta, Nathalie Buschor, mówiła  o sposobie rekrutacji pracowników i strategiach szkoleniowych wielkich banków inwestycyjnych. Dzięki  szczegółowemu profilowaniu psychologicznemu i nieustannej presji na sukces, którego alternatywą jest zwolnienie z pracy, udaje im się wyhodować ekskluzywną grupę, głównie mężczyzn, dla których korzyść finansowa jest praktycznie jedynym przedmiotem uwagi i celem życia. Tak jak napisał Steinbeck w Gronach Gniewu: “Oddychają zyskami, a żywią się procentami z pieniędzy. Gdy im tego zabraknie, umierają tak samo, jak umiera człowiek bez powietrza i jedzenia.”

Niemniej jednak, jak twierdzi Hazel, globalny system finansowy nie jest sam w sobie czymś złym i coraz częściej bywa wykorzystywany dla dobrych celów —  przedsięwzięć posiadających atest Green Transition Score Card —  nowego, stworzonego przez Hazel systemu mierzenia wzrostu zielonych inwestycji. Ta nowa rozwijająca się  gospodarka będzie zdecentralizowana, oparta na lokalnych społecznościach i demokratyczna, działająca według zasad, które podobałyby się Schumacherowi.

To zadziwiające jak szybko rozwija się zrównoważony biznes,” powiedziała inna uczestniczka i wykładowczyni na kursie, światowy ekspert w dziedzinie społecznie odpowiedzialnego inwestowania, Tessa Tenant.

Bankowość służąca społeczeństwu

Zdaniem Tessy, nie da się zaprzeczyć, że konieczna jest reforma systemu bankowego, który hamuje obecnie przejście do zielonej gospodarki. “Jest bardzo trudno ustalić zasady, a poza tym wielu ludzi  próbuje łamać przepisy, które obowiązują. Zapomnieli, że opiekują się naszymi pieniędzmi!”, powiedziała.

Tessa uważa, że potrzebna jest o wiele większa przejrzystość. Jej zdaniem, jest ona podstawą sprawiedliwego kapitalizmu (fair capitalism) i dzięki innowatorom takim jak ona, obserwujemy ogromny wzrost w dziedzinie społecznie odpowiedzialnego inwestowania. Według niej są  dwie główne dziedziny, nad którymi należy pracować: przekazywanie zwykłym ludziom informacji na temat skomplikowanych kwestii finansowych i właściwe zarządzanie funduszami.

Ann Pettifor, dyrektor zespołu doradców —  Policy Research In MacroEconomics (PRIME), przypomniała, że system bankowy jest ważnym osiągnięciem cywilizacyjnym. Służył nam dobrze, dopóki zarządzany był bardziej w interesie społeczeństwa niż dochodów prywatnych i był o wiele bardziej regulowany, a stopy procentowe pozostawały niższe i stabilne. Zdaniem Ann, szczególną przyczyną problemów jest mobilność kapitału —  brak ograniczeń, jeśli chodzi o wybór rynku, na którym ludzie inwestują pieniądze i zmieniające się stopy procentowe.

Ann przypomniała słowa Georga Bernarda Shaw?a, który w 1907 roku napisał: “Powszechny szacunek dla pieniędzy jest jednym z czynników sprzyjających cywilizacji”.…Tylko wtedy, gdy dla jednych tanieją one tak bardzo, że zupełnie tracą wartość, a dla innych robią się niemożliwie drogie, stają się przekleństwem.?

W Schumacher College atmosferę miłości do natury, doceniania i szacunku dla ekologii czuje się w powietrzu. Samo bycie tam sprawiło, że poczułem się podniesiony na duchu, zainspirowany i spontanicznie nabrałem determinacji do tego, by żyć sposób bardziej twórczy i zrównoważony.

Sercem uczelni jest Satish Kumar, człowiek, od którego promieniuje miłość do pokoju i harmonii ekologicznej. Lecz przede wszystkim, jest on człowiekiem odważnym. “Żyjemy w społeczeństwie ludzi przepełnionych lękiem,” powiedział. Przypomniał nam wszystkim, że wielka zmiana rodzi się z odwagi i na szczęście nie potrzebujemy pieniędzy, by ją kultywować.

Tłum: Jan Skoczylas

źródło: positivenews.org.uk

mapa strony

strona główna

 

Sir Julian Rose: Krach finansowy i powrót do lokalności

Na naszych oczach wali się cały gmach nowoczesnej cywilizacji, w którego bezpieczne podstawy uczono nas wierzyć. Trwający wieki odgórny rabunek ludzi i planety obraca się przeciw tym, którzy go dokonywali i wciąga w swoje tryby wszystkich bez wyjątku. Oznacza to, że w ciągu najbliższych lat czeka nas zasadnicza zmiana w sposobie życia do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. O ile nie wierzymy w stojącą u podstaw nowoczesnego neoliberalnego kapitalizmu wszechogarniającą ideologię konsumeryzmu, będzie to zmiana na lepsze, o ile w nią wierzymy, będzie to zmiana na gorsze.

Czytając codzienne wiadomości, nawet w mediach zbliżonych do głównego nurtu,trudno nie zauważyć, że jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowego —  na naszych oczach upadają jednocześnie dwie największe światowe gospodarki: amerykańska i europejska. Odnosi się wrażenie, że obydwie stoją na krawędzi finansowej katastrofy, a rozdęte machiny polityczno-biurokratyczne, które kierują wydarzeniami po obu stronach oceanu, wydają się niezdolne uzgodnić jakie środki ekonomiczne mogłyby uratować sytuację.

Zarówno do nich jak i do nas powoli dochodzi prawda o tym, że w świecie skończonych zasobów w jakim żyjemy, żadne zasoby nie są nieskończone. W szczególności dotyczy to zinstytucjonalizowanych bogactw pieniężnych, których istnienie zależy od kapitału pożyczonego tym, którzy nie są w stanie sprostać narzuconym rygorom jego spłaty. W gospodarce opartej na długu (a do takiej należymy) wszyscy uczestnicy prędzej czy później okazują się przegrani.

Nie potrafimy określić dokładnego momentu, w którym pokaźna część globalnego rynku pójdzie w rozsypkę, ale to, że jakaś forma katastrofy na wielką skalę wisi w powietrzu, jest oczywiste. Wraz z nią zawali się sam fundament współczesnego kapitalizmu, a w szczególności idea gospodarki oparta na formule bezustannego wzrostu, która doprowadziła planetę na krawędź ekologicznej zagłady, a samą machinę szalonego wzrostu na próg własnego upadku.

Ogromny dług wynikający z finansowych manipulacji, jakich dokonywano w poprzedniej dekadzie, wskazywał na nadejście globalnego kryzysu. Próba zaradzenia mu poprzez coraz mocniejsze zaciskanie pasa pracującym kobietom i mężczyznom doprowadziła do tego, że doszliśmy do ściany, do punktu z którego nie ma odwrotu i do momentu, w którym powstają pierwsze fale protestu obywateli którzy mają tego dosyć. Jest bardzo prawdopodobne, że zobaczymy kolejne, gdyż trzymająca w rękach cugle prawdziwej władzy elita bankierów i korporacyjnych despotów, stara się za wszelką cenę ją utrzymać i coraz bardziej gnębi coraz bardziej zdesperowane ludy.

Na naszych oczach wali się cały gmach nowoczesnej cywilizacji, w którego bezpieczne podstawy uczono nas wierzyć. Trwający wieki odgórny rabunek ludzi i planety obraca się przeciw tym, którzy go dokonywali i wciąga w swoje tryby wszystkich bez wyjątku. Oznacza to, że w ciągu najbliższych lat czeka nas zasadnicza zmiana w sposobie życia do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. O ile nie wierzymy w stojącą u podstaw nowoczesnego neoliberalnego kapitalizmu wszechogarniającą ideologię konsumeryzmu, będzie to zmiana na lepsze, o ile w nią wierzymy, będzie to zmiana na gorsze.

Oczywiście będą podejmowane rozpaczliwe działania w celu reanimacji —  jeszcze ten jeden raz —  konającej bestii. W tym celu miliardy dolarów, euro, jenów, funtów i rubli będą wpompowane do upadających banków, instytucji finansowych i marketingowych machin wielkich korporacji. Jednak to nic nie da, gdyż nie ma na świecie wystarczająco potężnego dźwigu, który byłby w stanie wyciągnąć je z grobu, jaki same dla siebie wykopały.

Co do wszystko oznacza dla Ciebie i dla mnie?

To zależy, zależy od tego w jakim stopniu każdy z nas jest uzależniony od pułapek neoliberalnego społeczeństwa konsumenckiego. Jeżeli ta zależność jest duża, wtedy nasz upadek będzie trwać długo, a lądowanie nie będzie łatwe. Jeżeli jednak system nie wciągnął nas zbyt mocno, nasze problemy będą trwać krócej, a lądowanie będzie łagodniejsze. Trzeba jednak pamiętać o tym, że będziemy poddani intensywnej kampanii propagandowej, którą system uprawia niczym ranna bestia wysuwająca macki, mające nas usidlić i uczynić niewolnikami jej coraz szybszego rozkładu. Bądźcie czujni. Będziemy poddani intensywnej indoktrynacji, mającej nas przekonać do nie porzucania starych nawyków myślenia i zachowania. Dają nam one poczucie fałszywego bezpieczeństwa i siły status quo, dzięki któremu przebrniemy przez “ten trudny okres”. Będziemy przekonywani  —  nawet przez wielu naszych przyjaciół —  do znoszenia ciężkich brzemion i poddania się “niezbędnym reformom”, narzucanym przez coraz bardziej autokratyczne rządy. Strzeżcie się takich głosów, bo są pełne zakłamania. “Niezbędne reformy i oszczędności” wymuszają na ciężko pracujących ludziach jeszcze większe wyrzeczenia tylko po to, aby elita nieprzyzwoitego bogactwa mogła zachować swoje finansowe imperia.

Kryzysy są kreowane przez tych, którzy znajdują się na górze piramidy władzy i traktowane są jako niezawodne narzędzia zniewolenia mas. W pakiecie “niezbędnych reform i oszczędności” najważniejszą rolę odgrywa element strachu. Jeżeli uda się im wystarczająco nas przestraszyć tym, co ponoć znajduje się po drugiej stronie walącego się świata finansów, który jest ich twierdzą, wtedy będziemy bardziej skłonni do zaakceptowania tego co proponują dla ustabilizowania sytuacji. Jest to jednak droga do bezwarunkowego niewolnictwa —  i to właśnie nim pragnie się pożywić zdychająca bestia, aby przedłużyć iluzje swojej potęgi.

Dlatego o ile chcemy uniknąć zniewolenia przez bestię, powinniśmy lepiej usiąść i uczciwie odpowiedzieć sobie tu i teraz na pytanie  —  zanim nie będzie za późno: co może znajdować się po drugiej stronie światowej katastrofy gospodarczej?

Szczera odpowiedź na to pytanie wymaga pewnej odwagi. Aby jej udzielić konieczne jest pogłębienie percepcji rzeczywistości wokół nas, a także wola zrozumienia tego jakie siły stoją za ekstremalnymi i powtarzającymi się cyklicznie wydarzeniami historycznymi. Będzie to również wymagało uznania udziału nas samych i naszych przodków w doprowadzeniu do takich kryzysów, a także uświadomienia sobie faktu, że kryzysy są odzwierciedleniem naszego własnego sposobu istnienia. Takie podejście jest konieczne dlatego, że droga wielkiej katastrofy jest długa i pełna błędów. Składają się na nią także całe dekady ślepego oddania fałszywym bożkom. Wszyscy jesteśmy współwinni  —  choć w różnym stopniu  —  i tylko uznanie tego może stanowić punkt wyjścia do naprawy sytuacji.

Dopiero gdy przekroczymy tę pierwszą przeszkodę, to będziemy w stanie budować właściwą platformę dla pozytywnej zmiany. Platformę, która pozwoli nam uświadomić sobie bardzo proste zasady dotyczące kroków jakie powinniśmy podjąć dla uniknięcia zniewolenia lub bycia zmiecionym przez tsunami wywołane globalnymi wstrząsami dokonującymi się na naszych oczach. Celowo używam terminu tsunami, ponieważ sposób w jaki traktowano planetę przez wiele pokoleń nikczemnej grabieży zasobów, nieustannych wojen i trucia w połączeniu z niepohamowaną chciwością korporacji doprowadził do niemającego precedensu stanu destabilizacji. Dotyczy on geologii, społeczeństwa, stanu atmosfery i środowiska. Katastrofa finansowa jest jego zwierciadlanym odbiciem. I nie może być inaczej, gdyż oba zjawiska są nierozerwalnie splecione w ciągu przyczyn i skutków, który teraz osiągnął punkt krytyczny.

Nasze środowisko, nasz klimat nie mogą istnieć w hermetycznym oddzieleniu od naszych działań w sferze finansów. Rany jakie zadajemy Ziemi odbijają się donośnym echem, a ich skutki wracają do nas. Tak więc podejmując pierwsze kroki w kierunku samoograniczenia oraz mając do czynienia ze światem ogarniętym przez geologiczne i finansowe wstrząsy, na pierwszy plan wysuwają się najbardziej elementarne pytania:

Czy będę w stanie zapewnić wystarczającą ilość pożywienia aby nakarmić siebie i swoją
rodzinę?”

” W jaki sposób mogę zapewnić sobie stały dostęp do tych zasobów?”

” Jak możemy zapewnić sobie podstawowe bezpieczeństwo w zakresie schronienia, wody
pitnej, ciepłego odzienia i dostatecznej ilości energii potrzebnej do ogrzewania, oświetlenia,
przygotowania posiłków?”

A co z innymi ludźmi?”

Co nastąpi gdy nasze oszczędności nie wystarczą na zakup tego czego potrzebujemy?”

Co się stanie jeżeli źródła się wyczerpią?”

Wszystkie te pytania pojawią się w naszej świadomości jeżeli tylko pozwolimy sobie na spojrzenie prawdzie w oczy. To są bardzo istotne pytania i one mają odpowiedzi. Jednak właściwe odpowiedzi nie pojawią się gdy ulegniemy strachowi bądź panice. One muszą nabrać kształtu poprzez dopuszczenie do głosu innego medium, które wydobędzie naszą uśpioną kreatywność, zdolności wynalazcze i miłość życia. Jak trafnie ujął to Albert Einstein: “Nie można rozwiązać istniejących problemów używając sposobu myślenia, który je stworzył.”

Mówiąc metaforycznie, odpowiedź na wszystkie nasze pytania znajduje się w zasięgu ręki, a mówiąc metafizycznie znajdziemy rozwiązania, o ile będziemy dość elastyczni aby zrzucić starą skórę i pozwolić nowej na jej zastąpienie. To ten sam proces jaki przechodzi obecnie nasza planeta poprzez gwałtowne oczyszczanie, które pozwoli ostatecznie zrzucić toksyczny nalot do jakiego przyczyniły się pokolenia jej lokatorów.

Dlatego nastał obecnie czas na działania, które uchronią nas przed zaskoczeniem i wciągnięciem przez walące się struktury starego reżimu w oparte na panice i podejmowane w pośpiechu ruchy mające na celu przeżycie. Nastał czas szukania prawdziwych odpowiedzi i podejmowania prawdziwych działań.

Pośród szczątków upadających instytucji finansowych i splamionych wojnami światowych gigantów korporacyjnych rodzi się świadomość, że kompletnie zaniedbaliśmy zasoby jakie są do wykorzystania w zasięgu ręki. Świadomość, że globalne problemy mają często lokalne rozwiązania, i że te rozwiązania nie sprowadzają się do pozornie nieuniknionej, upokarzającej walki o przetrwanie. Przeciwnie, takie rozwiązania doprowadzą nas do bardziej uczciwego i prostego życia. Mogłoby to wzbogacić, a nie zubożyć ducha poprzez odrodzenie zagubionego poczucia wspólnoty ze światem natury.

Gdyby tylko wystarczająco wielu z nas podążyło obecnie tą ścieżką, uwolnilibyśmy naszą planetę i nas samych od całego ogromu dodatkowych cierpień jakie na pewno będą mieć miejsce o ile wystarczająco duża część ludzkości nie zmieni swego sposoby życia.

W ostatecznym rachunku nie ma większego wyboru. Z chwilą gdy skumulowany kryzys w dziedzinie żywności, energii, powietrza, wody osiągnie swój punkt krytyczny, wtedy wielu nie będzie stać na zaspokojenie swoich podstawowych, codziennych potrzeb, lub nie będą mieć do nich dostępu w wyniku braku transportu czy infrastruktury.

Tymczasem programuje się nas do wierzenia, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi w Zachodniej Europie czy Północnej Ameryce. Będące własnością korporacji media nie mają zamiaru nadmiernie niepokoić posłusznego społeczeństwa konsumentów. Nie życzą sobie zbyt wiele myślenia, które mogłoby doprowadzić do zmiany sposobu życia —  na przykład poprzez zaprzestanie oglądania telewizji lub kupowania w supermarketach. Tak długo jak będziemy łykać codzienne menu dla otumanionych, tak długo nie ma szansy na to, że będziemy potrafić odpowiedzieć na coraz wyraźniejszy wicher zmian, jaki wieje na naszej przeciążonej planecie. Jednak jeżeli uwolnimy nasz umysł i uczynimy kilka kroków żeby opuścić tę sztuczną rzeczywistość, którą tak pieczołowicie sami dla siebie skonstruowaliśmy, wtedy nagle poczujemy gdzie leży prawda.

A jaka jest ta prawda?

Bardzo dobrze określił to dr Fritz Schumacher, autor książki “Małe jest piękne” około 40 lat temu. W czasie wykładów w USA zapytano go czy przejście od paliw kopalnych do ludzkiej skali i lokalnych źródeł energii odnawialnej będzie oznaczać akceptację “obniżenia standardu życia”? Schumacher opowiedział: “nie, nie sądzę aby określenie “niższy standard życia” oddawało sytuację, w której zdecydujemy się zwrócić ku dobrowolnej prostocie życia.
Dobrowolna prostota życia oznacza odwrót od ekstrawagancji i ogromnego obciążenia środowiska jakie stanowi społeczeństwo konsumpcyjne XXI wieku. Oznacza uznanie, że możemy radzić sobie całkiem dobrze, a nawet lepiej, mając i używając mniej, pod warunkiem, że to “mniej” jest zasadniczo dobrej jakości oraz nie powoduje dewastacji naszego środowiska, naszego ciała i naszej duszy. Świadomy umysł i lekki “ślad ekologiczny” są zresztą warunkami wstępnymi życia zarówno przed jak i po katastrofie. Dlatego im prędzej się na nowo na nich oprzemy, tym mniej dotkliwe będą jej skutki.

Zamiast wyliczać tysiące lokalnych grup zorientowanych na samowystarczalność, które powstają obecnie jako przeciwwaga dla chwiejącej się globalnej gospodarki, wolę zachęcić do skupienia się na tym co nazywam “zasadą bliskości”. Zasada bliskości to prawdopodobnie coś co najłatwiej zrozumieć jako połączenie praw fizyki i tego co kiedyś nazywaliśmy zdrowym rozsądkiem. Nauka jaka z niej dla nas płynie to działać i myśleć tak jakby miejsce gdzie mieszkamy (wioska, miasteczko, miasto) było środkiem okręgu, a nasze codzienne potrzeby układają się wokół jak szprychy wokół osi w kole roweru. Zasada ta mówi, że powinniśmy się starać zaspokajać większość naszych codziennych potrzeb, których spełnienie jest konieczne dla wyżywienia i fizycznego dobrostanu w obszarze możliwie najbliższym środka obszaru w którym żyjemy. Wtedy staramy się uzyskiwać świeżą żywność z naszego własnego ogródka, w naszym lokalnym niezależnym sklepiku, na targu gdzie przybywają rolnicy albo bezpośrednio od najbliższego ekorolnika.

Wielkim wyzwaniem są duże miasta: jakiś rodzaj wspólnego “zazieleniania” wydaje się jedynym praktycznym wyjściem dostępnym dla mieszkańców żyjących w aglomeracjach powyżej jednego miliona. Wielkie miasta takie jak Londyn pozyskują ogromną większość żywności i energii na swoje funkcjonowanie z zagranicy. Czyni to ich mieszkańców szczególnie wrażliwymi na coraz większe zawirowania na globalnym rynku. Dla tak ogromnych konurbacji samo zapewnienie żywności jest operacją wymagającą wysokiej koordynacji i dużych ilości energii, może się ona łatwo załamać o ile zabraknie stabilnego systemu finansowego, który ją zabezpieczał. Dodatkowym wydatkiem energii jest przetwarzanie żywności i jej transportowanie na wielkie odległości.

Świeża lokalna żywność wymaga bardzo niewielkiego wkładu energii i jest “żywa” dzięki zachowującym witalność składnikom odżywczym i witaminom, które traci się w czasie transportu, pakowania i dni spędzanych w świetle neonów na półkach supermarketów — a wszystko to przyczynia się do zagłady naszej Ziemi. To samo dotyczy energii: zacznijmy od naszego własnego pieca na drewno, od fotowoltaicznych paneli słonecznych albo małego generatora czepiącego energię z wiatru, lub od sąsiedzkiego programu energii odnawialnej. Zaopatrzmy się w drewno u miejscowego handlarza lub leśnika czy rolnika. Zróbmy poważny wysiłek żeby uniezależnić się od “narodowej sieci” i od supermarketów (zostawiają one bardzo duży “ślad energetyczny”) i zacznijmy wspierać lokalnych handlowców w naszym sąsiedztwie. Kiedy przyjdzie co do czego i pogasną światła wtedy okaże się, że to właśnie tutaj tkwi rozwiązanie, a relacje jakie zbudujemy w naszym sąsiedztwie czy lokalnej społeczności okażą się decydujące dla naszej transformacji ku dobrowolnej prostocie. Tylko na poziomie lokalnym możemy brać udział w autentycznej wymianie, która łączy ekologicznego rolnika, leśnika, kowala, piekarza i dostawcę. Posiadanie pieniędzy przestanie być tak istotne, kiedy społeczność powróci do barteru i wymiany. Jeżeli nie włączymy się do tej dynamicznej infrastruktury, wtedy nasze szanse na przejście bez większych cierpień przez nadchodzące wstrząsy o wymiarze planetarnym będą niewielkie.

Poprzez zastosowanie się do zasady bliskości będziemy zmierzać do najbardziej eleganckich i konstruktywnych rozwiązań na niwie ekologii i życia społecznego. Będą one prowadzić do oparcia naszego codziennego życia na zdrowych podstawach. Takie podejście zawiera w sobie również pozytywny potencjał jako katalizator głębokich i znaczących relacji międzyludzkich, rzuci także nowe światło na wspólne, twórcze przedsięwzięcia na naszych polach, ulicach i w naszych domach. Wtedy odkryjemy, że naprawdę istnieją lokalne rozwiązania globalnych problemów.

Sir Julian Rose — prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi —  ICPPC,
www.gmo.icppc.plwww.icppc.plwww.eko-cel.pl , właściciel jednego z pierwszych
ekologicznych gospodarstw w Anglii, działacz społeczny. Wieloletni członek zarządu
najważniejszego angielskiego stowarzyszenia “Soil” (Ziemia), zajmującego się promocją i
atestacją gospodarstw ekologicznych. Korespondent w prestiżowego pisma “Environment
Now” (Teraz środowisko), doradca instytucji rządowych, autor książki “Zmieniając kurs na
życie. Lokalne rozwiązania globalnych problemów”:  www.renesans21.pl

Podziękowania dla Sir Juliana za udostępnienie tekstu.

Artykuł w formacie pdf :  tutaj

Zobacz także: Raport ONZ: Rolnictwo ekologiczne może podwoić produkcję żywności w biednych krajach

mapa strony

strona główna

Raport ONZ: Rolnictwo ekologiczne może podwoić produkcję żywności w biednych krajach

Argument wysuwany przez zwolenników rolnictwa przemysłowego i upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO), jest od lat niezmiennie ten sam — rolnictwo tradycyjne nie będzie w stanie wyżywić rosnącej populacji na Ziemi i rozwiązać problemu głodu na świecie. Według opublikowanego niedawno raportu ONZ, jest dokładnie na odwrót.

Z raportu ONZ Agro-ecology and the Right to Food (Agro-ekologia i Prawo do Żywności) wynika, że przestawienie się rolników w krajach Trzeciego Świata na rolnictwo ekologiczne, bez użycia nawozów sztucznych i pestycydów, może podwoić produkcję żywności w ciągu jednej dekady.

Argument wysuwany przez zwolenników rolnictwa przemysłowego i upraw roślin genetycznie zmodyfikowanych (GMO),  jest od lat niezmiennie ten sam — rolnictwo tradycyjne nie będzie w stanie wyżywić rosnącej  populacji  na Ziemi i rozwiązać problemu głodu na świecie. Według opublikowanego niedawno raportu ONZ,  jest dokładnie na odwrót. Czytaj dalej Raport ONZ: Rolnictwo ekologiczne może podwoić produkcję żywności w biednych krajach

Świat to za mało — reportaż o Douglasie Tompkinsie (biznes.onet.pl)

Amerykański multimilioner, właściciel firm odzieżowych Esprit i North Face, Douglas Tompkins zaniepokojony wpływem przemysłu odzieżowego na środowisko, przeżywa stopniową przemianę wewnętrzną i staje się gorącym zwolennikiem głębokiej ekologii, po czym sprzedaje udziały w swoich firmach i poświęca się całkowicie ratowaniu Matki Ziemi. Kupuje ogromne obszary w Ameryce Południowej i zamienia je w rezerwaty przyrody, promuje rolnictwo ekologiczne.…Od dwudziestu lat mieszka wraz żoną w drewnianym domu, w dziewiczym miejscu w samym środku Patagonii.

Amerykański multimilioner, właściciel firm odzieżowych Esprit i North Face, Douglas Tompkins zaniepokojony wpływem przemysłu odzieżowego na środowisko, przeżywa stopniową przemianę wewnętrzną i  staje się gorącym zwolennikiem głębokiej ekologii, po czym sprzedaje udziały w swoich firmach i poświęca się całkowicie ratowaniu Matki Ziemi. Kupuje ogromne obszary w Ameryce Południowej i zamienia je w rezerwaty przyrody, promuje rolnictwo ekologiczne.…Od dwudziestu lat mieszka wraz żoną w drewnianym domu, w dziewiczym miejscu w samym środku Patagonii.

Douglas Tompkins z żoną Kristine

Fascynujący reportaż Petera Burghardta z Suddeutsche Zeitung, o wybitnym ekologu i aktywiście ekologicznym, założycielu Foundation for Deep Ecology (Fundacji na rzecz Głębokiej Ekologii) i The Conservation Land Trust, Douglasie Tompkinsie na stronie biznes.onet.pl. Polecam!

Zobacz także:  Joe Romm: 10 najważniejszych nowych odkryć nauki o klimacie w 2010 roku

NIE dla energii jądrowej: Laureaci Pokojowej Nagrody Nobla do światowych przywódców

W przededniu 25-tej rocznicy katastrofy nuklearnej w Czarnobylu — sześć tygodni po niszczycielskiej katastrofie nuklearnej w Japonii — dziesięciu Laureatów Pokojowej Nagrody Nobla apeluje do światowych przywódców o poczynienie inwestycji w bezpieczniejsze źródła energii odnawialnej.

Sześć kobiet z Peace Laureates of the Nobel Women’s Initiative, Jego Świątobliwość Dalajlama, Arcybiskup Desmond Tutu, Adolfo Perez Esquivel i Jose Ramos Horta wysłali list otwarty do 31 szefów rządów państw, które obecnie inwestują w energetykę jądrową lub rozważają zainicjowanie projektów jądrowych.

W liście czytamy: . “Nadszedł czas, by uświadomić sobie, że energia jądrowa nie jest czysta, bezpieczna ani tania. (.…) Jesteśmy przekonani, że jeśli świat wycofa się z użycia energii jądrowej, przyszłe pokolenia ludzi na całej Ziemi — w tym mieszkańcy Japonii, którzy już wycierpieli tak wiele — będą żyły w świecie spokojniejszym i bardziej bezpiecznym.”

Całość listu otwartego znajduje się poniżej.

W przededniu 25-tej rocznicy katastrofy nuklearnej w Czarnobylu - sześć tygodni po niszczycielskiej katastrofie nuklearnej w Japonii — dziesięciu Laureatów Pokojowej Nagrody Nobla apeluje do światowych przywódców o poczynienie inwestycji w bezpieczniejsze źródła energii odnawialnej.

Sześć kobiet z Peace Laureates of the Nobel Women’s Initiative, Jego Świątobliwość Dalajlama, Arcybiskup Desmond Tutu, Adolfo Perez Esquivel i Jose Ramos Horta wysłali list otwarty  do 31 szefów rządów państw, które obecnie inwestują w energetykę jądrową lub rozważają zainicjowanie projektów jądrowych.

W liście czytamy: “Nadszedł czas, by uświadomić sobie, że energia jądrowa nie jest czysta, bezpieczna ani tania. (.…) Jesteśmy przekonani, że jeśli świat wycofa się z użycia energii jądrowej, przyszłe pokolenia ludzi na całej Ziemi — w tym mieszkańcy Japonii, którzy już wycierpieli tak wiele — będą żyły w świecie spokojniejszym i bardziej bezpiecznym.”

Na świecie działa w tej chwili ponad 400 elektrowni jądrowych —  wiele z nich w miejscach o wysokim ryzyku wystąpienia naturalnych klęsk żywiołowych lub wstrząsów politycznych.  Dostarczają one mniej niż 7% całkowitego światowego zaopatrzenia w energię. Będąc światowymi przywódcami, możecie pracować wspólnie , aby zastąpić tę niewielką ilość energii, energią z innych łatwo dostępnych, całkowicie bezpiecznych i tanich  źródeł,  i poprowadzić nas ku przyszłości wolnej od węgla i paliwa nuklearnego.

 

LIST OTWARTY

26 kwietnia 2011

Do: Światowi Przywódcy

Od: Laureaci Pokojowej Nagrody Nobla

Wybierzcie Energię Odnawialną Zamiast Jądrowej: Laureaci Pokojowej Nagrody Nobla do Światowych Przywódców

W dwudziestą piątą rocznicę katastrofy nuklearnej w Czarnobylu —  i ponad dwa miesiące po potężnym trzęsieniu ziemi i tsunami, które spustoszyło Japonię —  my, niżej podpisani Laureaci Pokojowej Nagrody Nobla prosimy Was, o poczynienie inwestycji w bezpieczniejszą i bardziej pokojową przyszłość, poprzez rozwój odnawialnych źródeł  energii. Nadszedł czas, by uświadomić sobie, że energia jądrowa nie jest czysta, bezpieczna ani tania. Jesteśmy głęboko poruszeni faktem, że życie ludzi w Japonii jest zagrożone na skutek promieniowania radioaktywnego w powietrzu, wodzie i żywności, w wyniku awarii elektrowni jądrowej Fukushima. Jesteśmy przekonani, że jeśli świat wycofa się z użycia energii jądrowej, przyszłe pokolenia ludzi na całej Ziemi — w tym mieszkańcy Japonii, którzy już wycierpieli tak wiele — będą żyły w świecie spokojniejszym i bardziej bezpiecznym.

Dwadzieścia pięć lat po Czarnobylu, niektórzy ludzie twierdzą, że sytuacja się poprawia. Nie zgadzam się z tym,” —  powiedział Mykola Isajew, który pracował przy usuwaniu szkód na miejscu katastrofy. “Nasze dzieci chorują, ponieważ jedzą skażoną żywność a nasza gospodarka jest nadal zniszczona.” Isajew powiedział, że myśli często o ludziach pracujących na miejscu katastrofy w Japonii. Podobnie jak on, oni również prawdopodobnie nie poddawali w wątpliwość bezpieczeństwa energii jądrowej.

Zastanówcie się nad słowami właściciela sklepu w Kessenuma,  jednym  z miast najbardziej dotkniętych tsunami na północnowschodnim wybrzeżu: “To promieniowanie jest w najwyższym stopniu przerażające. To gorsze od tsunami. Tsunami można zobaczyć.  Natomiast to jest niewidzialne.”

Smutna prawda jest taka — podobny kryzys może zdarzyć się znowu w innych krajach, tak jak miało to miejsce w Czarnobylu na Ukrainie w byłym ZSRR (1986), Three Mile Ireland w USA (1979) i Windscale/Sellfield w Wielkiej Brytanii  (1957). Wypadki nuklearne mogą być i są rezultatem naturalnych klęsk żywiołowych —  takich jak trzęsienia ziemi i tsunami — jak również ludzkich błędów i zaniedbań. Ludzie na całym świecie obawiają się również ataków terrorystycznych na elektrownie jądrowe, które są przecież możliwe.

Obawy związane z promieniowaniem nie dotyczą jedynie wypadków nuklearnych. Każde ogniwo w łańcuchu procesu wykorzystania paliwa jądrowego, zaczynając od wiercenia w poszukiwaniu uranu,  jest źródłem promieniowania,  które następnie trwa przez całe pokolenia, ponieważ zawierające pluton odpady nuklearne pozostaną toksyczne przez tysiące lat. Pomimo prowadzonych od lat badań, krajom realizującym programy wytwarzania energii jądrowej, takim jak USA, nie udało się opracować technologii bezpiecznego składowania “zużytego” paliwa nuklearnego. W tym samym czasie, każdego dnia takiego paliwa przybywa.

Zwolennicy energii jądrowej powinni zdać sobie sprawę z faktu, że programy jej wytwarzania dostarczają składników mogących posłużyć do budowy broni nuklearnej.  W istocie, z tym wiążą się obawy dotyczące irańskiego programu jądrowego. Te ogromne zagrożenia związane z rozwojem energetyki atomowej, nie znikną tylko dlatego, że przemysł nuklearny woli je bagatelizować lub ignorować.

Należy również zmierzyć się z twardą prawdą dotyczącą ekonomicznego aspektu energetyki nuklearnej. Nie jest ona w stanie  konkurować na wolnym rynku z innymi źródłami energii. Jest opcją niebotycznie drogą, finansowaną zasadniczo przez podatników. Przemysł jądrowy otrzymał i nadal otrzymuje ogromne dotacje rządowe —  pieniądze podatników — szczególnie na koszty ubezpieczenia i zabezpieczeń.  Te publiczne pieniądze można bardziej odpowiedzialnie zainwestować w nowe źródła energii.

Na świecie działa w tej chwili ponad 400 elektrowni jądrowych —  wiele z nich w miejscach o wysokim ryzyku wystąpienia naturalnych klęsk żywiołowych lub wstrząsów politycznych.  Dostarczają one mniej niż 7% całkowitego światowego zaopatrzenia w energię. Będąc światowymi przywódcami, możecie pracować wspólnie, aby zastąpić tę niewielką ilość energii, energią z innych, łatwo dostępnych, całkowicie bezpiecznych oraz tanich  źródeł  i poprowadzić nas ku przyszłości wolnej od węgla i paliwa nuklearnego.

Nie jesteśmy w stanie powstrzymać naturalnych klęski żywiołowych, takich jak ta, która zdarzyła się w Japonii, lecz możemy wspólnie dokonać lepszych wyborów w kwestii źródeł z których czerpiemy energię. Możemy wycofać stopniowo paliwa kopalne oraz  energię jądrową i zainwestować w rewolucję czystej energii. Ona już jest w toku. Globalnie w ciągu ostatnich pięciu lat więcej nowej energii pozyskuje się z elektrowni wiatrowych i słonecznych niż z nuklearnych. Wpływy z energii słonecznej, wiatrowej i innych źródeł odnawialnych osiągnęły w 2010 roku 35% całkowitych dochodów światowego przemysłu energetycznego. Inwestowanie w tego rodzaju odnawialne źródła energii zaowocuje również stworzeniem nowych miejsc pracy.

Odnawialne źródła energii są jednym z najważniejszych czynników mogących doprowadzić nas do pokojowej przyszłości. Z tego właśnie powodu wielu ludzi na całym świecie — szczególnie młodych ludzi — nie czeka na działania rządów, lecz  sama dokonuje zmian i już zmierza w tym kierunku.  Opowiedzenie się za niskowęglową i wolną od paliw nuklearnych przyszłością, umożliwi państwom współpracę z rosnącym w siłę i coraz bardziej wpływowym światowym ruchem społecznym, którego członkowie nie zgadzają się na rozpowszechnianie broni i energii jądrowej oraz popierają rozwój odnawialnych źródeł energii, a także przyczyni się do jego wzmocnienia. Prosimy was — przyłączcie się do nich, aby ochronić życie i umożliwić przetrwanie nie tylko  przyszłych generacji rodzaju ludzkiego, lecz także całej naszej planety.

z poważaniem,

Betty Williams, Irlandia (1976)
Mairead Maguire, Irlandia (1976)
Rigoberta Menchu Tum, Gwatemala (1992)
Jody Williams, USA (1997)
Shirin Ebadi, Iran (2003)
Wangari Maathai, Kenia (2004)
Arcybiskup Desmond Tutu, South Africa (1984)
Adolfo Perez Esquivel, Argentyna (1980)
President Jose Ramos Horta, Wschodni  Timor (1996)
Jego Świątobliwość Dalajlama (1989)

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.nobelwomensinitiative.org

zobacz także:

Amory Lovins: Lekcja z Fukushimy

ATOM STOP! — Zielone Wiadomości

Inicjatywa AntyNuklearna

poznajatom.org —  strona poświęcona energii jądrowej, w tym  szczególnie programowi nuklearnemu polskiego rządu

mapa strony

strona główna

Raport “Pracując dla klimatu” — Setki tysięcy zielonych miejsc pracy w Polsce (Greenpeace Polska)

Nawet 350 tys. nowych miejsc pracy może powstać w Polsce w sektorze energetyki odnawialnej do roku 2020. To niemalże dwukrotnie więcej niż wynosi obecne zatrudnienie w sektorach górnictwa i wydobycia[1]. Aby tak się stało konieczne jest stworzenie stabilnego i efektywnego systemu wsparcia dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Takie konkluzje można znaleźć w opublikowanym dziś raporcie “Pracując dla KLIMATU”, który został przygotowany na zlecenie Greenpeace Polska przez firmę Primum[2]

Nawet 350 tys. nowych miejsc pracy może powstać w Polsce w sektorze energetyki odnawialnej do roku 2020. To niemalże dwukrotnie więcej niż wynosi obecne zatrudnienie w sektorach górnictwa i wydobycia[1]. Aby tak się stało konieczne jest stworzenie stabilnego i efektywnego systemu wsparcia dla rozwoju odnawialnych źródeł energii. Takie konkluzje można znaleźć w opublikowanym dziś raporcie “Pracując dla KLIMATU”, który został przygotowany na zlecenie Greenpeace Polska przez firmę Primum[2]

Inwestycje w zieloną energię mogą stworzyć w Polsce ponad 350 tys. nowych miejsc pracy do roku 2020. To prawie dwa razy tyle ile wynosi obecne zatrudnienie w sektorach górnictwa i wydobycia” — mówi Julia Michalak, koordynator kampanii Klimat Energia w Greenpeace.

Wyniki przeprowadzonych analiz pokazują, że inwestycje w energetykę odnawialną to nie tylko konieczność podyktowana obowiązkiem ochrony klimatu, czy recepta na modernizację polskiego systemu energetycznego — wzrost inwestycji w zieloną energię leży także w interesie Polaków, którzy już dziś znajdują miejsca pracy w zakładach produkujących panele słoneczne czy wieże wiatrowe.

źródło: www.greenpeace.org

więcej i raport w pdf do pobrania: www.greenpeace.org

zobacz także:

Profesor Tim Jackson,  Brytyjska Komisja Zrównoważonego Rozwoju: Dobrobyt bez wzrostu

Profesor Tim Jackson, Brytyjska Komisja Zrównoważonego Rozwoju: Dobrobyt bez wzrostu

Korzyści ze wzrostu gospodarczego rozdzielone zostały, w najlepszym przypadku, nierówno. Jedna piąta światowej populacji zarabia zaledwie 2% światowego dochodu. W ciągu ostatnich 20 lat nierówności w krajach należących do OECD pogłębiły się. I podczas gdy bogaci stali się jeszcze bogatsi, realne dochody klasy średniej w krajach zachodnich pozostawały na tym samym poziomie na długo przed nadejściem recesji. Zamiast podnieść poziom życia tych, którzy najbardziej tego potrzebują, wzrost doprowadził do zubożenia dużej części światowej populacji. Bogactwo przepłynęło do niewielkiej grupy uprzywilejowanych szczęśliwców. Sprawiedliwość (lub raczej jej brak) jest tylko jednym z wielu powodów stawiających pod znakiem zapytania konwencjonalny sposób na osiąganie dobrobytu. Gdy rozrasta się gospodarka, zwiększa się zużycie zasobów naturalnych. Już dziś spowodowało to naruszenie równowagi ekologicznej. W ostatniej ćwierci poprzedniego stulecia światowa gospodarka powiększyła się dwukrotnie i jednocześnie szacuje się, ze 60% ziemskich ekosystemów uległo degradacji. Od roku 1990 (rok bazowy Protokołu w Kioto) światowa emisja dwutlenku węgla wzrosła o 40%.

Przejście do gospodarki zrównoważonej

Korzyści ze wzrostu gospodarczego rozdzielone zostały, w najlepszym przypadku, nierówno. Jedna piąta światowej populacji zarabia zaledwie 2% światowego dochodu. W ciągu ostatnich 20 lat nierówności w krajach należących do OECD pogłębiły się. I podczas gdy bogaci stali się jeszcze bogatsi, realne dochody klasy średniej w krajach zachodnich pozostawały na tym samym poziomie na długo przed nadejściem recesji. Zamiast podnieść poziom życia tych, którzy najbardziej tego potrzebują, wzrost doprowadził do zubożenia dużej części światowej populacji. Bogactwo przepłynęło do niewielkiej grupy uprzywilejowanych szczęśliwców. Sprawiedliwość (lub raczej jej brak) jest tylko jednym z wielu powodów stawiających pod znakiem zapytania konwencjonalny sposób na osiąganie dobrobytu. Gdy rozrasta się gospodarka, zwiększa się zużycie zasobów naturalnych. Już dziś spowodowało to naruszenie równowagi ekologicznej. W ostatniej ćwierci poprzedniego stulecia światowa gospodarka powiększyła się dwukrotnie i jednocześnie szacuje się, ze 60% ziemskich ekosystemów uległo degradacji. Od roku 1990 (rok bazowy Protokołu w Kioto) światowa emisja dwutlenku węgla wzrosła o 40%.

Jeszcze przed końcem obecnej dekady mogą wystąpić znaczące niedobory najważniejszych surowców, takich jak ropa naftowa. Świat, w którym wszystko dzieje się tak, jak zwykle, już w tej chwili jest trudny do wyobrażenia. A co ze światem, w którym 9 miliardów ludzi dąży do osiągnięcia poziomu życia takiego, jak w krajach OECD?  Aby było to możliwe gospodarka światowa musiałaby stać się piętnastokrotnie większa od obecnej do roku 2050, a czterdziestokrotnie większa do końca stulecia. Jak wygląda taka gospodarka? Z jakich surowców korzysta? Czy jest to wiarygodna wizja wspólnego, długotrwałego dobrobytu? Są to niektóre z pytań, które zainspirowały mnie do napisania tego raportu. Należą one do długiej tradycji poważnej refleksji nad naturą rozwoju, ale jednocześnie odzwierciedlają realne problemy wymagające natychmiastowego rozwiązania. Zmiany klimatu, bezpieczeństwo paliwowe, gwałtowne zmniejszanie się zróżnicowania biologicznego i powszechne nierówności stały się w ciągu ostatniej dekady głównymi tematami polityki międzynarodowej. Rozwiązania tych kwestii nie można już dłużej przerzucać na następne pokolenie, ani odkładać do okresu po następnych wyborach. Domagają się naszej uwagi już teraz.

Niniejszy raport ma na celu zbadanie zależności pomiędzy dobrobytem a wzrostem gospodarczym. Uznaje on pilną potrzebę rozwoju gospodarczego narodów biedniejszych. Lecz jednocześnie poddaje pod wątpliwość stawianie ciągłego wzrostu dochodów, jako właściwego celu polityki krajów już bogatych, w świecie ograniczonym limitami ekologicznymi. Jego celem jest nie tylko analiza dynamiki ujawniającego się kryzysu ekologicznego, który prawdopodobnie przyćmi obecny kryzys gospodarczy, ale również przedstawienie spójnych propozycji politycznych, które mogą ułatwić przejście do gospodarki zrównoważonej. Krótko mówiąc, raport ten kwestionuje założenie ciągłego wzrostu gospodarczego w krajach bogatych i stawia pytanie: czy jest możliwe osiągnięcie dobrobytu bez wzrostu?

Epoka braku odpowiedzialności

Powyższe pytanie stało się bardziej wyraziste na skutek recesji. Kryzys bankowy z roku 2008 doprowadził świat na skraj katastrofy finansowej i zatrząsł podstawami dominującego modelu gospodarczego. Spowodował przedefiniowanie granic pomiędzy rynkiem a państwem i zmusił nas do konfrontacji z naszą niezdolnością do zachowania równowagi finansowej — a tym bardziej ekologicznej — światowej gospodarki. Może się wydawać, że nie jest to właściwy moment na kwestionowanie znaczenia wzrostu gospodarczego. To nieprawda. Wręcz przeciwnie, kryzys ten sprzyja zaangażowaniu w poważną refleksję. Stwarza okazję na zajęcie się problemami zarówno równowagi finansowej, jak i ekologicznej, potraktowanymi wspólnie. I jak dowodzi ten raport, oba te zagadnienia są ze sobą ściśle powiązane.

Obecne zamieszanie nie jest rezultatem pojedynczego nadużycia, czy też zwykłego braku czujności. Rynek nie został zniszczony przez nieuczciwe jednostki, lub na skutek przymykania oczu na ich machinacje ze strony instytucji nadzorujących. Przyczyną kłopotów był sam wzrost gospodarczy. Imperatyw ciągłego wzrostu ukształtował strukturę współczesnej gospodarki. Stoi on za wolnościami przyznanymi sektorowi finansowemu. Jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny za poluzowanie przepisów i obfitość niestabilnych instrumentów finansowych pochodnych. Ryzyko ciągłej ekspansji kredytów zostało podjęte rozmyślnie, jako podstawowy instrument stymulacji wzrostu konsumpcji. Model ten był zawsze niestabilny pod względem ekologicznym. Teraz mogliśmy przekonać się, że jest również niestabilny gospodarczo. Epoka braku odpowiedzialności nie oznacza zwykłego niedopatrzenia lub chciwości jednostek. Mieliśmy do czynienia z nieodpowiedzialnością planową, powszechnie usankcjonowaną, mającą na względzie jeden jasny cel: kontynuację i ochronę wzrostu gospodarczego. Porażka tej strategii okazała się katastrofą pod każdym względem. Zwłaszcza ze względu na wpływ, jaki wywiera na cały świat, a szczególnie na uboższe społeczności. Jednakże pomysł, że wzrost gospodarczy może wyprowadzić nas z kryzysu, jest również bardzo problematyczny. Reakcje mające na celu przywrócenie status quo, nawet jeśli okażą się skuteczne na krótką metę, z pewnością doprowadzą nas wkrótce z powrotem do stanu finansowego i ekologicznego braku równowagi.

Nowa definicja dobrobytu

Właściwszą reakcją jest zakwestionowanie podstawowej wizji dobrobytu opartego na ciągłym wzroście. I poszukiwanie wizji alternatywnych, —  w których ludzkość mogłaby nadal rozkwitać, lecz jej niszczący wpływ na środowisko zostałby ograniczony. Mamy do dyspozycji bardzo obszerną literaturę na temat ludzkiego dobrobytu i możemy korzystać z obfitości zawartych w niej cennych spostrzeżeń. Dobrobyt ma bez wątpienia wymiary materialne. Jest czymś nieprzyzwoitym mówienie, że sprawy mają się dobrze, jeśli brakuje pożywienia i dachu nad głową (a jest tak w przypadku miliardów ludzi w krajach rozwijających się.) Lecz jest również oczywiste, że zrównywanie ilości z jakością, więcej z lepiej, jest całkowicie błędne. Jeśli nie miałeś pożywienia od miesięcy i żniwa znowu się nie udały, jakiekolwiek jedzenie jest błogosławieństwem. Ale jeśli zamrażarka w amerykańskim stylu jest już wypchana po brzegi przytłaczającą różnorodnością produktów spożywczych, nawet niewielka ilość więcej może być postrzegana, jako brzemię, szczególnie, jeśli kusi cię, żeby to zjeść.

Innym odkryciem jest to, ze dobrobyt wymaga nie tylko zaspokojenia potrzeb materialnych. Ma on niezwykle ważne wymiary społeczne i psychologiczne. Powodzenie polega w dużej mierze na zdolności do dawania i otrzymywania miłości, odczuwaniu szacunku ze strony innych członków społeczeństwa, poczuciu użyteczności wykonywanej pracy oraz przynależności i zaufania do społeczności. W skrócie, ważnym składnikiem dobrobytu jest zdolność do pełnego znaczenia uczestnictwa w życiu społecznym.

Taki pogląd na dobrobyt jest bardzo podobny do wizji rozwoju, jako “potencjału do rozkwitu” (capabilities for flourishing) Amartya Sen. Lecz wizja ta powinna być interpretowana ostrożnie: nie, jako zespół oderwanych wolności, lecz gama “powiązanych zdolności” do dobrego życia — w pewnych jasno zdefiniowanych granicach.

Sprawiedliwego i długotrwałego dobrobytu nie można oddzielić od warunków materialnych. Możliwości są z jednej strony ograniczone przez wielkość światowej populacji, a z drugiej przez skończoność środowiska naturalnego naszej planety. Ignorowanie tych naturalnych ograniczeń oznacza skazanie naszych potomków —  i innych istot —  na życie na zubożałej planecie. Natomiast perspektywa, że ludzkość mogłaby rozkwitać i jednocześnie mniej konsumować, jest intrygująca. Byłoby głupotą myślenie, że łatwo to osiągnąć. Lecz nie powinniśmy łatwo się poddawać. Stwarza to największą z możliwych szansę na trwały dobrobyt.

Dylemat wzrostu

Posiadanie takiej wizji nie oznacza pewności, że dobrobyt bez wzrostu jest możliwy. Chociaż ciągły wzrost gospodarczy jest formalnie czymś innym od wzrastającego dobrobytu, pozostaje możliwość, że stanowi on niezbędny warunek jego trwałości. A także, że bez wzrostu nasza zdolność do rozwoju znacznie się zmniejsza. Istnieją trzy powiązane twierdzenia broniące wzrostu gospodarczego. Pierwsze mówi o tym, że obfitość dóbr materialnych jest (mimo wszystko) konieczna dla rozkwitu. Drugie podkreśla ścisłe powiązanie wzrostu gospodarczego z pewnymi podstawowymi “prawami” —  do ochrony zdrowia lub, być może, edukacji, —  bez których dobrobyt nie jest możliwy. Trzecie dotyczy roli wzrostu w utrzymywaniu społecznej i gospodarczej stabilności. Istnieją dowody przemawiające za każdym z tych twierdzeń. Dobra materialne odgrywają w naszym życiu ważną rolę symboliczną, pozwalając nam na uczestnictwo w życiu społecznym. Można zaobserwować pewną zależność statystyczną pomiędzy wzrostem gospodarczym a najważniejszymi wskaźnikami ludzkiego rozwoju. A także odpornością gospodarki — zdolnością do ochrony miejsc pracy i środków do życia oraz uniknięcia załamania w obliczu zewnętrznych perturbacji.

Wzrost był (do teraz) standardowym mechanizmem zapobiegającym załamaniu. W szczególności, gospodarki rynkowe przywiązywały ogromną wagę do wydajności pracy. Ciągłe doskonalenie technologii oznacza, że można wyprodukować więcej, mniejszym nakładem pracy. Lecz co niezwykle istotne, oznacza to także, że z roku na rok potrzeba coraz mniej ludzi do wyprodukowania tych samych dóbr. Tak długo jak gospodarka powiększa się wystarczająco szybko, by skompensować wzrost wydajności pracy, nie stanowi to problemu. Lecz jeśli gospodarka nie wzrasta, zaczyna się  presja na ograniczenie zatrudnienia. Ludzie tracą pracę.

Przy mniejszej ilości pieniędzy w gospodarce, spada produkcja, następuje ograniczenie wydatków publicznych i zmniejsza się zdolność do obsługi długu państwowego. Pojawia się widmo spirali recesji. W ramach tego systemu, wzrost gospodarczy jest niezbędny tylko po to, aby zapobiec załamaniu. Konkluzja ta prowadzi do niewygodnego i głęboko zakorzenionego dylematu: wzrost może być niezrównoważony, ale jego cofnięcie (de-growth) zdaje się oznaczać utratę stabilności.  Można więc dojść do wniosku, że osiągnięcie trwałego dobrobytu jest niemożliwe. Lecz ignorowanie konsekwencji nie sprawi, że one się nie pojawią. Zaniechanie poważnego potraktowania dylematu wzrostu, jest być może największym zagrożeniem dla równowagi [ekologicznej i gospodarczej], w obliczu jakiego stoimy.

Żelazna klatka” konsumpcjonizmu

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, założenie, że zapewnienie wystarczających zasobów i znaczące zmniejszenie emisji gazów cieplarniach, możliwe jest bez konfrontacji z naturą i strukturą gospodarek rynkowych, oznacza bujanie w obłokach. Można wyróżnić dwa współzależne elementy współczesnego życia gospodarczego, które wspólnie napędzają dynamikę wzrostu: produkcję i konsumpcję nowości. Chęć zysku stymuluje producentów do ciągłego poszukiwania nowych, lepszych, bądź tańszych produktów i usług. Zdaniem ekonomisty Josepha Schumpetera, to właśnie ten proces “kreatywnego niszczenia”, napędza ciągły wzrost gospodarczy.

Dla poszczególnych firm zdolność do adaptacji i wprowadzania innowacji —  projektowania, wytwarzania i marketingu produktów nie tylko tańszych, lecz również nowszych i bardziej ekscytujących —  ma znaczenie podstawowe. Firmy, którym się to nie udaje, ryzykują bankructwem. Lecz ciągła produkcja nowości miałaby dla firm niewielką wartość, gdyby nie było rynku dla ich konsumpcji w gospodarstwach domowych. Rozpoznanie istnienia i zrozumienie natury tego zapotrzebowania jest sprawą o znaczeniu zasadniczym. Jest ono ściśle powiązane z symboliczną rolą, jaką dobra materialne odgrywają w naszym życiu. “Język dóbr” pozwala nam na wzajemną komunikację —  w najbardziej oczywisty sposób w kontekście statusu społecznego, lecz także tożsamości, przynależności społecznej, a nawet —  na przykład poprzez dawanie i otrzymywanie prezentów —  wyrażania uczuć do siebie nawzajem. Z wielu różnych przyczyn nowość dóbr ma tutaj znaczenie centralne. W szczególności, niosła ona zawsze ze sobą ważną informację na temat statusu. Pozwala  nam także na realizowanie aspiracji dotyczących nas samych i naszych rodzin, jak również naszych marzeń o dobrym życiu.

Być może najważniejszym punktem jest tutaj niemal doskonałe dopasowanie pomiędzy ciągłą produkcją nowości przez firmy a ich nieustanną konsumpcją w gospodarstwach domowych. Niedające się ugasić pragnienie konsumenta stanowi doskonałe dopełnienie niemających końca innowacji ze strony przedsiębiorców. Te dwa samowzmacniające się procesy są razem dokładnie tym, czego potrzeba do dalszego nakręcania wzrostu. Pomimo tego dostosowania, a może z na jego skutek, bezustanna pogoń za nowościami wywołuje niepokój, który jest w stanie osłabić pomyślność społeczeństwa. Jednostki znajdują na łasce porównań społecznych. Przedsiębiorstwa muszą wprowadzać innowacje lub zginąć. Materialistyczny konsumpcjonizm powoduje wypaczenia instytucji. Samo przetrwanie gospodarki zależy od wzrostu konsumpcji.

Żelazna klatka”  konsumpcjonizmu jest systemem, w którym nikt nie jest wolny. Jest to pełen trosk i niepokoju, patologiczny system. Lecz na jednym poziomie to działa. System ten pozostaje zdolny do życia gospodarczego, dopóki zapewniona jest płynność i konsumpcja wzrasta. Jeśli któreś z nich gaśnie, załamuje się.

Keynesianizm i Nowy Zielony Ład

Polityczne odpowiedzi na kryzys gospodarczy są w zasadzie jednogłośne —  uzdrowienie oznacza pobudzenie wydatków konsumentów w celu ponownego uruchomienia wzrostu gospodarczego. Różnice poglądów ograniczają się głównie do tego, w jaki sposób powinno to zostać osiągnięte. Dominująca (wywodząca się z Keynesianizmu) odpowiedź mówi o zwiększeniu wydatków publicznych i zastosowaniu obniżek podatków, aby pobudzić popyt ze strony konsumentów. Należy podkreślić pojawiający się międzynarodowy konsensus dotyczący jednej prostej idei. Uzdrowienie gospodarki wymaga inwestycji. Staranne nakierowanie tych inwestycji na bezpieczeństwo energetyczne, infrastrukturę o niskiej emisji gazów cieplarnianych i ochronę środowiska, przynosi wielorakie korzyści. Te korzyści to między innymi:

*uwolnienie środków na wydatki gospodarstw domowych i inwestycje produkcyjne poprzez redukcję kosztów energii i surowców

*ograniczenie naszej zależności od importu i narażenia na problemy z dostawą energii w wyniku różnego rodzaju trudnych do przewidzenia zdarzeń i procesów geopolitycznych

*zapewnienie bardzo potrzebnego czynnika pobudzającego zwiększenie zatrudnienia w poszerzającym się sektorze “przemysłów ekologicznych”

*postęp w realizacji napiętego planu globalnej redukcji emisji gazów cieplarnianych

*ochronę cennych zasobów ekologicznych i poprawę jakości środowiska życia dla następnych pokoleń.

W skrócie, “bodziec ekologiczny” jest wyjątkowo sensowną odpowiedzią na kryzys gospodarczy. Na krótką metę zapewnia uzdrowienie rynku pracy i gospodarki, w trochę dłuższym okresie czasu bezpieczeństwo energetyczne i  innowacje technologiczne, a długoterminowo zrównoważoną przyszłość dla naszych dzieci. Niemniej jednak, domyślnym założeniem nawet “najbardziej zielonej” wersji tej strategii jest powrót gospodarki do stanu ciągłego wzrostu konsumpcji. Ponieważ stan ten jest z natury swojej niezrównoważony, trudno jest uniknąć konkluzji, że na dłuższą metę, potrzeba czegoś więcej. Dla naszego ograniczonego warunkami ekologicznymi świata niezbędny jest inny rodzaj struktury makro- gospodarczej.

Powyższy tekst jest fragmentem pełnego raportu, który dostępny jest tutaj.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.ecobuddhism.org

Zobacz także:

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko

mapa strony

strona główna