GMO: Koniec rolnictwa jakie znamy — ostrzeżenie z USA

- Europejskie rolnictwo oraz jakość żywności produkowanej na Starym Kontynencie mocno ucierpią na ewentualnym wprowadzeniu do upraw na terenie Unii Europejskiej nowych odmian roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) — z takim ostrzeżeniem przyjechali do Europy przedstawiciele środowisk rolniczych z USA oraz były doradca białego domu ds. rolnictwa, dr Charles Benbrook.

Informacja prasowa —  2012-10-22

- Europejskie rolnictwo oraz jakość żywności produkowanej na Starym Kontynencie mocno ucierpią na ewentualnym wprowadzeniu do upraw na terenie Unii Europejskiej nowych odmian roślin modyfikowanych genetycznie (GMO) —  z takim ostrzeżeniem przyjechali do Europy przedstawiciele środowisk rolniczych z USA oraz były doradca białego domu ds. rolnictwa, dr Charles Benbrook.                                                                                                      
Zwiększenie użycia chemicznych środków ochrony roślin, uzależnienie rolników od korporacji sprzedających nasiona oraz wzrost ich ceny —  to główne wnioski z nowego raportu, który zostanie zaprezentowany podczas spotkań w dziesięciu europejskich miastach. Raport “Zmodyfikowane genetycznie uprawy odporne na opryski chemiczne —  prognoza dla Europy”, został przygotowany na zlecenie Greenpeace przez dr. Charlesa Benbrooka.

PRZECZYTAJ RAPORTwersja angielskaomówienie w jęz. polskim

Jest to pierwsza tego typu prognoza dla Europy, w której jasno pokazano, co się stanie, jeśli Komisja Europejska dopuści do upraw w UE rośliny modyfikowane genetycznie odporne na działanie herbicydów (GMHT). Obecnie trwa proces autoryzacji 19 takich roślin, które mogą znaleźć się na europejskich polach już w 2013 r.

Raport oparty jest na amerykańskich doświadczeniach z uprawą roślin GMHT. Prognoza wskazuje, że po dopuszczeniu ich do upraw w UE, zużycie najpopularniejszego obecnie herbicydu —   glifosatu wzrośnie nawet 15-to krotnie w latach 2012 —  2025 w przypadku kukurydzy, soi i buraka cukrowego (to głównie odmiany tych roślin, które czekają w kolejce do autoryzacji). W przypadku kukurydzy, która jest w tej chwili najczęściej uprawianą rośliną w Europie, wzrost zużycia glifosatu może sięgnąć nawet 1000%.

- Farmerzy amerykańscy zostali przyparci do muru. Próbują wyrwać się z tej sytuacji. Uzależnienie od odmian GMO odpornych na opryski chemiczne spowodowało gwałtowne rozprzestrzenianie się w Stanach Zjednoczonych ponad dwudziestu chwastów odpornych na działanie glifosatu, co doprowadziło do wzrostu kosztów produkcji rolnej, a także spowodowało konieczność stosowania większej ilości bardziej toksycznych herbicydów, żeby zapobiec groźbie utraty jakichkolwiek zysków” —  mówi dr Charles Benbrook.

Masowe stosowanie herbicydów doprowadza do wyjałowienia gleby, zatrucia wód gruntowych, zaniku bioróżnorodności. Istnieje także coraz więcej przesłanek wskazujących na przenikanie herbicydów ze spożywanych roślin do ludzkiego organizmu. Niemieccy naukowcy znaleźli ich ślady w krwi badanych osób, a badania kanadyjskie wykazały ich obecność w krwi pępowinowej ciężarnych kobiet.

Przejście na uprawy GMO wiąże się także z rosnącymi (szybciej niż w przypadku nasion tradycyjnych) cenami zakupu nasion i co za tym idzie malejącymi zyskami ze sprzedaży produktów rolnych. W ciągu 25 lat, tj. w latach 1975–2000, cena nasion soi w USA wzrosła o około 63%. W latach 2000 —  2012, kiedy to już ok. 80% amerykańskiej soi były to rośliny modyfikowane genetycznie, ceny nasion wzrosły o kolejne 211%.

Wraz z dr. Benbrookiem do Europy przyjechała dwójka amerykańskich działaczy rolniczych —  Wes Shoemyer i Wendel Lutz. Są oni jednymi z bohaterów filmu “Growing Doubt” (“Rosnąca Wątpliwość”), który jest zapisem negatywnych doświadczeń z GMO rolników amerykańskich i argentyńskich. Film będzie prezentowany podczas trasy.

ZOBACZ FILMGROWING DOUBT

- Jak do tej pory Europa twardo broniła się przed GMO. Ciągle ma jeszcze szansę na zachowanie niezależności swojego rolnictwa. Rolnicy muszą się obudzić i sprzeciwić dopuszczeniu GMO do upraw, póki jest jeszcze taka możliwość. Muszą pomyśleć o konsekwencjach. Koncern Monsanto posiada licencję na około 90% upraw GMO na świecie. Jest to firma, która wykupuje centrale nasienne i dąży do monopolizacji rynku. Gdy raz dopuści się taką korporację do rynku, będzie ona maksymalnie windować ceny. Farmerzy nie będą już mieli możliwości powrotu do upraw tradycyjnych, bo w sprzedaży nie będzie już zwykłych nasion i staną się uzależnieni od dostawcy. To stało się u nas —  ostrzega Wes Shoemyer. 

 - Niedawno wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke zapowiedział, że Polska stanie się wolna od GMO i wprowadzone zostaną zakazy upraw kukurydzy MON810 i ziemniaka Amflory, jedynych w tej chwili roślin genetycznie modyfikowanych dopuszczonych do upraw w UE i tym samym pokaże, że los polskich rolników jest dla niego ważniejszy niż interesy międzynarodowych korporacji, a także będzie aktywnie działał na forum unijnym w celu zapobieżenia wprowadzenia do upraw kolejnych odmian GMO —  mówi Joanna Miś, koordynatorka kampanii STOP GMO w polskim Greenpeace.

DO POBRANIA:

Raport: “Zmodyfikowane genetycznie uprawy odporne na opryski chemiczne —  prognoza dla Europy”

podsumowanie po polsku

wersja angielska 

źródło: www.greenpeace.org

Vandana Shiva: Po drugiej stronie “Wzrostu”

Paradygmat ‘wzrostu’ jest obecnie coraz częściej na całym świecie w sposób fundamentalny kwestionowany. W krajach bogatej Północy poszukiwanie innego modelu wynika z rozczarowania i bankructwa gospodarki opartej na wzroście, zarówno ponieważ nie przyniosła ona zadowolenia — prawdziwego zaspokojenia ludzkich potrzeb, jak również dlatego, że właśnie jesteśmy świadkami jej postępującego załamania.

W krajach Południa konieczność wyjścia poza wzrost bierze się z faktu, że pozbawia on zasobów biednych ludzi — ich ziemi, bioróżnorodności i nasion, wody i pożywienia. Wzrost niszczy gospodarki samowystarczalne, które oparte są na zasadzie wystarczającej ilości dóbr, samodzielności i trwałości. Bogaci i posiadający władzę z Południa, którzy stali się jeszcze bogatsi i potężniejsi, domagają się, rzecz jasna, dalszego wzrostu.

Za brutalnym zastąpieniem trwałych społeczności poprzez narzucony wzrost, kryje się zniszczenie środowiska i wywłaszczenie gospodarcze tych grup. Natura i ludzie nie mają już znaczenia, ‘wzrost’ zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Środki stały się celem, a cele ludzkie zostały zapomniane.

Natura i ludzie nie mają już znaczenia, ‘wzrost’ zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Czytaj dalej Vandana Shiva: Po drugiej stronie “Wzrostu”

Puszcza Białowieska: Stanowisko prof. Tomasza Wesołowskiego z Pracowni Biologii Lasu Uniw. Wrocławskiego

W najnowszej “Polityce” 49/11 ukazał się artykuł dra Jana Łukaszewicza z Instytutu Badawczego Leśnictwa “Zapuszczona puszcza”. Autor stawia w tekście dwie tezy: 1) kontynuacja gospodarki leśnej wyrębów jest konieczna dla istnienia Puszczy Białowieskiej, 2) “różnej maści ekolodzy” włączając w to ministrów środowiska przeszkadzają leśnikom w pracy wyrębach, skutkiem czego puszcza ginie. Tezy te podkreśla hasło na okładce numeru: “Białowieża: trzeba ciąć”. Czy rzeczywiście trzeba? Dr Łukaszewicz twierdzi, że działalność człowieka, a dokładnie leśnika jest konieczna dla istnienia lasu, gdy z niej zrezygnować — las ginie. Problem jedynie w tym, że gospodarka leśna w formie takiej jak opisana w artykule pojawiła się nie więcej niż 300 lat temu i jest praktykowana tylko w niektórych rejonach świata, głównie Europa i USA. Jak zatem wytłumaczyć istnienie lasów na tych obszarach Ziemi, na których nikt nie gospodarował, np. w Amazonii. Skąd się wzięła tajga syberyjska? Jak lasy mogły powstać już 385 milionów lat temu i przetrwać na Ziemi po dzień dzisiejszy bez ciągłej troski leśników?

Poniżej fragmenty stanowiska wysłanego do redakcji “Polityki” w związku z artykułem opublikowanym w tygodniku, prezentującym tezę, zapisaną na okładce —  “Białowieża: trzeba ciąć”. Całość ukaże się prawdopodobnie w kolejnym numerze tygodnika.

W najnowszej “Polityce” 49/11 ukazał się artykuł dra Jana Łukaszewicza z Instytutu Badawczego Leśnictwa “Zapuszczona puszcza”. Autor stawia w tekście dwie tezy: 1)  kontynuacja gospodarki leśnej wyrębów jest konieczna dla istnienia Puszczy Białowieskiej, 2) “różnej maści ekolodzy” włączając w to ministrów środowiska przeszkadzają leśnikom w pracy wyrębach, skutkiem czego puszcza ginie. Tezy te podkreśla hasło na okładce numeru: “Białowieża: trzeba ciąć”. Czy rzeczywiście trzeba? Dr Łukaszewicz twierdzi, że działalność człowieka, a dokładnie leśnika jest konieczna dla istnienia lasu, gdy z niej zrezygnować —  las ginie. Problem jedynie w tym, że gospodarka leśna w formie takiej jak opisana w artykule pojawiła się nie więcej niż 300 lat temu i jest praktykowana tylko w niektórych rejonach świata, głównie Europa i USA. Jak zatem wytłumaczyć istnienie lasów na tych obszarach Ziemi, na których nikt nie gospodarował, np. w Amazonii. Skąd się wzięła tajga syberyjska? Jak lasy mogły powstać już 385 milionów lat temu i przetrwać na Ziemi po dzień dzisiejszy bez ciągłej troski leśników?

więcej:  Puszcza Białowieska: Stanowisko prof. Tomasza Wesołowskiego z Pracowni Biologii Lasu Uniw. Wrocławskiego —  puszcza-bialowieska.blogspot.com

Adam Wajrak: Moja prośba do prezydenta (wyborcza.pl)

Do konsultacji w sprawie GMO prezydent zaprosił genetyków i lekarzy. Większość ekspertów, wśród których są wielkie nazwiska polskiej genetyki uspokajała prezydenta. GMO ich zdaniem nie jest groźne dla zdrowia ludzi. Tak też stwierdził prezydent. Tylko, że to część problemu związanego z GMO, bo tych roślin nie będziemy przecież uprawiać w zamkniętych laboratoriach, ale na polach.

Do konsultacji w sprawie GMO prezydent zaprosił genetyków i lekarzy. Większość ekspertów, wśród których są wielkie nazwiska polskiej genetyki uspokajała prezydenta. GMO ich zdaniem nie jest groźne dla zdrowia ludzi. Tak też stwierdził prezydent. Tylko, że to część problemu związanego z GMO, bo tych roślin nie będziemy przecież uprawiać w zamkniętych laboratoriach, ale na polach.

więcej: Moja prośba do prezydenta — wyborcza.pl.

Bardzo dobry, wyważony artykuł Adama Wajraka na temat zagrożeń dla ekosystemów związanych z wprowadzeniem upraw GMO.  Apel do Prezydenta o konsultacje z profesjonalnymi ekologami przed podjęciem decyzji w sprawie podpisania lub nie, ustawy o nasiennictwie. Wreszcie! Lepiej późno niż wcale, dzięki Adam! 🙂 Polecam!

Zakaz uprawiania zmodyfikowanej kukurydzy firmy Monsanto

(PAP) Niemiecka federalna minister rolnictwa Ilse Aigner (CSU) poinformowała o wprowadzeniu zakazu uprawiania w Niemczech genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy odmiany MON 810.

(PAP) Niemiecka federalna minister rolnictwa Ilse Aigner (CSU) poinformowała o wprowadzeniu zakazu uprawiania w Niemczech genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy odmiany MON 810.

Jak oświadczyła Aigner, istnieją uzasadnione podstawy do twierdzenia, iż odmiana ta “stanowi zagrożenie dla środowiska”. Mimo głoszonych przeciwnych opinii, podjęta decyzja ma podłoże wyłącznie fachowe, a nie polityczne — zaznaczyła.

źródło: kuchnia.wp.pl

więcej:  Zakaz uprawiania zmodyfikowanej kukurydzy — Żyj zdrowo — Kuchnia — WP.PL.

Na szkodę ludzi i przyrody. Zielone światło dla GMO! — Pracownia na rzecz Wszystkich Istot

Dzisiejszy dzień jest końcem myślenia o Polsce jako o producencie zdrowej żywności i kraju różnorodnym pod względem biologicznym. To koniec kraju, który dba i zabiega o zdrowe warunki do życia swoich obywateli i który zachwyca bogactwem kulturowym wsi.

Dziś Senat przyjął ustawę o nasiennictwie, która otwiera drzwi dla legalnych upraw GMO w Polsce oraz utrudnia dostęp do tradycyjnych odmian nasion. Na 87 senatorów tylko 36 było przeciw, za ustawą głosowało 45, wstrzymało się 6. Decyzja kilkudziesięciu osób zaważyła na jakości życia i zdrowiu milionów mieszkańców miast i wsi. Teraz ustawa trafi do Prezydenta do podpisania.

Dziś Senat przyjął ustawę o nasiennictwie, która otwiera drzwi dla legalnych upraw GMO w Polsce oraz utrudnia dostęp do tradycyjnych odmian nasion. Poniżej  apel jednej z najstarszych i najbardziej zasłużonych organizacji ekologicznych w Polsce — Pracowni na Rzecz Wszystkich Istot.

Dzisiejszy dzień jest końcem myślenia o Polsce jako o producencie zdrowej żywności i kraju różnorodnym pod względem biologicznym. To koniec kraju, który dba i zabiega o zdrowe warunki do życia swoich obywateli i który zachwyca bogactwem kulturowym wsi.

Dziś Senat przyjął ustawę o nasiennictwie, która otwiera drzwi dla legalnych upraw GMO w Polsce oraz utrudnia dostęp do tradycyjnych odmian nasion. Na 87 senatorów tylko 36 było przeciw, za ustawą głosowało 45, wstrzymało się 6. Decyzja kilkudziesięciu osób zaważyła na jakości życia i zdrowiu milionów mieszkańców miast i wsi. Teraz ustawa trafi do Prezydenta do podpisania.

Zarząd Stowarzyszenie prosi wszystkich członków i sympatyków o włączenie się w akcję nagłośnienia dramatycznego położenia, w jakim znalazło się polskie społeczeństwo i zwrócenie się do Prezydenta o niepodpisywanie dokumentu. Działania Koalicji Polski Wolnej od GMO koordynuje Fundacja ICPPC

Zobacz także:

Przebieg debaty i głosowań w Senacie w sprawie ustawy o nasiennictwie.

źródło:  Aktualności — Na szkodę ludzi i przyrody. Zielone światło dla GMO! — Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.

Profesor Ludwik Tomiałojć: Możliwe zagrożenia ze strony GMO dla gatunków i ekosystemów

5. 1. Nie wywołane żadną koniecznością redukowanie różnorodności biologicznej pogwałca zasady Światowej Strategii Ochrony Przyrody (World Conservation Strategy 1980) oraz na jej bazie rozwiniętego modelu Rozwoju Zrównoważonego, a zwłaszcza narusza międzynarodową Konwencję o Ochronie Różnorodności Biologicznej (Raport “Caring for the Earth” 1991).

Sposób wprowadzenia prawa dopuszczającego produkty z GMO na terenie UE, a nawet narzucanie go krajom członkowskim, mimo chwalebnych ograniczeń, jest sprzeczne z ideowymi podstawami europejskiego jednoczenia się, jako opartego na takich zasadach rozwoju zrównoważonego, jak:

a) szacunek i troska o całość zbiorowiska życia na planecie (biosferę);
b) demokratyzacja ważnych decyzji (konsultacje społeczne, sondaże, referenda);
c) subsydiarność, tzn. przenoszenie decyzji na poziom regionalny i lokalny;
d) minimalizowanie ryzyka, czyli zasada ostrożności.

Podjęta pod naciskiem USAWTO decyzja Komisji Europejskiej znosząca moratorium na dostęp upraw i produktów z GMO, jako niezgodna z interesem dużej części obywateli nowych krajów członkowskich oraz z życzeniem znacznej części obywateli starej Unii, pozostaje w sprzeczności z nadrzędną w UE ideą społeczeństwa obywatelskiego. Uprawnia to do sprzeciwu wobec tej decyzji.

Moim celem nie jest sprzeciw wobec wszelkiego postępu, lecz sprzeciw wobec ŚLEPEGO postępu” — John Muir, doradca prezydenta USA, koniec 19 w.

Każdy kto wierzy, że genetycznie zmodyfikowane uprawy stworzono dla dobra tej planety powinien przeczytać tę książkę. Przedstawia ona doskonałą analizę przechwytywania globalnej produkcji żywności przez korporacje”.

To drugie o brytyjskiej książce Marka Lappé & Britt Bailey (1999) “Against the Grain, The genetic transformation of global agriculture”. Earthscan Publ., London.

W niniejszym wystąpieniu wypowiadam się o możliwych skutkach ekologicznych i ekonomicznych ZBĘDNEGO lub PRZEDWCZESNEGO wprowadzania do Polski upraw i pasz z GMO. Podkreślam tu, że zastrzeżenia te odnoszą się głównie do niektórych form genetycznych modyfikacji roślin uprawnych, niestety, tych najszerzej już rozpowszechnionych w świecie. W słabszym stopniu uwagi te dotyczą biotechnologii przemysłowej, a jeszcze mniej farmakologicznej. Pozostawiam tu na uboczu także bardzo ważny wpływ na ludzkie zdrowie, jako domenę lekarzy.

1. PODSTAWOWE fakty i OCENY

1. 1. Wobec nadmiaru żywności Europa i Polska ma trudności ze zbytem. A spodziewany jest wzrost plonów w warunkach cieplejszego klimatu i rozwoju rolnictwa “ekologicznego”. Zmniejszywszy o 80% zużycie biocydów (Nowicki i Ribbe 2001), Polska jest zagłębiem żywności czystej chemicznie i o wysokich walorach smakowych. Jej eksport rośnie o 1/4 rocznie.

Konkurentom może zależeć na wmuszeniu Polsce upraw i surowców z GMO choćby po to, aby podważyć nasz atut “czystej” produkcji rolnej.

1.2. Przyspieszone bankructwo drobnych rodzimych producentów rolnych. Wprowadzenie dziś do Polski masowych upraw, pasz i żywności z GMO może się odbyć tylko kosztem przejścia ukrytego na wsi bezrobocia w silnie zwiększone jawne bezrobocie.

1.3. Niepotrzebne wprowadzanie upraw i plonów z GMO zagraża konkretnie:

a) wysokiej różnorodności krajobrazu rolniczego, jako ostoi dla zanikających na Zachodzie kryptogamów, roślin i zwierząt.
b) czystości genetycznej gatunków dzikich, zwłaszcza spokrewnionych z formami GM.
c) agronomicznemu bogactwu genetycznemu (starym odmianom hodowlanym), zmniejszając różnorodność lokalnych kultywarów i odmian zwierząt hodowlanych, z których połowę Zachód utracił przed 1980 (World Conservation Strategy 1980).
d) NIEODWRACALNYM wprowadzeniem nowego genetycznego czynnika do środowiska, niezależnie od rodzaju skutków. Mamy tu nie tyle redukowalne z czasem chemikalia, lecz rozmnażające się i zdolne do przystosowania organizmy żywe.

2. ZIGNOROWANA wiedza ekologiczna i ewolucyjna

Do niedawna sądzono, że Przyrodę tworzą wyraźnie wyodrębnione pule genetyczne zwane gatunkami, powiązane wertykalnymi (dziad, ojciec, syn, wnuk) więzami filogenetycznymi. Dziś jawi się ona jako SIEĆ, wobec nierzadkich POZIOMYCH przecieków (transferów) materiału genetycznego pomiędzy formami geograficznymi, gatunkami, nawet pomiędzy szczeblem podrodzin. Za pośrednictwem mikroorganizmów transfer jest możliwy nawet między odległymi filogenetycznie liniami.

2.1. Przedbiotechnologiczne mieszanie pul genetycznych

Jeszcze poprzedzająca biotechnologiczną ingerencja człowieka-rolnika w przyrodę nasiliła krzyżowanie się form na ogromną skalę. Mieszanie faun i flor jest dziś ogromne: nawet wśród mało mobilnych roślin nasiennych gatunki obce stanowią 32% naszej krajowej flory (Andrzejewski, Weigle 2003).

Wywołane przez człowieka zmiany zasięgów geograficznych, powodując wtórne stykanie się form dawniej oddzielonych, sprzyja przełamywaniu barier rozrodczych między gatunkami i rodzajami, co wielokroć doprowadzało do zlewania się dwóch gatunków w jeden, stanowiąc zawrócenia procesów gatunkotwórczych (specjacyjnych).

Hybrydyzacja zdarza się dziś w przyrodzie wcale nie rzadko, bo pomiędzy:
— 10% gatunków zwierząt wyższych
— u ok. 20% gatunków roślinnych,
— u ok. 25% gatunków wśród lepiej poznanych grup ptaków (Mallet 1997).

Ewolucyjne skutki tego są nieznane, ale z tych i innych powodów dziennie wymiera obecnie ok. 70 gatunków, tych niepowtarzalnych form życia i “fabryk biochemicznych”. Tym samym Ludzkość kontynuuje bezmyślnie swą misję PLANETARNEGO ZABÓJCY różnorodności życia (Wilson 1999, 2003).

Na tle inwazji obcych geograficznie form naturalnych gatunków ekspansja GMO jawi się jako dalszy krok ku UNIFORMIZACJI organizmów żywych na planecie, tyle że realizowanej na niższym od gatunkowego poziomie organizacji.

Mimo tego żadna bogata korporacja nie wspiera badań nad tempem i przyczynami ubożenia różnorodności biologicznej. Zamiast ratowania co się da, akurat instytuty ekologii bywają zamykane (zwłaszcza w Polsce), jako nienowoczesne w porównaniu z “nowoczesną” biotechnologią (to kolejna ślepa z samozachwytu okresowa moda w nauce!), a korporacje biotechnologiczne ten “pożar” bioróżnorodności jeszcze podsycają.

2. 2. Nowy czynnik —  globalnie forsowana ekspansja upraw i pasz z GMO

W Iraku została ona narzucana wojskową siłą okupantów, bez żenady (wg Independent Media Centre-SA, 08.06.2005)! W UE podobnie, a tylko z pomocą mniej jawnego handlowego szantażu i gróźb ze strony USA i Światowej Organizacji Handlu (J. Rifkin 2005, tajne instrukcje ujawnione przez WikiLeaks 2010).

2.3. Zignorowanie wiedzy o częstym w zjawiskach ekologicznych opóźnieniu skutków (Time-lag)

Procesy ekologiczne nieraz zaczynają się z wieloletnim opóźnieniem w stosunku do momentu pierwszego kontaktu między formami uczestniczącymi. Dopiero po wielu latach dostrzega się też mniej oczywiste skutki uboczne.

Przywołam tu historie opóźnionego o kilkanaście-kilkadziesiąt lat ujawnienia negatywnych skutków azbestu, DDT, PCB, freonów, pestycydów, substancji o działaniu hormonopodobnym, czy gazów cieplarnianych. Ich producenci, częściowo ci sami co producenci GMO, także wtedy zaklinali się, że skutki będą tylko dobroczynne!

Oznacza to, że:

- nawet brak dostrzeżenia ubocznych skutków upraw GMO już dziś, nie oznacza nie wystąpienie ich w innym czasie i innych okolicznościach.
— uboczne skutki upraw GMO zapewne poznamy w pełni za 1–3 pokolenia.

Prace testujące skuteczność izolowania upraw GMO od upraw tradycyjnych tę cechę zjawisk ekologicznych — opóźnienie objawów — nagminnie przemilczają. Np. brytyjska praca Brokes i Barfoot (2003) wykonana na zlecenia Agricultural Biotechnology Council, mimo badania tylko przez 5 sezonów konkluduje nieuprawnienie, że “after many years of co-existence” nie stwierdzono mieszania się, które sprawiałoby (tu UWAGA: “… economic and commercial problems”). O skutkach przyrodniczych i zjawisku time-lag, ta i inne prace milczą!

3. JAKIE MOGĄ BYĆ SKUTKI EKOLOGICZNE?

We do not reject all manipulations as being intrinsically wrong because they alter nature. But we question the blind assurances that … genetically engineered crops promise unlimited returns at virtually no environmental cost”.

(AGAINST THE GRAIN, 1999).

3. 1. Nieodwracalność ekspansji GMO w przyrodzie

Biochemik prof. J.B. Neilands stwierdza: “Transgenic seeds may be soon the sole type available”. Podobna konkluzja europejskiego zespołu Independent Science Panel (2002): rozdzielne współistnienie wymienionych upraw (tradycyjnych i genetycznie zmodyfikowanych) byłoby bardzo trudne albo w ogóle niemożliwe.

Tymczasem publikowane na zamówienie koncernów wyniki obserwacji nad rozsiewaniem się nasion lub pyłków, są wykonywane tylko w krótkim czasie i przy stabilnej pogodzie. Nie biorą pod uwagę kluczowych dla dyspersji organizmów zjawisk sporadycznych — wichur, trąb powietrznych lub powodzi — co kilka-kilkanaście lat przenoszących nasiona i inne formy przetrwalnikowe organizmów żywych, a nawet całe organizmy (żaby, ryby), na setki kilometrów. Albo stwarzających dla nich nowe warunki do rozrodu. Nawet oceany nie izolują kontynentów całkowicie.

Stwierdzenie przez parę lat nieobecności krzyżówek w sąsiadujących uprawach tradycyjnych czy brak hybrydów międzygatunkowych z formami dzikimi w najmniejszym stopniu nie wyklucza możności ich powstania później.

W 5 razy gęściej niż USA zaludnionej i pokrytej niemal nieprzerwanie drobnopowierzchniowymi uprawami Polsce nie ma warunków dla odizolowania upraw GMO od upraw tradycyjnych i od dzikiej przyrody. A raz wprowadzone nowe geny pozostaną w przyrodzie NA ZAWSZE, jako zanieczyszczenie powodujące nieznane jeszcze skutki.

3. 2 Dlatego poraża cynizmem zalecanie przez służących koncernom badaczy i urzędników tworzenia wirtualnego prawa o kilkudziesięciometrowych strefach buforowych pomiędzy uprawami GMO a uprawami tradycyjnej formy tego samego gatunku, albo stanowiskami dzikich gatunków pokrewnych. To jawna kpina!

Wykluczanie z rozumowania wyjątkowych warunków środowiskowych jako sprzyjających dalekim dyspersjom, bywa manipulacją prawdopodobnie świadomą, przed czym ostrzega biochemik prof. J.B. Neilands: “Data from agrobusiness and government labs should be viewed with caution”.

3. 3. Zanieczyszczenie genetyczne upraw wbrew woli właścicieli

Liczne fakty pochodzące z obu Ameryk i Europy dowodzą spontanicznego pojawiania się GMO pośród upraw tradycyjnych, i to wbrew woli ich właścicieli. Ostatnio w Argentynie, Mecklemburgii, we Francji, w Katalonii udokumentowano konieczność niszczenia przez właścicieli części swoich upraw (zanieczyszczonych przez GMO) dla zatrzymania rozprzestrzeniania się tych form na sąsiednie pola upraw tradycyjnych.

Wbrew zasadzie “zanieczyszczający płaci”, koszty zabezpieczania upraw tradycyjnych i ekologicznych są przerzucane na drobnych rolników, a nie na korporacje zanieczyszczające uprawy i dziką przyrodę.

Jak się w Ameryce likwiduje opozycję wśród rolników?

Agronomiczne koncerny sugerują nawet “wykradanie” zmodyfikowanych odmian i jakoby uprawianie ich bezprawne. Ścigają potem sądownie niewinnych sąsiadów i nękaniem zmuszają do rezygnacji z niewygodnych dla koncernów upraw tradycyjnych (www.organicconsumer.org/ge/supreme_court_schmeiser.cfm).

A niezorientowanym mieszczuchom wdrukowuje się w umysły ilość hektarów pod uprawami GMO, jako fakty dokonane i rzekomo świadczące o wyższości tych upraw. Tworząc bezmyślnych konsumentów! Bo jak wiadomo, dziś nie liczyłby się Kopernik wiedzący lepiej, który model układu słonecznego jest trafny; obecnie liczy się tylko masowa opinia, uprzednio oszukana kłamliwymi reklamami w mediach.

Dziś jest już udowodnione, że NIEPRAWDZIWE twierdzenia koncernów o:

- zmniejszaniu liczby głodujących Ziemian przez żywność z GMO, bo bywa wprost przeciwnie, i całe narody nie chcą takiej żywności, bo wykonkurowuje ona rodzimych producentów;
— trwale wyższym plonowaniu form zmodyfikowanych, bo jest ono o 15–15% NIŻSZE;
— trwałym zmniejszeniu strat z powodu szkodników, bo szkodniki mutują i już uodparniają się na trucizny z GMO i ze związanego z nimi biocydu Roundup;
— trwałym zmniejszeniu zużycia biocydów (rzekome zastąpienie chemizacji);
— całkowitej nieszkodliwości produktów z GMO dla zwierząt i ludzi, itd. (patrz: książka M. Lapp’a i B. Bailaya (1999), artykuły w New Scientist lub strony internetowe (www.organicconsumer.org/ge/supreme_court_schmeiser.cfm oraz www.gmwatch.org ).

3. 4. Możliwość wytworzenia “superchwastów”

Wprowadzanie do środowiska nowych kombinacji genów to uruchomienie niekontrolowanego powstawania mieszańców o nowych cechach, ale i przenikanie tych cech do gatunków niespokrewnionych —  do mikroorganizmów, roślin i zwierząt dzikich.

Udowodnione już zostało powstanie odpornych na herbicydy superchwastów, wypierających inne dzikie gatunki, jak to nastąpiło miejscami w Argentynie, USA i Kanadzie. Np. w stanie Georgia w uprawach zmodyfikowanej bawełny sprawia dziś problemy zmodyfikowany chwast szarłat Palmera (Wg książki M. Lappé’a i B. Bailaya 1999 oraz artykułów z New Scientist).

Tak jak chemiczna ochrona roślin uruchomiła “wyścig zbrojeń” pomiędzy chemią biocydów, a szybciej ewoluującymi szkodnikami dla rozwinięcia odporności na nowe trucizny, tak będzie (już w kilku krajach świata to się zaczęło — USA, Kostarika, Nowa Zelandia) i z odpornością wbudowaną genetycznie. Ta druga jednak, drogą transferu poziomego, może przeniknąć do chwastów, jak i do szkodników roślin, tworząc odporne ich odmiany.

Wiemy np., że rośliny z genem bakterii Bt (Bacillus thuringiensis) wytwarzają białka, które w alkalicznym środowisku przewodu pokarmowego wielu owadów stają się truciznami niszczącymi formy także pożyteczne dla roślin (owady zapylające) oraz ważne dla ekosystemu.

3. 5. Zagrożenia dla dzikiej przyrody.

Jeśli nie da się odizolować GMO od upraw tradycyjnych, to TAKŻE NIE MA SPOSOBU na zabezpieczenie przed wcześniejszą czy późniejszą penetracją dzikiej przyrody przez niektóre transgeny. W tym przed penetracją obszarów ścisłej ochrony przyrody!

Nie ma sposobu zabezpieczenia czystości genetycznej gatunków dzikich pokrewnych gatunkom modyfikowanym, np. dzikich roślin z Brassicaceae spokrewnionych ze zmodyfikowanym rzepakiem Brassica napus (Lappé i Bailay 1999). W Anglii już stwierdzono przypadki jego krzyżówek międzygatunkowych z B. rapa i B. oleracea, na razie rzadkie, co niesłusznie zlekceważono.

Nawet obce dla Europy rośliny, soja, ziemniak, kukurydza, wprawdzie nie mają tu swych krewniaków, ale i z nich transgeny mogą z pomocą symbiontycznych mikroorganizmów glebowych przeniknąć do gatunków nie spokrewnionych.

3. 6. Możliwość zaburzenia związków symbiotycznych w ekosystemach naturalnych

Wiedza ewolucyjna i o funkcjonowaniu ekosystemów podkreśla dziś znaczenie nie tylko rywalizacji między gatunkami, ale i powszechności współpracy. Dokumentuje to Lynn Margulis w książce “Symbiotyczna planeta” (2000). Wiele form współpracy opiera się na precyzyjnym dopasowaniu chemicznym, które może zostać naruszone poprzez zmiany spowodowane plejotropowymi ubocznymi skutkami zmian dokonanych w materiale genetycznym i metabolitach.

Seria prac wykazuje, że zmieniony chemizm GMO może wpływać poprzez pyłek lub zjadane tkanki rośliny na współżyjące z nią gatunki zwierząt bezkręgowych i kręgowych zmieniając selektywnie skład całych zespołów organizmów żywych (Alteri 1998, Hilbeck et al. 1998, Hernandez et al. 1998, Losey et al. 1999, Mizuki et al. 1999, Yermakova 2005, etc.). Jakie będą tego koszty ekologiczne, jeszcze nie wiemy.

W pracach sponsorowanych przez korporacje przemilcza się możliwość plejotropowego działania nowych ale ukrytych (kryptycznych) cech na inne organizmy żywe.

Uwypukla się za to fakt, że nie wszystkie grupy bezkręgowców są wrażliwe na taki czynnik, co jest pociechą ale słabą, gdyż Ludzkość nie zna funkcji ekologicznych ponad 95% gatunków (Wilson 1999, 2004). Nie wiemy jakie skutki w ekosystemie może wywołać wyginięcie gatunków nawet niepozornych.

Skutki ich wyginięcia ujawnią się dopiero gdy ich zabraknie i z opóźnieniem. Na tym polega tzw. pośrednia i ukryta wartość ekonomiczna gatunków i przyrody, mierzona kosztami niezbędnymi dla naprawiania nieświadomie wywołanych szkód.

Ważna jest jednak ODWROTNOŚĆ wyniku tych badań: niezbite udowodnienie, że część owadów, w tym pożytecznych, jednak wymiera w miejscach występowania upraw GMO! Uprawy takie zagrażają też glebowej faunie, florze i glebowym bakteriom, co może na dziesięciolecia zmieniać różnorodność biologiczną miejsca, jak i warunki uprawy (Koechlin 1999, Lappé i Bailay 1999, Indep. Steering Committee 2005 ).

Możliwe jest wręcz trwałe zaburzenie stanu żywych gleb, złożonych z licznych mikroorganizmów i mezofauny.

Szczególne groźne może być zmieniania materiału genetycznego DRZEW (co ponoć stanowi 33% eksperymentów biotechnologicznych), zwłaszcza dzikich, jako tworzących dominujące na lądach wielkie biomy. Z każdym takim gatunkiem drzewa współżyją symbiotycznie lub pasożytniczo setki do tysiąca gatunków organizmów i mikroorganizmów. Jest udowodnione, że symbiontyczne organizmy mogą włączać obce fragmenty DNA do swego genomu, przejmując np. odporność na pewne antybiotyki. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jakie skutki może sprowokować taka ingerencja w niedostatecznie poznany jeszcze mechanizm funkcjonowania złożonego ekosystemu leśnego.

4. Ostrzeżenia nie-ekologów

Przed skutkami PRZEDWCZESNEGO wprowadzania upraw GMO do środowiska naturalnego ostrzegają też niektórzy genetycy i biochemicy. Prof. Christiane Nuesslein-Volhard, genetyk z Tübingen, noblistka, powiedziała:

Mam nadzieję, że naukowcy staną się bardziej pokorni… Dziesięć lat temu biologowie… planowali wyhodowanie takich odmian roślin, które będą dwa razy szybciej asymilować.., zapowiadali stworzenie ziemniaków rosnących nie tylko w ziemi, ale i na krzaku rośliny. Dziś z tych wielkich planów zostało tyle, że mamy rośliny mniej lub bardziej odporne na grzyby i szkodniki. Ale szkodniki szybko się “uczą” i potrafią już sobie z nimi radzić… Przypuszczam, że manipulacje genami, klonowanie i absolutna kontrola nad naturą też pozostaną w sferze marzeń”.

A prof. J. B. Neilands, z Zakładu Biochemii i Biologii Molekularnej na Uniw. Kalifornijskim w Berkeley napisał w r. 1999:

Czytanie książki “Against the Grain” daje odporność na bzdury rozpowszechniane przez ludzi służących koncernom. Może ona także dać pewną niezależność poglądu od stronniczych akademickich wysokich kapłanów i ich uczniów-japiszonów molekularnej biologii…(academic high priests and wiz-kids of molecular biology who may very well be trained with conflicts of interests).”

5. Aspekt prawny

5. 1. Nie wywołane żadną koniecznością redukowanie różnorodności biologicznej pogwałca zasady Światowej Strategii Ochrony Przyrody (World Conservation Strategy 1980) oraz na jej bazie rozwiniętego modelu Rozwoju Zrównoważonego, a zwłaszcza narusza międzynarodową Konwencję o Ochronie Różnorodności Biologicznej (Raport “Caring for the Earth” 1991).

Sposób wprowadzenia prawa dopuszczającego produkty z GMO na terenie UE, a nawet narzucanie go krajom członkowskim, mimo chwalebnych ograniczeń, jest sprzeczne z ideowymi podstawami europejskiego jednoczenia się, jako opartego na takich zasadach rozwoju zrównoważonego, jak:

a) szacunek i troska o całość zbiorowiska życia na planecie (biosferę);
b) demokratyzacja ważnych decyzji (konsultacje społeczne, sondaże, referenda);
c) subsydiarność, tzn. przenoszenie decyzji na poziom regionalny i lokalny;
d) minimalizowanie ryzyka, czyli zasada ostrożności.

Podjęta pod naciskiem USAWTO decyzja Komisji Europejskiej znosząca moratorium na dostęp upraw i produktów z GMO, jako niezgodna z interesem dużej części obywateli nowych krajów członkowskich oraz z życzeniem znacznej części obywateli starej Unii, pozostaje w sprzeczności z nadrzędną w UE ideą społeczeństwa obywatelskiego. Uprawnia to do sprzeciwu wobec tej decyzji.

5. 2. Nie tylko nasza krajowa administracja nie może jeszcze zapewnić skutecznej kontroli nad materiałem siewnym oraz nad dystrybucją produktów z GMO, wobec braku sprawdzonych norm prawnych, odpowiednich kadr, laboratoriów i wobec wysokich kosztów analiz.

Przed rokiem odnotowane dwa skandale z nielegalnym zalewem krajów EU przez zmieniony genetycznie ryż najpierw z USA, a potem z Chin, co ujawnia także nieprzygotowanie Unii.

6. Interpretacja humanistyczna

Od czasów W. Goethego odczuwano intuicyjnie, że ludzie nieraz działają jak Uczeń Czarnoksiężnika, który manipulując przyrodą nie zawsze może zapanować nad uruchamianymi siłami. I dziś przed narzucanym siłą ŚLEPYM POSTĘPEM w biologii przestrzegają wizjonerskie umysły, że wymienię Z. Baumana, F. Fukuyamę, J. Rifkina, M. Reesa, St. Lema, E.O. Wilsona.

Z jednej strony mamy “globalistyczną nowoczesność” w postaci skupiania zysków z całej planety w rękach kilku korporacji, a z drugiej możliwość wywołania kryzysu gospodarczo-społecznego w skali wielu państw, a może i globalnego.

Trzeba to oceniać nie wąsko ekonomicznie, ale i w kategoriach społecznej rozwagi i solidarności z biedniejszymi, czyli w kategoriach moralnych, bo to głównie najbiedniejsi zapłacą cenę za ewentualne pomyłki zielonej biotechnologii, jak się to już zdarzyło w Indiach (masowe bankructwa i samobójstwa rolników).

Postęp i nowoczesność, to hasła pozytywne dopóty, dopóki zmiany nie stają się zbyt gwałtowne, póki nie zaczynają przemieniać miliony obywateli w bezrobotne i bezdomne “ludzkie odpady”.

7. Wnioski

1. Zjawiska natury ekologicznej i ewolucyjnej bywają rozpoznawane z opóźnieniem o całe dziesięciolecia, jak to było ze skutkami ekologicznymi DDT, PCB, pestycydów, gazów cieplarnianych, itp.

Dzisiejsze twierdzenia o nieszkodliwości niektórych GMO są jeszcze nienaukowe, a tylko emocjonalne lub interesowne.

2. Wpływ upraw roślin GM na stan europejskiej przyrody znamy śladowo, a i wiedza światowa jest skąpa. To jednak co udowodniono, jest na tyle niepokojące by wspierać rozwagę. Zgodnie z fundamentalną filozofią UE, w takiej sytuacji obowiązują zasady ostrożności oraz zanieczyszczający płaci. To obowiązkiem producenta jest udowodnienie, że jego produkt nie niesie wysokiego ryzyka, tymczasem koncerny tylko c. 2% środków przeznaczają na tego rodzaju badania.

3. Mając nadmiar żywności, możemy sobie w Polsce pozwolić na 10–15 letnie moratorium na uprawy, pasze i żywność z GMO, tak by ryzyko przetestowały kraje od nas bogatsze a przyrodniczo już zubożone.

4. Dla polskiej przyrody najważniejsze jest co następuje: Dzięki drobnoziarnistej strukturze upraw i niskiego zużycia biocydów kraj nasz jest ostoją czystej chemicznie produkcji rolnej oraz ostoją wielu odmian kultywarów i wielu gatunków dzikich. Mogą one wyginąć w razie likwidacji rolnictwa tradycyjnego i ekologicznego. Inwazja przemysłowych upraw roślin GM może też silnie zredukować krajową różnorodność genetyczną i gatunkową.

5. Do czasu, kiedy Polska upora się z problemami prawno-administracyjno-organizacyjnymi dotyczącymi wprowadzania GMO, rząd RP w ślad za samorządami powinien przyjąć strategię opóźniania (moratorium) włączenia naszego kraju do międzynarodowego obrotu i uwalniania GMO do środowiska.

6. Polska powinna podjąć własne badania obejmujące wpływ GMO na środowisko, na inne organizmy żywe, w tym na zwierzęta, które będą karmione paszami z domieszką GMO. Badania te winny mieć wysoki priorytet, tak aby kraj mógł w oparciu o własne dane podjąć najwłaściwsze decyzje. W obliczu agresywnej polityki koncernów i prób ukrywania niekorzystnych wyników badań.

7. Pilnie potrzebne są wspólne badania biochemiczno-ekologiczne testujące regulacje prawne UE narzucone nowym krajom członkowskim, mimo ich odmiennych warunków przyrodniczo-społecznych. Zmiany prawa i strategii gospodarczej mogą być też potrzebne z racji pojawienia się bezpieczniejszej dla środowiska i bardziej “demokratycznej” w zastosowaniu technologii rolnej zwanej marker-assisted selection (MAS).

Profesor Ludwik Tomiałojć jest profesorem zwyczajnym Uniwersytetu Wrocławskiego (ochrona przyrody i zrównoważony rozwój gospodarczy — ekorozwój),  członek Rady Ekologicznej przy Prezydencie RP Lechu Wałęsie,  przewodniczący Komitetu Ochrony Przyrody PAN, a do roku 2003 Polskiego Komitetu Światowej Unii Ochrony Przyrody IUCN. Jest członkiem wrocławskiego koła Zielonych 2004.

źródło: www.zieloni2004.pl o6/02/2011

mapa strony

strona główna

Filozofia głębokiej ekologii

Nurt filozofii głębokiej ekologii powstał na początku lat 70., a zainicjowany został przez norweskiego filozofa Arne Naessa (1912–2009). Zrodził się on z wnikliwej obserwacji życia społecznego i kulturalnego na przestrzeni lat 60. oraz z dostrzeżenia postępującej degradacji środowiska naturalnego. Niepokój związany z niepohamowanym rozwojem cywilizacji naukowo-technicznej (zwanej cywilizacją przemysłową) i postępującym kryzysem globalnym, który objął także kulturę, zrodził potrzebę znalezienia odpowiedzi na pytania o jego przyczyny, zasięg i wpływ na przyrodę oraz człowieka.

Arne Naess z żoną w ośrodku Pracowni w Dolinie Wapienicy, 1992

Nurt filozofii głębokiej ekologii powstał na początku lat 70., a zainicjowany został przez norweskiego filozofa Arne Naessa (1912–2009). Zrodził się on z wnikliwej obserwacji życia społecznego i kulturalnego na przestrzeni lat 60. oraz z dostrzeżenia postępującej degradacji środowiska naturalnego. Niepokój związany z niepohamowanym rozwojem cywilizacji naukowo-technicznej (zwanej cywilizacją przemysłową) i postępującym kryzysem globalnym, który objął także kulturę, zrodził potrzebę znalezienia odpowiedzi na pytania o jego przyczyny, zasięg i wpływ na przyrodę oraz człowieka.

Pierwszą i zasadniczą przyczyna zaistniałego kryzysu był (i wciąż jest) sposób postrzegania przez człowieka swojej pozycji względem przyrody i wszelkich jej elementów. Konsumpcyjne podejście do życia, zakładające ciągłe gromadzenie dóbr w imię pozornego podnoszenia standardu życia, dokonuje się przede wszystkim kosztem naszego rozwoju duchowego i psychicznego, a co za tym idzie oddzielenia człowieka jako indywidualnego, jednostkowego “ja” od przyrody jako całości. Tymczasem prawidłowy rozwój jednostki możliwy jest jedynie wówczas, gdy zapewniona będzie jej w tym samym stopniu możliwość rozwoju biologicznego jak i psychicznego oraz duchowego, o których nie może być mowy bez pierwotnego, prawdziwego związku człowieka z przyrodą. Kondycja naszego życia zależy od kondycji całego środowiska w świecie, w którym żyjemy. Nie ma miejsca na podział na byty bardziej lub mniej znaczące, nadrzędne lub podrzędne.

Konsumpcyjna kultura człowieka XXXXI wieku oparta jest na przekonaniu, że człowiek stanowi centrum świata i wszelkie podejmowane przez niego działania powinny być zgodne z jego (niejednokrotnie jedynie doraźnymi) potrzebami. Ten jednostronny i ślepy antropocentryzm jest przyczyną wszelkiego zła, jakie wyrządzane jest przyrodzie i kryzysu, który dotyka samego człowieka. Nawet w kwestiach tak szeroko promowanej od kilkudziesięciu lat ekologii (płytkiej ekologii) nie jesteśmy w stanie uwolnić się od ludzkiego punktu widzenia. Brak nam całościowej wizji otaczającego nas świata —  jesteśmy wielkimi egoistami, będąc jedynie częścią ogromnej całości.

Głęboka ekologia jest zupełnie innym spojrzeniem na problemy ochrony przyrody, a co za tym idzie życia ludzkiego w jego najpełniejszym wymiarze, niż tzw. płytka ekologia. Wyrasta ona z filozofującego podejścia w analizie problemów ekologicznych, opiera się na teorii bytu, teorii wartości i etyce. Takie podejście do spraw właściwej oceny zaistniałego problemu ekologicznego wynika z przekonania, że tylko całościowe objęcie danej kwestii pozwoli na prawdziwe jej wartościowanie (czyli dokonanie jej dokładnej oceny). Płytka ekologia nie rozważa problemu w sposób filozoficzny, ale tym samym jej punkt widzenia jest powierzchowny, krótkowzroczny a przede wszystkim antropocentryczny. “Postrzega człowieka jako istotę ponad albo poza naturą, jako źródło wszelkich wartości, a naturze przypisuje jedynie wartość instrumentalną lub użytkową”.

Niepowierzchowny, dociekliwy i głęboki stosunek do zaistniałego problemu ekologicznego możliwy jest dzięki zaproponowanej przez Naessa metodzie zadawania głębokich pytań, takich jak:

  • Dlaczego żyjemy tak, jak żyjemy?
  • Jakie jest znaczenie życia?
  • Jakie są najważniejsze cele w życiu?
  • Które z wartości naprawdę, niezbędnie potrzebujemy? A które wartości dotyczą zaledwie komfortu i powierzchownej zabawy?
  • Dlaczego niszczymy przyrodę?
  • Co to jest właściwy sposób życia?
  • Jaka technologia jest najlepsza?

Co to znaczy głębokie zapytywanie? Oznacza to wewnętrzne zaangażowanie w rozwiązywanie istotnych problemów na poziomie wszystkich procesów psychicznych: procesów intelektualnych, postanowień, dążeń, pragnień, itp. Ważne jest by rozważania prowadzić z szerszej, nie tylko ludzkiej perspektywy, gdyż to, co z ludzkiej perspektywy jest możliwe do zaakceptowania i przyjęcia, może być nie do przyjęcia, jeżeli weźmiemy pod uwagę procesy życiowe zachodzące na całej planecie. Chodzi o to by przede wszystkim dogłębnie zastanowić się nad naszym sposobem funkcjonowania na ziemi i postępowania wobec niej.

Podsumowaniem piętnastoletnich przemyśleń dotyczących zasad ekologii głębokiej przez Johna Muira, Georgea Sessionsa i Arne Naessa było sformułowanie ośmiu zasad ekologii głębokiej:

  1. Pomyślność oraz rozwój ludzkiego i pozaludzkiego życia na Ziemi są wartościami same w sobie (wartościami immanentnymi, przyrodzonymi) niezależnie od użyteczności pozaludzkich form życia dla człowieka.
  2. Bogactwo i różnorodność form życia przyczyniają się do urzeczywistnienia tych wartości i same w sobie są wartościami.
  3. Ludzie nie mają prawa ograniczania tego bogactwa i różnorodności, chyba że chodzi o zaspokojenie ich żywotnych, istotnych potrzeb.
  4. Rozwój pozaludzkich form życia wymaga zahamowania wzrostu liczebności populacji ludzkiej. Rozkwit życia i kultury człowieka daje się pogodzić z takim obniżeniem.
  5. Oddziaływanie człowieka na inne formy życia jest obecnie zbyt duże, a sytuacja ta gwałtownie się pogarsza.
  6. Wymaga to poważnych zmian, szczególnie ekonomicznych, technologicznych i ideologicznych. Nowa sytuacja będzie całkowicie odmienna od obecnej.
  7. W sferze ideologicznej chodzi przede wszystkim o ograniczenie wzrostu materialnego standardu życia na rzecz jakości życia. Wytworzy się głęboka świadomość różnicy miedzy tym, co ilościowo i jakościowo wielkie.
  8. Ci, którzy zgadzają się z powyższymi założeniami, powinni czuć się zobowiązani do podjęcia pośrednich lub bezpośrednich działań na rzecz wprowadzenia w życie tych niezbędnych zmian.

Celem Naessa było ukazanie, że możliwe jest zjednoczenie ludzkich wysiłków w celu ratowania przyrody. Nie jest tutaj istotne z jakich przekonań religijnych czy też filozoficznych wynikają te wysiłki —  ważne jest jedynie to, by wspólnie podejmować kroki w kierunku ratowania zagrożonego bogactwa przyrodniczego.

źródło: pracownia.org.pl

zobacz także:

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko

Konkluzja najnowszych badań naukowców z londyńskiego Royal Botanical Gardens at Kew: Jedna piąta gatunków roślin na Ziemi jest zagrożona wymarciem

Według najnowszych badań naukowców z Royal Botanical Gardens at Kew, Natural History Museum i International Union for Conservation of Nature, 22% występujących na Ziemi gatunków roślin jest zagrożonych wymarciem. Podobnie alarmująca liczba dotyczy ssaków. Stanowi to poważne zagrożenie dla przetrwania gatunku ludzkiego. Główną przyczyną ginięcia gatunków jest rabunkowa gospodarka człowieka. Jak podaje portal BBC, dyrektor Kew Gardens, profesor Stephen Hoppen przekazując wyniki badań, powiedział: “Nie możemy siedzieć z założonymi rękoma i przyglądać się, jak kolejne gatunki roślin znikają — rośliny stanowią podstawę całego życia na Ziemi, zapewniając czyste powietrze, wodę i paliwo.” “Z każdym oddechem wchodzimy w relacje z roślinami. Życie wszystkich z nas jest od nich całkowicie zależne.”

Według najnowszych badań naukowców z Royal Botanical Gardens at Kew, Natural History Museum i International Union for Conservation of Nature, 22% występujących na Ziemi gatunków roślin jest zagrożonych wymarciem. Podobnie alarmująca liczba dotyczy ssaków. Stanowi to poważne zagrożenie dla przetrwania gatunku ludzkiego. Główną przyczyną ginięcia gatunków jest rabunkowa gospodarka człowieka. Jak podaje portal BBC, dyrektor Kew Gardens, profesor Stephen Hoppen przekazując wyniki badań, powiedział: “Nie możemy siedzieć z założonymi rękoma i przyglądać się, jak kolejne gatunki roślin znikają — rośliny stanowią podstawę całego życia na Ziemi,  zapewniając czyste powietrze, wodę i paliwo.” “Z każdym oddechem wchodzimy w relacje z roślinami. Życie wszystkich z nas jest od nich całkowicie zależne.”

Na podstawie artykułu Davida Shukmana, korespondenta BBC News: “One-fifth of world’s plants at risk of extinction” z 29 września 2010

www.bbc.co.uk