Archiwa tagu: dalajlama

Buddyjskie Oświadczenie ws. Zmiany Klimatu

279dd61795ca0d86017211424f5eeab5_f133629 października 2015 roku, na miesiąc przed rozpoczęciem  Szczytu Klimatycznego w Paryżu (COP21), piętnastu czołowych przywódców buddyjskich, w tym J.Ś. Dalajlama,  J.Ś.  17 Karmapa, mistrz zen Thich Nhat Hanh i król Bhutanu, wydało wspólne Oświadczenie ws. Zmian Klimatu,  skierowane do światowych przywódców. Czytaj dalej

J.Ś. Dalajlama apeluje o działania na rzecz ochrony klimatu

Foto: Youtube

Foto: Youtube

Dalajlama zaapelował we wtorek o podjęcie działań na rzecz zapobiegania zmianom klimatu. W video opublikowanym na YouTubie tybetański przywódca duchowy powiedział: ?Nie ma innej planety, na którą moglibyśmy się przenieść. To jest nasz jedyny dom?.  Przesłanie Dalajlamy jest częścią kampanii tybetańskiego rządu na uchodźstwie na rzecz mocnego porozumienia podczas zbliżającego się Szczytu Klimatycznego ONZ (COP21), które odbędzie się w grudniu w Paryżu. Czytaj dalej

May Boeve: Spotkanie z Dalajlamą

W ostatnią niedzielę miałam doświadczenie religijne ? i nie mam na myśli wizyty w moim kościele w Brooklynie.  Tym doświadczeniem było siedzenie obok Jego Świątobliwości Dalajlamy  podczas dyskusji panelowej na temat zmiany klimatu, na festiwalu Glastonbury. Czytaj dalej

10 pytań do Jego Świątobliwości Dalajlamy

dalajlama.phpTygodnik Time przeprowadził niedawno wywiad z Jego Świątobliwością Dalajlamą w ramach swojego cyklu dziesięciu 10 pytań, w którym czytelnicy nadsyłają pytania, które chcieliby zadać słynnym ludziom. Poniżej znajdują się opublikowane pytania i odpowiedzi.

Czytaj dalej

J.Ś. Dalajlama: Wojna jest anachronicznym sposobem rozwiązywania konfliktów

Foto: Charles LeBlanc/Flickr/Creative Commons

Foto: Charles LeBlanc/Flickr/Creative Commons

Zastanówmy się teraz, kto najbardziej cierpi na skutek wojen. Jeśli nastąpi rozlew krwi, ludzie posiadający władzę i ci, którzy są za to odpowiedzialni, zawsze znajdą dla siebie bezpieczne miejsce, unikną będącej jego konsekwencją niedoli. Zawsze się jakoś zabezpieczą, jak nie w ten sposób, to w inny. A co z biednymi, bezbronnymi ludźmi, dziećmi, ludźmi starymi i niedołężnymi? To oni właśnie najbardziej odczują skutki spustoszenia. Pociski i kule nie rozróżniają pomiędzy niewinnymi a winnymi. Pocisk, kiedy zostanie wystrzelony, nie okaże szacunku niewinnemu, biednemu, bezbronnemu ani godnemu współczucia. Tak więc prawdziwymi przegranymi będą biedni i bezbronni, ci, którzy są całkowicie niewinni, i ci, którzy ledwie wiążą koniec z końcem. Czytaj dalej

Piotr Cykowski: Nomadzi w odwrocie

dz_logo_glowna-362x107Przez niemal 4000 lat koczowniczy pasterze stawiali czoła ekstremalnym warunkom panującym na Wyżynie Tybetańskiej. Przetrwali tylko dzięki swojej pomysłowości, wytrzymałości i nieustępliwości oraz przystosowaniu do warunków środowiska – dużych wysokości i ciężkich zim. Obecnie muszą zmierzyć się z najtrudniejszym ze wszystkich testem przetrwania – tylko w ciągu dwóch dekad, od 1995 do 2015, władze chińskie zarządziły przymusowe przesiedlenie ponad dwóch milionów tybetańskich nomadów.

Tak rozpoczyna się film Michaela Buckeya pod znamiennym tytułem „Od bycia nomadą do bycia nikim”, który przetłumaczyła w ramach kampanii „prawanomadow.org” Fundacja Inna Przestrzeń. Film i wystawa (z której zdjęcia ilustrują ten artykuł) udostępniane są w celach edukacyjnych –  jesienią 2012 r. w kilkunastu miastach i miejscowościach w Polsce odbyły się pokazy oraz spotkania z młodzieżą.

Znikająca kultura
photo. International Campaign for Tibet

photo. International Campaign for Tibet

Problem nomadów pokazuje jak bardzo splecione są ze sobą polityka, środowisko, kultura i sposób życia. Wyobraź sobie, że twoja miejscowość została najechana przez obce wojsko, które zdecydowało, że wszystkie bogactwa naturalne –  woda, minerały, surowce organiczne –  będą wykorzystywane wyłącznie przez siły okupanta. Kluczowe zasoby zostaną wywiezione do obcych miast, a wszystko to będzie się odbywać w języku, którego nie rozumiesz. Brzmi jak fikcja? Tak właśnie dzieje się obecnie w Tybecie. Jednak znikają nie tylko tybetańskie zasoby, ale także kultura. Tybetańscy nomadowie, którzy od setek lat stanowili jedną z podstaw tybetańskiej gospodarki –  wypasając jaki i kaszmirskie kozy –  są obecnie celem przesiedleń. Na całym Płaskowyżu Tybetańskim setki tysięcy wędrownych pasterzy zmusza się do porzucenia tradycyjnego sposobu życia. Przesiedlenia oznaczają zagładę tybetańskiej kultury.

photo. International Campaign for Tibet

photo. International Campaign for Tibet

Około 40% tybetańskiej populacji to koczowniczy pasterze, nieustannie wędrujący w poszukiwaniu jak najlepszej trawy dla swych trzód, przy okazji zapewniając zwierzętom wystarczającą ilość ruchu. Łąk używa się wymiennie do wypasu jaków, owiec, kóz oraz koni.

Oficjalnie podawanym przez chińskie władze powodem realizacji tych projektów jest ochrona pastwisk przed zniszczeniem przez nadmierny wypas. Oznaczałoby to, że tybetańscy nomadowie i ich ukształtowany przez tysiące lat sposób współżycia z naturą szkodził środowisku Tybetu, w związku z czym muszą zostać przesiedleni, znaleźć nowy sposób na przeżycie, aby chiński rząd mógł skutecznie chronić zniszczone wcześniej własnymi działaniami środowisko. Jak się jednak okazuje, w rzeczywistości za kampanią przesiedleń i oferowania „nowego stylu życia” tybetańskim pasterzom przemawiają zupełnie inne argumenty. Tybetański koczownik, który uciekł do Indii ze względu na projekt przesiedleń, opowiada inną historię: Chiński rząd nie przesiedla nas, aby zachować pastwiska przed nadmiernym wypasem, jak twierdzą. Głównym powodem jest to, że coś wykopują z ziemi. Przywieźli w tym celu ciężkie maszyny, zatrudnili samych Chińczyków. Ewidentnie nie ufają nam na tyle, aby powierzyć taką pracę.

 

photo. Daniel Miller

photo. Daniel Miller

Innymi słowy, chiński rząd był dotychczas dość skuteczny w prowadzeniu bez rozgłosu działalności górniczej w Tybecie, ukrywając ją pod hasłami „przesiedlania ludności nomadycznej i zagwarantowania równowagi na pastwiskach”. Jednak coraz częściej wychodzi na jaw, że Tybetańczycy coraz bardziej spychani są na margines, przypierani do muru, aby nie protestowali przeciwko działalności wydobywczej – niszczącej środowisko na ogromną skalę. Kilka z głośnych w ciągu ostatnich dwóch lat protestów – samospaleń, zostało dokonanych właśnie przez nomadów pozbawionych nadziei na przyszłość.

Według rządowego dokumentu „Opinii Rady Państwa na temat promocji i przyśpieszenia rozwoju na terenach pasterskich”, wydanego w sierpniu 2011 r., podstawowe działania związane z osiedlaniem nomadów mają zostać ukończone do 2015 r., a cały proces zakończony w 2020 r. Oznacza to wyrok śmierci wydany na tradycyjny styl życia ok. 2,5 miliona pasterzy, ich stada, zgromadzoną przez tysiące lat i przekazywaną z pokolenia na pokolenie wiedzę o gospodarowaniu zgodnym z otaczającą przyrodą, a tym samym na istotny element kultury materialnej Tybetu. Wydaje się, że w tym właśnie tkwi klucz do zrozumienia szalonego planu chińskich strategów: po poddaniu tybetańskich klasztorów całkowitej kontroli przez Partię Komunistyczną, przyszedł czas na „okiełznanie” ostatniego niezależnego fragmentu tybetańskiej tożsamości kulturowej, która pod wpływem chińskiej okupacji przekształciła się w świadomość i tożsamość narodową.

photo. International Campaign for Tibet

photo. International Campaign for Tibet

Czyimi rękoma dojdzie do rozmontowania kultury i tożsamości Tybetańczyków? Chińskie władze dostarczą jedynie narzędzi i zachęt ekonomicznych (np. w postaci pojedynczych dotacji czy rekompensat) do osiedlania się. Eksperci ostrzegają, że „nowe socjalistyczne wioski”, tworzone w celu przesiedlenia około 80% wiejskiej populacji Tybetu, mogą stać się źródłem „agresywnych i brutalnych” zachowań, a nie miejscem przynoszącym dobrobyt Tybetańczykom. Już teraz dokumenty nagrywane ukrytą kamerą w takich osiedlach pokazują społeczną degradację nowych mieszkańców. I to w czasie, gdy na świecie zaczyna się doceniać „rdzenną wiedzę” (indigenious knowledge) związaną z środowiskiem oraz gospodarowaniem na zachowanych jeszcze nielicznych obszarach, które ostały się mało przekształcone przez człowieka.

Przyroda jako zasoby

Chiny uczyniły z ochrony środowiska jeden z tematów strategicznych, zdając sobie sprawę z przeludnienia i ograniczenia zasobów jednej z najszybciej rozwijających się gospodarek świata. Problem polega na tym, że w Tybecie wszystkie działania poddane są nadrzędnemu celowi politycznemu, jakim jest „utrzymanie stabilności” lub „walka z separatyzmem” – czytaj: osłabianie tybetańskiej tożsamości narodowej i walka z wpływami Dalajlamy, pozostającego na uchodźstwie w Indiach duchowego przywódcy Tybetańczyków.

photo. Marcin Grajek

photo. Marcin Grajek

Od lat 80. Chiny ustanowiły wiele obszarów chronionej przyrody, często poprzez przesiedlenie lub pozbycie się Tybetańczyków, którzy zamieszkiwali te ziemie od pokoleń. Mówiąc językiem chińskich władz, obszary chronione pozwalają na „wprowadzanie mechanizmów społecznej kontroli, zarządzanie zasobami i wprowadzanie ekoturystyki”. Co ciekawe, wyznaczone granice obszarów chronionych mogą ulegać zmianie, w zależności od odkrywania nowych pokładów zasobów mineralnych. Tak było m.in. w przypadku Rezerwatu Źródeł Trzech Rzek, utworzonego w 2000 r. w celu ochrony źródeł Mekongu, Jangcy i Żółtej Rzeki. Granice rezerwatu zostały zmienione, aby umożliwić wydobycie złota w tym regionie.

Rezerwat Źródeł Trzech Rzek pozostaje jednym z najbardziej kontrowersyjnych projektów środowiskowych wdrażanych na Wyżynie Tybetańskiej. W związku z nim przesiedlono setki tysięcy nomadów, co doprowadziło do poważnych problemów społecznych. Jeden z nielicznych niezależnych zachodnich ekonomistów zajmujących się problematyką rozwoju w Tybecie, Andrew Fisher, wskazuje, że duża część protestów – samospaleń wydarzyła się właśnie na terenach dotkniętych przesiedleniami związanymi z tworzeniem rezerwatu. Według Roberta Barnetta z Uniwersytetu Columbia, jednego z czołowych ekspertów w zakresie praw człowieka w Tybecie, projekty przesiedleń są wdrażane siłą, poddane ścisłej kontroli, bez zagwarantowania jakichkolwiek konsultacji. Pomimo ścisłej kontroli związanej z przekazywaniem informacji z i do Tybetu oraz związanych z tym niebezpieczeństw (zdrada tajemnicy państwowej grozi więzieniem), docierają do nas coraz częściej informacje od mieszkańców Tybetu. Lobsang Monlam, tybetański mnich i aktywista napisał w liście przekazanym za granicę: Chińczycy eksploatują zasoby naturalne budując kopalnie, rządowi aparatczycy są wysyłani do tybetańskich wiosek i miasteczek, aby przemocą odbierać nam ziemię. To stało się niemal codziennością w niektórych odległych regionach Tybetu. Korzystając z różnych kruczków prawnych, zmieniają tożsamość Tybetańczyków na chińską, redukując ich status do ni to Tybetańczyka, ni to Chińczyka.

Regres nomadów

Podobne głosy, choć z oczywistych powodów na razie nieliczne, można także usłyszeć ze strony chińskich naukowców. Xia Liwei, badający wpływ przesiedleń w Golmud (tyb. Gormo), tak opisuje obecną sytuację: Pasterze są przywykli do przemieszczania się ze swoimi stadami, poszukiwania dobrej wody i trawy dla swoich stad, ale przesiedlenia zmieniły ich tryb życia: przestali być pasterzami /…/ oczekiwali komfortowego życia w mieście, pokładali dużą wiarę w lokalne władze. Ale nie spodziewali się, że nie tylko stracą oryginalny tryb życia, ale będą cierpieć z powodu, jak to się określa, „czterech problemów”: braku dostępu do mięsa, mleka, maślanej herbaty oraz opału. Ich standard życia generalnie uległ obniżeniu, a na pewno jest gorszy niż innych mieszkańców.

I tu dochodzimy do sedna problemu. W Tybecie koczownik nie był zawodem, który można zdobyć –  koczownikiem należało się urodzić. Kolejne pokolenia nomadów przekazują sobie wiedzę i umiejętność obchodzenia się ze zwierzętami –  leczenia ich, opiekowania się podczas mroźnych zim itd. Nomadzi dzięki zwierzętom mają wszystko, czego potrzebują –  mleko, masło, ser, jogurt, mięso. Nadwyżki służą do wymiany z rolnikami za mąkę jęczmienną, podstawę wyżywienia mieszkańców Tybetu.

Koczownicy to dumni ludzie, kochający swoją wolność, a hodowla zwierząt i brak stałych domostw dawały im dużą niezależność zarówno od pogody, jak i od lokalnych władz, dzięki czemu zdobyli uznanie wśród tybetańskiej społeczności oraz wysoki status społeczny.

Przemieszczając się po olbrzymich przestrzeniach tybetańskich pastwisk poprzecinanych grzbietami gór, nie posiadając stałego adresu, byli trudni do ujarzmienia, zarówno w przeszłości przez lokalne władze, jak i obecnie przez chińskie. W porównaniu do osiadłych rolników, gospodarujących głównie w dolinach rzek, byli także dużo mniej zależni od kaprysów przyrody. Dość liczne stada wytrzymałych zwierząt pozwalają przetrwać najtrudniejsze zimy. Zbiory rolników uzależnione były od wody, słońca czy mrozu i gradu. Żyjąc w dużym rozproszeniu i często oddaleniu od miast, pasterze zachowali wiele swoich obyczajów i tradycji, które nie mieszczą się w rozpędzonej, zglobalizowanej chińskiej rzeczywistości.

Dla wielu tybetańskich pasterzy bycie nomadą jest pojęciem znacznie szerszym niż wędrowny tryb życia towarzyszący wypasowi zwierząt. Związany jest z miejscem, regionem zamieszkania, kulturą, historią, tożsamością, niezależnością itp. Wielu skuszonych rządową propagandą i zasiłkami godzi się na przeniesienie do nowych domostw, oczekując poprawy warunków życia, ale nie mogą przewidzieć degradacji, z której po pozbyciu się ziemi i stad nie ma już powrotu.

Przesiedlanie nomadów to żart –  słyszymy w filmie o ginącym życiu nomadów. Chińskie władze obiecują najróżniejsze rzeczy –  szpitale, szkoły, które nigdy jednak nie powstają. Nomadzi dostają jedynie puste cztery ściany, środki na pokrycie części wstępnych opłat i nikt się później nimi nie zajmuje. Wydają rządowe subwencje, a gdy skończą się pieniądze, nie mają z czego zapłacić rachunków. Wcześniej nie płacili za nic –  ani za elektryczność, ani za jedzenie, ani za wodę. Pozbawieni środków do życia kończą oglądając w telewizji chińskie filmy akcji, upijając się i grając w bilard

Od początku okupacji Tybetańczycy byli ideologicznie przedstawiani jako „barbarzyńcy” lub „zacofani”, teraz coraz częściej stanowią atrakcję folklorystyczną, często specjalnie wspieraną przez władze cepeliadę na użytek przeważnie chińskich turystów.

Według Xia Liwei, chiński rządowy projekt przesiedleń nie tylko pozbawia nomadów „tradycyjnego sposobu życia” i tożsamości, ale także wytwarza syndrom uzależnienia. Coś, co kiedyś nomadowie mieli za darmo, to znaczy w zamian za ciężkie warunki życia i pracę związaną z wypasem stad, czyli ziemię, wodę i pożywienie – teraz muszą kupić za chińskie juany, które otrzymują z państwowego zasiłku lub prac degradujących ich dotychczasową pozycję społeczną.

Chińczycy nazywają ich „ekologicznymi migrantami” – tak jak określa się tych, których przesiedlono z powodu budowy tamy. Jednak bliższe prawdzie wydaje się określenie „wyrzutki” – z dużym prawdopodobieństwem skończą jako alkoholicy, prostytutki czy żebracy.

Degradacja pastwisk

O tym, jakie mogą być dalsze losy tybetańskich pastwisk, kiedy znikną z nich ich tradycyjni mieszkańcy i gospodarze, można się przekonać śledząc los kontrolowanej przez Chiny Mongolii Wewnętrznej, gdzie koczownicze pasterstwo istniało od wieków – nomadzi praktycznie wyginęli, a pastwiska zamieniły się w nieużytki. Złożyło się na to kilka czynników. W większości mongolscy nomadzi hodowali konie i wielbłądy, natomiast Chińczycy zdecydowali o zwiększeniu liczby kóz kaszmirskich w Mongolii, ze względu na ogromne profity, jakie przynosi sprzedawanie kaszmiru w Europie. Kozy te nie są jednak przyjazne pastwiskom, gdyż nie skubią trawy – one ją wyrywają. A ich ostre kopyta dziurawią powierzchnię gleby, doprowadzając do erozji. Degradacja traw została dopełniona przez osiedlenie się na zagarniętej ziemi mongolskich nomadów, co utorowało drogę napływowi chińskich osadników i kopalni, które skaziły środowisko. Osadnicy przekopali ziemie, żeby zasadzić warzywa. Raz poluzowana gleba została porwana przez ostre wiatry znad pustyni Gobi i cały region uległ erozji –  ziemia zmieniła się w pył.

Podobna sytuacja ma miejsce na Płaskowyżu Tybetańskim, gdzie intensywny wyrąb lasów, prowadzony przez Chińczyków od czasu inwazji w 1950 r., zmniejszył zalesienie o 50%. Chińscy żołnierze i osadnicy doprowadzili pomiędzy 1960 a 1970 rokiem do wyginięcia prawie całej dzikiej przyrody Tybetu, zabijając zwierzęta na mięso lub dla sportu. Łąki, niegdyś obfitujące w gazele, antylopy, dzikie osły oraz inne stworzenia, teraz świecą pustką. Czy piecza nad pastwiskami powinna być powierzona temu samemu brutalnemu reżimowi, który dopuścił do tej ekologicznej katastrofy?

Intensywnej kampanii w Tybecie z niepokojem przygląda się diaspora tybetańska. Ochrona środowiska jest „oczkiem w głowie” Jego Świątobliwości Dalajlamy, duchowego przywódcy Tybetu. Niezmiennie powtarza on, że kwestie ekologiczne są jednym z głównych powodów, dla których świat powinien interesować się tym, co chińskie władze robią w Tybecie. Dalajlama na uchodźstwie w Indiach inicjuje szereg działań na rzecz ochrony przyrody. Również w niezależnym dzisiaj już od niego Tybetańskim Rządzie Emigracyjnym sprawnie działa Biuro ds. Środowiska. Jego szef, Tenzin Norbu, tak mówi o sytuacji i konsekwencjach wysiedleń nomadów: Z jednej strony Chińczycy obwiniają nomadów o degradację obszarów trawiastych. A ta degradacja ma miejsce tylko na skutek ich ogradzającej polityki. Bo jeśli otoczy się płotem duże stado, to automatycznie hodowla ulegnie pogorszeniu. Polityka ogradzania wpłynęła także na migrację antylop, poza tym przez tereny pasterskie przebiegają teraz linie kolejowe… Jakby na to nie spojrzeć, nomadzi są dla Chińczyków główną barierą w realizowaniu projektów rozwojowych, których tak naprawdę nie chcemy. Miliony ton węgla zalegają pod tymi pastwiskami. A więc z naukowego punktu widzenia tereny te są bardzo ważne dla utrzymania węglowej równowagi na całej Wyżynie Tybetańskiej. Jesteśmy zaskoczeni tym, że jak podaje aktualny raport UNDP (Programu Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju) stopień pustynnienia Płaskowyżu Tybetańskiego wynosi ponad 2000 km2 w skali roku. To naprawdę wysoki wskaźnik. Teraz, gdy przesiedla się nomadów, nie ma nikogo, kto zająłby się przywróceniem pastwisk. A wskaźnik pustynnienia będzie dalej wzrastał i w 2020 czy 2035 roku zobaczymy całe pastwiska przekształcone w pustynie. Co więcej, pustynnienie jest pogłębiane przez zmiany klimatyczne, globalne ocieplenie i pustynne burze, które nadchodzą z Pustyni Taklamakan i całej Mongolii. To ogromnie przyspiesza proces pustynnienia Tybetu. Ci nomadzi to jedyni ludzie, którzy mogą skutecznie odtworzyć pastwiska. A kiedy się ich stąd wysiedla, i, jakby tego było mało, ich miejsce zajmują spółki kopalniane, nie mamy żadnego oręża w walce z pustynnieniem.

Do 2020 roku, czyli ustanowionego przez chińskie władze terminu „ostatecznego rozwiązania” kwestii wędrujących po wyżynach Tybetu ostatnich nomadów, zostało niewiele czasu. Dlatego organizacje działające na rzecz Tybetu coraz głośniej podnoszą tę kwestię, apelując do polityków o wywarcie wpływu na rząd Chin w celu powstrzymania projektów przesiedleń. Po ich stronie staje coraz więcej ekspertów i naukowców, podkreślających, że to „eksperyment”, którego skutków do końca nie da się przewidzieć. Organizacje, aktywiści i politycy mogą korzystać z szerokiego wachlarza argumentów: praw człowieka, bezpieczeństwa ekologicznego, wpływu pustynnienia na globalne ocieplenie czy też zwykłej moralności. Sam Dalajlama określa obecną sytuację w Tybecie jako „kulturowe ludobójstwo”.

Naszym wyborem jest, czy zajmiemy w tej sprawie jakieś stanowisko oraz czy wpłyniemy na reprezentujących nas ludzi –  polityków, parlamentarzystów, aby zrobili to samo.

PIOTR CYKOWSKI

Piotr Cykowski – koordynator Programu Tybetańskiego Fundacji Inna Przestrzeń: ratujTybet.org

W przygotowaniu tekstu korzystałem z ostatniego raportu Tibetan Center for Human Right and Democracy za rok 2012 tchrd.org. Dziękuję za współpracę Iwonie Bartoszcze. 

źródło: pracownia.org.pl

Artykuł po raz pierwszy został opublikowany w miesięczniku Dzikie Życie z kwietnia 2013 roku.

Przepełniony (słusznym) gniewem marksista: Wywiad z Dalajlamą

HHDLNYJ.Ś. Dalajlama: W obliczu niesprawiedliwości gospodarczej czy jakiejkolwiek innej,  dla osoby religijnej pozostawanie obojętnym jest czymś całkowicie niewłaściwym.  Ludzie religijni muszą walczyć, żeby   te problemy rozwiązać. Czytaj dalej

J.Ś. Dalajlama: Buddyzm a demokracja

1. Przez tysiące lat wmawiano ludziom, że jedynie organizacja autorytarna, stosująca surowe  metody oparte na dyscyplinie, jest w stanie zarządzać społecznością ludzką. Jednakże, ponieważ ludzie posiadają wrodzone pragnienie wolności, na przestrzeni historii siły wolności i ucisku pozostawały w ciągłym konflikcie. Dzisiaj jest jasne, które z nich wygrywa. Pojawienie się masowych ruchów społecznych oraz obalenie lewicowych i prawicowych dyktatur pokazały bezdyskusyjnie, że rasa ludzka nie może tolerować ani właściwie funkcjonować pod rządami tyranii.

2. Jakkolwiek żadne z naszych buddyjskich społeczeństw nie rozwinęło systemu rządzenia podobnego do świeckiej demokracji, ja osobiście mam dla niej wielki podziw. Gdy Tybet był jeszcze wolny, pielęgnowaliśmy naszą naturalną izolację, błędnie sądząc, że zapewnimy sobie w ten sposób pokój i bezpieczeństwo. W rezultacie zwracaliśmy niewiele uwagi na zmiany zachodzące w świecie na zewnątrz. Moment w którym jeden z naszych najbliższych sąsiadów –  Indie, po pokojowym zdobyciu niepodległości, staył się największą demokracją świata, przeszedł dla nas prawie niezauważenie. Później nauczyliśmy się poprzez trudne doświadczenia, że wolność jest czymś, co należy dzielić z innymi i cieszyć nią w ich towarzystwie, nie zaś trzymać tylko dla siebie.

3. Pomimo że Tybetańczycy na zewnątrz Tybetu zostali zdegradowani do statusu uchodźców, mamy wolność do korzystania z naszych praw. Nasi bracia i siostry w Tybecie, chociaż żyją w swoim własnym kraju, nie mają nawet prawa do życia. Dlatego ci z nas, którzy znajdują się na uchodźstwie są odpowiedzialni za zastanowienie się nad i obmyślenie planu dla przyszłego Tybetu. Z tego powodu przez lata próbowaliśmy różnych środków w celu ustanowienia modelu prawdziwej demokracji. Pokazuje to doskonałe zaznajomienie wszystkich Tybetańczyków na uchodźstwie z terminem -„demokracja”.

4. Przez długi czas nie mogłem się doczekać chwili, w której moglibyśmy opracować system polityczny odpowiadający zarówno naszym tradycjom, jak wymogom współczesnego świata. Demokracji mającej w swoich założeniach pokój i niestosowanie przemocy. Rozpoczęliśmy ostatnio wprowadzanie zmian, które jeszcze bardziej zdemokratyzują i wzmocnią naszą administrację na uchodźstwie. Zdecydowałem z wielu powodów, że nie będę stał na czele, ani nie będę odgrywał jakiejkolwiek roli w rządzie, gdy Tybet stanie się niepodległy. Przyszłym szefem Rządu Tybetańskiego musi być ktoś wybrany w wyborach powszechnych przez Tybetańczyków. Takie rozwiązanie ma wiele zalet i sprawi, że staniemy się prawdziwą i całkowitą demokracją. Mam nadzieję, że pozwoli ono narodowi tybetańskiemu mieć pełne prawo głosu w decydowaniu o przyszłości ich kraju.

5. Nasza demokratyzacja dotarła do Tybetańczyków na całym świecie. Sądzę, że przyszłe pokolenia będą uważały te zmiany za jedne z najważniejszych osiągnięć naszego życia na uchodźstwie. Podobnie jak wprowadzenie buddyzmu do Tybetu scementowało nasz naród, jestem przekonany, że demokratyzacja naszego społeczeństwa doda mu witalności i umożliwi naszym instytucjom decyzyjnym odzwierciedlanie jego rzeczywistych potrzeb i aspiracji.

6. Idea mówiąca o tym, że ludzie mogą żyć razem jako wolne jednostki, z założenia równe i z tego powodu odpowiedzialne za siebie nawzajem, zasadniczo zgadza się z podejściem buddyjskim. Będąc buddystami, my – Tybetańczycy, odnosimy się do życia ludzkiego z szacunkiem, uznając je za najcenniejszy dar i uważamy filozofię i nauki buddyjskie za ścieżkę wiodącą do najwyższego rodzaju wolności, celu możliwego do osiągnięcia zarówno przez mężczyzn, jak i przez kobiety.

7. Według Buddy najważniejszym celem życia jest szczęście. Uważał on także, że podczas gdy niewiedza związuje istoty z niekończącą się frustracją i cierpieniem, mądrość jest wyzwalająca. Współczesna demokracja jest oparta na założeniu, że wszyscy ludzie są w swojej istocie równi i każdy z nas ma równe prawa do życia, wolności i szczęścia. Buddyzm także uznaje, że wszystkie istoty ludzkie są uprawnione do godnego życia oraz mają równe i niezbywalne prawo do wolności, nie tylko w znaczeniu wolności politycznej, lecz także na fundamentalnej płaszczyźnie wolności od lęku i niedostatku. Bez względu na to, czy jesteśmy bogaci, czy biedni, wykształceni, czy niewykształceni, do jakiej należymy religii lub nacji, oraz jaką wyznajemy ideologię, każdy z nas jest po prostu istotą ludzką, taką samą jak wszyscy inni. Nie tylko wszyscy pragniemy szczęścia i chcemy uniknąć cierpienia, lecz także każdy z nas ma równe prawa do realizacji tych celów.

8. Budda założył instytucję zwaną Sanghą lub społecznością monastyczną, która działała na zasadach w dużej mierze demokratycznych. Wewnątrz tego braterstwa jednostki były równe, niezależnie od pochodzenia klasowego czy kastowego. Jedyna drobna różnica w statusie zależała od długości stażu w stanie mnisim. Indywidualna wolność, której przykładem było wyzwolenie lub oświecenie, stanowiła główny przedmiot zainteresowania całej społeczności i osiągano ją poprzez doskonalenie umysłu w medytacji. Niemniej jednak, w codziennych relacjach pomiędzy mnichami obowiązywały zasady szczodrości, szacunku i łagodności wobec innych. Prowadząc życie bezdomne, mnisi uwolnili się od trosk związanych z posiadaniem. Jednakże nie żyli w całkowitej izolacji. Zwyczaj żebrania o datki wzmacniał tylko ich świadomość zależności od innych. Decyzje wewnątrz społeczności były podejmowane przez głosowanie, a sprawy sporne rozstrzygano na zasadzie konsensusu, tak więc Sangha mogła służyć jako model równości społecznej, dzielenia zasobów i procesu demokratycznego.

9. Buddyzm jest przede wszystkim doktryną praktyczną. Odnosząc się do podstawowego problemu ludzkiego cierpienia nie twierdzi, że istnieje tylko jedno rozwiązanie. Dostrzegając, że istoty ludzkie bardzo się różnią pod względem swoich potrzeb, usposobienia i zdolności, uznaje, iż istnieje wiele ścieżek do pokoju i szczęścia. Jego spójność jako wspólnoty duchowej wyrosła z jednoczącego poczucia bycia braćmi i siostrami w Dharmie. Bez żadnej widocznej scentralizowanej władzy buddyzm przetrwał już ponad dwa i pół tysiąca lat. Rozkwitł w wielkiej różnorodności form, ciągle się odnawiając, mając swoje korzenie w naukach Buddy. Taki rodzaj pluralistycznego podejścia, w którym same jednostki są odpowiedzialne, jest w bardzo dużym stopniu zgodny z poglądem demokratycznym.

10. Wszyscy pragniemy wolności, lecz tym, co wyróżnia istoty ludzkie jest inteligencja. Jako wolne istoty ludzkie możemy używać naszej wyjątkowej inteligencji, aby spróbować zrozumieć samych siebie i nasz świat. Budda stwierdził wyraźnie, że jego wyznawcy nie powinni przyjmować bezkrytycznie nawet tego, co on sam powiedział, lecz powinni to badać i sprawdzać, podobnie jak złotnik sprawdza jakość złota. Natomiast jeśli uniemożliwia się nam korzystanie z naszej kreatywności i zdolności rozróżniania, tracimy jedną z podstawowych ludzkich cech. Tak więc wolność polityczna, społeczna i kulturalna, jaką pociąga za sobą demokracja, ma ogromną wartość i znaczenie.

11. Żaden system sprawowania władzy nie jest doskonały, ale demokracja jest najbliższa naszej podstawowej ludzkiej naturze. Stanowi ona również jedyną stabilną podstawę, na jakiej może zostać zbudowana sprawiedliwa i wolna struktura globalna. Stąd jest w najlepiej pojętym interesie nas wszystkich, aby ci z nas, którzy mogą już cieszyć się demokracją, aktywnie wspierali prawo wszystkich innych do tego samego.

12. Jakkolwiek komunizm opowiadał się za wieloma szczytnymi ideałami, w tym altruizmem, próba narzucenia przez elity rządzące własnych poglądów innym okazała się katastrofalna w skutkach. Rządy te zadały sobie wiele trudu, aby skontrolować własne społeczeństwa i wymusić na obywatelach pracę dla dobra ogółu. Sztywna i surowa organizacja była być może potrzebna na samym początku w celu pokonania poprzednich zbudowanych na ucisku reżimów. Jednakże gdy cel ten został osiągnięty, taka surowość stała w sprzeczności z ideą budowy społeczeństwa opartego na autentycznej współpracy. Komunizm poniósł całkowitą klęskę, ponieważ bazował na użyciu siły w celu propagowania własnych przekonań. Ostatecznie natura ludzka nie była w stanie wytrzymać związanego z tym cierpienia.

13. Brutalna siła, jakkolwiek mocno byłaby stosowana, nie jest w stanie poskromić podstawowego ludzkiego pragnienia wolności. Dowodem na to są setki tysięcy ludzi protestujących w miastach Europy Wschodniej. Wyrazili oni po prostu ludzką potrzebę wolności i demokracji. Ich żądania nie miały nic wspólnego z jakąś nową ideologią; wyrażali oni najzwyczajniej płynące z głębi serca pragnienie wolności. Nie wystarczy, tak jak zakładał to system komunistyczny, zapewnić ludziom jedynie pożywienie, schronienie i ubranie. Nasza głębsza natura domaga się, abyśmy oddychali drogocennym powietrzem wolności.

14. Pokojowe rewolucje w byłym Związku Radzieckim i we Wschodniej Europie nauczyły nas wielu ważnych rzeczy. Jedną z nich jest wartość prawdy. Ludzie nie lubią być wykorzystywani, oszukiwani i okłamywani, ani przez inne jednostki, ani przez system. Działania takie są sprzeczne z podstawowym ludzkim charakterem. Stąd ci, którzy stosują oszustwa i używają siły,  mogą osiągnąć znaczący, krótkotrwały sukces, lecz ostatecznie zostaną obaleni.

15. Prawda jest najlepszym gwarantem i prawdziwą podstawą wolności i demokracji. Nie ma znaczenia, czy jesteś słaby, czy silny i czy twoja sprawa ma wielu, czy też niewielu zwolenników. Prawda i tak zwycięży. W ostatnich latach powstało i odniosło sukcesy wiele ruchów wolnościowych będących wyrazem najbardziej podstawowych ludzkich odczuć. Stanowi to cenne przypomnienie, że w dużej części naszego politycznego życia brakuje jeszcze prawdy. Szczególnie w stosunkach międzynarodowych przykładamy do niej bardzo niewielką wagę. W konsekwencji słabsze narody są manipulowane i gnębione przez mocniejsze, tak samo jak słabsze części większości społeczeństw zaznają cierpień z rąk tych bardziej zamożnych i posiadających większą władzę. Wyrażanie prawdy wprost było w przeszłości zwykle odrzucane jako nierealistyczne, lecz ostatnich kilka lat pokazało, że stanowi ono ogromną siłę w ludzkich umysłach i z tego powodu ma moc zmieniania historii.

16. Dochodząc do końca dwudziestego wieku odkrywamy, że świat stał się mniejszy i ludzie tego świata stali się niemalże jedną społecznością. Przyciągają nas również do siebie niezwykle poważne problemy, przed którymi wszyscy stoimy: przeludnienie, zmniejszające się zasoby naturalne i kryzys środowiska naturalnego, zagrażające samym podstawom naszego istnienia na tej małej planecie, którą dzielimy. Sądzę, że aby sprostać wyzwaniom naszych czasów, istoty ludzkie będą musiały rozwinąć większe poczucie powszechnej odpowiedzialności. Każdy z nas musi się nauczyć pracować nie tylko dla siebie, swojej rodziny lub narodu, lecz dla dobra całej ludzkości. Powszechna odpowiedzialność jest prawdziwym kluczem do przetrwania rodzaju ludzkiego. Stanowi najlepszy fundament dla światowego pokoju, sprawiedliwej eksploatacji surowców naturalnych i właściwej troski o środowisko.

17. Ta pilna potrzeba współpracy może jedynie wzmocnić rodzaj ludzki, ponieważ pomaga nam uświadomić sobie, że najbardziej bezpiecznym fundamentem nowego porządku świata  są nie  tylko szersze polityczne i ekonomiczne sojusze, lecz przede wszystkim szczere praktykowanie przez każdą jednostkę miłości i współczucia. Właściwości te są podstawowym źródłem ludzkiego szczęścia i nasza ich potrzeba, leży w najgłębszej istocie naszego jestestwa. Praktyka współczucia nie jest jedynie symptomem nierealistycznego idealizmu, lecz najbardziej skutecznym sposobem dążenia do zapewnienia największych korzyści  zarówno innym ludziom, jak i nam samym. Im bardziej, jako narody lub jednostki, jesteśmy zależni od innych, tym bardziej  w naszym najlepszym interesie leży  zapewnienie im wszelkiego dobra.

18. Pomimo gwałtownych postępów cywilizacji w tym wieku uważam, że najbardziej bezpośrednią przyczyną naszych obecnych problemów jest nadmierny nacisk na rozwój wyłącznie materialny. Nie wiedząc nawet o tym, staliśmy się tak bardzo pochłonięci pogonią za nim, że zaniedbaliśmy rozwijanie najbardziej podstawowych ludzkich potrzeb miłości, dobroci, współpracy i troski. Jeśli kogoś nie znamy, albo nie czujemy się związani z jakąś konkretną osobą lub grupą, po prostu nie zwracamy uwagi na ich potrzeby. A mimo to rozwój ludzkiego społeczeństwa jest oparty na pomaganiu sobie wzajemnie. Gdybyśmy stracili właściwe nam cechy ludzkie, które są naszą podstawą, jaki sens miałoby dążenie do jedynie materialnej poprawy?

19. W obecnych okolicznościach nie możemy sobie pozwolić na założenie, że ktoś inny rozwiąże nasze problemy. Każda indywidualna jednostka jest odpowiedzialna za pomoc w prowadzeniu naszej ludzkiej rodziny we właściwym kierunku i musimy wszyscy podjąć tę odpowiedzialność. To, do czego musimy dążyć, jest wspólną sprawą naszego społeczeństwa. Jeśli społeczeństwo jako całość ma się dobrze, skorzysta na tym każda żyjąca w nim indywidualna jednostka lub grupa. W naturalny sposób będą oni szczęśliwi. Natomiast jeśli społeczeństwo jako całość upadnie, wtedy gdzie będziemy mogli się zwrócić, aby domagać się naszych praw i walczyć o nie?

20. Jeśli o mnie chodzi, to naprawdę sądzę, że jednostki są w stanie zmienić społeczeństwo. Próbuję samemu rozwijać współczucie, nie tylko z powodów religijnych, lecz również humanitarnych. Aby sam siebie zachęcić do tego altruistycznego nastawienia, wyobrażam sobie czasami po jednej stronie siebie, pojedynczą jednostkę, a po drugiej ogromne zgromadzenie wszystkich innych istot ludzkich. Następnie pytam samego siebie: „Czyje interesy są ważniejsze?”. Staje się wtedy dla mnie jasne, że jak bardzo nie czułbym się ważny, jestem tylko jeden, podczas gdy inni stanowią większość.

Waszyngton, kwieceń 1993 r.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.dalailama.com

Tłumaczenie po raz pierwszy opublikowane kilka lat temu na stronie: dalajlama.info.pl 

zobacz także:

J.Ś. Dalajlama: Prawa człowieka,  demokracja i wolność i

J.Ś. Dalajlama: Powszechna odpowiedzialność a środowisko

J.Ś. Dalajlama: Esej o górach

J.Ś. Dalajlama: Globalna społeczność

 

J.Ś. Dalajlama: Radzenie sobie ze stresem i depresją

My –  istoty ludzkie, na podstawowym poziomie jesteśmy wszyscy tacy sami, każdy z nas pragnie szczęścia i chciałby uniknąć cierpienia. Z tego właśnie powodu, kiedy tylko mam okazję, staram się zwracać uwagę moich rozmówców na to, co wspólne dla całej ludzkiej rodziny, a także jak bardzo egzystencja i dobro każdego z nas, zależne są od wszystkich innych.

Coraz więcej ludzi zdaje sobie obecnie sprawę ze ścisłej zależności pomiędzy naszym stanem umysłu a doświadczeniem szczęścia. Potwierdzają to również wyniki badań naukowych. Wielu z nas żyje w społeczeństwach bardzo rozwiniętych pod względem materialnym –  niemniej jednak wśród członków tych społeczności jest wielu ludzi, którzy nie czują się szczęśliwi. Tuż pod piękną wierzchnią warstwą dostatku kryje się rodzaj umysłowego niepokoju, prowadzącego do rozczarowania, niepotrzebnych waśni, uzależnienia od narkotyków lub alkoholu, a w najgorszych przypadkach do samobójstwa. Nie ma gwarancji, że samo bogactwo materialne zapewni ci radość i spełnienie, którego tak bardzo pragniesz. To samo można powiedzieć o twoich przyjaciołach. Gdy znajdujesz się w stanie intensywnej złości lub nienawiści, nawet najbliżsi ludzie wydają ci się w jakiś sposób zimni, dalecy i irytujący.

Jednakże, jako istoty ludzkie obdarzeni jesteśmy darem wspaniałej ludzkiej inteligencji. Oprócz tego posiadamy wszyscy zdolność do działania z wielką determinacją i kierowania tego poczucia stanowczości w jakąkolwiek stronę chcemy. Dopóki pamiętamy o tym, że mamy tę niezwykłą ludzką inteligencję oraz zdolność do rozwinięcia determinacji i użycia jej w pozytywny sposób, uda się nam zachować elementarne zdrowie psychiczne. Świadomość posiadania tego wspaniałego potencjału jest źródłem fundamentalnej siły. Świadomość ta może działać jak mechanizm pozwalający na radzenie sobie z każdą trudnością, niezależnie od sytuacji, bez popadania w poczucie braku nadziei lub niskiej własnej wartości.

Piszę to, jako ktoś, kto mając szesnaście lat stracił wolność, a następnie w wieku dwudziestu czterech lat swoją ojczyznę. Żyję na wychodźstwie od ponad pięćdziesięciu lat, w czasie których my –  Tybetańczycy poświęciliśmy się utrzymaniu tybetańskiej tożsamości narodowej, oraz zachowaniu naszej kultury i wartości. Niemal codziennie z Tybetu docierają do nas rozdzierające serce wieści, jednakże nie stanowi to powodu do załamania się i poddania. Mnie osobiście pomaga następujące rozważanie: Jeśli dla danego problemu lub sytuacji istnieje rozwiązanie, nie ma potrzeby, żeby się zamartwiać. Innymi słowy, jeśli możliwe jest znalezienie wyjścia albo pokonanie trudności, nie ma powodu, żeby czuć się przez nią przytłoczonym. Właściwym działaniem jest poszukiwanie rozwiązania. Z pewnością bardziej rozsądne jest wówczas skoncentrowanie swojej energii na rozwiązaniu, nie zaś tracenie jej na zamartwianie się problemem. Jeśli zaś problemu rozwiązać się nie da, wówczas martwienie się nim również pozbawione jest sensu, ponieważ tak czy inaczej nic z nim nie można zrobić. W takim przypadku, im szybciej ten fakt zaakceptujesz, tym będzie ci łatwiej. Takie podejście wymaga oczywiście odważnego zmierzenia się z sytuacją i realizmu. W przeciwnym razie nie będziesz w stanie dowiedzieć się, czy rozwiązanie istnieje, czy też nie.

Przyjęcie realistycznej perspektywy i rozwijanie właściwej motywacji, może ochronić was przed uczuciami lęku i niepokoju.

Jeśli wasza motywacja jest szczera i czysta, jeśli kieruje wami chęć pomocy innym, wypływająca z dobroci, współczucia i szacunku dla nich –  będziecie w stanie wykonywać każdą pracę, nie martwiąc się o to, co myślą o was inni, ani o to, czy uda wam się ostatecznie osiągnąć wasz cel. Nawet jeśli wam się nie uda, będziecie czuli się dobrze wiedząc, że podjęliście trud. Natomiast ze złą motywacją, nawet jeśli osiągniecie swój cel i ludzie będą was chwalić, nadal nie będziecie czuli się szczęśliwi.

Czasami możemy mieć poczucie, że całe nasze życie jest niesatysfakcjonujące, czujemy się przytłoczeni spotykającymi nas trudnościami. Zdarza się to, z różną intensywnością, każdemu z nas . Gdy tak się dzieje, niezwykle ważne jest zrobienie wszystkiego, co tylko jesteśmy w stanie, aby podnieść się na duchu. Możemy to zrobić przypominając sobie szczęście, które nas spotkało. Na przykład: ktoś może nas kochać; możemy posiadać jakieś talenty; być może otrzymaliśmy dobre wykształcenie; mamy co jeść, w co się ubrać i miejsce do życia; być może w przeszłości dokonaliśmy jakiś altruistycznych czynów. Powinniśmy wziąć pod uwagę nawet najdrobniejsze pozytywne aspekty naszego życia, ponieważ jeśli nie uda nam się znaleźć jakiegoś sposobu na podniesienie się na duchu, istnieje realne niebezpieczeństwo dalszego pogrążenia się w poczucie bezradności. To zaś może nas doprowadzić do przekonania, że nie jesteśmy w stanie zrobić niczego pozytywnego. Stworzymy wtedy warunki do powstania rozpaczy.

Jako buddyjski mnich nauczyłem się, że główną przyczyną naszych zmartwień i niepokoju, jest to, co nazywamy przeszkadzającymi emocjami. Wszystkie myśli, uczucia i zdarzenia mentalne, które odzwierciedlają negatywny lub pozbawiony współczucia stan umysłu, w sposób nieunikniony prowadzą do osłabienia naszego doświadczenia wewnętrznego spokoju. Wszystkie nasze negatywne myśli i emocje,  takie jak: nienawiść, złość, duma, pożądanie, chciwość, zazdrość i im podobne –  uważane są za przeszkody i źródło trudności.

Negatywne myśli i emocje przesłaniają nasze podstawowe pragnienie –  bycia szczęśliwym i uniknięcia cierpienia. Kiedy działamy pod ich wpływem, nie zważamy na to, jakie skutki nasze działania przyniosą innym. Dlatego są one przyczyną naszego negatywnego zachowania, zarówno w stosunku do innych, jak i nas samych. Morderstwa, skandale i oszustwa mają swój początek w przeszkadzających uczuciach.

Nieuchronnie pojawia się pytanie –  czy jest możliwe ćwiczenie naszego umysłu?  Istnieje wiele metod za pomocą których możemy to robić. Jedną z nich jest wywodząca się z tradycji buddyjskiej, specjalna nauka nazywana treningiem umysłu. Koncentruje się ona na rozwijaniu troski o innych i przekształcaniu przeciwności w korzyści. To ten właśnie sposób myślenia, polegający na przekształcaniu problemów w szczęście, umożliwił Tybetańczykom zachowanie godności i odwagi, pomimo ogromnych trudności, którym przyszło im sprostać. Ja również odnoszę z tej nauki bardzo duże praktyczne korzyści. Wielki tybetański nauczyciel treningu umysłu powiedział kiedyś, że jedną z najwspanialszych właściwości umysłu jest jego zdolność do transformacji. Nie mam wątpliwości, że ci, którzy próbują przekształcić swój umysł, przezwyciężyć przeszkadzające uczucia i osiągnąć stan wewnętrznego spokoju, zauważą po pewnym czasie, ze ich wewnętrzne nastawienie i reakcje na ludzi i zdarzenia uległy zmianie. Ich umysły staną się bardziej zdyscyplinowane, a myśli i uczucia bardziej pozytywne. I jestem pewien, że zauważą, jak wzrasta ich własne poczucie szczęścia, gdy przyczyniają się do większego szczęścia innych. Modlę się o to, aby każdy kto czyni z tego cel swojego życia, doświadczył błogosławieństwa sukcesu.

Dalajlama

31 grudnia 2010

Po raz pierwszy opublikowane w indyjskim dzienniku the Hindustan Times, 3 stycznia 2011 roku

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.dalailama.com