Archiwa tagu: działanie boddhisattwy

J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Ochrona środowiska esencją praktyki duchowej

Mowa wygłoszona przez Jego Świątobliwość XVII Gjalłanga Karmapę ostatniego dnia Piątej Konferencji Ekologicznej  Khoryug, która odbyła się w dniach 8-12 listopada 2013 roku  w Delhi w Indiach. Czytaj dalej

Przepełniony (słusznym) gniewem marksista: Wywiad z Dalajlamą

HHDLNYJ.Ś. Dalajlama: W obliczu niesprawiedliwości gospodarczej czy jakiejkolwiek innej,  dla osoby religijnej pozostawanie obojętnym jest czymś całkowicie niewłaściwym.  Ludzie religijni muszą walczyć, żeby   te problemy rozwiązać. Czytaj dalej

J.Ś. XIV Dalajlama: Lekarstwo altruizmu

Kiedy zastanawiam się nad brakiem współpracy w ludzkiej społeczności, dochodzę do jednego wniosku –  jej przyczyną jest niewiedza co do naszej współzależnej natury. Czytaj dalej

David Tetsu-un Loy: Co zrobiłby Budda?

Być może każde pokolenie ma poczucie zmagania się z jakiegoś rodzaju kryzysem, od którego zależy dalszy los świata,  lecz jeśli nie schowałeś głowy w piasek (lub jakiś jego buddyjski odpowiednik), nie jest możliwe, aby nie zdawać sobie sprawy z wyjątkowego kryzysu na skalę planetarną, w obliczu którego stoimy obecnie. Katastrofa ekologiczna nie jest już dłużej jedynie zagrożeniem –  jest to coś, co właśnie się dzieje i jest już oczywiste, że cywilizacja, jaką znamy, ulegnie przekształceniu w jakiś bardzo nieprzyjemny dla nas sposób na skutek globalnego załamania równowagi ekologicznej, w wyniku przede wszystkim globalnego ocieplenia, ale również niszczenia warstwy ozonowej, gwałtownego wymierania wielu gatunków i różnych rodzajów skażenia, w tym takich, o których jeszcze nie wiemy.

Nasz ulegający globalizacji system gospodarczy jest spółką całkowicie zależną od biosfery, lecz zarządzający nim dyrektorzy generalni (na tyle na ile, ktoś w ogóle sprawuje nad nim kontrolę), nie potrafią myśleć dalej niż do następnego raportu kwartalnego, podobnie jak politycy, których nie interesuje przyszłość wykraczająca poza następne wybory. Przeludnienie, pandemie i  ogromna, powiększająca się ciągle liczba ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie grożą załamaniem społecznym, a media –  dochodowe przedsiębiorstwa,  zainteresowane głównie generowaniem zysków, nie zaś odkrywaniem i ujawnianiem prawdy –  odwracają naszą uwagę audycjami informacyjno rozrywkowymi i mamią zapewnieniami, że rozwiązanie jest „ciągle takie samo”: nie tracić wiary, wytrwać wystarczająco długo zaciskając pasa, a w końcu rozwój technologiczny i wzrost gospodarczy, większa konsumpcja i PKB, rozwiążą nasze problemy.

Jakby tego było mało, nasi niedouczeni, skorumpowani i aroganccy przywódcy, a raczej władcy,  wykazali się brakiem kompetencji we wszystkim za wyjątkiem kłamstwa i zdobywania władzy. Teraz,  gdy ich oszustwa i nieudolność wychodzą na  jaw i zaczynają im zagrażać –  ich popularność  spada, lecz jednocześnie umacniają swoją władzę.  Twarze się zmienią, lecz jeśli czegoś z tym nie zrobimy, struktura władzy pozostanie taka sama.

Jednym z najpotężniejszych narzędzi umacniania  władzy jest lęk, co wymaga zastąpienia Zimnej Wojny niekończącą się „wojną z terrorem”,  oznaczającą niekończące się zyski, dla bogacącego się na konfliktach zbrojnych kompleksu militarno-przemysłowego, dla którego pokój, oznaczałby załamanie.  Celowo czy też nie, wojna z terroryzmem prowadzona jest w sposób gwarantujący, że z każdym kolejnym zabitym „terrorystą”, przybędzie wielu więcej zdesperowanych, nienawidzących USA ludzi. Nasze agresywne próby poskromienia terroryzmu stanowią gwarancję, że będzie on trwał nadal. Jak ujął to Peter Ustinov, terroryzm jest wojną biednych, wojna jest terroryzmem bogatych.  Po głębszej analizie okazuje się, że przemoc popełniana przez małe grupy terrorystyczne, takie jak Al-Kaida, ma skalę naprawdę niewielką w porównaniu do „terroryzmu państwowego” (włączając w to usankcjonowane stosowanie  tortur),  który w naszym odczucia mamy prawo stosować   wobec wszystkich innych, których się boimy, lub którzy zagrażają naszym „narodowym interesom”.

Powyższe refleksje nie są wyrazem moich poglądów politycznych, lecz stwierdzeniem faktów. Znajdujemy się w krytycznej sytuacji, i buddyści tak jak wszyscy inni, powinni szybko stawić jej czoła. Mówiąc dosadnie –  jeśli nie jesteście przynajmniej mgliście świadomi tych palących problemów, to albo żyjecie w jakiegoś rodzaju bardzo dziwnej bańce, odcięci od wiadomości (być może w ostatnim stadium dwudziestoletniego odosobnienia w himalajskiej grocie?), albo nie praktykujecie we właściwy sposób. Nie jesteście uważni lub coś jest nie tak z waszą zdolnością widzenia. Przypuszczam, że w piekle (zarówno   buddyjskim, jak i chrześcijańskim) znajduje się specjalne miejsce zarezerwowane dla tych, którzy odmawiają porzucenia egocentrycznej obojętności, pozwalającej im bez końca siedzieć na poduszkach medytacyjnych, podczas gdy reszta świata zmierza ku otchłani. Buddyzm zachęca nas do rozwijania uważności i świadomości, i szczególnie dzisiaj konieczne jest rozszerzenie tej świadomości poza nasze poduszki medytacyjne i ośrodki Dharmy –  objęcie nią szerszego zrozumienia tego, co dzieje się w naszym świecie, z naszym światem –  światem, który krzyczy z bólu. Tak jak Kwan Yin (boddhisattwa współczucia, Awalokiteśwara  –  przyp. tłum.) powinniśmy umieć usłyszeć ten ból i odpowiedzieć nań.  Czasami uważamy, że praktyka medytacji oznacza „tylko widzenie, tylko słyszenie, tylko odczuwanie są dobre! – myślenie pojęciowe jest złe.” Bywają okoliczności, czas i miejsca, kiedy należy skupić się na bezpośrednim doświadczaniu  odczuć zmysłowych i zjawisk mentalnych –  przed myśleniem.  Jednakże praktyki takie są niekompletne, podobnie jak buddyjskie oświecenie, które wyzwala nas samych, nie wzbudzając naszej motywacji do pracy nad doprowadzeniem do wyzwolenia wszystkich innych istot. W przeciwnym razie możemy skończyć podobnie jak żaby na dnie głębokiej studni, nieświadome istniejącego na zewnątrz szerszego świata.  Jeżeli twoja praktyka buddyjska sprawia, ze masz alergię na wszystkie pojęcia i myślenie abstrakcyjne,  przygotuj się lepiej na wyprawę na Biegun Południowy, aby doświadczyć na własnej skórze oparzenia słonecznego na skutek dziury ozonowej, i do arktycznej tundry, aby potaplać się w błocie topniejącej wiecznej zmarzliny, a także do slumsów Bogoty i Rio de Janeiro, aby przekonać się na własne oczy, jak trudno tam przetrwać rodzinie, i do Bagdadu, aby uświadomić sobie, co dla ludzi stamtąd oznacza „niesienie demokracji na Bliski Wschód”… i  do wielu innych miejsc, po to, by dowiedzieć się, co w tej właśnie chwili dzieje się na świecie.  Ci z nas, którzy nie mają czasu, pieniędzy lub energii na takie podróże, muszą postarać się rozwinąć szerszą świadomość na inne sposoby –  niezależne od tandetnej prasy i waszyngtońskiej machiny propagandowej. Musimy wykorzystać naszą zdolność do krytycznego myślenia, aby zrozumieć ogromne wyzwania, w obliczu których stoi nasz świat. Pojęcia i uogólnienia nie są same w sobie złe –  problemem jest używanie ich w niewłaściwy sposób, a całkowite ich odrzucenie jest jak obarczanie winą ofiary. Wiara, że uważność oznacza zwracanie uwagi jedynie na moje najbliższe otoczenie, i ograniczanie w taki sposób własnej świadomości, jest jeszcze jedną wersją podstawowego problemu: naszego poczucia oddzielenia od innych i świata w którym „jesteśmy”. Anatta, „nie-jaźń”, oznacza, że rozróżnianie pomiędzy „własnym najlepszym interesem”, a najlepszym interesem wszystkich, oparte jest na złudzeniu. Z prawa karmy wynika, ze świat nie jest jakimś rodzajem gry, w której wygrywa tylko jedna strona.

Wśród buddystów spotyka się również powszechnie dwa inne poglądy mające na celu próbę usprawiedliwienia koncentracji jedynie na własnej praktyce i oświeceniu. „Muszę dążyć do własnego wyzwolenia, zanim będę w stanie służyć innym” i „Z najwyższego punktu widzenia nie ma czujących istot –  wszystko jest „puste” –  tak więc nie ma potrzeby martwić się o ich los, ani o los biosfery.” Żaden z tych poglądów nie jest właściwy, albowiem z wielu powodów są one co najwyżej dualistycznymi półprawdami.

Po pierwsze, nie możemy czekać, aż sami przekroczymy całe nasze cierpienie, zanim zajmiemy się cierpieniem innych, gdyż świat przyśpiesza, i wydarzenia nie będą czekać, dopóki ty i ja nie osiągniemy wielkiego urzeczywistnienia. Ponieważ istnieje niezliczona liczba stopni oświecenia (zgodnie z powiedzeniem zen, nawet Budda znajduje się tylko w połowie drogi),  powinniśmy robić co tylko jesteśmy w stanie, aby pomóc innym, już tu i teraz. Wyrażając się dokładniej, musimy robić co tylko możemy, stosownie do tego gdzie jesteśmy w naszej praktyce właśnie teraz.

Ponadto,  zastrzeżenia te świadczą o niezrozumieniu sposobu w jaki działa praktyka duchowa.  Nie czekamy, aż przekroczymy nasz egocentryzm, zanim zaangażujemy się aktywnie w działania dla dobra świata –  przekraczamy nasz egocentryzm poprzez zajęcie się cierpieniem szerszego świata. Wbrew powszechnemu rozumieniu ścieżki bodhisattwy, bodhisattwowie nie odkładają swojego własnego  doskonałego oświecenia na później, po to by pomagać innym –  pomaganie innym istotom jest dla nich sposobem na doskonalenie własnego urzeczywistnienia, ponieważ wiedzą oni, że ich wyzwolenia nie da się rozróżnić od wyzwolenia innych. Budzimy się z naszego cierpienia spowodowanego przywiązaniem do ego, aby odkryć świat wypełniony cierpieniem. Przebudzić się,  to znaczy uświadomić sobie, że nie jestem oddzielony od tego świata.

Lecz to wszystko jest puste, czyż nie tak? Tak i nie. Skupienie się wyłącznie na aspekcie pustki, tworzy kolejne oddzielenie i  świadczy o niezrozumieniu podstawowych nauk mahajany. Forma jest pustką, lecz pustka jest również formą. Zjawiska są pozbawione esencji, jednakże nasza bezforemna, nie-przebywająca w żadnym miejscu podstawowa natura manifestuje się tylko w postaci form. Nie przejawiając się pozostaje niczym –  jest po prostu niczym i nie ma znaczenia.

Brak troski o misterną sieć życia uprzędzioną w cudowny sposób przez ziemię –  sieć, w której, z całym naszym pomieszaniem, jesteśmy jednym z oczek –  uwłacza zachwycającej aktywności podstawowej natury, którą dzielimy ze wszystkimi innymi istotami. Oświecenie nie polega na osiągnięciu  jakiejś wyższej rzeczywistości lub transcendentalnego stanu świadomości, lecz na uświadomieniu  sobie naszej fundamentalnej jedności ze światem (co jest równoznaczne z uświadomieniem sobie pustki naszego poczucia „ja”) oraz na zgodnym z tą świadomością działaniu.

Bez zdrowej biosfery ilość możliwych form, których pustkę można zrealizować, znacznie się zmniejsza. Bez zdrowych społeczności, możliwości spełnienia ludzkich aktywności, włączając w to ścieżkę do oświecenia, ulegają zniszczeniu.

A więc: Co zrobiłby Budda? Jaka byłaby jego reakcja na naszą  sytuację teraz?

Czasami  zastanawiam się, co myślałby dzisiaj o „buddyzmie”. Budda nigdy nie nauczał buddyzmu; możemy nawet powiedzieć, że nie był buddystą –  podobnie, jak Jezus nigdy nie był chrześcijaninem. Siakjamuni uczył „Dhammy”. Budda nie uczył buddyzmu –  on zapoczątkował buddyzm. Buddyzm w formach jakie znamy dzisiaj powstał na skutek rozwoju Dhammy (Dharmy) i Sanghi poprzez wiele stuleci, w różnych miejscach i kulturach. Czy Budda byłby zadowolony   z rezultatów tego, co zainicjował?

Jego nauki podkreślają nietrwałość i niesubstancjonalność. Nie zdziwiłby się historią ciągłej zmiany  lub niezwykłą zdolnością  do adaptacji, którą buddyzm przejawiał, gdziekolwiek nie dotarł.  Nie oczekiwałby od nas zwykłego powtarzania sposobów, w jakie sam nauczał, ani stosowania się do zasad regulujących życie Sanghi w jego czasach. Natomiast z pewnością nie chciałby, abyśmy pozostawali nieświadomi wyzwań, w obliczu których wspólnie stoimy, ani tym bardziej nie oczekiwałby od swoich wyznawców ich ignorowania.  Za jego czasów członkowie Sanghi mogli czasami nie zwracać uwagi na walki polityczne i konflikty społeczne, wycofując się do lasu. Dzisiaj nie ma takiego miejsca na świecie, gdzie można by  się bezpiecznie schować – nie ma miejsca, które nie byłoby w jakimś stopniu zagrożone. Tradycyjne rozróżnienie pomiędzy ludźmi świeckimi i wyświęconymi mnichami nie znajduje w tej sytuacji zastosowania. Naszych losów nie da się oddzielić.

Co zrobiłby Budda? Czy odpowiedzi na to pytanie nie możemy poznać, ponieważ go tutaj nie ma? Jeśli Budda nie żyje w nas, jeśli nie jest nami –  oznacza to, że rzeczywiście jest martwy. Jeśli nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć na to pytanie sami, buddyzm jest martwy –  a w każdym bądź razie mógłby równie dobrze taki być. Twoim i moim zadaniem jest określenie, jak zastosować najważniejsze nauki buddyjskie w dzisiejszej sytuacji. Jeśli  nauki te nie pomagają w zrozumieniu i odpowiednim zareagowaniu na dzisiejszy globalny kryzys, tym gorzej dla nich, być może nadszedł czas, aby je wymienić.

Oczywiście nie sądzę, żeby istniała taka potrzeba. Najbardziej charakterystyczna dla buddyzmu nauka, jest nauką, która daje nam największy wgląd  w przyczyny bieżącego zbiorowego kryzysu: związek pomiędzy dukkha a anatta, pomiędzy cierpieniem (w najszerszym sensie) a złudnym poczuciem „ja”. Poczucie „ja” jest z natury rzeczy uciążliwe, ponieważ będąc konstruktem psychologicznym, jest pozbawione podstawy i próbując  potwierdzić swoją „realność” przysparza nam nieustannych problemów. Ta podstawowa prawda o indywidualnej jaźni odnosi się również do „jaźni zbiorowej”, która także stara się uzyskać poczucie bezpieczeństwa,  działając w interesie własnej grupy, kosztem tych z zewnątrz. Docieramy w ten sposób do sedna odpowiedzi na pytanie –  dlaczego seksizm, nacjonalizm i szowinizm gatunkowy (wyobcowanie człowieka z reszty biosfery) dają skutek przeciwny od zamierzonego. Jeśli problemem jest poczucie oddzielenia, u podstaw każdego rozwiązania musi leżeć przyjęcie współzależności. Rezultaty polityki naszych władców są tak bardzo opłakane, gdyż ich strategie wyrażają i wzmacniają iluzję oddzielenia, a co za tym idzie, zwiększają  dukkha świata, zamiast je uśmierzać. Tak rozumiana współzależność nie jest tylko wglądem, który należy kultywować siedząc na poduszce. Cierpiący świat wzywa nas do prawdziwego urzeczywistnienia współzależności –  sprawienia, by nasze codzienne życie autentycznie odzwierciedlało jej świadomość. Jeśli my –  buddyści, nie chcemy lub nie potrafimy tego zrobić, oznacza to, że buddyzm nie jest ścieżką duchową, jakiej potrzebuje dzisiaj świat.

David Tetsu-un Loy (artykuł jest jednym z rozdziałów książki Davida Tetsu-un Loy’a „Money, Sex, War, Karma – Notes for a Buddhist Revolution”,  Wisdom Publications Boston, 2007)

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

David R. Loy jest profesorem filozofii, pisarzem i nauczycielem zen w tradycji Sanbo Kyodan japońskiego buddyzmu zen. Praktykę Zen rozpoczął w 1971 roku od udziału w sseshin (odosobnieniu medytacyjnym)  w Honolulu pod kierunkiem Roshiego Yamada Koun – głównego nauczyciela szkoły Sanbo Kyodan.  Następnie przez wiele lat praktykował koany pod kierunkiem Roshiego Yamada i Roshiego Roberta Aitkena. W 1984 roku przeniósł się do Kamakury w Japonii, aby kontynuować intensywną praktykę Zen z Roshim Yamadą. W 1988 roku zakończył formalną praktykę koanów i otrzymał imię Dharmy Tetsu’un „Chmura Mądrości”.

zobacz także:

Roshi Robert Aitken: Buddyzm zaangażowany

Roshi John Daido Loori: Nauki nieożywionego – Zen a środowisko naturalne

Ato Rinpocze: Troska o środowisko, a praktyka Dharmy – wywiad

Czcigodny Ato Rinpocze (urodzony w 1933 roku),  kuzyn Kyabje Dilgo Khyentse Rinpoczego, został rozpoznany jako ósmy Tenzin Tulku. Po opuszczeniu Tybetu, Jego Świątobliwość Dalajlama poprosił go o poprowadzenie klasztoru dla wszystkich czterech linii buddyzmu tybetańskiego. W 1976 roku ożenił się i przeprowadził do Cambridge w Anglii, gdzie mieszka obecnie z żoną i córką. Do przejścia na emeryturę w 1981 roku, pracował jako pielęgniarz w szpitalu psychiatrycznym Fulbourn. Rinpocze zakończył niedawno odbudowę swojego klasztoru w Nezang w Khamie. Jest mistrzem Mahamudry i Dzogczen.

„Chciwość sprawia, ze ludzka inteligencja nie może przekształcić się w mądrość;

ludzka inteligencja pozbawiona mądrości staje się destruktywna.

Jest w stanie zniszczyć każdy aspekt natury.”


Ato Rinpocze: Wielkie śnieżne góry zapewniają zdrowie rzekom Indii. Istnieje tybetańska thangka przedstawiająca górę Kailash i wypływające z niej cztery rodzaje rzek: wodę słonia, wodę pawia, wodę konia i wodę lwa. Wszystkie biorą początek w śnieżnej górze i spływają w dół do Indii przynosząc korzyść każdemu. W tradycji tybetańskiej uważa się, że śnieg jest odzieniem góry i  źródłem ogromnego pożytku. W rejonie Kham z którego pochodzę, wznoszące się ponad łąkami szczyty górskie, pokryte są śniegiem nawet latem  i trzy wielkie rzeki spływają  do Chin. Wypływają one z lodowców, które obecnie zanikają.

Uważam, że wszyscy, w tym przywódcy polityczni i religijni, powinni rozmawiać ze sobą o Globalnym Ociepleniu. Każdy musi wziąć na siebie odpowiedzialność. Wszyscy powinni pracować nad tym wspólnie, wtedy możliwe będą pozytywne zmiany. Głęboko wierzę w błogosławieństwo, modlitwę, dzielenie się zasługą i miłującą dobroć. W naukach Pana Buddy najważniejsze są trzy rzeczy: powinniśmy rozwinąć oddanie, medytację i miłującą dobroć w stosunku do wszystkich czujących istot  i całego świata. Sama medytacja nie wystarcza –  konieczne jest połączenie tych trzech aspektów. To jest skuteczny sposób praktykowania we współczesnym świecie. Podstawą naszego nowoczesnego stylu życia są stworzone przez ludzką inteligencję technologie. Uważamy, że postęp oznacza posiadanie wszystkich rodzajów współczesnych technologii. Lecz nasze systemy gospodarcze i transportowe spowodowały również ogromne zniszczenia.

JS: Naukowcy twierdzą, że jeśli z powodu chciwości i ignorancji przekroczymy „punkty krytyczne”, możemy spowodować „niekontrolowane globalne ocieplenie”….niszczymy amazońskie lasy tropikalne, tak jak byśmy pozbawiali się jednego ze swoich własnych płuc. Pozwalamy na topienie się pokrywy lodowej na obszarach polarnych, w rezultacie nie może ona odbijać światła słonecznego. Jeśli procesy te będą postępować dalej, możemy zniszczyć podstawy naszego klimatu, a wraz z nimi połowę gatunków zwierząt i roślin.

Ato Rinpocze: Zgadzam się z tobą całkowicie, jeśli chodzi o chciwość. Nauki Buddy mówią o nieprzywiązywaniu się. Wielu ludzi Zachodu dochodzi w związku z tym pochopnie do wniosku: „Oh, mam duży dom, tyle mebli, tak dużo książek –  muszę się tego wszystkiego pozbyć.” Nie o to tutaj chodzi. Nauki mówią o tym, że nie powinniśmy czuć, że nigdy nie mamy dosyć. Nowoczesna technologia uwydatnia tę tendencję jeszcze bardziej. Mamy do czynienia z intensywnym współzawodnictwem – pomiędzy różnymi krajami, a nawet religiami. W dzisiejszych czasach również niektórzy nauczyciele religijni  myślą: „Dlaczego nie miałbym mieć Mercedesa?” – a może nawet drugiego. Chciwość jest główną przyczyną wielu naszych problemów. Brak przywiązania oznacza, że akceptujemy cokolwiek się wydarza, zarówno negatywną, jak i pozytywną karmę. Brak przywiązania polega na zadowoleniu z tego co jest, zamiast nie mającego końca, zachłannego  pożądania więcej i więcej. Ludzka inteligencja jest skażona przez chciwość,  w rezultacie czego mądrość staje się niemożliwa. Chciwość sprawia, ze ludzka inteligencja nie może przekształcić się w mądrość. Ludzka inteligencja pozbawiona mądrości staje się destruktywna. Jest w stanie zniszczyć każdy aspekt natury. To, że już zniszczyliśmy tak dużo, budzi wielki niepokój. Postępuje to nadal. W jaki sposób możemy sobie z tą sytuacją poradzić?

Popadanie w panikę na nic się nie zda. Możemy być osobą o dobrym sercu, z pozytywnie nastawionym umysłem, która chce przyłączyć się do demonstracji. Na początku angażujemy się w protest pokojowy, lecz później popadamy w gniew i tracimy spokój umysłu. Z tego powodu potrzebujemy zachowania równowagi, drogi środka. Gdy próbujemy przeprowadzić pozytywne zmiany, bardzo ważna jest nasza motywacja. Kiedy modlimy się, właściwa motywacja jest sprawą podstawową. Niektórzy ludzie mówią: „Po co się modlić? To takie głupie i nudne.” Aby modlitwa była skuteczna, potrzeba dwóch rzeczy. Jest to jak wieszanie zasłony. Żeby móc ją ładnie rozwiesić, potrzebujemy kółka i haka. Potrzebujemy czegoś, w co głęboko wierzymy i mocy błogosławieństwa. Wtedy nasza modlitwa działa.

Cokolwiek byśmy nie robili, ważne jest utrzymywanie równowagi. Nazywamy to drogą środka. Nawet z prostymi rzeczami. Na przykład nie palę już tak często ogniska w  ogrodzie. Cała rodzina stara się utylizować, co tylko możliwe. Najważniejsza jest motywacja. Dokonujemy tych zmian i  w niespodziewany sposób odnosimy z tego powodu korzyści. Może nam się wydawać, ze jedno gospodarstwo domowe nie przyczyni się do zbyt dużej zmiany, ale wszyscy musimy tego próbować – szczególnie ci z nas, którzy zajmują w społeczeństwie pozycje przywódcze. Uczę moich uczniów, aby nie czuli się winni. Nawet jeśli działałeś w sposób negatywny lub niewłaściwy, uświadom sobie, że w przyszłości nie zamierzasz tego powtarzać, chcesz teraz zrobić coś pozytywnego. Wielu ludzi jest zżeranych przez poczucie winy, lecz to tylko osłabia nasz umysł, inteligencję i mądrość. Wiele osób doświadcza z tego powodu załamania nerwowego. Nie mamy wystarczającej cierpliwości dla samych siebie. A jest to bardzo ważne.

JS: Tak wielu ludzi ciągle jeszcze zaprzecza globalnemu ociepleniu -ponieważ jest ono tak przerażające i trudne do pojęcia. Media nie przekazują informacji, że mamy do czynienia z ogromnym kryzysem ewolucyjnym. Tymczasem jeśli w sposób fundamentalny nie zmienimy naszego zachowania, stworzymy warunki do wyginięcia naszego własnego gatunku. Możliwe zniszczenie Natury wywołuje we mnie uczucie głębokiego smutku. Kiedy pomyślę, że wysokie szczyty górskie pozbawione zostaną pokrywy śnieżnej lub, że znikną wielkie lasy….czuję, że w wyniku tych szkód zadanych naturze, ludzki duch i nasza wyobraźnia kulturowa staną się o wiele uboższe. Jeśli nie podejmiemy tego wyzwania, może się wkrótce okazać, że świat natury zbliża się do swojego „końca”, ponieważ wymierają wszystkie te gatunki zwierząt. Może nam wtedy zagrozić zbiorowe załamanie psychiczne.

Ato Rinpocze: Całkowita prawda.

JS: Musimy więc zmienić przyczynę, którą jest gospodarka oparta na paliwach kopalnych i założenie „wzrostu za każdą cenę”. Zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństwa związanego z zajmowaniem się tą kwestią – łatwo jest popaść w gniew i zacząć reagować impulsywnie, co może obniżyć jakość naszej komunikacji i zburzyć spokój umysłu. Jakich praktycznych rad mógłbyś udzielić osobom medytującym?

AR: Naszym obowiązkiem, jako ludzi podążających ścieżką duchową jest modlitwa.

Cztery Niezmierzone Właściwości zawarte są w tej modlitwie:

Oby wszystkie istoty osiągnęły szczęście i przyczynę szczęścia,

Oby były wolne od cierpienia i przyczyny cierpienia,

Oby nie były oddzielone od prawdziwego szczęścia, w którym nie ma cierpienia,

Oby wszystkie istoty mogły żyć w spokoju, wolne od uprzedzeń, przywiązania i gniewu

Naszym obowiązkiem, jako buddystów, jest troska o wszystkie czujące istoty, nie tylko o nasz własny gatunek. Potrzebujemy wody i potrzebujemy  wszystkich czujących istot. W jaki więc sposób możemy poradzić sobie z obecnym kryzysem? W jaki sposób stopniowo rozpowszechniać to przesłanie? Jest to kwestia właściwej motywacji. Staramy się unikać  destrukcyjnych sił, które szkodzą naturze i czującym istotom. Próbuję zwracać  moim uczniom uwagę na piękno natury. Wielu z nich mówiło mi, że czują się samotni. W 100 000 pieśni Milarepa powiedział: „Nigdy nie czuję się samotny. Mam jelenie, małpy i ptaki. Jestem tak bardzo bogaty.” Przebywał bez żadnego pożywienia w górach i nigdy nie odczuwał osamotnienia czy też pustki. Powiedział, że nawet duchy są jego sąsiadami.

Przesłanie, jakie mamy do przekazania ludziom, mówi o tym, że naturą są śnieżne góry, a woda jest naszym pożywieniem i zaspokaja nasze pragnienie. Musimy ograniczyć ludzką chciwość –  użyć naszej inteligencji i mądrości. Takie jest zadanie  nauk duchowych. Kiedy byłem młody, moi nauczyciele powtarzali codziennie  prawdy o nietrwałości, śmierci i karmie. Mówili o przyszłości nauk Pana Buddy, zmianie kalpy,  kiedy wszystko zniknie i  czasach, gdy moc słońca będzie  siedem razy większa. Uczyliśmy się o tym każdego dnia i to co się obecnie dzieje, postrzegam teraz przez pryzmat tych nauk.

W Qinghai, w Tybecie, przepiękne błękitne jezioro zmniejsza się i linia wiecznego śniegu cofa się każdego roku. W studni mojej siostry poziom wody jest coraz niższy. Zdaję sobie sprawę z nietrwałości odkąd rozpocząłem swoje studia. Od czasu, gdy Tybet stracił całkowicie niepodległość, moja rodzina przeżyła bardzo dużo  cierpienia. Mój dobytek, klasztory, rodzinne ziemie –  całe to dawne życie, postrzegam teraz jak sen. Tak więc naprawdę rozumiem co oznacza nietrwałość. Wszystko jest podobne iluzji i wszystko jest jak sen. Na początku nie byłem w stanie w pełni docenić tej prawdy. Czułem irytację, gdy mój nauczyciel powtarzał je każdego dnia. Później, po tym, kiedy nastąpiły te wszystkie wydarzenia, zacząłem odczuwać głęboko prawdę o nietrwałości. Nam – ludziom, nauka nigdy nie przychodzi łatwo. Ze mną było podobnie.

JS: Czy jest różnica pomiędzy tą klasyczna nauką o nietrwałości a obecnym zagrożeniem, w wyniku którego sama biosfera może przestać istnieć?

Ato Rinpocze: Różnica polega na tym, że to my jesteśmy sprawcą. Ludzka inteligencja i chciwość niszczy wszystko – deforestacja, zbyt dużo samochodów, samolotów, fabryk, zbyt wiele krajów przyjmujących niewłaściwy model rozwoju gospodarczego. Co więcej, marnotrawimy nasze zasoby na zbrojenia.

JS: Czy w tym co się dzieje nie ma mocnego elementu tragedii?

Ato Rinpocze: Pytanie brzmi: jak sobie z tym radzimy? Popadanie w przygnębienie lub poczucie winy w niczym nam nie pomoże. Robimy wszystko, co tylko jesteśmy w stanie z sercem przepełnionym miłującą dobrocią, łagodnie, zachowując się przyjaźnie i życzliwie. Niezależnie czy chodzi o nas samych czy innych, nigdy nie zapominamy o dobrej pracy i właściwej motywacji. Nie chodzi o to, aby stać się doskonałym w ciągu jednego dnia. Wszyscy możemy wprowadzać stopniowe zmiany, zaczynając od małych rzeczy. W skali zbiorowej może to po pewnym czasie doprowadzić do zmiany świata.

JS: Mam wrażenie, że niektórzy praktykujący dharmę, kiedy mówią „wszystkie czujące istoty” mogą mieć na myśli „wszystkie czujące ludzkie istoty.” Niekoniecznie rozszerzają swoje życzenia na całość ewolucji biologicznej.  Gdybyśmy mogli objąć naszą medytacją całość żyjącego świata, czy nie podniosłoby nas to na duchu w obliczu kryzysu, przed którym stoimy?

Ato Rinpocze: Tak. W specjalnych praktykach wstępnych wadżrajany, wyobrażamy sobie środowisko naturalne, przepiękne jezioro, po środku którego znajduje się drzewo schronienia. Natura powinna być integralną częścią tej  wizualizacji. Odpowiedź na obecną sytuację sprowadza się dla mnie do praktyki sześciu paramit –   szczodrości, samodyscypliny, etycznego postępowania, medytacji, koncentracji i mądrości. Każda  modlitwa, którą praktykujemy, powinna być oparta na sześciu paramitach. Szczodrość jest pozytywną właściwością mającą moc pokonywania chciwości. To samo dotyczy samodyscypliny i etycznego postępowania. W ten sposób zachowujemy prostotę, a to prowadzi do głębszego zrozumienia. W obecnym czasie, uczę w sposób prosty. Po tym wszystkim, czego nauczyłem się i czego doświadczyłem w moim życiu, wracam z powrotem do najważniejszych, uniwersalnych zasad. Cokolwiek byśmy nie robili, nie wolno nam zapominać o wszystkich czujących istotach. Niezależnie od tego czy robimy jeden pokłon, przyjmujemy jeden raz schronienie, zapalamy jedną lampkę lub kadzidło, mówimy jedną modlitwę, jakąkolwiek praktykę wykonujemy, powinniśmy myśleć o wszystkich czujących istotach – nie tylko istotach ludzkich. Możecie praktykować z intencją powodzenia jakiejś konkretnej sprawy lub pomożenia jakiejś szczególnej istocie, lecz na końcu musi nastąpić to uniwersalne poświęcenie zasługi. Budda porzucił odpowiedzialność za swoje królestwo, dobytek oraz rodzinę, i praktykował aż do osiągnięcia oświecenia. Następnie przyjął o wiele większą odpowiedzialność – odpowiedzialność za wszystkie czujące istoty.

Fragment wywiadu, Cambridge, 7 maja 2007

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.ecobuddhism.org

Zobacz także:

Thrangu Rinpocze odpowiada na pytania sangi dotyczące globalnego ocieplenia

Ringu Tulku Rinpocze – wywiad

Chokyi Nyima Rinpocze – wywiad

Odpowiedzialna konsumpcja

Odpowiedzialna konsumpcja

Codziennie kupujemy jedzenie, ubrania, kosmetyki, środki czystości, wodę, energię, benzynę, usługi. Za każdą z tych rzeczy płacimy. Odpowiedzialna (świadoma, zrównoważona) konsumpcja oznacza spojrzenie z innej perspektywy na pieniądze, którymi dysponujemy. Pieniądze działają jak głos wyborczy, za pomocą którego opowiadamy się za lub przeciwko określonej sprawie. Nawet drobne, codzienne zakupy produktów takich jak kawa, herbata, płatki zbożowe czy worki na śmieci stanowią nasze prywatne „głosowanie”. Zakup żywności ekologicznej to oddanie głosu na ochronę środowiska naturalnego, a zakup produktu Sprawiedliwego Handlu to wyraz naszego poparcia dla przestrzegania praw człowieka.

Prawdziwy koszt naszych zakupów

Ciesząc się niskimi cenami ubrań, żywności czy sprzętu elektronicznego, pamiętajmy, że i tak musimy ponieść ich prawdziwy koszt. Koszt ten nie musi być wyrażony w pieniądzu –  może się objawić na przykład w postaci degradacji środowiska naturalnego. Sprzęt elektryczny, który taniej wyrzucić niż naprawić, prowadzi do powstawania kolejnych wysypisk, za utrzymanie których musimy płacić. Ponadto, za szkodliwy proces produkcji elektroniki użytkowej, podobnie jak za wyciek szkodliwych substancji chemicznych z wyrzuconych przez nas urządzeń też przecież płacimy, tylko w trochę odmienny sposób –  w postaci degradacji środowiska naturalnego. Czasami to inni ludzie płacą za osiągnięte przez nas oszczędności –  niska cena ubrań z Azji Wschodniej czy Ameryki Środkowej jest osiągana kosztem tych, którzy produkując te ubrania, zarabiają kwoty ledwie starczające na przeżycie. Przemysłowa hodowla zwierząt być może prowadzi do zmniejszenia ceny nabywanego przez nas mięsa, lecz wiąże się z niepotrzebnym cierpieniem zwierząt hodowanych. Z kolei prawdziwy koszt naszych zakupów w supermarketach możemy dostrzec dopiero wtedy, gdy zauważymy, że lokalne sklepy znikają z naszych głównych ulic oraz osiedli.

Co to znaczy, że produkt spełnia kryteria „odpowiedzialności”?

Nie ma jednej uniwersalnej definicji dla odpowiedzialnej konsumpcji i produktów.  Zazwyczaj jednak, gdy określamy taką postawę lub produkt tym mianem, mamy na myśli to, że jego wyprodukowanie nie wiązało się z łamaniem praw człowieka, praw pracowniczych oraz degradacją środowiska przyrodniczego. Czasem idziemy o krok dalej i odpowiedzialną konsumpcja (i produkcją) nazywamy takie działanie, kiedy producent aktywnie przyczynia się do polepszenia losu ludzi i do ochrony środowiska naturalnego.

Cztery rodzaje odpowiedzialnych zakupów

– Wybór danych kategorii produktów

Ten typ zakupów oznacza wybór konkretnych produktów, takich jak np. energooszczędne żarówki.

– Unikanie kupowania danych kategorii produktów

Ten typ zakupów wiąże się z unikaniem kupowania produktów, do których mamy krytyczny stosunek, np. jajek z chowu klatkowego czy samochodów spalających duże ilości paliwa.

– Koncentracja na poszczególnych firmach

Takie podejście do zakupów polega na całościowym podejściu do działalności konkretnych przedsiębiorstw. Unikaniu kupowania produktów firm, które w swej działalności naruszają określone standardy społeczne i środowiskowe, a wybieraniu przedsiębiorstw, kierujących się nie tylko chęcią zysku ekonomicznego, ale także zasadami dotyczącymi środowiska naturalnego i etyki.

– Całościowe podejście

Oznacza ono ocenę firm oraz produktów pod względem przestrzegania przez nich praw człowieka, standardów środowiska itd. i wybór takich produktów, które w największym stopniu spełniają określone kryteria społeczne i ekologiczne.

Kupuj odpowiedzialnie – kilka rad na zakończenie

– Ograniczaj konsumpcję

Same odpowiedzialne zakupy nie wystarczą. Musimy także zmniejszyć liczbę rzeczy, które kupujemy, używamy i które wyrzucamy na śmietnik. Zanim wybierzesz się na zakupy, zadaj sobie kilka prostych pytań: Czy tego naprawdę potrzebujesz? Czy rzeczywiście będziemy tego używał(a)? Co się stanie z tym produktem po tym, jak przestanie być ci już potrzebny?

– Rób zakupy blisko swego miejsca zamieszkania

Lokalnym sklepom coraz trudniej utrzymać się na rynku, a główne ulice naszych miast są coraz bardziej zdominowane przez sklepy należące do dużych sieci handlowych oraz przez supermarkety. Lokalne zakupy to zmniejszenie ilości spalin w powietrzu i wsparcie dla lokalnej społeczności.

– Oszczędzaj i inwestuj w sposób odpowiedzialny

Ważne jest nie tylko to, jak wydajesz swoje pieniądze, ale także to, w jakiej instytucji czy banku je trzymasz, oraz gdzie i w jaki sposób je inwestujesz. Odpowiedzialne inwestowanie jest na Zachodzie coraz bardziej popularne. Także w Polsce zaczyna się rozwijać.

– Kupuj produkty używane oraz z recyclingu

Kupowany przez ciebie produkt nie zawsze musi być nowy. Produkty ponownie przetworzone oraz produkty „z drugiej ręki” zapobiegają marnotrawstwu cennych zasobów i pozwalają ograniczyć stosy śmieci zalegające na wysypiskach.

Maria Huma

żródło: ekokonsument.pl

zobacz także:

Jego Świątobliwość Dalajlama: Powszechna odpowiedzialność a środowisko

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko – wywiad

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Roshi John Daido Loori: Nauki nieożywionego – Zen a środowisko naturalne

Roshi John Daido Loori (1931-2009) był opatem Zen Mountain Monastery i założycielem Mountains and Rivers Order. Otrzymał przekaz dharmy shiho od Roshiego Taizana Maezumiego (1986), a także tytuł Nauczyciela Zen – Dendo Kyoshi , japońskiej szkoły Soto oraz przekaz japońskiej szkoły Rindzai. Sam udzielił przekazu trzem swoim uczniom: Bonnie Myotai Treace, Geoffrey’owi Shugenowi Arnoldowi i Conradowi Ryushiemu Marchaj’owi. Był uznanym fotografem oraz autorem ponad dwudziestu książek. Poniższy tekst jest fragmentem książki: „Teachings of the Isentient – Zen & the Environment”.


Znajdujemy się w wyjątkowym okresie historii ludzkości. Po raz pierwszy, głównymi zagrożeniami dla naszego istnienia, nie są naturalne klęski żywiołowe, których najbardziej obawiali się nasi przodkowie tysiąc lat temu, lecz niebezpieczeństwa stworzone przez nas samych. Ewolucja osiągnęła punkt krytyczny  –   czas, który może przesądzić, o dalszym losie zarówno całego gatunku ludzkiego, jak i planety, którą wspólnie dzielimy. Najbardziej frapujący paradoks naszych czasów polega na tym, że z jednej strony posiedliśmy poziom wiedzy i możliwości technologicznych, jaki zaledwie kilka dekad temu trudno było sobie nawet wyobrazić. Rozumiemy złożone dane o najdalszych zakątkach kosmosu i najsubtelniejsze funkcje maleńkich części atomu. Z drugiej strony, miliony z nas głodują. Nasze środowisko naturalne jest zanieczyszczone.  W zatrważającym tempie ograbiamy Ziemię z zasobów naturalnych, a rozmiar globalnej katastrofy ekologicznej sprawia, ze całkiem realna staje się możliwość wyginięcia zarówno naszego gatunku, jak i całego życia. Pomimo ogromnej wiedzy na temat wszechświata i jego funkcjonowania, nasze zrozumienie tego, kim jesteśmy, czym jest nasze życie i jakie są nasze relacje z „dziesięcioma tysiącami zjawisk”, które składają się na całą zjawiskową egzystencję, jest minimalne.

Sposób, w jaki postrzegamy samych siebie i wszechświat, pozostał dualistyczny i praktycznie nie zmienił się w przeciągu całej historii ludzkości. Jest to perspektywa zakładająca podział na „ja” i „innych”.  Rozwinięte przez nas różnorodne formy filozofii, sztuki, nauki, medycyny, ekologii, teologii, psychologii, socjologii, etyki i moralności są zasadniczo odwzorowaniem tego początkowego założenia oddzielenia. Świat, w jakim obecnie żyjemy, tworzony jest przez kombinację konsekwencji tego stanu rzeczy. Kwestie takie jak: zagrożenie wojną nuklearną, zanieczyszczenie środowiska naturalnego, epidemia AIDS, narkomania, jako problem społeczny, ubóstwo, głód i brak moralności w dziedzinie religii, polityki i biznesu, wszystkie noszą znamię naszego podstawowego wyobrażenia o jaźni. To, w jaki sposób pojmujemy jaźń, określa nasze rozumienie wszechświata, które warunkuje z kolei naszą z nim relację: jak się do niego odnosimy i cały, nasz –  jego mieszkańców, styl życia.

Od bardzo niedawna na Zachodzie staliśmy się świadomi istnienia całkowicie odmiennego sposobu rozumienia rzeczywistości. Jego początki sięgają daleko w przeszłość, do starego tekstu znanego jedynie buddystom. We wszechświecie opisanym w pochodzącej z siódmego wieku z Chin Sutrze Girlandy Kwiatów, wszystkie zjawiska przenikają się nawzajem, zarówno pod względem tożsamości, jaki i wzajemnej współzależności. Każda rzecz potrzebuje wszystkich innych rzeczy i nie ma nawet jednej drobiny kurzu, która nie wpływałaby na całość. W najbardziej znanej metaforze zawartej w sutrze –  Diamentowej Sieci Indry, całość istnienia postrzegana jest, jako bezkresna, rozciągająca się przez cały wszechświat, nie tylko w trzech wymiarach przestrzeni, lecz także w czwartym wymiarze czasu, sieć klejnotów. W każdym punkcie tej ogromnej sieci znajduje się wielofasetowy diament, w którym odbijają się wszystkie inne diamenty. Dlatego można w gruncie rzeczy powiedzieć, że „zawiera” on wszystkie inne diamenty sieci. Klejnoty te symbolizują cały wszechświat – w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Metafora ta pokazuje w pewnym sensie, w jaki sposób każda rzecz we wszechświecie zawiera w sobie wszystkie inne rzeczy i każdą z nich z osobna, w ciągu nieskończonego czasu.

Diamentowa Sieć Indry nie jest jedynie filozoficznym aksjomatem, lecz opisem urzeczywistnienia rzeczywistości. Jest to bezpośrednie doświadczenie mężczyzn i kobiet praktykujących buddyzm, od ponad dwóch tysięcy lat. Prawdopodobnie niewielu ludzi traktowało te nauki zbyt poważnie przed wiekiem dwudziestym, kiedy to niezwykłe zastosowania światła laserowego potwierdziły trafność tego starożytnego wyobrażenia. Używając światła laserowego można uzyskać obraz fotograficzny na kliszy, gdy przechodzi ono przez nią –  powstaje trójwymiarowy obraz. Zjawisko to jest dość niezwykłe – holograficzny obraz, w który można wejść, można też usiąść wśród znajdujących się na nim obiektów. Jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że jeśli przetniemy kliszę na pół i rzucimy na nią światło laserowe, cały czas możemy uzyskać całość obrazu. Można przeciąć tę połowę na pół, następnie ćwiartki znowu na pół, zrobić to samo z jedną ósmą kliszy, i tak dalej, aż do najmniejszego jej kawałka, a obraz ciągle będzie pojawiał się w całości. Niczego nie będzie brakować. Pokazuje to tylko jedną rzecz: każda z części kliszy zawiera wszystkie informacje o całości, zupełnie tak samo, jak klejnoty w Diamentowej Sieci.

W rezultacie tego odkrycia, biologowie zaczęli prowadzić swoje badania w odniesieniu do modelu holograficznego. Nowa teoria pracy mózgu również posługuje się tym modelem, a fizycy patrzą na wszechświat z perspektywy paradygmatu holograficznego. Gdy wchodzimy w dwudziesty pierwszy wiek, naukowcy rozpoczynają eksperymentalną weryfikację doświadczenia przekazywanego od 2 500 lat przez praktykujących buddystów, jako Diamentowa Sieć.

Uświadomienie sobie holograficznej natury wszechświata nazywam Umysłem Dwudziestego Pierwszego Wieku, ponieważ jedynie poprzez  zrozumienie jego natury jako całości, mamy jakiekolwiek szanse na poradzenie sobie z problemami w obliczu których stoimy. Umysł Dwudziestego Pierwszego Wieku jest umysłem starożytnych Buddów, Umysłem Buddy – umysłem wszystkich czujących istot. Już go mamy, lecz pogrzebaliśmy go pod trwającym całe życie warunkowaniem – warunkowaniem przez naszych rodziców, nauczycieli, kulturę, naród i edukację. Gdy zdamy sobie sprawę z występującej we Wszechświecie współzależności, nie da się dłużej unikać odpowiedzialności – staje się całkowicie jasne, że nasze czyny i to co się nam przydarza, są tym samym. Kiedy to sobie do głębi uświadomimy – dalsze odkładanie na potem, obwinianie czy bycie ofiarą, nie są już dłużej możliwe. Zrozumieliśmy, że sami tworzymy nasz wszechświat. To jest przekaz mocy wynikający z urzeczywistnienia. Kiedy słuchamy problemów tego świata, łatwo jest poddać się uczuciu rozpaczy. Co możemy zrobić? Ta rozpacz i poczucie bezsilności mogą stać się źródłem prawdziwego przekazu mocy, lecz jest to możliwe tylko wtedy, gdy zrozumiemy, kim naprawdę jesteśmy – poza tym workiem ze skóry, poza opisującymi nas słowami i ideami. Co jest prawdą – rzeczywistością naszego istnienia? Czym jest samo ‚istnienie’?

Mistrz Zen Keizan powiedział:

Tak więc dobrzy ludzie, dzięki uważnej obserwacji, staliście się całkowicie świadomi tej mistycznej świadomości. Nazywamy to nieświadomym bądź nieożywionym. Nazywamy to tak, ponieważ nie ma tutaj podążania za dźwiękiem i formą, żadnego zniewolenia przez emocje czy rozróżnianie….więc kiedy słyszycie mowę nieożywionego, nie popełnijcie błędu rozumienia jej, jako przeszkody. Dopóki wasze uczucia i myśli nie będą zakryte ułudą i przywiązaniem do percepcji, a wasza percepcja pozostanie nierozproszona, ta mistyczna świadomość będzie jasna i klarowna, dokładnie świadoma. Jeśli staracie się ją uchwycić, nie dosięgniecie jej; nie ma ona formy, więc nie jest czymś co istnieje. Jeśli staracie się jej pozbyć, nie możecie się od niej oddzielić, ponieważ jest na zawsze z wami; nie jest więc nieistniejąca. Nie jest poznaniem ani myślą, nie jest związana z żadnymi elementami psychofizycznymi. Czym w takim razie jest?

Kiedy Keizen mówi, że nie ma „zniewolenia przez emocje czy rozróżnianie”, nie ma na myśli braku uczuć lub troski. Chodzi mu tutaj o nieobecność zniewolenia, nieobecność przywiązania. Co oznacza nieistnienie zniewolenia przez emocje? Kiedy płaczesz, tylko płacz. Kiedy coś czujesz, czuj to całym ciałem i umysłem. Nie oddzielaj się od tego. Zniewolenie jest rezultatem oddzielenia, to ono hamuje i ogranicza naszą wolność.

Ta mistyczna nauka jest zawsze oczywista i nie pozostawia wątpliwości. Jest tym, co sprawia, że unosimy brwi i mrugamy oczami. Manifestuje się, gdy chodzimy, stoimy, siedzimy, kładziemy się, myjemy, śpieszymy, umieramy i rodzimy, jemy kiedy jesteśmy głodni, a także gdy zmęczeni śpimy. Wszystko to jest nauką, wszystko włącznie z cykaniem owadów. Nic nie jest ukryte. Z tego powodu każde zjawisko zawsze i nieustannie udziela nam jasnych nauk.

Powinniśmy te nauki widzieć i słyszeć. Powinniśmy widzieć i słyszeć głos tych gór i rzek, oraz zagrożonych i wymarłych gatunków. Powinniśmy widzieć i słyszeć głos atomu, bezdomnego, dzieci; głos nauk niezliczonych generacji przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Jeśli próbujecie widzieć oczami i słyszeć uszami, nigdy tego nie osiągniecie. Jedynie jeśli będziecie widzieć uchem i słyszeć okiem, będziecie w stanie zobaczyć ‚to’ jasno. W jaki sposób możesz patrzeć uchem i słyszeć okiem? Zazen. Zazen jest smokiem wchodzącym do wody, lwem wkraczającym w góry. Zazen jest siedzibą Buddy, prawdziwym przekazem Umysłu Dwudziestego Pierwszego Wieku, głosem dziesięciu tysięcy rzeczy.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.ecobuddhism.org

Zobacz także:

Thich Nhat Hanh: Oczy Królowej Słoni

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Chokyi Nyima Rinpocze – wywiad

„My –  istoty ludzkie, wkraczamy na bardzo niebezpieczne terytorium…Nasz świat może zamienić się w pustynię i naprawdę powinniśmy być tego świadomi”. Czytaj dalej

Ringu Tulku Rinpocze – wywiad

Ringu Tulku Rinpocze (ur. 1952) został rozpoznany przez Karmapę XVI, jako inkarnowany lama klasztoru Rigul. Posiada tytuł Khenpo, tradycji Kagyu i Lopon Chenpo, Ningmapy. Od 17 lat jest profesorem tybetologii w Sikkimie. Zredagował wybitna pracę na temat nie-sekciarskiego ruchu Rime. Jego znakomity angielski i zrelaksowany sposób nauczania przyniosły mu uznanie na całym świecie. Założył Bodhicharya, międzynarodową organizację, która koordynuje ochronę i przekaz nauk buddyjskich z dialogiem międzykulturowym, edukacją i projektami społecznymi.


JS: Dysponujesz wiedzą na temat światowego kryzysu ekologicznego i widziałeś film Ala Gora. Jakie masz w związku z tym odczucia – jako buddysta i jako istota ludzka? Jaka jest twoja reakcja?

RT: Z buddyjskiego punktu widzenia – i nie tylko buddyjskiego – natura sama siebie nie zanieczyszcza. Jeśli jest skażona, to dlatego, że zanieczyszczają ją ludzie. Nie ulega wątpliwości, że skaziliśmy powietrze i globalne środowisko, i w ten sposób stworzyliśmy ten problem. W moim odczuciu, jeśli my – ludzie, poprzez swoje niewłaściwe postępowanie doprowadziliśmy do tak poważnej sytuacji, do nas należy jej naprawienie, ponieważ dotyka ona wszystkich czujących istot.  Taka jest karma tej sytuacji z punktu widzenia nauk buddyjskich. Jakiekolwiek działanie podejmiemy, będziemy musieli doświadczyć odpowiedniego rezultatu. Bardzo dobrym przykładem działania tego prawa jest kwestia klimatu. Możemy stworzyć sobie złą, negatywną sytuację, bądź też taką, w której będziemy czuli się bardzo dobrze. Niezależnie od tego, czy jest to nasza planeta, społeczeństwo, lokalne środowisko naturalne, czy też relacje między ludźmi –  w taki właśnie sposób działania i reakcje wpływają na siebie wzajemnie. Zjawisko, o którym mówimy, jest bezpośrednim rezultatem naszych niewłaściwych działań, przy których podejmowaniu nie bierzemy pod uwagę konsekwencji. Jeśli chcemy cieszyć się światem wokół nas – my i przyszłe pokolenia – musimy zrobić coś, żeby to poprawić.

Istnieją prognozy, że skutki będą, lub mogą być, takie czy inne, lecz nie ma nic pewnego. Dysponujemy jedynie wskazówkami, „jeśli zrobisz tak, może być tak i tak. Jednakże, jeśli zrobisz tak i tak, może być lepiej”. Jeśli ludzie zechcą zmienić swoje zachowanie, świat może stać się lepszy.  Nawet w bardzo negatywnych, ciemnych epokach, mogą zdarzyć się okresy czasu, które będą pozytywne i dobre. To zostało przepowiedziane. Dlatego też, z buddyjskiego punktu widzenia to, jaki będzie świat, zależy od ludzi, którzy w nim żyją i od ich sposobu postępowania. Gdy społeczność ulega degeneracji i świat staje się coraz gorszy, ludzkie negatywne emocje nabierają intensywności. Ludzie działają pod wpływem agresji i chciwości, ich działania są niewłaściwe i pełne przemocy. W taki właśnie sposób świat zmienia się na gorsze. Rezultatem są wojny, głód, katastrofy ekologiczne i krótsza długość życia. Jeśli nasze działania lub reakcje poprawią się – zaprzestaniemy zabijania, kłamstwa, oszukiwania i okradania siebie nawzajem – według nauk buddyjskich, zarówno kondycja ludzkości, jak i sytuacja ekologiczna, będą się coraz bardziej poprawiać. Nasz sposób życia i traktowania siebie nawzajem oddziałuje nie tylko na istoty ludzkie, lecz również na nasze środowisko naturalne –  świat, w którym żyjemy.

JS: Sądzisz więc, że istnieje rodzaj psychicznej współzależności na poziomie kolektywnym?

RT: Nie tylko psychicznej, lecz również behawioralnej. Nasze reakcje psychologiczne znajdują odzwierciedlenie w naszym zachowaniu. Tak więc to, jak traktujemy siebie nawzajem, wpływa na środowisko naturalne. Na przykład, jeśli jesteśmy nazbyt chciwi, wydobywamy co się da z ziemi, bez najmniejszego poczucia szacunku. Nie dbamy o ziemię ani o powietrze. Ignorujemy powodowane w ten sposób skażenie. Jeśli reagujemy z nienawiścią i zależy na jedynie na tym, by kogoś lub coś uszkodzić bądź zniszczyć, przeznaczamy ogromne środki na produkcję broni,  i w konsekwencji także niszczymy nasze własne środowisko. Krzywdzenie innych oznacza również krzywdzenie samych siebie.

JS: Lub w tym przypadku krzywdzenie przyszłych pokoleń.

RT: Tak, to prawda.

JS: Przyszłych innych, lecz także przyszłych nas samych.

RT: Tak, to  jest buddyjski pogląd.

JS:  Więc twoim zdaniem może być różnie. Może nastąpić pewien przełom, zbiorowość ludzka zda sobie sprawę z powagi sytuacji, lub też nie. W tym drugim przypadku możemy znaleźć się w punkcie krytycznym. Oczywiście, już jesteśmy w punkcie krytycznym.

RT: Tak, to prawda. Jeśli nie zmienimy naszego sposobu działania i reagowania, sytuacja może się pogorszyć. Natomiast, jeżeli dokonamy wystarczających zmian, może zacząć zmieniać się na lepsze.

JS: Wydaje się, że podstawową przejawiającą się obecnie ‚trucizną’,  jest chciwość. Potężne elity społeczne nie zdają się być skłonne do jej porzucenia. Być może zmiany muszą zostać zainicjowane ‚oddolnie’.

RT: To prawda. Chciwość również powstaje na skutek ignorancji. Założenie, że „im więcej mam, im więcej konsumuję, tym lepiej dla mnie – dzięki temu będę szczęśliwy. Ten, kto ma najwięcej rzeczy jest lepszym, szczęśliwszym człowiekiem” oparte jest na fundamentalnym nieporozumieniu.

JS: Nieporozumieniu uparcie kultywowanym przez masowa reklamę.

RT: To prawda.

JS: System nastawiony na generowanie chciwości zawiera nasiona swojej własnej destrukcji. Będzie ona nieuchronna, jeśli nie nastąpią prawdziwe zmiany. Naukowcy stwierdzili, że topnienie lodowców Grenlandii następuje szybciej, niż to uprzednio przewidywano. Oznacza to potencjalną katastrofę dla regionów nadmorskich na całym świecie.

RT: Oglądałem w BBC raport mówiący o tym, że statki mogą teraz przepływać Przesmykiem Północno-Zachodnim w kanadyjskiej Arktyce, łączącym Ocean Atlantycki z Pacyfikiem. Lód tak bardzo stopniał, że powstała droga wodna poprzez wierzchołek świata. Państwa już rozpoczęły spór o prawo własności do tej części oceanu.

JS: Buddyzm naucza o ‚nie mającym początku czasie’. Według nauki ziemia liczy sobie 4.5 miliarda lat, biosfera 3.5 miliarda.  Rodzaj ludzki istnieje krócej niż ćwierć miliarda lat.  Czy jeśli określamy coś, jako ‚nie mające początku’, czynimy to tylko w odniesieniu do ludzkiej świadomości?

RT: ‚Nie mający początku’ czas nie odnosi się do jednego systemu świata, lecz do niezliczonych wszechświatów w nieskończonej przestrzeni. Przestrzeń jest nieograniczona, więc  jeśli istnieje jeden system świata, istnieją też inne. Ile z nich możemy zobaczyć dzięki naszym przyrządom? Mogą być różne rodzaje istot i światów, możliwości są nieograniczone. To określenie nie mówi o naszym świecie. Ten świat ma swój początek, środek i koniec. W indyjskiej buddyjskiej kosmologii jedna wielka kalpa dzieli się na 80 małych kalp. Uformowanie jednego systemu świata, z nicości do istnienia, trwa 20 kalp.  Po 20 następnych kalpach są na nim w stanie przetrwać pierwsze istoty. Od pojawienia się pierwszych czujących istot, poprzez ich rozwój, pełny rozkwit i ekspansję, do ich wyginięcia mija kolejnych 20 kalp. Później system zaczyna się rozpuszczać, aż do całkowitego rozpadu, następnie bardzo długo pozostaje w tym stanie – zajmuje to znowu 20 kalp. Tak wygląda jeden pełny cykl wielkiej kalpy. Co więcej, podczas gdy jeden świat jest w trakcie tworzenia, inny rozkwita, jeszcze inny umiera, a kolejny jest już wymarły.  Dzieje się tak w niezliczonych światach i wszechświatach.

JS: Papież wydaje ‚encyklikę społeczną’ poruszającą problem globalnego ocieplenia i zamierza osobiście zaapelować do Narodów Zjednoczonych. Patriarcha Chrześcijańskiego Kościoła Ortodoksyjnego zwołał międzywyznaniową konferencję na pokładzie statku niedaleko Bieguna Północnego, na której przedstawiciele różnych wyznań modlili się razem.  Czy nie sądzisz, że byłby to dobry pomysł, aby przywódcy buddyjscy połączyli siły przed swoimi uczniami i poruszali tę kwestię na ceremoniach modlitewnych, konferencjach i podczas udzielania nauk?

RT: Uważam, ze byłoby to bardzo właściwe. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z globalnego ocieplenia, ale dzieje się tak od niedawna. W niedalekiej przeszłości ludzie wiedzieli o tym bardzo niewiele, lub zupełnie nic.

JS: Zmieniło się to w ciągu ostatniego roku od wydania Czwartego Raportu IPCC. Nauka rozwija się metodycznie i powoli. Osiągnięcie konsensusu pomiędzy 2 500 światowymi ekspertami nie jest łatwe. Ostatecznie stwierdzili oni, że z 90% prawdopodobieństwem, to ludzie są odpowiedzialni za globalne ocieplenie. Po tym nie powinno już być żadnej znaczącej opozycji. Przebudziły się media. Jednakże, nawet to nie powstrzymało tych, którzy sprzeciwiają się prawdzie.

RT: Tak, to prawda.

JS:  Pomimo konkretnych i niepodważalnych wyników badań naukowych, na arenie politycznej zmiany nie nastąpiły, ponieważ chciwość i marnotrawstwo przynoszą gigantyczne zyski. Co powiesz na temat naszego własnego buddyjskiego poglądu i sposobu postępowania w odniesieniu do kryzysu ekologicznego? Wielcy mistrzowie duchowi, tacy jak Guru Padmasambhava, postrzegali świat, jako iluzoryczny i podobny do marzenia sennego, jednakże podejmowali ogromne wysiłki dla dobra przyszłych pokoleń. Zastanawiam się, co nam to mówi na temat poglądu, jaki sami powinniśmy kultywować.

RT: Pustka, współzależność, nietrwałość, natura istot i rzeczy podobna do marzenia sennego …to nie powinno powstrzymywać nas od pomagania innym ludziom, wykonywania pozytywnych aktywności i ograniczania negatywności. To może być jak sen, lecz mimo to dotyka ludzi. To samo pytanie pojawia się w ‚Przewodniku po ścieżce Bodhisattwy’. Skoro wszystko jest pustką, skąd bierze się potrzeba współczucia? Współczucie jest potrzebne, ponieważ ludzie cierpią. Nie rozumieją pustki. Dlatego ważne jest, aby starać się im pomóc, zmniejszyć ich cierpienie. To, że jest to jak marzenie senne, niczego tutaj zmienia.

JS: Wydaje mi się, że gdybyśmy byli w stanie rozpoznać obydwa aspekty sytuacji – naturę podobną do marzenia sennego i realny kryzys, w jakim się znajdujemy  – mogłoby to wpłynąć na sposób, w jaki pracujemy i pomóc nam uniknąć niepokoju.

RT: Ponieważ zjawiska są nietrwałe, współzależne i puste, powinniśmy próbować postrzegać je jasno, więc jakakolwiek sytuacja by się nie pojawiła, nie wpadamy w panikę. Zmieniamy nasz sposób doświadczania. Nie oznacza to, że nie powinniśmy dążyć do zmiany sytuacji. Lecz nawet, gdybyśmy musieli żyć w niej dalej, powinniśmy zachować radość i spokój umysłu. Jednocześnie robimy, co tylko w naszej mocy, aby ją poprawić –   bez popadania w pesymizm, poczucie całkowitej bezradności czy przytłoczenie tragedią. Staramy się żyć tak, by polepszyć sytuację, zarówno wewnątrz nas, jak i na zewnątrz.

JS: Myślę, że taki rodzaj sytuacji musi ci być dobrze znany. Zostałeś uchodźcą, gdy Tybet został zniszczony przez zewnętrznych najeźdźców. Czy dostrzegasz jakieś podobieństwo pomiędzy tymi dwoma kryzysami?

RT: Tak, sytuacja Tybetańczyków jest bardzo podobna.  Dalajlama powtarza wciąż, że nie powinniśmy popadać w pesymizm; musimy zachować optymizm. Nie oznacza to, że mamy ignorować sytuację, być nieświadomi problemów i niesprawiedliwości lub obwiniać samych siebie. Chodzi raczej o to, aby sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, widzieć jasno. Rozpoznając, rozumiejąc i akceptując ją, unikniemy całkowitego rozczarowania. Powinniśmy wyraźnie zdawać sobie sprawę z tego, co jesteśmy w stanie zrobić, żeby ją poprawić. Jeśli jest możliwe zrobienie nawet małej rzeczy, powinniśmy skoncentrować na niej, nie zaś rozpaczać z powodu nieszczęścia, które nas spotkało. Jeżeli będziemy postępować w ten sposób, nasze nastawienie zmieni się na bardziej pozytywne, będziemy mieli w sobie więcej entuzjazmu i optymizmu. Takie przesłanie otrzymaliśmy – my, uchodźcy tybetańscy. Zamiast popadać w złość i nienawiść, użalanie się nad sobą i w konsekwencji stracić całkowicie nadzieję – przyjrzyj się sytuacji i zapytaj: ‚Co teraz możemy zrobić’? Dlatego właśnie uchodźcy tybetańscy starali się robić, co było w ich mocy, aby zachować swoją kulturę i chociaż odrobinę poprawić położenie. Oczywiście nie jest to łatwe, ani wewnątrz, ani na zewnątrz Tybetu. Istnieje wiele przeszkód, wiele negatywnych mocy. Niemniej jednak, to działa.

JS: Często ogromnym kosztem.

RT: Tak ponosimy koszty. Wszystkie te negatywne rzeczy zdarzyły się tak, czy inaczej, tak więc w tym kontekście, zostało zrobione wszystko, co tylko można było zrobić.

JS: Możliwe jest, że czasie obecnego kryzysu klimatycznego gatunek ludzki nie stanie na wysokości zadania i nie podejmie swojej karmicznej odpowiedzialności. IPCC twierdzi, że jeśli nie przestaniemy wtłaczać do atmosfery 70 milionów gazów cieplarnianych rocznie, w przeciągu 10 lat nieodwracalnie zniszczymy nasz klimat i całą biosferę.

RT: Zgodnie z naukami buddyjskimi i naszym doświadczeniem uchodźców tybetańskich, nigdy nie wiemy, czy uda nam się zmienić lub odwrócić sytuację. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak wiele może zostać zrobione i czego zrobić się nie da. Nikt nie jest w stanie tego dokładnie powiedzieć, lecz nie powinno to powstrzymywać naszych starań.

JS: Istnieje niezwykle pilna potrzeba zawarcia autentycznego globalnego porozumienia i zastosowania go w praktyce. Co mógłbyś nam poradzić, jako mnich i nauczyciel buddyjski?

RT: Myślę, że zrozumienie tego jest bardzo ważne.  Ludzie mają pewne mgliste pojęcie o zagrożeniach związanych z globalnym ociepleniem, lecz większość nie doświadczyła jeszcze osobiście jego skutków. Rządy dużo mówią, lecz mam wątpliwości co do tego, czy traktują ten problem rzeczywiście poważnie. Co innego mówią, a co innego robią. Być może niektórzy rozumieją mniej lub bardziej powagę sytuacji, lecz ich działania są niewystarczające.

Istnieje pewien sanskrycki wiersz:

Dla dobra świata powinieneś poświęcić swój kraj.

Dla dobra kraju powinieneś poświecić swoją wioskę.

Dla dobra wioski powinieneś poświęcić swoją rodzinę.

Dla dobra rodziny powinieneś poświecić samego siebie.

No tak, wydaje się, że w dzisiejszych czasach przeważa odwrotne nastawienie:

Dla dobra swojego kraju poświęć cały świat.

Dla dobra wioski poświęć swój kraj.

Dla dobra rodziny poświęć swoją wioskę.

Dla własnego dobra poświęć swoją rodzinę.

Kiedy pojawia się kryzys taki, o jakim mówimy, myślimy:, „Jeśli odniosę z tego jakąś korzyść, lub przez pewien będę zarabiał więcej pieniędzy, nie obchodzi mnie, czy planeta ulega zniszczeniu, czy też nie.”   To jest podstawowy problem; wynika on z niewiedzy. Wydaje nam się, że nasze dobro będzie zapewnione, jeśli zdobędziemy pieniądze, władzę lub cokolwiek innego. Jednakże żyjemy na tym świecie i jeśli ten świat zniknie, gdzie będziemy mogli zużyć nasz ‚zysk’?

JS: W kontekście Globalnego Ocieplenia, moglibyśmy powiedzieć, że jest to zbiorowa patologiczna niewiedza, a być może nawet rodzaj ‚pragnienia śmierci’.

RT: To tak, jakbyśmy nie bardzo zdawali sobie sprawę z tego, co się dzieje, byli zdezorientowani. W naszym systemie edukacji zbyt duży nacisk kładzie się na indywidualne osiągnięcia i realizowanie celów osobistych. ‚Muszę być najlepszy. Muszę uzyskać, jak najwięcej. Mój sukces jest najważniejszy. To, co dzieje się wokół mnie, nie jest tak ważne.’ Taki rodzaj nastawienia, sposób patrzenia na świat jest zbyt egoistyczny. Tracimy całościowy ogląd sytuacji. Niemalże przestajemy myśleć, że jesteśmy częścią czegokolwiek. To właśnie dlatego, niektórzy ludzie popadają w depresję, poczucie osamotnienia i tym podobne. To wszystko bierze się z tego.

Wywiad przeprowadzony przez Johna i Dianę Stanley w Sikkimie, w październiku 2007 roku.


Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Video: Ringu Tulku opowiada bajkę Jakata z bardzo aktualnym morałem odnoszącym się do obecnego kryzysu ekologicznego

źródło: www.ecobuddhism.com

Zobacz także:

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Karmapa Orgyen Trinley Dorje: Czysta aspiracja, działanie Bodhisattwy i bezpieczeństwo klimatyczne w przyszłości

Chokyi Nyima Rinpocze – wywiad