Wspólne Oświadczenie amerykańskich Nauczycieli Dharmy ws. zmian klimatu

W tej chwili wielkiego kryzysu, sama Ziemia — wraz z miriadami zamieszkujących ją niewinnych gatunków — wzywa każdego z nas, abyśmy stali się jej opiekunami.

W tej chwili wielkiego kryzysu, sama Ziemia — wraz z miriadami zamieszkujących ją niewinnych gatunków —  wzywa każdego z nas, abyśmy stali się jej opiekunami. Czytaj dalej Wspólne Oświadczenie amerykańskich Nauczycieli Dharmy ws. zmian klimatu

J.Ś. Gjalłang Karmapa na Bhoomi Environment Festival

1 października 2013 roku, Gjalłang Karmapa dając wyraz swojemu głębokiemu zainteresowaniu i oddaniu kwestiom ekologicznym, był gościem specjalnym Bhoomi Festival 2013 w Delhi. Wydarzenie to zatytułowane — “Sacred Himalaya, Abundant Himalaya” (Święte Himalaje, Bogate Himalaje), zorganizowane zostało przez organizację Navdanya, sieć producentów żywności ekologicznej i hurtowników naturalnych nasion, pod przewodnictwem znanej indyjskiej aktywistki ekologicznej i naukowca, dr. Vandany Shivy.

1 października 2013 roku,   Gjalłang Karmapa dając wyraz  swojemu głębokiemu  zainteresowaniu i oddaniu kwestiom ekologicznym,  był gościem specjalnym Bhoomi Festival 2013 w Delhi. Wydarzenie to zatytułowane  — “Sacred Himalaya, Abundant Himalaya” (Święte Himalaje, Bogate Himalaje), zorganizowane zostało przez organizację Navdanya, sieć producentów żywności ekologicznej i hurtowników naturalnych nasion,  pod przewodnictwem znanej indyjskiej aktywistki ekologicznej i naukowca, dr. Vandany Shivy. Czytaj dalej J.Ś. Gjalłang Karmapa na Bhoomi Environment Festival

Amy Woodrow Arai : Globalna grabież

Amy Woodrow Arai opisuje kolejną falę zagarniania ziemi na cele przemysłu wydobywczego i jego dewastujące skutki dla planety.

Amy Woodrow Arai opisuje kolejną falę zagarniania ziemi na cele przemysłu wydobywczego i jego dewastujące skutki dla planety.

opening_pandoras_box-cover-340x480Lud Ogoni i ropa w delcie Nigru, społeczności indiańskie i piaski bitumiczne Alberty, społeczność zamieszkująca Appalachy i kopalnie odkrywkowe, południowoafrykański lud Venda i wydobycie węgla, miejscowa ludność i eksploatacja łupków w Dimock w USA, wreszcie Indianie w Kolumbii, Wenezueli, Peru, Boliwii i Brazylii wobec nowej gorączki złota w Amazonii — wszystkie te przypadki opisane w najnowszym raporcie Fundacji Gaia, zatytułowanym “Otwierając puszkę Pandory”, są tylko małym wycinkiem globalnej walki przeciwko coraz powszechniejszemu zawłaszczaniu ziemi przez kopalnie i przemysł wydobywczy. Opowieści tych grup pokazują agresywną i pełną przemocy tendencję. A sytuacja się zaostrza.

Fundacja Gaia współpracuje z globalną siecią społeczności rolniczych i tubylczych oraz organizacji na rzecz ochrony bioróżnorodności, ekosystemów i wzmocnienia lokalnej samorządności na całym świecie. W ostatnim czasie odnotowaliśmy zwiększoną liczbę doniesień, że ziemiom będącym pod opieką naszych partnerów zagraża przemysł wydobywczy. W związku z tym zamówiliśmy raport, który miał stworzyć mapę dzisiejszych globalnych trendów i ich wpływu na ziemię, jak również kwestii takich jak konsumpcja, popyt, eksploracja zasobów oraz rezerwy, jakie nam pozostały.

Odkryliśmy, że rozmiar, ekspansja i przyspieszenie wydobycia są dziś znacznie większe niż wielu z nas zdaje sobie sprawę. Nie mówimy już o fragmentarycznych obszarach zniszczenia i skażenia środowiska. Kolejne ziemie i społeczności, kolejne cenne ekosystemy i dziewicze terytoria, kolejne głębie ziemi i morza — wszystko to stanowi teraz obszar zainteresowania rozwijającego się przemysłu wydobywczego.

Przed oczami ścieli się nam szokujący, nowy dla nas obraz presji, jaką wywieramy na szybko kurczące się zasoby Ziemi. Ta żarłoczna ekspansja wydobycia węgla, ropy, gazu, metali i minerałów zanieczyszcza i zatruwa glebę, wodę i powietrze. Bardziej niż kiedykolwiek stanowi ona znaczące zagrożenie dla pierwotnych społeczności oraz dla rolników, systemów lokalnej produkcji żywności, dla lasów, bioróżnorodności oraz ekosystemów, przyspieszając również zmiany klimatu.

Rozmiar i zasięg rosnącego przez ostatnie 10 lat wydobycia jest oszałamiający. Na przykład wydobycie rud żelaza wzrosło o 180%, kobaltu o 165%, litu o 125%, a węgla o 44%. Środki na poszukiwanie złóż wrosły dziewięciokrotnie — z 2 mld dol. do 18 mld. Zakres prac poszukiwawczych także niezwykle wzrósł, co oznacza, że wielkie przyspieszenie w wydobyciu będzie trwać, jeśli koncesje będą nadal przydzielane tak chętnie jak obecnie.

Według Instytutu Informacji o Minerałach przeciętny urodzony dziś Amerykanin lub Amerykanka zużyje w ciągu swojego życia 1000 ton minerałów, metali i paliw — blisko 17 ton rocznie. UNEP (Program Środowiskowy ONZ) informuje, że jeśli sytuacja się nie zmieni, roczne wydobycie surowców do 2050 r. wzrośnie trzykrotnie. Jest to scenariusz, którego skutków Ziemia po prostu nie udźwignie. Popyt na metale i minerały rośnie, przyspieszony przez nawyki konsumpcyjne, które stoją u podstaw panującej kultury marnotrawstwa. Nieliczni z nas nie są jej częścią: być może czytasz ten artykuł na komputerze, który ma mniej niż kilka lat, albo masz telefon, którego kolejne modele czekają już w kolejce, zaprojektowane i gotowe do wprowadzenia na rynek. Cała ta konsumpcja czerpie z Ziemi, jej pól i zasobów społeczności, które z nich żyją.

Ale to w ostatnich czterech latach, jakie upłynęły od wybuchu kryzysu finansowego, byliśmy świadkami najbardziej gwałtownego zagarniania ziemi przez przemysł wydobywczy. Mamy do czynienia z trzema głównymi trendami, które to umożliwiły: kryzysem finansowym, faktem, że zużyliśmy najobfitsze złoża planety, oraz rozwojem nowych metod wydobywczych zdolnych sięgnąć ku trudniej dostępnym pokładom.

Kryzys finansowy, który rozpoczął się w 2008 r., skierował uwagę funduszy hedgingowych oraz emerytalnych na towary “namacalne”, co miało wynagrodzić straty i rozłożyć ryzyko. Zaczęły one więc operować na rynkach metali, minerałów, ropy, gazu oraz finansowych instrumentów pochodnych z nimi związanych, co spowodowało wzrost cen. Poluzowanie polityki pieniężnej oraz spory zastrzyk pieniężny w gospodarce światowej oznaczały, że biliony dolarów musiały gdzieś być ulokowane. Zachęceni przez rosnący popyt na surowce inwestorzy zaczęli masowo wydawać pieniądze na rynkach towarowych, przyczyniając się do wzrostu cen i tworząc nowe bodźce do zwiększenia wydobycia.

W tym czasie złoża o najlepszej jakości i zasobności zostały już zużyte. Światowy trend degradacji rud (tzn. zmniejszenia ilości minerałów, które można pozyskać ze skał) wymagał głębszego kopania, by wydobyć tę samą ilość metalów, minerałów i paliw kopalnych. Mówiąc wprost, skończył się czas tanich, łatwych do pozyskania surowców. Popyt stale rośnie, ale ograniczone zasoby szybko się wyczerpują. A to popycha korporacje do nasilenia poszukiwań, które są coraz droższe i bardziej energochłonne, oraz wprowadzania niszczących dla środowiska projektów kopalnianych.

Wyścig po ostatnie złoża napędza rozwój nowych technologii, które pozwalają eksploatować “ekstremalne źródła energii”, takie jak ropa z piasków bitumicznych czy złoża gazu łupkowego. Te nowe technologie poszerzają obszary wydobycia na naszej planecie, sięgając dna oceanów, Arktyki, będących ostoją bioróżnorodności głębin Amazonii oraz skraju obszarów zaludnionych. Mieszkańcy Balcombe w Sussex doświadczyli, że nawet okolice Londynu nie są bezpieczne od poszukiwań gazu łupkowego. Pęd do ostatnich zasobów surowców na Ziemi doprowadził prace poszukiwawcze na skraj planety i dalej. Absurdalność tej sytuacji oraz desperackiego przywiązania do dogmatu nieograniczonego wzrostu i ekspansji ujawnia się w ogromnych inwestycjach podejmowanych w celu rozwoju wydobycia pozaziemskiego —  na asteroidach czy Księżycu.

Nie ma łatwych odpowiedzi. Zachęca się nas do stosowania rozwiązań “zielonej energii”, takich jak elektryczne samochody, panele słoneczne, turbiny wiatrowe, ale one także wymagają znaczącej ilości metali i minerałów, zwłaszcza metali ziem rzadkich. Wzrost użytkowania zielonych technologii może oznaczać jeszcze bardziej niszczące wydobycie, chyba że przemysł energii odnawialnej wkrótce to zmieni.

Należy dogłębnie przemyśleć to, jak konsumujemy, stworzyć zachęty do ponownego używania, recyklingu, produkcji towarów nadających się do odzysku oraz rozwinąć systemy, które będą wykorzystywać materiały bardziej wydajnie. Ale to nie wystarczy, by cofnąć nas znad krawędzi, konieczne są skoordynowane działania na rzecz ochrony środowiska i zdecydowana redukcja światowej konsumpcji.

Tak więc fakt otwarcia puszki Pandory powoduje alarm: zasady gry się zmieniły. Dzięki temu alarmowi coraz bardziej powszechny światowy ruch może skuteczniej nawoływać nas do tego, byśmy się obudzili i postawili życie ponad zyskiem. Wydobywcze szaleństwo prowadzi nasze globalne ekosystemy na krawędź przepaści. Społeczności, które obecnie opierają się temu szturmowi, stanowią skuteczny system immunologiczny Ziemi, chroniąc naszą planetę przed upadkiem. Globalna odpowiedź społeczności i zaangażowanych obywateli podpada, ogólnie rzecz biorąc, pod trzy kategorie:

  • Wezwanie do ustanowienia globalnego moratorium na wielkoskalowe wydobycie z nowych złóż oraz ich poszukiwanie. Da to nam szansę, byśmy użyli swej pomysłowości do tego, by znaleźć alternatywy i bardziej odpowiedzialnie użytkować cenne minerały, metale i paliwa.
  • Szacunek dla stref chronionych. Ma zapobiec temu, aby doraźne interesy komercyjne, zwłaszcza przemysłu wydobywczego, operowały we wrażliwych ekosystemach, miejscach o szczególnym znaczeniu ekologicznym, kulturowym i duchowym bądź też na demokratycznie wytyczonych obszarach takich jak tereny wpisane przez UNESCO ma listę dziedzictwa kulturowego ludzkości, w parkach narodowych i na terytoriach ludności tubylczej.
  • Uznanie prawa do sprzeciwu. Ochrona prawa społeczności do świadomej decyzji w kwestii rozwoju na ich terenach — bez jakichkolwiek nacisków i przemocy.

Tysiące społeczności na całej planecie stawiają opór nowej fali zagarniania ziemi przez przemysł wydobywczy i potrzebują naszego wsparcia. Chronią wspólnie integralność naszej Ziemi, systemu, który podtrzymuje na niej życie, tak by nasze dzieci również dostały swoją szansę.

Artykuł “Opening Pandora’s Box ukazał się w piśmie “Green World”.  

Tłumaczenie: Katarzyna Sosnowska.

źródło: zielonewiadomosci.pl

zobacz także:

Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Jak ćmy krążące wokół płomienia

Były wiceprezes Mobil Oil ostrzega przed wydobyciem gazu łupkowego i zmianami klimatu

 

Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Jak ćmy krążące wokół płomienia

Jako buddyści możemy postrzegać działanie na rzecz zachowania światowego systemu żywnościowego, jako zadanie wynikające z naszego zobowiązania do czynienia dwojakiego rodzaju dobra: osiągnięcia własnego dobra z pragmatycznej troski o nasz własny długoterminowy interes, oraz dążenia do dobra ze współczującej troski o tych, na których nasze działania wywrą wpływ, niezależnie od tego czy będą to istoty nam współczesne, czy też jeszcze nie narodzone przyszłe pokolenia. Możemy to również traktować jako integralną część naszych wysiłków w celu wyeliminowania chciwości, nienawiści i niewiedzy ? korzeni cierpienia.

photo.buffalodharma.org
photo.buffalodharma.org

Założyciel Earth Policy Institute, Lester Brown,  zauważa, że wcześniejsze cywilizacje często upadały z powodu niedoborów żywności na skutek stosowania niewłaściwych praktyk rolniczych. [1] Cywilizacja Sumerów uległa zagładzie, ponieważ ich gleba została zniszczona w wyniku zwiększającego się stężenia soli, spowodowanego przez błędnie zaprojektowany system melioracyjny. Powodem upadku imperium Majów była erozja gleby wynikająca z nadmiernej eksploatacji ziemi w celu wykarmienia  populacji. Znajdujemy się teraz w podobnej sytuacji, stojąc w obliczu poważnego zagrożenia dla naszego systemu żywnościowego,  którego bezpośrednią przyczyną  jest zmieniający się klimat. Lecz istnieje zasadnicza różnica pomiędzy naszą cywilizacją a cywilizacjami poprzednimi: dysponujemy klarowną wiedzą naukową na temat przyczyn kryzysu, a więc mamy możliwość odpowiednio nań zareagować. Upadek nie jest nieunikniony. Wielkie pytanie przed którym stoimy nie brzmi “dlaczego”,  lecz “czy”: czy zadziałamy skutecznie zanim będzie za późno.

W tym samym kontekście, Brown mówi również, że załamanie gospodarcze i społeczne było prawie zawsze poprzedzone okresem pogarszania się sytuacji ekologicznej. Oznacza to,  że istnieje w zasadzie pewien margines czasu, w którym możemy cofnąć się znad krawędzi. Znajdujemy się obecnie w fazie załamania ekologicznego, i potrzeba natychmiastowego i zdecydowanego działania na rzecz ochrony światowego systemu żywnościowego   jest nie do przecenienia.  Zwlekaliśmy już zbyt długo. W tej chwili prawie miliard ludzi cierpi z powodu głodu i niedożywienia. Jeśli system żywnościowy nie będzie w stanie wyprodukować ilości żywności wystarczającej do wyżywienia planety, miliony więcej, przede wszystkim dzieci, zostaną skazane na życie w ciągłym niedostatku, a nawet na śmierć z głodu. W krajach dotkniętych niedoborem żywności rozpęta się e chaos społeczny i wybuchną zamieszki  żywnościowe. Nasili się migracja z biednych krajów do tych cieszących się większym dobrobytem, wywołując gwałtowne niezadowolenie mieszkańców tych drugich. Państwa w biedniejszych regionach zachwieją się i będą upadać,  wyzwalając być może następne fale agresywnego terroryzmu.

Uniknięcie tego losu  wymaga szybkich zmian w naszym systemie energetycznym — przejścia od gospodarki opartej na paliwach kopalnych do bardziej oszczędnej,  zasilanej nieszkodliwymi źródłami energii.  Jednocześnie musimy działać na rzecz  większej równości pomiędzy Północą a Południem, dążąc wspólnie do eliminacji głodu w każdym zakątku Ziemi.  Jednak zmiany takie trudno będzie wprowadzić na podstawie naszej obecnej skali wartości, która stawia na pierwszym miejscu zyski i ekspansję gospodarczą, nawet kosztem zniszczenia systemów naturalnych od których gospodarka jest zależna.  Naszej kultura będzie musiała zmienić się od swoich podstaw —  od kultury wysławiającej luksus, władzę i konsumpcję, do kultury honorującej umiar, szczodrość, sprawiedliwość społeczną oraz integralność biosfery. Problem bezpieczeństwa żywnościowego staje się bardziej palący w świetle przewidywanego zwiększenia globalnej populacji z 7 miliardów do 9,3 miliarda w roku 2050.  Rosnąca populacja wywiera większą presję na światowe zasoby żywności nie tylko dlatego, że będzie więcej gąb do nakarmienia —  lecz również, ponieważ więcej z nich będzie jadło żywność z wyższych ogniw łańcucha żywieniowego. Gdy ludzie w gospodarkach rozwijających się podnoszą swój status społeczny, wybierają dietę bogatą w mięso i nabiał zamiast pożywienia opartego przede wszystkim na roślinach.  Ponieważ “wyprodukowanie” jednego kilograma  mięsa wymaga zużycia kilku kilogramów ziarna, zapasy zboża, które mogłyby nakarmić głodnych, są zamiast tego przeznaczane na paszę dla inwentarza żywego, aby zapewnić mięso i nabiał bogatym.  Według ostatniego raportu World Resources Institute , jeżeli bogaci nie ograniczą swojego zapotrzebowania na produkty zwierzęce,  światowa produkcja kalorii będzie musiała zwiększyć się o około 60%, jeśli mamy odpowiednio wszystkich nakarmić.

Oprócz konieczności  zapewnienia potencjału wykarmienia większej populacji, rolnictwo będzie musiało również zastosować metody uprawy ziemi, które minimalizują negatywny wpływ na środowisko. Nowoczesne rolnictwo przemysłowe szkodzi środowisku co najmniej na 3 sposoby: (1) poprzez degradację ekosystemów, szczególnie w rezultacie deforestacji i zaniku bioróżnorodności;  (2) poprzez ogromne zapotrzebowanie na słodką wodę — 80 do 90% jej światowego zużycia, to zużycie na potrzeby rolnictwa; i (3) poprzez emisję wielkich ilości gazów cieplarnianych, które przyczyniają się do zmiany klimatu. W chwili obecnej rolnictwo odpowiedzialne jest za 25% światowej emisji gazów cieplarnianych, w tym metan pochodzący z inwentarza żywego, podtlenek azotu z nawozów sztucznych oraz dwutlenek węgla emitowany przez  maszyny, transport, a także  na skutek zmiany sposobu użytkowania ziemi. Produkcja mięsa i nabiału powoduje wydzielanie o wiele większej ilości gazów cieplarnianych niż uprawa  roślin —  od 16 razy więcej w przypadku wieprzowiny, do 4,6 razy więcej przy hodowli kurczaków. [2]  Jest to jeszcze jeden mocny argument na rzecz ograniczenia konsumpcji mięsa.

Podczas gdy rolnictwo przyczynia się do zmiany klimatu, zmieniający się klimat wpływa negatywnie na rolnictwo — zarówno w sposób nagły, jak i stopniowo.  Na skutek zmian klimatu okresowe zjawiska, takie jak: długie susze, fale ekstremalnych upałów i gwałtowne powodzie, stają się bardziej powszechne, pustosząc ziemię, niszcząc plony i wpływając na wzrost cen żywności. W nadchodzących latach tego rodzaju gwałtowne zmiany pogody będą zdarzały się jeszcze częściej —   staną się “nowa normą” —  jeszcze bardziej zmniejszając plony i nasilając głód na świecie.  Tym, co czyni te ataki natury tak przerażającymi, jest ich nieobliczalność.  Ponieważ klimat jest systemem zamkniętym i zintegrowanym, nadużycia w jednym regionie mogą spowodować skutki gdziekolwiek i wszędzie, a nasza zdolność do przewidywania ich jest bardzo ograniczona.

Chociaż niecodzienne zjawiska pogodowe są z pewnością destrukcyjne i kosztowne,  stopniowa zmiana klimatu, powolne ocieplanie się planety, może być nawet jeszcze bardziej podstępne. Jest tak szczególnie dlatego, że stopniowy wzrost globalnej temperatury następuje poniżej progu postrzegania, i z tego powodu  ma tendencję do bycia niezauważonym. Jednakże same  rośliny go zauważają.  Agroekolodzy odkryli, że z każdym stopniem  Celsjusza wzrostu temperatury powyżej normy, plony zmniejszają się o 10%. [3] Według obecnych przewidywań, na  świecie, gdzie globalna temperatura wzrośnie o 3° C powyżej poziomów przedprzemysłowych  — co jest prawie nieuniknione przy obecnej tendencji — praktycznie cała Afryka, Ameryka Łacińska, południowa  i południowo-wschodnia Azja oraz południowe Chiny, doświadczą drastycznego zmniejszenia plonów. Duże połacie USA, w tym duża część Pasa Kukurydzianego (Grain Belt), również staną się mniej urodzajne.  Wielkimi wygranymi w dziedzinie produkcyjności rolnictwa będą Kanada i rosyjska Syberia.  [4]

Wzrastająca globalnie temperatura odbije się także negatywnie na naszych zasobach wody.  Prawie  całe nowoczesne  rolnictwo zależne jest od systemów nawadniania, z których wiele czerpie wodę z rzek.  W dużej części świata  rzeki są zaopatrywane w wodę przez górskie lodowce, które w zimie magazynują śnieg, a latem, po jego stopnieniu, uwalniają zawartą w nim wodę do rzek. Jednak na skutek ocieplenia klimatu, lodowce w alarmującą tempie tracą swoja masę, co zagraża wielu najżyźniejszym światowym rejonom rolniczym.  Główne lodowce — w Himalajach, Hindukuszu i Andach — w sposób widoczny zmniejszają się, zagrażając bezpieczeństwu żywnościowemu ogromnych populacji Indii, Chin, Azji Południowo-Wschodniej, Pakistanu i andyjskich państw Południowej Ameryki.

Zagrożenie, jakie zmiana klimatu stanowi dla światowego bezpieczeństwa żywnościowego powinno poruszyć nas do działania. Gdybyśmy traktowali to zagrożenie z pełną powagą, już teraz robilibyśmy wszystko co w naszej mocy, aby powstrzymać falę globalnego ocieplenia. Nie tolerowalibyśmy wymijających  kłamstw i zaprzeczeń, którymi częstują nas służalczy, spłacający dług wdzięczności swoim korporacyjnym  dobroczyńcom politycy, ani nie zadowalałyby nas niemrawe uregulowania prawne, które rzadko zmniejszają emisje bardziej niż minimalnie. Stawką jest światowy system żywnościowy — nasz system żywnościowy — i zależy on od stabilnego klimatu, zasobu, którego nie możemy stracić.

Na gorętszej planecie globalne bezpieczeństwo żywnościowe stanie się mrzonką.  Żyzna ziemia zmieni się w jałową  i plony gwałtownie się zmniejszą, powodując więcej głodu, redukując więcej młodych ciał do skóry i kości, przynosząc więcej śmierci z niedożywienia i chorób spowodowanych niewłaściwa dietą.  Ta przyszłość już jest wśród nas.  Mówi o tym jasno  raport  Oxfamu zatytułowany  “Growing  a Better Future”,  którego autorzy stwierdzają, że to zagrożenie “nie jest jakimś potencjalnym   niebezpieczeństwem w odległej przyszłości.  Pojawia się ono już dzisiaj,  nasili się w nadchodzącej dekadzie, i będzie się rozwijało przez cały dwudziesty pierwszy wiek, ponieważ ekologia, demografia i zmiana klimatu oddziaływają na siebie wzajemnie tworząc błędne koło bezradności  i głodu w niektórych z najbiedniejszych krajów na świecie” (p.21).

Gdybyśmy byli w stanie  zaakceptować ten fakt w pełni, cała naszą istotą, a nie tylko intelektualnie, pracowalibyśmy w szaleńczym tempie na rzecz zerwania naszej zależności od paliw kopalnych, zastępując je źródłami energii, które nie szkodzą klimatowi, takimi jak energia wiatru, energia słoneczna i energia geotermalna. Poszukiwalibyśmy także znaczenia naszego życia w czymś innym niż konsumpcja pustych “dóbr”, które dostarczają bardzo niewiele prawdziwego poczucia dobrostanu. Zamiast tego odkrywalibyśmy na nowo inne wymiary sensu, sprowadzone na drugi plan przez ślepy imperatyw wzrostu gospodarczego: wymiar ludzkich relacji, służenia społeczności, przyjemności estetycznej i rozwoju duchowego. Jedynie poczucie sensu życia, nie wysokość kwartalnej dywidendy lub rozmaitość sprytnych gadżetów, może przynieść ludzkiemu duchowi głębokie poczucie spełnienia.

Stoimy w obliczu jednoznacznego wyboru: Czy dokonamy niezbędnych zmian, i zrobimy to  na czas, czy też nadal będziemy toczyć się bez celu drogą najeżoną niebezpieczeństwami? Krótka sutta z  Udana (§59) rzuca światło na nasze obecne kłopotliwe położenie. Ciemną nocą Budda siedzi na zewnątrz, a przed nim palą się lampy olejowe. Duża liczba ciem fruwa wokoło lamp i niektóre lecą prosto w płomienie, gdzie “spotyka je nieszczęście i zagłada”. Budda widzi w tym analogię do tego w jaki sposób ludzie, “przywiązani do tego, co widzą i słyszą”,  zmierzają wprost do swojej własnej zagłady.

Niebezpieczeństwo zagrażające ćmom nie było na zewnątrz, lecz pochodziło z ich instynktownego pociągu do płomienia. Podobnie, największe przeszkody, z którymi musimy się zmierzyć, wprowadzając niezbędne zmiany do naszych systemów społecznych i gospodarczych, zakorzenione są w samej ludzkiej naturze. Odpowiedź na nadciągające zagrożenie dla globalnego bezpieczeństwa żywnościowego powinna  aktywować dwie charakterystyczne dla istot ludzkich zdolności. Jedną z nich jest zdolność do racjonalnego działania, z szacunkiem dla faktów i wglądem w przyczynę i skutek. Druga to zdolność to działania moralnego,  uwzględniania w podejmowanych wyborach ich konsekwencji dla innych. Niestety jednak zbyt często mamy skłonność do poczynań wypływających z innych pobudek, nie mających nic wspólnego z naszym rzeczywistym, dobrze pojętym dobrem lub sumieniem moralnym. I z tego powodu lecimy prosto w nasze własne płomienie.

Ponieważ chciwość, nienawiść i złudzenia, które są skłonnościami  odziedziczonymi  po naszych prymitywnych przodkach,  są w nas głęboko zakorzenione, wolimy raczej utrzymywać wygodne status quo, ignorując niebezpieczeństwo czające się u naszych stóp. Rozmiłowani w kupowaniu i wydawaniu pieniędzy, wzdrygamy się na samą myśl o tym, że szczęście może leżeć w przeciwnym kierunku, w prostocie i zadowoleniu. Przyjmujemy za fakty dezinformację rzucaną nam na przynętę przez propagandystów przemysłu paliwowego, których oszukańcze kampanie nakładają nam klapki na oczy, zapewniając politykom i decydentom możliwość  kontynuowania licytacji.

Czas ucieka, ale jeśli będziemy działali z determinacją na rzecz przejścia z paliw kopalnych na źródła czystej energii, mamy jeszcze szansę na zwycięstwo.  Lester Brown znajduje nadzieję i inspirację w szybkości z jaką po ataku na Pearl Harbour w 1941 roku  gospodarka amerykańska zmieniła się niemalże w ciągu jednej  nocy   z gospodarki nastawionej na działanie w warunkach pokoju, na taką, która była w stanie podtrzymać wojnę prowadzoną na dwóch głównych frontach. Rzecz w tym, jak mówi, że “jeśli byliśmy w stanie zrestrukturyzować amerykańską gospodarkę przemysłową w ciągu kilku miesięcy, jesteśmy również w stanie zrestrukturyzować światową gospodarkę energetyczną w ciągu dekady”. [5]

Jako buddyści możemy postrzegać działanie na rzecz  zachowania światowego systemu żywnościowego, jako zadanie wynikające z  naszego zobowiązania do czynienia dwojakiego rodzaju dobra: osiągnięcia  własnego dobra z pragmatycznej troski o nasz własny długoterminowy interes, oraz dążenia do dobra innych  ze współczującej  troski o tych,  na których nasze działania wywrą wpływ, niezależnie od tego czy będą to istoty nam współczesne, czy też jeszcze nie narodzone przyszłe pokolenia.  Możemy to również traktować jako integralną część naszych wysiłków w celu wyeliminowania chciwości, nienawiści i niewiedzy — korzeni cierpienia. Aby pokonać chciwość musimy pohamować naszą fascynację niezliczonymi towarami, które pożerają ogromne ilości energii pochodzącej z paliw kopalnych i zanieczyszczają ziemię. Poradzenie sobie z nienawiścią wymaga otwarcia naszych serc na cierpienie setek milionów ludzi, których życie zostanie zniszczone na skutek naszej obojętności — naszej odmowy wyrzeczenia się własnej uprzywilejowanej pozycji,  aby ocalić ich życie. A zadanie wykorzenienia iluzji wymaga od nas, abyśmy wyjęli nasze głowy z piasku, zbadali potężne siły, które zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywnościowemu. i dowiedzieli się co musimy zrobić, by zapewnić każdemu na tej planecie godziwe warunki życia.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: Buddhist Global Relief

[1]               Lester R. Brown, World on the Edge (New York: Norton, 2011), pp. 9?10.

[2]               Oxfam, “Growing a Better Future,” p. 15.

[3]               See Brown, p. 47; Oxfam, pp. 26?27.

[4]               “The Great Balancing Act,” p. 3, figure 2.

[5]               Brown , pp. 197?98.

zobacz także:

 Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Gaszenie płomieni

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Joanna Macy: Największe niebezpieczeństwo

Jeśli jesteście naprawdę uważni, trudno jest uciec od głębokiego oburzenia, lęku i rozpaczy. Autorka, głęboka ekolożka i nauczycielka buddyzmu Joanna Macy mówi: Nawet nie próbuj.

Jeśli jesteście naprawdę uważni, trudno jest uciec od głębokiego oburzenia, lęku i rozpaczy.  Autorka, głęboka ekolożka i nauczycielka  buddyzmu Joanna Macy mówi: Nawet nie próbuj. Czytaj dalej Joanna Macy: Największe niebezpieczeństwo

Solidarni z Żurawlowem — relacja

Z inicjatywy Fundacji Strefa Zieleni, reprezentującej ruch “Złupieni.pl”, oraz Zielonych, kilkadziesiąt osób zebrało się w poniedziałek 15.07 przed Ministerstwem Środowiska, by wziąć udział w pikiecie solidarnościowej z trwającym już 7 tygodni protestem w Żurawlowie.

photo.strefazieleni.org

Z inicjatywy Fundacji Strefa Zieleni, reprezentującej ruch “Złupieni.pl”,  oraz Zielonych, kilkadziesiąt osób zebrało się w poniedziałek 15.07 przed Ministerstwem Środowiska, by wziąć udział w pikiecie solidarnościowej z trwającym już 7 tygodni protestem w Żurawlowie. Z Żurawlowa przyjechała liczna reprezentacja rolników skrupulatnie monitorujących wszystkie poczynania firmy Chevron pragnącej poszukiwać na ich terenie gazu łupkowego. Rolnicy dyżurują 24/24 i śledzą wszelkie poczynania firmy Chevron, aby zapobiegać  łamaniu prawa i permanentnemu nieprzestrzeganiu procedur administracyjnych przez firmę Chevron.

[…]

W ciągu dnia na ulicach Warszawy i w okolicach Parku Łazienkowskiego rozdano kilkaset ulotek na temat protestu w Żurawlowie, informujących m.in., że koncesje wydane firmie Chevron leżą na trzech największych udokumentowanych zbiornikach wód podziemnych  olsce i na najlepszych glebach, czarnoziemach, stanowiących zaledwie 1% ziem uprawnych w Polsce.

Wieczorem w Zielonym Centrum M1 wyświetlono film Lecha Kowalskiego “Drill Baby Drill”, po którym odbyło się spotkanie-debata z mieszkańcami Żurawlowa.

[Czytaj całą relację na stronie fundacji Strefa Zieleni] 

źródło: zielona warszawablogspot.com

 Reportaż — Pikieta “Solidarni z Żurawlowem” —  materiał niezależnej telewizji NTV

Strona rolników protestujących w Żurawlowie: Occupy Chevron (Poland)

Kjabdzie Sakja Trizin: Globalne środowisko naturalne 2013: Perspektywa buddyjska

Większość wyznawców buddyzmu nie pomaga aktywnie istotom. Z drugiej strony wielu miłośników zwierząt i ekologów, którzy nie modlą się, ani nie medytują, przystępuje do działania, aby pomóc zwierzętom w każdym rodzaju cierpienia i zagrożenia. Byłoby najlepiej, gdybyśmy byli w stanie połączyć te dwa podejścia — buddyjską i ekologiczną praktykę współczucia. Przyniosłoby to niezmierne korzyści naszemu światu. Budda był przecież prekursorem ekologii. Buddyzm naucza, że powinniśmy czynić ten świat pięknym, wolnym i czystym — nie tylko dla ludzi, lecz również dla każdej żyjącej istoty, która w nim zamieszkuje. Wydaje mi się, że współcześni ekolodzy mogą się czegoś nauczyć z nauk Buddy, zwłaszcza z reguł winaja. Poprzez włączenie ich do swojej własnej filozofii, mogliby ją pogłębić i poszerzyć.

Życie jest cenne nie tylko dla nas. Jest takie dla każdej żyjącej istoty, od najmniejszego owada po najwyższego boga. Życie jest najcenniejszą rzeczą dla każdej  pojedynczej  innej istoty.  Kiedy doświadczamy naszych uczuć, możemy pamiętać, że każda z  nich również  czuje w ten sam sposób.

Musimy mieć zawsze w pamięci,  jak bardzo konieczne jest, abyśmy ochraniali tę wielość form życia, a także środowisko, które jest  dla nich siedliskiem. Nikt nie może mieszkać w miejscu, gdzie nie ma wody, drzew, i tak dalej. Nasze życia są całkowicie zależne od środowiska.

Można powiedzieć, że Budda był twórcą ekologii.  Winaja —  ustanowiony przez niego zbiór zasad zachowania dla mnichów i mniszek —  stanowi, że “Nie wolno wam wycinać drzew, nie wolno wam obcinać liści, nie wolno wam ścinać kwiatów; nie wolno wam zakłócać spokoju lasu;  nie wolno wam zanieczyszczać rzeki; nie wolno wam zanieczyszczać trawy.” W tamtych czasach Budda uczył swoją Sangę przestrzegania zasad promowanych  dzisiaj przez ekologów.

Obecnie świat doświadcza poważnych problemów ekologicznych.  Wielu moich przyjaciół  jest tym bardzo zaniepokojonych i uważa, że świat stanie się w końcu pustynią pozbawioną wody, drzew i deszczu. Więc powinniśmy pomyśleć o istotach, które w przyszłości odziedziczą naszą ziemię: naszych dzieciach, wnukach i wszystkich innych. Musimy zastanowić się nad problemami, którym będą  musieli stawić czoła, i zagwarantować, że Ziemia pozostanie planetą nadającą się do zamieszkania.

Nauki Buddy mogą bardzo pomóc w czynieniu tego świata lepszym miejscem. W jakiś sposób przekraczają one zwykłe ludzkie dążenia, jakkolwiek nie byłyby szlachetne. Są głębsze i zawierają w sobie wszystko.  Ekologom należy się ogromne  uznanie za wszystkie ich wspaniałe osiągnięcia.  Niemniej jednak nie można powiedzieć, ze ich filozofia jest wszechobejmująca. Buddyjski pogląd o miłości, współczuciu i ochronie wszystkich istot jest głębszy i szerszy od konwencjonalnego myślenia.

Większość wyznawców buddyzmu nie pomaga aktywnie istotom. Z drugiej strony wielu miłośników zwierząt i ekologów, którzy nie modlą się, ani nie medytują, przystępuje do działania, aby pomóc zwierzętom w każdym rodzaju cierpienia i zagrożenia. Byłoby najlepiej, gdybyśmy byli w stanie połączyć te dwa podejścia — buddyjską i ekologiczną praktykę współczucia. Przyniosłoby to niezmierne korzyści naszemu światu. Budda był przecież prekursorem ekologii. Buddyzm naucza, że powinniśmy czynić ten świat pięknym, wolnym i czystym —  nie tylko dla ludzi, lecz również dla każdej żyjącej istoty, która w nim zamieszkuje.  Wydaje mi się, że współcześni ekolodzy mogą się czegoś nauczyć z nauk Buddy, zwłaszcza  z reguł winaja. Poprzez włączenie ich do swojej własnej filozofii,  mogliby  ją pogłębić i poszerzyć.

Praca nad ochroną środowiska nie może zostać pozostawiona kilku jednostkom czy organizacjom.  Jest to teraz odpowiedzialność każdego z nas.  Konieczne jest, aby każdy człowiek stał się świadomy tego, co może zdarzyć się na naszej Ziemi, jeśli nie otoczymy jej opieką.  Jeśli wielu ludzi podejmie wysiłek, z pewnością  spowoduje to znaczące zmiany.  Cokolwiek czynimy, ważne jest, abyśmy w pełni zdawali sobie sprawę, że życie jest cenne i wszyscy musimy coś robić, by je zachować,  uczynić owocnym  i sprawić, by trwało.  Powinniśmy to robić dla samych siebie…a także, i o wiele bardziej, dla przyszłych pokoleń. Nasze środowisko już  zaczęło się gwałtownie zmieniać.  Moi przyjaciele w Tybecie opowiadają mi, jak dramatycznie zmienia się tamtejszy klimat. Wielkie śnieżne góry topią się —  niektóre bardzo szybko.

My, Tybetańczycy wierzymy, że wpływa  to nie tylko na widzialny aspekt natury.  Ma to również wymiar niewidzialny, którego nie zawsze jesteśmy świadomi. W Tybecie każda góra ma swoje lokalne, zamieszkujące ją bóstwo. Zgodnie z naszymi starożytnymi wierzeniami, zwyrodnieniowe zmiany wpływają na te bóstwa, sprawiając, że czują się  nieszczęśliwe, co prowadzi do następnych klęsk żywiołowych.  Z powodu ludzkiej chciwości, odpady chemiczne są wyrzucane do rzek, lasy dziesiątkowane, a ziemia rozcinana po to, by wydobywać cenne minerały. Wszystkie te rodzaje środowiska naturalnego są domem lokalnych bóstw i innych niewidzialnych istot,  i kiedy je w ten sposób bezcześcimy, bezcześcimy również zamieszkujące je bóstwa.  Wielu ludzi nie wierzy w bogów, lokalne bóstwa i inne niewidzialne istoty.  Lecz ja jestem przekonany o ich istnieniu i o tym, że w znaczący sposób wpływają na rzeczywistość.

Widzialne i niewidzialne  aspekty Natury są ze swojej istoty wzajemnie połączone, i w rezultacie, gdy są dotknięte, wydarza się wiele katastrof.  Uważam, że aby naprawić ten  stan rzeczy, powinniśmy zastosować podejście dwutorowe.  Nie tylko musimy stosować się do zaleceń ekologów mówiących o tym w jaki sposób fizycznie opiekować się naszym światem, lecz również powinniśmy wykonywać rytuały ochronne  i pobudzające życie.

Jeśli będziemy próbować  z każdego punktu widzenia, każdy na swój własny sposób,  sprawy z pewnością się poprawią.  Jest bardzo ważne, aby każdy wziął udział w opiece nad naszą Ziemią, a nie po prostu zostawiał to kilku jednostkom czy organizacjom. Czyż nie jesteśmy wszyscy częścią rasy ludzkiej? Musimy teraz pomyśleć o jej przyszłości, i o tych, którzy nadejdą po nas.  Jeśli nie będziemy działać teraz, będą oni zmuszeni żyć na czymś w rodzaju ziemi głodnych duchów.

Budda postrzega teraźniejszość i przyszłość, tak jak my widzimy wnętrza naszych własnych dłoni.  Widzi każdy skutek każdej przyczyny i każdą przyczynę każdego skutku.  To z tego powodu jego nauki są autentyczne i cudowne. Prowadzą nas do pracy dla dobra istot, świata i środowiska.

Kjabdzie Sakja Trizin jest duchowym przywódcą tradycji Sakja buddyzmu tybetańskiego.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: ecobuddhism.org

photo.ecobuddhism.org 

Zobacz także: Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Janusz Korbel: Normalny człowiek, albo co się komu podoba

Dzisiaj nasypało pierwszym śniegiem i dopiero wieczorem, po dniu klepania w klawisze komputera, wyszedłem z domu do sklepu, kupić rum do herbaty na tę barową pogodę. Po drodze utwierdziłem się w przekonaniu, że jestem nienormalny, bo nikt z mojej okolicy poza mną nie szedł do sklepu, chociaż w sklepie było parę osób. Wszyscy przyjechali samochodami. Tak robi człowiek normalny! Wracając zdałem sobie sprawę, że normalny człowiek nie chodzi. On, jeżeli idzie, to z kijkami w ramach uprawiania nordic walking, żeby trenować ciało po godzinach spędzonych przed komputerem lub za kierownicą auta. Zwyczajne chodzenie jest passé. Chodzili to chłopi w czasach pańszczyźnianych. Faktycznie, po Białowieży prawie nikt już nie chodzi! A jeżeli idzie, to znaczy, że nie ma sił pojechać. Trudno być normalnym człowiekiem, bo nie tylko trzeba nie lubić naturalnej Puszczy, ale jeszcze trzeba jeździć samochodem i spełniać wiele innych warunków normalności, na przykład kupować nowe ubrania, chociaż stare jeszcze się nadają, ale nie są już trendy.

Podczas obiadu po pewnej naradzie, mój miły sąsiad zagadnął o Puszczę. Stwierdził, że normalnym ludziom Puszcza się nie podoba, podoba się tylko wąskiej grupie specjalistów. Autor tych słów jest ekspertem w instytucji zajmującej się pomocą finansową przyrodzie. Jeśli dobrze go zrozumiałem, to pracował wcześniej przy urządzaniu lasów. Człowiek będący dobrym gospodarzem powinien być ekspertem w świecie gospodarki. Gospodarcze podejście do wielu wartości przyrody jest jednak trudne. A mnie się od czasu tej “przyobiedniej” rozmowy o normalnych ludziach plączą po głowie pytania o to, kto jest normalny i co jest ładne? Chyba jestem bardzo nienormalny — skonstatowałem. Mnie się zapuszczona gospodarczo Puszcza podoba! Mój rozmówca powiedział coś więcej: że konserwatorska ochrona przyrody to model XIX-wieczny. Nie tylko nie jestem więc normalny, ale jeszcze na dodatek tkwię w wieku XIX, choć mamy już wiek XXI!

Dzisiaj nasypało pierwszym śniegiem i dopiero wieczorem, po dniu klepania w klawisze komputera, wyszedłem z domu do sklepu, kupić rum do herbaty na tę barową pogodę. Po drodze utwierdziłem się w przekonaniu, że jestem nienormalny, bo nikt z mojej okolicy poza mną nie szedł do sklepu, chociaż w sklepie było parę osób. Wszyscy przyjechali samochodami. Tak robi człowiek normalny! Wracając zdałem sobie sprawę, że normalny człowiek nie chodzi. On, jeżeli idzie, to z kijkami w ramach uprawiania nordic walking, żeby trenować ciało po godzinach spędzonych przed komputerem lub za kierownicą auta. Zwyczajne chodzenie jest passé. Chodzili to chłopi w czasach pańszczyźnianych. Faktycznie, po Białowieży prawie nikt już nie chodzi! A jeżeli idzie, to znaczy, że nie ma sił pojechać. Trudno być normalnym człowiekiem, bo nie tylko trzeba nie lubić naturalnej Puszczy, ale jeszcze trzeba jeździć samochodem i spełniać wiele innych warunków normalności, na przykład kupować nowe ubrania, chociaż stare jeszcze się nadają, ale nie są już trendy.

Z tym, co jest trendy, a co nie, sprawa też nie jest prosta. Wiele lat temu pewien leśnik napisał w leśnej prasie fachowej, że słowa trzeba dobierać z rozwagą, żeby trafić do czytelnika: Zamiast pisać “pozyskanie drewna” trzeba pisać “zachowanie trwałości lasu”; zamiast “trzebież” — “pielęgnacja drzewostanu”; zamiast “rębnia” — “odnawianie lasu”. Bo normalni ludzie potrzebują klarownych przekazów, dlaczego gospodarowanie przyrodą jest lepsze niż pozostawienie jej na pastwę samej sobie.

Cóż, nie jestem normalny. To już pewne. Dnia 29 listopada przypada światowy dzień bez kupowania. Jakoś nikt w polskich mediach o tym nie wspomina. Jak to nie kupować? Kupować! Trzeba kupować, żeby był rozwój i postęp! Trzeba być normalnym! A ja staram się w ogóle nie kupować, jeśli tylko nie jestem zmuszony okolicznościami. Co więcej, mam wrażenie, że ten brak przymusu kupowania daje mi szczęście. Jestem nadal członkiem społeczności żyjącej w systemie gospodarczym i nadal kupuję, ale to jest na końcu różnych przyjemniejszych form aktywności. Na przykład skoro nie uprawiam wielu warzyw (bo wolę więcej czasu spędzać w lesie) —  kupuję je w sklepie.

Żyjemy w czasach, kiedy zdecydowana większość dzikiej przyrody została zabrana przez nasz gatunek. Jestem przekonany, że nasze i jej przetrwanie w obecnych, wspierających się i tolerujących relacjach zależy tylko od tego, czy zdecydujemy się wreszcie powiedzieć sobie STOP —  ani kroku dalej. Ani kroku dalej w niszczeniu przyrody poza terenami już zagarniętymi przez ludzi (a i je będzie trzeba oddawać, chcąc zachować sieć powiązań między ekosystemami). Ale to chyba nie jest pogląd normalnego człowieka, który przecież nie widzi nic szczególnego w Puszczy Białowieskiej. Pozostał problem piękna, a to kategoria, która obiektywnie i w realu nie istnieje. To ludzie, subiektywnie sobie je wymyślają. To ja arogancko napiszę, że podoba mi się być człowiekiem nienormalnym i mieć inne gusta, bo podoba mi się las nieposprzątany, “niehigieniczny” (jak kiedyś go nazwał Jacek Kleyff) i spotykam całkiem wielu podzielających moje gusta.

JANUSZ KORBEL

Najnowsze wiadomości z Puszczy Białowieskiej na blogu: puszcza-bialowieska.blogspot.com

źródło: pracownia.org.pl

Artykuł po raz pierwszy opublikowany w miesięczniku Dzikie Życie, numer z  grudzień 2012/styczeń 2013.

 

Ryszard Kulik: Równowaga

Przyroda unika skrajności, choć oparta jest na skrajnych tendencjach poszczególnych elementów. Dopiero z perspektywy całości i w dłuższym czasie widać równoważenie się składników. Można to zaobserwować np. w procesie oddychania: wdech wypełnia powietrzem płuca i w swojej szczytowej fazie uruchamia przeciwny proces wydechu, pozwalający pozbyć się zalegającego powietrza z dwutlenkiem węgla. W wędrówce Ziemi wokół słońca mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Podczas letniego przesilenia, kiedy światło dominuje, rodzi się ciemność, która za pół roku osiągnie apogeum, rodząc jednocześnie światło. Przeciwieństwa stwarzają się wzajemnie i tworzą jedność, która nieustannie się równoważy. I nie może być inaczej.

Przyroda unika skrajności, choć oparta jest na skrajnych tendencjach poszczególnych elementów. Dopiero z perspektywy całości i w dłuższym czasie widać równoważenie się składników. Można to zaobserwować np. w procesie oddychania: wdech wypełnia powietrzem płuca i w swojej szczytowej fazie uruchamia przeciwny proces wydechu, pozwalający pozbyć się zalegającego powietrza z dwutlenkiem węgla. W wędrówce Ziemi wokół słońca mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Podczas letniego przesilenia, kiedy światło dominuje, rodzi się ciemność, która za pół roku osiągnie apogeum, rodząc jednocześnie światło. Przeciwieństwa stwarzają się wzajemnie i tworzą jedność, która nieustannie się równoważy. I nie może być inaczej.

W tym kontekście śmieszne wydają się nasze próby zadekretowania równowagi w postaci ustanowienia koncepcji zrównoważonego rozwoju jako pożądanego kierunku, którym ma kroczyć ludzka cywilizacja. Czy tego chcemy, czy nie, ciągle jesteśmy poddani procesowi równoważenia. Oznacza to, że każde nasze działanie, każdy nawet najmniejszy krok wywołują jakieś konsekwencje, których skutki prędzej czy później do nas wrócą. Jeśli więc jako ludzkość stajemy się zbyt silni i dominujący, to za chwilę spotkamy się z przeciwną tendencją, która ustawi nas po drugiej stronie. Koszty w postaci ciemnej strony rozwoju nieuchronnie się do nas zbliżają.

Ta prawda jakoś trudno do nas dociera. Za to światłe umysły wymyśliły, że można mieć jedno bez drugiego, czyli nieustanny rozwój i zdrowe środowisko. Koncepcja zrównoważonego rozwoju zakłada bowiem, że możemy mieć rozwój gospodarczy, mierzony rosnącym PKB i wysoką jakość środowiska przyrodniczego. W raporcie Unii Europejskiej “The European Environment” z 2010 roku podkreśla się, że jest to ambitny cel, który stawia sobie Wspólnota. Ale w tym samym raporcie Unia przyznaje, że mimo wielu działań poniosła fiasko w kwestii zahamowania do 2010 r. spadku bioróżnorodności, która jest podstawowym wskaźnikiem kondycji środowiska.

Na podobne zjawisko wskazują pomiary śladu ekologicznego poszczególnych państw, z których wynika, że istnieje związek między obciążeniem ekosystemu a bogactwem danego kraju. Bogactwo nie sprzyja przyrodzie, choć często złudnie może się wydawać, że zadbane parki i rozwinięta infrastruktura turystyczna świadczą o dobrym stanie środowiska. Prawda jest jednak taka, że nasze konsumpcyjne rozpasanie wiąże się z ogromnymi kosztami środowiskowymi, choć na własnym, zadbanym podwórku możemy tego nie zauważyć.

Obecnie, jak podkreślają ekonomiści, mamy do czynienia z dwiema wielkimi nierównowagami współczesnego świata. Pierwsza dotyczy systemu finansowego, który oderwał się od rzeczywistości, to znaczy opiera się na wirtualnych zapisach w księgach rachunkowych, którymi następnie handluje się, tworząc wyrafinowane instrumenty finansowe. Wartość tych aktywów wielokrotnie przekracza to, co ma odniesienie do rzeczywistych dóbr. Jest tylko kwestią czasu, gdy ta bańka pęknie. Druga nierównowaga dotyczy niezbilansowania pomiędzy towarzyszącym wzrostowi PKB popytem a dostępnością podstawowych zasobów naturalnych — zwłaszcza surowców i żywności. Jest tylko kwestią czasu, kiedy kroplówka, którą sobie aplikujemy, przestanie nas zasilać.

Koncepcja zrównoważonego rozwoju musi zakładać nieustanny wzrost PKB co najmniej o 3–4% rocznie, ponieważ współczesny system ekonomiczny oparty jest na kredytach, które trzeba spłacać. To oczywiście kosztuje, więc wzrost jest konieczny, by utrzymać system przy życiu. W tym miejscu docieramy do podstawowej sprzeczności: idea zrównoważonego rozwoju została stworzona, aby utrzymać model wzrostu w jego obecnym kształcie (jednocześnie zmieniając narrację na bardziej ekologiczną), a to oznacza nieustanne podtrzymywanie nierównowagi. Zatem, mówiąc wprost, zrównoważony rozwój ma utrzymać przy życiu niezrównoważony system ekonomiczny.

Ale pamiętajmy, że ostatecznie na równowagę jesteśmy skazani, co oznacza, że obecne nasze działania za chwilę doprowadzą do przesilenia i odwrócenia dominującej tendencji. Im bardziej wahadło wychylone jest w jedną stronę, tym silniej przemieści się w drugą. Zatem to, co nam pozostaje, to robić wszystko, by już teraz to odchylenie nie było zbyt duże. Oznacza to samoograniczenie się w swoich zachciankach i tendencjach do dominowania w świecie.

Jak widać, droga do równowagi wiedzie przez nierównowagę.

Ryszard Kulik

Artykuł ukazał się w miesięczniku Dzikie Życie,  z października 2012 roku.

źródło: pracownia.org.pl

 

Łupkami w swobody obywatelskie

Koalicja Klimatyczna, największe w Polsce porozumienie organizacji ekologicznych, zdecydowanie protestuje przeciwko planom polskiego rządu, który przy okazji pracy nad prawnymi ramami eksploatacji gazu łupkowego, chce zablokować udział społeczeństwa obywatelskiego w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska.

Koalicja Klimatyczna, największe w Polsce porozumienie organizacji ekologicznych, zdecydowanie protestuje przeciwko planom polskiego rządu, który przy okazji pracy nad prawnymi ramami eksploatacji gazu łupkowego, chce zablokować udział społeczeństwa obywatelskiego w postępowaniach dotyczących ochrony środowiska.

 Sprawa dotyczy projektu z dnia 15 lutego 2013 r. ustawy o zmianie ustawy —  Prawo geologiczne i górnicze oraz niektórych innych ustaw. Przewiduje on zmianę w art. 44 ust. 1 ustawy z dnia 3 października 2008 r. o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko. Nowe brzmienie tego przepisu ma być następujące: -Organizacje ekologiczne, które powołując się na swoje cele statutowe, zgłoszą chęć uczestniczenia w określonym postępowaniu wymagającym udziału społeczeństwa, uczestniczą w nim na prawach strony, jeżeli prowadzą dzielność [tak w projekcie, prawdopodobnie powinno być — działalność”] statutową w zakresie ochrony środowiska lub ochrony przyrody, przez minimum 12 miesięcy przed dniem wszczęcia tego postępowania. Przepisu art. 31 par. 4 Kodeksu postępowania administracyjnego nie stosuje się”.

Takie brzmienie uniemożliwi w praktyce skuteczne działanie nowym grupom obywatelskim, powstającym w reakcji na planowane bądź już prowadzone inwestycje. — Lokalne społeczności, tworzące organizacje pozarządowe, nie mogą być eliminowane z udziału w decyzjach dotyczących środowiska, w którym żyją. Wprowadzenie przepisu najdotkliwiej odczują młode organizacje, powstające często w związku z planami uciążliwych przedsięwzięć. To nic złego, że ludzie spontanicznie organizują się w sprawach dla nich ważnych. Obrona przed społeczną kontrolą oraz podejmowanie decyzji dotyczących jakości życia obywateli bez ich udziału jest niedemokratyczne i nie ma nic wspólnego z przejrzystością urzędowych działań  —  uważa dr Marta Majka Wiśniewska z Polskiej Zielonej Sieci, członka Koalicji Klimatycznej.

Co więcej, w praktyce wymagany czas działania organizacji, umożliwiający dopuszczenie jej do postępowania na prawach strony mógłby być znacznie dłuższy niż 12 miesięcy. Dla przykładu: jeśli organizacja ekologiczna została utworzona w lutym 2010 r., zaś postępowanie w pierwszej instancji zostało wszczęte w styczniu 2011 r., a postępowanie odwoławcze w lutym 2013 r., to organizacja ta nie będzie mogła wziąć udziału w postępowaniu administracyjnym na etapie drugiej instancji. Z prostej przyczyny — nie prowadziła działalności przez co najmniej rok przed wszczęciem postępowania administracyjnego —  wskazuje Bolesław Matuszewski, adwokat, pełnomocnik Fundacji ClientEarth Polska, członka Koalicji Klimatycznej. Prawnicy Koalicji zwracają także uwagę, że w zależności od tego, jakie rozumienie tego przepisu art. 44 ust. 1 przyjmie właściwy organ, konieczne będzie prowadzenie określonej działalności statutowej przez daną organizację od 12 miesięcy czasem aż do kilkunastu lat wstecz!

Koalicja Klimatyczna uczula na jeszcze jedną zmianę. Organ administracji publicznej uzyska prawo do weryfikacji prowadzonej działalności statutowej (obecnie do włączenia się w postępowanie wystarczy powołanie się organizacji na cele statutowe). To niejasne sformułowanie może być interpretowane bardzo różnie: organ administracji publicznej może na przykład uznać, że organizacja protestująca przeciwko planowanej wycince drzew nie może brać udziału w postępowaniu, ponieważ sama nie prowadzi nowych nasadzeń.

Dlatego też Koalicja Klimatyczna zdecydowanie protestuje przeciwko planowanym zmianom w ustawie. Jej zdaniem uderzają one w podstawowe swobody obywatelskie. Fakt, że demokratyczne reguły bywają uciążliwe dla inwestorów nie może prowadzić do negowania ich przez rząd. Zaniepokojenie Koalicji budzi także fakt, że propozycje te nakładają się na szerszy proces podważania prawa organizacji pozarządowych do występowania w interesie publicznym. Wyrazem tego trendu są ostatnie wypowiedzi prezydenta Gdańska i szefa wpływowej Unii Metropolii Polskich Pawła Adamowicza, który komentując przygotowane przez Kancelarię Prezydenta propozycje otwarcia samorządów na opinie mieszkańców uznał, że stanowią one zaproszenie dla “pieniaczy i osób z zaburzoną psychiką”, “niespełnionych polityków” oraz “zawodowych społeczników”. W demokratycznym porządku takie wypowiedzi nie powinny mieć miejsca.

Pobierz plik PDF:

Informacja prasowa KK

źródło: Koalicja Klimatyczna