Głód na świecie a obietnice zwolenników GMO

Od 1994 roku, kiedy to w USA pojawiły się pierwsze komercyjne uprawy genetycznie (z)modyfikowanych roślin (GM roślin), korporacje biotechnologiczne i wielu przedstawicieli władz (przykładem słynny program prezydenta Georga W. Busha “Inicjatywy zażegnania głodu w Afryce”) przekonywali i przekonują, że to właśnie rolnictwo transgeniczne, czyli uprawy genetycznie modyfikowanych roślin, rozwiąże problem głodu.

Profesor Bob Watson, dyrektor IAASTD, organizacji, która na zlecenie ONZ i Banku Światowego wydaje co pewien czas raport, ostatnio opracowany przez ok. 400 naukowców, prezentujący wpływ wiedzy, nauki i technologii na rolnictwo i rozwój, zapytany czy GM uprawy mogą rozwiązać problem głodu w świecie, odpowiedział: “Prosta odpowiedź brzmi: nie.”

Wypowiedź tę, a także szerszą tezę, że GM uprawy wręcz zagrażają bezpieczeństwu żywnościowemu na świecie, uzasadniają znane już wyniki badań naukowych, publikowanych nie tylko w bardzo specjalistycznych, ale i w szerzej znanych, wiodących w świecie czasopismach naukowych, jak Nature”, “Nature Biotechnology”, “Science”, “Lancet”, “Environmental Health Perspectives” oraz specjalistycznych raportach.

Według raportu FAO, na początku 2011 roku głodowało lub było chronicznie niedożywionych 925 milionów ludzi —  olbrzymia większość w Azji i Afryce. Przeczytanie takiej informacji prawdopodobnie u większości Czytelników nie wzbudzi ani w ćwierci takich emocji, jak wtedy, gdy ogląda się telewizyjną relację śmierci 300 pasażerów w katastrofie Boeinga 747. Wyobraź więc sobie, Czytelniku, że codziennie ulega katastrofie od 48 do 117 samolotów Boeing 747 wypełnionych… dziećmi. Tyle że są to katastrofy nierelacjonowane przez telewizję. Tak, głód oznacza właśnie —  przemilczaną —  śmierć między 14 400 a 35 000 dzieci (różne szacunki) każdego dnia…

Rozwiązanie czy zagrożenie?

Nadzieja lat 60-tych na rozwiązanie problemu głodu, jaką była “zielona rewolucja”, czyli upowszechnienie nowych odmian ryżu, pszenicy i kukurydzy o wyższej plenności, uratowała przed śmiercią głodową wiele milionów ludzi. Ale przyniosła też ze sobą nowe problemy, jak degradację gleb, wody i bioróżnorodności, związane z chemizacją, mechanizacją i upowszechnianiem monokultur w rolnictwie, oraz upadek wielu drobnych gospodarstw rolnych. Co więcej, od paru dziesiątków lat liczba głodujących systematycznie zwiększa się.

Od 1994 roku, kiedy to w USA pojawiły się pierwsze komercyjne uprawy genetycznie (z)modyfikowanych roślin (GM roślin), korporacje biotechnologiczne i wielu przedstawicieli władz (przykładem słynny program prezydenta Georga W. Busha “Inicjatywy zażegnania głodu w Afryce”) przekonywali i przekonują, że to właśnie rolnictwo transgeniczne, czyli uprawy genetycznie modyfikowanych roślin, rozwiąże problem głodu.

Profesor Bob Watson, dyrektor IAASTD, organizacji, która na zlecenie ONZ i Banku Światowego wydaje co pewien czas raport, ostatnio opracowany przez ok. 400 naukowców, prezentujący wpływ wiedzy, nauki i technologii na rolnictwo i rozwój, zapytany czy GM uprawy mogą rozwiązać problem głodu w świecie, odpowiedział: “Prosta odpowiedź brzmi: nie.”

Wypowiedź tę, a także szerszą tezę, że GM uprawy wręcz zagrażają bezpieczeństwu żywnościowemu na świecie, uzasadniają znane już wyniki badań naukowych, publikowanych nie tylko w bardzo specjalistycznych, ale i w szerzej znanych, wiodących w świecie czasopismach naukowych, jak Nature”, “Nature Biotechnology”, “Science”, “Lancet”, “Environmental Health Perspectives” oraz specjalistycznych raportach.

Okazuje się, że uprawy genetycznie modyfikowanych roślin:

(1) nie tylko nie zwiększają istotnie plonów, które wykazują w ich przypadku duże wahania, ale zwykle po pewnym czasie plony zmniejszają się (co specjaliści tłumaczą zarówno nieustabilizowaniem sztucznie wprowadzonych genów i reakcją obronną organizmu biorcy na gen dawcy, jak i wtórną inwazją uodporniających się szkodników), tak, że w wielu przypadkach obserwuje się plony GM roślin niższe od 5 do 20% od odmian tradycyjnych (dane z USA);

(2) są źródłem żywności, która może stwarzać istotne zagrożenia dla układu odpornościowego (w szczególności alergiczne) oraz płodności ludzi, co wykazują niezależne badania na myszach i szczurach. Niezwykle niepokojące okazały się ostatnio (maj 2011) kanadyjskie badania kobiet w ciąży. Wykazały one, że we krwi 93% badanych kobiet i 80% ich nienarodzonych dzieci wykryto toksynę Bt produkowaną przez GM rośliny, zaś kwas 3-MPPA (produkt rozpadu glufosynatu, jednego z powszechnie stosowanych przy uprawach GM roślin herbicydów) u 100% badanych ciężarnych i ich nienarodzonych dzieci. Ponieważ kobiety i ich mężowie nie mieli bezpośredniego kontaktu z herbicydami i pestycydami, jedynym źródłem wspomnianych związków chemicznych musiała być w tej sytuacji żywność bazująca na płodach rolnictwa konwencjonalnego i GM;

(3) istotnie zmniejszają bioróżnorodność upraw i dzikich gatunków, zarówno wskutek tego, że GM uprawy to monokultury, jak i wskutek znacznie większego zewnętrznego zużycia herbicydów i pestycydów niż w rolnictwie konwencjonalnym (wpływ na to ma także toksyna Bt produkowana przez same GM rośliny);

(4) uzależniają rolników i produkcję żywności od korporacji biotechnologicznych posiadających patenty na GMO;

(5) obniżają jakość gleb (przyczyny jak w pkt. 3);

(6) prawdopodobnie stanowią jeden z istotnych czynników, obok pestycydów, zanikania różnych gatunków owadów zapylających, w tym pszczół.

Ocenia się ponadto, że patenty na GM rośliny na 90% powierzchni ich upraw posiada tylko jedna korporacja —  Monsanto. Natomiast prawa do nasion 70% odmian roślin uprawnych na świecie posiadają zaledwie cztery korporacje, wszystkie z USA —  wymowny skutek strategii wykupywania na całym świecie przedsiębiorstw nasiennych przez korporacje biotechnologiczne.

Rolnictwo o powyższych cechach wpływa więc niszcząco w dalszej perspektywie zarówno na gleby, zasoby wody i bioróżnorodność, jak i na podstawy bytu prawie 1,3 miliarda w przeważającej większości drobnych rolników, którzy stanowią nadal podstawę bezpieczeństwa żywnościowego dla olbrzymiej większości ludzi w krajach rozwijających się (a także części krajów wyżej rozwiniętych, w tym i Polski).

Czy takie rolnictwo można zatem uznać za kierunek właściwy dla rozwiązania problemu głodu w świecie?

Jak walczyć z głodem?

Jakie bowiem są główne przyczyny głodu na świecie, a stąd jakie powinny być podstawowe kierunki jego likwidacji?

Najważniejszymi przyczynami są ubóstwo i/lub brak odpowiedniej ilości ziemi oraz narzędzi, które uniemożliwiają głodującym zakup lub wytworzenie wystarczającej ilości żywności.

Warto pamiętać, że zwłaszcza w Afryce chroniczny głód pojawił się razem z kolonializmem, który doprowadził do zmiany struktury gospodarowania ziem i przemian demograficznych.

Innymi przyczynami głodu i niedożywienia są:

(a) niewłaściwa polityka gospodarcza (m.in. rolno-żywnościowa) i społeczna (m.in. dystrybucja żywności) na szczeblu krajowym i międzynarodowym, w tym, nierównoprawne umowy pomiędzy bogatymi krajami a krajami rozwijającymi się, prowadzące do nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych i niekorzystnej struktury rolnictwa w tych ostatnich;

(b) niesprawiedliwa struktura własności ziemi i innych środków produkcji;

© niekorzystna organizacja rynków rolnych w skali lokalnej i międzynarodowej;

(d) niekorzystna struktura użytkowania ziem rolniczych;

(e) degradacja gleby, zasobów wody i bioróżnorodności, zarówno wskutek klęsk suszy, powodzi i innych ekstremalnych zjawisk pogodowych, nasilających się w ostatnich latach wraz ze zmianami klimatycznymi, jak i wskutek negatywnego wpływu schemizowanego rolnictwa przemysłowego.

Te inne przyczyny mają charakter drugorzędny wobec faktu, iż co roku na świecie produkuje się żywność w ilości większej niż wystarczająca do wyżywienia wszystkich mieszkańców Ziemi (sic!).

Jednak tam, gdzie pojawiają się monokultury GM roślin, a więc także rolnictwo przemysłowe, obserwuje się utrwalenie i pogłębienie niekorzystnych procesów, jak upadek wielu drobnych rolników i dalsze ubożenie ludności wiejskiej, i to zarówno w krajach rozwijających się, jak i w obu Amerykach.

Głównymi kierunkami walki z głodem powinny być zatem walka z ubóstwem oraz dążenie do utrzymania i rozszerzenia tej podstawy bezpieczeństwa żywnościowego każdego kraju —  nie tylko tych, w których są głodujący —  jaką jest wielka liczba drobnych i średnich gospodarstw rolnych o dużej bioróżnorodności, czyli dużym bogactwie gatunków i odmian uprawianych roślin.

Tymczasem już “zielona rewolucja” przyczyniła się do zmniejszenia w samych tylko Indiach różnorodności uprawianych odmian ryżu z 200 000 do ok. 500. Do jeszcze większego ograniczenia bioróżnorodności prowadzą uprawy GM roślin. Przyczyniają się one także do powstawania superchwastów i superszkodników, których zwalczanie wymaga stosowania znacznie większej ilości (lub znacznie droższych) herbicydów i pestycydów niż w rolnictwie konwencjonalnym.

Innym kierunkiem walki z głodem, zwłaszcza w dłuższej perspektywie, powinno być upowszechnianie takiego rodzaju rolnictwa, które będzie dawało trwale wystarczające plony, zachowa w dobrym stanie zasoby gleb, wody i bioróżnorodności dla przyszłych pokoleń i nie będzie uzależnione, jak współczesne rolnictwo przemysłowe, od kopalnych źródeł energii. Tak scharakteryzowane rolnictwo to rolnictwo zrównoważone.

Już obecne przekształcenia w krajach rozwijających się dotychczasowego rolnictwa na rolnictwo zrównoważone dają znacznie większy przyrost plonów niż uprawy GM roślin. Przykładowo:

(1) System Intensyfikacji Ryżu (SRI) w Indiach, Indonezji, Wietnamie i 5 innych krajach Azji dał w efekcie m.in. średni wzrost plonów o 47%, ograniczenie zużycia wody o 40%, zaś średni wzrost dochodów rolników o 68%;

(2) w zbadanych ostatnio 286 projektach zrównoważonego rolnictwa w 57 krajach średni wzrost plonów wyniósł 79%;

(3) w zbadanych 40 projektach zrównoważonego rolnictwa w 20 krajach Afryki średni przyrost plonów wyniósł ponad 100% w okresie tylko 3–10 lat.

Z kolei 50 inicjatyw wspierających biednych oraz drobnych producentów żywności, które rząd Brazylii podjął we współpracy z organizacjami i ruchami społecznymi, zmniejszyło o prawie połowę liczbę tamtejszych głodujących.

Te i inne nieprzytoczone już tu przykłady pokazują właściwe kierunki skutecznej walki z głodem i niedożywieniem.

W tym miejscu warto też zwrócić uwagę na niekorzystną strukturę zagospodarowania użytków rolnych na świecie:

(a) do wyprodukowania mięsa i nabiału, które stanowią tylko ok. 7–10% masy żywności produkowanej na lądzie, potrzeba aż 80% użytków,

(b) natomiast do wyprodukowania ziaren zbóż, strączkowych, warzyw i owoców, które stanowią ok. 90–93% tej masy żywności, wystarcza część z pozostałych 20% użytków rolnych!!!

Fakty te wynikają z działania prawa przyrodniczego odzyskiwania przez organizm z danego ogniwa łańcucha pokarmowego średnio tylko ok. 10% składników odżywczych pochodzących z organizmu z poprzedzającego ogniwa. Nie powinno więc dziwić, że z 1 ha można uzyskać tylko ok. 277 kg wołowiny wobec ok. 4 000 — 15 000 kg ziarna pszenicy (nawiasem mówiąc, produktu o znacznie większej wartości dla zdrowia).

Co możemy zrobić?

Na koniec warto odpowiedzieć sobie na pytanie, jak my, zwykli obywatele, którzy mieliśmy to niezasłużone przez nas szczęście urodzić się w kraju europejskim, możemy przyczynić się do ratowania przed głodem i chronicznym niedożywieniem ludzi, którzy zamiast w naszym kraju, urodzili się gdzieś w Azji lub Afryce?

Niech pomocne okażą się tu poniższe przykłady kierunków działań:

1. Dążenie do uwolnienia olbrzymich areałów użytków rolnych poprzez:
zmianę sposobu odżywiania się na wegetariański lub prawie wegetariański, a przynajmniej na żywność jak najmniej przetworzoną (tzw. Slow Food);
unikanie marnotrawstwa żywności (marnuje się ok. 30% żywności?);
unikanie, a przynajmniej zmniejszenie ilości konsumowanego cukru oraz używek, jak kawa, herbata, kakao (wymagają najlepszych gleb);
kupowanie głównie żywności wytworzonej z płodów lokalnego rolnictwa — najlepiej ekologicznego lub tradycyjnego;
naciskanie na wdrażanie energii odnawialnych nie z upraw energetycznych na świecie, a najlepiej energooszczędnych technologii.

2. Unikanie żywności GM i włączanie się w walkę o zakaz upraw i hodowli GMO.

3. Zmniejszanie popytu na drewno i inne surowce z lasów tropikalnych.

4. Kupowanie produktów pochodzących ze Sprawiedliwego Handlu (Fair Trade).

5. Wspieranie organizacji i ludzi walczących z ubóstwem i głodem w różnych częściach świata.

6. Wspieranie przedsięwzięć wdrażania zrównoważonego rozwoju.

7. Wspieranie (a właściwie wychowywanie) polityków i innych decydentów działających w powyższych kierunkach.

8. Dzielenie się swoją wiedzą z innymi.

Autor: Jacek J. Nowak — dr nauk ekonomicznych, specjalizujący się w tematyce zrównoważonego rozwoju i bezpieczeństwa żywnościowego.

Wybrane źródła:

Aris A. i S. Leblanc (2011), Maternal and fetal exposure to pesticides associated to genetically modified foods in Eastern Townships of Quebec, Canada, “Reproductive Toxicology”, 31, str. 528?533.

Bailey R., Stwórzmy lepszą przyszłość. Sprawiedliwość żywnościowa w świecie ograniczonych zasobów, Oxfam International, June 2011, tłum. PAH.

Benbrook C. (2009), Impacts of Genetically Engineered Crops on Pesticide Use: The First Thirteen Years, The Organic Center, November 2009, www.organic-center.org/reportfiles/13Years20091126_FullReport.pdf.

FAO (2003), Weighing the GMO arguments: against,

Gómez-Barbero M. i E. Rodríguez-Cerezo (2006), Economic Impact of Dominant GM Crops Worldwide: a Review, Luxembourg: Office for Official Publications of the European Communities,

Hałat Z. (2004), Alergeny organizmów genetycznie zmodyfikowanych, “ALERGIA”, Nr 3/21, str. 19–26, www.halat.pl/gmo.html.

Hałat Z. (2007), GMO w rolnictwie. GMO w środkach farmakologicznych, w: Konferencja (2007).

Heinemann J. A. i T. Traavik (2007), GM soybeans — revisiting a controversial format, ?Nature Biotechnology?, Vol. 25, str. 1355–1356.

Huang J. i in. (2005), Insect-Resistant GM Rice in Farmers? Fields: Assessing Productivity and Health Effects in China, ?Science?, Vol. 308, no. 5722, str. 688?690,

IAASTD (2008), Agriculture at a Crossroads: International Assessment of Agricultural Science and Technology for Development. Executive Summary of the Synthesis Report, IAASTD: Johannesburg,

Konferencja (2007), Materiały na konferencję nt. “GMO —  szansą rozwoju polskiego rolnictwa? Fakty i mity”, zorganizowaną przez Senat RP, 15 lutego 2007 w Warszawie, Biuro Informacji i Dokumentacji, Kancelaria Senatu, część materiałów dostępna na:ww2.senat.pl/wydarzenia/seminaria6.htm.

Lean G. (2008), Exposed: the great GM crops myth, “The Independent”, 20 April 2008,www.independent.co.uk/environment/green-living/exposed-the-great-gm-crops-myth-812179.html — dostępny 24.11.2008.

Lisowska K. (2011), Genetycznie modyfikowane uprawy i żywność —  za i przeciw, CHEMIK, 65, nr 11, str. 1193–1197.

Lisowska K. (2010), Opinia nt. projektu ustawy Prawo o organizmach genetycznie zmodyfikowanych, Kancelaria Sejmu.

Lisowska K. i M. Chorąży (2010), Genetycznie zmodyfikowane uprawy i żywność —  przegląd zagrożeń, Nauka 4/2010, str. 127–136.

Margulis C. (2006), The Hazards of Genetically Engineered Foods, “Environmental Health Perspectives”, Vol. 114, No. 3 (March), str. A146?A147,

Mellon M. i J. Rissler (2003), Environmental Effects of Genetically Modified Food Crops  — Recent Experiences, Union of Concerned Scientists,

Narkiewicz-Jodko J. (2007), GMO —  na razie dziękujemy, w: Konferencja (2007).

Narkiewicz-Jodko J. (2011), Zachować zasadę przezorności z GMO.

Union of Concerned Scientists (2002), Risks of Genetic Engineering,

Smith J. M. (2007), Nasiona kłamstwa, czyli o łgarstwach przemysłu i rządów na temat żywności modyfikowanej genetycznie, Oficyna Wydawnicza 3.49: Poznań.

Spiroux de Vendômois J., F. Roullier, D. Cellier and G.-E. Séralini (2009), A Comparison of the Effects of Three GM Corn Varieties on Mammalian Health, “International Journal of Biological Sciences”, No. 5(7), str. 706–726.

Tomiałojć L. (2007), Ekologiczne i ekonomiczne źródła obaw przed szybkim wprowadzeniem upraw GMO, w: Konferencja (2007).

Vehaag B. i G. Kröber, reż. (2004), Life Running out of Control, film dokumentalny, prod. Denkmal Films i Haifish Films.

Velimirov A., C. Binter, J. Zentek (2008), Biological effects of transgenic maize NK603xMON810 fed in long term reproduction studies in mice, “Forschungsberichte der Sektion IV”, Band 3/2008, Bundesministerium für Gesundheit, Familie und Jugend: Wien, polska-wolna-od-gmo.org/doc/forschungsbericht_3_2008_letztfassung.pdf.

Wiąckowski S. (2009), Genetycznie zmodyfikowane organizmy — zagrożenia dla rolnictwa, zdrowia i środowiska, Kielce.

Wolfenbarger L. L. i P. R. Phifer (2000), The Ecological Risks and Benefits of Genetically Engineered Plants, “Science”, 15 December, Vol. 290, no. 5499, str. 2088?2093.

Żarski T. (2009), GMO ? Mity i fakty, Materiały międzynarodowej konferencji nt.: “Genetycznie zmodyfikowane organizmy a środowisko przyrodnicze”, 29 luty 2009, UKSW, Warszawa.

(Śródtytuły pochodzą od redakcji.)

Zdjęcie: MillionsAgainstMonsanto (CC — Some rights reserved)

źródło: globalnepoludnie.pl

zobacz także: Raport ONZ: Rolnictwo ekologiczne może podwoić produkcję żywności w biednych krajach

Rio+20 — wiele hałasu o nic

Na zakończenie trzydniowej konferencji w Rio de Janeiro w piątek, 22 czerwca 191 delegatów ONZ, w tym 86 światowych przywódców, podpisało 53 stronicowe porozumienie w sprawie zrównoważonego rozwoju planety. W pełnym deklaracji i dobrych chęci tekście nie znalazło się jednak żadne konkretne zobowiązanie do działania na rzecz ochrony klimatu.

Na zakończenie trzydniowej konferencji w Rio de Janeiro w piątek, 22 czerwca 191 delegatów ONZ, w tym 86 światowych przywódców, podpisało 53 stronicowe porozumienie w sprawie zrównoważonego rozwoju planety. W pełnym deklaracji i dobrych chęci tekście nie znalazło się jednak żadne konkretne zobowiązanie do działania na rzecz ochrony klimatu.

Ostateczny tekst, który powstał 19 czerwca i został przyjęty podczas konferencji przez wszystkich jej uczestników, od początku był krytykowany jako słaby i mało konkretny, zarówno przez przedstawicieli pozarządowych organizacji społecznych oraz ekologicznych, jak i samych podpisujących, z Connie Hedegaard na czele.

Mimo że kraje deklarują chęć zazieleniania gospodarki, ograniczania ubóstwa i zapewnienia dostępu do elektryczności wszystkim mieszkańcom planety, w porozumieniu brakuje konkretnych zobowiązań do działania. Wystarczy zwrócić uwagę na to, że podczas gdy słowo encourage (‘zachęcać’) pojawia się w tekście około 50 razy, a support (‘wspierać’) aż dwa razy tyle, zdecydowanych postanowień jest o wiele mniej: we will (‘będziemy’) występuje w tekście 7 razy, a must (‘trzeba’, ‘musimy’) zaledwie 2 razy.

Porozumienie nie zawiera żadnego z postulatów, na których zależało organizacjom ekologicznym, a także i Unii Europejskiej. Mimo to, Janez Potočnik, unijny komisarz ds. środowiska uznał dokument za istotny krok naprzód, w realizację którego Unia Europejska powinna się zaangażować. Co więcej, powinna go także traktować jako motywację w realizacji własnych, często bardziej ambitnych celów, jak zauważył Jo Leinen, jeden z niewielu członków Parlamentu Europejskiego obecnych na konferencji w Rio, podkreślając wyjątkową rolę Wspólnoty w światowej polityce na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Niemniej, kraje Unii Europejskiej podobnie jak inne kraje uprzemysłowione były w ostatnich tygodniach bardziej skoncentrowane na kryzysie w strefie euro niż na przyszłości planety. Stąd też ograniczony udział w konferencji najważniejszych głów państw i sprzeciw wobec utworzenia funduszu w wysokości 30 mld dolarów, którego celem miało być finansowanie projektów na rzecz zrównoważonego rozwoju. Do jego utworzenia dążyła grupa G-77, czyli ponad 130 rozwijających się państw i Chiny. W rezultacie nie podjęto żadnej konkretnej decyzji o utworzeniu instrumentów finansowych, które wspierałyby przejście do modelu zielonej gospodarki. Ustalono jedynie, że do roku 2014 międzyrządowy komitet złożony z 30 ekspertów opracuje raport, w którym przedstawi propozycję strategii finansowania zrównoważonego rozwoju w przyszłości.

Jednym z głównych osiągnięć Rio+20 jest decyzja o ustanowieniu celów zrównoważonego rozwoju (ang. Sustainable Development Goals, SDG), które za trzy lata weszłyby na miejsce milenijnych celów rozwoju przyjętych na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 2000 roku. Negocjatorom nie udało się jednak ustalić czego dokładnie dotyczyć miałyby nowe cele, wiadomo jedynie, że mają one obejmować wszystkie trzy filary zrównoważonego rozwoju (ekonomiczny, społeczny i środowiskowy). Szczegóły pozostawiono otwartej grupie roboczej, składającej się z 30 przedstawicieli krajów ONZ, która będzie miała za zadanie do roku 2013 wypracować propozycję celów zrównoważonego rozwoju i metod ich realizacji. Organizacje społeczne wyraziły nadzieję, że SDG uwzględniać będą takie kwestie, jak bardziej zrównoważona produkcji żywności na świecie oraz zapewnienie dostępu do czystej wody i energii.

Przed rozpoczęciem szczytu mówiło się, że jego podstawowym celem jest wprowadzenie świata na ścieżkę zielonej gospodarki. Kraje rozwijające się wyrażały jednak poważne wątpliwości co do roli tego narzędzia w obecnym systemie, obawiając się, że stanowi ono nowy sposób narzucania przez najsilniejsze mocarstwa swojego modelu gospodarczego państwom słabszym i uboższym. W efekcie końcowe porozumienie mówi o zielonej gospodarce jako o instrumencie, który można wykorzystywać wedle indywidualnych potrzeb, w zależności od realiów poszczególnych krajów. Może ona stanowić zestaw możliwych do wykorzystania opcji, ale nie powinna być sztywnym, uniwersalnym zbiorem zasad.

W kontekście nowego modelu gospodarki mówi się często o zielonym wzroście, nie dziwi zatem wzmożone zainteresowanie szczytem ze strony międzynarodowych korporacji. Coraz więcej przedsiębiorstw dostrzega szanse, jakie otwiera przed nimi zielona gospodarka i zdaje sobie sprawę, że tylko zrównoważony biznes ma szansę przetrwania. Równocześnie niespotykanie silny wpływ przemysłu energetycznego na negocjacje w Rio zaniepokoił organizacje ekologiczne. Koncerny naftowe oskarża się o zablokowanie rozmów na temat wycofania dopłat do paliw kopalnych, które według szacunków MAE sięgają 400 mld dolarów rocznie. Tymczasem firmy energetyczne zadbały o to, żeby w inicjatywie “Zrównoważona energia dla wszystkich” (ang. Sustainable Energy for All) nie zabrakło miejsca dla ropy, gazu i energetyki jądrowej.

Dużo bardziej ambitne inicjatywy pojawiły się podczas alternatywnego Szczytu Ludów na przedmieściach Rio. Zgromadzeni na nim aktywiści z organizacji społecznych, ekologicznych i wyznaniowych, wspólnie z przedstawicielami rdzennych społeczności, podjęli istotne decyzje w sprawach dotyczących m.in. inwestycji w transport publiczny, zielonej księgowości oraz strategii ograniczających wpływ na środowisko w miastach. W końcowym dokumencie uczestnicy szczytu apelują o transformację, która nie będzie jedynie “zazielenieniem” obecnego systemu, ale uwzględni ochronę przestrzeni publicznej w miastach, demokratyczne rządy, udział społeczny, suwerenność żywnościową, solidarną, opartą na współpracy gospodarkę oraz wprowadzi nowy model produkcji, dystrybucji i konsumpcji. Deklaracja porusza również kwestię długu ekologicznego, którą już w Durbanie wyeliminowały z dyskusji kraje najbardziej uprzemysłowione, głośno przeciwstawiając się umieszczeniu w porozumieniu klauzuli o odpowiedzialności historycznej za zmiany klimatyczne. Tymczasem to one najbardziej przyczyniły się do zmian klimatu, których konsekwencje dotykają dziś przede wszystkim najuboższych.

Mimo wszystko, sekretarz generalny ONZ Ban Ki-Moon wyraził zadowolenie z podpisanego porozumienia, twierdząc, że stanowi ono solidną bazę do wspólnej pracy nad zrównoważonym rozwojem. Rio+20 potwierdziło dobre chęci polityków i przedsiębiorców, pytanie tylko, czy jak zwykle na tych dobrych chęciach się nie skończy.

Pełen tekst deklaracji z Rio dostępny jest pod adresem: daccess-dds-ny.un.org/doc/UNDOC/GEN/N12/381/64/PDF/N1238164.pdf?OpenElement.

Agata Golec, ChronmyKlimat.pl

źródło: chronmyklimat.pl
na podstawie: www.cupuladospovos.org.br, www.euractiv.com, www.guardian.co.uk, www.reuters.com, www.uncsd2012.org

zobacz także:

Głos ludów tubylczych w przededniu  Rio +20

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Od wspólnego pastwiska do handlu emisjami

Nie ma darmowych obiadów” — jak zauważa Raj Patel, autor “Wartości niczego”, to neoliberalne powiedzenie stosuje się nie tam, gdzie się powinno. Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów naturalnych, usilnie starając się o tym zapomnieć.

Nie ma darmowych obiadów”  —  jak zauważa Raj Patel, autor “Wartości niczego”, to neoliberalne powiedzenie stosuje się nie tam, gdzie się powinno. Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów naturalnych, usilnie starając się o tym zapomnieć.

Więcej:   Od wspólnego pastwiska do handlu emisjami —  Zielone Wiadomości.

Bardzo dobry artykuł — recenzja, Bartek Kozek o znakomitej książce Raja Patela “Wartość niczego.  Jak przekształcić społeczeństwo rynkowe i na nowo zdefiniować demokrację” Polecam (książkę i artykuł Bartka).

 

Banksterzy tracą żywicieli

W Wielkiej Brytanii rośnie liczba rozczarowanych klientów dużych banków, którzy rezygnują z ich usług. Wycofują z nich swoje pieniądze i lokują w małych bankach spółdzielczych, towarzystwach oszczędnościowo-pożyczkowych i uniach kredytowych.

W Wielkiej Brytanii rośnie liczba rozczarowanych klientów dużych banków, którzy rezygnują z ich usług. Wycofują z nich swoje pieniądze i lokują w małych bankach spółdzielczych, towarzystwach oszczędnościowo-pożyczkowych i uniach kredytowych.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa za tygodnikiem “Observer”, z danych grupy Move Your Money UK wynika, że zjawisko przechodzenia klientów z dużych banków do mniejszych instytucji finansowych nasiliło się w zeszłym tygodniu po ujawnieniu nadużyć w Barclays Banku i awarii bankomatów w sieci RBS. Klienci RBS, NatWest i Ulster Bank przez siedem dni nie mieli dostępu do swoich kont.

Wpływ na ten trend mają też względy etyczne. Duża liczba klientów jest oburzona tym, że szefowie banków, jak np. Fred Godwin (RBS) czy Bob Diamond (Barclays), którzy odeszli z funkcji w atmosferze skandalu, dostają wielomilionowe odprawy. W przypadku Diamonda mówi się o 17 mln funtów.

Skala zjawiska jest zaskakująco duża. Stosunkowo mało znany Charity Bank, który inwestuje pieniądze depozytariuszy w pożyczki dla organizacji dobroczynnych, odnotował z tygodnia na tydzień przyrost depozytów o 200 proc. Ecology Bank, inwestujący w projekty ochrony środowiska —  o 266 proc. Niewielki Triodos Bank z Bristolu, którego filozofia wyklucza krótkoterminową spekulację, także został zasypany wnioskami o otwarcie konta.

Rośnie również popularność unii kredytowych, niedużych instytucji finansowych inwestujących pieniądze w lokalną gospodarkę. Wzrost zgłoszeń, które odnotowały związki, wynosi od 20 do 300 proc. Coraz prężniej działa również bank spółdzielczy Co-op Bank, w którym liczba zgłoszeń w ubiegłym tygodniu wzrosła o 25 proc.

Move Your Money UK ocenia, że od początku 2012 r. ok. 500 tys. klientów dużych banków (ok. 80 tys. miesięcznie), których renoma najbardziej ucierpiała w wyniku finansowego kryzysu ostatnich lat, przeniosło swoje konta do mniejszych banków.

Rzecznik ds. finansów opozycyjnej Partii Pracy, Ed Balls, zaapelował do rządu, by wprowadził ułatwienia w przenoszeniu kont z jednego banku do drugiego. W jego opinii przysłużyłoby się to konkurencyjności sektora usług finansowych i zwiększyłoby zakres wyboru dla konsumentów.

Nowy Obywatel

źródło: nowyobywatel.pl

 

Chińska czkawka klimatyczna

Zmiany klimatyczne, jakie mają miejsce na naszej planecie odciskają coraz większe piętno w wielu regionach Ziemi. Chiny, które są najludniejszym państwem świata od kilku lat doświadczają coraz większych, coraz bardziej kosztownych i zabójczych kataklizmów pogodowych związanych ze zmianą klimatu.

Zmiany klimatyczne, jakie mają miejsce na naszej planecie odciskają coraz większe piętno w wielu regionach Ziemi. Chiny, które są najludniejszym państwem świata od kilku lat doświadczają coraz większych, coraz bardziej kosztownych i zabójczych kataklizmów pogodowych związanych ze zmianą klimatu. 

W 2011 roku anomalie pogodowe w samych Chinach dokonały zniszczeń na obszarze większym niż powierzchnia Polski. Klimatolodzy badający zmiany klimatu są zdania, że będzie jeszcze gorzej. Nie tylko globalne ocieplenie ma wpływ na to, co dzieje się w Chinach, jest ono tylko jedną z przyczyn.

Chiny liczą blisko 1,5 miliarda ludzi i szybko uprzemysławiają się, co ma ogromny wpływ na środowisko tego państwa. Miasta rozrastają się w bardzo szybkim tempie i prowadzone są wielkie inwestycje budowlane. Surowce, w tym zasoby węgla są bardzo agresywnie eksploatowane. W parze z rosnącym zużyciem energii rośnie też emisja dwutlenku węgla. Tak liczny kraj świata nie tylko wycina lasy pod zabudowę i tereny rolnicze, ale zmienia także bieg rzek. Powstają liczne zapory wodne, służące jako hydroelektrownie i gromadzące zasoby słodkiej wody. Chiny mają pod tym względem olbrzymie potrzeby. Jangcy, jedna z najdłuższych rzek świata, ma najniższy poziom w historii, zaś Huang Ho jest tak silnie eksploatowana przez rolników, że wysycha przed dotarciem do Zatoki Pohaj. Na domiar złego, kraj pustynnieje i powierzchnia pustyń zwiększa się o 1 procent rocznie. W Pekinie wprowadza się racjonowanie wody, a za jej nadmierne zużywanie ludzie są surowo karani.

Kataklizmy, które nawiedziły Chiny w ubiegłym roku, dotknęły w różnym stopniu 430 mln ludzi. Ponad tysiąc osób zginęło, a uprawy na 29 tysiącach kilometrów kwadratowych gruntów zostały całkowicie zniszczone.

Trzeba tu wziąć pod uwagę jedną istotną sprawę, świat ocieplił się o 0,8oC, co będzie jeśli ociepli się jeszcze bardziej? Jak będą wyglądać Chiny i ich wielka gospodarka, kiedy w atmosferze, znajdzie się 500 ppm lub więcej dwutlenku węgla? Naukowcy ostrzegają, że w drugiej połowie tego wieku część himalajskich lodowców się stopi, co będzie oznaczać problem dla 300 mln Chińczyków. Trudno sobie więc wyobrazić jak będzie wyglądał “chiński smok”  za 30–40 lat. Jak ten szybko rozwijający się kraj świata sobie poradzi?

Pamiętajmy, że to początek historii i nikt tak naprawdę do końca nie wie jak ona się skończy. Jeśli cały świat będzie szedł dalej taką samą drogą, to należy się obawie, że ludzkość jako gatunek daleko nie zajdzie.

Hubert Bułgajewski

źródło:  ziemia na rozdrozu.pl

Wylesianie i 36 boisk do piłki nożnej…

Papier zużywa się głównie w krajach Północy, czyli bogatszych. Drzewo do jego produkcji pochodzi z zasobów leśnych biedniejszych krajów Południa. Również tam prowadzi się wycinkę drzew na masową skalę, aby odzyskać ziemię pod uprawę genetycznie modyfikowanej soi. Soja ta z Globalnego Południa trafia, tak samo jak papier, na Północ i służy jako karma dla zwierząt. Na marginesie, większość mięsa z tych hodowli ląduje również na talerzach mieszkańców państw rozwiniętych. Oznacza to, że ludzie w bogatych krajach, także w Polsce, korzystają niemal w nieograniczony sposób z zasobów leśnych obywateli państw, które często nie posiadają stabilnego systemu regulacji prawnych w kwestii wylesiania. Ponadto korzyści te osiągamy kosztem wysiedleń i niewolniczej pracy lokalnej ludności tamtych krajów. Zastanówmy się, gdyby las amazoński, płuca świata, leżały na terenie Polski czy tak samo lekko karczowalibyśmy jego wielkie połacie, żeby wysyłać drewno do odległych części świata?

36 boisk to obszar, odpowiadający ilości lasu, jaki znika z powierzchni Ziemi w ciągu zaledwie jednej minuty. Czytaj dalej Wylesianie i 36 boisk do piłki nożnej…

Sudety biją na alarm — Zielone Wiadomości

Szklarska Poręba, Karpacz, Kudowa Zdrój, Radków pod Szczelińcem i inne kurorty są zagrożone planami uruchamiania kopalń uranu dla polskiej elektrowni atomowej. Obecnie takie złoża eksploatuje się poprzez wtłaczanie pod ziemię stężonego kwasu siarkowego i innych niebezpiecznych chemikaliów, w tym również cyjanku potasu.

Szklarska Poręba, Karpacz, Kudowa Zdrój, Radków pod Szczelińcem i inne kurorty są zagrożone planami uruchamiania kopalń uranu dla polskiej elektrowni atomowej. Obecnie takie złoża eksploatuje się poprzez wtłaczanie pod ziemię stężonego kwasu siarkowego i innych niebezpiecznych chemikaliów, w tym również cyjanku potasu. Czytaj dalej Sudety biją na alarm — Zielone Wiadomości

J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Buddyzm ekologiczny — na ścieżce współczucia i pustki

Jedyną rzeczą, która może nas — istoty ludzkie uratować, jest współczucie dla innych — ludzi, wszystkich gatunków zwierząt, drzew i innych roślin, oraz dla samej Ziemi. Większość ludzi troszczy się przede wszystkim o swoją pracę, majątek, zdrowie lub rodzinę. W życiu codziennym prawdopodobnie czują oni, że są ważniejsze rzeczy, o które należy się martwić, niż wpływ naszych działań na środowisko. Poświęcenie uwagi tej kwestii oznaczałoby konieczność podjęcia niewygodnych wyborów i zmian w życiu. Ja również zbytnio się od nich nie różnię. Chociaż myślałem od wielu lat o tym, by zostać wegetarianinem, stałem się nim całkowicie dopiero kilka lat temu. Ktoś pokazał mi krótki film dokumentalny pokazujący cierpienie zwierząt przed i podczas aktu zabijania. Oglądając go mogłem poczuć ból doświadczany przez zwierzęta. Nagle uświadomiłem sobie, że te istoty cierpią tak straszliwe katusze tylko po to, bym mógł zaspokoić swoje zakorzenione przyzwyczajenia. Jedzenie mięsa stało się dla mnie w tym momencie nie do przyjęcia, więc przestałem.

Pytanie brzmi, kiedy taki moment “nie do przyjęcia” przydarzy się nam wszystkim? Czy pozwolimy na podniesienie się poziomu morza tak, że zakryje ono wyspy na Pacyfiku, i zredukowanie Himalajów do nagich skał? Czy pozwolimy na wymarcie zdumiewających gatunków fauny i flory, tak, że dla przyszłych pokoleń staną się jedynie historią z odległej przeszłości? Czy wspaniałe kwitnące lasy powinny zamienić się w pola uprawne po to, by zaspokoić nasze nienasycone potrzeby? Czy mamy żyć z powiększającymi się nieustannie górami śmieci, ponieważ nie jesteśmy w stanie poradzić sobie ze skutkami konsumpcjonizmu?

Czytaj dalej J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Buddyzm ekologiczny — na ścieżce współczucia i pustki

Vandana Shiva: Po drugiej stronie “Wzrostu”

Paradygmat ‘wzrostu’ jest obecnie coraz częściej na całym świecie w sposób fundamentalny kwestionowany. W krajach bogatej Północy poszukiwanie innego modelu wynika z rozczarowania i bankructwa gospodarki opartej na wzroście, zarówno ponieważ nie przyniosła ona zadowolenia — prawdziwego zaspokojenia ludzkich potrzeb, jak również dlatego, że właśnie jesteśmy świadkami jej postępującego załamania.

W krajach Południa konieczność wyjścia poza wzrost bierze się z faktu, że pozbawia on zasobów biednych ludzi — ich ziemi, bioróżnorodności i nasion, wody i pożywienia. Wzrost niszczy gospodarki samowystarczalne, które oparte są na zasadzie wystarczającej ilości dóbr, samodzielności i trwałości. Bogaci i posiadający władzę z Południa, którzy stali się jeszcze bogatsi i potężniejsi, domagają się, rzecz jasna, dalszego wzrostu.

Za brutalnym zastąpieniem trwałych społeczności poprzez narzucony wzrost, kryje się zniszczenie środowiska i wywłaszczenie gospodarcze tych grup. Natura i ludzie nie mają już znaczenia, ‘wzrost’ zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Środki stały się celem, a cele ludzkie zostały zapomniane.

Natura i ludzie nie mają już znaczenia, ‘wzrost’ zastąpił dobro Ziemi i społeczności. Czytaj dalej Vandana Shiva: Po drugiej stronie “Wzrostu”