Archiwa tagu: prawa zwierząt

Czy sejmowa Komisja przyjmie kontrowersyjne zmiany w Prawie łowieckim?

pobranePracownia na rzecz Wszystkich Istot – Informacja prasowa, Bystra, Warszawa, 10 czerwca 2015: W dniu 11 czerwca 2015 r. o godz. 18.00 w Sejmie odbędzie się posiedzenie Komisji Ochrony Środowiska Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, podczas którego głosowane będzie sprawozdanie Podkomisji nadzwyczajnej powołanej do rozpatrzenia poselskiego i rządowego projektu zmian w ustawie Prawo łowieckie. Czytaj dalej

Powstrzymać rzeź dzików, protest przed Ministerstwem Rolnictwa

pobranePracownia na rzecz Wszystkich Istot – Aktualności|10.02.2015

Minister Rolnictwa –  Marek Sawicki obiecał rolnikom, że zgłosi postulat odstrzału wszystkich dzików w województwie podlaskim, aby powstrzymać pomór świń oraz szkody w plantacjach kukurydzy. Organizacje pozarządowe sprzeciwiają się prowadzonej rzezi oraz żądają systemowego rozwiązania tego problemu –  zaprzestania dokarmiania, które przez lata spowodowało sztuczne „napompowanie” populacji dzika. Czytaj dalej

Jacek Bożek: Hodowla, klimat i zdrowie

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podkreśla, że jednym z wiodących obszarów ochrony środowiska powinien być sektor hodowlany. Hodowla zwierząt powoduje emisję metanu pochodzącą z nawozu zwierzęcego, emisję metanu z procesów trawiennych zwierząt oraz podtlenku azotu z nawozów mineralnych stosowanych w uprawach paszowych. Hodowla odpowiedzialna jest za 18% emisji gazów cieplarnianych spowodowanych działalnością człowieka. Oprócz tego z rolniczej produkcji zwierzęcej pochodzi 64% emisji amoniaku, co przyczynia się do zanieczyszczenia powietrza, gleb i wód, powstawania kwaśnych deszczów i uszkadzania warstwy ozonowej. Także Dyrekcja Generalna ds. Środowiska w Komisji Europejskiej podkreśla niebezpieczeństwo związane z wpływem hodowli na ocieplenie klimatu.

Niszcząca produkcja

Krowa, która daje 25 litrów mleka, wytwarza dziennie od 100 do 500 litrów metanu. Do globalnego ocieplenia przyczynia się on w stopniu większym niż dwutlenek węgla. Dane z raportu FAO z 2006 r. pokazują, że hodowla zwierząt takich jak krowy, owce, świnie czy drób może być przyczyną poważnej degradacji gleb i wód. Przewiduje się, że wkrótce problem ten stanie się jeszcze bardziej palący, ponieważ w pierwszej połowie obecnego stulecia globalne spożycie mięsa i mleka ulegnie podwojeniu.

Większość światowej produkcji zwierzęcej odbywa się w systemach przemysłowych, wywierających silną presję na zasoby gruntowe i wodne zwłaszcza ze względu na rozrastające się uprawy paszowe. Hodowla przemysłowa powoduje rozległe zanieczyszczenia nawozem zwierzęcym oraz stosowanymi w uprawach nawozami sztucznymi, pestycydami i herbicydami. Nie zachowuje się w niej nawet minimum dobrostanu zwierząt. Żyją w stresie i strachu, zamknięte w ciemnościach, stoją we własnych ekskrementach, faszerowane antybiotykami.

Hodowla żywego inwentarza na mięso, mleko i jaja zużywa istotną część światowych zasobów naturalnych. Jedna trzecia gruntów ornych na świecie jest zajmowana przez uprawy paszowe; przeszło 90% światowej soi oraz 60% kukurydzy i jęczmienia uprawia się na paszę dla zwierząt. Jedną z głównych przyczyn emisji CO2 i zaniku bioróżnorodności jest karczowanie i wycinanie lasów. Ziemia pod pastwiska (70%) i uprawy paszowe to w rzeczywistości tereny, które ogołocono z lasów. Powiększanie terenów pod uprawy paszowe bezpośrednio pogarsza także warunki życia przeszło 1/4 ludności świata. Rozrastające się uprawy zabierają miejsce pastwiskom. Te pastwiska, które pozostają, są więc nadmiernie wykorzystywane, a to powoduje ich pustynnienie.

Pilne reformy

Alternatywą dla przemysłowych hodowli zwierząt są farmy ekologiczne. Tu musi być zachowany nie tylko dobrostan zwierząt, ale także zasady zrównoważonego rozwoju. Wpływ takiej hodowli na środowisko jest mniejszy i bardziej rozłożony w czasie.

Międzynarodowa organizacja Compassion in World Farming (CIWF) doprowadziła do opracowania i opublikowania pierwszego w Europie raportu na ten temat. Opracowanie zatytułowane „Globalne ocieplenie: zmiany klimatyczne a dobrostan zwierząt hodowlanych” zostało wydane przez Klub Gaja w języku polskim. Raport wskazuje na to, że aktualne ceny mięsa i mleka są zaniżone w stosunku do rzeczywistych kosztów ekologicznych ich produkcji. Sprawą zasadniczej wagi jest więc, by koszty i ceny tych produktów w krajach rozwiniętych zaczęły odzwierciedlać ich prawdziwe koszty. CIWF uważa jednocześnie, że to właśnie w tych krajach mamy do czynienia z sytuacją niezrównoważonej ekologicznie nadprodukcji i nadmiernej konsumpcji produktów zwierzęcych (mięsa, mleka i jaj). Zaplanowane i umiejętnie przeprowadzone ograniczenie produkcji i konsumpcji mięsa i mleka w krajach Unii Europejskiej jest niezbędnym krokiem na drodze do zahamowania zmian klimatycznych.

Skuteczne rozwiązanie problemu emisji z tego typów hodowli wymaga kompleksowego podejścia do wykorzystania gruntów i hodowli. Tymczasem w Unii Europejskiej rolnictwo nie jest objęte jednolitym systemem handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Oznacza to, że państwa członkowskie mają swobodę w decydowaniu w sprawie włączenia go lub niewłączenia do swoich programów kontroli emisji.

Specjaliści poszukują złotego środka, ale czy przeciętny Europejczyk ma biernie oczekiwać na szczęśliwe zakończenie tych poszukiwań? Nie, nie traćmy czasu, nawet jeśli zmiana nawyków żywieniowych nie jest łatwa. Nasze wybory żywnościowe mają wpływ na to, jaką Ziemię zostawimy przyszłym pokoleniom. O więcej zbóż, owoców i jarzyn w codziennych posiłkach apelują już nie tylko dietetycy, ale także specjaliści zajmujący się ochroną klimatu. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa w tym zakresie.

Siła konsumentów

Produkcja mięsa i przetworów mlecznych odpowiada za 13,5% ogółu emisji gazów cieplarnianych w 25 państwach Unii Europejskiej. W Wielkiej Brytanii mięso i produkty mleczne odpowiadają za 8% krajowych emisji, podczas gdy owoce i warzywa za 2,5%. Nakład energii na wyprodukowanie jednej porcji gotowanej wieprzowiny bywa trzy razy większy niż na wyprodukowanie porcji gotowanej fasoli lub innych nasion roślin strączkowych. Oznacza to, że decyzje konsumentów dotyczące zakupów żywnościowych wpływają na indywidualny ślad węglowy równie znacząco jak wybór środków transportu. Spożywanie produktów o dużej zawartości składników roślinnych oszczędza energię i zmniejsza ślad węglowy. Tym bardziej, że największe źródło emisji gazów cieplarnianych w produkcyjnej hodowli zwierząt tkwi w samych zwierzętach, tzn. w ich procesach trawiennych i wydalniczych. Prawdopodobnie jedyną skuteczną metodą zmniejszenia emisji pochodzącej z produkcji zwierzęcej w stopniu niezbędnym dla ograniczenia wzrostu globalnego ocieplenia jest redukcja rozmiarów sektora hodowlanego w krajach wysoko rozwiniętych.

Zwierzęta w hodowli produkcyjnej są podporządkowane wydajności. To nasila u nich stres, prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia, a zatem zwiększa możliwość zapadania na choroby, także zakaźne. Najnowsze oszacowania ekspertów służby zdrowia sugerują, że redukcja dziennego spożycia mięsa w krajach wysoko rozwiniętych może przyczynić się do zredukowania chorób nadwagi i otyłości o ok. 60%. Ograniczenie konsumpcji mięsa czerwonego lub przetworzonego zaleca także Światowy Fundusz Badań nad Rakiem.

Te dane wskazują jednoznacznie na potrzebę przemyślenia nie tylko naszych postaw i zachowań konsumenckich, ale i decyzji politycznych związanych z produkcją rolną i przetwórstwem.

Jacek Bożek,  założyciel i lider Stowarzyszenia Ekologiczn0- Kulturalnego Klub Gaja, współzałożyciel, członek Rady Krajowej i pierwszy przewodniczacy  partii Zieloni 2004. Jacek od kilkudziesięciu lat praktykuje buddyzm tybetański w tradycji Karma Kamtsang.

Artykuł po raz pierwszy opublikowany w Zielonych Wiadomościach nr. 011,  wrzesień-październik 2012

Numer 011 Zielonych Wiadomości, całkowicie poświęcony rolnictwu i GMO, ze szczególnym uwzględnieniem GMO, do pobrania w formacie pdf po kliknięciu w ikonkę:  

 

 

Zobacz także: Człowieku  – film dokumentalny o Jacku Bożku

 

 

Polska europejską potęgą w produkcji skór. Zakaz hodowli zwierząt futerkowych utknął w Sejmie

Rocznie w Polsce na futra zabija się ponad 4 mln zwierząt, podczas gdy rządy Austrii, Chorwacji czy Wielkiej Brytanii już zdecydowały o całkowitym zakazie ich hodowli. Stowarzyszenie Otwarte Klatki domaga się zaostrzania prawa, tym bardziej, że zwierzęta przetrzymywane na fermach są narażone na cierpienia fizyczne i psychiczne, co pokazały ostatnie badania. Odpowiednia ustawa utknęła jednak w Sejmie. W niedzielę obchodzić będziemy w Polsce Dzień bez Futra.

Żadna z ferm, w których w latach 2011 i 2012 prowadzone były kontrole, nie spełnia w pełni stawianych przed nią wymogów.

Z raportu „Cena futra” przygotowanego przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki wynika, że zwierzęta futerkowe powszechnie cierpią na choroby oczu, deformacje ciała, apatię i stereotypię, czyli np. kręcą się w kółko. Zdarzają się także przypadki kanibalizmu, co wynika m.in. ze złych warunków hodowli. Tymczasem prawo polskie szczegółowo reguluje te warunki, w tym np. jakie wymiary powinny mieć klatki.

 –  Ale nawet jeżeli mówimy o prawie, to np. rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z 28 czerwca 2010 roku, główny akt dotyczący hodowli zwierząt na futra, oferuje lisom warunki 0,6 metra kwadratowego klatki na jedno zwierzę. W normalnych warunkach lis codziennie porusza się na obszarze około 20 km2. Wystarczy sobie to porównać. Szerokość klatki musi mieć około 60 cm, gdzie wymiary dorosłego lisa sięgają nawet 75 cm –  mówi Agencji Informacyjnej Newseria Agata Wilkowska ze Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Dodatkowo raport Najwyższej Izby Kontroli z 2011 roku pokazał, że 35 proc. kontrolowanych ferm wykazywało niezgodności z przepisami weterynaryjnymi. Ale nawet same zasady kontroli budzą zastrzeżenia –  pracownicy Inspekcji Weterynaryjnej informują o swoich wizytach z 1-2 tygodniowym wyprzedzeniem.

 –  Polepszanie warunków w tym momencie nie ma sensu, jeżeli nie da się zapewnić zwierzętom prawidłowych warunków do funkcjonowania. Powinniśmy pomyśleć nad innym rozwiązaniem, jakim jest zakaz hodowli futerkowej w Polsce –  dodaje Agata Wilkowska.

Rząd na początku roku skierował do dalszych prac obywatelski projekt ustawy o ochronie zwierząt, który m.in. zakazuje hodowli zwierząt na futra i zakłada powołanie Krajowej Inspekcji ds. Zwierząt. Do tej pory nie trafił pod obrady komisji, choć jego pierwsze czytanie odbyło się jeszcze w poprzedniej kadencji Sejmu.

 –  Ten projekt został w tym momencie zawieszony. Jeżeli tylko zwoła się komisja, znowu będą debaty i posiedzenia. Na razie musimy czekać na decyzję w tej sprawie –  mówi Agata Wilkowska.

Zmiana prawa w Polsce nie jest jednak przesądzona, bo lobby hodowców jest w kraju bardzo silne, a rynek producentów skór w Unii Europejskiej stale rośnie. Według danych European Fur Breeders Association (EFBA) w 2011 roku globalna produkcja skór z lisów i norek wzrosła w porównaniu z 2010 rokiem o 6 proc. i wyniosła 57 mln skór. Polska znajduje się w europejskiej czołówce.

 –  Jeżeli chodzi o futra z norek zajmujemy trzecie miejsce, zaraz po Danii i Holandii, a jeżeli chodzi o futra z lisów, drugie miejsce, zaraz po Finlandii. Oprócz tego hodowane są też szynszyle, chomiki, nutrie, ale to jest marginalna produkcja w skali kraju. Dość wysoko stoimy też w produkcji jenotów  – wymienia członkini Stowarzyszenia Otwarte Klatki.

Według danych Inspekcji Weterynaryjnej w kraju działa ok. 800 ferm zwierząt futerkowych, choć przedstawiciele przemysłu mówią nawet o ok. 1 tys. ferm. Ich liczba będzie rosła, a jedną z podstawowych przyczyn są niskie koszty związane z prowadzeniem hodowli w porównaniu z innymi krajami.

 –  Podatki są o wiele niższe, nie ma też regulacji i restrykcji prawnych, jak i kwestii środowiskowych związanych z fermami przemysłowymi. Dlatego też to jest bardzo opłacalne dla hodowców i inwestorów. Bardzo dużo inwestorów z Holandii, z Danii przenosi się więc do Polski, żeby tutaj zakładać biznes –  podkreśla Wilkowska.

Największym producentem skór zwierząt futerkowych na świecie (60 proc. całej produkcji) jest Europa. Na jej terenie działa w tej chwili około 7,2 tys. ferm zwierząt hodowanych, a całkowitą wartość produkcji szacuje się na 1,5 mld euro. Drugie miejsce zajmują Chiny, które dostarczają na światowe rynki niemal 25 proc. produktów, a trzecie –  USA, gdzie produkuje się 5 proc. wszystkich skór.

źródło: Agencja Informacyjna Newseria

J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Buddyzm ekologiczny – na ścieżce współczucia i pustki

Urodziłem się w rodzinie nomadów tybetańskich (drokpa) i spędziłem pierwsze lata mojego życia w dzikiej wschodniej części Tybetu.  Wędrowaliśmy z naszymi zwierzętami z terenów letnich do zimowych, w każdym z miejsc rozbijając namioty z włosów jaka.  Było to bardzo proste życie i moje codzienne przyjemności polegały na zwiedzaniu okolicznych gór wraz moją ulubioną kozą.  Jeśli miałem szczęście mogłem zobaczyć z daleka dzikie zwierzęta, takie jak: nawa  (tybetańskie argali –  owce górskie, Ovis ammon hodgsoni) i shaba (jeleń biało wargi, Przewalskium albirostris). Czasami mogłem przyglądać się przebiegającym przez łąki  stadom kiang (tybetańskich dzikich osłów, Equus kiang).

Kiedy miałem 4 lub 5 lat, na skutek poważnej suszy zaczęło wysychać miejscowe źródło w naszym obozie.  Ponieważ byłem uważany za niezwykłe dziecko (chociaż w tamtym czasie nikt jeszcze nie wiedział, że zostanę później rozpoznany, jako 17 Karmapa), nasza społeczność zwróciła się do mojego ojca, żeby poprosił mnie o zasadzenie drzewka w miejscu,  w którym znajdowało się źródło.  Pamiętam, że przewodniczyłem modlitwom o to, by drzewko to pomogło zapewnić wodę dla wszystkich  żyjących w pobliżu istot. Chociaż nie miałem wówczas pojęcia,  że to co robiłem było działaniem „ekologicznym”,  lub co oznacza wyrażenie „dział wodny”, moja miłość do natury i zaangażowanie w ochronę środowiska wyrosło z nasiona tego właśnie drzewa.

Kiedy dorosłem i rozpocząłem studiowanie buddyzmu, odkryłem wielką harmonię pomiędzy naukami buddyjskimi,  a ruchem ekologicznym.  Nacisk na różnorodność biologiczną, w tym  różnorodność ekosystemów –  a szczególnie zrozumienie, że byty ożywione i nieożywione są częścią  całości –  współbrzmi znakomicie z podstawową buddyjską nauką o współzależności. Istotą buddyzmu jest  jedność współczucia i pustki –   wypływające z głęboko odczuwanego pragnienia  zaangażowanie w pracę na rzecz zmniejszenia cierpienia wszystkich istot  oraz zrozumienie, że wszystkie zjawiska pozbawione są własnej natury. Te dwie połowy filozoficznej całości odnoszą się  szczególnie do celów ruchu ekologicznego. Pozwólcie, że wyjaśnię co mam na myśli.

Najbardziej wzniosłym przykładem używanym przez buddystów dla wyjaśnienia współczucia,  jest macierzyństwo. Pomyśl o wszystkim, co zrobiła dla ciebie twoja matka odkąd zostałeś poczęty –  nosiła cię przez 9 miesięcy, doświadczyła męki porodu, karmiła cię i ubierała,  troszczyła się o wszystkie twoje potrzeby, i martwiła  o ciebie jeszcze długo po tym, gdy osiągnąłeś dorosłość.  Większość matek nigdy nie przestaje troszczyć się bezwarunkowo o swoje dzieci. Niezależnie od tego, czy wierzymy w reinkarnację, czy też nie, możemy przyjąć, ze wszystkie żyjące istoty są dla nas jak matki. Pożywienie, które pojawia się przed nami na obiad, było uprawiane, zapakowane i przygotowane przez ludzi, których prawdopodobnie nie znamy.  Noszone przez nas ubrania zostały wyprodukowane przez ludzi, których przypuszczalnie nigdy nie spotkamy.  Niemniej jednak korzystamy z ich nadziei, snów i pracy. Aby dostarczyć nam tych rzeczy użyto roślin,  zwierząt i różnych surowców. To jest właśnie współzależność, która charakteryzuje życie –  żadna rzecz nie istnieje niezależnie ani nie może przetrwać samotnie.  Jesteśmy częścią światowego ekosystemu i świat jest w stosunku do nas pełen niezwykłego współczucia.

Pustka, natomiast, może być najlepiej wyjaśniona na przykładzie jaźni.  Co sobie wyobrażamy, gdy myślimy o jaźni?  Gdzie dokładnie przebywa jaźń?  Czy jest w sercu, czy w mózgu?  W oddechu, kiedy wdychamy, czy kiedy wydychamy? W ruchu naszych kończyn?  A może w naszych relacjach lub związkach z innymi?  Nasze ja różni się znacznie, gdy mamy 15 i 25 lat. Jest tak, ponieważ jest nietrwałe i nieuchwytne –  pozbawione jakiejkolwiek własnej wrodzonej natury. I z tego powodu, nasze szczęście,  smutek, nasze sukcesy i porażki są również z natury puste. Nie oznacza to, że jesteśmy niczym, lecz to, że znajdujemy się w ciągłym ruchu, cały czas coś wchłaniamy i pozbywamy się czegoś. Wskutek tego, nie ma potrzeby, abyśmy przywiązywali się nadmiernie do naszych doświadczeń, i mamy możliwość rozwinięcia spokoju umysłu –  możemy ze spokojem przyjmować wszystko co się wydarza. Doświadczenie tej wolności od przekonania o istnieniu niezależnego  ja i poczucia ważności, które z niego powstaje, oznacza, że możemy pozbyć się sztucznego podziału pomiędzy własnym ja a innymi,  i stać się częścią wszystkich zjawisk przejawiających się wszędzie.

Jak to się ma do środowiska?  Według buddyzmu niewiedza w kwestii pustej natury jaźni i odrzucenie współczucia są podstawową przyczyną egoizmu, gniewu, przywiązania i chciwości.  To  z powodu niewiedzy istoty ludzkie niszczą środowisko i powodują wymieranie tak wielu gatunków. Niewiedza sprawia, że nadajemy nadmierną wartość własnemu ja i wszystkiemu co jest z nim związane: mojej rodzinie, mojej własności, mojemu krajowi, a nawet mojej rasie. Postrzeganie różnorodności świata poprzez ograniczającą soczewkę własnego ja sprawia, że jesteśmy w stanie w bezwzględny sposób wyrządzać ogromną krzywdę Ziemi, ponieważ stała się ona „innym”.

Buddyści uważają, że z powodu ignorancji ludzkie życie przestało pozostawać w harmonii z naturą.  Godnym ubolewania faktem jest to , że na skutek globalnego ocieplenia,  temperatura Płaskowyżu Tybetańskiego wzrasta szybciej niż większości innych miejsc na Ziemi. Wiem, że będzie to miało bardzo poważne konsekwencje dla tybetańskich obszarów trawiastych i odczuwam smutek w sercu na myśl, że może to oznaczać koniec tybetańskiego nomadycznego stylu życia.  Co więcej, słyszę, że cały świat będzie zagrożony, jeśli średnia globalna temperatura wzrośnie o więcej niż 2 stopnie Celsjusza.  Zniszczone zostanie zwłaszcza rolnictwa. W samych Indiach może to oznaczać poważne straty ryżu, pszenicy i roślin strączkowych, które są podstawą hinduskiej diety. Konsekwencje zmiany klimatu na Płaskowyżu Tybetańskim nie ograniczą się do Tybetu. W Tybecie znajdują się źródła największych azjatyckich rzek: Indusu, Gangesu, Brahmaputry, Irawadi, Jangcy i Mekongu. Nazywany jest on czasami Trzecim Biegunem, ponieważ po Arktyce i Antarktyce znajdują się tam największe zapasy lodu i wody. Jeśli te źródła wody wyschną lub zostaną skażone, będzie to miało tragiczne konsekwencje dla ponad miliarda ludzi. Ponieważ topnienie lodowca nasila się wraz ze wzrostem temperatury, w niedalekiej przyszłości będzie zarówno więcej powodzi, jak i  niedoborów wody. Nasza krótkowzroczność sprawia, że nie dostrzegamy związku pomiędzy naszymi działaniami a ich długoterminowymi skutkami. Wielki napór na wzrost gospodarczy w ciągu ostatnich 50 lat możliwy był dzięki gwałtownemu zużyciu ziemskich zasobów paliw kopalnych. Jednakże ukryte koszty spiętrzyły się i ponoszą je głównie ci, którzy mają najmniej możliwości na zapewnienie sobie ochrony. Prędzej czy później pełną cenę zapłacić będą musieli wszyscy.

Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi jest większa niż kiedykolwiek przedtem:  wygląda na to, że orędownicy wzrostu gospodarczego zapomnieli o biednych, aby przynieść korzyść bogatym. Ponadto w wielu biedniejszych częściach świata charakteryzujących się  największą różnorodnością biologiczną, stopień degradacji środowiska jest najwyższy.  Czy obecny model rozwoju gospodarczego jest w stanie ochronić i odnowić nasze cenne zasoby naturalne?  Czy możemy  pożyczyć zasoby naturalne, a następnie zwrócić je następnym pokoleniom?  Jeśli nie, znaczy to, że okradamy Ziemię z jej bogactw, nazywając to rozwojem gospodarczym.

Współczesna gospodarka wydaje się być płodnym  drzewem ogromnego bogactwa. Podziwiamy mnogość jej gałęzi i lśniące zielone liście i sądzimy, że jest najlepszym drzewem na świecie.  Lecz patrzymy tylko na jego górną połowę, ponieważ dolna połowa znajduje się pod ziemią. Gdybyśmy spojrzeli pod powierzchnię, moglibyśmy odkryć, że korzenie drzewa umierają na skutek znęcania się nad nim  i zaniedbania.  To tylko kwestia czasu, zanim obumierać zacznie górna część drzewa. Udzielanie pomocy  gałęziom i liściom to rozwiązanie jedynie tymczasowe; dopóki nie zapewnimy zdrowia korzeniom, nie możemy zagwarantować go całemu drzewu. Z tego powodu bardzo podoba mi się koncepcja zrównoważonego rozwoju, zdefiniowana przez Światową Komisję ds. Środowiska i Rozwoju, jako „zaspakajanie potrzeb obecnego pokolenia bez narażania na szwank zdolności  przyszłych pokoleń do zaspokajania ich własnych potrzeb.” Ostatecznie, jeśli doktryna reinkarnacji okaże się prawdziwa –  to my jesteśmy przyszłym pokoleniem.

Wielkiej  radości  i przyjemności dostarcza mi moc ludzkiego ducha. Siła idei jest niezwykła. Rozważcie pojęcie praw człowieka –  zdołało  ono pokonać niewyobrażalne przeciwności –  totalitarne rządy, wojny i ubóstwo –  i stało się uniwersalnym ideałem.  A przecież zaledwie 100 lat temu było prawie zupełnie nieznane.  Jestem przekonany, że podobna rewolucja w naszym myśleniu powinna zajść w kwestii ochrony środowiska, w tym w dążeniu do zachowania różnorodności biologicznej.  Prawa powinny uzyskać dzika fauna i flora, ekosystemy, a nawet  „usługi ekologiczne” takie jak obieg nieskażonej wody w przyrodzie.

Z wdzięcznością wspieram globalne porozumienia, mające na celu ochronę dzikiej fauny i flory oraz całych ekosystemów, umowy dotyczące powszechnych standardów bezpieczeństwa ekologicznego, jak również wysiłki w kierunku zminimalizowania spowodowanych przez człowieka zmian klimatu. U podstaw każdej z tych inicjatyw leży szczera motywacja kilku osób, które poświęciły tym sprawom całe swoje życie. Tacy ludzie dają mi najwięcej nadziei, ponieważ jeśli chcemy zmienić świat, ten proces musi rozpocząć się od nas samych. Dążenie do przemiany reszty świata i oczekiwanie, że inni będą nas słuchać, jeśli sami nie będziemy tym żyć i stanowić przykładu, jest nierealistyczne.

Gdyby istniał tytuł buddyjskiego świętego od ekologii, nominowałbym do takiej roli wielkiego indyjskiego uczonego, Szantidewę, który w VII wieku napisał w swoim Przewodniku na Ścieżce  Boddhisattwy:

„Oby wszystkie istoty w całym wszechświecie,

Doświadczające cierpienia ciała i umysłu

Dzięki mocy mojej zasługi ,

Osiągnęły ocean szczęścia i radości.”

W tej strofie Szantidewa  mówi o  wyborze poświęcenia całego swojego życia zmniejszaniu cierpienia innych. Wybór ten wynika ze zrozumienia współzależnej natury życia.  Jeśli przyjmujemy do wiadomości, że nie jesteśmy oddzielonymi jednostkami, lecz częścią całości życia na Ziemi, nie możemy pozostać obojętni na pojawiające się na niej cierpienie i zło. Z takim rozumieniem, pierwszą najbardziej  zorientowaną ekologicznie rzeczą, jaką możemy zrobić, jest wzbudzenie współczucia wobec wszystkich żyjących istot i zastosowanie tej motywacji w działaniu.

W przeciągu ostatnich 100 lat wyginęło ponad 95% światowej populacji dzikich tygrysów (Panthera tigris). W miarę jak zwiększały się ludzkie potrzeby zabieraliśmy coraz więcej i więcej naturze, zostawiając coraz mniej i mniej dla innych zwierząt. Jednakże głównym powodem niemal całkowitego wymarcia  wspaniałego tygrysa było i jest zapotrzebowanie konsumentów na jego skórę i części ciała.  Doprowadzamy do zagłady całego gatunku tylko dlatego, że wydaje się nam, iż kiedy nosimy jego skórę,  wyglądamy na bogatych lub  kiedy jemy części jego ciała będziemy zdrowsi. Działanie takie jest w sposób zasadniczy nie-buddyjskie i pozbawione współczucia –  nie tylko w stosunku do tygrysów, ale także nas samych, ponieważ z pewnością pociągnie za sobą negatywne konsekwencje karmiczne.

Jedyną rzeczą, która może nas –  istoty ludzkie uratować, jest współczucie dla innych –  ludzi,  wszystkich gatunków zwierząt, drzew i innych roślin, oraz dla samej Ziemi. Większość ludzi troszczy  się przede wszystkim o swoją pracę, majątek, zdrowie lub rodzinę. W życiu codziennym prawdopodobnie czują oni, że są ważniejsze rzeczy, o które należy się martwić, niż wpływ naszych działań na środowisko. Poświęcenie uwagi tej kwestii oznaczałoby konieczność podjęcia niewygodnych wyborów i zmian w życiu.  Ja również zbytnio się od nich nie różnię.  Chociaż myślałem od wielu lat o tym, by zostać wegetarianinem, stałem się nim całkowicie dopiero kilka lat temu. Ktoś pokazał mi krótki film dokumentalny pokazujący cierpienie zwierząt przed i podczas aktu zabijania. Oglądając go mogłem poczuć ból doświadczany przez zwierzęta. Nagle uświadomiłem sobie, że te istoty cierpią tak straszliwe katusze tylko po to, bym mógł zaspokoić swoje zakorzenione przyzwyczajenia. Jedzenie mięsa stało się dla mnie w tym momencie nie do przyjęcia, więc przestałem.

 Pytanie brzmi, kiedy taki moment „nie do przyjęcia” przydarzy się nam wszystkim? Czy pozwolimy na podniesienie  się poziomu morza  tak, że  zakryje ono   wyspy na Pacyfiku, i zredukowanie Himalajów do nagich skał?  Czy pozwolimy na wymarcie zdumiewających gatunków fauny i flory, tak, że dla przyszłych pokoleń staną się jedynie historią z odległej przeszłości?  Czy wspaniałe kwitnące lasy powinny zamienić się w pola uprawne po to, by zaspokoić nasze nienasycone potrzeby? Czy mamy żyć z powiększającymi się  nieustannie  górami śmieci, ponieważ nie jesteśmy w stanie poradzić sobie ze skutkami konsumpcjonizmu?

 Aby móc sprostać, jako społeczeństwo,   wyzwaniom ekologicznymi XXI wieku, musimy połączyć je  z dokonywanymi przez nas każdego dnia indywidualnymi wyborami.  Nie możemy  zajmować się jedynie politycznymi i naukowymi aspektami problemów takich jak: zmiany klimatu, nadmierna eksploatacja surowców naturalnych, deforestacja czy handel dzikimi zwierzętami.  Musimy  również zająć się ich aspektami społecznymi i kulturowymi  poprzez pobudzanie ludzkich wartości i tworzenie ruchu na rzecz współczucia, tak by naszą najgłębszą motywacją stojącą za decyzją o zajęciu się aktywizmem ekologicznym, była chęć przyniesienia pożytku innym żyjącym istotom.

 Aby było to możliwe, pierwszym i najważniejszym zadaniem jest przyznanie wszystkim ludziom prawa do ochrony środowiska. Pochodzę z rejonu Tybetu uważanego przez ludzi z Lhasy, nie mówiąc już o ludziach z Zachodu,  za zacofany. Moja rodzina żyła w warunkach, które wielu ludzi uznałoby za bardzo trudne i zapóźnione.  Pomimo to, mój ojciec, który nigdy nie chodził do szkoły, wiedział od swojego ojca, że jeśli chcemy ochronić źródło, to powinniśmy posadzić drzewa.  Uważam, że prości, żyjący najbliżej natury, lokalni ludzie, są często naszymi największymi sprzymierzeńcami w pracy na rzecz jej ochrony. Jeśli mamy ocalić Ziemię, każdy z nas ma do odegrania swoją rolę. Musimy przełamać bariery i zbudować mosty. W końcu dla kogo staramy się ocalić Ziemię, jak nie dla wszystkich z nas?

 Po drugie, musimy znaleźć sposoby na zminimalizowanie zużycia energii, lub przynajmniej znaleźć bezpieczne alternatywy dla węgla, ropy i gazu. Jedną z najłatwiejszych rzeczy do zrobienia, byłoby doprowadzenie do spadku cen energii słonecznej i innych nieszkodliwych technologii alternatywnych. Mój główny klasztor w Tybecie, Tsurphu, ma szczęście znajdować się blisko naturalnych źródeł geotermicznych, z których czerpie energię. Teraz, gdy jestem w Indiach, dążymy do tego, aby wszystkie nasze klasztory Karma Kagju były pod względem energetycznym samowystarczalne.  Byłoby cudownie móc powiedzieć, że buddyjscy mnisi i mniszki nie przyczyniają się do światowych problemów ekologicznych. Być może, któregoś dnia, wszystkie państwa świata, również dostosują się do takiego standardu.

Po trzecie, zapraszam wszystkich naukowców i praktykujących do pomocy w ochronie Płaskowyżu Tybetańskiego,  który zaopatruje w wodę dużą część Azji. Ponieważ woda w tym rejonie świata nie ma jeszcze wyznaczonej ceny w pieniądzach, uważamy ten najcenniejszy z naszych zasobów za coś danego nam raz na zawsze.  Już teraz Brahmaputra jest bardzo poważnie zagrożona na skutek budowy tam, a Indus nie dociera do morza. Nazywany Trzecim Biegunem Tybet, jest niezwykle narażony na zmiany klimatu i to co tam się dzieje, ma ogromne znaczenie dla reszty Azji.

 Po czwarte, powinniśmy wspólnie ponownie zastanowić się  nad tym, co uważamy za sukces – czy jest nim wzrost gospodarczy, rozwój lub osobiste bogactwo.  Obecny model wzrostu gospodarczego jest po prostu nieosiągalny dla większości mieszkańców naszej planety, którzy z dnia na dzień walczą o przeżycie. Gdybyśmy w naszej hierarchii wartości nadali takie samo znaczenie dzieleniu się, współczuciu i pokojowi, jakie nadajemy bogactwu i statusowi społecznemu, każdy z nas  dążyłby do sukcesu, w którym w naturalny sposób, zawierałoby się dobro całej społeczności.  Musimy poszukać zdrowych i praktycznych alternatyw  dla obecnego modelu pojmowania sukcesu i rozwoju –  alternatyw dostępnych w równym stopniu dla wszystkich z nas.

 Na koniec,  chciałbym wyrazić swoje przekonanie, że przyszłość Ziemi zależy od tych z nas,  którzy mają szczęście prowadzić prostsze życie. Proste życie oznacza współczucie wobec samego  siebie i świata. Życie wypełnione dobrami materialnymi i pozbawione współczucia jest z ekologicznego i karmicznego punktu widzenia całkowicie niezrównoważone. Oczywiście reklamy mówią nam przez cały czas, że nasze szczęście zależy od zakupu produktów, które próbują sprzedać. Jak to się dzieje, że ulegamy reklamom, pomimo, że jesteśmy nastawieni sceptycznie do przekazywanych przez nie treści? Nasze przywiązanie do własnego szczęścia,  dobytku, rodziny i jaźni powoduje brak perspektywy,  który sprawia że stajemy się na nie podatni.  Jednakże, jeśli będziemy świadomi pustki naszego ja, stworzymy przestrzeń, w której, zamiast podążać za nawykowym konsumpcjonizmem, będziemy w stanie dokonywać wyborów.  Nie musimy żyć sprzedawanym nam życiem –  możemy zdobyć się na odwagę i wieść życie zwyczajne i proste.

 U podstaw każdej z religii leżą te same najważniejsze zasady. Żyjcie prosto. Działajcie ze współczuciem. Bądźcie dobrzy dla siebie nawzajem.  Żadna z religii nie nakazuje nam niszczenia tego, co daje nam życie.  Jestem więc całkowicie przekonany, że z religijnego punktu widzenia musimy ochraniać wszelkie życie i bronić Ziemi. Ja osobiście czerpię inspirację z nauk Pana Buddy, sednem których jest praca dla pożytku wszystkich żywych istot i  rzeczy,  i  zaprzestanie wyrządzania  im szkody, oraz z nauczania Jego Świątobliwości Dalajlamy, który powtarza wciąż, że kluczem do przetrwania rodzaju ludzkiego jest powszechna odpowiedzialność.

 Przewodnik na ścieżce  boddhisattwy jest nadal pilnie studiowany przez buddystów Mahajany i Wadżrajany.  Dzieło to objaśnia ścieżkę do Stanu Buddy poprzez kultywację współczucia i wgląd w pustkę oraz stanowi inspirację dla wszystkich, którzy pragną wyrzec się własnych pragnień i ambicji, po to, by przynosić pożytek wszystkim żyjącym  istotom.

 Jako XVII Karmapa jestem przekonany, że tego rodzaju aktywność Buddy można zastosować w sposób bezpośredni w dziedzinie ochrony środowiska.  Z tą wizją  w umyśle, w naszych ponad 40 klasztorach Kagju w rejonie himalajskim wdrażamy obecnie projekty ekologiczne dotyczące kwestii takich jak: degradacja lasów, niedobory wody, handel dzikimi zwierzętami, zmiany klimatu i zanieczyszczenie środowiska. Pomagają nam w tym organizacje pozarządowe, w tym World Wildlife Fund.  Zdajemy sobie sprawę z tego, że jest to zaledwie kropla wody w oceanie – stojące przed nami wyzwania są o wiele większe i  bardziej złożone, i nie będziemy w stanie poradzić sobie z nimi sami. Jednakże, gdyby każdy z nas dodał zaledwie kroplę czystej wody w kierunku ochrony środowiska, wyobraźcie sobie jak czysty stałby się pewnego dnia ten niezmierzony ocean.

 Podziękowania: Dziękuję J.Stanleyowi, D. Golemanowi i D. Chungyalpa za ich nieocenioną pomoc przy pisaniu tego eseju.

 Orginalny artykuł opublikowany był w Conservation Biology,   Volume 25, Issue 6, pp. 1094-97, December 2011

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: ecobuddhism.org

Okrucieństwo chowu przemysłowego zwierząt – to nie koszmar, to rzeczywistość

Trudno się dziwić słowom autora „Sztukmistrza z Lublina”, noblisty Izaaka Bashevisa Singera, który w opowiadaniu „Listy do Pisarza” napisał: Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka. Trudno zaprzeczyć faktom: obecnie większość produktów pochodzenia zwierzęcego w supermarketach pochodzi od zwierząt wyhodowanych w warunkach obozu koncentracyjnego. Czytaj dalej

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko – wywiad

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama

Dalajlama: Ogólnie rzecz biorąc uważam, że prawa powinny stanowić wskazówki do właściwego używania ludzkiej inicjatywy, kreatywności i zdolności.

Fabien: Czy sądzisz, że demokracja jest pomocna w rozwijaniu takich praw?

Dalajlama: Tak, w krajach demokratycznych system prawny powinien działać w taki właśnie sposób i na ogół tak się dzieje. Lecz prawa te pozostają częściowo w sprzeczności z buddyjską zasadą współzależności, ponieważ nie zawierają „demokratycznych praw” dla środowiska naturalnego i świata zwierząt. Większość systemów prawnych odnosi się jedynie do praw człowieka i nie bierze pod uwagę praw zwierząt oraz innych istot, zamieszkujących wraz z nami tę planetę. Przepisy, które chronią prawa człowieka i ludzkie wartości oraz ukazują właściwe sposoby wykorzystania ludzkiego potencjału, pozostają w zgodzie z  prawem karmy lub przyczynowości –  nie w sensie zachodnim, gdzie te same przyczyny powodują te same skutki, lecz buddyjskim, gdzie każdy skutek jest wywołany określoną przyczyną, która również powinna zostać wzięta pod uwagę.

W rzeczywistości problem polega na tym, że dla ludzi posiadających największą władzę, istnieje różnica pomiędzy zasadą prawa a jego zastosowaniem. Prawie wszystkie systemy prawne potępiają zabijanie. Ten pogląd pojawia się w niemalże każdym kraju na tym świecie. Jednakże w praktyce ludzie posiadający władzę traktują zabijanie w podobny sposób jak kłamstwo. Dla polityków małe kłamstwa są zabronione, lecz wielkie kłamstwa są jak najbardziej dozwolone. Dla buddysty jest to oczywista sprzeczność. To samo odnosi się do zabijania. Kiedy człowiek, który jest zdesperowany, zabija kogoś innego, ten drobny czyn jest określany mianem morderstwa. Jest to uważane za coś bardzo złego. Lecz ktoś, kto zabija lub rozkazuje zabić tysiące ludzi, jest uważany za bohatera! Jest to bardzo godne pożałowania.

Większość systemów religijnych potępia morderstwo, gwałt i kradzież. Moim zdaniem, zasady religijne oparte są na naturalnym ludzkim nastawieniu i uczuciach.

Ich najważniejszą funkcją jest inspirowanie istot ludzkich do rozwijania podstawowych ludzkich właściwości. Stąd wydaje się logiczne, że większość praw powinno być zgodnych z zasadami pozytywnej karmy. Ale aby dostosować prawa zarówno religijne, jak i świeckie do zasad współzależności, powinniśmy rozszerzyć ich perspektywę tak, aby dotyczyły również ochrony środowiska i świata zwierząt.

W ten sposób możemy zastosować buddyjski pogląd dotyczący współzależności dla poszerzenia naszej wizji prawa i porządku.

Dalajlama: (….) W każdym razie, wszyscy specjaliści w dziedzinie zasobów naturalnych, z którymi rozmawiałem, ostrzegali mnie, że ta przepaść pomiędzy bogatymi a biednymi powinna zostać zmniejszona. W chwili obecnej na ziemi żyje około 5,5 miliarda istot ludzkich. Gdyby standard życia mieszkańców Południa podniósł się do poziomu, którym cieszą się obecnie mieszkańcy Północy, co stałoby się ze światowymi zasobami naturalnymi? Sytuacja nie byłaby zrównoważona. Na przykład Chiny są zamieszkałe przez 1,2 miliarda ludzi. Gdyby każda rodzina miała mieć dwa samochody, zniszczenie środowiska byłoby niewyobrażalne. Dziewięćset milionów ludzi żyje w Indiach. Zachodnia koncepcja corocznego wzrostu Produktu Krajowego Brutto musi się zmienić i to szybko. Zasada ta, sama w sobie, zaprzecza wszystkim prawom natury i logiki.

Fabien: Czy uważasz, że mieszkańcy Zachodu również powinni posiadać mniej samochodów?

Dalajlama: Oczywiście. Potrzeba im rozwinięcia poczucia zadowolenia z życia i większego względu na innych. Wszystko powinno być robione w sposób bardziej sprawiedliwy i przy zachowaniu większego stopnia równości. Jednocześnie musimy zająć się również kontrolą urodzin. Kraje południowe muszą ograniczyć wzrost liczby ludności.

Fabien: Skuteczna kontrola urodzin zależy głównie od standardu życia. Statystyki pokazują, że im większy dostęp do edukacji mają kobiety, tym rodzą mniej dzieci. Więc edukacja wydaje się być najlepszym sposobem na zahamowanie gwałtownego wzrostu liczby ludności.

Dalajlama: Bardzo dobrze. Ale jaka edukacja? Prawdę mówiąc myślę, że najważniejszą rzeczą, jaką muszą zrobić mieszkańcy Południa, jest dostrzeżenie i uznanie negatywnych skutków obecnych zachodnich koncepcji dotyczących życia i gospodarki. Musimy skorygować bądź zmienić tę błędną wiarę w wartość ciągle wzrastającego PKB.

Podobnie, jakkolwiek niektóre fabryki i dziedziny przemysłu wprowadzają obecnie nowe, bardziej ekologiczne sposoby działania, mieszkańcy Północy nadal powodują niszczenie światowego środowiska naturalnego na wielką skalę. To skłania mnie do powiedzenia, że z globalnego punktu widzenia, ilość pieniędzy wydawana przez świat północny jest ciągle niewystarczająca.

(….) Na początku tego stulecia wszyscy niemądrze myśleli, że zasoby natury są nieograniczone i są w całości do dyspozycji człowieka. Obecnie ideologia ekologiczna ma wpływ nawet na partie polityczne. Wszystkie te zmiany pochodzą z doświadczenia, jakie zdobyliśmy jako ludzkie istoty. W podobny sposób rozwinęło się pojęcie praw człowieka, takich jak prawo określonej grupy ludzi do samookreślenia. Te idee są obecnie powszechnie uznawane. Postęp w tej dziedzinie daje mi nadzieje na przyszłość.

Fabien: Czy myślisz, że jedna osoba może zmienić świat?

Dalajlama: Tak.

Fabien: W takim razie najlepsze co można zrobić, to zacząć starać się poprawić samego siebie.

Dalajlama: To wydaje się całkiem proste. Po pierwsze, ważne jest uświadomienie sobie, że jesteśmy częścią natury. Ostatecznie, natura będzie zawsze potężniejsza od istot ludzkich, pomimo ich wszystkich broni nuklearnych, wyposażenia naukowego i wiedzy. Jeśli zniknie słońce lub temperatura na Ziemi zmieni się o kilka stopni, będziemy mieli wielkie problemy. Na głębszym poziomie powinniśmy rozpoznać, że chociaż jesteśmy częścią natury, dzięki naszej inteligencji możemy do pewnego stopnia kontrolować i zmieniać zjawiska. Spomiędzy tysięcy gatunków ssaków na Ziemi my – ludzie mamy największe możliwości zmieniania natury. Z tego powodu spoczywa na nas podwójna odpowiedzialność. Jako istoty o wyższej inteligencji, powinniśmy dbać o ten świat z powodów moralnych. Inni mieszkańcy naszej planety –  owady i podobne im istoty, nie mają możliwości ratowania i ochraniania tego świata. Jesteśmy również odpowiedzialni za cofnięcie poważnej degradacji środowiska będącej skutkiem niewłaściwego zachowania ludzi. Bezmyślnie zanieczyściliśmy ten świat chemikaliami i odpadami nuklearnymi, egoistycznie zużywając wiele z jego naturalnych zasobów. Ludzkość musi podjąć działania w celu naprawienia i ochronienia tego świata.

Rzecz jasna, kiedy mówimy ludzkość lub społeczeństwo , oczywiste jest, że inicjatywa musi wypłynąć ze strony jednostek. Jest błędem oczekiwanie na jakieś wskazówki w tych sprawach ze strony rządów, a nawet Boga.

(….) Tak naprawdę, jestem raczej optymistą. Weźmy za przykład problemy ze środowiskiem. Naukowcy i organizacje obrońców środowiska cały czas informują nas o problemach ekologicznych, przed którymi stoi Ziemia, takimi jak globalne ocieplenie i rozprzestrzeniające się zanieczyszczenie naszej wody i powietrza. Powstają nowe metody pozwalające nam uniknąć skażenia bez zmieniania procesów przemysłowych i gospodarczych. Podczas niedawnej wizyty w Sztokholmie moi przyjaciele powiedzieli mi, że dziesięć lat temu ryby praktycznie zniknęły z pobliskiej rzeki. Teraz zaczynają się znowu pojawiać i jest ich coraz więcej po prostu dlatego, że fabryki leżące wzdłuż rzeki poczyniły pewne wysiłki w celu ochrony środowiska. Innymi słowy, udało im się poprawić sytuację bez niszczenia przemysłu.

Byłem niedawno w niemieckim regionie przemysłowym Rohr. W pewnym wielkim przedsiębiorstwie pokazano mi film na temat różnych sposobów, jakie tam stosują, aby ograniczyć skażenie i przetworzyć odpady. Bez zmieniania całej struktury przedsiębiorstwa, udało im się znacznie zmniejszyć jego szkodliwe oddziaływanie na środowisko. Troska o środowisko zwiększa się wraz z uczciwym i szerokim rozpowszechnianiem informacji. Ludzie stopniowo nabierają przekonania, że sytuacja jest poważna, i że musimy zatroszczyć się o naszą planetę. Zauważyłem, że teraz w niektórych hotelach prosi się nas o nie marnowanie wody i elektryczności. Jest to dobry początek. Podobnie media powinny mówić o wadze altruizmu w każdym ludzkim działaniu. Powinno się o tym ciągle dyskutować –  w gazetach, w filmach, w radiu i telewizji. Uważam, że jest w tym wielki potencjał. Lekarze i naukowcy powinni wspierać teorię altruizmu. Poprą ją ekolodzy i ruch pokojowy, pod warunkiem, że zmienią się również systemy edukacji, tak aby dzieci stały się mniej agresywne. Następnie zmieni się nawet postawa policji i wszyscy stopniowo zaczną działać z większą dobrocią, altruizmem i współczuciem.

Fragment książki „Imagine All the People: A conversation with the Dalajlama on Money, Politics and Life as it Could Be”, Wisdom Publications, Boston


Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.dalailama.com

Zobacz także:

J.Ś. Dalajlama: Powszechna Odpowiedzialność a Środowisko

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Biografia Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy


 

Dalajlama przyłącza się do kampanii przeciwko klatkowemu chowowi kur

3 września 2010

Delhi, Indie, 1 września 2010 (AFP) –  W wydanym w środę oświadczeniu, Dalajlama potępił klatkowy system hodowli kur i zaapelował do konsumentów o kupowanie jajek od kur hodowanych poza klatkami.

„Przekształcanie tych bezbronnych zwierząt w maszyny do produkcji jajek, bez jakiegokolwiek względu na ich dobrostan, oznacza degradację naszego własnego człowieczeństwa,” –  powiedział buddyjski przywódca duchowy.

„Kupowanie jajek od kur hodowanych poza klatkami może zmniejszyć cierpienie tych zwierząt,”  –  stwierdził Dalajlama w oświadczeniu popierającym kampanię przeciwko klatkowemu chowowi kur,  prowadzoną przez Humane Society International.

Przestrzeń życiowa większości ptaków hodowanych w klatkach jest mniejsza, niż rozmiar jednej kartki papieru formatu A4, kontynuował mieszkający od 1959 roku na emigracji w Indiach Dalajlama.

„Cierpienie, jakie zadajemy kurom było dla mnie zawsze źródłem szczególnego niepokoju i specjalną troską napawał mnie sposób, w jaki  zwierzęta te traktowane są podczas przemysłowej produkcji żywności,” –  powiedział.

Oświadczenie Dalajlamy wydane zostało w czasie, gdy obrońcy praw zwierząt domagają się zakończenia klatkowego chowu kur.

Finlandia, Szwajcaria, Niemcy i Norwegia zabroniły już hodowli kur w klatkach. Kraje Unii Europejskiej stopniowo się z niej wycofują i do roku 2012 będzie ona całkowicie zabroniona.

Hodowla kur poza klatkami nie zawsze oznacza brak okrucieństwa, lecz kury żyjące poza nimi mają na ogół 250-300% więcej przestrzeni na jednego ptaka i mogą zachowywać się bardziej naturalnie, powiedział rzecznik Humane Society.

Zgodnie z wyliczeniami Humane Society, w indyjskich farmach przemysłowych w klatkach przebywa od 140 do 150 milionów kur i jest bardzo niewiele farm, w których kury hoduje się poza klatkami.

źródło: www.dalailama.com

Zobacz także:

Jego  Świątobliwość:  Dalajlama: Polityka a środowisko – wywiad

J.Ś. Dalajlama: Powszechna odpowiedzialność a środowisko

J.Ś. Dalajlama: Powszechna Odpowiedzialność a Środowisko

Foto: Charles LeBlanc/Flickr/Creative Commons

Foto: Charles LeBlanc/Flickr/Creative Commons

Wielu ludzi w przeszłości uważało, że natura jest nieskończenie odnawialna. Obecnie wiemy, że jest taka tylko wtedy, kiedy o nią dbamy. Nie jest trudno wybaczyć zniszczenia z przeszłości spowodowane ignorancją. Jednakże dzisiaj mamy dostęp do o wiele większej ilości informacji. Jest niezmiernie ważne, abyśmy ponownie przeegzaminowali pod względem etycznym nasz stosunek do tego, co odziedziczyliśmy, za co jesteśmy odpowiedzialni i co przekażemy następnym pokoleniom. Czytaj dalej