Archiwa tagu: rozwój zrównoważony

Energetyczna alternatywa – słońce świeci wszędzie :)

minheadline_1351Film „Energetyczna alternatywa – słońce świeci wszędzie :)” przedstawia austriackie gminy, które postawiły na energetykę prosumencką, opowiada o prostych działających prawach ekonomicznych. Gminy Güssing i Mureck produkują energię same. Czytaj dalej

Ponad 400 tys. osób wzięło udział w Obywatelskim Marszu Klimatycznym w Nowym Jorku

2014-09-Marsz-Nowy-Jork-01-300

photo.Diana Maciąga/Pracownia na rzecz Wszystkich Istot. KLIKNIJ ABY ZOBACZYĆ WIĘCEJ ZDJĘĆ

Ponad 400 tys. osób przeszło 21 września ulicami Nowego Jorku w Obywatelskim Marszu Klimatycznym pod hasłem: „Czyny nie słowa”, domagając się natychmiastowych działań dla ochrony klimatu. Długi na dwie mile Marsz wyruszył o 11.30 zachodnią granicą Central Parku, a otworzyła go delegacja dzieci Pierwszych Narodów Ameryki. Za nimi ruszyli przedstawiciele ludności rdzennej oraz społeczności z pierwszej linii walki z globalnym ociepleniem, a także liderzy działań dla ochrony klimatu – wśród nich Globalni Ambasadorzy i Ambasadorki Klimatu.

Struktura Marszu odzwierciedlała program i historię globalnego ruchu klimatycznego oraz jego różnorodność. W kolejnych kolumnach maszerowali ci, którzy budują lepszy świat: rodziny, młodzież, seniorzy, studenci, osoby związane ze zdrowiem publicznym. Za nimi grupy reprezentujące rozwiązania: energetykę odnawialną, działania dla środowiska, zieloną politykę i sztukę. Następnie maszerowali aktywiści, wskazując winnych kryzysu – niszczycielskie działania wielkiego biznesu. Hasło „Debata się skończyła” zaprezentowali naukowcy i grupy religijne, a za nimi szli pozostali uczestnicy marszu –  w sumie prawie pół miliona ludzi. „Nie ma planety B”; „Zmiana systemu nie klimatu”; „Zielone szkoły i miejsca pracy”; „Klimatyczna sprawiedliwość”; „Konsumpcjonizm zabija planetę”, a nawet „Oddział specjalny mam ds. czystego powietrza” – setki haseł złożyły się na wspólne przesłanie: domagamy się działań dla sprawiedliwej, bezpiecznej przyszłości. Uczestnicy uczcili dwoma minutami ciszy ofiary i tych, którzy przetrwali dotychczasowe skutki katastrofy klimatycznej. Zaraz po nich rozbrzmiał potężny alarm antywłamaniowy złożony z setek tysięcy głosów –  ostrzeżenie dla złodziei, którzy kradną naszą przyszłość.

 Do marszu dołączył Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon, który podczas konferencji prasowej wyraził pełne poparcie dla tego wydarzenia i nadzieję, że głos międzynarodowej społeczności zostanie wysłuchany i znajdzie odzwierciedlenie w decyzjach przywódców państw, którzy wezmą udział w Szczycie Klimatycznym ONZ zaplanowanym na 23 września.

 Zmiana klimatu to decydująca kwestia naszych czasów, nie ma chwili do stracenia. Idąc z ludźmi poczułem, że stałem się Sekretarzem Generalnym Społeczeństwa –

 powiedział Ban Ki-moon, Sekretarz Generalny ONZ.

Towarzyszyli mu były wiceprezydent USA, Al Gore, wybitna prymatolog Jane Goodall i burmistrz Nowego Jorku Bill de Blasio, który zadeklarował, że do 2025 roku emisja CO2 w mieście zostanie zmniejszona aż o 80%. Spośród znanych i lubianych w marszu wzięli udział: piosenkarz Sting i aktorzy –  Leonardo Di Caprio, który przemówi podczas ceremonii otwarcia Szczytu Klimatycznego oraz Mark Ruffalo, który aktywnie działa przeciwko wydobyciu gazu łupkowego i niedawno zaapelował do innych celebrytów o nieinwestowanie w paliwa kopalne.

 Od piątku na całym świecie odbywały się akcje solidarnościowe. Od Londynu po Papuę Nową Gwineę, przez Paryż, Rio, New Delhi, Sydney, Meksyk… W 2700 miejscowościach w najdalszych zakątkach globu kilkaset tysięcy ludzi wyszło na ulice, by wyrazić swoje poparcie dla ochrony klimatu i sprawiedliwości społecznej. „People?s Climate March” okazał się największą akcją dla klimatu w historii i odpowiedzią na najtrudniejsze wyzwanie, przed jakim stanęła ludzkość. Rozmach tego wydarzenia jest absolutnie bezprecedensowy – podobnie jak to, że ramię w ramię z ekologami stanęli związkowcy, politycy, lekarze i przedstawiciele każdej chyba grupy społecznej niezwiązanej z paliwami kopalnymi. Powszechna światowa mobilizacja dobitnie pokazuje, że jedynym, czego potrzebujemy w obliczu katastrofalnej zmiany klimatu, jest wola polityczna. Szczyt Klimatyczny, który odbędzie się już jutro pokaże, czy rządzący również dojrzeli do tego wniosku.

 Diana Maciąga, Nowy Jork, 22.09.2014

źródło: pracownia.org

Pierwszy w Polsce sklep kooperatywny ze zdrową żywnością. Możesz pomóc!

Ruszyła kampania fundraisingowa kooperatywy spożywczej „Dobrze” pt. „Otwórz z nami sklep”. To kolejna inicjatywa w Warszawie z obszaru ekonomii solidarnościowej. Członkowie i członkinie kooperatywy chcą zebrać kilkanaście tysięcy złotych, by otworzyć sklep ze zdrową żywnością. Na czym ma polegać i dlaczego chcą to zrobić?

photo. Kooperatywa DOBRZE

photo. Kooperatywa DOBRZE

Nasz pomysł jest z jednej strony bardzo nowatorski z drugiej – oczywisty –  mówi Anna Bień z kooperatywy „Dobrze„. Chcemy kupować zdrową żywność po jak najniższych cenach, ale uwzględniających koszty godnej płacy i zrównoważonego rolnictwa. Zdecydowaliśmy się na sklep, bo dzięki własnemu miejscu będziemy mogli częściej kupować, urozmaicić asortyment i dotrzeć do większej liczby osób, a z czasem stworzyć miejsca pracy. Działamy jako stowarzyszenie non-profit, żeby podkreślić, że naszym celem nie są zyski, a jedynie wypracowanie dochodu, który umożliwi nam utrzymanie i rozwój naszego przedsięwzięcia. To typowy przykład ekonomii społecznej. Jako stowarzyszenie nie możemy jednak liczyć od państwa na żaden kapitał startowy (jak ma to miejsce w przypadku zakładania pierwszego biznesu), dlatego zwracamy się do osób, którym bliskie są wartości solidarności, samoorganizacji i współdziałania.

Kooperatywa, aby otworzyć sklep, zarejestrowała się jako stowarzyszenie, postanowiła wynająć od miasta lokal i opracowała strategię działania. Na stronie kampanii na portalu PolakPotrafi.pl czytamy: (…) sklep będzie funkcjonował przede wszystkim w oparciu o składki i pracę naszych członków i członkiń, którzy w zamian cieszyć się będą niskimi cenami i innymi udogodnieniami. Jednak sklep kooperatywy otwarty będzie dla wszystkich, którzy zapragną zrobić u nas zakupy. Nadrzędnym celem naszej działalności jest integracja społeczności wokół wspólnych wartości i ułatwienie dostępu do zdrowej żywności.

Czym sklep kooperatywy będzie różnił się od zwykłego sklepu?

  • sklep działa w oparciu o składki oraz pracę członków i członkiń
  • cały dochód przeznaczamy na rozwój kooperatywy
  • tworzymy i integrujemy społeczność
  • każdy członek i członkini mają takie samo prawo głosu
  • kupujemy żywność u drobnych  rolniczek i rolników
  • zapewniamy zdrową żywności w przystępnej cenie

Te kilkanaście tysięcy złotych plus składki członkowskie to niezbędne minimum na start, które pozwoli przygotować lokal. Nasz pomysł jest tak oczywisty i dobry, że nie boimy się o nasz sukces –  twierdzi Marta.

Projekt poparły między innymi: Laboratorium Kooperacji, Centrum Edukacji Obywatelskiej i inicjatywa Otwarty Jazdów, a także kucharz i twórca „Szkoły na Widelcu” Grzegorz Łapanowski.

Jak dołączyć do kooperatywy?

To bardzo proste. Na stronie kooperatywy czytamy:

Jeśli nasz pomysł przypadł Ci do gustu, wypełnij krótką ankietę i napisz do nas: kooperatywa@dobrze.waw.pl, a otrzymasz od nas powitalne info (koniecznie wyślij emaila!) . Jeśli spodoba ci się jak działamy, wówczas możemy się spotkać na zakupach. Formularz zakupów otrzymasz po dołączeniu do kolektywu! Zakupy robimy co tydzień w czwartki  po południu w FEMINOTECE. Adres Mokotowska 29a.

A dla bardziej zainteresowanych:

Chcesz zostać naszym partnerem i pomóc w promocji projektu? Poznać nas? Zaprosić na swoje wydarzenie? Napisz do nas:
kooperatywa@dobrze.waw.pl lub zadzwoń pod numer 501142107, 609025682.
Strona projektu: http://polakpotrafi.pl/projekt/sklep-kooperatywy
Strona kooperatywy: www.dobrze.waw.pl 

źródło: www.ekonsument.pl

zobacz także: Alternatywne systemy żywnościowe: kooperatywy spożywcze

Alternatywne systemy żywnościowe: rolnictwo wspierane przez społeczność

Jednym ze sposobów na ograniczenie negatywnego wpływu rolnictwa na klimat jest budowanie alternatywnych systemów żywnościowych opartych na zrównoważonej lokalnej produkcji i dystrybucji żywności. Takie systemy, dzięki zastosowaniu bardziej ekologicznych metod rolniczych oraz skróceniu dystansu między rolnikiem a konsumentem, pozwalają m.in. na zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oraz lepszą ochronę zasobów naturalnych. Wśród alternatywnych modeli produkcji i dystrybucji żywności coraz większą popularność na świecie zyskuje tzw. RWS, czyli rolnictwo wspierane przez społeczność (ang. community supported agriculture – CSA). Czytaj dalej

Ekspert ONZ: demokracja i różnorodność kluczowe dla rozwiązania problemu głodu na świecie

Genewa, 10 marca 2014 – Specjalny Sprawozdawca ONZ  ds. prawa do żywności, Olivier De Schutter zaapelował dzisiaj o radykalną i demokratyczną zmianę światowych systemów żywnościowych, tak by zagwarantować  wszystkim ludziom dostęp do odpowiedniej żywności i wolności od głodu, co jest jednym z  podstawowych praw człowieka. Czytaj dalej

Zrównoważone rolnictwo kluczowe dla bezpieczeństwa żywnościowego w warunkach zmieniającego się klimatu

Zarówno w krajach bogatych, jak i biednych, rolnictwo powinno przejść od monokultur w kierunku większej różnorodności upraw, mniejszego zużycia nawozów i innych środków chemicznych, większego wsparcia dla drobnych rolników oraz bardziej lokalnej produkcji i konsumpcji żywności, stwierdza raport Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju (UNCTAD). Czytaj dalej

Deklaracja Międzynarodowej Konfederacji Buddyjskiej w sprawie ziemskiego środowiska naturalnego

Z Pierwszego Zjazdu Założycielskiego, wrzesień 2013

W dniach  9-12 września 2013  roku w Delhi odbyło się Pierwsze Konklawe Założycielskie Członków Międzynarodowej Konfederacji Buddyjskiej (International Buddhist Confederation –  w skrócie: IBC). W  spotkaniu wzięli udział znani i doświadczeni mówcy, którzy wypowiadali się na tematy ważne dla społeczności buddyjskiej, jak również  omawiali kwestie o kluczowym znaczeniu dla całej ludzkości.

Uczestnicy spotkania wysłuchali niezwykle mocnych przesłań od naukowców, decydentów i przywódców religijnych  na temat potrzeby wspólnej odpowiedzi Buddystów na globalny kryzys ekologiczny,  oraz sposobu w jaki współpraca pomiędzy politykami, naukowcami i środowiskiem buddyjskim zaowocować może znaczącą zmianą.  Kryzys ekologiczny został przedstawiony jako najbardziej pilny problem moralny naszych czasów, i odbyła się długa, poruszającą te zagadnienia dyskusja, którą poprowadził J.Ś. Gyalwang Karmapa, Ogyen Thinley Dorje. W podobnym duchu odbyła się również poważna dyskusja na temat zaangażowania buddystów w wywieranie  nacisku na instytucje międzynarodowe i rządy w sprawach takich, jak rozwiązywanie konfliktów, ekologia,  kwestie społeczne oraz relacje pomiędzy różnymi tradycjami religijnymi.

Deklaracja Celów

Współczesny  kryzys ekologiczny zakorzeniony jest w ludzkiej motywacji i zachowaniu.  Napędza go zwiększająca się nieustannie konsumpcja, wiara w to, że większa ilość  dóbr materialnych  doprowadzi do większego szczęścia, oraz brak świadomości konsekwencji naszych działań.  Nie wystarczą rozwiązania technologiczne. Spowodowany przez nas kryzys ekologiczny wymaga reakcji opartej na moralności i etyce.  Jest niezwykle ważne, abyśmy zajmując się przyczynami i skutkami  kryzysu ekologicznego oparli się na zbiorowej mądrości tradycji buddyjskich i wpływie moralnym  przywódców   i instytucji  buddyjskich.

Buddyjskie zrozumienie i nauki o cierpieniu i szczęściu, przyczynowości,  współzależności i współczuciu mogą przyczynić się do indywidualnych i kolektywnych zmian niezbędnych  dla radzenia sobie z kryzysem klimatycznym.  Zwiększanie ilości dóbr materialnych, wzrost gospodarczy i coraz wyższy poziom konsumpcji uważane są za gospodarcze wskaźniki postępu ludzkości, lecz po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, zwiększenie konsumpcji nie prowadzi do większego poczucia szczęścia czy dobrego samopoczucia.  W istocie,  wewnętrzny przymus coraz większej i większej  konsumpcji  jest wyrazem  pożądania, podstawowej przyczyny cierpienia. Pomaganie ludziom  w rozwijaniu  świadomości przyczynowości i konsekwencji ich działań  ma kluczowe znaczenie dla ograniczenia naszego negatywnego wpływu na środowisko.

Na nauczycielach buddyjskich spoczywa odpowiedzialność nie tylko za nauczanie, lecz również za  przewodzenie innym poprzez osobistą zmianę i praktyczne działania.  Musimy zmienić swoje oczekiwania i styl życia, aby  zmniejszyć nasz wpływ na środowisko naturalne. Świadomość ekologiczna i odpowiedzialność ekologiczna muszą być uważane za formę praktyki buddyjskiej.  Przywódcy buddyjscy mogą tworzyć modlitwy i sadhany w celu włączenia ekologicznej kontemplacji  i ekologicznego działania w codzienną buddyjską praktykę swoich uczniów.  Buddyjscy nauczyciele i instytucje powinni własną postawą stanowić przykład, aby prowadzić i inspirować innych.

Rekomendacje

Międzynarodowa Konfederacja Buddyjska powinna ustanowić strukturę, która zajmowała się będzie kwestiami ekologicznymi. Może to być Stały Komitet ds. Środowiska lub Międzynarodowa Buddyjska Rada Ekologiczna. Powinny one:

1.Wydać oświadczenie w sprawie zmiany klimatu,  popierające rozwój energii odnawialnej, zachęcające buddystów do rezygnacji z paliw kopalnych i promujące ekologicznie zrównoważony styl życia, jako formę praktyki buddyjskiej.

 2. Połączyć buddystów zajmujących się kwestiami ekologicznymi, tak, by mogli  oni wypracować wspólne stanowisko. Koordynować wymianę on-line i konferencję na temat Buddyzmu  i Ekologii.

 3. Określić kwestie priorytetowe i wypracować strategie lub stanowiska dotyczące każdej z tych kwestii.

 4. Stworzyć materiały szkoleniowe dla buddyjskich liderów aktywizmu ekologicznego, które powinny być napisane prostym, łatwym do przetłumaczenia językiem, zrozumiałym dla ludzi bez przygotowania naukowego.

 5. Uzupełniać i wspomagać prace w krajach członkowskich, kompilować materiały źródłowe i  analizy przypadków, najlepsze praktyki i inicjatywy instytucji członkowskich oraz informacje te szeroko rozpowszechniać.

 6. Ocenić wpływ na środowisko współczesnych rytuałów buddyjskich i zaproponować alternatywy dla rytuałów i praktyk wpływających nań negatywnie.

 7. Pomóc Zarządowi i Sekretariatowi IBC w takim zorganizowaniu bieżącej działalności i przyszłych konferencji i spotkań, aby odbywały się one w sposób ekologicznie odpowiedzialny.

 8. Pomóc Komitetowi ds. Zachowania Dziedzictwa i Rozwoju w zintegrowaniu najlepszych praktyk ekologicznych z przyszłymi planami dotyczącymi świętych miejsc i pielgrzymek.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas 

źródło: ecobuddhism.org

zobacz także: Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Amy Woodrow Arai : Globalna grabież

Amy Woodrow Arai opisuje kolejną falę zagarniania ziemi na cele przemysłu wydobywczego i jego dewastujące skutki dla planety.

opening_pandoras_box-cover-340x480Lud Ogoni i ropa w delcie Nigru, społeczności indiańskie i piaski bitumiczne Alberty, społeczność zamieszkująca Appalachy i kopalnie odkrywkowe, południowoafrykański lud Venda i wydobycie węgla, miejscowa ludność i eksploatacja łupków w Dimock w USA, wreszcie Indianie w Kolumbii, Wenezueli, Peru, Boliwii i Brazylii wobec nowej gorączki złota w Amazonii – wszystkie te przypadki opisane w najnowszym raporcie Fundacji Gaia, zatytułowanym „Otwierając puszkę Pandory„, są tylko małym wycinkiem globalnej walki przeciwko coraz powszechniejszemu zawłaszczaniu ziemi przez kopalnie i przemysł wydobywczy. Opowieści tych grup pokazują agresywną i pełną przemocy tendencję. A sytuacja się zaostrza.

Fundacja Gaia współpracuje z globalną siecią społeczności rolniczych i tubylczych oraz organizacji na rzecz ochrony bioróżnorodności, ekosystemów i wzmocnienia lokalnej samorządności na całym świecie. W ostatnim czasie odnotowaliśmy zwiększoną liczbę doniesień, że ziemiom będącym pod opieką naszych partnerów zagraża przemysł wydobywczy. W związku z tym zamówiliśmy raport, który miał stworzyć mapę dzisiejszych globalnych trendów i ich wpływu na ziemię, jak również kwestii takich jak konsumpcja, popyt, eksploracja zasobów oraz rezerwy, jakie nam pozostały.

Odkryliśmy, że rozmiar, ekspansja i przyspieszenie wydobycia są dziś znacznie większe niż wielu z nas zdaje sobie sprawę. Nie mówimy już o fragmentarycznych obszarach zniszczenia i skażenia środowiska. Kolejne ziemie i społeczności, kolejne cenne ekosystemy i dziewicze terytoria, kolejne głębie ziemi i morza – wszystko to stanowi teraz obszar zainteresowania rozwijającego się przemysłu wydobywczego.

Przed oczami ścieli się nam szokujący, nowy dla nas obraz presji, jaką wywieramy na szybko kurczące się zasoby Ziemi. Ta żarłoczna ekspansja wydobycia węgla, ropy, gazu, metali i minerałów zanieczyszcza i zatruwa glebę, wodę i powietrze. Bardziej niż kiedykolwiek stanowi ona znaczące zagrożenie dla pierwotnych społeczności oraz dla rolników, systemów lokalnej produkcji żywności, dla lasów, bioróżnorodności oraz ekosystemów, przyspieszając również zmiany klimatu.

Rozmiar i zasięg rosnącego przez ostatnie 10 lat wydobycia jest oszałamiający. Na przykład wydobycie rud żelaza wzrosło o 180%, kobaltu o 165%, litu o 125%, a węgla o 44%. Środki na poszukiwanie złóż wrosły dziewięciokrotnie – z 2 mld dol. do 18 mld. Zakres prac poszukiwawczych także niezwykle wzrósł, co oznacza, że wielkie przyspieszenie w wydobyciu będzie trwać, jeśli koncesje będą nadal przydzielane tak chętnie jak obecnie.

Według Instytutu Informacji o Minerałach przeciętny urodzony dziś Amerykanin lub Amerykanka zużyje w ciągu swojego życia 1000 ton minerałów, metali i paliw – blisko 17 ton rocznie. UNEP (Program Środowiskowy ONZ) informuje, że jeśli sytuacja się nie zmieni, roczne wydobycie surowców do 2050 r. wzrośnie trzykrotnie. Jest to scenariusz, którego skutków Ziemia po prostu nie udźwignie. Popyt na metale i minerały rośnie, przyspieszony przez nawyki konsumpcyjne, które stoją u podstaw panującej kultury marnotrawstwa. Nieliczni z nas nie są jej częścią: być może czytasz ten artykuł na komputerze, który ma mniej niż kilka lat, albo masz telefon, którego kolejne modele czekają już w kolejce, zaprojektowane i gotowe do wprowadzenia na rynek. Cała ta konsumpcja czerpie z Ziemi, jej pól i zasobów społeczności, które z nich żyją.

Ale to w ostatnich czterech latach, jakie upłynęły od wybuchu kryzysu finansowego, byliśmy świadkami najbardziej gwałtownego zagarniania ziemi przez przemysł wydobywczy. Mamy do czynienia z trzema głównymi trendami, które to umożliwiły: kryzysem finansowym, faktem, że zużyliśmy najobfitsze złoża planety, oraz rozwojem nowych metod wydobywczych zdolnych sięgnąć ku trudniej dostępnym pokładom.

Kryzys finansowy, który rozpoczął się w 2008 r., skierował uwagę funduszy hedgingowych oraz emerytalnych na towary „namacalne”, co miało wynagrodzić straty i rozłożyć ryzyko. Zaczęły one więc operować na rynkach metali, minerałów, ropy, gazu oraz finansowych instrumentów pochodnych z nimi związanych, co spowodowało wzrost cen. Poluzowanie polityki pieniężnej oraz spory zastrzyk pieniężny w gospodarce światowej oznaczały, że biliony dolarów musiały gdzieś być ulokowane. Zachęceni przez rosnący popyt na surowce inwestorzy zaczęli masowo wydawać pieniądze na rynkach towarowych, przyczyniając się do wzrostu cen i tworząc nowe bodźce do zwiększenia wydobycia.

W tym czasie złoża o najlepszej jakości i zasobności zostały już zużyte. Światowy trend degradacji rud (tzn. zmniejszenia ilości minerałów, które można pozyskać ze skał) wymagał głębszego kopania, by wydobyć tę samą ilość metalów, minerałów i paliw kopalnych. Mówiąc wprost, skończył się czas tanich, łatwych do pozyskania surowców. Popyt stale rośnie, ale ograniczone zasoby szybko się wyczerpują. A to popycha korporacje do nasilenia poszukiwań, które są coraz droższe i bardziej energochłonne, oraz wprowadzania niszczących dla środowiska projektów kopalnianych.

Wyścig po ostatnie złoża napędza rozwój nowych technologii, które pozwalają eksploatować „ekstremalne źródła energii”, takie jak ropa z piasków bitumicznych czy złoża gazu łupkowego. Te nowe technologie poszerzają obszary wydobycia na naszej planecie, sięgając dna oceanów, Arktyki, będących ostoją bioróżnorodności głębin Amazonii oraz skraju obszarów zaludnionych. Mieszkańcy Balcombe w Sussex doświadczyli, że nawet okolice Londynu nie są bezpieczne od poszukiwań gazu łupkowego. Pęd do ostatnich zasobów surowców na Ziemi doprowadził prace poszukiwawcze na skraj planety i dalej. Absurdalność tej sytuacji oraz desperackiego przywiązania do dogmatu nieograniczonego wzrostu i ekspansji ujawnia się w ogromnych inwestycjach podejmowanych w celu rozwoju wydobycia pozaziemskiego –  na asteroidach czy Księżycu.

Nie ma łatwych odpowiedzi. Zachęca się nas do stosowania rozwiązań „zielonej energii”, takich jak elektryczne samochody, panele słoneczne, turbiny wiatrowe, ale one także wymagają znaczącej ilości metali i minerałów, zwłaszcza metali ziem rzadkich. Wzrost użytkowania zielonych technologii może oznaczać jeszcze bardziej niszczące wydobycie, chyba że przemysł energii odnawialnej wkrótce to zmieni.

Należy dogłębnie przemyśleć to, jak konsumujemy, stworzyć zachęty do ponownego używania, recyklingu, produkcji towarów nadających się do odzysku oraz rozwinąć systemy, które będą wykorzystywać materiały bardziej wydajnie. Ale to nie wystarczy, by cofnąć nas znad krawędzi, konieczne są skoordynowane działania na rzecz ochrony środowiska i zdecydowana redukcja światowej konsumpcji.

Tak więc fakt otwarcia puszki Pandory powoduje alarm: zasady gry się zmieniły. Dzięki temu alarmowi coraz bardziej powszechny światowy ruch może skuteczniej nawoływać nas do tego, byśmy się obudzili i postawili życie ponad zyskiem. Wydobywcze szaleństwo prowadzi nasze globalne ekosystemy na krawędź przepaści. Społeczności, które obecnie opierają się temu szturmowi, stanowią skuteczny system immunologiczny Ziemi, chroniąc naszą planetę przed upadkiem. Globalna odpowiedź społeczności i zaangażowanych obywateli podpada, ogólnie rzecz biorąc, pod trzy kategorie:

  • Wezwanie do ustanowienia globalnego moratorium na wielkoskalowe wydobycie z nowych złóż oraz ich poszukiwanie. Da to nam szansę, byśmy użyli swej pomysłowości do tego, by znaleźć alternatywy i bardziej odpowiedzialnie użytkować cenne minerały, metale i paliwa.
  • Szacunek dla stref chronionych. Ma zapobiec temu, aby doraźne interesy komercyjne, zwłaszcza przemysłu wydobywczego, operowały we wrażliwych ekosystemach, miejscach o szczególnym znaczeniu ekologicznym, kulturowym i duchowym bądź też na demokratycznie wytyczonych obszarach takich jak tereny wpisane przez UNESCO ma listę dziedzictwa kulturowego ludzkości, w parkach narodowych i na terytoriach ludności tubylczej.
  • Uznanie prawa do sprzeciwu. Ochrona prawa społeczności do świadomej decyzji w kwestii rozwoju na ich terenach – bez jakichkolwiek nacisków i przemocy.

Tysiące społeczności na całej planecie stawiają opór nowej fali zagarniania ziemi przez przemysł wydobywczy i potrzebują naszego wsparcia. Chronią wspólnie integralność naszej Ziemi, systemu, który podtrzymuje na niej życie, tak by nasze dzieci również dostały swoją szansę.

Artykuł „Opening Pandora’s Box ukazał się w piśmie „Green World”.  

Tłumaczenie: Katarzyna Sosnowska.

źródło: zielonewiadomosci.pl

zobacz także:

Czcigodny Bhikkhu Bodhi: Jak ćmy krążące wokół płomienia

Były wiceprezes Mobil Oil ostrzega przed wydobyciem gazu łupkowego i zmianami klimatu

 

Marcin Wrzos: Dzisiejsze kategorie rozwoju są dobre dla zombie

Buen Vivir to alternatywa nie tylko dla neoliberalizmu, ale też dla innych strategii rozwojowych z prawa jak i lewa. Celem jest przezwyciężenie wyobrażeń, które legły u podstaw europejskiego myślenia o rozwoju ekonomicznym –  w tym również koncepcji zrównoważonego rozwoju.

Park Narodowy Yasuni, który znajduje się w amazońskiej części Ekwadoru, należy do miejsc o największej bioróżnorodności na świecie. Na obszarze 700 km2 występuje 610 gatunków ptaków, 173 gatunki ssaków, 150 gatunków płazów, 121 gatunków gadów, 596 gatunków ptaków, 4000 gatunków roślin oraz liczne gatunki ryb. Jak policzyli naukowcy, na 1 hektarze rośnie w parku więcej gatunków drzew niż na całym terytorium Ameryki Północnej.

photo.yasuni-ecuador.blogspot.com

Bioróżnorodność cenniejsza niż ropa

To niezwykłe nawet na amazońskie warunki bogactwo wszelkich form życia jest dziś chronione. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że na obszarze parku odkryto bogate złoża ropy naftowej. Presja na eksploatację tego surowca była wielka, ale ostatecznie dzięki inicjatywie prezydenta Rafaela Correi udało się uniknąć zniszczenia tego cennego przyrodniczo obszaru. Wynegocjował on w 2007 r. z ONZ umowę, na mocy której wspólnota międzynarodowa zapłaci Ekwadorowi w ciągu 13 lat połowę wartości złóż, znajdujących pod powierzchnią parku. Układ jest korzystny dla wszystkich. Zostanie zachowana bioróżnorodność na tym obszarze, a do atmosfery nie trafi 407 mln ton dwutlenku węgla, efekt uboczny wydobycia. Zyskały również miejscowe plemiona, które będą mogły żyć jak dotąd w dobrowolnej izolacji.

Inicjatywa ta, znana pod nazwą Yasuni ITT ma charakter przełomowy, wskazuje bowiem sposób na załatwianie podobnych spraw w przyszłości. Dzięki temu będzie można chronić skuteczniej bioróżnorodność planety. Jak bardzo jest to istotne, możemy się przekonać dzięki badaniom Programu Środowiskowego ONZ. Od r. 1976 populacja dzikich zwierząt na świecie zmniejszyła się o 30%. W Ekwadorze i całej Amazonii wskaźnik ten jest dwukrotnie wyższy. Nic dziwnego, że inicjatywa ITT rozbudziła tak duże nadzieje. Wydawało się, że pojawił się skuteczny mechanizm ograniczania szkodliwej dla środowiska eksploatacji zasobów naturalnych.

Wizji ogromnych pieniędzy, jakie można uzyskać z wydobycia ropy naftowej, nie potrafił się oprzeć nawet ekwadorski rząd, który dotąd prowadził politykę wrażliwą na kwestie ekologiczne. Wedle szacunków złoża rozciągają się w amazońskiej części kraju na obszarze 40 tys. km2, co odpowiada niemal powierzchni Holandii. Park Narodowy Yasuni nie jest zagrożony, niemniej planowane odwierty mają być prowadzone tuż przy jego granicach. Wejście firm naftowych oznacza de facto śmierć dla rosnących tu lasów deszczowych. Taki mechanizm można było już obserwować w Ekwadorze wcześniej, ropa naftowa jest wydobywana w tym kraju od końca lat 60. Na początku wycina się drzewa pod budowę dróg. Kiedy powstaje infrastruktura, zaczyna się kolonizacja, wypalane są lasy pod uprawy. Towarzyszą temu zanieczyszczenia wynikające w wydobycia ropy. Oznacza to koniec istnienia ekosystemów w dotychczasowym kształcie.

Kichwa stawiają opór

Zdaje sobie z tego sprawę zamieszkujące w regionie Sani Isla plemię Kichwa. Podstawą ich utrzymania jest ekoturystyka, wydobycie ropy naftowej oznacza koniec dotychczasowego trybu życia. Nic więc dziwnego, że plemię protestuje gwałtownie przeciwko planom ekwadorskiego rządu. Należący do państwa koncern PetroAmazonas stara się jak zwykle w tego typu przypadkach kupić przychylność tubylców obiecując pracę, budowę szkół, lepszą opiekę lekarską, stypendia dla młodzieży itp.

Zdecydowana większość plemienia jest przeciw, niektórzy jednak zdają się brać za dobrą monetę zapewnienia koncernów naftowych. By przeprowadzić inwestycję, wystarczy odkupić ziemię od 422 indiańskich właścicieli. Bez wsparcia rządu plemieniu Kichwa raczej będzie trudno wygrać z koncernami naftowymi. Naciski i łapówki zrobią swoje.

Sporym sukcesem w walce o zaniechanie wydobycia ropy naftowej na terenach ekwadorskiej Amazonii jest nagłośnienie sprawy w zachodnich mediach. Dużą rolę odegrał w tym Patricio Jipa, szaman plemienia Kichwa. Daje to pewne nadzieje na ustępstwa ze strony ekwadorskiego rządu. W lutym wybory prezydenckie ponownie wygrał Rafael Correa. Dla niego cała sytuacja jest podwójnie niezręczna. U źródeł jego polityki leży koncepcja Buen Vivir. Termin ten niełatwo przetłumaczyć na język polski, dosłownie oznacza on „dobre życie”. W praktyce jest to coś więcej: jakość życia powiązana jest ściśle z życiem we wspólnocie i poszanowaniem natury.

Z założenia nie ma jednej definicji Buen Vivir. O jej kształcie przesądzają takie rzeczy, jak lokalny kontekst kulturowy, historia i uwarunkowania środowiskowe. Można ją opisać jako reakcję na dominacją wartości utylitarnych, na redukowanie życia do wartości ekonomicznych. Koncepcja Buen Vivir wyrasta bezpośrednio z protestu przeciwko fali neoliberalnych reform, która przetoczyła się przez Amerykę Łacińską w drugiej połowie lat 90. W ich wyniku przyjęto zgniłe kryteria wzrostu, które nie znajdują odzwierciedlenia w jakości życia. Jak podkreśla Eduardo Gudynas, dzisiejsze kategorie rozwoju są dobre dla zombie, nie dla ludzi.

Głębiej niż neoliberalizm

Buen Vivir to alternatywa nie tylko dla neoliberalizmu, ale też dla innych strategii rozwojowych z prawa jak i lewa. Celem jest przezwyciężenie wyobrażeń, które legły u podstaw europejskiego myślenia o rozwoju ekonomicznym – w tym również koncepcji zrównoważonego rozwoju. Jak przekonuje Arturo Escobar, zamiast zastanawiać się nad alternatywnymi modelami rozwoju, trzeba zbudować alternatywę dla samej koncepcji rozwoju.

Temu służy odwołanie się do lokalnych autochtonicznych kultur. W ostatnich wiekach nowoczesnego kolonizatora przeciwstawiano zacofanemu tubylcowi. Dominował mit postępu jako jednokierunkowego ciągłego wzrostu. Ludy tubylcze traktowano jako ślepe uliczki cywilizacyjnego rozwoju. Przywiązanie do życia w zgodzie z naturą było ostatecznym dowodem na ich dzikość.

Wiedza i tradycje ludności autochtonicznej były marginalizowane i niszczone przez ostatnie stulecia. Teraz pod postacią Buen Vivir przeniknęły na powrót do głównego nurtu. Nie jest przypadkiem, że najsilniej ten sposób myślenia rozwija się w krajach, gdzie ludność autochtoniczna jest najliczniejsza. W Ekwadorze odsetek ten należy do najwyższych na kontynencie. Zasada Buen Vivir została w tym kraju oficjalnie wpisana do konstytucji.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że ekwadorska wersja Buen Vivir powstała w dużej mierze w oparciu o tradycje plemienia Kichwa, które teraz walczy o zachowanie swoich ziem. Również z języka tego ludu pochodzi termin „sumak kawsay”.  Buen Vivir jest tylko jego nie do końca udanym tłumaczeniem. W tym kontekście widać cień szansy, że po nagłośnieniu sprawy uda się wypracować kompromis i plemię Kichwa zachowa ziemię w nienaruszonym stanie, a eksploatacja złóż ropy naftowej w innych częściach ekwadorskiej Amazonii będzie miała miejsce na o wiele mniejszą skalę niż się obecnie planuje. Na razie filozofia rozwoju zdaje się przegrywać z ideą dobrego życia.

Marcin Wrzos jest politologiem, fotografikiem, blogerem, działaczem Zielonych, publicystą „Zielonych Wiadomości”.

źródło: Zielone Wiadomości

Artykuł ukazał się w Zielonych Wiadomościach, nr 2/2013.  Wydanie to poświęcone jest niemal w całości tematyce energetycznej. Do pobrania w formacie pdf po kliknięciu w ikonkę: 


 

Ryszard Kulik: Równowaga

Przyroda unika skrajności, choć oparta jest na skrajnych tendencjach poszczególnych elementów. Dopiero z perspektywy całości i w dłuższym czasie widać równoważenie się składników. Można to zaobserwować np. w procesie oddychania: wdech wypełnia powietrzem płuca i w swojej szczytowej fazie uruchamia przeciwny proces wydechu, pozwalający pozbyć się zalegającego powietrza z dwutlenkiem węgla. W wędrówce Ziemi wokół słońca mamy do czynienia z podobnym zjawiskiem. Podczas letniego przesilenia, kiedy światło dominuje, rodzi się ciemność, która za pół roku osiągnie apogeum, rodząc jednocześnie światło. Przeciwieństwa stwarzają się wzajemnie i tworzą jedność, która nieustannie się równoważy. I nie może być inaczej.

W tym kontekście śmieszne wydają się nasze próby zadekretowania równowagi w postaci ustanowienia koncepcji zrównoważonego rozwoju jako pożądanego kierunku, którym ma kroczyć ludzka cywilizacja. Czy tego chcemy, czy nie, ciągle jesteśmy poddani procesowi równoważenia. Oznacza to, że każde nasze działanie, każdy nawet najmniejszy krok wywołują jakieś konsekwencje, których skutki prędzej czy później do nas wrócą. Jeśli więc jako ludzkość stajemy się zbyt silni i dominujący, to za chwilę spotkamy się z przeciwną tendencją, która ustawi nas po drugiej stronie. Koszty w postaci ciemnej strony rozwoju nieuchronnie się do nas zbliżają.

Ta prawda jakoś trudno do nas dociera. Za to światłe umysły wymyśliły, że można mieć jedno bez drugiego, czyli nieustanny rozwój i zdrowe środowisko. Koncepcja zrównoważonego rozwoju zakłada bowiem, że możemy mieć rozwój gospodarczy, mierzony rosnącym PKB i wysoką jakość środowiska przyrodniczego. W raporcie Unii Europejskiej „The European Environment” z 2010 roku podkreśla się, że jest to ambitny cel, który stawia sobie Wspólnota. Ale w tym samym raporcie Unia przyznaje, że mimo wielu działań poniosła fiasko w kwestii zahamowania do 2010 r. spadku bioróżnorodności, która jest podstawowym wskaźnikiem kondycji środowiska.

Na podobne zjawisko wskazują pomiary śladu ekologicznego poszczególnych państw, z których wynika, że istnieje związek między obciążeniem ekosystemu a bogactwem danego kraju. Bogactwo nie sprzyja przyrodzie, choć często złudnie może się wydawać, że zadbane parki i rozwinięta infrastruktura turystyczna świadczą o dobrym stanie środowiska. Prawda jest jednak taka, że nasze konsumpcyjne rozpasanie wiąże się z ogromnymi kosztami środowiskowymi, choć na własnym, zadbanym podwórku możemy tego nie zauważyć.

Obecnie, jak podkreślają ekonomiści, mamy do czynienia z dwiema wielkimi nierównowagami współczesnego świata. Pierwsza dotyczy systemu finansowego, który oderwał się od rzeczywistości, to znaczy opiera się na wirtualnych zapisach w księgach rachunkowych, którymi następnie handluje się, tworząc wyrafinowane instrumenty finansowe. Wartość tych aktywów wielokrotnie przekracza to, co ma odniesienie do rzeczywistych dóbr. Jest tylko kwestią czasu, gdy ta bańka pęknie. Druga nierównowaga dotyczy niezbilansowania pomiędzy towarzyszącym wzrostowi PKB popytem a dostępnością podstawowych zasobów naturalnych – zwłaszcza surowców i żywności. Jest tylko kwestią czasu, kiedy kroplówka, którą sobie aplikujemy, przestanie nas zasilać.

Koncepcja zrównoważonego rozwoju musi zakładać nieustanny wzrost PKB co najmniej o 3-4% rocznie, ponieważ współczesny system ekonomiczny oparty jest na kredytach, które trzeba spłacać. To oczywiście kosztuje, więc wzrost jest konieczny, by utrzymać system przy życiu. W tym miejscu docieramy do podstawowej sprzeczności: idea zrównoważonego rozwoju została stworzona, aby utrzymać model wzrostu w jego obecnym kształcie (jednocześnie zmieniając narrację na bardziej ekologiczną), a to oznacza nieustanne podtrzymywanie nierównowagi. Zatem, mówiąc wprost, zrównoważony rozwój ma utrzymać przy życiu niezrównoważony system ekonomiczny.

Ale pamiętajmy, że ostatecznie na równowagę jesteśmy skazani, co oznacza, że obecne nasze działania za chwilę doprowadzą do przesilenia i odwrócenia dominującej tendencji. Im bardziej wahadło wychylone jest w jedną stronę, tym silniej przemieści się w drugą. Zatem to, co nam pozostaje, to robić wszystko, by już teraz to odchylenie nie było zbyt duże. Oznacza to samoograniczenie się w swoich zachciankach i tendencjach do dominowania w świecie.

Jak widać, droga do równowagi wiedzie przez nierównowagę.

Ryszard Kulik

Artykuł ukazał się w miesięczniku Dzikie Życie,  z października 2012 roku.

źródło: pracownia.org.pl