Aurélie Maréchal: Wzrost gospodarczy w Europie już był

Cięcia budżetowe czy wzrost, cięcia budżetowe dla wzrostu, a może dla innego rodzaju wzrostu? To był jeden z najważniejszych sporów w Europie w r. 2012. Co jednak, jeśli dalszy wzrost jest niemożliwy? Skoro ani wzrost, ani spadek gospodarczy nie są dziś do utrzymania, potrzebujemy czegoś innego. Aby to “coś innego” było faktycznie trwałe, musimy poważnie potraktować fizyczne zarówno ograniczenia naszej planety, jak i potrzebę bardziej egalitarnego społeczeństwa.

Cięcia budżetowe czy wzrost, cięcia budżetowe dla wzrostu, a może dla innego rodzaju wzrostu? To był jeden z najważniejszych sporów w Europie w r. 2012. Co jednak, jeśli dalszy wzrost jest niemożliwy? Skoro ani wzrost, ani spadek gospodarczy nie są dziś do utrzymania, potrzebujemy czegoś innego. Aby to “coś innego” było faktycznie trwałe, musimy poważnie potraktować fizyczne zarówno ograniczenia naszej planety, jak i potrzebę bardziej egalitarnego społeczeństwa.

Więcej:  Wzrost gospodarczy w Europie już był —  Zielone Wiadomości.

Zobacz także: Profesor Jim Jackson, Brytyjska Komisja Zrównoważonego Rozwoju: Dobrobyt bez wzrostu

Gary Snyder: Buddyzm i możliwości kultury planetarnej

Zgodnie z buddyjskim poglądem, tym, co blokuje ową naturalną, pozbawioną wysiłku realizację jest niewiedza, która przejawia się strachem i nieuzasadnionymi pożądaniami. Filozofowie buddyjscy nie zdołali przeanalizować, do jakiego stopnia niewiedza i cierpienie są warunkowane i stymulowane czynnikami społecznymi, gdyż uznawali strach i pragnienia za zjawiska nieodłaczne od kondycji ludzkiej. Dlatego też głównym przedmiotem zainteresowania filozofii buddyjskiej jest epistemologia i “psychologia”, natomiast problematyka historyczna i historyczna nie przykuwa jej uwagi. Buddyzm mahajana stworzył wprawdzie wielką wizję powszechnego zbawienia, jednak prawdziwym osiągnięciem buddyzmu jest stworzenie systemów praktyk medytacyjnych, mających na celu uwolnienie nielicznych praktykujących jednostek od psychologicznych zahamowań i uwarunkowań kulturowych. Zinstytucjonalizowany buddyzm jest wyraźnie gotów akceptować lub ignorować niesprawiedliwość czy tyranię wszelkich systemów politycznych, w których zasięgu się znalazł. Owo poddanie się może oznaczać śmierć buddyzmu, ponieważ oznacza śmierć każdego znaczącego aspektu współczucia. Mądrosć bez współczucia nie odczuwa cierpienia.

Buddyzm głosi, że wszechświat i wszystkie jego stworzenia są od zarania obdarzone wewnętrzną mądrością, miłością i współczuciem, a ich reakcje są naturalne i wynikają ze wzajemnych zależności.  Jednostka ludzka nie może urzeczywistniać w sobie ani dla siebie tego pierwotnego stanu dopóty, dopóki nie wyzbędzie się swego wąskiego ja.

Zgodnie z buddyjskim poglądem, tym, co blokuje ową naturalną, pozbawioną wysiłku realizację jest niewiedza, która przejawia się strachem i nieuzasadnionymi pożądaniami. Filozofowie buddyjscy nie zdołali przeanalizować, do jakiego stopnia niewiedza i cierpienie są warunkowane i stymulowane czynnikami społecznymi, gdyż uznawali strach i pragnienia za zjawiska nieodłaczne od kondycji ludzkiej. Dlatego też głównym przedmiotem zainteresowania filozofii buddyjskiej jest epistemologia i “psychologia”, natomiast problematyka historyczna i historyczna nie przykuwa jej uwagi. Buddyzm mahajana stworzył wprawdzie wielką wizję powszechnego zbawienia, jednak prawdziwym osiągnięciem buddyzmu jest stworzenie systemów praktyk medytacyjnych, mających na celu uwolnienie nielicznych praktykujących jednostek od psychologicznych zahamowań i uwarunkowań kulturowych.  Zinstytucjonalizowany buddyzm jest wyraźnie gotów akceptować lub ignorować niesprawiedliwość czy tyranię wszelkich systemów politycznych, w których zasięgu się znalazł. Owo poddanie się może oznaczać śmierć buddyzmu, ponieważ oznacza śmierć każdego znaczącego aspektu współczucia. Mądrosć bez współczucia nie odczuwa cierpienia.

Nikogo dziś nie stać na niewinnosć ani na ignorowanie współczesnych systemów społeczno-politycznych i rządów. Narzędziami politycznymi narodów współczesnego  świata są “państwa”, które podtrzymują swoje istnienie, rozmyślnie podsycając żądzę i strach — monstrualne mechanizmy obronne. Tak zwany “wolny świat’ stał się ekonomicznie zależny od fantastycznych systemów stymulujących żądzę zysku, której nie można nasycić., seksualne pożądanie, którego nie można zaspokoić, i nienawiść, która nie ma ujścia i zwraca się przeciwko temu, kto ją odczuwa — przeciwko osobom, które powinien kochać, lub przeciwko rewolucyjnym aspiracjom godnych współczucia, pogrążonych w nędzy społeczeństw marginesowych. Warunki zimnej wojny zmieniły większość współczesnych społeczeństw — tak z bloku sowieckiego, jak i kapitalistycznych — w zdeprawowaną siłę wypaczającą prawdziwe możliwości człowieka. Społeczeństwa te usiłują stworzyć populacje “pretów” — głodnych duchów o gigantycznych apetytach i gardłach nie większych od główki szpilki. Zbiorowości te są zrakowaciałą tkanką pożerającą glebę, lasy i całe życie zwierzęce; znieczyszczającą wodę i powietrze naszej planety.

Nie ma w naturze ludzkiej czy też w organizacji ludzkich społeczeństw niczego, co determinowałoby powstawanie społeczeństw rozdzieranych sprzecznościami, represyjnych,  wytwarzających sfrustrowane osobowości, gotowe do przemocy. Odkrycia antropologii i psychologii potwierdzają to coraz bardziej. Każdy może się o tym przekonać uzyskując rzetelny wgląd w Pierwotną Naturę poprzez medytację. Kiedy już ktoś osiągnie tyle wiary i wgladu, doprowadzi go to do głębokiej troski, dzięki której zyska głeboką motywację do przeprowadzenia radykalnej zmiany społecznej. Jednostka zacznie dążyć wówczas do urzeczywistnienia tej zmiany odwołując się do różnorodnych pozbawionych przemocy  środków.

Radosne i dobrowolne ubóstwo buddyzmu staje się siłą pozytywną.  Niewyrządzanie krzywdy i nieodbieranie niczemu życia to tradycja prowadzaca do przeobrażeń, które wstrząsną całymi narodami. Praktyka medytacji, do której potrzebna jest jedynie “ziemia pod stopami”, wymiata z umysłu góry śmieci, którymi napełniły go mass media i działające na wzór supermarketów uniwersytety.  Wiara w łagodne i szczodre urzeczywistnienie naturalnych pragnień miłości niszczy ideologie, które oślepiają, okaleczają i represjonują — i wskazuje drogę do takiego społeczeństwa, które zadziwiłoby “moralistów” i odmieniło armie ludzi, którzy stali się wojownikami, ponieważ nie umieją kochać.

Filozofia budddyzmu Avatamsaki (Kegon lub Hua-yen) widzi świat jako wielki układ wzajemnych powiązań, w którym wszystkie rzeczy i stworzenia są niezbędne i oświecone. Z pewnego punktu widzenia, rządy, wojny i wszystko, co uznajemy za “zło” jest nieuchronnie zawarte w tej totalistycznej rzeczywistości.  Jastrząb, jego pikowanie w dół ku zdobyczy i zając stanowią jedno. Jako ludzie nie będziemy mogli osiągnąć takiej jedności dopóty, dopóki wszystkie byty nie zaczną widzieć tym samym oświeconym okiem.  Bodhisattwa żyje cierpieniem cierpiących, i on czy ona muszą skutecznie pomagać tym, którzy cierpią.

Miłosierdzie Zachodu to rewolucja społeczna; miłosierdzie Wschodu to osobisty wglad w podstawową jaźń-pustkę.  Potrzebujemy obu. Oba zawierają się w trzech  tradycyjnych aspektach Dharmy: mądrości (prajna), medytacji (dhjana) i moralności (śila).  Mądrość to intuicyjna wiedza umysłu miłującego i jasnego, który wykracza poza niepokój i agresję pochodzące z naszego ego. Dzięki medytacji nasz umysł wciąż na nowo zdolny jest przekraczać ograniczenia ego, aż w końcu stanie się umysłem, w którym zamieszkamy. Moralność to uzewnętrznienie naszego wyzwolonego umysłu w praktykowanym przez nas sposobie życia,  doprowadzenie przez osobisty przykład i odpowiedzialne działanie do prawdziwej wspólnoty (sangha) “wszystkich stworzeń”.

Ten ostatni aspekt oznacza dla mnie poparcie wszelkiej takiej rewolucji, kulturalnej czy ekonomicznej, która dąży wyraźnie ku prawdziwie wolnemu światu.  Oznacza to uciekanie się do takich środków, jak obywatelskie nieposłuszeństwo, otwarta krytyka, protest, pacyfizm, dobrowolne ubóstwo, a nawet zdecydowane, acz łagodne użycie siły, gdyby zaistniała potrzeba powstrzymania jakiegoś gwałtownego szaleńca.  Oznacza to aprobatę możliwie najszerszej skali nieszkodliych ludzkich zachowań — obronę prawa jednostek do palenia haszyszu, używania pejotlu, uprawiania poligamii, poliandrii czy homoseksualizmu. Są to światy zachowań i zwyczajów zakazywane od wieków na judeochrześcijańskim i kapitalistyczno-marsistowskim Zachodzie. Oznacza to poszanowanie inteligencji i wiedzy, lecz nie jako przedmiotów pożądania czy środków sprawowania osobistej władzy. Pracę nad własną odpowiedzialnością, ale i gotowość do pracy z grupą.  “Tworzenie nowego społeczeństwa w skorupie starego” — hasło Światowej Organizacji Pracowników Przemysłowych sprzed siedemdziesięciu lat.

Kultury tradycyjne, tubylcze, prymitywne i kultury społeczeństw wiejskich mogą wydawać się skazane na zagładę. Musimy ich bronić i wspierać tak, jak powinniśmy wspierać i bronić  różnorodności ekosystemów; wszystkie one są przejawmi Umysłu.  Niektóre z tych dawniejszych społeczeństw także zrealizowały obraz Sanghi, nie mając nic wspólnego z drogą Buddy i Dharmy. My, w naszej praktyce medytacyjnej zyskujemy  kontakt z głębokim umysłem ludzi wzechczasów i wszechmiejsc; to jest zdumiewający, rewolucyjny aspekt buddadharmy. Przez “kulturę planetarną” rozumiem te rodzaje społeczeństwa,  które w swym postępowaniu będą się kierowały nowym rozumieniem stosunkowo niedawnej instytucji Państwa Narodowego, takim rozumieniem, które mogłoby nam umożliwić zanegowanie go.  “Państwo” oznacza brak ładu; ład jest cechą społeczeństw naturalnych.  Państwo to zalegalizowana żądza zysku, mająca monopol na stosowanie przemocy; państwo naturalne jest powściagliwe i rodzinne.  Społeczeństwo naturalne to takie, które “podąża Drogą”, w sposób niedoskonały, ale autentyczny.

Takie rozumienie zatoczy krąg  i połączy nas na wiele sposobów z najbardziej twórczymi aspektami naszej archaicznej przeszłości. Jeśli dopisze nam szczęście, dotrzemy w końcu do świata małych społeczeństw względnie tolerancyjnych wobec siebie, żyjących w harmonii ze swym lokalnym, naturalnym otoczeniem i w pełni zjednoczonych dzięki głebokiemu szacunkowi i umiłowaniu umysłu i natury wszechświata.

Mogę sobie wyobrazić inne jeszcze cnoty społeczeństw troszczących się o świat, w którym występuje matrylinearna forma pokrewieństwa, wolne małżeństwo, ekonomia oparta na “naturalnym kredycie”, o wiele mniej ludności i dużo więcej przyrody w stanie dzikim.

Tłumaczenie: Elżbieta Margielewicz

Wersja z 1984 roku pochodzi z książki: Bill Deval, George Sessions “Deep Ecology. Living as if nature mattered” (Gibbs M. Smith, Inc. 1985)

Wydanie polskie: Wydawnictwo Pusty Obłok, Warszawa, 1994

Wcześniejsza wersja w “Buddhism and Coming Revolution”, Earth Household  (Nowy Jork: New Directions Press, 1969).

Gary Snyder (ur.1930) jest amerykańskim poetą, eseistą, nauczycielem i aktywistą ekologicznym.  W 1975 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera w dziedzinie poezji, w 1997 roku Nagrodę Bolligena i w 2008 rku Nagrodę Poetycką Ruth Lilly. Jego praca jest wyrazem trwającej całe życie praktyki buddyjskiej (przede wszystkim zen) i głębokiego związku z naturą. 

 

Jacek Bożek: Hodowla, klimat i zdrowie

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podkreśla, że jednym z wiodących obszarów ochrony środowiska powinien być sektor hodowlany. Hodowla zwierząt powoduje emisję metanu pochodzącą z nawozu zwierzęcego, emisję metanu z procesów trawiennych zwierząt oraz podtlenku azotu z nawozów mineralnych stosowanych w uprawach paszowych. Hodowla odpowiedzialna jest za 18% emisji gazów cieplarnianych spowodowanych działalnością człowieka. Oprócz tego z rolniczej produkcji zwierzęcej pochodzi 64% emisji amoniaku, co przyczynia się do zanieczyszczenia powietrza, gleb i wód, powstawania kwaśnych deszczów i uszkadzania warstwy ozonowej. Także Dyrekcja Generalna ds. Środowiska w Komisji Europejskiej podkreśla niebezpieczeństwo związane z wpływem hodowli na ocieplenie klimatu.

Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podkreśla, że jednym z wiodących obszarów ochrony środowiska powinien być sektor hodowlany. Hodowla zwierząt powoduje emisję metanu pochodzącą z nawozu zwierzęcego, emisję metanu z procesów trawiennych zwierząt oraz podtlenku azotu z nawozów mineralnych stosowanych w uprawach paszowych. Hodowla odpowiedzialna jest za 18% emisji gazów cieplarnianych spowodowanych działalnością człowieka. Oprócz tego z rolniczej produkcji zwierzęcej pochodzi 64% emisji amoniaku, co przyczynia się do zanieczyszczenia powietrza, gleb i wód, powstawania kwaśnych deszczów i uszkadzania warstwy ozonowej. Także Dyrekcja Generalna ds. Środowiska w Komisji Europejskiej podkreśla niebezpieczeństwo związane z wpływem hodowli na ocieplenie klimatu.

Niszcząca produkcja

Krowa, która daje 25 litrów mleka, wytwarza dziennie od 100 do 500 litrów metanu. Do globalnego ocieplenia przyczynia się on w stopniu większym niż dwutlenek węgla. Dane z raportu FAO z 2006 r. pokazują, że hodowla zwierząt takich jak krowy, owce, świnie czy drób może być przyczyną poważnej degradacji gleb i wód. Przewiduje się, że wkrótce problem ten stanie się jeszcze bardziej palący, ponieważ w pierwszej połowie obecnego stulecia globalne spożycie mięsa i mleka ulegnie podwojeniu.

Większość światowej produkcji zwierzęcej odbywa się w systemach przemysłowych, wywierających silną presję na zasoby gruntowe i wodne zwłaszcza ze względu na rozrastające się uprawy paszowe. Hodowla przemysłowa powoduje rozległe zanieczyszczenia nawozem zwierzęcym oraz stosowanymi w uprawach nawozami sztucznymi, pestycydami i herbicydami. Nie zachowuje się w niej nawet minimum dobrostanu zwierząt. Żyją w stresie i strachu, zamknięte w ciemnościach, stoją we własnych ekskrementach, faszerowane antybiotykami.

Hodowla żywego inwentarza na mięso, mleko i jaja zużywa istotną część światowych zasobów naturalnych. Jedna trzecia gruntów ornych na świecie jest zajmowana przez uprawy paszowe; przeszło 90% światowej soi oraz 60% kukurydzy i jęczmienia uprawia się na paszę dla zwierząt. Jedną z głównych przyczyn emisji CO2 i zaniku bioróżnorodności jest karczowanie i wycinanie lasów. Ziemia pod pastwiska (70%) i uprawy paszowe to w rzeczywistości tereny, które ogołocono z lasów. Powiększanie terenów pod uprawy paszowe bezpośrednio pogarsza także warunki życia przeszło 1/4 ludności świata. Rozrastające się uprawy zabierają miejsce pastwiskom. Te pastwiska, które pozostają, są więc nadmiernie wykorzystywane, a to powoduje ich pustynnienie.

Pilne reformy

Alternatywą dla przemysłowych hodowli zwierząt są farmy ekologiczne. Tu musi być zachowany nie tylko dobrostan zwierząt, ale także zasady zrównoważonego rozwoju. Wpływ takiej hodowli na środowisko jest mniejszy i bardziej rozłożony w czasie.

Międzynarodowa organizacja Compassion in World Farming (CIWF) doprowadziła do opracowania i opublikowania pierwszego w Europie raportu na ten temat. Opracowanie zatytułowane “Globalne ocieplenie: zmiany klimatyczne a dobrostan zwierząt hodowlanych” zostało wydane przez Klub Gaja w języku polskim. Raport wskazuje na to, że aktualne ceny mięsa i mleka są zaniżone w stosunku do rzeczywistych kosztów ekologicznych ich produkcji. Sprawą zasadniczej wagi jest więc, by koszty i ceny tych produktów w krajach rozwiniętych zaczęły odzwierciedlać ich prawdziwe koszty. CIWF uważa jednocześnie, że to właśnie w tych krajach mamy do czynienia z sytuacją niezrównoważonej ekologicznie nadprodukcji i nadmiernej konsumpcji produktów zwierzęcych (mięsa, mleka i jaj). Zaplanowane i umiejętnie przeprowadzone ograniczenie produkcji i konsumpcji mięsa i mleka w krajach Unii Europejskiej jest niezbędnym krokiem na drodze do zahamowania zmian klimatycznych.

Skuteczne rozwiązanie problemu emisji z tego typów hodowli wymaga kompleksowego podejścia do wykorzystania gruntów i hodowli. Tymczasem w Unii Europejskiej rolnictwo nie jest objęte jednolitym systemem handlu uprawnieniami do emisji gazów cieplarnianych. Oznacza to, że państwa członkowskie mają swobodę w decydowaniu w sprawie włączenia go lub niewłączenia do swoich programów kontroli emisji.

Specjaliści poszukują złotego środka, ale czy przeciętny Europejczyk ma biernie oczekiwać na szczęśliwe zakończenie tych poszukiwań? Nie, nie traćmy czasu, nawet jeśli zmiana nawyków żywieniowych nie jest łatwa. Nasze wybory żywnościowe mają wpływ na to, jaką Ziemię zostawimy przyszłym pokoleniom. O więcej zbóż, owoców i jarzyn w codziennych posiłkach apelują już nie tylko dietetycy, ale także specjaliści zajmujący się ochroną klimatu. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa w tym zakresie.

Siła konsumentów

Produkcja mięsa i przetworów mlecznych odpowiada za 13,5% ogółu emisji gazów cieplarnianych w 25 państwach Unii Europejskiej. W Wielkiej Brytanii mięso i produkty mleczne odpowiadają za 8% krajowych emisji, podczas gdy owoce i warzywa za 2,5%. Nakład energii na wyprodukowanie jednej porcji gotowanej wieprzowiny bywa trzy razy większy niż na wyprodukowanie porcji gotowanej fasoli lub innych nasion roślin strączkowych. Oznacza to, że decyzje konsumentów dotyczące zakupów żywnościowych wpływają na indywidualny ślad węglowy równie znacząco jak wybór środków transportu. Spożywanie produktów o dużej zawartości składników roślinnych oszczędza energię i zmniejsza ślad węglowy. Tym bardziej, że największe źródło emisji gazów cieplarnianych w produkcyjnej hodowli zwierząt tkwi w samych zwierzętach, tzn. w ich procesach trawiennych i wydalniczych. Prawdopodobnie jedyną skuteczną metodą zmniejszenia emisji pochodzącej z produkcji zwierzęcej w stopniu niezbędnym dla ograniczenia wzrostu globalnego ocieplenia jest redukcja rozmiarów sektora hodowlanego w krajach wysoko rozwiniętych.

Zwierzęta w hodowli produkcyjnej są podporządkowane wydajności. To nasila u nich stres, prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia, a zatem zwiększa możliwość zapadania na choroby, także zakaźne. Najnowsze oszacowania ekspertów służby zdrowia sugerują, że redukcja dziennego spożycia mięsa w krajach wysoko rozwiniętych może przyczynić się do zredukowania chorób nadwagi i otyłości o ok. 60%. Ograniczenie konsumpcji mięsa czerwonego lub przetworzonego zaleca także Światowy Fundusz Badań nad Rakiem.

Te dane wskazują jednoznacznie na potrzebę przemyślenia nie tylko naszych postaw i zachowań konsumenckich, ale i decyzji politycznych związanych z produkcją rolną i przetwórstwem.

Jacek Bożek,  założyciel i lider Stowarzyszenia Ekologiczn0- Kulturalnego Klub Gaja, współzałożyciel, członek Rady Krajowej i pierwszy przewodniczacy  partii Zieloni 2004. Jacek od kilkudziesięciu lat praktykuje buddyzm tybetański w tradycji Karma Kamtsang.

Artykuł po raz pierwszy opublikowany w Zielonych Wiadomościach nr. 011,  wrzesień-październik 2012

Numer 011 Zielonych Wiadomości, całkowicie poświęcony rolnictwu i GMO, ze szczególnym uwzględnieniem GMO, do pobrania w formacie pdf po kliknięciu w ikonkę:  

 

 

Zobacz także: Człowieku  — film dokumentalny o Jacku Bożku

 

 

Dudjum Rinpocze o globalnym kryzysie ekologicznym — wywiad

Dzielimy ten świat. Jeśli chcemy naprawić zniszczenia i zachować nasze środowisko, ogromne znaczenie ma właściwe postępowanie w sferze życia zbiorowego. Wywierając wpływ na środowisko, musimy brać pod uwagę, co naprawdę przynosi pożytek czującym istotom, zarówno na krótką, jak i na dłuższą metę. Ważne jest myślenie o przyszłych pokoleniach i długoterminowym przetrwaniu rodzaju ludzkiego.

Może nam się wydawać, ze jeden rok to dużo czasu, lecz w rzeczywistości cała dekada mija szybko. Niezbędna więc jest zmiana naszego myślenia i przekroczenie obsesji osobistej korzyści. Musimy brać pod uwagę stan całego świata — jest to naszą wspólną odpowiedzialnością. Taka postawa przyniesie szczęście nam samym i posłuży dobru innych. Troska o globalne środowisko jest naszym obowiązkiem. Przyjrzyjmy się temu bliżej.

Ecobuddhism: Rinpocze, odkąd po raz ostatni rozmawialiśmy na ten temat pięć lat temu, zdajemy sobie jeszcze lepiej sprawę z powagi sytuacji w związku z kryzysem klimatycznym. Wiodący klimatolog, dr. James Hansen z NASA opublikował obszerne, składające się z prac wielu autorów studium, które nie pozostawia wątpliwości, że jeśli nie  chcemy przekroczyć “punktu krytycznego”-  od którego proces ocieplenia klimatu stanie się autogenny i nie będziemy mieli nań żadnego wpływu — musi nastąpić radykalna zmiana  obecnej polityki.  Mówi on, że mamy tylko dziesięć lat na fundamentalną zmianę sposobu, w jaki nasze społeczeństwo używa energii i traktuje świat natury.

Znany nauczyciel buddyjski, 86-letni mistrz zen Thich Nhat Hanh jeździ po całym świecie,  nawołując do,  jak to nazywa,  “ponownego zakochania się w Ziemi .” Uważa on, że do końca obecnego stulecia na Ziemi może już nie być istot ludzkich. Apeluje o głęboką zmianę wartości.  Wydaje się więc, że jest potrzeba, by ludzie poświęcili swoją praktykę, jakakolwiek by  ona nie była, ochronie Ziemi.

Dudjum Rinpocze: Mamy  znakomite modlitwy poświęcone  ochronie Ziemi i środowiska napisane przez Chatrala Rinpocze, Dzongsara Chokyi Lodro Rinpocze i Jigdrala Yeshe Dorje Rinpocze.  Są one bardzo obszerne, ich recytacja przynosi pożytek i  pozytywne rezultaty.

Z perpektywy Buddyzmu Tybetańskiego możemy powiedzieć, że źródłem wszystkich naszych tradycji dharmy jest Guru Rinpocze. Nie tylko linia Nyingmapy, a nawet szkoły sarma (nowożytnego przekazu —  przyp.tłum.) takie jak Gelugpa, mają szczególny związek z Guru Rinpocze.  Linia Wielkiej Doskonałości jest unikalna  dla Nyingmapy, lecz wszystkie tradycje buddyzmu tybetańskiego oparte są na szablonie tej szkoły.  (Nyingmapy).

Uważamy Guru Rinpocze, Tarę i Czenreziga za trzech głównych opiekunów we wszystkich trzech czasach.  Jednoczą się oni w jednej intencji mądrości, spoglądając ze współczuciem na wszystkie istoty i  zasypując błogosławieństwami  zewnętrzny wszechświat i jego  zawartość —  świat i wszystkie zawarte w nim żyjące istoty. Wznosimy modlitwy Dharmy, aby przywołać te błogosławieństwa.

Jeśli chodzi o perspektywę światową, całkowicie zgadzam się z konkluzjami badań naukowych nad zmianą klimatu. Wziąwszy pod uwagę kierunek, w którym zmierza światowa gospodarka i sposób w jaki działają ludzie —  jest pewne, że rezultatem będzie ogromne zniszczenie światowego systemu. Sytuacja jest w najwyższym stopniu   niebezpieczna —  zagrożony jest świat i wszystkie żyjące w nim istoty.

Z perspektywy religijnej —  i nie mówię tutaj o wzniosłych naukach, takich jak Wielka Doskonałość —  nawet zwykli praktykujący nie mogą czuć się szczęśliwi w obliczu tego co właśnie się wydarza.  My —  buddyści wierzymy, ze dwanaście ogniw współzależnego powstawania działa nieomylnie. Jestem tylko jednym z wielu nauczycieli religijnych i nie mam nic specjalnego do powiedzenia. Jednak chciałbym prosić wszystkich ludzi na tym świecie, aby myśleli w kategoriach wspólnego dobra, zamiast koncentrować się jedynie na swojej własnej korzyści.

Dzielimy ten świat. Jeśli chcemy naprawić zniszczenia i zachować nasze środowisko, ogromne znaczenie ma  właściwe postępowanie w sferze życia zbiorowego. Wywierając wpływ na środowisko, musimy brać pod uwagę, co naprawdę przynosi pożytek czującym istotom, zarówno na krótką, jak i na dłuższą metę. Ważne jest myślenie o przyszłych pokoleniach i długoterminowym przetrwaniu rodzaju ludzkiego.

Może nam się wydawać, ze jeden rok to dużo czasu, lecz w rzeczywistości cała dekada mija szybko.  Niezbędna więc jest zmiana naszego myślenia i przekroczenie obsesji osobistej korzyści. Musimy brać pod uwagę stan całego świata —  jest to naszą wspólną odpowiedzialnością. Taka postawa przyniesie  szczęście nam samym i posłuży dobru innych. Troska o globalne środowisko jest naszym obowiązkiem.  Przyjrzyjmy się  temu bliżej.

Buddystów chciałbym prosić o przebadanie faktów i ustalenie odpowiedzialnych  czynników przyczynowych. Na bazie tego co odkryliście, podejmijcie proszę odpowiednie, etyczne działania. Nie-buddyści, którzy dostrzegają wartość takiego podejścia, mogą również wybrać stosowne działania, zgodne z ich wartościami i wynikami własnych dociekań.

Jeśli przyjrzymy się  najnowszej historii, stanie się jasne, że nastąpiły już ogromne zmiany. Mieliśmy te wszystkie wspaniałe, nieskażone śnieżne góry.  Nie da się zaprzeczyć, że obecnie ich lodowce coraz bardziej topnieją. W wielu miejscach na  świecie występują straszliwe upały. A w innych intensywne powodzie. Pojawiają się nowe choroby, które skracają życie wielu ludzi.  Z pewnością nastąpiły zmiany  i proces ten postępuje nadal.

Musimy rozpowszechniać te informacje, jednak  trudność polega na tym, że mogą one wywoływać lęk.  Mimo to  społeczność naukowców powinna jak najszerzej upowszechniać zebrane  przez siebie dowody —  z pewnością przynosi to korzyść. Kiedy o tych problemach mówi przywódca religijny, może wpłynąć jedynie na ludzi obdarzonych oddaniem i  jest mało prawdopodobne, że jego sugestie dotrą do szerszej publiczności. Ze stu osób, być może jedna będzie rzeczywiście słuchać. Jednakże ci, którzy naprawdę  głęboko przemyślą te kwestie i wezmą je sobie do serca, mogą dokonać znaczących zmian.

Ecobuddhism:  Pojawił się inny problem —  nauka o klimacie jest aktywnie dyskredytowana przez zwolenników gospodarki przemysłowej, a także niektóre rządy i media. Naukowcy czują się coraz bardziej zaniepokojeni, że ich zalecenia nie są przekazywane ogółowi społeczeństwa. Niektórzy wybitni naukowcy twierdzą obecnie, że jest to przede wszystkim problem  moralny i kwestia wartości. To znajduje się poza zakresem kompetencji nauki. Wynika z tego, iż globalny kryzys ekologiczny jest kryzysem duchowym. Wreszcie,  zawsze istniał spór pomiędzy nauką a religią. Nie jest łatwo o spotkanie na wspólnym gruncie.

Dudjum Rinpocze:  To prawda, mamy do pewnego stopnia do czynienia z konfliktem pomiędzy nauką a religią. Jak również z konfliktem pomiędzy nauką  o klimacie, a nowoczesnym społeczeństwem przemysłowym.  Jeśli zbadamy różnicę między nauką a religią z buddyjskiego punktu widzenia, prawo przyczyny skutku (karma) jest tym , co leży u podstawy buddyjskiej wiary w przeszłe i przyszłe życia. Naukowcy zajmują się zasadniczo tym jednym życiem, w sposób indywidualistyczny.

Naukowe skupienie na tym pojedynczym życiu można skojarzyć z materializmem i wykorzystać,  jako  usprawiedliwienie dla braku zainteresowania dobrem ogólnym. To co jesteśmy w stanie dostrzec za pomocą naszych zmysłów lub narzędzi definiuje prawdę. To czego nie możemy w ten sposób dostrzec staje się nieważne i pozbawione wartości. Sądzi się, że tylko zjawiska uważane za “obiektywne” naprawdę istnieją.

W buddyzmie uważamy, że cnotliwe przyczyny przynoszą szczęście i przygotowują warunki dla osiągnięcia pełnego oświecenia. Konwencjonalna perspektywa naukowa odrzuca  istnienie zjawisk należących  do sfer  niższych światów i świata bogów. Myślę, że byłoby wspaniale znaleźć wspólną płaszczyznę między naukowymi i religijnymi światopoglądami. Bardzo ścisłe zbliżenie może być trudne. A zbyt duże oddzielenie również nie jest pożądane.

Nie mówię tu tylko o religii buddyjskiej. Jeśli rozważymy światowe tradycje religijne, takie jak Chrześcijaństwo, Islam, Hinduizm i tak dalej, zobaczymy,  że buddyści są grupą relatywnie nieliczną. Większość ludzi wyznaje jedną z trzech pierwszych religii. Wszystkie one zawierają nauki o współczuciu, i w jakiś sposób koncentrują się na przemianie umysłu. To jest to,  o co chodzi o w religii: rozwijanie umysłu.

Dla ludzi niezwiązanych z żadną tradycją duchową, prostsze może być kierowanie się po prostu dowodami naukowymi.  Jeśli doprowadzi ich to do jasnego uprzytomnienia sobie, co należy zrobić, aby zająć się skutecznie naszymi wspólnymi problemami, w tym kwestiami ekologicznymi, przyniesie to wielki pożytek im samym i innym.

Niektórzy materialiści twierdzą, że mamy tylko to życie.  Taki pogląd może ograniczyć ich zrozumienie globalnego kryzysu ekologicznego.  Buddyści wierzą, że w przyszłych żywotach doświadczamy skutków karmicznych naszych  działań w obecnym życiu.  Wybory jakich dokonujemy teraz mają dzięki temu większe znaczenie. Sami doświadczymy świata, który pozostawiamy przyszłym pokoleniom.

Dudjum Rinpocze, Sangye Pema Shepa urodził się w 1990 roku w Tybecie i jest głową linii Dudjum Tersar szkoły Nyingma. Ten wywiad miał miejsce w Pharpingu w Nepalu w marcu 2012. Z tybetańskiego na angielski tłumaczyła Christina Manson.

Tłumaczenie z angielskiego: Jan Skoczylas

źródło:  ecobuddhism.org

 

 

 

 

 

Rio+20 — wiele hałasu o nic

Na zakończenie trzydniowej konferencji w Rio de Janeiro w piątek, 22 czerwca 191 delegatów ONZ, w tym 86 światowych przywódców, podpisało 53 stronicowe porozumienie w sprawie zrównoważonego rozwoju planety. W pełnym deklaracji i dobrych chęci tekście nie znalazło się jednak żadne konkretne zobowiązanie do działania na rzecz ochrony klimatu.

Na zakończenie trzydniowej konferencji w Rio de Janeiro w piątek, 22 czerwca 191 delegatów ONZ, w tym 86 światowych przywódców, podpisało 53 stronicowe porozumienie w sprawie zrównoważonego rozwoju planety. W pełnym deklaracji i dobrych chęci tekście nie znalazło się jednak żadne konkretne zobowiązanie do działania na rzecz ochrony klimatu.

Ostateczny tekst, który powstał 19 czerwca i został przyjęty podczas konferencji przez wszystkich jej uczestników, od początku był krytykowany jako słaby i mało konkretny, zarówno przez przedstawicieli pozarządowych organizacji społecznych oraz ekologicznych, jak i samych podpisujących, z Connie Hedegaard na czele.

Mimo że kraje deklarują chęć zazieleniania gospodarki, ograniczania ubóstwa i zapewnienia dostępu do elektryczności wszystkim mieszkańcom planety, w porozumieniu brakuje konkretnych zobowiązań do działania. Wystarczy zwrócić uwagę na to, że podczas gdy słowo encourage (‘zachęcać’) pojawia się w tekście około 50 razy, a support (‘wspierać’) aż dwa razy tyle, zdecydowanych postanowień jest o wiele mniej: we will (‘będziemy’) występuje w tekście 7 razy, a must (‘trzeba’, ‘musimy’) zaledwie 2 razy.

Porozumienie nie zawiera żadnego z postulatów, na których zależało organizacjom ekologicznym, a także i Unii Europejskiej. Mimo to, Janez Potočnik, unijny komisarz ds. środowiska uznał dokument za istotny krok naprzód, w realizację którego Unia Europejska powinna się zaangażować. Co więcej, powinna go także traktować jako motywację w realizacji własnych, często bardziej ambitnych celów, jak zauważył Jo Leinen, jeden z niewielu członków Parlamentu Europejskiego obecnych na konferencji w Rio, podkreślając wyjątkową rolę Wspólnoty w światowej polityce na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Niemniej, kraje Unii Europejskiej podobnie jak inne kraje uprzemysłowione były w ostatnich tygodniach bardziej skoncentrowane na kryzysie w strefie euro niż na przyszłości planety. Stąd też ograniczony udział w konferencji najważniejszych głów państw i sprzeciw wobec utworzenia funduszu w wysokości 30 mld dolarów, którego celem miało być finansowanie projektów na rzecz zrównoważonego rozwoju. Do jego utworzenia dążyła grupa G-77, czyli ponad 130 rozwijających się państw i Chiny. W rezultacie nie podjęto żadnej konkretnej decyzji o utworzeniu instrumentów finansowych, które wspierałyby przejście do modelu zielonej gospodarki. Ustalono jedynie, że do roku 2014 międzyrządowy komitet złożony z 30 ekspertów opracuje raport, w którym przedstawi propozycję strategii finansowania zrównoważonego rozwoju w przyszłości.

Jednym z głównych osiągnięć Rio+20 jest decyzja o ustanowieniu celów zrównoważonego rozwoju (ang. Sustainable Development Goals, SDG), które za trzy lata weszłyby na miejsce milenijnych celów rozwoju przyjętych na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w 2000 roku. Negocjatorom nie udało się jednak ustalić czego dokładnie dotyczyć miałyby nowe cele, wiadomo jedynie, że mają one obejmować wszystkie trzy filary zrównoważonego rozwoju (ekonomiczny, społeczny i środowiskowy). Szczegóły pozostawiono otwartej grupie roboczej, składającej się z 30 przedstawicieli krajów ONZ, która będzie miała za zadanie do roku 2013 wypracować propozycję celów zrównoważonego rozwoju i metod ich realizacji. Organizacje społeczne wyraziły nadzieję, że SDG uwzględniać będą takie kwestie, jak bardziej zrównoważona produkcji żywności na świecie oraz zapewnienie dostępu do czystej wody i energii.

Przed rozpoczęciem szczytu mówiło się, że jego podstawowym celem jest wprowadzenie świata na ścieżkę zielonej gospodarki. Kraje rozwijające się wyrażały jednak poważne wątpliwości co do roli tego narzędzia w obecnym systemie, obawiając się, że stanowi ono nowy sposób narzucania przez najsilniejsze mocarstwa swojego modelu gospodarczego państwom słabszym i uboższym. W efekcie końcowe porozumienie mówi o zielonej gospodarce jako o instrumencie, który można wykorzystywać wedle indywidualnych potrzeb, w zależności od realiów poszczególnych krajów. Może ona stanowić zestaw możliwych do wykorzystania opcji, ale nie powinna być sztywnym, uniwersalnym zbiorem zasad.

W kontekście nowego modelu gospodarki mówi się często o zielonym wzroście, nie dziwi zatem wzmożone zainteresowanie szczytem ze strony międzynarodowych korporacji. Coraz więcej przedsiębiorstw dostrzega szanse, jakie otwiera przed nimi zielona gospodarka i zdaje sobie sprawę, że tylko zrównoważony biznes ma szansę przetrwania. Równocześnie niespotykanie silny wpływ przemysłu energetycznego na negocjacje w Rio zaniepokoił organizacje ekologiczne. Koncerny naftowe oskarża się o zablokowanie rozmów na temat wycofania dopłat do paliw kopalnych, które według szacunków MAE sięgają 400 mld dolarów rocznie. Tymczasem firmy energetyczne zadbały o to, żeby w inicjatywie “Zrównoważona energia dla wszystkich” (ang. Sustainable Energy for All) nie zabrakło miejsca dla ropy, gazu i energetyki jądrowej.

Dużo bardziej ambitne inicjatywy pojawiły się podczas alternatywnego Szczytu Ludów na przedmieściach Rio. Zgromadzeni na nim aktywiści z organizacji społecznych, ekologicznych i wyznaniowych, wspólnie z przedstawicielami rdzennych społeczności, podjęli istotne decyzje w sprawach dotyczących m.in. inwestycji w transport publiczny, zielonej księgowości oraz strategii ograniczających wpływ na środowisko w miastach. W końcowym dokumencie uczestnicy szczytu apelują o transformację, która nie będzie jedynie “zazielenieniem” obecnego systemu, ale uwzględni ochronę przestrzeni publicznej w miastach, demokratyczne rządy, udział społeczny, suwerenność żywnościową, solidarną, opartą na współpracy gospodarkę oraz wprowadzi nowy model produkcji, dystrybucji i konsumpcji. Deklaracja porusza również kwestię długu ekologicznego, którą już w Durbanie wyeliminowały z dyskusji kraje najbardziej uprzemysłowione, głośno przeciwstawiając się umieszczeniu w porozumieniu klauzuli o odpowiedzialności historycznej za zmiany klimatyczne. Tymczasem to one najbardziej przyczyniły się do zmian klimatu, których konsekwencje dotykają dziś przede wszystkim najuboższych.

Mimo wszystko, sekretarz generalny ONZ Ban Ki-Moon wyraził zadowolenie z podpisanego porozumienia, twierdząc, że stanowi ono solidną bazę do wspólnej pracy nad zrównoważonym rozwojem. Rio+20 potwierdziło dobre chęci polityków i przedsiębiorców, pytanie tylko, czy jak zwykle na tych dobrych chęciach się nie skończy.

Pełen tekst deklaracji z Rio dostępny jest pod adresem: daccess-dds-ny.un.org/doc/UNDOC/GEN/N12/381/64/PDF/N1238164.pdf?OpenElement.

Agata Golec, ChronmyKlimat.pl

źródło: chronmyklimat.pl
na podstawie: www.cupuladospovos.org.br, www.euractiv.com, www.guardian.co.uk, www.reuters.com, www.uncsd2012.org

zobacz także:

Głos ludów tubylczych w przededniu  Rio +20

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Od wspólnego pastwiska do handlu emisjami

Nie ma darmowych obiadów” — jak zauważa Raj Patel, autor “Wartości niczego”, to neoliberalne powiedzenie stosuje się nie tam, gdzie się powinno. Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów naturalnych, usilnie starając się o tym zapomnieć.

Nie ma darmowych obiadów”  —  jak zauważa Raj Patel, autor “Wartości niczego”, to neoliberalne powiedzenie stosuje się nie tam, gdzie się powinno. Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów naturalnych, usilnie starając się o tym zapomnieć.

Więcej:   Od wspólnego pastwiska do handlu emisjami —  Zielone Wiadomości.

Bardzo dobry artykuł — recenzja, Bartek Kozek o znakomitej książce Raja Patela “Wartość niczego.  Jak przekształcić społeczeństwo rynkowe i na nowo zdefiniować demokrację” Polecam (książkę i artykuł Bartka).

 

Banksterzy tracą żywicieli

W Wielkiej Brytanii rośnie liczba rozczarowanych klientów dużych banków, którzy rezygnują z ich usług. Wycofują z nich swoje pieniądze i lokują w małych bankach spółdzielczych, towarzystwach oszczędnościowo-pożyczkowych i uniach kredytowych.

W Wielkiej Brytanii rośnie liczba rozczarowanych klientów dużych banków, którzy rezygnują z ich usług. Wycofują z nich swoje pieniądze i lokują w małych bankach spółdzielczych, towarzystwach oszczędnościowo-pożyczkowych i uniach kredytowych.

Jak informuje Polska Agencja Prasowa za tygodnikiem “Observer”, z danych grupy Move Your Money UK wynika, że zjawisko przechodzenia klientów z dużych banków do mniejszych instytucji finansowych nasiliło się w zeszłym tygodniu po ujawnieniu nadużyć w Barclays Banku i awarii bankomatów w sieci RBS. Klienci RBS, NatWest i Ulster Bank przez siedem dni nie mieli dostępu do swoich kont.

Wpływ na ten trend mają też względy etyczne. Duża liczba klientów jest oburzona tym, że szefowie banków, jak np. Fred Godwin (RBS) czy Bob Diamond (Barclays), którzy odeszli z funkcji w atmosferze skandalu, dostają wielomilionowe odprawy. W przypadku Diamonda mówi się o 17 mln funtów.

Skala zjawiska jest zaskakująco duża. Stosunkowo mało znany Charity Bank, który inwestuje pieniądze depozytariuszy w pożyczki dla organizacji dobroczynnych, odnotował z tygodnia na tydzień przyrost depozytów o 200 proc. Ecology Bank, inwestujący w projekty ochrony środowiska —  o 266 proc. Niewielki Triodos Bank z Bristolu, którego filozofia wyklucza krótkoterminową spekulację, także został zasypany wnioskami o otwarcie konta.

Rośnie również popularność unii kredytowych, niedużych instytucji finansowych inwestujących pieniądze w lokalną gospodarkę. Wzrost zgłoszeń, które odnotowały związki, wynosi od 20 do 300 proc. Coraz prężniej działa również bank spółdzielczy Co-op Bank, w którym liczba zgłoszeń w ubiegłym tygodniu wzrosła o 25 proc.

Move Your Money UK ocenia, że od początku 2012 r. ok. 500 tys. klientów dużych banków (ok. 80 tys. miesięcznie), których renoma najbardziej ucierpiała w wyniku finansowego kryzysu ostatnich lat, przeniosło swoje konta do mniejszych banków.

Rzecznik ds. finansów opozycyjnej Partii Pracy, Ed Balls, zaapelował do rządu, by wprowadził ułatwienia w przenoszeniu kont z jednego banku do drugiego. W jego opinii przysłużyłoby się to konkurencyjności sektora usług finansowych i zwiększyłoby zakres wyboru dla konsumentów.

Nowy Obywatel

źródło: nowyobywatel.pl

 

Głos ludów tubylczych w przededniu Rio +20

Matka Ziemia jest źródłem życia, które musi być chronione, a nie źródłem do wykorzystania, towarem przedstawianym jako kapitał naturalny. Mamy nasze miejsca i obowiązek uświęcania stworzenia. Odczuwamy radość gdy żyjemy w harmonii z Ziemią i całym życiem, które tworzy i podtrzymuje. Czujemy ból i dysharmonię, gdy jesteśmy świadkami rzeczy hańbiących naturalny porządek stworzenia i ciągłej ekonomicznej kolonizacji i degradacji Matki Ziemi i wszelkiego życia na niej. Dopóki prawa ludności tubylczej nie będą przestrzegane i szanowane, tak długo zrównoważony rozwój i likwidacja ubóstwa nie zostaną osiągnięte.

Rdzenni mieszkańcy ze wszystkich regionów świata, w dniach 17–19 czerwca 2012 roku, spotkali się na międzynarodowej konferencji na temat rozwoju i samostanowienia w Museu da Republica w Rio de Janeiro w Brazylii. Celem zgromadzenia było przyjęcie wspólnej deklaracji, którą dostarczono do przedstawicieli rządów, podczas odbywającego się od 20 czerwca Szczytu Ziemi Rio +20. Czytaj dalej Głos ludów tubylczych w przededniu Rio +20

Zmiana jest tu i teraz

Mieszkania bez właścicieli? Praca bez szefów? A może? kooperatywa inwestorów? O brytyjskiej sieci kooperatyw Radical Routes piszą Beth Ash i Clare Cochrane.

Mieszkania bez właścicieli? Praca bez szefów? A może…kooperatywa inwestorów? O brytyjskiej sieci kooperatyw Radical Routes piszą Beth Ash i Clare Cochrane. Czytaj dalej Zmiana jest tu i teraz

J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Buddyzm ekologiczny — na ścieżce współczucia i pustki

Jedyną rzeczą, która może nas — istoty ludzkie uratować, jest współczucie dla innych — ludzi, wszystkich gatunków zwierząt, drzew i innych roślin, oraz dla samej Ziemi. Większość ludzi troszczy się przede wszystkim o swoją pracę, majątek, zdrowie lub rodzinę. W życiu codziennym prawdopodobnie czują oni, że są ważniejsze rzeczy, o które należy się martwić, niż wpływ naszych działań na środowisko. Poświęcenie uwagi tej kwestii oznaczałoby konieczność podjęcia niewygodnych wyborów i zmian w życiu. Ja również zbytnio się od nich nie różnię. Chociaż myślałem od wielu lat o tym, by zostać wegetarianinem, stałem się nim całkowicie dopiero kilka lat temu. Ktoś pokazał mi krótki film dokumentalny pokazujący cierpienie zwierząt przed i podczas aktu zabijania. Oglądając go mogłem poczuć ból doświadczany przez zwierzęta. Nagle uświadomiłem sobie, że te istoty cierpią tak straszliwe katusze tylko po to, bym mógł zaspokoić swoje zakorzenione przyzwyczajenia. Jedzenie mięsa stało się dla mnie w tym momencie nie do przyjęcia, więc przestałem.

Pytanie brzmi, kiedy taki moment “nie do przyjęcia” przydarzy się nam wszystkim? Czy pozwolimy na podniesienie się poziomu morza tak, że zakryje ono wyspy na Pacyfiku, i zredukowanie Himalajów do nagich skał? Czy pozwolimy na wymarcie zdumiewających gatunków fauny i flory, tak, że dla przyszłych pokoleń staną się jedynie historią z odległej przeszłości? Czy wspaniałe kwitnące lasy powinny zamienić się w pola uprawne po to, by zaspokoić nasze nienasycone potrzeby? Czy mamy żyć z powiększającymi się nieustannie górami śmieci, ponieważ nie jesteśmy w stanie poradzić sobie ze skutkami konsumpcjonizmu?

Czytaj dalej J.Ś. XVII Gjalłang Karmapa: Buddyzm ekologiczny — na ścieżce współczucia i pustki