Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko — wywiad

W chwili obecnej na ziemi żyje około 5,5 miliarda istot ludzkich. Gdyby standard życia mieszkańców Południa podniósł się do poziomu, którym cieszą się obecnie mieszkańcy Północy, co stałoby się ze światowymi zasobami naturalnymi? Sytuacja nie byłaby zrównoważona. Na przykład Chiny są zamieszkałe przez 1,2 miliarda ludzi. Gdyby każda rodzina miała mieć dwa samochody, zniszczenie środowiska byłoby niewyobrażalne. Dziewięćset milionów ludzi żyje w Indiach. Zachodnia koncepcja corocznego wzrostu Produktu Krajowego Brutto musi się zmienić i to szybko. Zasada ta, sama w sobie, zaprzecza wszystkim prawom natury i logiki.

Jego Świątobliwość XIV Dalajlama

Dalajlama: Ogólnie rzecz biorąc uważam, że prawa powinny stanowić wskazówki do właściwego używania ludzkiej inicjatywy, kreatywności i zdolności.

Fabien: Czy sądzisz, że demokracja jest pomocna w rozwijaniu takich praw?

Dalajlama: Tak, w krajach demokratycznych system prawny powinien działać w taki właśnie sposób i na ogół tak się dzieje. Lecz prawa te pozostają częściowo w sprzeczności z buddyjską zasadą współzależności, ponieważ nie zawierają “demokratycznych praw” dla środowiska naturalnego i świata zwierząt. Większość systemów prawnych odnosi się jedynie do praw człowieka i nie bierze pod uwagę praw zwierząt oraz innych istot, zamieszkujących wraz z nami tę planetę. Przepisy, które chronią prawa człowieka i ludzkie wartości oraz ukazują właściwe sposoby wykorzystania ludzkiego potencjału, pozostają w zgodzie z  prawem karmy lub przyczynowości —  nie w sensie zachodnim, gdzie te same przyczyny powodują te same skutki, lecz buddyjskim, gdzie każdy skutek jest wywołany określoną przyczyną, która również powinna zostać wzięta pod uwagę.

W rzeczywistości problem polega na tym, że dla ludzi posiadających największą władzę, istnieje różnica pomiędzy zasadą prawa a jego zastosowaniem. Prawie wszystkie systemy prawne potępiają zabijanie. Ten pogląd pojawia się w niemalże każdym kraju na tym świecie. Jednakże w praktyce ludzie posiadający władzę traktują zabijanie w podobny sposób jak kłamstwo. Dla polityków małe kłamstwa są zabronione, lecz wielkie kłamstwa są jak najbardziej dozwolone. Dla buddysty jest to oczywista sprzeczność. To samo odnosi się do zabijania. Kiedy człowiek, który jest zdesperowany, zabija kogoś innego, ten drobny czyn jest określany mianem morderstwa. Jest to uważane za coś bardzo złego. Lecz ktoś, kto zabija lub rozkazuje zabić tysiące ludzi, jest uważany za bohatera! Jest to bardzo godne pożałowania.

Większość systemów religijnych potępia morderstwo, gwałt i kradzież. Moim zdaniem, zasady religijne oparte są na naturalnym ludzkim nastawieniu i uczuciach.

Ich najważniejszą funkcją jest inspirowanie istot ludzkich do rozwijania podstawowych ludzkich właściwości. Stąd wydaje się logiczne, że większość praw powinno być zgodnych z zasadami pozytywnej karmy. Ale aby dostosować prawa zarówno religijne, jak i świeckie do zasad współzależności, powinniśmy rozszerzyć ich perspektywę tak, aby dotyczyły również ochrony środowiska i świata zwierząt.

W ten sposób możemy zastosować buddyjski pogląd dotyczący współzależności dla poszerzenia naszej wizji prawa i porządku.

Dalajlama: (.…) W każdym razie, wszyscy specjaliści w dziedzinie zasobów naturalnych, z którymi rozmawiałem, ostrzegali mnie, że ta przepaść pomiędzy bogatymi a biednymi powinna zostać zmniejszona. W chwili obecnej na ziemi żyje około 5,5 miliarda istot ludzkich. Gdyby standard życia mieszkańców Południa podniósł się do poziomu, którym cieszą się obecnie mieszkańcy Północy, co stałoby się ze światowymi zasobami naturalnymi? Sytuacja nie byłaby zrównoważona. Na przykład Chiny są zamieszkałe przez 1,2 miliarda ludzi. Gdyby każda rodzina miała mieć dwa samochody, zniszczenie środowiska byłoby niewyobrażalne. Dziewięćset milionów ludzi żyje w Indiach. Zachodnia koncepcja corocznego wzrostu Produktu Krajowego Brutto musi się zmienić i to szybko. Zasada ta, sama w sobie, zaprzecza wszystkim prawom natury i logiki.

Fabien: Czy uważasz, że mieszkańcy Zachodu również powinni posiadać mniej samochodów?

Dalajlama: Oczywiście. Potrzeba im rozwinięcia poczucia zadowolenia z życia i większego względu na innych. Wszystko powinno być robione w sposób bardziej sprawiedliwy i przy zachowaniu większego stopnia równości. Jednocześnie musimy zająć się również kontrolą urodzin. Kraje południowe muszą ograniczyć wzrost liczby ludności.

Fabien: Skuteczna kontrola urodzin zależy głównie od standardu życia. Statystyki pokazują, że im większy dostęp do edukacji mają kobiety, tym rodzą mniej dzieci. Więc edukacja wydaje się być najlepszym sposobem na zahamowanie gwałtownego wzrostu liczby ludności.

Dalajlama: Bardzo dobrze. Ale jaka edukacja? Prawdę mówiąc myślę, że najważniejszą rzeczą, jaką muszą zrobić mieszkańcy Południa, jest dostrzeżenie i uznanie negatywnych skutków obecnych zachodnich koncepcji dotyczących życia i gospodarki. Musimy skorygować bądź zmienić tę błędną wiarę w wartość ciągle wzrastającego PKB.

Podobnie, jakkolwiek niektóre fabryki i dziedziny przemysłu wprowadzają obecnie nowe, bardziej ekologiczne sposoby działania, mieszkańcy Północy nadal powodują niszczenie światowego środowiska naturalnego na wielką skalę. To skłania mnie do powiedzenia, że z globalnego punktu widzenia, ilość pieniędzy wydawana przez świat północny jest ciągle niewystarczająca.

(.…) Na początku tego stulecia wszyscy niemądrze myśleli, że zasoby natury są nieograniczone i są w całości do dyspozycji człowieka. Obecnie ideologia ekologiczna ma wpływ nawet na partie polityczne. Wszystkie te zmiany pochodzą z doświadczenia, jakie zdobyliśmy jako ludzkie istoty. W podobny sposób rozwinęło się pojęcie praw człowieka, takich jak prawo określonej grupy ludzi do samookreślenia. Te idee są obecnie powszechnie uznawane. Postęp w tej dziedzinie daje mi nadzieje na przyszłość.

Fabien: Czy myślisz, że jedna osoba może zmienić świat?

Dalajlama: Tak.

Fabien: W takim razie najlepsze co można zrobić, to zacząć starać się poprawić samego siebie.

Dalajlama: To wydaje się całkiem proste. Po pierwsze, ważne jest uświadomienie sobie, że jesteśmy częścią natury. Ostatecznie, natura będzie zawsze potężniejsza od istot ludzkich, pomimo ich wszystkich broni nuklearnych, wyposażenia naukowego i wiedzy. Jeśli zniknie słońce lub temperatura na Ziemi zmieni się o kilka stopni, będziemy mieli wielkie problemy. Na głębszym poziomie powinniśmy rozpoznać, że chociaż jesteśmy częścią natury, dzięki naszej inteligencji możemy do pewnego stopnia kontrolować i zmieniać zjawiska. Spomiędzy tysięcy gatunków ssaków na Ziemi my — ludzie mamy największe możliwości zmieniania natury. Z tego powodu spoczywa na nas podwójna odpowiedzialność. Jako istoty o wyższej inteligencji, powinniśmy dbać o ten świat z powodów moralnych. Inni mieszkańcy naszej planety —  owady i podobne im istoty, nie mają możliwości ratowania i ochraniania tego świata. Jesteśmy również odpowiedzialni za cofnięcie poważnej degradacji środowiska będącej skutkiem niewłaściwego zachowania ludzi. Bezmyślnie zanieczyściliśmy ten świat chemikaliami i odpadami nuklearnymi, egoistycznie zużywając wiele z jego naturalnych zasobów. Ludzkość musi podjąć działania w celu naprawienia i ochronienia tego świata.

Rzecz jasna, kiedy mówimy ludzkość lub społeczeństwo , oczywiste jest, że inicjatywa musi wypłynąć ze strony jednostek. Jest błędem oczekiwanie na jakieś wskazówki w tych sprawach ze strony rządów, a nawet Boga.

(.…) Tak naprawdę, jestem raczej optymistą. Weźmy za przykład problemy ze środowiskiem. Naukowcy i organizacje obrońców środowiska cały czas informują nas o problemach ekologicznych, przed którymi stoi Ziemia, takimi jak globalne ocieplenie i rozprzestrzeniające się zanieczyszczenie naszej wody i powietrza. Powstają nowe metody pozwalające nam uniknąć skażenia bez zmieniania procesów przemysłowych i gospodarczych. Podczas niedawnej wizyty w Sztokholmie moi przyjaciele powiedzieli mi, że dziesięć lat temu ryby praktycznie zniknęły z pobliskiej rzeki. Teraz zaczynają się znowu pojawiać i jest ich coraz więcej po prostu dlatego, że fabryki leżące wzdłuż rzeki poczyniły pewne wysiłki w celu ochrony środowiska. Innymi słowy, udało im się poprawić sytuację bez niszczenia przemysłu.

Byłem niedawno w niemieckim regionie przemysłowym Rohr. W pewnym wielkim przedsiębiorstwie pokazano mi film na temat różnych sposobów, jakie tam stosują, aby ograniczyć skażenie i przetworzyć odpady. Bez zmieniania całej struktury przedsiębiorstwa, udało im się znacznie zmniejszyć jego szkodliwe oddziaływanie na środowisko. Troska o środowisko zwiększa się wraz z uczciwym i szerokim rozpowszechnianiem informacji. Ludzie stopniowo nabierają przekonania, że sytuacja jest poważna, i że musimy zatroszczyć się o naszą planetę. Zauważyłem, że teraz w niektórych hotelach prosi się nas o nie marnowanie wody i elektryczności. Jest to dobry początek. Podobnie media powinny mówić o wadze altruizmu w każdym ludzkim działaniu. Powinno się o tym ciągle dyskutować —  w gazetach, w filmach, w radiu i telewizji. Uważam, że jest w tym wielki potencjał. Lekarze i naukowcy powinni wspierać teorię altruizmu. Poprą ją ekolodzy i ruch pokojowy, pod warunkiem, że zmienią się również systemy edukacji, tak aby dzieci stały się mniej agresywne. Następnie zmieni się nawet postawa policji i wszyscy stopniowo zaczną działać z większą dobrocią, altruizmem i współczuciem.

Fragment książki “Imagine All the People: A conversation with the Dalajlama on Money, Politics and Life as it Could Be”, Wisdom Publications, Boston


Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.dalailama.com

Zobacz także:

J.Ś. Dalajlama: Powszechna Odpowiedzialność a Środowisko

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Biografia Jego Świątobliwości XIV Dalajlamy


 

Profesor Tim Jackson, Brytyjska Komisja Zrównoważonego Rozwoju: Dobrobyt bez wzrostu

Korzyści ze wzrostu gospodarczego rozdzielone zostały, w najlepszym przypadku, nierówno. Jedna piąta światowej populacji zarabia zaledwie 2% światowego dochodu. W ciągu ostatnich 20 lat nierówności w krajach należących do OECD pogłębiły się. I podczas gdy bogaci stali się jeszcze bogatsi, realne dochody klasy średniej w krajach zachodnich pozostawały na tym samym poziomie na długo przed nadejściem recesji. Zamiast podnieść poziom życia tych, którzy najbardziej tego potrzebują, wzrost doprowadził do zubożenia dużej części światowej populacji. Bogactwo przepłynęło do niewielkiej grupy uprzywilejowanych szczęśliwców. Sprawiedliwość (lub raczej jej brak) jest tylko jednym z wielu powodów stawiających pod znakiem zapytania konwencjonalny sposób na osiąganie dobrobytu. Gdy rozrasta się gospodarka, zwiększa się zużycie zasobów naturalnych. Już dziś spowodowało to naruszenie równowagi ekologicznej. W ostatniej ćwierci poprzedniego stulecia światowa gospodarka powiększyła się dwukrotnie i jednocześnie szacuje się, ze 60% ziemskich ekosystemów uległo degradacji. Od roku 1990 (rok bazowy Protokołu w Kioto) światowa emisja dwutlenku węgla wzrosła o 40%.

Przejście do gospodarki zrównoważonej

Korzyści ze wzrostu gospodarczego rozdzielone zostały, w najlepszym przypadku, nierówno. Jedna piąta światowej populacji zarabia zaledwie 2% światowego dochodu. W ciągu ostatnich 20 lat nierówności w krajach należących do OECD pogłębiły się. I podczas gdy bogaci stali się jeszcze bogatsi, realne dochody klasy średniej w krajach zachodnich pozostawały na tym samym poziomie na długo przed nadejściem recesji. Zamiast podnieść poziom życia tych, którzy najbardziej tego potrzebują, wzrost doprowadził do zubożenia dużej części światowej populacji. Bogactwo przepłynęło do niewielkiej grupy uprzywilejowanych szczęśliwców. Sprawiedliwość (lub raczej jej brak) jest tylko jednym z wielu powodów stawiających pod znakiem zapytania konwencjonalny sposób na osiąganie dobrobytu. Gdy rozrasta się gospodarka, zwiększa się zużycie zasobów naturalnych. Już dziś spowodowało to naruszenie równowagi ekologicznej. W ostatniej ćwierci poprzedniego stulecia światowa gospodarka powiększyła się dwukrotnie i jednocześnie szacuje się, ze 60% ziemskich ekosystemów uległo degradacji. Od roku 1990 (rok bazowy Protokołu w Kioto) światowa emisja dwutlenku węgla wzrosła o 40%.

Jeszcze przed końcem obecnej dekady mogą wystąpić znaczące niedobory najważniejszych surowców, takich jak ropa naftowa. Świat, w którym wszystko dzieje się tak, jak zwykle, już w tej chwili jest trudny do wyobrażenia. A co ze światem, w którym 9 miliardów ludzi dąży do osiągnięcia poziomu życia takiego, jak w krajach OECD?  Aby było to możliwe gospodarka światowa musiałaby stać się piętnastokrotnie większa od obecnej do roku 2050, a czterdziestokrotnie większa do końca stulecia. Jak wygląda taka gospodarka? Z jakich surowców korzysta? Czy jest to wiarygodna wizja wspólnego, długotrwałego dobrobytu? Są to niektóre z pytań, które zainspirowały mnie do napisania tego raportu. Należą one do długiej tradycji poważnej refleksji nad naturą rozwoju, ale jednocześnie odzwierciedlają realne problemy wymagające natychmiastowego rozwiązania. Zmiany klimatu, bezpieczeństwo paliwowe, gwałtowne zmniejszanie się zróżnicowania biologicznego i powszechne nierówności stały się w ciągu ostatniej dekady głównymi tematami polityki międzynarodowej. Rozwiązania tych kwestii nie można już dłużej przerzucać na następne pokolenie, ani odkładać do okresu po następnych wyborach. Domagają się naszej uwagi już teraz.

Niniejszy raport ma na celu zbadanie zależności pomiędzy dobrobytem a wzrostem gospodarczym. Uznaje on pilną potrzebę rozwoju gospodarczego narodów biedniejszych. Lecz jednocześnie poddaje pod wątpliwość stawianie ciągłego wzrostu dochodów, jako właściwego celu polityki krajów już bogatych, w świecie ograniczonym limitami ekologicznymi. Jego celem jest nie tylko analiza dynamiki ujawniającego się kryzysu ekologicznego, który prawdopodobnie przyćmi obecny kryzys gospodarczy, ale również przedstawienie spójnych propozycji politycznych, które mogą ułatwić przejście do gospodarki zrównoważonej. Krótko mówiąc, raport ten kwestionuje założenie ciągłego wzrostu gospodarczego w krajach bogatych i stawia pytanie: czy jest możliwe osiągnięcie dobrobytu bez wzrostu?

Epoka braku odpowiedzialności

Powyższe pytanie stało się bardziej wyraziste na skutek recesji. Kryzys bankowy z roku 2008 doprowadził świat na skraj katastrofy finansowej i zatrząsł podstawami dominującego modelu gospodarczego. Spowodował przedefiniowanie granic pomiędzy rynkiem a państwem i zmusił nas do konfrontacji z naszą niezdolnością do zachowania równowagi finansowej — a tym bardziej ekologicznej — światowej gospodarki. Może się wydawać, że nie jest to właściwy moment na kwestionowanie znaczenia wzrostu gospodarczego. To nieprawda. Wręcz przeciwnie, kryzys ten sprzyja zaangażowaniu w poważną refleksję. Stwarza okazję na zajęcie się problemami zarówno równowagi finansowej, jak i ekologicznej, potraktowanymi wspólnie. I jak dowodzi ten raport, oba te zagadnienia są ze sobą ściśle powiązane.

Obecne zamieszanie nie jest rezultatem pojedynczego nadużycia, czy też zwykłego braku czujności. Rynek nie został zniszczony przez nieuczciwe jednostki, lub na skutek przymykania oczu na ich machinacje ze strony instytucji nadzorujących. Przyczyną kłopotów był sam wzrost gospodarczy. Imperatyw ciągłego wzrostu ukształtował strukturę współczesnej gospodarki. Stoi on za wolnościami przyznanymi sektorowi finansowemu. Jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny za poluzowanie przepisów i obfitość niestabilnych instrumentów finansowych pochodnych. Ryzyko ciągłej ekspansji kredytów zostało podjęte rozmyślnie, jako podstawowy instrument stymulacji wzrostu konsumpcji. Model ten był zawsze niestabilny pod względem ekologicznym. Teraz mogliśmy przekonać się, że jest również niestabilny gospodarczo. Epoka braku odpowiedzialności nie oznacza zwykłego niedopatrzenia lub chciwości jednostek. Mieliśmy do czynienia z nieodpowiedzialnością planową, powszechnie usankcjonowaną, mającą na względzie jeden jasny cel: kontynuację i ochronę wzrostu gospodarczego. Porażka tej strategii okazała się katastrofą pod każdym względem. Zwłaszcza ze względu na wpływ, jaki wywiera na cały świat, a szczególnie na uboższe społeczności. Jednakże pomysł, że wzrost gospodarczy może wyprowadzić nas z kryzysu, jest również bardzo problematyczny. Reakcje mające na celu przywrócenie status quo, nawet jeśli okażą się skuteczne na krótką metę, z pewnością doprowadzą nas wkrótce z powrotem do stanu finansowego i ekologicznego braku równowagi.

Nowa definicja dobrobytu

Właściwszą reakcją jest zakwestionowanie podstawowej wizji dobrobytu opartego na ciągłym wzroście. I poszukiwanie wizji alternatywnych, —  w których ludzkość mogłaby nadal rozkwitać, lecz jej niszczący wpływ na środowisko zostałby ograniczony. Mamy do dyspozycji bardzo obszerną literaturę na temat ludzkiego dobrobytu i możemy korzystać z obfitości zawartych w niej cennych spostrzeżeń. Dobrobyt ma bez wątpienia wymiary materialne. Jest czymś nieprzyzwoitym mówienie, że sprawy mają się dobrze, jeśli brakuje pożywienia i dachu nad głową (a jest tak w przypadku miliardów ludzi w krajach rozwijających się.) Lecz jest również oczywiste, że zrównywanie ilości z jakością, więcej z lepiej, jest całkowicie błędne. Jeśli nie miałeś pożywienia od miesięcy i żniwa znowu się nie udały, jakiekolwiek jedzenie jest błogosławieństwem. Ale jeśli zamrażarka w amerykańskim stylu jest już wypchana po brzegi przytłaczającą różnorodnością produktów spożywczych, nawet niewielka ilość więcej może być postrzegana, jako brzemię, szczególnie, jeśli kusi cię, żeby to zjeść.

Innym odkryciem jest to, ze dobrobyt wymaga nie tylko zaspokojenia potrzeb materialnych. Ma on niezwykle ważne wymiary społeczne i psychologiczne. Powodzenie polega w dużej mierze na zdolności do dawania i otrzymywania miłości, odczuwaniu szacunku ze strony innych członków społeczeństwa, poczuciu użyteczności wykonywanej pracy oraz przynależności i zaufania do społeczności. W skrócie, ważnym składnikiem dobrobytu jest zdolność do pełnego znaczenia uczestnictwa w życiu społecznym.

Taki pogląd na dobrobyt jest bardzo podobny do wizji rozwoju, jako “potencjału do rozkwitu” (capabilities for flourishing) Amartya Sen. Lecz wizja ta powinna być interpretowana ostrożnie: nie, jako zespół oderwanych wolności, lecz gama “powiązanych zdolności” do dobrego życia — w pewnych jasno zdefiniowanych granicach.

Sprawiedliwego i długotrwałego dobrobytu nie można oddzielić od warunków materialnych. Możliwości są z jednej strony ograniczone przez wielkość światowej populacji, a z drugiej przez skończoność środowiska naturalnego naszej planety. Ignorowanie tych naturalnych ograniczeń oznacza skazanie naszych potomków —  i innych istot —  na życie na zubożałej planecie. Natomiast perspektywa, że ludzkość mogłaby rozkwitać i jednocześnie mniej konsumować, jest intrygująca. Byłoby głupotą myślenie, że łatwo to osiągnąć. Lecz nie powinniśmy łatwo się poddawać. Stwarza to największą z możliwych szansę na trwały dobrobyt.

Dylemat wzrostu

Posiadanie takiej wizji nie oznacza pewności, że dobrobyt bez wzrostu jest możliwy. Chociaż ciągły wzrost gospodarczy jest formalnie czymś innym od wzrastającego dobrobytu, pozostaje możliwość, że stanowi on niezbędny warunek jego trwałości. A także, że bez wzrostu nasza zdolność do rozwoju znacznie się zmniejsza. Istnieją trzy powiązane twierdzenia broniące wzrostu gospodarczego. Pierwsze mówi o tym, że obfitość dóbr materialnych jest (mimo wszystko) konieczna dla rozkwitu. Drugie podkreśla ścisłe powiązanie wzrostu gospodarczego z pewnymi podstawowymi “prawami” —  do ochrony zdrowia lub, być może, edukacji, —  bez których dobrobyt nie jest możliwy. Trzecie dotyczy roli wzrostu w utrzymywaniu społecznej i gospodarczej stabilności. Istnieją dowody przemawiające za każdym z tych twierdzeń. Dobra materialne odgrywają w naszym życiu ważną rolę symboliczną, pozwalając nam na uczestnictwo w życiu społecznym. Można zaobserwować pewną zależność statystyczną pomiędzy wzrostem gospodarczym a najważniejszymi wskaźnikami ludzkiego rozwoju. A także odpornością gospodarki — zdolnością do ochrony miejsc pracy i środków do życia oraz uniknięcia załamania w obliczu zewnętrznych perturbacji.

Wzrost był (do teraz) standardowym mechanizmem zapobiegającym załamaniu. W szczególności, gospodarki rynkowe przywiązywały ogromną wagę do wydajności pracy. Ciągłe doskonalenie technologii oznacza, że można wyprodukować więcej, mniejszym nakładem pracy. Lecz co niezwykle istotne, oznacza to także, że z roku na rok potrzeba coraz mniej ludzi do wyprodukowania tych samych dóbr. Tak długo jak gospodarka powiększa się wystarczająco szybko, by skompensować wzrost wydajności pracy, nie stanowi to problemu. Lecz jeśli gospodarka nie wzrasta, zaczyna się  presja na ograniczenie zatrudnienia. Ludzie tracą pracę.

Przy mniejszej ilości pieniędzy w gospodarce, spada produkcja, następuje ograniczenie wydatków publicznych i zmniejsza się zdolność do obsługi długu państwowego. Pojawia się widmo spirali recesji. W ramach tego systemu, wzrost gospodarczy jest niezbędny tylko po to, aby zapobiec załamaniu. Konkluzja ta prowadzi do niewygodnego i głęboko zakorzenionego dylematu: wzrost może być niezrównoważony, ale jego cofnięcie (de-growth) zdaje się oznaczać utratę stabilności.  Można więc dojść do wniosku, że osiągnięcie trwałego dobrobytu jest niemożliwe. Lecz ignorowanie konsekwencji nie sprawi, że one się nie pojawią. Zaniechanie poważnego potraktowania dylematu wzrostu, jest być może największym zagrożeniem dla równowagi [ekologicznej i gospodarczej], w obliczu jakiego stoimy.

Żelazna klatka” konsumpcjonizmu

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, założenie, że zapewnienie wystarczających zasobów i znaczące zmniejszenie emisji gazów cieplarniach, możliwe jest bez konfrontacji z naturą i strukturą gospodarek rynkowych, oznacza bujanie w obłokach. Można wyróżnić dwa współzależne elementy współczesnego życia gospodarczego, które wspólnie napędzają dynamikę wzrostu: produkcję i konsumpcję nowości. Chęć zysku stymuluje producentów do ciągłego poszukiwania nowych, lepszych, bądź tańszych produktów i usług. Zdaniem ekonomisty Josepha Schumpetera, to właśnie ten proces “kreatywnego niszczenia”, napędza ciągły wzrost gospodarczy.

Dla poszczególnych firm zdolność do adaptacji i wprowadzania innowacji —  projektowania, wytwarzania i marketingu produktów nie tylko tańszych, lecz również nowszych i bardziej ekscytujących —  ma znaczenie podstawowe. Firmy, którym się to nie udaje, ryzykują bankructwem. Lecz ciągła produkcja nowości miałaby dla firm niewielką wartość, gdyby nie było rynku dla ich konsumpcji w gospodarstwach domowych. Rozpoznanie istnienia i zrozumienie natury tego zapotrzebowania jest sprawą o znaczeniu zasadniczym. Jest ono ściśle powiązane z symboliczną rolą, jaką dobra materialne odgrywają w naszym życiu. “Język dóbr” pozwala nam na wzajemną komunikację —  w najbardziej oczywisty sposób w kontekście statusu społecznego, lecz także tożsamości, przynależności społecznej, a nawet —  na przykład poprzez dawanie i otrzymywanie prezentów —  wyrażania uczuć do siebie nawzajem. Z wielu różnych przyczyn nowość dóbr ma tutaj znaczenie centralne. W szczególności, niosła ona zawsze ze sobą ważną informację na temat statusu. Pozwala  nam także na realizowanie aspiracji dotyczących nas samych i naszych rodzin, jak również naszych marzeń o dobrym życiu.

Być może najważniejszym punktem jest tutaj niemal doskonałe dopasowanie pomiędzy ciągłą produkcją nowości przez firmy a ich nieustanną konsumpcją w gospodarstwach domowych. Niedające się ugasić pragnienie konsumenta stanowi doskonałe dopełnienie niemających końca innowacji ze strony przedsiębiorców. Te dwa samowzmacniające się procesy są razem dokładnie tym, czego potrzeba do dalszego nakręcania wzrostu. Pomimo tego dostosowania, a może z na jego skutek, bezustanna pogoń za nowościami wywołuje niepokój, który jest w stanie osłabić pomyślność społeczeństwa. Jednostki znajdują na łasce porównań społecznych. Przedsiębiorstwa muszą wprowadzać innowacje lub zginąć. Materialistyczny konsumpcjonizm powoduje wypaczenia instytucji. Samo przetrwanie gospodarki zależy od wzrostu konsumpcji.

Żelazna klatka”  konsumpcjonizmu jest systemem, w którym nikt nie jest wolny. Jest to pełen trosk i niepokoju, patologiczny system. Lecz na jednym poziomie to działa. System ten pozostaje zdolny do życia gospodarczego, dopóki zapewniona jest płynność i konsumpcja wzrasta. Jeśli któreś z nich gaśnie, załamuje się.

Keynesianizm i Nowy Zielony Ład

Polityczne odpowiedzi na kryzys gospodarczy są w zasadzie jednogłośne —  uzdrowienie oznacza pobudzenie wydatków konsumentów w celu ponownego uruchomienia wzrostu gospodarczego. Różnice poglądów ograniczają się głównie do tego, w jaki sposób powinno to zostać osiągnięte. Dominująca (wywodząca się z Keynesianizmu) odpowiedź mówi o zwiększeniu wydatków publicznych i zastosowaniu obniżek podatków, aby pobudzić popyt ze strony konsumentów. Należy podkreślić pojawiający się międzynarodowy konsensus dotyczący jednej prostej idei. Uzdrowienie gospodarki wymaga inwestycji. Staranne nakierowanie tych inwestycji na bezpieczeństwo energetyczne, infrastrukturę o niskiej emisji gazów cieplarnianych i ochronę środowiska, przynosi wielorakie korzyści. Te korzyści to między innymi:

*uwolnienie środków na wydatki gospodarstw domowych i inwestycje produkcyjne poprzez redukcję kosztów energii i surowców

*ograniczenie naszej zależności od importu i narażenia na problemy z dostawą energii w wyniku różnego rodzaju trudnych do przewidzenia zdarzeń i procesów geopolitycznych

*zapewnienie bardzo potrzebnego czynnika pobudzającego zwiększenie zatrudnienia w poszerzającym się sektorze “przemysłów ekologicznych”

*postęp w realizacji napiętego planu globalnej redukcji emisji gazów cieplarnianych

*ochronę cennych zasobów ekologicznych i poprawę jakości środowiska życia dla następnych pokoleń.

W skrócie, “bodziec ekologiczny” jest wyjątkowo sensowną odpowiedzią na kryzys gospodarczy. Na krótką metę zapewnia uzdrowienie rynku pracy i gospodarki, w trochę dłuższym okresie czasu bezpieczeństwo energetyczne i  innowacje technologiczne, a długoterminowo zrównoważoną przyszłość dla naszych dzieci. Niemniej jednak, domyślnym założeniem nawet “najbardziej zielonej” wersji tej strategii jest powrót gospodarki do stanu ciągłego wzrostu konsumpcji. Ponieważ stan ten jest z natury swojej niezrównoważony, trudno jest uniknąć konkluzji, że na dłuższą metę, potrzeba czegoś więcej. Dla naszego ograniczonego warunkami ekologicznymi świata niezbędny jest inny rodzaj struktury makro- gospodarczej.

Powyższy tekst jest fragmentem pełnego raportu, który dostępny jest tutaj.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.ecobuddhism.org

Zobacz także:

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko

mapa strony

strona główna