Gary Snyder: Buddyzm i możliwości kultury planetarnej

Zgodnie z buddyjskim poglądem, tym, co blokuje ową naturalną, pozbawioną wysiłku realizację jest niewiedza, która przejawia się strachem i nieuzasadnionymi pożądaniami. Filozofowie buddyjscy nie zdołali przeanalizować, do jakiego stopnia niewiedza i cierpienie są warunkowane i stymulowane czynnikami społecznymi, gdyż uznawali strach i pragnienia za zjawiska nieodłaczne od kondycji ludzkiej. Dlatego też głównym przedmiotem zainteresowania filozofii buddyjskiej jest epistemologia i “psychologia”, natomiast problematyka historyczna i historyczna nie przykuwa jej uwagi. Buddyzm mahajana stworzył wprawdzie wielką wizję powszechnego zbawienia, jednak prawdziwym osiągnięciem buddyzmu jest stworzenie systemów praktyk medytacyjnych, mających na celu uwolnienie nielicznych praktykujących jednostek od psychologicznych zahamowań i uwarunkowań kulturowych. Zinstytucjonalizowany buddyzm jest wyraźnie gotów akceptować lub ignorować niesprawiedliwość czy tyranię wszelkich systemów politycznych, w których zasięgu się znalazł. Owo poddanie się może oznaczać śmierć buddyzmu, ponieważ oznacza śmierć każdego znaczącego aspektu współczucia. Mądrosć bez współczucia nie odczuwa cierpienia.

Buddyzm głosi, że wszechświat i wszystkie jego stworzenia są od zarania obdarzone wewnętrzną mądrością, miłością i współczuciem, a ich reakcje są naturalne i wynikają ze wzajemnych zależności.  Jednostka ludzka nie może urzeczywistniać w sobie ani dla siebie tego pierwotnego stanu dopóty, dopóki nie wyzbędzie się swego wąskiego ja.

Zgodnie z buddyjskim poglądem, tym, co blokuje ową naturalną, pozbawioną wysiłku realizację jest niewiedza, która przejawia się strachem i nieuzasadnionymi pożądaniami. Filozofowie buddyjscy nie zdołali przeanalizować, do jakiego stopnia niewiedza i cierpienie są warunkowane i stymulowane czynnikami społecznymi, gdyż uznawali strach i pragnienia za zjawiska nieodłaczne od kondycji ludzkiej. Dlatego też głównym przedmiotem zainteresowania filozofii buddyjskiej jest epistemologia i “psychologia”, natomiast problematyka historyczna i historyczna nie przykuwa jej uwagi. Buddyzm mahajana stworzył wprawdzie wielką wizję powszechnego zbawienia, jednak prawdziwym osiągnięciem buddyzmu jest stworzenie systemów praktyk medytacyjnych, mających na celu uwolnienie nielicznych praktykujących jednostek od psychologicznych zahamowań i uwarunkowań kulturowych.  Zinstytucjonalizowany buddyzm jest wyraźnie gotów akceptować lub ignorować niesprawiedliwość czy tyranię wszelkich systemów politycznych, w których zasięgu się znalazł. Owo poddanie się może oznaczać śmierć buddyzmu, ponieważ oznacza śmierć każdego znaczącego aspektu współczucia. Mądrosć bez współczucia nie odczuwa cierpienia.

Nikogo dziś nie stać na niewinnosć ani na ignorowanie współczesnych systemów społeczno-politycznych i rządów. Narzędziami politycznymi narodów współczesnego  świata są “państwa”, które podtrzymują swoje istnienie, rozmyślnie podsycając żądzę i strach — monstrualne mechanizmy obronne. Tak zwany “wolny świat’ stał się ekonomicznie zależny od fantastycznych systemów stymulujących żądzę zysku, której nie można nasycić., seksualne pożądanie, którego nie można zaspokoić, i nienawiść, która nie ma ujścia i zwraca się przeciwko temu, kto ją odczuwa — przeciwko osobom, które powinien kochać, lub przeciwko rewolucyjnym aspiracjom godnych współczucia, pogrążonych w nędzy społeczeństw marginesowych. Warunki zimnej wojny zmieniły większość współczesnych społeczeństw — tak z bloku sowieckiego, jak i kapitalistycznych — w zdeprawowaną siłę wypaczającą prawdziwe możliwości człowieka. Społeczeństwa te usiłują stworzyć populacje “pretów” — głodnych duchów o gigantycznych apetytach i gardłach nie większych od główki szpilki. Zbiorowości te są zrakowaciałą tkanką pożerającą glebę, lasy i całe życie zwierzęce; znieczyszczającą wodę i powietrze naszej planety.

Nie ma w naturze ludzkiej czy też w organizacji ludzkich społeczeństw niczego, co determinowałoby powstawanie społeczeństw rozdzieranych sprzecznościami, represyjnych,  wytwarzających sfrustrowane osobowości, gotowe do przemocy. Odkrycia antropologii i psychologii potwierdzają to coraz bardziej. Każdy może się o tym przekonać uzyskując rzetelny wgląd w Pierwotną Naturę poprzez medytację. Kiedy już ktoś osiągnie tyle wiary i wgladu, doprowadzi go to do głębokiej troski, dzięki której zyska głeboką motywację do przeprowadzenia radykalnej zmiany społecznej. Jednostka zacznie dążyć wówczas do urzeczywistnienia tej zmiany odwołując się do różnorodnych pozbawionych przemocy  środków.

Radosne i dobrowolne ubóstwo buddyzmu staje się siłą pozytywną.  Niewyrządzanie krzywdy i nieodbieranie niczemu życia to tradycja prowadzaca do przeobrażeń, które wstrząsną całymi narodami. Praktyka medytacji, do której potrzebna jest jedynie “ziemia pod stopami”, wymiata z umysłu góry śmieci, którymi napełniły go mass media i działające na wzór supermarketów uniwersytety.  Wiara w łagodne i szczodre urzeczywistnienie naturalnych pragnień miłości niszczy ideologie, które oślepiają, okaleczają i represjonują — i wskazuje drogę do takiego społeczeństwa, które zadziwiłoby “moralistów” i odmieniło armie ludzi, którzy stali się wojownikami, ponieważ nie umieją kochać.

Filozofia budddyzmu Avatamsaki (Kegon lub Hua-yen) widzi świat jako wielki układ wzajemnych powiązań, w którym wszystkie rzeczy i stworzenia są niezbędne i oświecone. Z pewnego punktu widzenia, rządy, wojny i wszystko, co uznajemy za “zło” jest nieuchronnie zawarte w tej totalistycznej rzeczywistości.  Jastrząb, jego pikowanie w dół ku zdobyczy i zając stanowią jedno. Jako ludzie nie będziemy mogli osiągnąć takiej jedności dopóty, dopóki wszystkie byty nie zaczną widzieć tym samym oświeconym okiem.  Bodhisattwa żyje cierpieniem cierpiących, i on czy ona muszą skutecznie pomagać tym, którzy cierpią.

Miłosierdzie Zachodu to rewolucja społeczna; miłosierdzie Wschodu to osobisty wglad w podstawową jaźń-pustkę.  Potrzebujemy obu. Oba zawierają się w trzech  tradycyjnych aspektach Dharmy: mądrości (prajna), medytacji (dhjana) i moralności (śila).  Mądrość to intuicyjna wiedza umysłu miłującego i jasnego, który wykracza poza niepokój i agresję pochodzące z naszego ego. Dzięki medytacji nasz umysł wciąż na nowo zdolny jest przekraczać ograniczenia ego, aż w końcu stanie się umysłem, w którym zamieszkamy. Moralność to uzewnętrznienie naszego wyzwolonego umysłu w praktykowanym przez nas sposobie życia,  doprowadzenie przez osobisty przykład i odpowiedzialne działanie do prawdziwej wspólnoty (sangha) “wszystkich stworzeń”.

Ten ostatni aspekt oznacza dla mnie poparcie wszelkiej takiej rewolucji, kulturalnej czy ekonomicznej, która dąży wyraźnie ku prawdziwie wolnemu światu.  Oznacza to uciekanie się do takich środków, jak obywatelskie nieposłuszeństwo, otwarta krytyka, protest, pacyfizm, dobrowolne ubóstwo, a nawet zdecydowane, acz łagodne użycie siły, gdyby zaistniała potrzeba powstrzymania jakiegoś gwałtownego szaleńca.  Oznacza to aprobatę możliwie najszerszej skali nieszkodliych ludzkich zachowań — obronę prawa jednostek do palenia haszyszu, używania pejotlu, uprawiania poligamii, poliandrii czy homoseksualizmu. Są to światy zachowań i zwyczajów zakazywane od wieków na judeochrześcijańskim i kapitalistyczno-marsistowskim Zachodzie. Oznacza to poszanowanie inteligencji i wiedzy, lecz nie jako przedmiotów pożądania czy środków sprawowania osobistej władzy. Pracę nad własną odpowiedzialnością, ale i gotowość do pracy z grupą.  “Tworzenie nowego społeczeństwa w skorupie starego” — hasło Światowej Organizacji Pracowników Przemysłowych sprzed siedemdziesięciu lat.

Kultury tradycyjne, tubylcze, prymitywne i kultury społeczeństw wiejskich mogą wydawać się skazane na zagładę. Musimy ich bronić i wspierać tak, jak powinniśmy wspierać i bronić  różnorodności ekosystemów; wszystkie one są przejawmi Umysłu.  Niektóre z tych dawniejszych społeczeństw także zrealizowały obraz Sanghi, nie mając nic wspólnego z drogą Buddy i Dharmy. My, w naszej praktyce medytacyjnej zyskujemy  kontakt z głębokim umysłem ludzi wzechczasów i wszechmiejsc; to jest zdumiewający, rewolucyjny aspekt buddadharmy. Przez “kulturę planetarną” rozumiem te rodzaje społeczeństwa,  które w swym postępowaniu będą się kierowały nowym rozumieniem stosunkowo niedawnej instytucji Państwa Narodowego, takim rozumieniem, które mogłoby nam umożliwić zanegowanie go.  “Państwo” oznacza brak ładu; ład jest cechą społeczeństw naturalnych.  Państwo to zalegalizowana żądza zysku, mająca monopol na stosowanie przemocy; państwo naturalne jest powściagliwe i rodzinne.  Społeczeństwo naturalne to takie, które “podąża Drogą”, w sposób niedoskonały, ale autentyczny.

Takie rozumienie zatoczy krąg  i połączy nas na wiele sposobów z najbardziej twórczymi aspektami naszej archaicznej przeszłości. Jeśli dopisze nam szczęście, dotrzemy w końcu do świata małych społeczeństw względnie tolerancyjnych wobec siebie, żyjących w harmonii ze swym lokalnym, naturalnym otoczeniem i w pełni zjednoczonych dzięki głebokiemu szacunkowi i umiłowaniu umysłu i natury wszechświata.

Mogę sobie wyobrazić inne jeszcze cnoty społeczeństw troszczących się o świat, w którym występuje matrylinearna forma pokrewieństwa, wolne małżeństwo, ekonomia oparta na “naturalnym kredycie”, o wiele mniej ludności i dużo więcej przyrody w stanie dzikim.

Tłumaczenie: Elżbieta Margielewicz

Wersja z 1984 roku pochodzi z książki: Bill Deval, George Sessions “Deep Ecology. Living as if nature mattered” (Gibbs M. Smith, Inc. 1985)

Wydanie polskie: Wydawnictwo Pusty Obłok, Warszawa, 1994

Wcześniejsza wersja w “Buddhism and Coming Revolution”, Earth Household  (Nowy Jork: New Directions Press, 1969).

Gary Snyder (ur.1930) jest amerykańskim poetą, eseistą, nauczycielem i aktywistą ekologicznym.  W 1975 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera w dziedzinie poezji, w 1997 roku Nagrodę Bolligena i w 2008 rku Nagrodę Poetycką Ruth Lilly. Jego praca jest wyrazem trwającej całe życie praktyki buddyjskiej (przede wszystkim zen) i głębokiego związku z naturą. 

 

Ten gaz pod wysokim ciśnieniem — video

Raport śledczy w sprawie wydobywania gazu łupkowego w Polsce i Francji.
wykonany przez dwóch studentów wyższej uczelni dziennikarskiej w Cannes,
w ramach praktyki zawodowej.

Raport śledczy w sprawie wydobywania gazu łupkowego w Polsce i Francji.
wykonany przez dwóch studentów wyższej uczelni dziennikarskiej w Cannes,
w ramach praktyki zawodowej.
Reżyseria: Maxime Morin i Matthew Boutitie. OBEJRZYJCIE KONIECZNIE!

zobacz także:

Buddyjska Świątynia Zen zagrożona z powodu wydobycia gazu łupkowego: List otwarty

Od wspólnego pastwiska do handlu emisjami

Nie ma darmowych obiadów” — jak zauważa Raj Patel, autor “Wartości niczego”, to neoliberalne powiedzenie stosuje się nie tam, gdzie się powinno. Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów naturalnych, usilnie starając się o tym zapomnieć.

Nie ma darmowych obiadów”  —  jak zauważa Raj Patel, autor “Wartości niczego”, to neoliberalne powiedzenie stosuje się nie tam, gdzie się powinno. Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów naturalnych, usilnie starając się o tym zapomnieć.

Więcej:   Od wspólnego pastwiska do handlu emisjami —  Zielone Wiadomości.

Bardzo dobry artykuł — recenzja, Bartek Kozek o znakomitej książce Raja Patela “Wartość niczego.  Jak przekształcić społeczeństwo rynkowe i na nowo zdefiniować demokrację” Polecam (książkę i artykuł Bartka).

 

J.Ś. XIV Dalajlama: Lekarstwo altruizmu

Kiedy zastanawiam się nad brakiem współpracy w ludzkiej społeczności, dochodzę do jednego wniosku — jej przyczyną jest niewiedza co do naszej współzależnej natury. Czuję się często poruszony przyglądając się małym owadom, takim jak pszczoły. Prawa natury sprawiają, że pracują one razem, aby przetrwać. Te niepozorne istoty posiadają instynktowne poczucie społecznej odpowiedzialności. Nie mają konstytucji, praw, policji, ani religii, nie przechodzą treningu moralności, współpracują ze sobą lojalnie, ponieważ tak nakazuje im ich własna natura. Czasami mogą ze sobą walczyć, ale ogólnie rzecz biorąc, całej kolonii udaje się przetrwać dzięki wzajemnej współpracy. Z drugiej strony, istoty ludzkie mają konstytucje, niezwykle rozbudowany system prawny i siły policyjne; mamy religię, niebywałą inteligencję i serce zdolne do odczuwania miłości. Lecz pomimo naszych wielu nadzwyczajnych przymiotów pozostajemy daleko w tyle za tymi drobnymi owadami: mam poczucie, że pod pewnymi względami jesteśmy ubożsi od pszczół.

Kiedy zastanawiam się nad brakiem współpracy w ludzkiej społeczności, dochodzę do jednego wniosku —  jej przyczyną jest niewiedza co do naszej współzależnej natury. Czytaj dalej „J.Ś. XIV Dalajlama: Lekarstwo altruizmu”

Sensei Sunya Kjolhede: Ratowanie świata

W naszym ośrodku codziennie przynajmniej raz recytujemy wspólnie Cztery Ślubowania Bodhisatwy, wciąż na nowo zobowiązując się do pracy na rzecz wyzwolenia wszystkich istot, uwolnienia wszystkich, w tym samej Ziemi, od cierpienia. Co to tak naprawdę znaczy? Co mamy robić, skoro świat jest tak pełen bólu i zagrożeń? Wydaje się konieczne, abyśmy jako osoby praktykujące Dharmę nie odwracali wzroku od cierpienia, lecz stawili mu czoła, przyjęli naszą część odpowiedzialności za nie i zmagali się z konsekwencjami, jakie przyniesie to w naszym życiu.

Nasza praktyka i podjęte ślubowania nie pozwalają nam izolować się w wygodnych kokonach racjonalizacji w rodzaju “nie powinniśmy zbytnio angażować się w politykę” czy “to tylko sen”. Może to sen, ale to nasz sen, który wymaga od nas umiejętnej, współczującej i przebudzonej reakcji. Szczególnie tu, w pięknych górach Północnej Karoliny musimy uważać, by nie kryć się w naszym cichym schronieniu i nie tracić kontaktu z tętniącym życiem światem “w dolinie”?. Oczywiście, można też zatracić poczucie proporcji, popadając w drugą skrajność i tak bardzo angażując się w działania społeczne i politykę, że doprowadzi to do zaniedbania praktyki i utraty kontaktu z sercem współczucia, mądrości i bezstronności, które nadaje siłę i sens naszym działaniom.

zdjęcie: ZBZ “Bodhidharma”

Kiedy w 1947 r. Mahatma Gandhi przemierzał ulice Londynu, z laską w ręce, odziany tylko w tradycyjne, tkane w domu dhoti, czyli przepaskę na biodra, pewien reporter zapytał go: “Panie Gandhi, co Pan sądzi o zachodniej cywilizacji?” .“Uważam — odparł Gandhi —  że to byłby niezły pomysł”.

W swojej książce “Małe jest piękne” ekonomista E.F. Schumacher pisze: “[…] dla buddyzmu istota cywilizacji tkwi nie w mnożeniu potrzeb, lecz w doskonaleniu charakteru człowieka“1. Pochłonięci gromadzeniem dóbr, konsumpcją i rywalizacją, ludzie mają w życiu coraz mniej czasu na to, by szukać sposobów wyrażania harmonii, piękna i szacunku dla życia —  innymi słowy, aby być ludźmi prawdziwie cywilizowanymi. Przeciwnie, eksploatacja otoczenia i jej następstwa —  globalne ocieplenie, wojny i ludobójstwo, wymieranie kolejnych gatunków zwierząt i roślin, a także całych ekosystemów —  grożą unicestwieniem już nie tylko rozsądnie funkcjonującej ludzkiej cywilizacji, ale całego życia na naszej planecie.

Na naszych oczach giną w męczarniach kolejne ludzkie społeczności. W wiadomościach słyszymy o miejscach takich, jak zachodni Sudan, Sierra Leone, Ruanda, a teraz także Irak, gdzie przemoc, głód i degradacja środowiska naturalnego wtrąciły całe społeczeństwa w otchłań niewyobrażalnej nędzy i cierpienia. Piekło, w jakim żyją ci ludzie (nie wspominając o innych istotach żywych), szczególnie trudno wyobrazić sobie mieszkańcom Ameryki. Ciągle usytuowani na szczycie światowej drabiny zasobów naturalnych i żywnościowych, naszym zużyciem energii, zachłannością i militaryzmem przyczyniamy się w ogromnym stopniu do cierpienia na całym świecie.

W naszym ośrodku codziennie przynajmniej raz recytujemy wspólnie Cztery Ślubowania Bodhisatwy, wciąż na nowo zobowiązując się do pracy na rzecz wyzwolenia wszystkich istot, uwolnienia wszystkich, w tym samej Ziemi, od cierpienia. Co to tak naprawdę znaczy? Co mamy robić, skoro świat jest tak pełen bólu i zagrożeń? Wydaje się konieczne, abyśmy jako osoby praktykujące Dharmę nie odwracali wzroku od cierpienia, lecz stawili mu czoła, przyjęli naszą część odpowiedzialności za nie i zmagali się z konsekwencjami, jakie przyniesie to w naszym życiu.

Nasza praktyka i podjęte ślubowania nie pozwalają nam izolować się w wygodnych kokonach racjonalizacji w rodzaju “nie powinniśmy zbytnio angażować się w politykę” czy “to tylko sen”.  Może to sen, ale to nasz sen, który wymaga od nas umiejętnej, współczującej i przebudzonej reakcji. Szczególnie tu, w pięknych górach Północnej Karoliny musimy uważać, by nie kryć się w naszym cichym schronieniu i nie tracić kontaktu z tętniącym życiem światem “w dolinie”?. Oczywiście, można też zatracić poczucie proporcji, popadając w drugą skrajność i tak bardzo angażując się w działania społeczne i politykę, że doprowadzi to do zaniedbania praktyki i utraty kontaktu z sercem współczucia, mądrości i bezstronności, które nadaje siłę i sens naszym działaniom.

Aby móc w jakikolwiek rzeczywisty sposób wpływać na świat, musimy umieć ucieleśniać mądrość i współczucie, żyć nimi najlepiej jak potrafimy w najdrobniejszych szczegółach naszego życia i stąpać po ziemi tak lekko, jak to tylko możliwe. Powinniśmy uwolnić siebie i naszą społeczność od pozostałości starych patriarchalnych systemów, których niszczące działanie jest wciąż tak silnie obecne w naszej kulturze, psychice i instytucjach religijnych. Wszystko to wymaga ciągłego badania i kwestionowania naszych najgłębszych założeń i uwarunkowań, a także zrodzonych z nich nawyków. To niełatwe zadanie, ponieważ większości tych procesów jesteśmy nieświadomi. Możemy jednak znaleźć sposoby, by pomagać sobie wzajemnie w opracowywaniu i wypróbowywaniu nowych sposobów życia i interakcji, dążąc do porozumienia, tworząc wspólnotowe Kręgi, dzieląc się zasobami i biorąc udział w sensownych działaniach i dyskusjach społecznych i politycznych.

Choć wszystko to jest niezmiernie istotne, wciąż nie sięga do korzeni; wciąż poruszamy się gdzieś po obrzeżach, zajmując się raczej skutkami niż przyczynami. Co zatem jest przyczyną całego tego cierpienia? Choć chciwe, amoralne korporacje i/lub rządy (granice między nimi często są rozmyte) sieją ogromne zniszczenie, obwinianie ich jest zbytnim uproszczeniem i wciąż nie dotyka istoty problemu. Możemy protestować, wznosić transparenty i krzyczeć “Zatrzymać Machinę!”, lecz co ją napędza? Co pozwala powstawać i rozwijać się takim korporacyjnym monstrom, jak Halliburton, Weyerhaeuser czy Monsanto2? Nawet gdyby udało nam się na chwilę je wyeliminować, to jeżeli korzeń pozostanie nienaruszony, wkrótce się odrodzą lub przekształcą w coś podobnego lub jeszcze gorszego.

Dochodzimy tu do samego sedna nauk Buddy, do jego pierwszego kazania o Czterech Szlachetnych Prawdach. Budda nauczał, że atrybutem życia jest dukkha: cierpienie, brak satysfakcji. Podstawową przyczyną tego cierpienia jest tanha: nasze pragnienie lub pożądanie. Pożądanie to jest tak bardzo nieświadome, subtelne i nieuchwytne, tak głęboko tkwi w naszym ciele, w naszym DNA, jest tak blisko, że trudno je sobie uzmysłowić, nie mówiąc już o pełnym jego ujawnieniu i pracy nad nim. To ślepe pragnienie sprawia, że krążymy w sześciu światach i to ono jest paliwem napędzającym Machinę Chciwości, która ogałaca naszą planetę, niszcząc wszystko, co napotka na swej drodze. Pragnienie czego? W swej istocie jest to pragnienie oddzielnego istnienia, o którym zarówno Budda, jak i współczesna fizyka mówią, że jest jedynie złudzeniem. To wielkie pragnienie opiera się na bardzo głęboko w nas zakorzenionym ślepym przekonaniu o istnieniu oddzielnego ego-ja, odrębnego od otoczenia i w jakiś sposób trwałego. Hakuin mówi o tym w swojej Pieśni ku chwale zazen: “Przyczyną naszych trosk jest złudzenie ego, z ciemnej ścieżki na ciemną ścieżkę wędrujemy w ciemnościach, jakże uwolnić się mamy z koła narodzin i śmierci?”.

W miarę jak nasza praktyka się pogłębia, zaczynamy odczuwać potężną siłę złudzenia, która napędza to wszystko. Zaczynamy dostrzegać, jak apodyktyczne, wyzyskujące, chciwe, defensywne, miałkie i pełne przemocy jest to ego-ja, które rządzi w mrocznych głębinach naszego własnego serca i umysłu. Dostrzeżenie tego w nas samych może być przerażające i jest to jeden z powodów, dlaczego wielu ludzi odczuwa opór przed głębszym zaangażowaniem w praktykę. Nie chcemy dostrzec, jak bardzo jesteśmy interesowni w tym, co mówimy i robimy. To niepokojące i pouczające doświadczenie stanowi na najgłębszym poziomie zagrożenie dla całego naszego utrwalonego sposobu patrzenia na świat.

Stawienie czoła siłom naszego ego jest jednak pierwszym krokiem w stronę uwolnienia się od nich. W Czterech Szlachetnych Prawdach Budda nauczał, że taka wolność jest możliwa, że istnieje droga wyjścia. Kiedy uzyskamy wgląd w złudną naturę tego dojmującego pragnienia, kompulsywne pochłonięcie sobą przestanie zniewalać naszą psychikę i kierować myślami, słowami i czynami. Dopóki jednak doświadczamy siebie jako odrębnych, sami jesteśmy paliwem zasilającym Machinę, napędzamy ją własnym złudzeniem. Jeśli chcemy powstrzymać to szaleństwo i ocalić świat, musimy wreszcie dostrzec własne szaleństwo, przekroczyć je i rozbić złudzenie od niepamiętnych czasów kierujące naszym życiem. Aby tego dokonać, potrzebna jest silna, głęboka i wytrwała praktyka —  ale jest to możliwe. Możemy wykorzenić najbliższe naszemu sercu pojęcia “ja” i “moje”. Możemy zrezygnować z ciągłego utożsamiania się z tym uwarunkowanym, ograniczonym ciałem-umysłem i odzyskać bezgraniczną pełnię, wolność i współczucie. Możemy bezpośrednio doświadczyć ‑wyraziście, całym naszym jestestwem —  niepodzielności siebie-i-świata. Innymi słowy, możemy stać się tym, kim i czym naprawdę jesteśmy i zawsze byliśmy. Będziemy wówczas mogli obwieścić w zachwycie i z pełnym przekonaniem jak Hakuin: “Ja jestem słońce, księżyc i gwiazdy, i rozległa, rozległa ziemia!”. Kiedy zanurzymy się głęboko w praktykę i sięgniemy do niewyczerpanego źródła miłości i spełnienia, bijącego w samym centrum naszej istoty, zaczniemy wreszcie zaspokajać to odwieczne pragnienie i odcinać korzeń cierpienia —  dla siebie samych i dla wszystkich istot.

SENSEI SUNYA KJOLHEDE

Na podstawie teisia wygłoszonego w maju 2004 roku.
Przekład: Olena Waśkiewicz

Przypisy:

1 E.F. Schumacher, Małe jest piękne, Warszawa 1981, s. 69.

2 Wielkie korporacje amerykańskie, działające odpowiednio w przemyśle drzewnym, naftowym i biotechnologicznym.

Miesięcznik Dzikie Życie,  7–8/181–182 2009

źródło: pracownia.org.pl

Ajarn Sulak Sivaraksa: Róbcie co w waszej mocy, lecz nie oczekujcie zwycięstwa

Z buddyjskiego punktu widzenia trzema podstawowymi przyczynami cierpienia są: chciwość, nienawiść i iluzja. Konsumpcjonizm zachęca do chciwości. Globalna społeczność jest obecnie zdominowana przez chciwość, poprzez reklamę w mediach, a także ponieważ ponadnarodowe korporacje przejęły władzę. Jest to powiązane z nienawiścią i przemocą. Przemoc jest ogólnie rzecz biorąc kontrolowana przez polityków, lecz coraz więcej polityków jest sterownych przez ponadnarodowe korporacje. Tak więc chciwość sprawuje teraz kontrolę nad nienawiścią.

Chciwość i nienawiść idą ze sobą w parze. Ludzie chcą więcej i więcej, i jeśli nie mogą tego zdobyć — wybucha przemoc. Lecz u podstawy tego wszystkiego kryje się iluzja. Ludzie w gruncie rzeczy nie mają pojęcia kim właściwie są — dążą do osiągnięcia większej władzy, pieniędzy i luksusu, czegokolwiek. To są trzy podstawowe przyczyny naszego cierpienia.

Ajarn Sulak Sivaraksa wygłasza mowę na konferencji International Network of Engaged Buddhists 2011

Ecobuddhism: W swojej książce “Mądrość ekorozwoju” (Wisdom Of Sustainability), opisujesz konsumpcjonizm, jako “demoniczną religię”. Konsumpcjonizm jest jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za kryzys klimatyczny. Jak i dlaczego, z buddyjskiego punktu widzenia można go opisać,  jako demoniczną religię?

Sulak Sivaraksa:  Z buddyjskiego punktu widzenia trzema podstawowymi przyczynami cierpienia są: chciwość, nienawiść i iluzja. Konsumpcjonizm zachęca do chciwości. Globalna społeczność jest obecnie zdominowana przez chciwość, poprzez reklamę w mediach, a także ponieważ ponadnarodowe korporacje przejęły władzę. Jest to powiązane z nienawiścią i przemocą. Przemoc jest ogólnie rzecz biorąc kontrolowana przez polityków, lecz coraz więcej polityków jest sterowanych przez ponadnarodowe korporacje. Tak więc chciwość sprawuje teraz kontrolę nad nienawiścią.

Chciwość i nienawiść idą ze sobą w parze. Ludzie chcą więcej i więcej, i jeśli nie mogą tego zdobyć —  wybucha przemoc. Lecz u podstawy tego wszystkiego kryje się iluzja. Ludzie w gruncie rzeczy nie mają pojęcia kim właściwie są —  dążą do osiągnięcia większej władzy, pieniędzy i luksusu, czegokolwiek. To są trzy podstawowe przyczyny naszego cierpienia.

Sądzę, że my —  buddyści nie powinniśmy jedynie o tym nauczać. Powinniśmy wprowadzać to w życie. To z tego powodu ciągle powtarzam, że konsumpcjonizm jest wyrazem chciwości. Większość rządów —  nawet demokratycznych, nie mówiąc już o dyktaturach —  promuje nienawiść. Lecz patrząc głębiej,  jest to po prostu ułuda. Ułuda jest bezpośrednio związana z głównym nurtem edukacji, która uczy ludzi jak być sprytnym oraz upowszechnia chciwość i nienawiść. Szkolnictwo głównego nurtu nigdy nie uczy ludzi,  w jaki sposób mogliby dowiedzieć się kim są.  Nie uczy prawidłowego oddychania —  podstawą jest zawsze “Cogito ergo sum”  —  myślenie jednowymiarowe.

Gdyby ludzi uczono prawidłowego oddychania, moglibyśmy stawić czoła chciwości, nienawiści i iluzji. To z tego właśnie  powodu Jego Świątobliwość Dalajlama jest tak ważnym przykładem. Jest zwykłym mnichem, który wstaje każdego ranka oddychając we właściwy sposób. Można zobaczyć jak promieniuje jego mądrość i współczucie.  Jednocześnie zdaje on sobie sprawę z tego, że to nie wystarczy. Stanowi dobrą podstawę, lecz musimy się także uczyć od współczesnej nauki, i połączyć ją z mądrością i współczuciem.  Naukowe know-how pozbawione prawidłowego oddychania, mądrości i współczucia staje się sługą ponadnarodowych korporacji i rządów. Musimy się teraz zjednoczyć, aby zmienić samych siebie —  a także zmienić ten świat.

Im więcej przemocy w mediach, tym bardziej ludzie czują się nieadekwatni. Napędza to konsumpcjonizm —  będą kupować to czy tamto, aby uzyskać szczęście. Nigdy go nie uzyskają, lecz nie ustają w dążeniu. Przemoc jest zagrożeniem —  przyczyną narastania lęku wśród członków społeczeństwa. Ludzie mają nadzieję, że zdobywając coś, poradzą sobie z zagrożeniem. Lecz nie da się zapanować nad stanem powszechnej niepewności.

EB: Psycholog społeczny Clive Hamilton napisał przejmującą książkę zatytułowaną “Requiem for species”  (Requiem dla gatunków). Opisuje w niej “jaźń konsumenta” (consumer self) —  fałszywą, wiecznie niezadowoloną jaźń dążącą do ustalenia swojej tożsamości poprzez kupowanie większej ilości dóbr.  Gdy próbuje ona zdobyć więcej elementów tożsamości konsumenta, tworzą się cykle niezadowolenia, niepokoju i długu. Jednocześnie status sądowy ponadnarodowych korporacji daje im prawa takie jak jednostkom ludzkim.

SS: Po to by je chronić.

EB: Jeśli zbadamy zachowania korporacyjne używając kryteriów psychiatrycznych, odkrywamy instytucje z pewnym rodzajem osobowości psychopatycznej.

SS: To prawda.

EB: Niektórzy ludzie mówią : “Nie powinniśmy potępiać korporacji, ponieważ pracują w nich również ludzie.”  Lecz jeśli instytucja korporacji jest instytucją psychopatyczną, jej szefowie służą ideologii, która nie zna empatii.  Czy my —  buddyści możemy pozwolić sobie na sentymenty w tej sprawie?

SS: Nie, lecz jeśli nasze potępienie wynika z gniewu, to nic  to nie pomoże.  Byłoby lepiej gdybyśmy spróbowali zrozumieć i zdemontować te korporacje. Moją główną troską jest struktura społeczna, która jest niesprawiedliwa i oparta na przemocy. Korporacje są tego  największymi i najpotężniejszymi przykładami.

Większość kościołów, w tym nawet Sanga Buddyjska, posiada struktury, w których obecna jest przemoc.  Nie możemy tego ignorować.  Możemy mówić o “przyszłości buddyzmu”, lecz jeśli nie zajmiemy się strukturą społeczną, będzie to zwykłe paplanie.  Aby być w stanie zmierzyć się z tą kwestią na poważnie, musimy dowiedzieć się kim jesteśmy. Najpierw  restrukturyzujmy się sami,  tak by nie toczyć już więcej kampanii na rzecz ego, zwycięstwa lub buddyzmu.

Jeśli chcemy stawić czoła niesprawiedliwym i opresyjnym strukturom społecznym, koniecznie potrzebujemy pokory, współczucia i mądrości. Mając je w umyśle powinniśmy nawiązać dialog z socjologami, antropologami i naukowcami głównego nurtu. Stwarza to nowe możliwości. Musimy iść dalej tą drogą.

EB: Więc twoim zdaniem analiza buddyjska powinna potraktować priorytetowo zrozumienie przemocy kulturowej i przemocy strukturalnej —  które są trudniejsze do rozpoznania od agresywnego kolonializmu, ponieważ ukrywają się w pewnego rodzaju umysłowej mgle. Aby dostrzec tę mgłę, trzeba ją najpierw rozbroić w samym sobie.

SS: Dokładnie. I pamiętajmy, że sukces Gandhiego był również jego porażką.  Użył prawdy i braku przemocy przeciwko ciemiężcom spoza Indii. Lecz nigdy nie posłużył się  Satyagrahą (mocą prawdy i braku przemocy) w walce z niesprawiedliwą strukturą społeczną w Indiach —  czterema varnami (kastami: Bramini, Kszatrija, Wajśja  i Śudra).

Ambedkar ( który doprowadził tysiące “niedotykalnych” ludzi do buddyzmu) był wielki, ponieważ sam był pariasem. Dopóki system kastowy nie zostanie zlikwidowany, Indie pozostaną nie-wyzwolone. 60 lat po odzyskaniu niepodległości struktura społeczna jest nadal straszliwa. Pozbyli się jednego imperializmu, lecz teraz podążają ślepo za amerykańskim neo-imperializmem. Cierpienie indyjskich biednych trwa nadal.

To właśnie dlatego coraz więcej “niedotykalnych” zostaje buddystami. Rozmawianie z nimi sprawia mi radość. Mówię im: “Staliście się buddystami, to jest wspaniałe. Lecz jeśli będziecie nadal nienawidzić Braminów, na nic się to nie zda. Musicie nauczyć się jak rozwijać współczucie i mądrość, oraz jak przekształcić strukturę społeczną —  i zmienić swój stosunek do bramińskich ciemiężców.” Jednym z powodów, dla których nasze spotkanie (International Network of Engaged Buddhism, INEB) odbyło się tutaj, była moja chęć wysłuchania ciemiężonych buddystów indyjskich, i mam nadzieję, że oni również nauczą się czegoś od nas. Razem możemy zmienić strukturę społeczną tego kraju.

Mnich japoński, który prowadził ceremonię dzisiaj rano, zwrócił uwagę na to, że buddyzm japoński podtrzymuje narodową strukturę społeczną, która jest niesprawiedliwa i oparta na przemocy. Japonia promuje przemoc, szczególnie w Azji: niszczenie środowiska, import taniej siły roboczej, prostytutek, a nawet żon —  ponieważ kobiety japońskie buntują się przeciwko męskiej dominacji. Ten mnich jest wspaniały. Jest jednym z niewielu, którzy nie boją się głośno o tym mówić. Staram się nawiązywać kontakty z takimi ludźmi, ludźmi spoza głównego nurtu.

EB: W Ameryce jesteśmy teraz świadkami pozbawionej przemocy walki przeciwko korupcji procesu politycznego przez wielkie korporacje paliwowe. 6 listopada ludzie utworzyli łańcuch ludzki wokół Białego Domu, trzymając plakaty z cytatami oświadczeń prezydenta Obamy z czasu jego kampanii wyborczej.

SS: To wspaniałe. Budzi są tam coraz więcej ludzi i zaczynają nawet oddychać w bardziej prawidłowy sposób! Uczą się podważać spryt i arogancję. Nasze serca pozostają młode, jeśli uczymy się pokory, prawidłowego oddychania i szacunku dla innych. W Ameryce dostrzegam wiele rzeczy budzących nadzieję. Jest to kraj, który w ciągu ostatnich 100 lat lub coś koło tego, dopuścił się potwornych czynów, ale nie jest za późno na zmianę.

Brałem udział w tworzeniu Buddhist Peace Fellowship w tym kraju. Wielu cudownych Amerykanów stało się buddystami. Większość z nich, to ludzie zamożni i biali, i mogli nie przyjąć  zmian stylu życia, które odzwierciedlałyby w pełni Cztery Szlachetne Prawdy. Lecz myślę, że wiele zmieniło się na lepsze. Ostatecznie jest to sprawa niezwykle pilna. Świat może zostać nieodwracalnie zniszczony na skutek zmian klimatu w przeciągu tej dekady.

EB: Wielkie niebezpieczeństwo rozpoznane przez Jamesa Hansena i jego kolegów (z NASA), polega na tym, że jeżeli nie nastąpi wystarczająco szybka zmiana systemu energetycznego —  jeśli nie uda nam się przeciwstawić potędze przemysłu paliwowego — ludzkość straci kontrolę na tym procesem. Wracamy w ten sposób do “demonicznej” natury konsumpcjonizmu.

SS: Dokładnie.

EB: Simon Baron-Cohen zidentyfikował obwód współodczuwania składający się z 10 wzajemnie połączonych obszarów ludzkiego mózgu. Jest on niewystarczająco aktywny u jednostek psychopatycznych, które dopuszczają się aktów okrucieństwa. Taka osoba nie odczuwa normalnej, mimowolnej  empatii dla uczuć innych. Zmiana genetyczna wpływa na obwód empatii. Instynktownie nazywamy pozbawione uczuć okrucieństwo “złem”. Baron-Cohen definiuje je na poziomie neurologiczno-genetycznym. “Złem” jest “zero- empatii, negatywny” stan. (“zero-empathy negative” state) 

Co się dzieje, gdy paliwa kopalne przynoszą największe w historii gospodarczej ludzkości dochody, lecz są kontrolowane przez zero-empatii, negatywne instytucje.  W 1995 roku genetyk ewolucyjny Edward Wilson zapytał: “Czy ludzkość chce popełnić samobójstwo”? Piętnaście lat później emisje gazów cieplarnianych  są poza kontrolą i ekstremalne wydarzenia pogodowe stały się “normalne”. Czy my —  buddyści nie powinniśmy zadawać tego pytania na nowo, ze wszystkimi jego implikacjami?

SS: Dobrze, że się o tym  dowiedziałem. Chciałbym mieć jasność i zrozumieć dobrze co powiedziałeś, zanim podzielę się swoimi refleksjami. Dla mnie to bardzo użyteczna informacja. Ekstremalna pogoda doprowadziła do wielkich powodzi w moim kraju. Trzej ministrowie powiedzieli, że nie mają doświadczenia i nie wiedzą, jak sobie z tym poradzić. Dlaczego ci podobno demokratyczni politycy nie podali się do dymisji?

Zostaliśmy wykorzenieni z naszej własnej kultury. 150 lat temu, gdy otworzyliśmy nasz kraj, ludzie z Zachodu skarżyli się, że nie mogą jeździć na koniach, więc zbudowaliśmy nowe drogi. Teraz mamy tak dużo dróg i samochodów, że naturalny system odprowadzający wodę (w Bangkoku) został zniszczony.

Porzuciliśmy nasz tradycyjny szacunek dla Matki Ziemi, Matki Rzeki i Ojca Góry. Teraz postrzegamy je jedynie jako materiał do konsumpcji, zamieniony na pieniądze i podporządkowany technologii. Musimy powrócić do naszych korzeni, będąc jednocześnie otwarci na nową wiedzę naukową. Musimy w sposób fundamentalny zmienić samych siebie i społeczeństwo poprzez działanie bez przemocy.

Aby być uważnym należy kultywować spokój wewnętrzny. Lecz niezbędni nam są także kalyanamitra, dobrzy przyjaciele z dobrymi pomysłami, z którymi możemy rozmawiać. Nie muszą to być tylko buddyści, mogą być Chrześcijanami lub ateistami.  Ilość nie jest istotna. Kilku przyjaciół może osiągnąć dużo, z technologicznym know-how, oddaniem, większym współczuciem i mądrością.

Zostało niewiele czasu. Lecz mając grupy ludzi takie jak ta, możemy podołać. A nawet jeśli nie damy rady, to zrobimy wszystko co w naszej mocy. Musimy naprawdę , w pełni robić co w naszej mocy —  nie z powodu troski o samych siebie, lecz dla następnych siedmiu pokoleń i dla wszystkich innych istot.

Wszyscy mamy naturę Buddy. Jestem przekonany, że damy radę. Mocno popieram kreatywne nieposłuszeństwo obywatelskie. Mocno popieram ruch Occupy. Jest wspaniały! Musimy stosować wszelkie rodzaje taktyki. Musimy nauczyć się niestosowania przemocy. Musimy nauczyć się uważności.

Róbcie co w waszej mocy, lecz nie oczekujcie zwycięstwa.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.ecobuddhism.org

Zobacz także:

List Otwarty Nauczycieli Buddyjskich i Jogi Popierający Ruch Occupy

Roshi Robert Aitken: Buddyzm zaangażowany

David Tetsu-un Loy: Co zrobiłby Budda?

Strona główna

mapa strony

 

 

Sir Julian Rose: Krach finansowy i powrót do lokalności

Na naszych oczach wali się cały gmach nowoczesnej cywilizacji, w którego bezpieczne podstawy uczono nas wierzyć. Trwający wieki odgórny rabunek ludzi i planety obraca się przeciw tym, którzy go dokonywali i wciąga w swoje tryby wszystkich bez wyjątku. Oznacza to, że w ciągu najbliższych lat czeka nas zasadnicza zmiana w sposobie życia do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. O ile nie wierzymy w stojącą u podstaw nowoczesnego neoliberalnego kapitalizmu wszechogarniającą ideologię konsumeryzmu, będzie to zmiana na lepsze, o ile w nią wierzymy, będzie to zmiana na gorsze.

Czytając codzienne wiadomości, nawet w mediach zbliżonych do głównego nurtu,trudno nie zauważyć, że jesteśmy świadkami czegoś wyjątkowego —  na naszych oczach upadają jednocześnie dwie największe światowe gospodarki: amerykańska i europejska. Odnosi się wrażenie, że obydwie stoją na krawędzi finansowej katastrofy, a rozdęte machiny polityczno-biurokratyczne, które kierują wydarzeniami po obu stronach oceanu, wydają się niezdolne uzgodnić jakie środki ekonomiczne mogłyby uratować sytuację.

Zarówno do nich jak i do nas powoli dochodzi prawda o tym, że w świecie skończonych zasobów w jakim żyjemy, żadne zasoby nie są nieskończone. W szczególności dotyczy to zinstytucjonalizowanych bogactw pieniężnych, których istnienie zależy od kapitału pożyczonego tym, którzy nie są w stanie sprostać narzuconym rygorom jego spłaty. W gospodarce opartej na długu (a do takiej należymy) wszyscy uczestnicy prędzej czy później okazują się przegrani.

Nie potrafimy określić dokładnego momentu, w którym pokaźna część globalnego rynku pójdzie w rozsypkę, ale to, że jakaś forma katastrofy na wielką skalę wisi w powietrzu, jest oczywiste. Wraz z nią zawali się sam fundament współczesnego kapitalizmu, a w szczególności idea gospodarki oparta na formule bezustannego wzrostu, która doprowadziła planetę na krawędź ekologicznej zagłady, a samą machinę szalonego wzrostu na próg własnego upadku.

Ogromny dług wynikający z finansowych manipulacji, jakich dokonywano w poprzedniej dekadzie, wskazywał na nadejście globalnego kryzysu. Próba zaradzenia mu poprzez coraz mocniejsze zaciskanie pasa pracującym kobietom i mężczyznom doprowadziła do tego, że doszliśmy do ściany, do punktu z którego nie ma odwrotu i do momentu, w którym powstają pierwsze fale protestu obywateli którzy mają tego dosyć. Jest bardzo prawdopodobne, że zobaczymy kolejne, gdyż trzymająca w rękach cugle prawdziwej władzy elita bankierów i korporacyjnych despotów, stara się za wszelką cenę ją utrzymać i coraz bardziej gnębi coraz bardziej zdesperowane ludy.

Na naszych oczach wali się cały gmach nowoczesnej cywilizacji, w którego bezpieczne podstawy uczono nas wierzyć. Trwający wieki odgórny rabunek ludzi i planety obraca się przeciw tym, którzy go dokonywali i wciąga w swoje tryby wszystkich bez wyjątku. Oznacza to, że w ciągu najbliższych lat czeka nas zasadnicza zmiana w sposobie życia do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. O ile nie wierzymy w stojącą u podstaw nowoczesnego neoliberalnego kapitalizmu wszechogarniającą ideologię konsumeryzmu, będzie to zmiana na lepsze, o ile w nią wierzymy, będzie to zmiana na gorsze.

Oczywiście będą podejmowane rozpaczliwe działania w celu reanimacji —  jeszcze ten jeden raz —  konającej bestii. W tym celu miliardy dolarów, euro, jenów, funtów i rubli będą wpompowane do upadających banków, instytucji finansowych i marketingowych machin wielkich korporacji. Jednak to nic nie da, gdyż nie ma na świecie wystarczająco potężnego dźwigu, który byłby w stanie wyciągnąć je z grobu, jaki same dla siebie wykopały.

Co do wszystko oznacza dla Ciebie i dla mnie?

To zależy, zależy od tego w jakim stopniu każdy z nas jest uzależniony od pułapek neoliberalnego społeczeństwa konsumenckiego. Jeżeli ta zależność jest duża, wtedy nasz upadek będzie trwać długo, a lądowanie nie będzie łatwe. Jeżeli jednak system nie wciągnął nas zbyt mocno, nasze problemy będą trwać krócej, a lądowanie będzie łagodniejsze. Trzeba jednak pamiętać o tym, że będziemy poddani intensywnej kampanii propagandowej, którą system uprawia niczym ranna bestia wysuwająca macki, mające nas usidlić i uczynić niewolnikami jej coraz szybszego rozkładu. Bądźcie czujni. Będziemy poddani intensywnej indoktrynacji, mającej nas przekonać do nie porzucania starych nawyków myślenia i zachowania. Dają nam one poczucie fałszywego bezpieczeństwa i siły status quo, dzięki któremu przebrniemy przez “ten trudny okres”. Będziemy przekonywani  —  nawet przez wielu naszych przyjaciół —  do znoszenia ciężkich brzemion i poddania się “niezbędnym reformom”, narzucanym przez coraz bardziej autokratyczne rządy. Strzeżcie się takich głosów, bo są pełne zakłamania. “Niezbędne reformy i oszczędności” wymuszają na ciężko pracujących ludziach jeszcze większe wyrzeczenia tylko po to, aby elita nieprzyzwoitego bogactwa mogła zachować swoje finansowe imperia.

Kryzysy są kreowane przez tych, którzy znajdują się na górze piramidy władzy i traktowane są jako niezawodne narzędzia zniewolenia mas. W pakiecie “niezbędnych reform i oszczędności” najważniejszą rolę odgrywa element strachu. Jeżeli uda się im wystarczająco nas przestraszyć tym, co ponoć znajduje się po drugiej stronie walącego się świata finansów, który jest ich twierdzą, wtedy będziemy bardziej skłonni do zaakceptowania tego co proponują dla ustabilizowania sytuacji. Jest to jednak droga do bezwarunkowego niewolnictwa —  i to właśnie nim pragnie się pożywić zdychająca bestia, aby przedłużyć iluzje swojej potęgi.

Dlatego o ile chcemy uniknąć zniewolenia przez bestię, powinniśmy lepiej usiąść i uczciwie odpowiedzieć sobie tu i teraz na pytanie  —  zanim nie będzie za późno: co może znajdować się po drugiej stronie światowej katastrofy gospodarczej?

Szczera odpowiedź na to pytanie wymaga pewnej odwagi. Aby jej udzielić konieczne jest pogłębienie percepcji rzeczywistości wokół nas, a także wola zrozumienia tego jakie siły stoją za ekstremalnymi i powtarzającymi się cyklicznie wydarzeniami historycznymi. Będzie to również wymagało uznania udziału nas samych i naszych przodków w doprowadzeniu do takich kryzysów, a także uświadomienia sobie faktu, że kryzysy są odzwierciedleniem naszego własnego sposobu istnienia. Takie podejście jest konieczne dlatego, że droga wielkiej katastrofy jest długa i pełna błędów. Składają się na nią także całe dekady ślepego oddania fałszywym bożkom. Wszyscy jesteśmy współwinni  —  choć w różnym stopniu  —  i tylko uznanie tego może stanowić punkt wyjścia do naprawy sytuacji.

Dopiero gdy przekroczymy tę pierwszą przeszkodę, to będziemy w stanie budować właściwą platformę dla pozytywnej zmiany. Platformę, która pozwoli nam uświadomić sobie bardzo proste zasady dotyczące kroków jakie powinniśmy podjąć dla uniknięcia zniewolenia lub bycia zmiecionym przez tsunami wywołane globalnymi wstrząsami dokonującymi się na naszych oczach. Celowo używam terminu tsunami, ponieważ sposób w jaki traktowano planetę przez wiele pokoleń nikczemnej grabieży zasobów, nieustannych wojen i trucia w połączeniu z niepohamowaną chciwością korporacji doprowadził do niemającego precedensu stanu destabilizacji. Dotyczy on geologii, społeczeństwa, stanu atmosfery i środowiska. Katastrofa finansowa jest jego zwierciadlanym odbiciem. I nie może być inaczej, gdyż oba zjawiska są nierozerwalnie splecione w ciągu przyczyn i skutków, który teraz osiągnął punkt krytyczny.

Nasze środowisko, nasz klimat nie mogą istnieć w hermetycznym oddzieleniu od naszych działań w sferze finansów. Rany jakie zadajemy Ziemi odbijają się donośnym echem, a ich skutki wracają do nas. Tak więc podejmując pierwsze kroki w kierunku samoograniczenia oraz mając do czynienia ze światem ogarniętym przez geologiczne i finansowe wstrząsy, na pierwszy plan wysuwają się najbardziej elementarne pytania:

Czy będę w stanie zapewnić wystarczającą ilość pożywienia aby nakarmić siebie i swoją
rodzinę?”

” W jaki sposób mogę zapewnić sobie stały dostęp do tych zasobów?”

” Jak możemy zapewnić sobie podstawowe bezpieczeństwo w zakresie schronienia, wody
pitnej, ciepłego odzienia i dostatecznej ilości energii potrzebnej do ogrzewania, oświetlenia,
przygotowania posiłków?”

A co z innymi ludźmi?”

Co nastąpi gdy nasze oszczędności nie wystarczą na zakup tego czego potrzebujemy?”

Co się stanie jeżeli źródła się wyczerpią?”

Wszystkie te pytania pojawią się w naszej świadomości jeżeli tylko pozwolimy sobie na spojrzenie prawdzie w oczy. To są bardzo istotne pytania i one mają odpowiedzi. Jednak właściwe odpowiedzi nie pojawią się gdy ulegniemy strachowi bądź panice. One muszą nabrać kształtu poprzez dopuszczenie do głosu innego medium, które wydobędzie naszą uśpioną kreatywność, zdolności wynalazcze i miłość życia. Jak trafnie ujął to Albert Einstein: “Nie można rozwiązać istniejących problemów używając sposobu myślenia, który je stworzył.”

Mówiąc metaforycznie, odpowiedź na wszystkie nasze pytania znajduje się w zasięgu ręki, a mówiąc metafizycznie znajdziemy rozwiązania, o ile będziemy dość elastyczni aby zrzucić starą skórę i pozwolić nowej na jej zastąpienie. To ten sam proces jaki przechodzi obecnie nasza planeta poprzez gwałtowne oczyszczanie, które pozwoli ostatecznie zrzucić toksyczny nalot do jakiego przyczyniły się pokolenia jej lokatorów.

Dlatego nastał obecnie czas na działania, które uchronią nas przed zaskoczeniem i wciągnięciem przez walące się struktury starego reżimu w oparte na panice i podejmowane w pośpiechu ruchy mające na celu przeżycie. Nastał czas szukania prawdziwych odpowiedzi i podejmowania prawdziwych działań.

Pośród szczątków upadających instytucji finansowych i splamionych wojnami światowych gigantów korporacyjnych rodzi się świadomość, że kompletnie zaniedbaliśmy zasoby jakie są do wykorzystania w zasięgu ręki. Świadomość, że globalne problemy mają często lokalne rozwiązania, i że te rozwiązania nie sprowadzają się do pozornie nieuniknionej, upokarzającej walki o przetrwanie. Przeciwnie, takie rozwiązania doprowadzą nas do bardziej uczciwego i prostego życia. Mogłoby to wzbogacić, a nie zubożyć ducha poprzez odrodzenie zagubionego poczucia wspólnoty ze światem natury.

Gdyby tylko wystarczająco wielu z nas podążyło obecnie tą ścieżką, uwolnilibyśmy naszą planetę i nas samych od całego ogromu dodatkowych cierpień jakie na pewno będą mieć miejsce o ile wystarczająco duża część ludzkości nie zmieni swego sposoby życia.

W ostatecznym rachunku nie ma większego wyboru. Z chwilą gdy skumulowany kryzys w dziedzinie żywności, energii, powietrza, wody osiągnie swój punkt krytyczny, wtedy wielu nie będzie stać na zaspokojenie swoich podstawowych, codziennych potrzeb, lub nie będą mieć do nich dostępu w wyniku braku transportu czy infrastruktury.

Tymczasem programuje się nas do wierzenia, że taka sytuacja nigdy nie nastąpi w Zachodniej Europie czy Północnej Ameryce. Będące własnością korporacji media nie mają zamiaru nadmiernie niepokoić posłusznego społeczeństwa konsumentów. Nie życzą sobie zbyt wiele myślenia, które mogłoby doprowadzić do zmiany sposobu życia —  na przykład poprzez zaprzestanie oglądania telewizji lub kupowania w supermarketach. Tak długo jak będziemy łykać codzienne menu dla otumanionych, tak długo nie ma szansy na to, że będziemy potrafić odpowiedzieć na coraz wyraźniejszy wicher zmian, jaki wieje na naszej przeciążonej planecie. Jednak jeżeli uwolnimy nasz umysł i uczynimy kilka kroków żeby opuścić tę sztuczną rzeczywistość, którą tak pieczołowicie sami dla siebie skonstruowaliśmy, wtedy nagle poczujemy gdzie leży prawda.

A jaka jest ta prawda?

Bardzo dobrze określił to dr Fritz Schumacher, autor książki “Małe jest piękne” około 40 lat temu. W czasie wykładów w USA zapytano go czy przejście od paliw kopalnych do ludzkiej skali i lokalnych źródeł energii odnawialnej będzie oznaczać akceptację “obniżenia standardu życia”? Schumacher opowiedział: “nie, nie sądzę aby określenie “niższy standard życia” oddawało sytuację, w której zdecydujemy się zwrócić ku dobrowolnej prostocie życia.
Dobrowolna prostota życia oznacza odwrót od ekstrawagancji i ogromnego obciążenia środowiska jakie stanowi społeczeństwo konsumpcyjne XXI wieku. Oznacza uznanie, że możemy radzić sobie całkiem dobrze, a nawet lepiej, mając i używając mniej, pod warunkiem, że to “mniej” jest zasadniczo dobrej jakości oraz nie powoduje dewastacji naszego środowiska, naszego ciała i naszej duszy. Świadomy umysł i lekki “ślad ekologiczny” są zresztą warunkami wstępnymi życia zarówno przed jak i po katastrofie. Dlatego im prędzej się na nowo na nich oprzemy, tym mniej dotkliwe będą jej skutki.

Zamiast wyliczać tysiące lokalnych grup zorientowanych na samowystarczalność, które powstają obecnie jako przeciwwaga dla chwiejącej się globalnej gospodarki, wolę zachęcić do skupienia się na tym co nazywam “zasadą bliskości”. Zasada bliskości to prawdopodobnie coś co najłatwiej zrozumieć jako połączenie praw fizyki i tego co kiedyś nazywaliśmy zdrowym rozsądkiem. Nauka jaka z niej dla nas płynie to działać i myśleć tak jakby miejsce gdzie mieszkamy (wioska, miasteczko, miasto) było środkiem okręgu, a nasze codzienne potrzeby układają się wokół jak szprychy wokół osi w kole roweru. Zasada ta mówi, że powinniśmy się starać zaspokajać większość naszych codziennych potrzeb, których spełnienie jest konieczne dla wyżywienia i fizycznego dobrostanu w obszarze możliwie najbliższym środka obszaru w którym żyjemy. Wtedy staramy się uzyskiwać świeżą żywność z naszego własnego ogródka, w naszym lokalnym niezależnym sklepiku, na targu gdzie przybywają rolnicy albo bezpośrednio od najbliższego ekorolnika.

Wielkim wyzwaniem są duże miasta: jakiś rodzaj wspólnego “zazieleniania” wydaje się jedynym praktycznym wyjściem dostępnym dla mieszkańców żyjących w aglomeracjach powyżej jednego miliona. Wielkie miasta takie jak Londyn pozyskują ogromną większość żywności i energii na swoje funkcjonowanie z zagranicy. Czyni to ich mieszkańców szczególnie wrażliwymi na coraz większe zawirowania na globalnym rynku. Dla tak ogromnych konurbacji samo zapewnienie żywności jest operacją wymagającą wysokiej koordynacji i dużych ilości energii, może się ona łatwo załamać o ile zabraknie stabilnego systemu finansowego, który ją zabezpieczał. Dodatkowym wydatkiem energii jest przetwarzanie żywności i jej transportowanie na wielkie odległości.

Świeża lokalna żywność wymaga bardzo niewielkiego wkładu energii i jest “żywa” dzięki zachowującym witalność składnikom odżywczym i witaminom, które traci się w czasie transportu, pakowania i dni spędzanych w świetle neonów na półkach supermarketów — a wszystko to przyczynia się do zagłady naszej Ziemi. To samo dotyczy energii: zacznijmy od naszego własnego pieca na drewno, od fotowoltaicznych paneli słonecznych albo małego generatora czepiącego energię z wiatru, lub od sąsiedzkiego programu energii odnawialnej. Zaopatrzmy się w drewno u miejscowego handlarza lub leśnika czy rolnika. Zróbmy poważny wysiłek żeby uniezależnić się od “narodowej sieci” i od supermarketów (zostawiają one bardzo duży “ślad energetyczny”) i zacznijmy wspierać lokalnych handlowców w naszym sąsiedztwie. Kiedy przyjdzie co do czego i pogasną światła wtedy okaże się, że to właśnie tutaj tkwi rozwiązanie, a relacje jakie zbudujemy w naszym sąsiedztwie czy lokalnej społeczności okażą się decydujące dla naszej transformacji ku dobrowolnej prostocie. Tylko na poziomie lokalnym możemy brać udział w autentycznej wymianie, która łączy ekologicznego rolnika, leśnika, kowala, piekarza i dostawcę. Posiadanie pieniędzy przestanie być tak istotne, kiedy społeczność powróci do barteru i wymiany. Jeżeli nie włączymy się do tej dynamicznej infrastruktury, wtedy nasze szanse na przejście bez większych cierpień przez nadchodzące wstrząsy o wymiarze planetarnym będą niewielkie.

Poprzez zastosowanie się do zasady bliskości będziemy zmierzać do najbardziej eleganckich i konstruktywnych rozwiązań na niwie ekologii i życia społecznego. Będą one prowadzić do oparcia naszego codziennego życia na zdrowych podstawach. Takie podejście zawiera w sobie również pozytywny potencjał jako katalizator głębokich i znaczących relacji międzyludzkich, rzuci także nowe światło na wspólne, twórcze przedsięwzięcia na naszych polach, ulicach i w naszych domach. Wtedy odkryjemy, że naprawdę istnieją lokalne rozwiązania globalnych problemów.

Sir Julian Rose — prezes Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi — ICPPC,
www.gmo.icppc.plwww.icppc.plwww.eko-cel.pl , właściciel jednego z pierwszych
ekologicznych gospodarstw w Anglii, działacz społeczny. Wieloletni członek zarządu
najważniejszego angielskiego stowarzyszenia “Soil” (Ziemia), zajmującego się promocją i
atestacją gospodarstw ekologicznych. Korespondent w prestiżowego pisma “Environment
Now” (Teraz środowisko), doradca instytucji rządowych, autor książki “Zmieniając kurs na
życie. Lokalne rozwiązania globalnych problemów”:  www.renesans21.pl

Podziękowania dla Sir Juliana za udostępnienie tekstu.

Artykuł w formacie pdf :  tutaj

Zobacz także: Raport ONZ: Rolnictwo ekologiczne może podwoić produkcję żywności w biednych krajach

mapa strony

strona główna

Człowieku — film dokumentalny o Jacku Bożku

Film dokumentalny o Jacku Bożku, założycielu i liderze Klubu Gaja, współzałożycielu Partii Zieloni 2004. Jacek od kilkudziesięciu lat praktykuje buddyzm tybetański.     Film niezwykle osobisty, przesycony emocjami, jest apelem o działanie,  o niepozostawanie biernym w obliczu niesprawiedliwości i głupoty,  o wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i świat, w którym żyjemy.

Film dokumentalny o Jacku Bożku, założycielu i liderze Klubu Gaja, współzałożycielu Partii Zieloni 2004. Jacek od kilkudziesięciu lat praktykuje buddyzm tybetański.
Film niezwykle osobisty, przesycony emocjami, jest apelem o działanie,  o niepozostawanie biernym w obliczu niesprawiedliwości i głupoty,  o wzięcie odpowiedzialności za swoje życie i świat, w którym żyjemy.

mapa strony

Eksperci o kryzysie energetycznym i globalnym ociepleniu — video (English)

Eksperci — wybitni naukowcy (m.in. Thom Hartmann, Noam Chomsky, Bill McKibben, Richard Heinberg) o kryzysie energetycznym, globalnym ociepleniu, systemie polityczno-gospodarczym opartym na założeniu ciągłego wzrostu PKB i nadciągającej katastrofie. 

Eksperci — wybitni naukowcy (m.in. Thom Hartmann, Noam Chomsky, Bill McKibben,  Richard Heinberg) o kryzysie energetycznym, globalnym ociepleniu, systemie polityczno-gospodarczym opartym na założeniu ciągłego wzrostu PKB i nadciągającej katastrofie.  Bardzo wnikliwy, spójny i oparty  na wynikach badań naukowych opis sytuacji w jakiej znajduje się ludzkość i cała nasza planeta.

Zobacz także:

10 najważniejszych nowych odkryć nauki o klimacie w 2010 roku

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Chokyi Nyima Rinpocze — wywiad

Filozofia głębokiej ekologii

Nurt filozofii głębokiej ekologii powstał na początku lat 70., a zainicjowany został przez norweskiego filozofa Arne Naessa (1912–2009). Zrodził się on z wnikliwej obserwacji życia społecznego i kulturalnego na przestrzeni lat 60. oraz z dostrzeżenia postępującej degradacji środowiska naturalnego. Niepokój związany z niepohamowanym rozwojem cywilizacji naukowo-technicznej (zwanej cywilizacją przemysłową) i postępującym kryzysem globalnym, który objął także kulturę, zrodził potrzebę znalezienia odpowiedzi na pytania o jego przyczyny, zasięg i wpływ na przyrodę oraz człowieka.

Arne Naess z żoną w ośrodku Pracowni w Dolinie Wapienicy, 1992

Nurt filozofii głębokiej ekologii powstał na początku lat 70., a zainicjowany został przez norweskiego filozofa Arne Naessa (1912–2009). Zrodził się on z wnikliwej obserwacji życia społecznego i kulturalnego na przestrzeni lat 60. oraz z dostrzeżenia postępującej degradacji środowiska naturalnego. Niepokój związany z niepohamowanym rozwojem cywilizacji naukowo-technicznej (zwanej cywilizacją przemysłową) i postępującym kryzysem globalnym, który objął także kulturę, zrodził potrzebę znalezienia odpowiedzi na pytania o jego przyczyny, zasięg i wpływ na przyrodę oraz człowieka.

Pierwszą i zasadniczą przyczyna zaistniałego kryzysu był (i wciąż jest) sposób postrzegania przez człowieka swojej pozycji względem przyrody i wszelkich jej elementów. Konsumpcyjne podejście do życia, zakładające ciągłe gromadzenie dóbr w imię pozornego podnoszenia standardu życia, dokonuje się przede wszystkim kosztem naszego rozwoju duchowego i psychicznego, a co za tym idzie oddzielenia człowieka jako indywidualnego, jednostkowego “ja” od przyrody jako całości. Tymczasem prawidłowy rozwój jednostki możliwy jest jedynie wówczas, gdy zapewniona będzie jej w tym samym stopniu możliwość rozwoju biologicznego jak i psychicznego oraz duchowego, o których nie może być mowy bez pierwotnego, prawdziwego związku człowieka z przyrodą. Kondycja naszego życia zależy od kondycji całego środowiska w świecie, w którym żyjemy. Nie ma miejsca na podział na byty bardziej lub mniej znaczące, nadrzędne lub podrzędne.

Konsumpcyjna kultura człowieka XXXXI wieku oparta jest na przekonaniu, że człowiek stanowi centrum świata i wszelkie podejmowane przez niego działania powinny być zgodne z jego (niejednokrotnie jedynie doraźnymi) potrzebami. Ten jednostronny i ślepy antropocentryzm jest przyczyną wszelkiego zła, jakie wyrządzane jest przyrodzie i kryzysu, który dotyka samego człowieka. Nawet w kwestiach tak szeroko promowanej od kilkudziesięciu lat ekologii (płytkiej ekologii) nie jesteśmy w stanie uwolnić się od ludzkiego punktu widzenia. Brak nam całościowej wizji otaczającego nas świata —  jesteśmy wielkimi egoistami, będąc jedynie częścią ogromnej całości.

Głęboka ekologia jest zupełnie innym spojrzeniem na problemy ochrony przyrody, a co za tym idzie życia ludzkiego w jego najpełniejszym wymiarze, niż tzw. płytka ekologia. Wyrasta ona z filozofującego podejścia w analizie problemów ekologicznych, opiera się na teorii bytu, teorii wartości i etyce. Takie podejście do spraw właściwej oceny zaistniałego problemu ekologicznego wynika z przekonania, że tylko całościowe objęcie danej kwestii pozwoli na prawdziwe jej wartościowanie (czyli dokonanie jej dokładnej oceny). Płytka ekologia nie rozważa problemu w sposób filozoficzny, ale tym samym jej punkt widzenia jest powierzchowny, krótkowzroczny a przede wszystkim antropocentryczny. “Postrzega człowieka jako istotę ponad albo poza naturą, jako źródło wszelkich wartości, a naturze przypisuje jedynie wartość instrumentalną lub użytkową”.

Niepowierzchowny, dociekliwy i głęboki stosunek do zaistniałego problemu ekologicznego możliwy jest dzięki zaproponowanej przez Naessa metodzie zadawania głębokich pytań, takich jak:

  • Dlaczego żyjemy tak, jak żyjemy?
  • Jakie jest znaczenie życia?
  • Jakie są najważniejsze cele w życiu?
  • Które z wartości naprawdę, niezbędnie potrzebujemy? A które wartości dotyczą zaledwie komfortu i powierzchownej zabawy?
  • Dlaczego niszczymy przyrodę?
  • Co to jest właściwy sposób życia?
  • Jaka technologia jest najlepsza?

Co to znaczy głębokie zapytywanie? Oznacza to wewnętrzne zaangażowanie w rozwiązywanie istotnych problemów na poziomie wszystkich procesów psychicznych: procesów intelektualnych, postanowień, dążeń, pragnień, itp. Ważne jest by rozważania prowadzić z szerszej, nie tylko ludzkiej perspektywy, gdyż to, co z ludzkiej perspektywy jest możliwe do zaakceptowania i przyjęcia, może być nie do przyjęcia, jeżeli weźmiemy pod uwagę procesy życiowe zachodzące na całej planecie. Chodzi o to by przede wszystkim dogłębnie zastanowić się nad naszym sposobem funkcjonowania na ziemi i postępowania wobec niej.

Podsumowaniem piętnastoletnich przemyśleń dotyczących zasad ekologii głębokiej przez Johna Muira, Georgea Sessionsa i Arne Naessa było sformułowanie ośmiu zasad ekologii głębokiej:

  1. Pomyślność oraz rozwój ludzkiego i pozaludzkiego życia na Ziemi są wartościami same w sobie (wartościami immanentnymi, przyrodzonymi) niezależnie od użyteczności pozaludzkich form życia dla człowieka.
  2. Bogactwo i różnorodność form życia przyczyniają się do urzeczywistnienia tych wartości i same w sobie są wartościami.
  3. Ludzie nie mają prawa ograniczania tego bogactwa i różnorodności, chyba że chodzi o zaspokojenie ich żywotnych, istotnych potrzeb.
  4. Rozwój pozaludzkich form życia wymaga zahamowania wzrostu liczebności populacji ludzkiej. Rozkwit życia i kultury człowieka daje się pogodzić z takim obniżeniem.
  5. Oddziaływanie człowieka na inne formy życia jest obecnie zbyt duże, a sytuacja ta gwałtownie się pogarsza.
  6. Wymaga to poważnych zmian, szczególnie ekonomicznych, technologicznych i ideologicznych. Nowa sytuacja będzie całkowicie odmienna od obecnej.
  7. W sferze ideologicznej chodzi przede wszystkim o ograniczenie wzrostu materialnego standardu życia na rzecz jakości życia. Wytworzy się głęboka świadomość różnicy miedzy tym, co ilościowo i jakościowo wielkie.
  8. Ci, którzy zgadzają się z powyższymi założeniami, powinni czuć się zobowiązani do podjęcia pośrednich lub bezpośrednich działań na rzecz wprowadzenia w życie tych niezbędnych zmian.

Celem Naessa było ukazanie, że możliwe jest zjednoczenie ludzkich wysiłków w celu ratowania przyrody. Nie jest tutaj istotne z jakich przekonań religijnych czy też filozoficznych wynikają te wysiłki —  ważne jest jedynie to, by wspólnie podejmować kroki w kierunku ratowania zagrożonego bogactwa przyrodniczego.

źródło: pracownia.org.pl

zobacz także:

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko

%d bloggers like this: