Archiwa tagu: sufizm

Matthew Fox, Llewelyn Vaughan-Lee: Duchowy narcyzm / Duchowa ekologia

6689Matthew Fox:  Rozmawiamy dzisiaj o ekologii i duchowości.  Kto mógłby zaprzeczyć, że nie ma znaczenia z jakiej jesteś tradycji,  lub czy jesteś ateistą,  jeśli twoje podwórko płonie i nie możesz już dłużej uprawiać roślin, i podnosi się poziom wód morskich? Jesteśmy wszyscy w opałach. I to może wreszcie połączyć religie i sprawić, że pokonają swój narcyzm.

Llewellyn Vaughan-Lee: Mam nadzieję. Mistycyzm, jak wiesz, zawsze utrzymywał tę wspólną nić pod powierzchnią religii – jedność wewnętrznego doświadczenia. Jednym z powodów dla których zredagowałem książkę Spiritual Ecology (Ekologia Duchowa) była chęć włączenia tego wątku w debatę o ekologii, ponieważ uważałem, że jakkolwiek był on w niej  obecny, nie był wystarczająco nagłośniony.

MF: Absolutnie. To samo próbuję robić z archetypem kosmicznego Chrystusa –  aby przynajmniej w Chrześcijanach obudzić świadomość, że ukrzyżowanie nie jest czymś, co zdarzyło się 2 000 lat temu – ono dzieje dzisiaj  wraz  z zabijaniem  lasów tropikalnych, wielorybów i niedźwiedzi polarnych, i wieloma innymi rzeczami.

LV-L:  To przydarza się Ziemi.

MF: Moim zdaniem,  może to nie tylko pobudzić wojowników duchowych do działania już dzisiaj, lecz również zreformować nasze tradycje religijne, które jak sądzę, popadły w bardzo odmienny od mistycyzmu narcyzm.

LV-L:  Niepokoi mnie, że ludzie przebudzeni duchowo lub świadomi, są w pewien sposób zbyt skoncentrowani na swojej własnej wewnętrznej podróży duchowej, i moim zdaniem jest to karykatura prawdziwego przebudzenia duchowego, które powinno obejmować całość, a ta całość zawiera Ziemię.

MF:  Zgadzam się całkowicie. Jeśli twoja przemiana nie prowadzi do transpersonalnej służby,  współczucia, sprawiedliwości, w tym sprawiedliwości ekologicznej,  wtedy mam wątpliwości co do jej autentyczności. I Jezus wyraził to w bardzo prosty sposób, że poznacie ich po ich owocach.  Możemy być tak pochłonięci naszymi doświadczeniami duchowymi,  że nie zdajemy sobie sprawy   z tego, że powinny nas one pobudzić do działania.

LV-L:  W sufizmie mówi się, że po przystanku  jedności przychodzi czas na służbę,  naszym zadaniem staje się wtedy służenie innym. Sufiści znani są jako służący.

MF:  Lub, jak powiedział Jack Kornfield –  po ekstazie przychodzi czas na pranie.

LV-L:  Z jakiś powodów tak bardzo skoncentrowaliśmy się na naszej własnej ludzkiej podróży, że zapomnieliśmy, iż  jest ona częścią podróży Ziemi.  Kiedyś, jestem pewien, że  zdajesz sobie z tego sprawę, było głębsze zrozumienie, że nasza dusza jest częścią duszy Ziemi –  anima mundi, i straciliśmy tę łączność.  Straciliśmy świadomość, że nasze duchowe światło, jest częścią światła świata. I musimy ją odzyskać.

MF:  To prawda. Jak również świadomość tego, że historia Ziemi jest częścią historii kosmosu.

LV-L: To wszystko jest jednością. Jednym życiem, oddechem –  powiązane wzajemnie, niezależne organizmy duchowe, w takim samym stopniu jak fizyczne, i sądzę, że z jakiś zdumiewających powodów, zapomnieliśmy o tym.

MF: Myślę, że ma to wiele przyczyn, a jedną z nich jest antropocentryzm i narcyzm nowoczesnej świadomości. Lecz moim zdaniem, częścią tego jest także trwające całe wieki znęcanie się nad materią przez niektórych wpływowych myślicieli teologicznych. Taki rodzaj separacji, dualizmu jest tak destrukcyjny, ponieważ zaczynasz myśleć, że ciało ma znaczenie drugorzędne, a następnie w taki sam sposób traktujesz Matkę Ziemię, i wszystko inne.  Rozpatrując to w kontekście, nie mielibyśmy naszych wyobrażeń, naszego oddechu, naszej żywności ani naszej egzystencji bez materii. Materia nie jest przeszkodą dla ducha.

LV-L:  Sądzę, że wczesne odrzucenie przez kościół katolicki całej duchowości opartej na Ziemi, pozostawiło bardzo dotkliwą pustkę, której rezultatów, w pewien sposób, doświadczamy dzisiaj.

MF: I płacimy za nią cenę. Myślę, że tak naprawdę zaczęło się to w czwartym wieku. Jeśli masz zamiar rządzić imperium, tak jak kościół, który w jakimś sensie odziedziczył imperium w czwartym wieku,  w twoim własnym interesie leży oddzielenie materii od ducha, a także nauczanie o grzechu pierworodnym, i wywołanie w ten sposób u ludzi dezorientacji  co do ich wewnętrznej godności, praw oraz świętości. Sądzę, że służyło to celom politycznym oraz  kontroli kulturowej.

LV-L: Tak, wzmocniło to męską dominację nad naturą, a teraz musimy w krótkim czasie przywrócić równowagę, i odzyskać poczucie świętości stworzenia.  Wniesienie tej kwestii do debaty ekologicznej ma dla mnie kluczowe znaczenie, ponieważ nie sądzę, żebyśmy byli w stanie zająć się fizycznym zniszczeniem planety, tym ekologicznym ludobójstwem, jeśli nie przyjrzymy się jego przyczynom i  nie połączymy się ponownie ze świętą naturą, która jest otaczającym nas światem.

MF:  A także naszym światem wewnętrznym. Tym właśnie różni się ekologia głęboka od ekologii.

LV-L: Mistycy uczą prostych rzeczy,  lecz te proste rzeczy zmieniają ludzkie światy. W jaki sposób moglibyśmy pobudzić ponownie tę perspektywę duchową, tak by móc wprowadzić ją na arenę globalną, która woła do nas o pomoc?  To znaczy, woła nas Ziemia. Z tego powodu zatytułowałem tę książkę Spiritual Ecology: The Cry of the Earth  (Duchowa ekologia: Ziemia płacze) –  ponieważ Ziemia płacze, dusza Ziemi płacze. Powinniśmy odpowiedzieć z naszej własnej duszy, a także poprzez nasze działanie.

MF: Jak zauważył Einstein, źródłem naszych wartości nie jest intelekt, lecz intuicja i odczuwanie.  Mówi on, że intelekt dostarcza nam metod, nie daje nam wartości. I myślę, że jeśli przyjrzymy się historii nauki w różnych tradycjach  monastycznych, zobaczymy, że obecne w niej było, w taki czy inny sposób, serce.

LV-L:  Gdy mówisz o obecności  serca, sugerowałbym nawet  coś  bardziej radykalnego.  W jaki sposób moglibyśmy uczynić miłość do Ziemi  centrum tej troski o jej dobro?  W istocie, Thich Nhat Hanh powiedział niedawno, że prawdziwa zmiana będzie możliwa, jeśli zakochamy się w naszej planecie.

Będąc mistykiem, wierzę w nadrzędną rolę miłości, i my mamy tę miłość do Ziemi. Jest tak szczodra. Dała nam życie. Dała nam oddech. Dała nam wodę. A my w odpowiedzi potraktowaliśmy ją tak okropnie. Czuję, że to mistyczne centrum bożej miłości jest rzeczywiście siłą kryjącą się za planetą, ponieważ jest ono tym,  co faktyczne daje nam wszystkim życie.  Włączenie tego podstawowego atrybutu do debaty ekologicznej, jest naprawdę radykalnym pomysłem.

Mając tę fizyczną odpowiedzialność, w jaki sposób możemy zaangażować  miłość,  która należy także do naszego poczucia sacrum?  Jak możemy jeszcze raz nauczyć się żyć wyrażając miłość do Ziemi w naszym sposobie życia, w naszych codziennych aktywnościach , tak, aby wszystko przepełniło się  tym poczuciem sacrum?

Można edukować umysł, lecz w jakiś sposób, zostaliśmy pozbawieni potęgi miłości, która jest mistyczną, największą siłą stworzenia.

MF:  W naszych tradycjach, z pewnością w tradycji żydowskiej, lecz również u Tomasza z Akwinu, również mówi się, że umysł przebywa w sercu. To jest prawdziwa wiedza serca  – kiedy naprawdę coś kochasz, chcesz się o tym więcej dowiedzieć.

LV-L:  Serce widzi także jedność w rzeczach. Sufiści mawiają, że gdy oko serca jest otwarte –  mówią oni o oku serca –  wtedy w każdy atomie jest milion tajemnic.  I widzimy wówczas  jedność we wszystkich przejawach życia, we wszystkim czego jesteśmy częścią.  Musimy odzyskać tę wspólnotę, tę jedność, ponieważ życie umiera, a umiera,  gdyż  rozdzieliliśmy  ducha i materię, oddzieliliśmy się od  stworzenia. Umysł analityczny próbuje podzielić wszystko na coraz mniejsze i mniejsze części. Potrzebujemy powrócić do tej jedności,  do świadomości współzależności całego życia, do tej sieci życia, którą nasi przodkowie znali i głęboko szanowali.

Tak jak mówisz, z jakiegoś powodu straciliśmy łączność z duchowym wymiarem wszechświata, i moim zdaniem jest to przyczyna  naszego obecnego braku równowagi ekologicznej, ponieważ nie szanujemy lub nie czcimy stworzenia, tak jak robili to zawsze nasi przodkowie i nadal robią ludy tubylcze.

I w jakiś sposób, mistycy kontynuowali ten wątek na zachodzie, lecz to już dłużej nie wystarczy.  Potrzebna jest rewolucja, rewolucja serca, rewolucja świadomości, która dostrzega jedność w nas i wszędzie dokoła. Przypuszczam, że stojące przed nami wyzwanie brzmi –  jak to przywrócić ludzkości, ten zapomniany skarb, tę tajemnicę, tę głęboką świadomość prawdziwej natury  wszechświata, świadomość,  i  zrozumienie, że nie jest to martwa materia?

Mówię zawsze, że świat nie jest problemem do rozwiązania, jest żywą istotą z którą jesteśmy w relacji, i ona nas wzywa.  Potrzebuje naszej uwagi,  nie tylko naszych umysłów, lecz również naszych serc.  To nasza własna przebudzona świadomość może uzdrowić świat.

MF:  Jeszcze innym wymiarem, mającym związek z miłością, jest żal.  Nie radzimy  sobie z nim w naszej kulturze dobrze, i jest to jeden z powodów, dlaczego jest wokół tak dużo złości.  Bardzo często nie zajmujemy się złością w konstruktywny sposób.

Odprawiam dużo ceremonii żałobnych –  potrzeba nam praktyk i rytuałów.  Kiedy narasta żal, kiedy nie potrafisz sobie z nim poradzić, nie tylko powstaje złość, lecz również radość i miłość stają się zasłonięte, i ludzie czują się pozbawieni mocy. Myślę więc, że praca z żalem jest bardzo ważna.

Co mogę powiedzieć?  Jak można nie odczuwać dzisiaj żalu  patrząc na to co dzieje się z  Ziemią? Musiałbyś niezwykle dużo się napracować i spożytkować  mnóstwo energii,  by zakryć swój żal.

LV-L:  Myślę, że właśnie to robimy. Jesteśmy kulturą masowego rozproszenia. Za wszelką cenę próbujemy uniknąć skonfrontowania się z prawdziwymi owocami naszych działań.

Powiedziałbym, że najważniejszą praktyką jest słuchanie. Thich Nhat Hanh powiedział, że jeśli chcesz uzdrowić Ziemię, słuchaj jej płaczu, ponieważ ziemia płacze, lecz my nie umiemy słuchać. Zapomnieliśmy kobiecej mądrości głębokiego słuchania. Jeśli jest głęboka ekologia, jest również głębokie słuchanie.  Musimy nauczyć się na nowo tej kobiecej mądrości słuchania Ziemi. Ona jest tak stara, tak mądra, przeszła już tyle kryzysów, i musimy nauczyć się z nią współpracować.

Thomas Berry powiedział, że mówimy tylko sami do siebie; nie mówimy do rzek; nie słuchamy wiatru i gwiazd; przerwaliśmy wielką rozmowę. Przerywając tę rozmowę, roztrzaskaliśmy wszechświat. I musimy znowu nauczyć się jak słuchać Ziemi, i jak otworzyć uszy naszego serca. Powiedziano nam to wielkie kłamstwo, że jesteśmy oddzieleni od Ziemi, że jest ona czymś na zewnątrz. Ona nie jest na zewnątrz,  jesteśmy jej częścią.  Składamy się z pyłu gwiezdnego.

Musimy poczuć żal z powodu stanu Ziemi we własnym wnętrzu i nauczyć się jej słuchać, nauczyć się ją słyszeć, na nowo się do niej dostroić,  tak jak robili to dawni szamani, tak jak mądrzy ludzie, którzy słuchali wiatru, którzy słuchali rzek, którzy czuli bicie serca wszechświata. Może to brzmieć niezbyt praktycznie,  lecz ma w sobie głęboką mądrość, i myślę, ze potrzebujemy  w tej chwili wszelkiej pomocy, jaką tylko możemy uzyskać.

MF:  Masz całkowitą rację. I właśnie w tę stronę powinny skierować się światowe tradycje duchowe, jeśli pokonają swój antropocentryzm i porzucą niegodziwą tendencję do zwalczania się nawzajem i dominacji, i przywrócą wymiar żeński:  wrażliwość,  kontemplację i ciszę.

LV-F: Ważne jest też, by zbytnio się nie spieszyć i nie zadowalać się środkami doraźnymi, ponieważ nie wierzę, że możemy szybko zaradzić temu kryzysowi ekologicznemu. Narastał on przez całe stulecia.

MF: Antropocentryzm, współzawodnictwo, chęć dominacji nazywam gadzim umysłem i nastawienie patriarchalne karmi ten gadzi umysł ponad miarę, podczas gdy  właściwym sposobem traktowania tego rodzaju postawy,  jest uczenie się medytacji i pozostawanie bez ruchu, ponieważ gady lubią wylegiwać się na słońcu.  Musimy stworzyć przestrzeń dla umysłu ssaka, który jest o połowę młodszy od  umysłu gada w nas, i który jest umysłem współczucia, więzi i rodziny, a także pozostaje w dobrych relacjach z resztą natury.

LV-L: Mówił o tym (w swojej książce) Wódz Oren Lyons, gdy omawiał nauki zawarte w oryginalnej tradycji rdzennych Amerykanów.  Mówią one o tym, że powinniśmy ze sobą współpracować i być z innymi w dobrych relacjach. Jest to bardzo proste, ale tylko kiedy zdamy sobie sprawę, że jesteśmy jedną żywą społecznością i  możemy przetrwać jedynie jako jedna żywa społeczność. Jest to bardzo fundamentalna prawda.  Nie jest to skomplikowane, ale wydaje się, że zapomnieliśmy, że należymy do tego żywego, współzależnego, splecionego organizmu, który istnieje wszędzie wokół nas i którego jesteśmy częścią.

Myślę, że na każdym z nas, kto jest tego świadomy, spoczywa odpowiedzialność za wysunięcie tej kwestii na pierwszy plan, za przekazywanie tego posłania, by nie pozwolić ciemnej stronie naszej cywilizacji na pochłonięcie całego światła. Dlatego kiedy mówiłeś o duchowym narcyzmie,  a ja o mojej obawie, że ludzie przebudzeni duchowo używają swojego światła tylko na potrzeby własnej podróży duchowej lub  wyobrażeń o wzroście duchowym, musimy nawiązać relację pomiędzy naszym światłem a światem, który tego światła rozpaczliwie potrzebuje. I kiedyś istniała ta relacja pomiędzy światłem indywidualnej duszy a światłem duszy świata, i musimy w jakiś sposób na nowo połączyć się z Ziemią na bardzo głębokich, fundamentalnych zasadach.  Jesteśmy częścią jednej podróży duchowej, jednej ewolucji,  nasza dusza i dusza świata nie są oddzielone, i musimy odzyskać ten związek.

I z jakiegoś powodu, jak mówisz, ludzka duchowość i religia stały się narcystyczne, a nie było to nigdy ich intencją, ponieważ miłość Chrystusa była dla świata, pokój Buddy był dla świata.  Przesłanie jest zawsze dla całości.

MF: Sądzę, że obecnie wielu młodych ludzi aktywnie  pracuje  na rzecz przywrócenia poczucia świętości Ziemi, robią to na wszelkie sposoby –  od sposobu w jaki jedzą i uprawiają Ziemię, po biznes i politykę.

LV-L:  Najważniejsze jest w tym nasze nastawienie. Nastawienie jest zawsze decydujące. Jeśli przystępujemy do działania, w najgłębszym sensie, z nastawieniem modlitewnym lub nawet po prostu z szacunkiem i czcią dla siebie nawzajem, dla Ziemi, dla wszystkiego co wokół nas, wtedy może rozpocząć się uzdrawianie, a ciemności się wycofają.  Ale poczekamy i zobaczymy.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas  

źródło: ecobuddhism.org

Matthew Fox jest teologiem i pastorem amerykańskiego Kościoła Episkopalnego.

Dr. Llewellyn Vaughan-Lee jest mistykiem sufijskim – dzierżycielem nauk Iriny Tweedie, która przeniosła z Indii  na zachód nauki  sufijskiego zakonu Naqshbandiyya- Mujadiddiya.