Archiwa tagu: zmiany klimatyczne

Nowy raport: Poziom oceanów może wzrosnąć o około 3 metry przed końcem obecnego stulecia

Góra lodowa u zachodnich wybrzeży Antarktydy, fot. Debra Tillinger, (CC BY 2.0)

Góra lodowa u zachodnich wybrzeży Antarktydy, fot. Debra Tillinger, (CC BY 2.0)

Nowy raport napisany przez dr. Jamesa Hansena i 16 innych znanych klimatologów pokazuje, że uzgodnione szacunki wzrostu poziomu morza mogą  być zaniżone, według nowych prognoz główne miasta przybrzeżne prawdopodobnie nie będą   nadawały  się do zamieszkania przed końcem obecnego stulecia.
Czytaj dalej

Tegoroczny sierpień najcieplejszy w historii pomiarów

Kolejny miesiąc 2014 roku okazał się być najcieplejszym w historii pomiarów. Według danych opublikowanych przez NASA, tegoroczny sierpień był o 0,70oC cieplejszy od średniej z lat 1951-1980, co czyni go najcieplejszym sierpniem w historii pomiarów.

więcej:  ziemianarozdrozu.pl

Hozan Alan Senauke: Nie budzimy się sami

Buddyzm zaangażowany i buddyzm zaangażowany społecznie, rozpoznaje konieczność ciągłego dostosowywania nauk Buddy  do warunków  społecznych.  Buddyzm  czasów Buddy był doskonale dostrojony do ówczesnego społeczeństwa i dostarczał  lekarstwa społeczeństwu, które go otaczało. Podobnie było z buddyzmem chińskim i japońskim.  W zakresie w jakim były to religie zorganizowane, prawie zawsze  pojawiały się aspekty problematyczne. Czytaj dalej

Marcin Popkiewicz: Polska w świecie cieplejszym o 4 st. Celsjusza

Ziemia-widziana-z-Apollo-17-100x100Jeśli obecny trend wzrostu emisji CO2 zostanie utrzymany, do połowy stulecia wzrosną one z 35 mld ton rocznie do 100 mld ton. Kontynuacja tego scenariusza doprowadzi do wzrostu średniej temperatury powierzchni Ziemi do 2100 roku o 4°C. Oczywiście w roku 2100 temperatury nie przestaną rosnąć: do roku 2300 wzrost sięgnie 8°C.

Rys. 1: Wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi w dwóch scenariuszach ? spalenia wszystkich paliw kopalnych (RCP 8.5) oraz ograniczenia wzrostu temperatury do 2°C (RSP3-PD).

Rys. 1: Wzrost średniej temperatury powierzchni Ziemi w dwóch scenariuszach –  spalenia wszystkich paliw kopalnych (RCP 8.5) oraz ograniczenia wzrostu temperatury do 2°C (RSP3-PD).

Skalę i tempo zmian można zobrazować, zestawiając te prognozy z historycznymi zmianami temperatury powierzchni Ziemi.

Około 20 tysięcy lat temu Ziemia zaczęła wychodzić z epoki lodowcowej, a około 10 tysięcy lat temu klimat Ziemi ustabilizował się na obecnym poziomie, o około 4 st. Celsjusza wyższym niż w czasach maksimum epoki lodowcowej. Obecny długotrwały okres stabilnego klimatu –  trwający już ponad 10 000 lat holocen – umożliwił nam osiedlenie się i utworzenie cywilizacji. Jednak szybko dobiega on końca.

Rys. 2: Zmiany temperatury w ostatnich 22 000 lat (linie zielona i niebieska). Przedłużenie w przyszłość w oparciu o scenariusz RCP8.5 (linia czerwona).

Rys. 2: Zmiany temperatury w ostatnich                    22 000 lat (linie zielona i niebieska). Przedłużenie w przyszłość w oparciu o scenariusz RCP8.5 (linia czerwona).

Jeśli utrzymamy obecne trendy wzrostu emisji, to w przeciągu dwóch stuleci temperatura powierzchni Ziemi wzrośnie o 8°C. Katapultujemy się ze stabilnego klimatu holocenu, po drodze miniemy maksymalne temperatury ciepłych okresów interglacjalnych z ostatniego miliona lat (+1,5°C), pliocenu z ostatnich kilku milionów lat (+3°C), klimat z eocenu (+4°C), a nawet ten z ery dinozaurów (+5°C).

Doświadczymy drastycznego przesuwania się stref klimatycznych, linii brzegowej, całego wachlarza ekstremalnych zjawisk pogodowych, zakwaszania i odtleniania oceanów, wreszcie rozpadu wiecznej zmarzliny i oceanicznych hydratów metanu.

Gdy globalna średnia wzrośnie o +4°C, temperatury nad lądami podskoczą o około +6°C.

Rys. 3: Możliwe zmiany temperatury w Europie w obecnym stuleciu w wyniku globalnego ocieplenia. Mapa po lewej stronie pokazuje średnie roczne wartości temperatury powietrza w okresie 1961?1990. Mapa po prawej stronie pokazuje, jakie mogą być średnie wartości temperatury w latach 2071?2100.

Rys. 3: Możliwe zmiany temperatury w Europie w obecnym stuleciu w wyniku globalnego ocieplenia. Mapa po lewej stronie pokazuje średnie roczne wartości temperatury powietrza w okresie 1961- 1990. Mapa po prawej stronie pokazuje, jakie mogą być średnie wartości temperatury w latach 2071 – 2100.

Jeśli obecne tendencje emisji gazów cieplarnianych się utrzymają, pod koniec XXI w. średnia temperatura roczna w Polsce będzie wynosiła ok. 13°C –  tyle, ile obecnie notuje się w krajach śródziemnomorskich. Greckie temperatury w Polsce doprowadzą do fal upałów. Latem będziemy mogli spodziewać się temperatur sięgających 35, a nierzadko nawet 40°C, prowadzących do wielotygodniowych susz, co będzie sprzyjać pożarom i utracie roślinności. Zimą zamiast śniegu będziemy mieć opady deszczu.

Poziom wody w oceanach podniesie się o 1-1,5 m. Półwysep Helski zniknie pod wodą, Gdańska Starówka i Żuławy będzie można uratować tylko dzięki wielki inwestycjom inżynieryjnym na modłę holenderską. Będzie to i tak dopiero początek wzrostu poziomu oceanów –  w świecie cieplejszym o 4°C poziom mórz wzrośnie o 7 metrów. Morze Bałtyckie będzie na drodze do zostania Zatoką Bałtycką (bo Dania i Niemcy Północne znikną pod wodą).

W sumie może jednak nie brzmi to tak źle, prawda? Inni będą mieli gorzej: wyspy koralowe na Pacyfiku znikną pod wodą, podobnie Bangladesz i delty wielkich rzek (ciekawe, dokąd przeniosą się mieszkańcy Bangladeszu czy delty Nilu?), znikną zapewniające całoroczne dostawy wody lodowce w Andach i Himalajach, Nowy Jork i Nowy Orlean mogą zatopić huragany, a Amazonia zamieni się w step.

To i tak będzie dopiero początek. Jeśli dojdzie do wielkoskalowego rozpadu wiecznej zmarzliny i oceanicznych pokładów hydratów metanu, możemy odtworzyć scenariusz wielkiego wymierania z przełomu permu i triasu, podczas którego wymarło ponad 90% gatunków. W tak drastycznym scenariuszu analizowanie skutków zdarzeń z wąskiej perspektywy Polski ma równie wiele sensu, co przyglądanie się życiu kolonii mrówek na zboczach eksplodującego wulkanu.

Marcin Popkiewicz

popkiewicz-marcin-75x75Marcin Popkiewicz jest fizykiem, koordynatorem zespołu ds. zmian klimatu w Fundacji Nasza Ziemia, autorem książki „Ziemia na rozdrożu”.

źródło: Zielone Wiadomości

zobacz także: Wspólne Oświadczenie amerykańskich Nauczycieli Dharmy ws. zmian klimatu

zielone-logo

 

A jednak się ociepla!

W sierpniu Richard A. Muller, do niedawna jeden z najbardziej znanych sceptyków klimatycznych, ogłosił, że antropogeniczne ocieplenie klimatu jest faktem. Nasilenie się ekstremalnych zjawisk pogodowych w ostatnich miesiącach wskazuje, że na konieczne działania pozostaje nam coraz mniej czasu.

więcej:  A jednak się ociepla! – Zielone Wiadomości.

Znakomity artykuł, b. polecam!

zobacz także:

Buddyjska Deklaracja w Sprawie Zmian Klimatu

Paul Krugman: Susze, powodzie a ceny żywności

 

Chokyi Nyima Rinpocze – wywiad

„My –  istoty ludzkie, wkraczamy na bardzo niebezpieczne terytorium…Nasz świat może zamienić się w pustynię i naprawdę powinniśmy być tego świadomi”. Czytaj dalej

Ringu Tulku Rinpocze – wywiad

Ringu Tulku Rinpocze (ur. 1952) został rozpoznany przez Karmapę XVI, jako inkarnowany lama klasztoru Rigul. Posiada tytuł Khenpo, tradycji Kagyu i Lopon Chenpo, Ningmapy. Od 17 lat jest profesorem tybetologii w Sikkimie. Zredagował wybitna pracę na temat nie-sekciarskiego ruchu Rime. Jego znakomity angielski i zrelaksowany sposób nauczania przyniosły mu uznanie na całym świecie. Założył Bodhicharya, międzynarodową organizację, która koordynuje ochronę i przekaz nauk buddyjskich z dialogiem międzykulturowym, edukacją i projektami społecznymi.


JS: Dysponujesz wiedzą na temat światowego kryzysu ekologicznego i widziałeś film Ala Gora. Jakie masz w związku z tym odczucia – jako buddysta i jako istota ludzka? Jaka jest twoja reakcja?

RT: Z buddyjskiego punktu widzenia – i nie tylko buddyjskiego – natura sama siebie nie zanieczyszcza. Jeśli jest skażona, to dlatego, że zanieczyszczają ją ludzie. Nie ulega wątpliwości, że skaziliśmy powietrze i globalne środowisko, i w ten sposób stworzyliśmy ten problem. W moim odczuciu, jeśli my – ludzie, poprzez swoje niewłaściwe postępowanie doprowadziliśmy do tak poważnej sytuacji, do nas należy jej naprawienie, ponieważ dotyka ona wszystkich czujących istot.  Taka jest karma tej sytuacji z punktu widzenia nauk buddyjskich. Jakiekolwiek działanie podejmiemy, będziemy musieli doświadczyć odpowiedniego rezultatu. Bardzo dobrym przykładem działania tego prawa jest kwestia klimatu. Możemy stworzyć sobie złą, negatywną sytuację, bądź też taką, w której będziemy czuli się bardzo dobrze. Niezależnie od tego, czy jest to nasza planeta, społeczeństwo, lokalne środowisko naturalne, czy też relacje między ludźmi –  w taki właśnie sposób działania i reakcje wpływają na siebie wzajemnie. Zjawisko, o którym mówimy, jest bezpośrednim rezultatem naszych niewłaściwych działań, przy których podejmowaniu nie bierzemy pod uwagę konsekwencji. Jeśli chcemy cieszyć się światem wokół nas – my i przyszłe pokolenia – musimy zrobić coś, żeby to poprawić.

Istnieją prognozy, że skutki będą, lub mogą być, takie czy inne, lecz nie ma nic pewnego. Dysponujemy jedynie wskazówkami, „jeśli zrobisz tak, może być tak i tak. Jednakże, jeśli zrobisz tak i tak, może być lepiej”. Jeśli ludzie zechcą zmienić swoje zachowanie, świat może stać się lepszy.  Nawet w bardzo negatywnych, ciemnych epokach, mogą zdarzyć się okresy czasu, które będą pozytywne i dobre. To zostało przepowiedziane. Dlatego też, z buddyjskiego punktu widzenia to, jaki będzie świat, zależy od ludzi, którzy w nim żyją i od ich sposobu postępowania. Gdy społeczność ulega degeneracji i świat staje się coraz gorszy, ludzkie negatywne emocje nabierają intensywności. Ludzie działają pod wpływem agresji i chciwości, ich działania są niewłaściwe i pełne przemocy. W taki właśnie sposób świat zmienia się na gorsze. Rezultatem są wojny, głód, katastrofy ekologiczne i krótsza długość życia. Jeśli nasze działania lub reakcje poprawią się – zaprzestaniemy zabijania, kłamstwa, oszukiwania i okradania siebie nawzajem – według nauk buddyjskich, zarówno kondycja ludzkości, jak i sytuacja ekologiczna, będą się coraz bardziej poprawiać. Nasz sposób życia i traktowania siebie nawzajem oddziałuje nie tylko na istoty ludzkie, lecz również na nasze środowisko naturalne –  świat, w którym żyjemy.

JS: Sądzisz więc, że istnieje rodzaj psychicznej współzależności na poziomie kolektywnym?

RT: Nie tylko psychicznej, lecz również behawioralnej. Nasze reakcje psychologiczne znajdują odzwierciedlenie w naszym zachowaniu. Tak więc to, jak traktujemy siebie nawzajem, wpływa na środowisko naturalne. Na przykład, jeśli jesteśmy nazbyt chciwi, wydobywamy co się da z ziemi, bez najmniejszego poczucia szacunku. Nie dbamy o ziemię ani o powietrze. Ignorujemy powodowane w ten sposób skażenie. Jeśli reagujemy z nienawiścią i zależy na jedynie na tym, by kogoś lub coś uszkodzić bądź zniszczyć, przeznaczamy ogromne środki na produkcję broni,  i w konsekwencji także niszczymy nasze własne środowisko. Krzywdzenie innych oznacza również krzywdzenie samych siebie.

JS: Lub w tym przypadku krzywdzenie przyszłych pokoleń.

RT: Tak, to prawda.

JS: Przyszłych innych, lecz także przyszłych nas samych.

RT: Tak, to  jest buddyjski pogląd.

JS:  Więc twoim zdaniem może być różnie. Może nastąpić pewien przełom, zbiorowość ludzka zda sobie sprawę z powagi sytuacji, lub też nie. W tym drugim przypadku możemy znaleźć się w punkcie krytycznym. Oczywiście, już jesteśmy w punkcie krytycznym.

RT: Tak, to prawda. Jeśli nie zmienimy naszego sposobu działania i reagowania, sytuacja może się pogorszyć. Natomiast, jeżeli dokonamy wystarczających zmian, może zacząć zmieniać się na lepsze.

JS: Wydaje się, że podstawową przejawiającą się obecnie ‚trucizną’,  jest chciwość. Potężne elity społeczne nie zdają się być skłonne do jej porzucenia. Być może zmiany muszą zostać zainicjowane ‚oddolnie’.

RT: To prawda. Chciwość również powstaje na skutek ignorancji. Założenie, że „im więcej mam, im więcej konsumuję, tym lepiej dla mnie – dzięki temu będę szczęśliwy. Ten, kto ma najwięcej rzeczy jest lepszym, szczęśliwszym człowiekiem” oparte jest na fundamentalnym nieporozumieniu.

JS: Nieporozumieniu uparcie kultywowanym przez masowa reklamę.

RT: To prawda.

JS: System nastawiony na generowanie chciwości zawiera nasiona swojej własnej destrukcji. Będzie ona nieuchronna, jeśli nie nastąpią prawdziwe zmiany. Naukowcy stwierdzili, że topnienie lodowców Grenlandii następuje szybciej, niż to uprzednio przewidywano. Oznacza to potencjalną katastrofę dla regionów nadmorskich na całym świecie.

RT: Oglądałem w BBC raport mówiący o tym, że statki mogą teraz przepływać Przesmykiem Północno-Zachodnim w kanadyjskiej Arktyce, łączącym Ocean Atlantycki z Pacyfikiem. Lód tak bardzo stopniał, że powstała droga wodna poprzez wierzchołek świata. Państwa już rozpoczęły spór o prawo własności do tej części oceanu.

JS: Buddyzm naucza o ‚nie mającym początku czasie’. Według nauki ziemia liczy sobie 4.5 miliarda lat, biosfera 3.5 miliarda.  Rodzaj ludzki istnieje krócej niż ćwierć miliarda lat.  Czy jeśli określamy coś, jako ‚nie mające początku’, czynimy to tylko w odniesieniu do ludzkiej świadomości?

RT: ‚Nie mający początku’ czas nie odnosi się do jednego systemu świata, lecz do niezliczonych wszechświatów w nieskończonej przestrzeni. Przestrzeń jest nieograniczona, więc  jeśli istnieje jeden system świata, istnieją też inne. Ile z nich możemy zobaczyć dzięki naszym przyrządom? Mogą być różne rodzaje istot i światów, możliwości są nieograniczone. To określenie nie mówi o naszym świecie. Ten świat ma swój początek, środek i koniec. W indyjskiej buddyjskiej kosmologii jedna wielka kalpa dzieli się na 80 małych kalp. Uformowanie jednego systemu świata, z nicości do istnienia, trwa 20 kalp.  Po 20 następnych kalpach są na nim w stanie przetrwać pierwsze istoty. Od pojawienia się pierwszych czujących istot, poprzez ich rozwój, pełny rozkwit i ekspansję, do ich wyginięcia mija kolejnych 20 kalp. Później system zaczyna się rozpuszczać, aż do całkowitego rozpadu, następnie bardzo długo pozostaje w tym stanie – zajmuje to znowu 20 kalp. Tak wygląda jeden pełny cykl wielkiej kalpy. Co więcej, podczas gdy jeden świat jest w trakcie tworzenia, inny rozkwita, jeszcze inny umiera, a kolejny jest już wymarły.  Dzieje się tak w niezliczonych światach i wszechświatach.

JS: Papież wydaje ‚encyklikę społeczną’ poruszającą problem globalnego ocieplenia i zamierza osobiście zaapelować do Narodów Zjednoczonych. Patriarcha Chrześcijańskiego Kościoła Ortodoksyjnego zwołał międzywyznaniową konferencję na pokładzie statku niedaleko Bieguna Północnego, na której przedstawiciele różnych wyznań modlili się razem.  Czy nie sądzisz, że byłby to dobry pomysł, aby przywódcy buddyjscy połączyli siły przed swoimi uczniami i poruszali tę kwestię na ceremoniach modlitewnych, konferencjach i podczas udzielania nauk?

RT: Uważam, ze byłoby to bardzo właściwe. Coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę z globalnego ocieplenia, ale dzieje się tak od niedawna. W niedalekiej przeszłości ludzie wiedzieli o tym bardzo niewiele, lub zupełnie nic.

JS: Zmieniło się to w ciągu ostatniego roku od wydania Czwartego Raportu IPCC. Nauka rozwija się metodycznie i powoli. Osiągnięcie konsensusu pomiędzy 2 500 światowymi ekspertami nie jest łatwe. Ostatecznie stwierdzili oni, że z 90% prawdopodobieństwem, to ludzie są odpowiedzialni za globalne ocieplenie. Po tym nie powinno już być żadnej znaczącej opozycji. Przebudziły się media. Jednakże, nawet to nie powstrzymało tych, którzy sprzeciwiają się prawdzie.

RT: Tak, to prawda.

JS:  Pomimo konkretnych i niepodważalnych wyników badań naukowych, na arenie politycznej zmiany nie nastąpiły, ponieważ chciwość i marnotrawstwo przynoszą gigantyczne zyski. Co powiesz na temat naszego własnego buddyjskiego poglądu i sposobu postępowania w odniesieniu do kryzysu ekologicznego? Wielcy mistrzowie duchowi, tacy jak Guru Padmasambhava, postrzegali świat, jako iluzoryczny i podobny do marzenia sennego, jednakże podejmowali ogromne wysiłki dla dobra przyszłych pokoleń. Zastanawiam się, co nam to mówi na temat poglądu, jaki sami powinniśmy kultywować.

RT: Pustka, współzależność, nietrwałość, natura istot i rzeczy podobna do marzenia sennego …to nie powinno powstrzymywać nas od pomagania innym ludziom, wykonywania pozytywnych aktywności i ograniczania negatywności. To może być jak sen, lecz mimo to dotyka ludzi. To samo pytanie pojawia się w ‚Przewodniku po ścieżce Bodhisattwy’. Skoro wszystko jest pustką, skąd bierze się potrzeba współczucia? Współczucie jest potrzebne, ponieważ ludzie cierpią. Nie rozumieją pustki. Dlatego ważne jest, aby starać się im pomóc, zmniejszyć ich cierpienie. To, że jest to jak marzenie senne, niczego tutaj zmienia.

JS: Wydaje mi się, że gdybyśmy byli w stanie rozpoznać obydwa aspekty sytuacji – naturę podobną do marzenia sennego i realny kryzys, w jakim się znajdujemy  – mogłoby to wpłynąć na sposób, w jaki pracujemy i pomóc nam uniknąć niepokoju.

RT: Ponieważ zjawiska są nietrwałe, współzależne i puste, powinniśmy próbować postrzegać je jasno, więc jakakolwiek sytuacja by się nie pojawiła, nie wpadamy w panikę. Zmieniamy nasz sposób doświadczania. Nie oznacza to, że nie powinniśmy dążyć do zmiany sytuacji. Lecz nawet, gdybyśmy musieli żyć w niej dalej, powinniśmy zachować radość i spokój umysłu. Jednocześnie robimy, co tylko w naszej mocy, aby ją poprawić –   bez popadania w pesymizm, poczucie całkowitej bezradności czy przytłoczenie tragedią. Staramy się żyć tak, by polepszyć sytuację, zarówno wewnątrz nas, jak i na zewnątrz.

JS: Myślę, że taki rodzaj sytuacji musi ci być dobrze znany. Zostałeś uchodźcą, gdy Tybet został zniszczony przez zewnętrznych najeźdźców. Czy dostrzegasz jakieś podobieństwo pomiędzy tymi dwoma kryzysami?

RT: Tak, sytuacja Tybetańczyków jest bardzo podobna.  Dalajlama powtarza wciąż, że nie powinniśmy popadać w pesymizm; musimy zachować optymizm. Nie oznacza to, że mamy ignorować sytuację, być nieświadomi problemów i niesprawiedliwości lub obwiniać samych siebie. Chodzi raczej o to, aby sytuację, w jakiej się znaleźliśmy, widzieć jasno. Rozpoznając, rozumiejąc i akceptując ją, unikniemy całkowitego rozczarowania. Powinniśmy wyraźnie zdawać sobie sprawę z tego, co jesteśmy w stanie zrobić, żeby ją poprawić. Jeśli jest możliwe zrobienie nawet małej rzeczy, powinniśmy skoncentrować na niej, nie zaś rozpaczać z powodu nieszczęścia, które nas spotkało. Jeżeli będziemy postępować w ten sposób, nasze nastawienie zmieni się na bardziej pozytywne, będziemy mieli w sobie więcej entuzjazmu i optymizmu. Takie przesłanie otrzymaliśmy – my, uchodźcy tybetańscy. Zamiast popadać w złość i nienawiść, użalanie się nad sobą i w konsekwencji stracić całkowicie nadzieję – przyjrzyj się sytuacji i zapytaj: ‚Co teraz możemy zrobić’? Dlatego właśnie uchodźcy tybetańscy starali się robić, co było w ich mocy, aby zachować swoją kulturę i chociaż odrobinę poprawić położenie. Oczywiście nie jest to łatwe, ani wewnątrz, ani na zewnątrz Tybetu. Istnieje wiele przeszkód, wiele negatywnych mocy. Niemniej jednak, to działa.

JS: Często ogromnym kosztem.

RT: Tak ponosimy koszty. Wszystkie te negatywne rzeczy zdarzyły się tak, czy inaczej, tak więc w tym kontekście, zostało zrobione wszystko, co tylko można było zrobić.

JS: Możliwe jest, że czasie obecnego kryzysu klimatycznego gatunek ludzki nie stanie na wysokości zadania i nie podejmie swojej karmicznej odpowiedzialności. IPCC twierdzi, że jeśli nie przestaniemy wtłaczać do atmosfery 70 milionów gazów cieplarnianych rocznie, w przeciągu 10 lat nieodwracalnie zniszczymy nasz klimat i całą biosferę.

RT: Zgodnie z naukami buddyjskimi i naszym doświadczeniem uchodźców tybetańskich, nigdy nie wiemy, czy uda nam się zmienić lub odwrócić sytuację. Nigdy nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak wiele może zostać zrobione i czego zrobić się nie da. Nikt nie jest w stanie tego dokładnie powiedzieć, lecz nie powinno to powstrzymywać naszych starań.

JS: Istnieje niezwykle pilna potrzeba zawarcia autentycznego globalnego porozumienia i zastosowania go w praktyce. Co mógłbyś nam poradzić, jako mnich i nauczyciel buddyjski?

RT: Myślę, że zrozumienie tego jest bardzo ważne.  Ludzie mają pewne mgliste pojęcie o zagrożeniach związanych z globalnym ociepleniem, lecz większość nie doświadczyła jeszcze osobiście jego skutków. Rządy dużo mówią, lecz mam wątpliwości co do tego, czy traktują ten problem rzeczywiście poważnie. Co innego mówią, a co innego robią. Być może niektórzy rozumieją mniej lub bardziej powagę sytuacji, lecz ich działania są niewystarczające.

Istnieje pewien sanskrycki wiersz:

Dla dobra świata powinieneś poświęcić swój kraj.

Dla dobra kraju powinieneś poświecić swoją wioskę.

Dla dobra wioski powinieneś poświęcić swoją rodzinę.

Dla dobra rodziny powinieneś poświecić samego siebie.

No tak, wydaje się, że w dzisiejszych czasach przeważa odwrotne nastawienie:

Dla dobra swojego kraju poświęć cały świat.

Dla dobra wioski poświęć swój kraj.

Dla dobra rodziny poświęć swoją wioskę.

Dla własnego dobra poświęć swoją rodzinę.

Kiedy pojawia się kryzys taki, o jakim mówimy, myślimy:, „Jeśli odniosę z tego jakąś korzyść, lub przez pewien będę zarabiał więcej pieniędzy, nie obchodzi mnie, czy planeta ulega zniszczeniu, czy też nie.”   To jest podstawowy problem; wynika on z niewiedzy. Wydaje nam się, że nasze dobro będzie zapewnione, jeśli zdobędziemy pieniądze, władzę lub cokolwiek innego. Jednakże żyjemy na tym świecie i jeśli ten świat zniknie, gdzie będziemy mogli zużyć nasz ‚zysk’?

JS: W kontekście Globalnego Ocieplenia, moglibyśmy powiedzieć, że jest to zbiorowa patologiczna niewiedza, a być może nawet rodzaj ‚pragnienia śmierci’.

RT: To tak, jakbyśmy nie bardzo zdawali sobie sprawę z tego, co się dzieje, byli zdezorientowani. W naszym systemie edukacji zbyt duży nacisk kładzie się na indywidualne osiągnięcia i realizowanie celów osobistych. ‚Muszę być najlepszy. Muszę uzyskać, jak najwięcej. Mój sukces jest najważniejszy. To, co dzieje się wokół mnie, nie jest tak ważne.’ Taki rodzaj nastawienia, sposób patrzenia na świat jest zbyt egoistyczny. Tracimy całościowy ogląd sytuacji. Niemalże przestajemy myśleć, że jesteśmy częścią czegokolwiek. To właśnie dlatego, niektórzy ludzie popadają w depresję, poczucie osamotnienia i tym podobne. To wszystko bierze się z tego.

Wywiad przeprowadzony przez Johna i Dianę Stanley w Sikkimie, w październiku 2007 roku.


Tłumaczenie: Jan Skoczylas

Video: Ringu Tulku opowiada bajkę Jakata z bardzo aktualnym morałem odnoszącym się do obecnego kryzysu ekologicznego

źródło: www.ecobuddhism.com

Zobacz także:

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Karmapa Orgyen Trinley Dorje: Czysta aspiracja, działanie Bodhisattwy i bezpieczeństwo klimatyczne w przyszłości

Chokyi Nyima Rinpocze – wywiad

Profesor Tim Jackson, Brytyjska Komisja Zrównoważonego Rozwoju: Dobrobyt bez wzrostu

Przejście do gospodarki zrównoważonej

Korzyści ze wzrostu gospodarczego rozdzielone zostały, w najlepszym przypadku, nierówno. Jedna piąta światowej populacji zarabia zaledwie 2% światowego dochodu. W ciągu ostatnich 20 lat nierówności w krajach należących do OECD pogłębiły się. I podczas gdy bogaci stali się jeszcze bogatsi, realne dochody klasy średniej w krajach zachodnich pozostawały na tym samym poziomie na długo przed nadejściem recesji. Zamiast podnieść poziom życia tych, którzy najbardziej tego potrzebują, wzrost doprowadził do zubożenia dużej części światowej populacji. Bogactwo przepłynęło do niewielkiej grupy uprzywilejowanych szczęśliwców. Sprawiedliwość (lub raczej jej brak) jest tylko jednym z wielu powodów stawiających pod znakiem zapytania konwencjonalny sposób na osiąganie dobrobytu. Gdy rozrasta się gospodarka, zwiększa się zużycie zasobów naturalnych. Już dziś spowodowało to naruszenie równowagi ekologicznej. W ostatniej ćwierci poprzedniego stulecia światowa gospodarka powiększyła się dwukrotnie i jednocześnie szacuje się, ze 60% ziemskich ekosystemów uległo degradacji. Od roku 1990 (rok bazowy Protokołu w Kioto) światowa emisja dwutlenku węgla wzrosła o 40%.

Jeszcze przed końcem obecnej dekady mogą wystąpić znaczące niedobory najważniejszych surowców, takich jak ropa naftowa. Świat, w którym wszystko dzieje się tak, jak zwykle, już w tej chwili jest trudny do wyobrażenia. A co ze światem, w którym 9 miliardów ludzi dąży do osiągnięcia poziomu życia takiego, jak w krajach OECD?  Aby było to możliwe gospodarka światowa musiałaby stać się piętnastokrotnie większa od obecnej do roku 2050, a czterdziestokrotnie większa do końca stulecia. Jak wygląda taka gospodarka? Z jakich surowców korzysta? Czy jest to wiarygodna wizja wspólnego, długotrwałego dobrobytu? Są to niektóre z pytań, które zainspirowały mnie do napisania tego raportu. Należą one do długiej tradycji poważnej refleksji nad naturą rozwoju, ale jednocześnie odzwierciedlają realne problemy wymagające natychmiastowego rozwiązania. Zmiany klimatu, bezpieczeństwo paliwowe, gwałtowne zmniejszanie się zróżnicowania biologicznego i powszechne nierówności stały się w ciągu ostatniej dekady głównymi tematami polityki międzynarodowej. Rozwiązania tych kwestii nie można już dłużej przerzucać na następne pokolenie, ani odkładać do okresu po następnych wyborach. Domagają się naszej uwagi już teraz.

Niniejszy raport ma na celu zbadanie zależności pomiędzy dobrobytem a wzrostem gospodarczym. Uznaje on pilną potrzebę rozwoju gospodarczego narodów biedniejszych. Lecz jednocześnie poddaje pod wątpliwość stawianie ciągłego wzrostu dochodów, jako właściwego celu polityki krajów już bogatych, w świecie ograniczonym limitami ekologicznymi. Jego celem jest nie tylko analiza dynamiki ujawniającego się kryzysu ekologicznego, który prawdopodobnie przyćmi obecny kryzys gospodarczy, ale również przedstawienie spójnych propozycji politycznych, które mogą ułatwić przejście do gospodarki zrównoważonej. Krótko mówiąc, raport ten kwestionuje założenie ciągłego wzrostu gospodarczego w krajach bogatych i stawia pytanie: czy jest możliwe osiągnięcie dobrobytu bez wzrostu?

Epoka braku odpowiedzialności

Powyższe pytanie stało się bardziej wyraziste na skutek recesji. Kryzys bankowy z roku 2008 doprowadził świat na skraj katastrofy finansowej i zatrząsł podstawami dominującego modelu gospodarczego. Spowodował przedefiniowanie granic pomiędzy rynkiem a państwem i zmusił nas do konfrontacji z naszą niezdolnością do zachowania równowagi finansowej – a tym bardziej ekologicznej – światowej gospodarki. Może się wydawać, że nie jest to właściwy moment na kwestionowanie znaczenia wzrostu gospodarczego. To nieprawda. Wręcz przeciwnie, kryzys ten sprzyja zaangażowaniu w poważną refleksję. Stwarza okazję na zajęcie się problemami zarówno równowagi finansowej, jak i ekologicznej, potraktowanymi wspólnie. I jak dowodzi ten raport, oba te zagadnienia są ze sobą ściśle powiązane.

Obecne zamieszanie nie jest rezultatem pojedynczego nadużycia, czy też zwykłego braku czujności. Rynek nie został zniszczony przez nieuczciwe jednostki, lub na skutek przymykania oczu na ich machinacje ze strony instytucji nadzorujących. Przyczyną kłopotów był sam wzrost gospodarczy. Imperatyw ciągłego wzrostu ukształtował strukturę współczesnej gospodarki. Stoi on za wolnościami przyznanymi sektorowi finansowemu. Jest przynajmniej częściowo odpowiedzialny za poluzowanie przepisów i obfitość niestabilnych instrumentów finansowych pochodnych. Ryzyko ciągłej ekspansji kredytów zostało podjęte rozmyślnie, jako podstawowy instrument stymulacji wzrostu konsumpcji. Model ten był zawsze niestabilny pod względem ekologicznym. Teraz mogliśmy przekonać się, że jest również niestabilny gospodarczo. Epoka braku odpowiedzialności nie oznacza zwykłego niedopatrzenia lub chciwości jednostek. Mieliśmy do czynienia z nieodpowiedzialnością planową, powszechnie usankcjonowaną, mającą na względzie jeden jasny cel: kontynuację i ochronę wzrostu gospodarczego. Porażka tej strategii okazała się katastrofą pod każdym względem. Zwłaszcza ze względu na wpływ, jaki wywiera na cały świat, a szczególnie na uboższe społeczności. Jednakże pomysł, że wzrost gospodarczy może wyprowadzić nas z kryzysu, jest również bardzo problematyczny. Reakcje mające na celu przywrócenie status quo, nawet jeśli okażą się skuteczne na krótką metę, z pewnością doprowadzą nas wkrótce z powrotem do stanu finansowego i ekologicznego braku równowagi.

Nowa definicja dobrobytu

Właściwszą reakcją jest zakwestionowanie podstawowej wizji dobrobytu opartego na ciągłym wzroście. I poszukiwanie wizji alternatywnych, –  w których ludzkość mogłaby nadal rozkwitać, lecz jej niszczący wpływ na środowisko zostałby ograniczony. Mamy do dyspozycji bardzo obszerną literaturę na temat ludzkiego dobrobytu i możemy korzystać z obfitości zawartych w niej cennych spostrzeżeń. Dobrobyt ma bez wątpienia wymiary materialne. Jest czymś nieprzyzwoitym mówienie, że sprawy mają się dobrze, jeśli brakuje pożywienia i dachu nad głową (a jest tak w przypadku miliardów ludzi w krajach rozwijających się.) Lecz jest również oczywiste, że zrównywanie ilości z jakością, więcej z lepiej, jest całkowicie błędne. Jeśli nie miałeś pożywienia od miesięcy i żniwa znowu się nie udały, jakiekolwiek jedzenie jest błogosławieństwem. Ale jeśli zamrażarka w amerykańskim stylu jest już wypchana po brzegi przytłaczającą różnorodnością produktów spożywczych, nawet niewielka ilość więcej może być postrzegana, jako brzemię, szczególnie, jeśli kusi cię, żeby to zjeść.

Innym odkryciem jest to, ze dobrobyt wymaga nie tylko zaspokojenia potrzeb materialnych. Ma on niezwykle ważne wymiary społeczne i psychologiczne. Powodzenie polega w dużej mierze na zdolności do dawania i otrzymywania miłości, odczuwaniu szacunku ze strony innych członków społeczeństwa, poczuciu użyteczności wykonywanej pracy oraz przynależności i zaufania do społeczności. W skrócie, ważnym składnikiem dobrobytu jest zdolność do pełnego znaczenia uczestnictwa w życiu społecznym.

Taki pogląd na dobrobyt jest bardzo podobny do wizji rozwoju, jako „potencjału do rozkwitu” (capabilities for flourishing) Amartya Sen. Lecz wizja ta powinna być interpretowana ostrożnie: nie, jako zespół oderwanych wolności, lecz gama „powiązanych zdolności” do dobrego życia – w pewnych jasno zdefiniowanych granicach.

Sprawiedliwego i długotrwałego dobrobytu nie można oddzielić od warunków materialnych. Możliwości są z jednej strony ograniczone przez wielkość światowej populacji, a z drugiej przez skończoność środowiska naturalnego naszej planety. Ignorowanie tych naturalnych ograniczeń oznacza skazanie naszych potomków –  i innych istot –  na życie na zubożałej planecie. Natomiast perspektywa, że ludzkość mogłaby rozkwitać i jednocześnie mniej konsumować, jest intrygująca. Byłoby głupotą myślenie, że łatwo to osiągnąć. Lecz nie powinniśmy łatwo się poddawać. Stwarza to największą z możliwych szansę na trwały dobrobyt.

Dylemat wzrostu

Posiadanie takiej wizji nie oznacza pewności, że dobrobyt bez wzrostu jest możliwy. Chociaż ciągły wzrost gospodarczy jest formalnie czymś innym od wzrastającego dobrobytu, pozostaje możliwość, że stanowi on niezbędny warunek jego trwałości. A także, że bez wzrostu nasza zdolność do rozwoju znacznie się zmniejsza. Istnieją trzy powiązane twierdzenia broniące wzrostu gospodarczego. Pierwsze mówi o tym, że obfitość dóbr materialnych jest (mimo wszystko) konieczna dla rozkwitu. Drugie podkreśla ścisłe powiązanie wzrostu gospodarczego z pewnymi podstawowymi „prawami” –  do ochrony zdrowia lub, być może, edukacji, –  bez których dobrobyt nie jest możliwy. Trzecie dotyczy roli wzrostu w utrzymywaniu społecznej i gospodarczej stabilności. Istnieją dowody przemawiające za każdym z tych twierdzeń. Dobra materialne odgrywają w naszym życiu ważną rolę symboliczną, pozwalając nam na uczestnictwo w życiu społecznym. Można zaobserwować pewną zależność statystyczną pomiędzy wzrostem gospodarczym a najważniejszymi wskaźnikami ludzkiego rozwoju. A także odpornością gospodarki – zdolnością do ochrony miejsc pracy i środków do życia oraz uniknięcia załamania w obliczu zewnętrznych perturbacji.

Wzrost był (do teraz) standardowym mechanizmem zapobiegającym załamaniu. W szczególności, gospodarki rynkowe przywiązywały ogromną wagę do wydajności pracy. Ciągłe doskonalenie technologii oznacza, że można wyprodukować więcej, mniejszym nakładem pracy. Lecz co niezwykle istotne, oznacza to także, że z roku na rok potrzeba coraz mniej ludzi do wyprodukowania tych samych dóbr. Tak długo jak gospodarka powiększa się wystarczająco szybko, by skompensować wzrost wydajności pracy, nie stanowi to problemu. Lecz jeśli gospodarka nie wzrasta, zaczyna się  presja na ograniczenie zatrudnienia. Ludzie tracą pracę.

Przy mniejszej ilości pieniędzy w gospodarce, spada produkcja, następuje ograniczenie wydatków publicznych i zmniejsza się zdolność do obsługi długu państwowego. Pojawia się widmo spirali recesji. W ramach tego systemu, wzrost gospodarczy jest niezbędny tylko po to, aby zapobiec załamaniu. Konkluzja ta prowadzi do niewygodnego i głęboko zakorzenionego dylematu: wzrost może być niezrównoważony, ale jego cofnięcie (de-growth) zdaje się oznaczać utratę stabilności.  Można więc dojść do wniosku, że osiągnięcie trwałego dobrobytu jest niemożliwe. Lecz ignorowanie konsekwencji nie sprawi, że one się nie pojawią. Zaniechanie poważnego potraktowania dylematu wzrostu, jest być może największym zagrożeniem dla równowagi [ekologicznej i gospodarczej], w obliczu jakiego stoimy.

„Żelazna klatka” konsumpcjonizmu

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, założenie, że zapewnienie wystarczających zasobów i znaczące zmniejszenie emisji gazów cieplarniach, możliwe jest bez konfrontacji z naturą i strukturą gospodarek rynkowych, oznacza bujanie w obłokach. Można wyróżnić dwa współzależne elementy współczesnego życia gospodarczego, które wspólnie napędzają dynamikę wzrostu: produkcję i konsumpcję nowości. Chęć zysku stymuluje producentów do ciągłego poszukiwania nowych, lepszych, bądź tańszych produktów i usług. Zdaniem ekonomisty Josepha Schumpetera, to właśnie ten proces „kreatywnego niszczenia”, napędza ciągły wzrost gospodarczy.

Dla poszczególnych firm zdolność do adaptacji i wprowadzania innowacji –  projektowania, wytwarzania i marketingu produktów nie tylko tańszych, lecz również nowszych i bardziej ekscytujących –  ma znaczenie podstawowe. Firmy, którym się to nie udaje, ryzykują bankructwem. Lecz ciągła produkcja nowości miałaby dla firm niewielką wartość, gdyby nie było rynku dla ich konsumpcji w gospodarstwach domowych. Rozpoznanie istnienia i zrozumienie natury tego zapotrzebowania jest sprawą o znaczeniu zasadniczym. Jest ono ściśle powiązane z symboliczną rolą, jaką dobra materialne odgrywają w naszym życiu. „Język dóbr” pozwala nam na wzajemną komunikację –  w najbardziej oczywisty sposób w kontekście statusu społecznego, lecz także tożsamości, przynależności społecznej, a nawet –  na przykład poprzez dawanie i otrzymywanie prezentów –  wyrażania uczuć do siebie nawzajem. Z wielu różnych przyczyn nowość dóbr ma tutaj znaczenie centralne. W szczególności, niosła ona zawsze ze sobą ważną informację na temat statusu. Pozwala  nam także na realizowanie aspiracji dotyczących nas samych i naszych rodzin, jak również naszych marzeń o dobrym życiu.

Być może najważniejszym punktem jest tutaj niemal doskonałe dopasowanie pomiędzy ciągłą produkcją nowości przez firmy a ich nieustanną konsumpcją w gospodarstwach domowych. Niedające się ugasić pragnienie konsumenta stanowi doskonałe dopełnienie niemających końca innowacji ze strony przedsiębiorców. Te dwa samowzmacniające się procesy są razem dokładnie tym, czego potrzeba do dalszego nakręcania wzrostu. Pomimo tego dostosowania, a może z na jego skutek, bezustanna pogoń za nowościami wywołuje niepokój, który jest w stanie osłabić pomyślność społeczeństwa. Jednostki znajdują na łasce porównań społecznych. Przedsiębiorstwa muszą wprowadzać innowacje lub zginąć. Materialistyczny konsumpcjonizm powoduje wypaczenia instytucji. Samo przetrwanie gospodarki zależy od wzrostu konsumpcji.

„Żelazna klatka”  konsumpcjonizmu jest systemem, w którym nikt nie jest wolny. Jest to pełen trosk i niepokoju, patologiczny system. Lecz na jednym poziomie to działa. System ten pozostaje zdolny do życia gospodarczego, dopóki zapewniona jest płynność i konsumpcja wzrasta. Jeśli któreś z nich gaśnie, załamuje się.

Keynesianizm i Nowy Zielony Ład

Polityczne odpowiedzi na kryzys gospodarczy są w zasadzie jednogłośne –  uzdrowienie oznacza pobudzenie wydatków konsumentów w celu ponownego uruchomienia wzrostu gospodarczego. Różnice poglądów ograniczają się głównie do tego, w jaki sposób powinno to zostać osiągnięte. Dominująca (wywodząca się z Keynesianizmu) odpowiedź mówi o zwiększeniu wydatków publicznych i zastosowaniu obniżek podatków, aby pobudzić popyt ze strony konsumentów. Należy podkreślić pojawiający się międzynarodowy konsensus dotyczący jednej prostej idei. Uzdrowienie gospodarki wymaga inwestycji. Staranne nakierowanie tych inwestycji na bezpieczeństwo energetyczne, infrastrukturę o niskiej emisji gazów cieplarnianych i ochronę środowiska, przynosi wielorakie korzyści. Te korzyści to między innymi:

*uwolnienie środków na wydatki gospodarstw domowych i inwestycje produkcyjne poprzez redukcję kosztów energii i surowców

*ograniczenie naszej zależności od importu i narażenia na problemy z dostawą energii w wyniku różnego rodzaju trudnych do przewidzenia zdarzeń i procesów geopolitycznych

*zapewnienie bardzo potrzebnego czynnika pobudzającego zwiększenie zatrudnienia w poszerzającym się sektorze „przemysłów ekologicznych”

*postęp w realizacji napiętego planu globalnej redukcji emisji gazów cieplarnianych

*ochronę cennych zasobów ekologicznych i poprawę jakości środowiska życia dla następnych pokoleń.

W skrócie, „bodziec ekologiczny” jest wyjątkowo sensowną odpowiedzią na kryzys gospodarczy. Na krótką metę zapewnia uzdrowienie rynku pracy i gospodarki, w trochę dłuższym okresie czasu bezpieczeństwo energetyczne i  innowacje technologiczne, a długoterminowo zrównoważoną przyszłość dla naszych dzieci. Niemniej jednak, domyślnym założeniem nawet „najbardziej zielonej” wersji tej strategii jest powrót gospodarki do stanu ciągłego wzrostu konsumpcji. Ponieważ stan ten jest z natury swojej niezrównoważony, trudno jest uniknąć konkluzji, że na dłuższą metę, potrzeba czegoś więcej. Dla naszego ograniczonego warunkami ekologicznymi świata niezbędny jest inny rodzaj struktury makro- gospodarczej.

Powyższy tekst jest fragmentem pełnego raportu, który dostępny jest tutaj.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

źródło: www.ecobuddhism.org

Zobacz także:

Buddyzm a kryzys klimatyczno-energetyczny

Jego Świątobliwość Dalajlama: Polityka a środowisko

mapa strony

strona główna